Papier przeciw stali - Rozdział 1, Bal - TanrubNairda
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Papier przeciw stali - Rozdział 1, Bal
A A A
Od autora: Jestem świeżym członkiem tego grona i trochę niepewny postanowiłem poddać pod osąd swoje wypociny. Świadom ogromnych braków w warsztacie pisarskim a jednocześnie z potężnym postanowieniem ukończenia tego co zacząłem liczę na konstruktywną opinię (a przeglądając portal, łatwo zauważyć ze taka tu dominuje).

O samy tworze. "Papier przeciw stali", bo taki tytuł roboczy nadałem 'książce' dzieje się w wykreowanym świecie pogranicza fantastyki i wczesnego steampunku. Królestwo Hegarbrig broni się przed zmianami jakie dotykają cały świat, różne ugrupowania zwalczają wielkie rody i monarchie a postęp technologi zabija ducha magi. Bez zdradzania celu historii, powiem ze będzie tu spisek, zdrada, romans i trochę trupów.

P.s Miałem spory problem z konwersją formatu worda i akapitów, postaram się to w ewentualnej przyszłości poprawić i mam nadzieje, ze taka forma nie zrazi do przeczytania.
p.s
Klasyfikacja wiekowa: +18

Rozdział 1

Avner spoglądał z tarasu posiadłości Tunerów na panoramę stolicy. Trzy ogromne wieże Uniwersytetu Hegarbrig zdawały się powstrzymywać zachodzące z wolna słońce a ich iglice mieniły się srebrnym blaskiem. Umiejscowiona na wzgórzu przy wschodniej granicy miasta rezydencja była również małymi koszarami. Stacjonowało i szkoliło się jej obrębie pięćset żołnierzy królestwa, wybranych przez samego Tunera. Po szkoleniu przejmowali oni ochronę nad największymi posiadłościami w mieście i pałacem Hegabrige. Avner w młodości spędził tu trzy miesiące aby odbyć podstawowe szkolenie. Nie czyniło to bynajmniej z niego żołnierza, pozwoliło jednak poznać zasady jakie panują w oddziałach i zrozumieć jak oddziałami takimi należy dowodzić.

Muzyka, która znów wybrzmiała za plecami wskutek otwarcia drzwi balkonowych przywiodła lekki uśmiech na jego twarz. Przed kilkoma chwilami widział, jak powóz rodu Abridge opuściła Anna w towarzystwie swojej matki, Joanny.

- Książę Avner znów samotnie na balkonie – zaczepił go znajomy, kobiecy i przyjemny głos – o czym to rozmyśla następca tronu?

- Rozważam – nie odwracając się odpowiedział, starając się nadać swojej wypowiedzi możliwie najwięcej poważnego tonu – jakie to implikacje wynikłyby, gdybym jutro, powiedzmy ogolił sobie połowę głowy?

- Byłaby to niepowetowana strata w oczach dziesiątek dam, które wieczorami marzą by choć poczochrać książęcą grzywę. Mniemam jednak, ze w tydzień co drugi lord nosiłby się podobnie – Dziewczyna zaśmiała się lekko, zuepłnie naturalnie rozbawiona swoją własną odpowiedzią.

Avner odwrócił się powoli, nieznacznie wygładził granatowy Kontusz i ukłonił głęboko.

- Anno, miło znów cię widzieć.

Odpowiedziała delikatnym skinięciem. Była odziana w długą, wielowarstwową suknie balową barwy kasztanu z delikatnym tylko dekoltem. Wiśniowe włosy miała rozpuszczone, długie za łopatki oraz małymi pasmami opadające na wyraźnie zarysowane piersi. Uśmiechała się.

- Tunerowie wydali wspaniały bankiet – zagaiła – wchodząc do sali zauwazyłam, ze oprócz muzyków mają też gramofon który zapewni rozrywkę, gdy grajkowie będą odpoczywać.

- Układ stołów jest okropny – odparł - nie ma gdzie się ukryć

- Przed kim chcesz się ukrywać – zaciekawiła się – nie widziałam nigdzie Teresy oraz jej córek.

- Barek znajduje się po drugiej stronie sali i tłoczy się tam sporo osób, mogłaś jej nie zauważyć. Nie wiem jak Wiktoria, natomiast Abeldina... - zrobił krótką przerwę by spojrzeć, czy aby nikt nie przysłuchuje się ich rozmowie. Gdy stwierdził, ze są zupełni sami dokończył – zarzygała surdut lorda Franklina.
Nastała kolejna krótka przerwa.

- Zarzygała? - podjęła wątek Anna, uśmiech na twarzy zamienił się w szczerszy wyraz rozbawienia – przecież nie wybiła nawet dziesiąta.

- Możliwe, że zaczęła bal na długo przed pojawieniem się tu w ogóle – był na wpół rozbawiony, na wpół zdegustowany.

- Pamiętam, ze już w szkole lubiła przesadzać z różnymi rzeczami, kto by pomyślał, ze tak ładna i dumna dziewczyna może zaliczyć tak spektakularny upadek.

- Jej uroda jest raczej tematem do dyskusji – udał zamyślenie – gdybym ja miał to oceniać, to powiedziałbym, ze to co najwyżej liga średnia.

- Cóż, twoja ocena jest dość znacząca dla większości panien w tym mieście.

- Zatańczysz? - zapytał wyciągając do przodu dłoń – wolę tańczyć z kobietami, niż oceniać ich urodę.

- Z przyjemnością – podała mu swoją dłoń i weszli do środka.

Na parkiecie bawiło się kilka par, wirując w powolny rytm skrzypiec i innych instrumentów smyczkowych, jednak gdy dotarli na parkiet muzyka zatrzymała się. Wszystkie pary wydawał się tym faktem zaskoczone bowiem znana melodia nie dotarła jeszcze do końca. Avner spojrzał w stronę muzyka uśmiechając się. Mężczyzna skinął głową odwzajemniając uśmiech.

Smyczek zaczął poruszać się na strunach instrumentu znacznie energiczniej niż robił to chwilę temu, trójka pozostałych muzyków przyłączyła się dodając do skocznej melodii kolejne dźwięki. Avner wskoczył na środek parkietu ciągnąc za sobą lekko zarumienioną Anne i podjął próbę wbicia się w rytm muzyki, by już po chwili wirować na parkiecie jak gdyby to tam zawsze było jego miejsce. Poruszając się wokół siebie, to wykonywali obroty, to przyciągali jedno do drugiego – niczym w wyćwiczonym układzie dwójki tancerzy pokazowych.

Dominowali parkiet przez kilka chwil, nim po części zniesmaczeni, po części zachwyceni wybrykiem następcy tronu współbalowicze dołączyli do nich na parkiecie. Muzyka nadawała tempo a Avner styl tańca, który przemienił się we wspólną zabawę. Książę pokierował parami tak by stworzyły koło, wewnątrz którego znajdowali się mężczyźni. Po obwodzie, tanecznym krokiem Anna prowadziła wszystkie panie, sama wirując czerwienią włosów i sukni. Taniec trwał tak chwilę, gdy zmęczenie zaczęło wykruszać mniej sprawnych tancerzy. Granatowy Kontusz i kasztanowa suknia zawirowały po raz ostatni wokół siebie i para ukłoniła się w stronę grajków. Avner uniósł wyciągnięty kciuk w górę i szepnął w stronę partnerki

- Obiecałem, ze zaproszę ich na bankiet w pałacu, ale myślę, ze po takim pokazie zdolności, będą mieli znacznie więcej propozycji zagrania.

- Czy wiesz, ze po naszym ostatnim tańcu ludzie uznali, ze się do ciebie zalecam? - odpowiedziała mu Anna, kiedy zbliżali się do jednego z wolnych, okrągłych stolików po przeciwnej do drzwi wejściowych stronie sali balowej – ciekawe co dziś będą mówić.

-A nie zalecasz się do mnie? - udał zmartwienie i obrazę.

- Ja? - wskazała na siebie teatralnym gestem – Ja, trzecia zaledwie córka pomniejszego rodu, śmiałabym próbować wkraść się w książęce łaski? To byłoby nietaktowne.

- Anno – twarz stała mu się znacznie bardziej poważna – wiesz, ze...

- Wyobrażasz sobie, co powiedziałby twój ojciec? - przerwała mu pośpiesznie. – Na szczęście przyjaźni nie dotyczy etykieta.

Zachmurzył się na moment, jednak zaraz znów na twarz powrócił mu uśmiech. Chwycił dwa kieliszki z tacy przechodzącego lokaja.

- Za najszczerszą przyjaźń – Wzniósł toast.

- Za przyjaźń – wtórowała mu.

 

Bal przebiegał jak każdy inny, pary tańczyły, grupy rozmawiały, elity tworzyły sojusze i snuły swoje plany. Mimo wszelkich chęci unikania takich sytuacji, Avner zmuszony był opuścić Anne na czas rozmowy z głową rodu Tuner. Witold Tuner, rosły mężczyzna o aparycji żołnierza służbisty, mundurze żołnierza służbisty i karierze żołnierza służbisty zapewniał, że goszczenie samego księcia jest dla niego honorem i najwspanialszym zaszczytem z którym równałaby się tylko obecność pary królewskiej. Obowiązkowy toast koniakiem po którym nastąpiła krótka rozmowa. Avner pocieszał się w duchu, że mógł trafić gorzej. Witold nie należał do ludzi rozrywkowych, ale niemożna było mu odmówić tego, że w przeciwieństwie do większości lordów i wysoko postawionych obywali, był osoba szczerą i nieuwikłaną w żadne plany przeciw koronie. Było wręcz odwrotnie. Gospodarz należał do nielicznego grona osób którym król Jeremy ufał i wydawał bezpośrednie rozkazy, takie które nie były rozkazami oficjalnymi. Nikt więc nie mógł znać ich treści, ale Avner je znał i Tuner widział o tym.

- Możesz przekazać Królowi – powiedział ciszej, kiedy wokół nich nie znajdował się nikt – iż to, o czym z nim rozmawiałem zostało sprawdzone i niedługo ruszmy z drugą fazą.

- Widzisz Witoldzie, myślę, że będziesz miał okazję przekazać mu te informacje samodzielnie jutro. Zaplanował niezaplanowane wizyty w kilku koszarach i państwowych fabrykach.

- Jutro?! - speszył się mężczyzna – ale jak ja przygotuje koszary do wizytacji w tak krótkim czasie? Musze się tam udać natychmiast!

Twarz księcia przeciął nieznacznie szyderczy uśmiech. Tuner zauważył go natychmiast i zreflektował się.

- No tak, niezapowiedziane! Alkohol książę, alkohol nawet z uczonego może zrobić głupca, a co dopiero z takiego głupca jak ja.

- Nie jesteś głupcem Witoldzie – odpowiedział mu przyjaźnie – wiele o tobie mogę powiedzieć, ale nie że jesteś głupcem.

- Co takiego, na przykład mój książę mógłby o mnie więc powiedzieć? - zaciekawił się szczerze gospodarz.

- Jesteś nudny do bólu – zaczął wymieniać, teatralnie prostując palce na wyciągniętej dłoni – nieznośnie przepisowy, niemodny, nigdy nie dałeś mi wygrać w pojedynku ale przedewszystkim porządny z ciebie żołnierz.

- Dziękuje za te słowa książę – Tuner wyciągnął dłoń do uścisku – Zostawię cię już, bo zapewne masz do zrobienia tu jeszcze kilka rzeczy, oraz ta młoda panna wyraźnie nie może doczekać się twojego powrotu.

Wskazał ruchem głowy na Anne która rozmawiała w grupie młodych ludzi. Avner przeleciał wzrokiem po jej towarzyszach i towarzyszkach, następnie kawałek dalej by dostrzec trzy panny wyraźnie wskazujące na Anne za jej plecami oraz podśmiewające się 'skrycie'

- Masz rację Witoldzie, mam kilka rzeczy do zrobienia.
Nie przebył jeszcze połowy drogi dzielącej go od trzech panien, teraz już śmiejących się w głos, kiedy drogę zastąpiła mu starsza, oraz mocno pijana Teresa Givinne. Położyła na jego ramieniu dłoń wyraźnie starając się złapać oparcie. Pozwolił jej na to. Oczy kobiety krążyły chwile w bliżej nieokreślonych kierunkach. Ta kobieta była niegdyś wyjątkowo piękna - przypomniał sobie.

- Książę Avner! Jak miło cię widzieć – zakrzyknęła wesoło – szkoda, ze dopiero teraz. Bo widzisz książe, moja córka źle się poczuła, zapewne przez paszteciki, bo nigdy nie wiadomo co do nich tam dodają. Ale chciałaby na pewno abym przekazała ci, że chętnie spotkałaby się jutro z tobą na spacerze, może by tak przed obiadem, na który oczywiście również cię zapraszam.

Ciężar kobiety coraz bardziej dawał się odczuć na obojczyku o który teraz niemal opierała się jak o ścianę. Szminka na ustach rozmazała się już na kącikach warg, a tusz do rzęs zostawił nieprzyjemne ciemne odcienie pod oczami, które spoglądały wyczekująco.

- Którą córkę masz na myśli pani? - zapytał dyplomatycznie. Starał się nie zranić uczuć kobiety, która, jak mu się zdawało, przed chwilą płakała.

- Abeldin oczywiście! - powiedziała ze znaczącym przypływem energii w głosie – Wiktoria poza książkami świata nie widzi, żadna z niej kandydatka na żonę!

- To wielka szkoda – powiedział spokojnie – bo widzisz pani, Wiktoria w moich oczach jest atrakcyjniejsza.

No i po problemie, pomyślał. Teresa uważała swoją młodszą córkę za rodzinna porażkę, z którą najchętniej zerwałaby wszelkie więzy rodzinne. Ku ironii, była ona ostatnią szanowaną osobą w głównej gałęzi rodu Givinne. Teresa zdjęła rękę z jego piersi i wyprostowała się dumnie. Na tyle ile alkohol pozwolił zachować dumę. Usta zmieniły się w cienką kreskę a rozmazana szminka sprawiła, ze wyglądały upiornie i komicznie zarazem.

- Książę, to widzę gust odziedziczył po ojcu! - odparła tonem dziwnie agresywnym – musisz wiedzieć, że...

Przerwał jej gestem dłoni, sam wyprostował się nienaturalnie by zdominować wzrostem i tak niższą znacząco kobietę.

- Proszę odejść, najlepiej prosto do domu Pani Givanni, nim powie pani coś czego będzie żałować

Już odwracał się by zostawić ją samą, gdy dobiegły go przytłumione jakby słowa

- Doobrze, przekaże Wiktorii, ze chce się z nią książę jutro spotkać – wymamrotała - o jedenastej będzie na księcia czekać

Nim zdążył zebrać myśli i pozbierać mentalną szczękę z podłogi Teresa Givanni oddalała się już chwiejnym, chociaż wyjątkowo dumnym krokiem w stronę głównych drzwi. Stał chwilę w kompletnym szoku i gorączkowo tworzył w głowie wszelkie możliwe scenariusze.
Może wysłać rano posłańca z przeprosinami, tak zrobiłaby większość wyższych lordów i uszłoby im to na sucho. On był księciem, uszłoby mu nawet gdyby wysłał posłańca na ustaloną godzinę. Może powiedzieć, ze jest chory, ze pojawiły się okoliczności które zmusiły go do zmiany planów. Mógł tez powiedzieć, ze to nieporozumienie. Tak dużo możliwości a wszystkie kolidowały z głównymi pryncypiami jakimi starał się kierować w życiu. Nigdy nie zawiedź żadnej kobiety która na ciebie liczy – przypomniał sobie jedno w wielu powiedzeń swojego nauczyciela Gustawa.

Z zamysłu wyrwała go Anna

- Co to za mina?

- Teresa mnie dorwała – odparł smutnym tonem – napijemy się?

- Może nie teraz – odpowiedziała – Moja matka chce mnie dziś komuś przedstawić i wymaga bym była raczej trzeźwa.

- Komu takiemu – zainteresował się Avner.

- Wydaje mi się, że właśnie go tu prowadzi – podniosła dłoń by zamachać do matki, która zbliżała się w akompaniamencie młodego, wysokiego acz chudego bruneta w czarnym surducie wyszywanym czerwonymi zdobieniami – znasz go?

- To... - zmarszczył czoło, udając ze stara się coś sobie przypomnieć – nikt ważny.

Anna westchnęła poirytowana i mruknęła pod nosem coś o mężczyznach i dzieciach. Joanna Virun, matka Anny, żona Igiela Viruna była kobietą wyjątkowo dobrze zadbaną, miała krótsze od córki włosy tej samej barwy – chociaż co bardziej uważny obserwator dostrzegłby już pierwsze oznaki siwienia.

- Książę, córko – zaczęła kłaniając się delikatnie w stronę Avnera – chciałabym przedstawić wam Tigiela Hargrihta.

Mężczyzna ukłonił się delikatnie w stronę księcia oraz ucałował dłoń Anny.

- Co cię sprowadza do miasta Trigielu – zaczął książę – czyżby zachód królestwa o tej porze roku był nieprzyjemny?

- Skądże – odparł – Ultivan jest wyjątkowo piękny, zwłaszcza tak wczesną wiosną. Przyznam jednak, że brak u nas tak pięknych dam

Avner przełknął ślinę i zbierał się do odpowiedzi, kiedy w rozmowę wkroczyła Anna

- Miło mi cię poznać Tigielu – spojrzała ostrzegawczo na księcia. Spojrzeniem które wyraźnie sugerowało, ze na obecną chwile osoba księcia jest jej zupełnie zbędna

Wyjął zza pasa zegarek przyglądając się chwile godzinie i pod pretekstem obowiązków rodzinnych oddalił się powoli w stronę innych gości.

Rozmawiał z Lordami, właścicielami większych faktorii i kilkoma uczonymi którzy poza akademicką dyskusją zwykli też ponarzekać o polityce, w sposób bynajmniej akademicki. Głównym tematem jaki musiał zostać omówiony z każdym było doniesienie o wybuchu w faktorii Reparika i oskarżeniach jakim Frank Reparik rzucał w stronę każdego innego rzemieślnika, który to akurat nie pracował dla niego lub z nim. Rzekome postępy jakie poczynił w ostatnich dniach miały zrewolucjonizować sposób stawiania budowli w obszarach świeżo zabudowywanych. Jego, jak je nazwał żurawie, miały być zdolne do przenoszenia i ustawiania masywnych stalowych segmentów przygotowywanych wcześniej w specjalnych fabrykach i dostarczanych koleją na place budów. Avner odwiedził kilkukrotnie fabrykę Reparika. Chociaż głoszone tezy o tym, iż to na wskutek zawiści ktoś sabotował jego dzieło większość ludzi przyjmowała jako próbę wymuszenia większego odszkodowania, to sam książę zdawał sobie sprawę ze inżynier jest jednym z najwybitniejszych konstruktorów i wizjonerów królestwa. Jego znaczącą przewagą było to, że poza pracownikami w swojej fabryce zatrudniał również kilkoro uczonych – których jedynym zadaniem było dzielenie się przemyśleniami na tematy produkcji.

Sam Reparik z przyczyn oczywistych na balu się nie pojawił, wedle niektórych doniesień przebywał aktualnie pod opieką lekarzy i przeżywał coś na wzór załamania nerwowego.

- Będę musiał się tym zająć – powiedział kolejny raz w trakcie jednej z rozmów na ten właśnie temat. – Niezależnie od przyczyn, królestwo nie może pozwolić, by tak utalentowani ludzie porzucali swoją pracę. Mogę państwu powiedzieć, że śledztwo w tej sprawie prowadzą najlepsi ludzie. Skarb królestwa nie może jednak przyznać odszkodowania bez wyraźnego dowodu wskazującego, że był to sabotaż.

- Więc śledczy uważają, że była to próba ratowania finansów zrujnowanych nieudanym pomysłem? - zapytał ktoś.

- Oj nie! Zdecydowanie jesteśmy daleko od takich przypuszczeń – odpowiedział z uśmiechem książę – mamy już nawet na celowniku kilkoro podejrzanych. Więcej powiedzieć niestety nie mogę, sami państwo rozumiecie, że ściany mają uszy i nie każdemu można ufać.

Niektórzy próbowali dopytać się o więcej, ale główny zamysł w tej sprawie został zrealizowany i Avner nie planował już nic więcej. Towarzystwo w którym wypowiedział wcześniej przygotowaną frazę było idealne. Lordowie mocno powiązani z przemysłem zapewne szybko puszczą w obieg sfabrykowaną informacje, a ewentualny podejrzany popełni znaczący błąd. Resztą musi zająć się już śledczy. W końcu jako książę, nie może bawić się przecież w stróża prawa.

Rozejrzał się po sali w poszukiwaniu Anny. Ujrzał ją tańczącą z Tigielem więc westchnął tylko i zdjął kieliszek z tacy jednego z lokai. Ruszył w stronę drzwi wyjściowych z zamiarem opuszczenia balu przed czasem.

Odwrócił się jeszcze na chwilę by upewnić się, czy może aby Anna nie znudziła się nowym towarzyszem lecz ujrzał tylko błysk światła, a nim zdążył je w pełni zarejestrować potężna fala powietrza pchnęła go w stronę wyjścia.

Otworzył oczy. Szumiło mu w uszach a obraz przed oczami zdawał się obracać i wirować. Kiedy chciał złapać oddech odczuł ból w klatce piersiowej, ciężki lecz znośny. Do sali wbiegali żołnierze mijając go zaledwie o kilka kroków. Spojrzał w stronę gdzie znajdował się parkiet, lecz teraz była tam tylko sterta kamieni Wyżej w suficie znajdowała się sporych rozmiarów dziura przez która z przerażeniem spoglądała jakaś kobieta a po kryształowym żyrandolu nie było śladu. Podbiegł do niego jeden z żołnierzy. Podstawowe wyposażenie armii stacjonującej w mieście było skromne. Proste w kroju spodnie zapięte skórzanym pasem na którym z jednej strony wisiał pistolet dwustrzałowy a z drugiej przytroczona luźno pochwa na krótki miecz. Na białą koszulę zakładano zwykle skórzana kurtę z zawieszeniami informującymi o przynależności do konkretnego regimentu i pododdziału. Pułk stacjonujący w rezydencji Tunerów symbolizowała korona a ilość znajdujących się w niej diamentów informował do którego pododdziału należy właściciel. I tak żołnierz który podbiegł do księcia miał wyszytą koroną z dwoma diamentami, drugi pododdział królewskiego regimentu.

- Nic ci nie jest? - zapytał.

- Parkiet! - warknął - szybko, idźcie to uprzątnąć!

Żołnierz spojrzał na niego zakłopotany. Mimo, ze na balu każdy z gości miał wyższy status społeczny, żołnierze szkoleni tutaj podlegali wyłącznie Tunerowi i rodzinie królewskiej... w tym księciu Avnerowi. Ze wszystkich poszkodowanych, ten żołnierz musiał podbiec właśnie do księcia.

- Już wysyłam ludzi – odpowiedział – proszę się nie ruszać, sanitariusze już tu zmierzają

Zignorował poradę żołnierza i podniósł się na nogi. Szybko tego pożałował bo obraz przed oczami zawirował jeszcze bardziej. Żołnierz podtrzymał go, co uratowało przed upadkiem jednak ból w klatce nasilił się. Skierował swoje kroki w stronę usypiska i przyjrzał się mu. Pod kamieniami leżało sporo osób. Wybuch skruszył sufit w drobny mak a jego siła skierowała w pierwszej fazie odłamki do góry.

Ale co z Anną? Przyglądał się uważnie w poszukiwaniu czerwonej tkaniny jednak tony kurzu nadały wszystkiemu barwę szarości. Nie udało mu się jej dostrzec, a pył zaczął drażnić oczy i gardło.

- Przeszkadzasz książę! - usłyszał za sobą głos Tunera – daj się wyprowadzić i opatrzyć oraz pozwól nam się zająć wszystkim.

Mężczyzna stał w towarzystwie medyka który na jego znak podbiegł do Avnera z niewielkimi noszami. Wraz z drugim żołnierzem usadzili, nie bez trudu, księcia na noszach i wynieśli z sali balowej.

Na zewnątrz tłoczyli się żołnierze, nie dostrzegał jednak zbyt wielu gości. Część była zapewne odcięta przez rumowisko po drugiej stronie. Inni – w tym Anna – byli przysypani. W głowie wciąż dźwięczało a myśli opornie nie chciały wejść do głowy. Kontem oka ujrzał jak mężczyzna, zapewne jeden z gości powoli i niepewnie kieruje się w stronę bramy wyjściowej. Znajdował się w mniej oświetlonej części dziedzińca więc Avner nie mógł rozpoznać twarzy. Zaczepił sanitariusza który badał jego rany

- Zatrzymajcie tamtego mężczyznę – wymamrotał wskazując ręką.

Sanitariusz obejrzał się za plecy i kiedy ujrzał to samo co książę, krzyknął rozkaz o zatrzymanie. Polecenie podjęło kilkoro żołnierzy i kiedy sam mężczyzna to zanotował sięgnął ręka pod płaszcz i rzucił coś w stronę zbliżającego się strażnika. W ciemności książę dostrzegł tylko, że przedmiot nie należał do dużych i był raczej okrągły. Żołnierz zatrzymał się przed lądującym urządzeniem i nachylił nad nim – wówczas nastąpiła kolejna eksplozja jasnego światła i rozległ się ogłuszający huk. Ciało odleciało ponad pięć metrów. Na placu zapanował chaos, sanitariusz który zajmował się Avnerem rzucił się na pomoc koledze, który leżał teraz nieruchomo w miejscu gdzie posłał go wybuch.

- Gonić go! - krzyknął książę podnosząc się – Natychmiast! Nie macie prawa go zgubić!

Krzyk podziałał na najbliższych żołnierzy i natychmiast wskoczyli na trójkołowce stojące najbliżej, rozległy się gwizdy uruchamianych silników i z dyszy wydobyły podmuchy pary po czym stalowe pojazdy ruszyły. Kilkoro żołnierzy uspokoiło już konie i również ruszyło w pogoń przy ich pomocy. Konie były zdecydowanie szybsze, nie potrzebowały czasu w którym parowy silnik się uruchomi więc jeżeli pogoń nie miała trwać kilku godzin to właśnie one miały teraz największą szansę na uchwycenie mężczyzny.

- Gdzie jest Tuner? - zapytał jednego z pozostałych na posterunku żołnierza.

- Dowodzi akcją ratunkową na górze – odpowiedział pośpiesznie.

- Przejmuje dowództwo tutaj – zakomenderował.

Żołnierz zasalutował tylko przyjmując rozkaz bez cienia zawahania. Książę stał już wyprostowany i rozglądał się analizując sytuację.

- Wyślij ludzi do każdej bramy w dzielnicy z rozkazem zamknięcia jej dla każdego kto będzie chciał nią wyjść. Obstawicie również każde wyjście z posiadłości. Kto będzie ją opuszczać ma potwierdzić swoją obecność na liście gości. Jeżeli kogokolwiek kto będzie chciał wyjść nie było wcześniej na liście gości trafia do aresztu i czeka na przesłuchanie, status społeczny nie ma znaczenia. Dotyczy to również służby – spojrzał na rannych których wynoszono z posiadłości – spis dotyczy również rannych. Kiedy przybędą służby medyczne?

- Zapewne są już w drodze – odpowiedział mu żołnierz.

- Pędź przekazać rozkazy i wracaj po kolejne, robisz za łącznika do końca akcji!

Żołnierz zasalutował ponownie i pobiegł zapewne w stronę swojego przełożonego by po chwili powrócić.

- Rozkazy przekazane do setnika!

Avner zakaszlał i poczuł w ustach słodkawo metaliczny smak krwi. Zaklną w duchu i znów spróbował się wyprostować. Na obecną chwilę nie było dużo do zrobienia. Tuner zadba o wszystko w środku, natomiast tutaj – z wyjątkiem jednej koszmarnej sytuacji – też sprawy nie wyglądały tragicznie.

- Co z tamtym żołnierzem? - zainteresował się w końcu Avner.

- Nie żyje. Mnóstwo ran i... trudno to opisać

Ruszyli w tamtą stronę, książę podtrzymywał się na żołnierzu. Ból nasilał się z każdym krokiem a oddech stawał coraz trudniejszy do złapania.

Ciało mężczyzny obrócono na plecy ukazując setki drobnych skaleczeń które miejscami odcięły fragmenty skóry i twarzy, obie gałki oczne były czerwone a z jednej wystawała końcówka metalowego przedmiotu. Nachylił się i sięgnął w stronę munduru. Skórzana kurta zablokowała część ostrych przedmiotów, większość jednak przeszła przez nią i dostała się do ciała żołnierza. Wyglądały jak miniaturowe, symetryczne ostrza sztyletów, wyjął jedno z kurty ofiary i przewrócił w palcach. Sam nacisk palców nie wystarczył by się skaleczyć, ale siła eksplozji musiała czynić z nich śmiercionośne pociski. Skierował swoje kroki w stronę gdzie wylądowała bomba.

W brukowanej dziurze znajdowała się krater o promieniu dwóch stóp, w jego dno powbijane były identyczne pociski. Avner rozejrzał się i zrobił kilka kroków w stronę bramy szukając granicy zasięgu pocisków, aż dotarł do niewysokiego łuku bramy. U jego podnóża leżało kilka ostatnich ostrzy, które zapewne uderzyły w murowaną konstrukcje ale siła eksplozji nie wystarczył już by wbiły się w to miejsce. Znów zakaszlał krwią a świat zaczął wirować. W tym stanie nie mógł zdziałać dużo więcej, więc pozwolił odprowadzić się w stronę prowizorycznego punktu opatrunkowego. Na placu przybyło osób, większość gości odniosła ciężkie obrażenia i nie stawiała oporu przy próbie udzielania pomocy. Kilkoro wyższych lordów głośno kłóciło się ze strażnikami którzy blokowali wszelkie próby opuszczenia dziedzińca. Pojawiły się też ciała pierwszych ofiar śmiertelnych. Wynoszone pod nakryciami ciała lokai, służby i gości. Spostrzegł charakterystyczną żółta tkaninę wystającą spod jednego z owych nakryć – muzyk z którym wcześniej ustalił plan zmiany melodii. W czasie wybuchu grał na scenie, zapewne jego towarzysze również byli martwi.

Udało mu się naliczyć siedemnaści ciał kiedy przez główne wejście znów przeszła dwójka żołnierzy z kolejną ofiarą. Kasztanowy kolor sukni zwisającej z noszy otrzeźwił go natychmiast. Zerwał się na proste nogi i ignorując ból podbiegł w tamtą stronę. Bez ostrzeżenia uniósł materiał zakrywający twarz kobiety. Prawa części ciała była zmiażdżona a z czaszki wciąż wystawał wbity kawałek sufitu. Kobieta była jasnowłosa. Zakrył jej twarz i odsunął powoli. Dwa uczucia zaczęły walczyć ze sobą – strach i nadzieja.

- Schwytaliśmy go – odezwał się ktoś obok, wyrywające Avnera z ogłupienia.

- Tego mężczyznę? Przyprowadźcie go tutaj natychmiast!

Mężczyzna był ubrany w typowy dla lokaja czaro-białą liberie z muchą, teraz rozdarty w kilku miejscach. Krótko przycięte czarne włosy, na styl żołnierski. Dłonie skuto mu, jedno oko było podbite, a spojrzenie brązowych tęczówek nie wyrażało emocji i zdawało się sięgać w jakieś nieokreślone miejsce.

- Nazwisko? - zapytał żołnierz który go trzymał

Chwila ciszy, następnie uderzenie i jęknięcie bólu mężczyzny.

- Mów, albo połamię ci wszystkie żebra! - zagroził żołnierz, który wyglądał, jakby tylko czekał na kolejny opór ze strony schwytanego.

Nie doczekał się jednak.

- Vio – powiedział w końcu.

- Vio? To imię? Nazwisko? Pseudonim? Mów do kurwy kim jesteś?!

- Vio Kaber – wysyczał wręcz – jestem nikim i nic nie wiem!

Żołnierz znów zabierał się za wymierzenie ciosu ale Avner przerwał mu ruchem ręki

- Zamknijcie go – powiedział wyraźnie zmęczony – wcześniej rozebrać i oblać zimną wodą, jutro będzie przesłuchiwany. Przekazać to Tunerowi, powiedzcie, że zgłoszę się do niego przed wieczorem. Chce być przy przesłuchaniu.

- A dokąd książę teraz zmierza, ze nie przekaże tego osobiście, jeżeli można wiedzieć?

Ale już nie odpowiedział, padł resztką sił na nosze i zemdlał.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
TanrubNairda · dnia 12.06.2019 15:41 · Czytań: 120 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 2
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze
StalowyKruk dnia 18.06.2019 12:07
Konstruktywne opinie? Może i tak, ale mało kto komentuje w fantastyce. Na konkretną pomoc z mojej strony też nie licz. Na sprawach technicznych się nie znam i mogę najwyżej wytknąć Ci ewentualne błędy logiczne ;)

Tekst jest w wyjątkowo dobrym stanie. Gdzieś chyba zabrakło przecinka, ale teraz nie mogę znaleźć miejsca, w którym powinien być. Do warsztatu nie mam co się czepiać. Jest dobrze.

Historia? Na razie specjalnie mnie nie zainteresowała. Przejdę do bohatera. Młody, pewny siebie książę. Do tego świetnie radzi sobie w sytuacjach kryzysowych. Proszę, powiedz, że ma jakieś wady. Może trochę za wcześnie, żeby się czepiać, ale chciałbym przypomnieć, że bohaterowie pozbawieni wad są w najlepszym wypadku dwuwymiarowi.

I większość tych tłumaczeń w "od autora" mogłeś sobie odpuścić. Lepiej nigdy nie zdradzać wszystkiego. Lepiej przekazać co konieczne poprzez opowieść. Poza tym, koncepcje czasem się zmieniają.

To na razie tyle. Będę czekał na następne. Jeżeli radzisz sobie z językiem angielskim, polecam sprawdzenie na youtube kanału o nazwie "Terrible Writing Advice".
W każdym razie, fajnie było, trzymaj się.
mlodepioro dnia 18.06.2019 17:54 Ocena: Bardzo dobre
Cześć TanrubNairdo!

Na samym początku chciałbym zaznaczyć, że nie jestem amatorem tego typu prozy, chociaż nie ukrywam, że Twój tekst jest bardzo ciekawy, wciągający i ma w sobie duży potencjał.
Jednakże podczas jego lektury zauważyłem wiele uchybień, głównie stylistycznych i interpunkcyjnych. Wybrałem błędy najbardziej rażące mnie w oczy.
Po kolei:

Cytat:
Umiej­sco­wio­na na wzgó­rzu przy wschod­niej gra­ni­cy mia­sta re­zy­den­cja była rów­nież ma­ły­mi ko­sza­ra­mi.


... rezydencja , była... = po słowie rezydencja zastosowałbym przecinek, nawet podczas czytania w tym miejscu zdanie domaga się pauzy ;)

Cytat:
Avner w mło­do­ści spę­dził tu trzy mie­sią­ce aby odbyć pod­sta­wo­we szko­le­nie.


... miesiące , aby... = przecinek przed "aby", w języku polskim obowiązkowo należy postawić przecinek przed: ale, aby, a, ponieważ, więc, który.

Cytat:
Mu­zy­ka, która znów wy­brzmia­ła za ple­ca­mi wsku­tek otwar­cia drzwi bal­ko­no­wych przy­wio­dła lekki uśmiech na jego twarz.


Przeredagowałbym całe to zdanie, ponieważ nie brzmi mi dobrze stylistycznie, np.: Muzyka otwartych drzwi balkonowych zabrzmiała za plecami mężczyzny, tym samym budząc na jego twarzy lekki uśmiech.

Cytat:
i­told Tuner, rosły męż­czy­zna o apa­ry­cji żoł­nie­rza służ­bi­sty, mun­du­rze żoł­nie­rza służ­bi­sty i ka­rie­rze żoł­nie­rza służ­bi­sty za­pew­niał, że gosz­cze­nie sa­me­go księ­cia jest dla niego ho­no­rem i naj­wspa­nial­szym za­szczy­tem z któ­rym rów­na­ła­by się tylko obec­ność pary kró­lew­skiej.


służbista = powtórzenie, poszukałbym synonimów.

Reasumując, pisz, twórz, rozwijaj się, ale zwracaj uwagę na poprawność stylistyczną i interpunkcyjną. Staraj się nie zamieniać szyku zdań. Polskie zdania w większości przypadków buduje się według schematu: podmiot + orzeczenie.

Życzę weny, pomysłów i trzymam kciuki za Twoją karierę pisarza!
Powodzenia i zapraszam do lektury moich tekstów ;) !
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
SzalonaJulka
16/07/2019 12:52
alos, dziękuję. Celnie rozszyfrowane. Tak, chyba o to mi… »
Hubert Z
16/07/2019 08:14
Cieszę mnie, że się podoba. »
Hubert Z
16/07/2019 08:13
Dzięki wiosno. Pozdrowionka »
Dobra Cobra
15/07/2019 23:12
Madawydar, Jak celnie się domyslasz to tylko opowiesc.… »
Marek Adam Grabowski
15/07/2019 22:25
Chodziło mi o to, czemu zabił i co łączyło go z tą… »
PrzemeK155J
15/07/2019 20:39
Pod koniec chciałem nieco wspomnieć o naszym trybie życia,… »
StalowyKruk
15/07/2019 18:04
Dziękuję. Pracuję nad rozdziałem drugim, ale jak zwykle… »
22227
15/07/2019 17:57
Ciekawy tekst, tylko z tym mózgiem to o wiele bardziej… »
DanielKurowski1
15/07/2019 16:11
Komentarz dopiero po miesiącu, ale sesja nie wybacza.… »
czarnanna
15/07/2019 15:36
Bardzo dziękuję za odkurzenie mojego tekstu, Antoni :) Od… »
czarnanna
15/07/2019 15:31
Cieszę się, że rymowanka wpadła Ci w oko/ucho :D Lubię… »
wiosna
15/07/2019 15:14
I jeszcze rymy wewnętrzne:) Lubię czasem się tak pobawić,… »
wiosna
15/07/2019 15:02
Ładnie o wiośnie:) »
wiosna
15/07/2019 14:53
E tam. Na pewno nie jesteś gruboskórny ;) Za to ja, mimo… »
wiosna
15/07/2019 14:48
Dziękuję za wspólną podróż:) Pozdrawiam z uśmiechem:) »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/07/2019 15:55
  • Przelotem w stolicy, na dobre wrócę pod koniec sierpnia. Pozdrawiam Was i życzę dobrych, udanych tekstów, no i wakacji rzecz jasna :)
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:53
  • Miłej niedzieli! Leniwej lub aktywnej (co kto woli) :D
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:46
  • Naturalnie, Antoni!
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:28
  • I mam nadzieję, że pochwalisz się efektami?
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:03
  • No, tego jeszcze nie grali :) Super mi miło! Tylko uważaj, bo sporo w tej mojej muzyce jest niepokoju, czy wręcz krzyku, jak w niektórych. Choć uważam, że tylko kilka jest naprawdę dobrych.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:59
  • Super!!! Bardzo mi się podobają serio, chyba będę do nich malować :D
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 22:56
  • Albo zupełnie moje, albo te z opisem Projekt to z zespołem sprzed lat.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:50
  • Ale to te wszystkie utwory są Twoje?!
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:41
  • Antoni, bardzo intrygująca ta Twoja kompozycja. Gratuluję :)
  • Dobra Cobra
  • 12/07/2019 13:01
  • I dzięki życzeniem Vanillivi wypoczywala dobrze. Bo gdyby ich nie było....
Ostatnio widziani
Gości online:21
Najnowszy:Shuckhartaq20
Wspierają nas