"Z pamiętnika Misia Porzuconego" cz. VI - Jonasz
Proza » Bajka » "Z pamiętnika Misia Porzuconego" cz. VI
A A A

"O tym, jak pani Ania chciała zostać misiem" 

- Chciałabym zostać misiem! - westchnęła z rozmarzeniem pani Ania, kiedy wczesnym rankiem weszła do garderoby.


Za oknem padał deszcz, a ona jak co dzień musiała pójść do pracy. Nie była z tego zadowolona. Rozumiałem ją doskonale. Ja też nie znosiłem wstawać o tak wczesnej porze. Uwielbiałem za to, chyba jak każdy miś, wylegiwać się do późna pod kołderką.
Tego ranka mieszkańcy garderoby jeszcze spali. Podusia Miękusia tuliła się do mojego zaspanego pyszczka. Ubrania, buty i torebki śniły o spacerze w słońcu, dywanik rozłożony w przejściu cichutko posapywał, a kuferek na ręczniki smacznie chrapał.
Leżąc pod kołderką, przyglądałem się pani Ani spod przymrużonych powiek i czułem, że zamiast leniuchować, powinienem wybrać się z nią do szkoły. Świetny pomysł, pomyślałem i chcąc zwrócić na siebie uwagę, stuturykałem się z łóżeczka na podłogę.


- Ojej, misiu! Czy nic ci się nie stało? - zapytała ciepłym, współczującym głosem. - Dlaczego już wstałeś? Jest tak wcześnie...
Chwilę później razem jedliśmy śniadanie.


Ja delektowałem się smakiem ulubionego miodku. Jem go co dzień, więc nic dziwnego, że i tym razem miałem na niego ochotę. Co chwila maczałem łapkę w misce pełnej złocistego smakołyku i z zadowoleniem dokładnie ją oblizywałem. O dziwo, pani Ania wtórowała mi z równym misiowemu apetytem. Jadła ze smakiem, jakby miodek od zawsze był jej przysmakiem. Nie był. Pani Ania nie lubiła miodu! A teraz lubi? Dziwne... Czyżby powoli zamieniała się w niedźwiadka, zastanawiałem się, obserwując ją ukradkiem.


Pewnie wkrótce jej małe, różowe uszy urosną i pokryją się mięciutkim futerkiem, twarz wydłuży się w misiowy pyszczek zakończony guzikiem nosa, oczy staną się czarne niczym dwa błyszczące węgielki, ręce przekształcą się w łapki, a brzuszek zaokrągli jak u prawdziwego smakosza miodu. Taki milutki, mięciutki miś będzie mógł do woli wylegiwać się w łóżeczku, turlać po łące pachnącej ziołami albo bawić się z dziećmi, przytulać je, kiedy tylko zechcą.


Tymczasem pani Ania zapakowała do plecaka drugie śniadanie - bułkę z sałatą i rzodkiewką oraz kilka cynamonowych pierniczków, z których dwa zniknęły chwilę później. Chrupaliśmy je w czasie wędrówki do szkoły, próbując zagłuszyć bębnienie kropel deszczu w parasol. Musicie wiedzieć, że takie chrupane pierniczki są najlepsze na deszcz i poranne smutki. Krople robią "kap, kap", ciasteczka "chrup, chrup", a smutki uciekają gdzie pieprz rośnie "tup, tup, tup".


Wkrótce zrobiło się nam weselej. Smutek gdzieś się zapodział, a deszcz przestał padać. Ciasteczka mile kołysały się w brzuszkach w rytm naszych kroków. Byliśmy coraz bliżej szkoły. Przemiana pani Ani w misia, ku mojemu zdziwieniu, nie nastąpiła. Co prawda pojawiły się pierwsze jej oznaki, czyli wzmożony apetyt na miodek i cynamonowe pierniczki, ale wciąż pani Ania pozostawała sobą. Nucąc pod nosem jakąś radosną piosenkę, zgrabnie kluczyła między kałużami, kłaniała się przechodniom i tuliła mnie mocno niczym mama kangurzyca swoje dzieciątko. Co stanie się z nią później? Tego nie potrafiłem przewidzieć. Cieszyłem się, że możemy razem wędrować i że niedługo spotkamy się z dziećmi.


Pokonamy jeszcze tylko schody i będziemy na miejscu, pomyślałem, mocno wtuliwszy się w panią. Jej serduszko biło po misiowemu, tik, tik, tik, wesoło i rytmicznie. Pani Ania nie bała się wysokości, za to ja drżałem ze strachu. Te schody były bardzo strome.


Z wnętrza budynku dobiegły nas radosne nawoływania dzieci.


- Czekają na nas - powiedziała pani i zaczęła wspinać się po schodach, przeskakując po dwa, trzy stopnie na raz.


Zacisnąłem powieki i jeszcze mocniej wtuliłem się w moją opiekunkę. Nie słyszałem żadnych innych odgłosów poza przyspieszonym biciem serca. Po chwili nie byłem już pewien, czy to moje serduszko tak głośno bije, czy serduszko pani Ani? A może słyszałem obydwa? Moje robiło przestraszone pik pik pik, a pani rozradowane tik tik tik. Odkąd pamiętam, zawsze bałem się wysokości, co wyróżnia mnie spośród innych misiów, a zwłaszcza tych, które, jak czytałem w encyklopedii, w poszukiwaniu miodu dziko żyjących pszczół albo młodych gałązek eukaliptusa potrafią wspiąć się na drzewo bardzo wysoko. Pani Ania wspinała się po schodach niczym mój kuzyn - miś koala, po mistrzowsku! Była po prostu wspaniała, a ja...


Ja miałem futerko podszyte strachem i bardzo się tego wstydziłem. Pani Ania często powtarza, że strach ma wielkie oczy. Gdy tylko na kogoś je wytrzeszczy, trzeba pogrozić mu palcem i stanowczo powiedzieć: "Nie wolno!", a potem przepędzić go na cztery wiatry. Wielkie oczy czy małe, cztery wiatry czy dwa, ja i tak zawsze boję się wysokości! Zawsze! Hm... Z jednym wyjątkiem! Na zaczarowanym krześle udaje mi się wznieść naprawdę wysoko, ponad obłoki, i wtedy wcale się nie boję, nic a nic, wtedy jestem kapitanem kosmicznej rakiety, najdzielniejszym z misiów, nieustraszonym zdobywcą kosmosu! Taka jest moc wyobraźni!


Pamiętajcie, że strach nie jest dobrym towarzyszem. Najlepiej pozbyć się go jak najszybciej, inaczej zadomowi się w serduszku i na każdym kroku będzie dokuczał. Tym razem na przykład postanowił spłatać złośliwego psikusa mnie i pani Ani. Zamiast dać się przepędzić, niespodziewanie podłożył nam nogę. Tak, tak, podłożył nogę! Potem zachichotał i czmychnął nie wiadomo dokąd, a my...


Oj, dostaję gęsiej skórki na samo wspomnienie tego, co się wydarzyło! Potknąwszy się, runęliśmy ze szczytu schodów. Lecieliśmy razem, ale to ja pierwszy spadłem na ziemię, a sekundę później, rozpaczliwie trzepiąc rękami, pani Ania z impetem spadła na mnie.


Ech, strachu, postąpiłeś bardzo nierozważnie! Powinieneś wiedzieć, że czasami głupi żart może doprowadzić do tragedii.
Zamiast spotkać się z dziećmi, trafiliśmy do szpitala. Upadek ze schodów to nie przelewki. Lekarz długo i uważnie nas badał. Trochę się bałem, więc pani Ania posadziła mnie na kolanach i delikatnie przytuliła. Ach, od razu raźniej! Zamknąłem oczy i zacząłem się zastanawiać, czy ją też coś boli, bo mnie bolało, i to bardzo, jak nigdy przedtem, a najbardziej brzuszek, który w jednym miejscu odrobinkę się rozpruł i trzeba było przykleić specjalny plasterek. Kiedy pani pielęgniarka robiła opatrunek, byłem dzielny, nie uroniłem ani jednej łezki.


- Miała pani szczęście - rzekł lekarz. - Gdyby nie miś bohater, który złagodził upadek, mogło się to skończyć o wiele gorzej, a tak mamy tylko stłuczenie i trochę bólu. Zalecam odpoczynek z dala od szkolnych schodów.


Odpoczynek z dala od szkolnych schodów mógł oznaczać jedno - rozstanie z dziećmi. Niemożliwe! Nie zgadzam się! Nie widzieć dzieci, misia Franka, Smoka Sebastiana i Obieżyświata przez miesiąc? Och, nie! Moje serduszko drżało z rozpaczy. Pragnęło wyrwać się z piersi i jak najszybciej pofrunąć do przyjaciół.


- Chcę do dzieci, chcę do dzieci... - powtarzało cichutko.


Próbując zapanować nad łzami cisnącymi się do oczu, zapomniałem o bólu łapek, nóg i brzuszka. Wtuliłem się jeszcze mocniej w panią Anię i poczułem, że ona także drży.
Pachniała miodkiem i cynamonem, a jej łzy były jak moje, misiowe - duże i cieplutkie. Nawet plasterki, które przykleiła nam pani pielęgniarka, mieliśmy takie same, w kolorowe motyle.


- Jesteś moim bohaterem - szepnęła mi do ucha, gdy siedzieliśmy w domu na kanapie wysmarowani maściami, które przepisał nam lekarz.


Wtedy poczułem się znacznie lepiej. Być bohaterem dla pani Ani to jak dostać w prezencie wielką beczułkę miodu albo talerz pełen chrupiących pierniczków. Cieszyłem się, że mam taką cudowną mamusię, która co prawda nie wygląda jak miś, ale tak się właśnie zachowuje. Jest najlepszym przytulakiem na świecie. Byłem pewien, że razem damy sobie radę!

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Jonasz · dnia 21.06.2019 19:53 · Czytań: 135 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
bruliben
21/09/2019 23:32
Zgadzam się z uwagami przedmówców, jednakże widzę w wierszu… »
bruliben
21/09/2019 23:15
Czyste szaleństwo, a może jego skraj, wszystko jedno bowiem… »
Gramofon
21/09/2019 22:53
Znawcy powiedzą, że mało tu środków poetyckich i zero języka… »
bruliben
21/09/2019 22:53
Drobna ważka uważka: “Ogarnęła (mnie?) panika, z całą… »
Gado
21/09/2019 21:06
Dziękuję :) »
Lilah
21/09/2019 20:28
Wiem, wiem, z pośpiechu opuściłam Kota. :) »
ClakierCat
21/09/2019 18:40
Dziekuję Lila, jestem Cat, czyli kocurek ... :) »
mike17
21/09/2019 18:23
Bardzo egzystencjalny wiersz. Mówi o tym, jak zaharowujemy… »
viktoria12
21/09/2019 16:22
miłośniczka kanapy i kocyka weź no popraw bo tak leci z… »
Kamila N
21/09/2019 14:59
Dla mnie impresja. Tylko chcę wpisać, że piękne. »
Kamila N
21/09/2019 14:53
Zastanawiam się czy poeta zbyt stary już, to by się… »
retro
21/09/2019 14:51
Odebrałam ten tekst jako dążenie do odpoczynku, wytchnienia,… »
wiosna
21/09/2019 13:03
Bardzo smutny przekaz. Przerażające, żeby przez całe życie,… »
wiosna
21/09/2019 12:59
bruliben, to już nie do mnie pytanie, a do peelki. Uważam,… »
TomaszObluda
21/09/2019 12:41
Kurcze, podobało mi się. Takie trochę smutne, trochę… »
ShoutBox
  • bruliben
  • 20/09/2019 22:13
  • Czy ktoś ma iphona i już aktualizował/a do ios13? Lepiej działa?
  • bruliben
  • 20/09/2019 22:12
  • Miłego z Krakowa :) Słucham jak szumią tutejsze tramwaje :)
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:16
  • Miłego wieczoru kochani :):)
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:15
  • Znacie? ... nie znacie ?????, to poznacie ;):):):) [link] .... :):)
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
Ostatnio widziani
Gości online:26
Najnowszy:6carolinee94100tb6
Wspierają nas