czatowanie z Panem Bogiem - tewilla
Proza » Fantastyka / Science Fiction » czatowanie z Panem Bogiem
A A A

 Dzień 1

 

 Trzynastoletnia dziewczynka, Emilka wraca ze szkoły do domu.

 Kiedy znajduje się już w domu włącza komputer i zaczyna na nim pisać.

           

Emilka:

 

To życie jest do niczego, nikt mnie w szkole, nie lubi, rodzice mnie nie rozumieją, wychowawca się na mnie uwziął wraz z matematyczką i anglistą, to życie jest DO NICZEGO! NIE CHCE JUŻ TAK ŻYĆ! W OGÓLE NIE CHCE ŻYĆ! Chyba się zabiję.

 

NIK*:

 

Dlaczego tak mówisz, piszesz i myślisz? Nikt, niema prawa odbierać sobie życia, tylko w Bożej mocy tkwi danie i zabranie Ci życia, Ty nie możesz mieć nad tym władzy, zabijając się zamkniesz Panu Bogu usta, nierób tego!

 

Emilka:

 

To, co ja mam robić? Jak sobie poradzić w tej beznadziejnej sytuacji?!

 

NIK*:

 

 Módl się, proś w swej modlitwie Boga o pomoc i wierz, przede wszystkim wierz, że Twoje problemy zostaną rozwiązane za pośrednictwem modlitwy i wchodź zawsze na czat, ja tu będę czekał, opowiadaj mi o wszystkim, co Cię spotkało, miej zemną kontakt zawsze, bowiem pragnę Ciebie lepiej poznać, chcę być Twoim „najbliższym” przyjacielem.

 

Emilka:

 

 Dobrze, skoro tak chcesz to możemy być przyjaciółmi. (:

 Do zobaczenia.

 

NIK*:

 

Na razie, kochana. +(:

 

 Dzień 2

 

Emilka:

(na czacie).

 

Witaj znowu. Wiesz miałeś rację, moje problemy się rozwiązały, wszyscy ze szkoły zaczęli mnie lubić, rodzice jakby zaczęli rozumieć moje potrzeby, w szkole również świetnie mi się powodzi jestem najlepsza z całej klasy, na lekcjach nikt mi, nie dorównuje.

 

NIK*:

 

 No widzisz, mówiłem Ci, że wszystko będzie dobrze. (:

 

Emilka:

 

 Tak. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Dziękuje, że chcesz ze mną rozmawiać, że chcesz być moim przyjacielem.

PS: A tak właściwie jak masz na imię?

 

NIK*:

 

 Ja mam na imię JAHWE.

 

Emilka:

 

 JAHWE?

 

NIK*:

 

 Tak JAHWE.

 

Emilka:

 

 Dziwne, ale to imię brzmi jakoś znajomo.

 Czy Ty masz na imię Jes…

 

 Ale Emilka, nie zdążyła dokończyć swojej myśli, ponieważ drzwi do jej pokoju zaskrzypiały. To była mama.

 Emilka, więc czym prędzej wyłączyła ekran komputera.

 Kiedy mama Emilki wyszła z jej pokoju (pozostawiła córkę samą) Emilka znowu włączyła ekran komputera, ale jej rozmówcy, nie było.

 

 Dzień 3

 

Emilka odbywa poważną rozmowę z rodzicami.

 

Mama Emilki:

 

 Emilko, kochanie zejdź proszę Cię na dół muszę Ci, wraz z tatą, powiedzieć coś bardzo ważnego.

 

Emilka:

 

 A czy ta rozmowa, nie może zaczekać? Spieszę się do Wery, mam dwadzieścia minut opóźnienia i jeśli…

 

Tata Emilki:

(wchodząc córce w słowo).

 

 Ciocia Magda, nie żyje. Zmarła wczorajszej nocy, miała zawał, pogotowie przyjechało za późno, nic już nie można było zrobić.    

 

Mama Emilki:

 

 Zamiast do szpitala „zanieśli” Ją od razu do kostnicy, nic nie dało się zrobić, Ona odeszła. I już tu nigdy nie wróci, nie zajrzy, nie zadzwoni, nie napisze, nic. Już milczy.

 

 Nagle mama Emilki zupełnie straciła panowanie nad sobą i wybuchnęła, niepohamowanym szlochem. Emilka stała przez pewien czas patrząc na tą scenę, z której, nie zawiele rozumiała.

 

Emilka:

 

 Ciocia Magda, nie żyje? Nie żyje?!

 

Tata Emilki:

 

 Tak.

 

 Emilka patrzy jeszcze przez chwilę na rodziców potem bez słowa wraca do swojego pokoju, tam włącza internet, a tam, tak samo jak wczoraj, pokazał się jej nowy przyjaciel JAHWE.

 

JAHWE:

 

 Dzień dobry. Czy chcesz porozmawiać zemną o życiu, o tym, co widzimy, co słyszymy, czego jesteśmy uczestnikami?

 

Emilka:

 

 No, tak.

 

JAHWE:

 

 Więc mów, Ja słucham, zawsze słucham.

 

Emilka:

 

 Chodzi o to, że dzisiaj dowiedziałam się, że moja ciocia, nie żyje. Byłam z tą ciocią bardzo zżyta, bardzo Ją lubiłam, kochałam. Ta ciocia, jako jedyna, zawsze mnie rozumiała, tylko do Niej lubiłam jeździć, tylko z Nią rozmawiać, żałuję tylko, że rozmawiałyśmy tak rzadko i, że już Jej, niema i, nie będzie.

 

JAHWE:

 

 Niech Cię to, nie trapi Emilko, niedługo znowu się spotkacie i już zawsze będziecie razem, wszyscy, na wieki.

 

 Emilka, nie poszła dziś do Weroniki, tylko wyłączyła komputer i położyła się na łóżku bijąc się z własnymi myślami i zmartwieniami, po chwili zasnęła zmęczona tymi wszystkimi myślami.

 

 Dzień 4

 

W szkole.

 

Wera:

 

 Cześć. Czemu wczoraj do mnie, nie przyszłaś? Byłyśmy przecież umówione.

 

Emilka:

 

 Nie mogłam.

 

Wera:

 

 Twoi rodzice Ci, nie pozwolili?

 

Emilka:

 

 Nie.

 

Wera:

 

 To, czemu, nie przyszłaś?

 Ktoś Ci zmarł, czy co?

 

 Spytała Wera śmiejąc się.

 

Emilka:

 

 Tak. Zmarła ciocia Magda.

 

 Wera spoważniała.

 

Wera:

 

 Och. Sorry, Ja, nie wiedziałam. Przepraszam, to był głupi żart. Wybacz.

 

Emilka:

 

 Niema sprawy.

 

Wera:

 

 A jak Ty się wogule czujesz? To musiał być dla Ciebie wielki szok.

 

Emilka:

 

 Bo był, na początku, nie mogłam w to uwierzyć, ciocia Magda była, dla mnie kimś najważniejszym i zawsze będzie, zawsze.

 Ale, nie chce o tym rozmawiać, pomówmy o czymś innym. A tak właściwie to, kto jest teraz chłopakiem Irminy, bo nie widziałam, aby chodziła z Kacprem, o coś się pokłócili?

 

Wera:

 

 Kacper miał trzy dni temu wypadek motorowy, umarł przed przyjazdem karetki. Irmina, nie może pogodzić się z Jego śmiercią, jest załamana, Jej rodzice boją się, aby przypadkiem, nie przyszło Jej do głowy, aby załatwić swoje problemy życiowe jednym ruchem ręki.

 

 To mówiąc Wera przejechała sobie palcem po wewnętrznej części dłoni (nadgarstka) wskazując na żyły, które były dobrze widoczne na jej bladej ręce.

 

Emilka:

 

 Nie żartuj! Irmina chce się zabić?!

 

Wera:

 

 Nie wiem tego na sto procent, ponieważ, nie widziałam, aby używała noża w takim celu, ale w depresji ludzie robią różne głupoty.

 

Emilka:

 

 A czy ktoś rozmawiał z Nią na ten temat, pocieszał, zaproponował Jej jakąś pomoc?

 

Wera:

 

 Oczywiście, że tak. Wszyscy próbowali Jej pomóc, ale zamknęła się w sobie. Z nikim, nie chce rozmawiać.

 

Emilka:

 

 A może ja bym z Nią porozmawiała, może mi się uda jakoś Jej pomóc. Irmina zawsze mnie lubiła.

 

Wera:

 

 Spróbować, nie zaszkodzi, a kto wie, może to Jej pomoże.

 

Emilka:

 

 A czy wiesz może gdzie będzie po lekcjach?

 

Wera:

 

 Najprędzej w kawiarence internetowej, zawsze tam chodziła, kiedy Kacper jeszcze żył, to było Ich stałe miejsce spotkań, siadali zawsze przy ostatnim stoliku licząc od drzwi, tam gdzie się kończą okna.

 

Wera widząc, że Emilka, nie rozumie, o co chodzi uściśliła.

 

 Jak wchodzisz do tej kawiarni to po lewo masz okna, a po prawo masz salę, idziesz wzdłuż okien kawiarni i nagle napotkasz miejsce, w którym stoi ostatni stolik będący bez okna po lewej stronie.

 Rozumiesz?

 

Spytała Wera patrząc na Emilkę.

 

Emilka:

 

 Chyba tak.

 

Wera:

 

 To świetnie, Irmina nigdy, nie zmienia swoich nawyków, więc łatwo Ją znajdziesz, no chyba, że nie przyjdzie, ale to raczej mało prawdopodobne.

 

 Powiedziała Wera i w tej chwili, kiedy skończyła mówić zadzwonił dzwonek obwieszczający koniec przerwy.

 Po lekcjach Emilka postanowiła zrobić to, co wymyśliła wraz z Werą na przerwie. Nic, nie mówiąc swoim rodzicom poszła do kawiarni, w której Irmina spotykała się, jak powiedziała Jej Wera, z Kacprem. Czekała w tej kawiarni dość długo na przyjście przyjaciółki, zaczęła nawet wątpić czy Irmina w ogóle tutaj zajrzy, po godzinie czekania w końcu postanowiła odejść z kawiarni myśląc, że Irmina nie przyjdzie, ale ledwo wstała od stolika, przy, którym się „usadowiła”, aby mieć dobry widok na drzwi kawiarni, Jej oczom ukazała się zgrabna i „doprawdy” ponętna postać Irminy, tak, więc Emilka znowu usiadła, mając w planach śledzenie przyjaciółki w chwili, Jej wyjścia z kawiarni. Irmina siedziała przez pewien czas przy stoliku, co chwila zerkała na zegarek, wyglądało na to, że na kogoś czeka i rzeczywiście po minucie zjawił się przy jej stoliku jakiś, nieznany Emilce chłopak, ale z tego, co Emilka zauważyła Irminie, nie był obcy, wręcz przeciwnie wyglądał na Jej starego przyjaciela. Irmina i ten chłopak, który, niedawno się do Niej przysiadł zamówili coś z karty dań. Kelner, który Ich obsługiwał przyjął Ich zamówienie i odszedł do kuchni, chwile potem wyszedł z niej niosąc na tacy butelkę wina angielskiego i dwa kieliszki, postawił je przed Irminą i jej „gościem”, otworzył butelkę, nalał wino do kieliszków i znów odszedł do kuchni, po minucie wyszedł z powrotem z tacą, na której widniały jakieś zagraniczne potrawy, kiedy kelner ustawił talerze przed Irminą i tym chłopakiem, ukłonił się najprędzej życząc Im smacznego i wrócił z powrotem do kuchni i w tym momencie chłopak, z, którym Irmina przyszła do tej restauracji, padł przednią na kolana i coś otworzył, Emilka pomimo wyciągania szyi, nie mogła zobaczyć, co to było, z reakcji Irminy zdołała się jednak domyśleć, że to coś musiało być wspaniałe. Potem ten chłopak wstał z podłogi i znów zasiadł na swoim miejscu, zaczęli jeść, chłopak mówił coś do Irminy, między kęsami, ale Emilka tego, nie słyszała. Po paru minutach kelner znowu podszedł do stolika Irminy i tego chłopaka, zabrał puste talerze i wrócił z nimi do kuchni.

 

- Czym mogę Pani służyć?

 

 To pytanie zadał Emilce jakiś inny kelner podchodząc do Jej stolika, Emilka, nie wiedziała co Mu odpowiedzieć, zerknęła więc, niespokojnie w stronę stolika przy, którym siedziała Irmina z tym chłopakiem i ku Jej wielkiej radości spostrzegła, że szykują się do wyjścia.

 

- Mnie niczym. Dziękuję za dobre chęci, ale dostałam już to co chciałam otrzymać. Do widzenia.

 

 To mówiąc Emilka odeszła od stolika, wzięła z wieszaka swoją kurtkę i wyszła z restauracji, za oddalającą się Irminą, ku wielkiemu zdumieniu kelnera. Po wyjściu z kawiarni Emilka stała się, niespodziewanym świadkiem, nietypowego (jej zdaniem) zdarzenia.

Kiedy Irmina i ten chłopak z którym siedziała w restauracji wyszli z niej, Emilka dostrzegła na palcu Irminy pierścionek, wyglądało na to, że był to pierścionek zaręczynowy. Emilkę, aż zatkało z wrażenia taki był piękny, na dworzu zaczynało się robić chłodno, w sumie nic dziwnego w końcu dochodziła północ.

 

Emilka:

 

 Chyba będę się zbierała, nie wygląda na to, aby Irmina chciała zrobić coś głupiego, a nawet jeśli by sobie chciała coś zrobić, to już On ją przed tym powstrzyma.

 

Pomyślała Emilka i ruszyła w drogę powrotną, do domu.

 

 Dzień 5

 

W domu.

 

Wera:

(rozmowa przez telefon).

 

 Cześć Emila. Czemu, nie było Cię dzisiaj w szkole? A tak w ogóle to jesteś genialna, Irmina wygląda dziś o wiele lepiej chyba, niema już, tej wcześniejszej depresji, nie wiem co zrobiłaś, ale doprawdy jesteś boska. Ale czemu nic, nie mówisz?

 

Spytała Wera nagle milknąc.

 

Emilka:

 

 Ponieważ Cię słucham.

 

Wera:

 

 Aha. A czemu, nie byłaś w szkole?

 

Emilka:

(wydmuchując zatkany nos).

 

 Ponieważ po wyjściu z kawiarni, doszłam do domu o północy, byłam przemoczona od stóp do głowy, a jeszcze po drodze jak szłam do domu to jakiś samochód jechał drogą i, niefortunnie wjechał w kałużę, która opryskała właśnie ten chodnik po którym szłam. Jak w końcu się dowlokłam do domu miałam wysoką gorączkę. Mama chciała wysłać mnie rano do lekarza, ale miała jakieś pilne wezwanie do pracy, a tata siedzi u siebie w biurze więc jestem sama.

 

Wera:

 

 To może wpadnę do Ciebie z lekcjami, co Ty na to?

 

Emilka:

 

 Będę Ci dozgonnie wdzięczna jeśli to, dla mnie zrobisz, mam tylko nadzieję, że się ode mnie, nie zarazisz.

 

Wera:

 

 Zaryzykuje.

 

Powiedziała Wera i się rozłączyła. Po godzinie Wera była już na miejscu. Zapukała do drzwi wejściowych, otworzyła Jej Emilka.

 

Wera:

 

 Cześć, no to jestem, nie wyglądasz najlepiej.

 

Emilka:

 

 Czuje się wprost koszmarnie, będę leżała w łóżku jeszcze przez tydzień jeśli nic już nowego, nie „złapię”, ale szanse na złapanie nowego wirusa są znikome, w tym domu jest jak w izolatce, niema mowy o złapaniu tutaj jakiej kolwiek bakterii.

 

Wera:

(wchodząc do środka).

 

 Nie żartuj. Twoja mama jest, aż tak czysta?

 

Emilka:

(zamykając drzwi).

 

 Do przesady, można tak powiedzieć.

 

Wera:

 

 A dlaczego? Czyżby na oglądała się za dużo odcinków Detektywa Manka i teraz będzie się zachowywać tak jak On?

 

 Spytała Wera zdziwionym głosem.

 

Emilka:

 

 Może. Wiem tylko jedno, jestem tu uziemiona do czasu zdjęcia kwarantanny.

 

Wera:

 

 No, to kibel.

 

Emilka:

 

 Totalne dno. A czy wzięłaś te zeszyty z dzisiejszymi lekcjami, o których rozmawiałyśmy?

 

Wera:

 

  A, no tak. Jasne. Zaczekaj chwile.

 

 Powiedziała Wera zaczynając grzebać w swojej torbie.

 

 O proszę tu masz wszystko.

 

 Powiedziała wręczając Emilce zeszyty.

 

 Wszystko co mamy zadane do domu masz napisane na marginesach, lub pod notatkami z lekcji, do wierszy których mamy się nauczyć masz napisane strony i tytuły w zeszycie.

 

Emilka:

 

 Wiem, wiem. Dzięki za zeszyty i objaśnienia, ale znam Twój system pisania i zapisywania prac domowych.

 

 Powiedziała Emilka uśmiechając się szeroko do przyjaciółki.

 

Wera:

 

 No dobra, to skoro wiesz wszystko to nie muszę Ci chyba niczego objaśniać.

 

Emilka:

 

 Nie musisz.

 

Wera:

 

 No, to chyba już będę się zbierała, spieszę się. Cześć.

 

Emilka:

 

 Cześć.

 

 Dzień 6

 

W szkole. Emilka ratuje przyjaciółkę.

(po tygodniu).

 

Emilka:

 

 Cześć wszystkim.

 

Wera:

 

 O cześć. No i jak tam się dzisiaj czujesz?

 

Emilka:

 

 Wprost świetnie, w końcu jestem już zdrowa, tydzień siedzenia w izolatce wystarczy, aby zabić wszystkie zarazki.

 

Wera:

 

 Nie wątpię.

 

Emilka:

 

 A czy działo się tutaj coś ciekawego podczas mojej, nieobecności?

 

Wera:

 

 Nie. Wszystko po staremu, tyle tylko z nowości, że mamy nowego ucznia (kolegę) w klasie, Tomka, zupełny dziwak mówię Ci, ciągle chce rozmawiać o nowych grach komputerowych, wogule się, nie uczy czym zaniża naszą średnią klasową i ledwo przyszedł a już zarobił przez swoją głupotę dwie kartkówki, z matmy i anglika, dziwię się, że chłopaki Go jeszcze, nie obili bo Mu się należy, ja z matmy i anglika jestem słaba, napiszę te klasówki najgorzej ze wszystkich, a jak napiszę na 1, lub 2 to tata mnie zbije!

 

Emilka:

 

 Nie martw się, coś się wymyśli, jakoś dasz radę to napisać.

 

Wera:

(uśmiechając się kpiąco).

 

 Mówisz tak bo jesteś ze wszystkiego świetna, a ja matmy i anglika nie umiem, ani nic z tych lekcji, nie rozumiem, na pewno dostanę pałę.

 

 Powiedziała Wera opuszczając głowę.

 

Emilka:

(uśmiechając się do przyjaciółki).

 

 To Ja może napiszę to za Ciebie?

 

Spytała.

 

Wera:

(spoglądając ze zdziwieniem na przyjaciółkę).

 

 Że co?

 

Emilka:

 

 Jeśli chcesz to napiszę za Ciebie matmę i anglika. Ja, nie mam z tymi przedmiotami żadnych problemów, więc jeśli chcesz to, niema sprawy.

 

Wera:

 

 Naprawdę zrobisz to, dla mnie?

(spytała z radością w głosie).

 

Emilka:

 

 No pewnie, że zrobię wiem z czego to ma być ponieważ miałaś bardzo szczegółowe opisy w zeszytach więc się tego wykułam na pamięć i mogę to za Ciebie napisać.

 

Wera:

 

 Och! Dzięki Ci, dzięki. Ratujesz mi życie. Będę Twoją dłużniczką.

 

Emilka:

 

 Niema sprawy. A zresztą to ja mam dług u Ciebie za te zeszyty.

(powiedziała Emilka i zaśmiała się zdrowo).

 

 Kiedy dziewczynki wyszły z lekcji matematyki, a potem z lekcji angielskiego, Weronika przez następne parę godzin, nie mogła wyjść z podziwu nad wielkością wiedzy swojej przyjaciółki z tych przedmiotów, Emilka potrafiła napisać klasówki na A+ choć, nie lubiła popisywać się swoją wiedzą na lekcjach, to jednak jak przyszło co do czego to potrafiła się popisać. Niema co.

 

 W domu.

 

Emilka:

 

 Cześć mamo.

 

Mama Emilki:

 

 Cześć córeczko. No i jak tam było dzisiaj w szkole?

 

Emilka:

 

 Dobrze. Klasówkę z matmy i anglika napisałam na A+.

 Poza mną taką ocenę zdobyła jeszcze Wera.

 

Mama Emilki:

 

 Wera?

 

Emilka:

 

 Tak, Weronika. A z dalszych nowości mam w klasie nowego chłopaka Tomka, który już naraził się „mojej” klasie ponieważ z tego co mi mówiła Weronika to właśnie przez Niego mieliśmy pisać te dwie kartkówki. Weronika powiedziała, że się dziwi, że chłopcy z naszej klasy Go jeszcze za to, nie pobili i w sumie mam to samo zdanie co Ona, ponieważ moim zdaniem Mu się należało.

 

 Nagle z korytarza dobiegło dzwonienie telefonu stacjonarnego, Emilka pobiegła na korytarz i podniosła słuchawkę.

 

 Halo?

 

 Emilka?! Słuchaj, nie uwierzysz co się stało!

 

 To był głos Wery słychać w nim było przerażenie.

 

Emilka:

 

 No, słucham? Co się wydarzyło, czemu masz taki dziwny głos?

 

Wera:

 

 TOMEK zniknął!

 

Emilka:

 

 Że co!

 

 Weronika przez dwie i pół godziny tłumaczyła przyjaciółce co się stało.

 

Wera:

 

 Boję się, że o Jego zniknięcie zostaną oskarżeni chłopcy z naszej klasy. Nauczyciele przecież chyba widzieli jak Oni patrzyli na Tomka. Jak On się nie znajdzie to wszyscy będą mieli kłopoty, Emilka musimy coś zrobić, jakoś Go odnaleźć, czy coś!

 

Emilka:

 

 A czy Jego rodzice zgłosili Jego zaginięcie?

 

Wera:

 

 Nie. Z tego co mi wiadomo to On mieszka z babcią, ponieważ jego rodzice, nieżywą a Ona, no, nie do końca ufa policji. Była kiedyś złodziejką, hazardzistką, narkomanką i alkoholiczką, a poza tym słyszałam jak kiedyś na Niego nawrzeszczała za to, że wrócił za późno ze szkoły choć, nie powinna była tego robić bo On powiedział Jej, że wróci później ponieważ ma jeszcze dwa kółka pozalekcyjne i wrócił właśnie po nich tak jak Jej mówił, ale Ona trochę sobie tego dnia popiła i kiedy zobaczyła, że Ja wróciłam do domu godzinę przed Tomkiem, ponieważ na jedno kółko chodziłam razem z Nim a na to drugie, nie, to kiedy Tomek w końcu wrócił do domu, po tym drugim kółku, to wtedy zbiła Go tak mocno, że całą noc spędził u Mnie w domu, ponieważ bał się tam wrócić. Zresztą wcale Mu się nie dziwię, Ja też, nie chciałabym tam iść.

 

Emilka:

 

 Nie żartuj. Jego babcia jest naprawdę taka straszna?

(spytała Emilka, nie mogąc uwierzyć w to co przed chwilą usłyszała).

 

Wera:

 

 Ja, nie żartuję tam jest naprawdę strasznie. Jak kiedyś, dzień przed tym powrotem po tych kółkach co jego babcia się upiła, nawiał nam autobus i wróciliśmy do domu(ów) po dwóch godzinach, ponieważ tamten którym powinniśmy pojechać, po tym co nam uciekł, wogule się nie zjawił, to mało co Go, nie zabiła, kiedy przyszedł do moich rodziców z prośbą, aby mógł zostać na noc to moja mama mało co, nie umarła z przerażenia, wyglądał bowiem… Tego, nie można nawet opisać, wyglądał gorzej niż wyglądałby zdjęty z krzyża, mój tata wezwał do domu policję, w obawie, aby ta jędza znów Go, nie dopadła i nie zabiła i tego dnia, po tej awanturze, został u mnie na całą noc i od tego czasu przychodzi zawsze kiedy widzi, że może zostać zbity, przychodzi razem zemną do mojego domu, ale wcześniej idę z nim do Jego domu, aby zobaczyć w jakim stanie jest jego babcia.

 

Emilka:

 

 A potem?

(spytała).

 

Wera:

 

 A potem idę z Nim do swojego domu pod pretekstem nauki, która przeciąga się do nocy.

 Choć tak naprawdę to ja robię lekcje, a Tomek mi pomaga, ponieważ On robi lekcję jeszcze w szkole.

 

Emilka:

 

 A potem, co robicie jak rano wstajecie?

 

Wera:

 

 Idziemy razem do szkoły. A potem, czasem, razem z niej wracamy, a po szkole Tomek idzie znowu do swojej babci, jak już pomoże mi w lekcjach.

 

Emilka:

(ze zdziwieniem w głosie).

 

 To On jest twoim korepetytorem?

 

Wera:

(czerwieniąc się po uszy).

 

 No, tak. Ale, nie mów nikomu.

 

Emilka:

 

 W porządku, nic nikomu, nie powiem, daję słowo. Po prostu trochę mnie to zdziwiło, przecież Ty jesteś najlepsza w klasie.

 

Wera:

 

 Właśnie dzięki tym korepetycjom od Tomka. Gdyby, nie On to byłby koszmar, naprawdę. To tylko Jego zasługa, że jestem na lekcjach całkiem, niezła i mam dobre oceny ze sprawdzianów, klasówek i kartkówek ponieważ On mnie do nich przygotowuje, gdyby, nie On to, nie wiem co by zemną było.

 

Emilka:

 

 A jak myślisz gdzie On mógł pójść?

 

Wera:

 

 Nie mam pojęcia.

(powiedziała załamanym głosem).

 

Emilka:

(próbując pocieszyć przyjaciółkę).

 

 Nie martw się, na pewno Go znajdziemy, ale musimy poprosić o pomoc dziewczyny i chłopaków z naszej klasy ponieważ same Go, nie znajdziemy.

 

Wera:

 

 Myślisz, że zgodzą się nam pomóc? Tak po prostu?

 

Emilka:

 

 Jestem tego pewna, zresztą jak powiemy im, że za te krzywe spojrzenia będą pierwszymi podejrzanymi w sprawie Jego zniknięcia, to zgodzą się nam pomóc bez jakiegokolwiek sprzeciwu.

 

 Tak więc Emilka się rozłączyła i poszła do Wery a potem obie poszły do chłopaków i dziewczyn ze swojej klasy, do pomocy w odszukaniu Tomka została też włączona (włączyła się) policja w stroju cywilnym, aby się, nie zdradzić przed „ewentualnym” porywaczem, wszyscy szukali zaginionego przez 24 godziny (24 h), niestety bezskutecznie, Tomek jakby zapadł się pod ziemię, nie było po Nim najmniejszego śladu, po dalszych bez owocnych poszukiwaniach postanowiono umorzyć śledztwo, do jutra.

 

Wera:

(w domu).

 

 Gdzie On może być? No gdzie? Nie mógł się przecież zapaść pod ziemię.

 

Emilka:

 

 Nie martw się, na pewno Go znajdziemy, zresztą założę się, że już jutro będzie po sprawie.

 

 Dzień 7

 

 Emilka miała rację Tomek się znalazł, ale niestety, nie był w stanie się z nimi przywitać, ani nawet powiedzieć im czemu zniknął, ponieważ był martwy. Wszyscy przeżyli bardzo żywiołowo Jego śmierć, ale najgorzej przyjęła to Weronika, która po Jego śmierci zupełnie się załamała i przestała widzieć sens „swojego”  życia.

 

Wera:

(w domu Emilki).

 

 Jak to mogło się stać? Jak to mogło się stać? No jak? Jaki był sens Jego śmierci? Czemu Bóg na to pozwolił? Dlaczego? Dlaczego?!

 

 Wera chodziła spięta po pokoju wyginając sobie palce, widać było, że coś Ją trapi i jednocześnie denerwuje, Emilka wiedziała, dlaczego jej przyjaciółka tak się zachowuje, ale niestety, nie umiała jej pomóc nad czym bardzo ubolewała.

 

Emilka:

 

 Mama mówi, że niezbadane są wyroki Boskie. A moja babcia zawsze powtarzała, że Bóg zawsze zabiera z tego świata ludzi, których najbardziej kocha, aby, nie umarli staro.

 

Wera:

 

 To, niech mnie też pokocha i stąd zabierze, bo ja nie chcę już tak żyć, nie chcę bez Niego żyć, nie chcę i nie umiem.

 

 Wera usiadła na łóżku i się rozpłakała, Emilka przysiadła koło niej, objęła Ją i zaczęła Ją tulić w zupełnej ciszy, w sumie Emilka nawet, nie miała pojęcia jak pocieszyć zmartwioną przyjaciółkę, po godzinie Wera się uspokoiła i spojrzała przyjaciółce prosto w oczy, Emilka wiedziała, że Wera chce jej coś powiedzieć. Ale Wera, nie wyksztusiła z siebie nawet słowa, tylko spuściła smutny wzrok na podłogę, Emilka też spojrzała się w kierunku, w którym patrzyła jej przyjaciółka, ale nic tam, nie dostrzegła.

 

 Dzień 8

 

JAHWE:

(na czacie).

 

 Witaj moja droga. Jak się miewasz? Masz kłopoty. Opowiedz Mi o nich, wyrzuć z Siebie ten ciężar, może uda Mi się Tobie pomóc.

 

Emilka:

 

 Chyba nikt, nie jest w stanie mi pomóc, ale dobrze, powiem Ci co mi leży na sercu.

 

JAHWE:

 

 Zamieniam się w słuch.

 

Emilka:

 

 A czy mógłbyś mi coś obiecać?

 

JAHWE:

 

 Oczywiście, proś o co tylko chcesz.

 

Emilka:

 

 Czy kiedy wysłuchasz, do końca, mojej opowieści to doradzisz, „dopomożesz” mi rozwiązać problem o, którym Ci opowiem?

 

JAHWE:

 

 Oczywiście. Pomogę Ci, ale Ty też musisz się postarać „z całych sił”, aby ten problem rozwiązać. J

 

Emilka:

 

 Postaram się. Obiecuję!

 

JAHWE:

 

 Świetnie! Więc opowiadaj.

 

Emilka:

 

 Więc chodzi o to, że moja przyjaciółka straciła niedawno osobę bardzo Jej bliską.

 

JAHWE:

 

 Chłopaka.

 

Emilka:

 

 Tak. Ona bardzo przeżywa Jego śmierć, była bowiem bardzo z Nim zżyta.

 Po Jego śmierci zupełnie się załamała, przestała widzieć sens życia, chciała być już, tego dnia kiedy dowiedziała się o Jego śmierci, z Nim. Nie wiem jak mam Ją pocieszyć, jak pokazać Jej, że jest, dla mnie ważna, że ma, dla kogo żyć? Jak Jej pomóc? Jak?

 

JAHWE:

 

 Przede wszystkim musisz Ją wspierać, pokazuj Jej, że jest, dla Ciebie kimś ważnym, nie zostawiaj Jej samej ponieważ jeśli Ona zobaczy, że niema nikogo koło niej to wtedy załamie się zupełnie i nic już, nie będzie można, dla niej zrobić, skończy ze sobą raz na zawsze.

 Rozumiesz?! Jesteś Jej potrzebna, tylko Ty możesz Ją powstrzymać przed samą sobą, tylko TY! Nikt inny.

 

 Dzień 9

 

 Następnego dnia (rano) Emilka idąc do szkoły „wpadła” do domu Wery, aby pójść z Nią, dla towarzystwa i przy okazji zamierzała zamienić z Nią parę zdań przed lekcjami ponieważ bała się, że po tem, na przerwie, może zabraknąć im czasu. Kiedy Emilka stanęła w końcu przed domem przyjaciółki spostrzegła, że samochodu rodziców Wery już, niema co znaczyło, że pojechali do pracy, ale z dołu nie dobiegały, do uszu Emilki, żadne dźwięki świadczące, że Wera kończy jeść śniadanie, lub już wychodzi. Emilka spojrzała na zegarek za 35 min. miała się zacząć pierwsza lekcja a Wery, nie było widać ani słychać. Emilka pchana jakimś, niewytłumaczalnym strachem weszła do środka.

 

- Wera!

 

 Krzyknęła Emilka w głąb domu. Odpowiedziała Jej cisza.

 

- Wera!! To Ja, Emilka!!

 

 Powiedziała Emilka wchodząc do kuchni. Ale, niestety Wery tam, nie było.

 

- Wera!!! Chodź, nie chowaj się bo spóźnimy się do szkoły, nie mamy czasu na jakieś dziecinne zabawy. Wychodź w tej chwili!

 

 Wykrzyknęła Emilka stając w drzwiach od łazienki, odsunęła zasłonkę i, ku jej wielkiemu przerażeniu, znalazła przyjaciółkę, Weronika leżała w wannie napełnionej po brzegi krwią, z wanny „zwisała” jej prawa ręka z, której, na podłogę, powoli spadały wielkie krople krwi, płynące z rozciętej żyły ( z rozciętego nadgarstka), Emilka krzyknęła i odskoczyła od wanny, wyciągnęła z kieszeni telefon komórkowy i wykręciła numer na pogotowie. Kiedy pogotowie zabrało Weronikę do szpitala Emilka poszła, zapłakana i bardzo poruszona tym co ujrzała.

 Do szkoły dotarła na 3 godzinę lekcyjną, był to język polski z jej wychowawczynią panią Milgrend. Pani Milgrend była z natury bardzo ufna, miła i życzliwa, dla swoich uczniów i innych ludzi, ale jeśli skłamało się w jej obecności chociaż jeden raz to marny był los kłamiącego, doprawdy marny, jeśli ktoś odważył się przy Niej skłamać zostawał natychmiast odesłany do dyrektora szkoły, pana Jana Sokoła, a kiedy wracał, cało, z powrotem do sali lekcyjnej pani Milgrend, kończyła jego męki spoglądając na Niego krótkim, ale świdrującym i niemiłym wzrokiem w którym, nie było za grosz zrozumienia ani współczucia, tylko zimna, czarna pustka.

 Kiedy Emilka weszła do klasy pani Milgrend, wszystkie oczy zwróciły się w jej stronę, pani Milgrend spojrzała z, niepokojem na twarz swojej uczennicy, na której widać było łzy, strach, żal i ból.

 

Pani Milgren:

(podchodząc do swojej wychowanki).

 

 Co się stało, czemu się spóźniłaś i dlaczego płaczesz?

 

 Spytała głosem cichym, spokojnym i miłym.

 

Emilka:

(z trudem powstrzymując łzy).

 

 Proszę… pa… ni, ja sp… p… spóźniłam się, dla t… t… t… tego, że posz… sz… sz… szłam je… esz… cze na chwi… ile do przy… yjaciółki ponie… eważ mia… ałam wst… tąpić po Nią i mia… ałam przy… yjść wraz z Nią na lekcję, ale Ona się s… s… spóźniała, sie… sie… siedzia… ała w domu bardz… dz… dzo d… d… długo, jej rodzi… rodzi… rodziców już, nie było w domu ponieważ pojechali do pracy, kie… dy wesz… szłam do niej do domu, aby… aby… j… j… ją pośpiesz… sz… szyć to w…w… wtedy znal… lazłam Ją w ł… ł… łazien… n… ce, leżała w wan… nie peł… ł… łnej krwi!

 Z… z… zadzwoniłam po po… po… go… to… w… w… wie, ale Ona już nie… nie… nie ŻYŁA!

 

 Po tym wyznaniu Emilka rozpłakała się na dobre, pani Milgren objęła swoją wychowankę i zaczęła ją uspokajać, a wszyscy w klasie patrzyli na nią z rozwartymi szeroko oczami i ustami. Po paru sekundach ktoś jednak odzyskał zdolność mówienia i spytał:

 

- Weronika?! Nie żyje?

 

 Tak, wszyscy wiedzieli o kogo chodzi ponieważ na początku lekcji, nie było tylko Emilki i Weroniki, a wszyscy wiedzieli, że One zawsze i wszędzie chodzą razem, tylko we dwie, więc to spóźnienie, oraz samotne wkroczenie Emilki do klasy, wszystkich zdziwiło i zastanowiło, wszyscy wiedzieli, że Emilka powie, że się spóźniła ponieważ była u Weroniki, ale nikt, nie myślał, że Emilka będzie tak okropnie wyglądała, a na dodatek, że powie im, że ich Weronika odebrała sobie życie. Przyjaciele i nauczyciele Weroniki chodzili po szkole jak zaklęci, nikt nigdy by, nie pomyślał, że „ich” Weronika w załamaniu może wpaść na taki pomysł, wszyscy chcieliby móc cofnąć czas, chcieliby Ją przed tym powstrzymać, chcieliby Jej pomóc, odwieść Ją od tych strasznych myśli, które nakłoniły Ją do takiego radykalnego, ostatecznego kroku, do śmierci samobójczej. Pani Milgren zaniepokojona o swoją uczennicę, Emilkę, postanowiła, że Emilka będzie się spotykała z psychologiem szkolnym, przynajmniej do póki nie przestanie myśleć o tym czego była świadkiem i do póki jako, tako, nie pozbiera się po tej stracie.

 Po paru miesiącach Emilka jakoś, na szczęście pozbierała się po tym zdarzeniu, zaczęła się nawet uśmiechać, ale nie latała za chłopakami jak to robiły dziewczyny z jej klasy. Była, dla wszystkich miła, uprzejma, pomocna, ale niebyła nachalna ani natarczywa dzięki czemu spojrzenia wszystkich chłopaków ze szkoły zwracały się ku jej pięknemu obliczu, ale Ona, nie zwracała na to najmniejszej uwagi, ciągle zajęta tylko swoimi myślami, nie chciała nawet patrzeć na żadnego z chłopaków, a tym bardziej, nie chciała się w żadnym zakochać, nie chciała znowu przeżywać śmierci swojej przyjaciółki, nie chciała pamiętać, że stało się to właśnie za sprawą chłopaka, którego Wera pokochała tak bardzo, że wolała umrzeć niż żyć bez Niego.

 Po powrocie ze szkoły Emilka zaczęła zastanawiać się nad sensem ludzkiego życia i nad sensem swojego własnego życia, nagle z dołu dobiegł Ją kszyk mamy:

 

- Emilka, kolacja!

- Już idę mamo!

 

 Odkrzyknęła Emilka i wyszła z pokoju, kiedy zeszła na dół spostrzegła, że mama i tata czytają jakieś kolorowe pisma jedząc przy tym dziwnie wyglądającą potrawę, Emilka podeszła do stołu i usiadła na swoim zwykłym miejscu, spuściła wzrok, na talerzu stojącym przednią znajdował się szpinak, jajko, ziemniaki, oraz jakaś surówka (chyba zagraniczna),Emilka spróbowała surówki, ale zaraz zostawiła ją w spokoju kiedy dostrzegła, że są w niej rodzynki. Tata Emilki przewrócił stronę gazety, którą czytał i wykrzyknął:

 

- Tutaj piszą, że ma wejść nowa reforma w związku z pracą lekarzy, ciekawe ile im obetną za te strajki?

 

 Emilka spojrzała w stronę taty, którego twarz zakrywało wielkie ogłoszenie, które brzmiało tak:

 

„ Masz już dość codziennego życia w cieniu i głupocie tego świata?

 Szukasz pocieszenia, wsparcia i zrozumienia po stracie bliskiej Ci osoby?

 Masz myśli samobójcze, zły nastrój, czujesz nie chęć do wszystkiego i do wszystkich?

 Brak Ci wiary?

 Siostry Salezjanki Ci pomogą! Wystarczy tylko, że wstąpisz do naszego zgromadzenia, a twoje życie znów nabierze kolorów. Przyłącz się do nas i zadzwoń na numer:

07 52 52 52.

 

 Emilka pomyślała, że to może być Jej jedyny ratunek, dlatego po zjedzeniu kolacji zadzwoniła pod numer podany w gazecie.

 

- Dobry wieczór, tu zakon Sióstr Salezjanek czym mogę służyć?

- Dobry wieczór, mam na imię Emilka i chciałam się spytać o to ogłoszenie, które siostry umieściły w gazecie.

- Proszę Pani to ogłoszenie zostało wstawione do gazety legalnie, zresztą jeśli Mi Pani, nie wierzy to niech Pani zadzwoni pod numer podany na samym dole strony, jest to numer do biura operatorów tej gazety i oni wszystko Pani wyjaśnią.

- Ależ, nie oto mi chodzi.- powiedziała pospiesznie Emilka.

- A o co Pani chodzi? Jeśli można spytać?- zapytała siostra Salezjanka, która z Nią rozmawiała.

- Chodzi o to, że ja chciałabym się dowiedzieć jak można przystąpić do grona sióstr, to znaczy jak można zostać jedną z zakonnic Salezjanek.

- Aha. Jeśli o to chodzi to, niema z tym najmniejszego problemu, musi pani tylko…

 

 Kiedy siostra Salezjanka skończyła opowiadać o tym jak można przystąpić do ich zgromadzenia Emilka poprosiła, aby zapisała Ją na listę sióstr, które mają być rekrutowane we wrześniu.

 Po rozmowie z siostrą Salezjanką i po rozmowie (opowiedzeniu o wszystkim) z (jej przyjacielem) JAHWE Emilka z wielką ulgą położyła się spać, tej nocy jak nigdy wcześniej, nie nękały ją żadne złe myśli, ani zmartwienia, przestała nawet myśleć o samobójstwie, które od pewnego czasu ciągle „siedziało” w Jej głowie, dzisiaj jak nigdy wcześniej poczuła, że Jej życie nabiera sensu.

 

Dzień 10

 

 W szkole.

 

Stasiek:

 

 Emilka, zaczekaj!

 

 Emilka obejrzała się za siebie i spostrzegła niską postać Staśka, chłopaka z 3 klasy. Stasiek od dawna się za Nią uganiał, ale Ona jakoś zawsze dawała sobie z Nim radę, a teraz stali naprzeciwko siebie i Emilka, nie mogła Mu uciec, może nawet, nie miała na to ochoty.

 

Stasiek:

 

 Czemu, Ty zawsze przede mną uciekasz?!

 

Emilka:

 

 Nieprawda. Ja wcale przed Tobą, nie uciekam.

 

Stasiek:

 

 Prawda, prawda. Zawsze robisz jeden i ten sam numer, przed nikim, nie uciekasz, przed nikim, nie chowasz się w łazience, nikogo, nie traktujesz jak powietrze tylko zawsze mnie! Dlaczego?! Powiedz mi dlaczego?!

 

 Wykrzyknął Stasiek, a w jego oczach pojawiły się wściekłe ogniki. Emilka stała przed Staśkiem z dość niewyraźną miną, nie mogąc wykrztusić słowa, na szczęście w porę nadeszła Iga, co uratowało Emilkę od udzielenia natychmiastowej odpowiedzi na zadane jej, dość niewygodne, pytanie.

 

Iga:

(podchodząc do Staśka i Emilki).

 

 Cześć! Co słychać, o czym rozmawiacie?

 

Stasiek:

(przestępując z nogi na nogę i drapiąc się za uchem).

 A w sumie o niczym takim. To ja chyba, nie będę już dłużej zawracał Ci głowy. Cześć.

 

 (powiedział i odszedł, nie spojrzawszy nawet za siebie, do grupki chłopaków stojących, nieopodal).

 

Iga:

(do Emilki).

 

 Sorry. Nie wiedziałam, że to jest jakieś ściśle tajne. Chyba pójdę go przeprosić bo jeszcze gotów się na Mnie obrazić.

 

Emilka:

(łapiąc Igę za rękę).

 

 Nie, no. Daj spokój. Stasiek wcale się na Ciebie, nie obraził. Tylko chciał mi powiedzieć o jednej rzeczy i odszedł.

 

Iga:

(wykazując zainteresowanie).

 

 Ach, tak. A o czym Ci powiedział?

 

Emilka:

(dość chłodno).

 

 To już, nie twoja sprawa.

 

Iga:

 

 No, co ty, Emilka? Na żartach się, nie znasz?

 

Emilka:

(chłodno).

 

 Niektóre żarty, nie są wcale zabawne.

 

Iga:

(wesoło).

 

 No, dobra, dobra. Kapuje, nie gadajmy już o tym. Nie chcesz o tym mówić to, niema sprawy, koniec i kropka, niema tematu.

 To co? Pogadasz ze Mną, czy już się na Mnie obraziłaś?

 

Emilka:

(uśmiechając się do przyjaciółki).

 

 No, pogadam, pogadam. Ale, nie wypytuj mnie nigdy więcej o moje prywatne rozmowy. Czy to jest dla Ciebie jasne?

 

Iga:

(stając na baczność).

 

 Jak słońce, generale.

 

(powiedziała złączając nogi i salutując, co wywołało u obu dziewczyn śmiech).

 

W domu (wieczór, czat):

 

Emilka:

 

 Dobry wieczór JAHWE.

 

JAHWE:

 

 Dobry wieczór Emilko. Co tam u Ciebie słychać?

 

Emilka:

 

 Wszystko w porządku, albo raczej prawie w porządku. Z nauką jest wszystko dobrze, tyle tylko, że w szkole jest taki jeden chłopak Stasiek, który już od dłuższego czasu się za mną ugania i jakoś, nie może przyjąć do wiadomości, że ja, nie chcę z nim chodzić, to już zaczyna być złośliwe, a ja nie wiem co mogę z tym zrobić. Doradzisz mi coś?

 

JAHWE:

 

 Bardzo bym chciał, ale ja, nie mogę kierować twoim życiem. Ty sama musisz wybrać czy chcesz z nim chodzić czy nie.

 

Emilka:

(załamana).

 

 Więc nic mi, nie doradzisz?

 

JAHWE:

 

 Mogę doradzić Ci tylko jedną rzecz, która może być Ci pomocną.

 

Emilka:

(z ożywieniem).

 

 Tak? A co niby?

 

JAHWE:

 

 Może Ci się to wyda staroświeckie, ale kieruj się głosem serca. Ono Cię nigdy, nie zawiedzie, możesz mi zaufać, wiem co mówię.

 

Dzień 11

 

 Następnego dnia rano Emilka poszła do kościoła na poranną mszę, po mszy, ku jej wielkiemu zdziwieniu, podeszła do niej siostra Salezjanka, przywitała się z nią i powiedziała.

 

Siostra Salezjanka:

 

 Witaj moja droga, nie wiem czy mnie jeszcze pamiętasz, ale rozmawiałaś zemną któregoś dnia przez telefon.

 

Emilka:

(uśmiechając się szeroko).

 

O, dzień dobry siostro.

 

Siostra Salezjanka:

 

 Dzień dobry. No dobrze. Widzę, że mnie pamiętasz, a pamiętasz, o co mnie prosiłaś, kiedy

rozmawiałaś ze Mną po raz pierwszy?

 

 Emilka stanęła oniemiała, nie pamiętała, aby prosiła o coś siostrę Salezjankę.

 

Siostra Salezjanka:

(uśmiechając się szeroko do Emilki).

 

 Prosiłaś mnie, abym wpisała Cię na listę sióstr rekrutowanych we wrześniu.

 Pamiętasz?

 

Emilka:

 

 No, racja.

 

Siostra Salezjanka:

 

 No, więc jesteś już wpisana na listę rekrutowanych uczennic, a oto regulamin naszej uczelni (naszego zakonu), oraz inne wymagania do spełnienia, aby w nim zostać. Jeśli będziesz postępowała według tych reguł to na pewno tu zostaniesz, lecz jeśli, nie dasz rady się przystosować to niestety będziemy Cię musieli pożegnać. Rozumiesz to?

 

(to powiedziawszy Siostra Salezjanka wręczyła Emilce listę z wymaganiami zakonu).

 

Emilka:

 

 Tak jest. Rozumiem wszystko.

 

(powiedziała Emilka biorąc kartkę z regulaminem i chowając go do kieszeni).

 

Siostra Salezjanka:

 

 No, dobrze to może oprowadzę Cię po naszym zakonie (domu)?

 No, to proszę za mną.

 

(po paru minutach Emilka, wraz z siostrą, wróciły do punktu wyjścia, siostra otworzyła drzwi jakiejś celi i wpuściła do niej Emilkę).

 

 A tutaj będziesz spała wraz z trzema innymi siostrami, siostrą Klementyną, siostrą Agatą i z siostrą Edytą.

 

(w czasie, kiedy siostra Salezjanka mówiła, do celi zakonnej weszły trzy inne zakonnice, najprędzej te, o których mówiła siostra Milena, (bo tak miała na imię siostra, która oprowadzała Emilkę po zakonie)).

 

 No i to na razie było by na tyle, za godzinę zejdźcie na obiad.

 

(to powiedziawszy siostra Milena wyszła z celi zakonnej pozostawiając Emilkę wraz z trzema siostrami, w pewnym momencie jedna z sióstr, które były z Emilom w celi przemówiła, a chwilę później reszta sióstr poszła za jej przykładem).

 

Siostra Klementyna:

 

 Och witaj moja droga. Ty pewnie jesteś naszą nową siostrą zgadza się?

 

(spytała siostra Klementyna podchodząc do Emilki, aby się z Nią przywitać).

 

Emilka:

 

 Tak. Mam na imię Emilka siostro…

 

Siostra Klementyna:

 

 Klementyno. Mam na imię Klementyna, to jest siostra Agata, a to siostra Edyta.

 

, (kiedy siostra Klementyna mówiła o swoich siostrach, każda z nich podchodziła do Emilki i się z Nią witała).

 

Emilka:

 

 Bardzo mi miło, że mogę siostry poznać.

 

(powiedziała Emilka witając się z każdą z sióstr uściskiem dłoni).

 

Siostra Edyta:

 

 Nam również jest miło poznać siostrę, dołożymy wszelkich starań, aby siostra czuła się tutaj jak w domu.

 

Emilka:

 

 Dziękuję bardzo, na pewno będzie mi tutaj dobrze.

 

Siostra Klementyna:

(z lekkim uśmiechem).

 

 Mam taką nadzieję.

 

 Przez następne kilka lat Emilka mieszkała w zakonie, nie widywała się z nikim spoza jej rodziny, może nawet, nie miała ochoty widywać się ze swoimi dawnymi przyjaciółmi obawiając się, co by Oni sobie o Niej pomyśleli, albo bała się tego, o co by ją mogli zapytać, przecież nie miała pojęcia o nowych trędach mody, może nawet, nie chciała o nich wiedzieć, wolała być zwykłą, prostą posłanniczką Boga, tylko jemu chciała służyć i tak też czyniła, czyniła tak, aż do dnia swojej śmierci, kiedy to w końcu spotkała się z Panem Bogiem twarzą w twarz. Po jej śmierci wszystkie jej rozmowy, tak samo zresztą jak jej komputer zniknęły. Wszyscy mówią, że ktoś musiał go ukraść, ale prawda jest taka, że wraz z wielką autorką odeszło też jej dzieło, może już na zawsze pozostanie z nią, a może jeszcze powróci na ziemię tego nikt, nie wie.

 

Koniec

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
tewilla · dnia 02.07.2019 16:08 · Czytań: 69 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ajw
19/07/2019 17:27
Al, Hubert - dziękuję za spacer między wersami :) »
ajw
19/07/2019 17:26
I ja dziękuję serdecznie Bożence za przypomnienie (dumna z… »
Kazjuno
18/07/2019 19:31
Witaj JOLU S. Jak miło mi, że czytasz tę wspomnieniową… »
SzalonaJulka
18/07/2019 12:42
Miladora! To naprawdę Ty? I ścinka w starym, dobrym stylu… »
JOLA S.
18/07/2019 12:23
Kazjuno, wpadłam, czytając kolejną część. Może tak być… »
Marek Adam Grabowski
17/07/2019 19:49
Jak na długie opowiadanie to jest to bardzo krótkie. A tak… »
AntoniGrycuk
17/07/2019 17:00
Po pierwsze. Doskonale wiedziałem, że skomentujesz ten… »
PrzemeK155J
17/07/2019 14:23
Twój tekst może okazać się przekonujący, albo skłaniający do… »
Marek Adam Grabowski
16/07/2019 19:25
Tematyka nie dla mnie, ale doceniam wysoki poziom twojego… »
Miladora
16/07/2019 18:21
Umknął mi Twój wiersz, a nie powinien, więc dobrze, że Alos… »
SzalonaJulka
16/07/2019 12:52
alos, dziękuję. Celnie rozszyfrowane. Tak, chyba o to mi… »
Hubert Z
16/07/2019 08:14
Cieszę mnie, że się podoba. »
Hubert Z
16/07/2019 08:13
Dzięki wiosno. Pozdrowionka »
Dobra Cobra
15/07/2019 23:12
Madawydar, Jak celnie się domyslasz to tylko opowiesc.… »
Marek Adam Grabowski
15/07/2019 22:25
Chodziło mi o to, czemu zabił i co łączyło go z tą… »
ShoutBox
  • AntoniGrycuk
  • 18/07/2019 01:06
  • Jakie jutro? Ja to wczorajszy ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 23:52
  • Pozdro600 Antoni :D U Was też już prawie jutro? ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 20:25
  • Miłego wieczoru :)
  • Kushi
  • 17/07/2019 11:26
  • Miłego dnia Kochani :)
  • czarnanna
  • 16/07/2019 23:44
  • Hej Michale przelatujący stolicę :D wakacyjne pozdrowienia!
  • mike17
  • 15/07/2019 15:55
  • Przelotem w stolicy, na dobre wrócę pod koniec sierpnia. Pozdrawiam Was i życzę dobrych, udanych tekstów, no i wakacji rzecz jasna :)
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:53
  • Miłej niedzieli! Leniwej lub aktywnej (co kto woli) :D
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:46
  • Naturalnie, Antoni!
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:28
  • I mam nadzieję, że pochwalisz się efektami?
Ostatnio widziani
Gości online:23
Najnowszy:2charlottee651wp5
Wspierają nas