Tam, skąd odjeżdżają pociągi - Dobra Cobra
Proza » Inne » Tam, skąd odjeżdżają pociągi
A A A
Od autora: Dobra Cobra przedstawia krótką, acz uniwersalną opowieść o chłopięcości i dorastaniu. Jednak nie o tym, co później.

  

   Ostatni dzwonek przeszył elektrycznym impulsem ciała wszystkich uczniów w szkole. Jego dźwięk przyniósł uwolnienie od klasówek, kartkówek czy odpytywania i obwieścił koniec młodzieżowego cierpienia aż do jutra. Był dobrym znakiem końca udręki i nadzieją, że nzazajutrz  może w jakiś sposób znowu uda się śliznąć na przedmiotach ścisłych. Bo na polaku coś sobie człowiek zawsze przypomniał, coś zmyślił, jeszcze coś dopowiedział, stworzył na poczekaniu ryzykowną tezę i ocena pozytywna była raczej gwarantowana. Chyba, że akurat nauczyciel miał  gorszy dzień. 

 

Załadowałem do plecaka książkę, zeszyt i długopis, wrzuciłem nielekkie brzemię na plecy i ostatni raz tego dnia odprowadziłem wzrokiem Kasię. Bardzo lubiłem obserwować dołki na jej policzkach, gdy się uśmiechała i zawsze w takich momentach czułem dziwne ukłucia w dole brzucha. 

 

 

   Popołudniowe słońce i temperatura na plusie zachęciły, aby wrócić do domu okrężną drogą. Koledzy, którzy szukali zaczepki i podtapiali głowy słabszych pod kranem w łazience, już dawno popędzili na przystanek autobusowy, mogłem więc bez obaw wracać ze szkoły na piechotę. Mróz szło wytrzymać, zakładałem wtedy pod dżinsy męskie rajstopy, podciągnięte pod same kolana, by na siedząco widoczne było gołe ciało nad skarpetką. Inaczej wszyscy naśmiewali się, że chodzę w gaciach i że jestem cienias. A jak było deszczowo buty przesiąkały wilgocią i później cały dzień czułem dyskomfort z powodu mokrych skarpetek. 

 

   Zatrzymałem wzrok na wystawie prywatnego sklepu rzemieślniczego z naklejkami. Kiedyś uzbierałem pieniądze i kupiłem jedną, która wpadła mi w oko. Nie mogłem jej jednak nigdzie przykleić, bo mimo dłuższego zanurzenia w wodzie wcale się nie trzymała. Nie wiedziałem wtedy, że tego typu rzeczy przykleja się inaczej, niż kalkomanię, która z powodów cenowych była zdecydowanie bardziej dostępna. 

 

   Później powoli przechodziłem wzdłuż szpitalnego ogrodzenia. Samotna pielęgniarka, w narzuconym na fartuch płaszczu i z nieodłącznym czepkiem na głowie, pchała lekki wózek, na którym wiozła szczelnie zasunięty czarny worek. Zrozumiałem sytuację, łzy natychmiast zalśniły mi w oczach i nie mogłem oderwać wzroku od tej sceny. Poraził mnie wyraźny brak szacunku dla zmarłej osoby. Nie było nikogo z rodziny, tylko ta kobieta nonszalancko popalająca papieroska. Odprowadziłem ją wzrokiem aż do za róg budynku i dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że kurczowo trzymam palcami szpitalne ogrodzenie. 

 

   Za zakrętem, na jednej z mniejszych uliczek mój wzrok nagle przyciągnęła witryna nowego sklepu. Kolorowy szyld oznajmiał: Modele Kolejowe, podbiegłem do szyby i z zaciekawieniem popatrzyłem na lśniące skarby, równo poukładane w rzędach. 

 

 

Dobra Cobra przedstawia krótką - acz uniwersalną - opowieść 

o chłopięcości i dorastaniu. Jednak nie o tym, co później, pt.

 

 

Tam, skąd odjeżdżają pociągi

 

Życie bywa bardzo różne. Raz szerokie, raz podłużne.

 

 

   Wystawa sklepu zastawiona była różnymi modelami wagonów, lokomotyw i innych akcesoriów kolejowych w różnych skalach. Wsród nich eksponowane miejsce zajmowała czerwona lokomotywa spalinowa, ustawiona na miniaturowym torowisku. U nas na kolei takie nie jeździły, to musiała być replika maszyny z Zachodu - mój entuzjazm był więc jak najbardziej usprawiedliwiony. Przytknąłem nos do szyby, by przeczytać małe litery na jej boku: DB. Zgadłem od razu, że to nie Polskie Koleje Państwowe! 

 

Plastikowy model był nieziemsko piękny. Obłe kształty z przodu kontrastowały z kanciastymi lokomotywami spalinowymi Gagarin, które jeździły po lokalnych torach. Kolor - jakże inny od popularnego u nas zielonego - tylko dodawał zabawce jakże pożądanej elitarnej ekskluzywności. 

 

Nie potrafię powiedzieć, jak długo chłonąłem zawartość wystawy, ale w pewnym momencie przypomniałem sobie, że przecież muszę wrócić do domu. Tego dnia była to jednak decyzja rozsądku, która musiała pokonać buzujące emocje. 

 

 

   Odtąd sklep Modele Kolejowe odwiedzałem niemal codziennie. Gdy już ochłonąłem z powodu ogromu taboru kolejowego prezentowanego na wystawie, postanowiłem odwiedzić wnętrze tego przybytku. Zebrałem się w sobie, poczekałem, aż ktoś będzie wchodził do środka i wtedy przecisnąłem się za nim. Stojąc w kącie mogłem każdą częścią ciała do woli chłonąć zgromadzone na półkach skarby. Repliki były wspaniałe, wyprodukowane z zachowaniem najmniejszych detali i kolorów należnych zagranicznym przewoźnikom, ale poraziły mnie ceny oferowanego towaru. Kwoty takie były nie do uzbierania ze skromnego kieszonkowego. 

 

Próbowałem raz porozmawiać o tym z dziadkiem, że może by mi tam coś kupił w prezencie, ale nie chciał kontynuować tematu, gdy tylko zapytał o koszta ewentualnego zakupu. 

 

Odwiedzałem sklep, wyobrażając sobie, że mam pieniądze na kupno ukochanego modelu – wchodzę, płacę i zabieram go ze sobą. Na lekcjach rysowałem kształty lokomotyw, tworząc prywatną legendę, że kolejarze to „ostatni swobodni na tej ziemi”. Kiedyś nakrył mnie na tej czynności nauczyciel historii, przeczytał hasło, ale nic nie powiedział. 

 

Aż któregoś dnia zobaczyłem, że ukochanej czerwonej lokomotywy nie ma już na wystawie. 

 

 

*

 

   Gorączkowo szukałem go na półkach sklepowych, za szklanymi witrynami, w gablotach zawieszonych na ścianie – bez rezultatu. Ukochany model sprzedany! Nie było już po co żyć! Na dodatek, wracając do domu, zauważyłem, jak Kasia całowała się pod drzewem z jakimś nieznanym chłopakiem. Czarna rozpacz owładnęła duszę na dobre. Nie chciało mi się już nic, nie miałem sił do nauki i innych prac domowych. 

 

   W drodze powrotnej do domu zacząłem zachodzić na ostatni peron stacji kolejowej. Stamtąd odjeżdżało mało pociągów, więc mogłem dziesiątkami minut przesiadywać sam z mokrymi od łez oczyma i zbolałym sercem. Cierpienie trwało, mijały tygodnie, a ja nie znajdowałem ukojenia. Na dodatek raz usłyszałem na stacji rozmowę dwóch dziewczyn, które naśmiewały się między sobą, że pewnie jestem wariatem, bo jestem zainteresowany wagonami, a nie pannami. Od tamtej pory przychodziłem tam tylko wtedy, gdy byłem pewny, że nikt na nim nie przebywa. 

 

 

   Sklep Modele Kolejowe został zamknięty zaraz przed końcem roku szkolnego. Walczyłem z przeziębieniem, a gdy kilka dni później wracałem ulubioną trasą do domu, już go nie było. Szyld zdjęto, szyby zaklejono papierem, a na drzwiach wisiała duża solidna, nieco pordzewiała kłódka. 

 

To przelało falę smutku. Z rozpaczy poszedłem na bocznicę kolejową. Zbierałem kamienie z torowiska i w wielkiej złości rzucałem nimi w szyby starych lokomotyw, które okazały się jednak nadspodziewanie trwałe - nie udało mi się wybić żadnej z nich. A potem na horyzoncie pojawili się jacyś faceci i trzeba było znikać. 

 

 

*

 

   W dniu zakończenia roku szkolnego miałem więcej czasu, by po rozdaniu świadectw posiedzieć w samotności na pustym peronie. Włosy mierzwił lekki wiaterek, a w duszy pojawiła się maleńka ulga, że to wreszcie koniec tej głupiej nauki. Ale zawód miłosny nie chciał minąć. Nijak nie mogłem przegonić sprzed oczu słodkich dołków na policzkach Kasi i jej obściskiwania się z innym. 

 

 

Nagle na wiadukcie nad torami pojawiło się kilku mężczyzn prowadzących kogoś pod ręce. Zrzucili go ze schodów, po czym odeszli szybkim krokiem. Pokiereszowana ofiara z trudem wstała na nogi i powoli podreptała na koniec peronu, w pobliże miejsca, gdzie siedziałem. Gdy zobaczyłem krew,  natychmiast zmroził mnie dreszcz strachu. Mężczyzna usiadł na ławce obok i z trudem otarł czoło. 

 

- To ty – powiedział wolno. I dopiero w tym momencie rozpoznałem w nim sprzedawcę z zamkniętego niedawno sklepu z modelami. - Przynieś mi, proszę, trochę wody do umycia twarzy. 

 

Pędem pobiegłem do kolejowego WC, w którym tradycyjnie śmierdziało tak, że do oczu cisnęły się łzy. Co sił w nogach wróciłem do rannego z napełnioną butelką, znalezioną uprzednio na chodniku. 

 

Gdy mu ją podałem zdjął koszulkę i dokładnie umył twarz. Później narzucił kurtkę – którą wyjął z zakurzonego plecaka – i siedzieliśmy w milczeniu aż do przyjazdu pociągu. Obok kosza na śmieci kilka razy wylądował szary wróbel w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Ciekawe, czy on też w swoim życiu kiedykolwiek cierpiał z miłości. Zwierzęta chyba jednak miały lepiej, bo nie myślały i niepotrzebnie nie roztrząsały problemów. Ufały instynktowi. 

Później po odległym torze ostrożnie przetaczano skład cystern z paliwem, które wydawały przy tym ciężkie metalowe skrzypnięcia. Z oddali dobiegały przytłumione odgłosy ruchu ulicznego, ktoś zatrąbił, ktoś inny dodał gazu, a ryk silnika, wchodzącego na wysokie obroty, eksplodował w powietrzu. 

 

A na koniec nadjechał pociąg pasażerski. Drzwi otworzyły się z sykiem, mój znajomy wstał, z jękiem zarzucił plecak i ostrożnie wsiadł do wagonu, by po chwili zniknąć w jego ciemnym wnętrzu. Cała ta scena ostatecznie uświadomiła mi, że to jest już koniec czegoś niepowtarzalnego, co było mi bliskie. Poczułem łzy spływające po policzkach i szybko opuściłem głowę, by czasem nikt tego nie zobaczył. 

 

- Masz, to dla ciebie – usłyszałem znienacka nad uchem.

 

Sprzedawca sklepu trzymał przed sobą nieco sfatygowane, kolorowe pudełko z widocznym przez plastikowe okienko modelem czerwonej lokomotywy w środku. Ostrożnie wziąłem do ręki podarowany spalinowóz i z tego wszystkiego nie zdołałem nawet wykrztusić słowa: dziękuję. Stałem jak zauroczony, wpatrując się w jedyny w swoim rodzaju model z połamaną osią. 

 

 

Skład pasażerski z sykiem zamknął drzwi i po chwili zostałem na peronie zupełnie sam.

 

 

Samotność także pozostała ze mną na zawsze. 

 

 

KoNiEc

 

Dobra Cobra

Marzec 2019

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dobra Cobra · dnia 09.07.2019 16:29 · Czytań: 288 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 14
Komentarze
AntoniGrycuk dnia 09.07.2019 21:35 Ocena: Świetne!
DoCo,

no tak. Dziecięca fascynacja. Pociągi.... ech...
Muszę Ci powiedzieć, że ja również się interesowałem kolejnictwem. U mnie było to częściowo spowodowane tym, że dziadek był przez chwilę kolejarzem.
Do dziś rozróżniam ET21, ET22, ET44, EU07, EP06, EP07, ST44 (Gagarin), ale także SY... (ciuchcie). Kiedyś znałem więcej, ale to pod koniec podstawówki. To były czasy, gdy sam urwałem się ze szkoły na wagary i pojechałem do muzeum kolejnictwa :)

Powiem Ci, że aż mi się miło zrobiło, jak czytałem Twój tekst.

Ale żeby nie było, pozwolę sobie zacytować kilka niedociągnięć:

Cytat:
Bo na polaku coś sobie człowiek zawsze przypomniało coś zmyślił

Spójrz sam.

Cytat:
Koledzy, którzy szukali zaczepki podtapiali głowy pod kranem w łazience

Przecinek po "zaczepki".

Cytat:
Na dodatek wracając do domu zdruzgotany zauważyłem jak Kasia całowała się pod drzewem z jakimś nieznanym chłopakiem.

3 x przecinek po mojemu: przed "wracając", przed "zauważyłem" i przed "jak".

Cytat:
Nagle na wiadukcie nad torami pojawiło się kilku mężczyzn, prowadzących kogoś pod ręce.

A tu po mojemu niepotrzebny przecinek.

Cytat:
Gdy zobaczyłem krew nogi natychmiast zmroził mi dreszcz strachu.

Przecinek po "krew".

Cytat:
Poczułem łzy, spływające po policzkach

I znów niepotrzebny przecinek.

Podobało mi się. A przez wzgląd na moją pamięć – bardzo!

Pozdrawiam.
ps.
na koniec opowiem Ci dykteryjkę:
Na forum internetowym dziewczyna zwróciła uwagę chłopakowi, że robi straszne literówki. I dalej mówi: "pomyśl, co by było, gdybyś dziewczynie napisał KICHAM CIĘ, zamiast KOCHAM CIĘ."
Na to wtrącił się ktoś obcy i stwierdził: "To nic. Mój znajomy, miłośnik kolejnictwa, kiedyś mi napisał, że był na stacji i liczył waginy."

Dobranoc!
Marek Adam Grabowski dnia 10.07.2019 08:02
Bardzo dobrze czytało mi się to opowiadanie. Jest pełne sarkazmu, a ja jak zapewne zauważyliście lubię sarkazm. Zakończenie mogło by być jednak lepsze.

Pozdrawiam
Dobra Cobra dnia 11.07.2019 15:03
Panowie,

Dziękuję za pozostawienie słów pod dziełem. To zawsze pokrzepia.

AntoniGrycuk, dziękuję za nieocenione sugestie przecinkowe.

Uprzejmości,

DoCo
ajw dnia 11.07.2019 19:55 Ocena: Świetne!
Myślę, że nie istnieją przypadki i że cuda się zdarzają. Chyba tak mawiał JPII i ja się podpisuję pod tym obiema rękami. Ładna historia, zupełnie odbiegająca klimatem od Twojej twórczości i bardzo dobrze, bo fajnie jest zobaczyć kogoś w nowej, innej odsłonie. Jako, ze obrazy pochodziły z minionej epoki, w której i mnie przyszło dorastać, jakoś tak ciepło zrobiło mi się na serduchu. Dziękuję zatem za te momenty wzruszenia :)
Kazjuno dnia 11.07.2019 20:28
Też Dobra Cobro ujęła mnie ta opowieść. Nie jestem znawcą lokomotyw, ale sentymentem darzę te parowe. Już nie roznosi się na kolejowych dworcach zapach węglowego dymu, pary pomieszanej z olejowymi wyziewami.
Podupadają małe stacyjki. Już coraz mniej przydworcowych restauracji. Kiedyś buzowało tam życie, teraz wyniosło się do paliwowych stacji, przy autostradowych Mc Donaldów i KFC.
Dość wymądrzeń.
Wracając do twego tekstu, to sam nie wiem co mnie urzekło. Czytając o dramatach bohatera sam poczułem smutek. Świetnie oddałeś nastroje.
Wzruszający niekonwencjonalny utwór.
Pozdrawiam, Kaz
Dobra Cobra dnia 11.07.2019 22:57
ajw, Kazjuno,

Pięknie, że się podobało i że refleksje i że że. Siła lokomotywy jest duża.

Miejcie dobre sny. Dziękuję

DoCo
JOLA S. dnia 12.07.2019 10:08
No i znowu DoCo.

Chodzę sobie, oglądam, segreguję, jakaś luźna refleksja, polemika z utrwalonym stereotypem.
Czerpię z opowieści obficie.
Historia bawi, namalowana z rozmysłem, chociaż nie do końca wszystko załatwia/ to plus/
Otóż to. Można pozazdrościć.

Pozdrawiam cieplutko :)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 12.07.2019 13:03
Lokomotywy zawsze można pozazdrościć;)

Dziękuję za odwiedzinki.


Pięknego lata!

DoCo
wiosna dnia 13.07.2019 20:40
Cytat:
aż do jutra. Był do­brym zna­kiem końca udrę­ki i na­dzie­ją, że jutro

Powtórka blisko siebie.
Cytat:
Bo na po­la­ku coś sobie czło­wiek za­wsze przy­po­mniał, coś zmy­ślił, jesz­cze coś do­po­wie­dzia­ło stwo­rzył na po­cze­ka­niu ry­zy­kow­ną tezę i ocena po­zy­tyw­na była ra­czej gwa­ran­to­wa­na.

dopowiedział* i przecinek przed stworzył*
Cytat:
Po­po­łu­dnio­we słoń­ce i tem­pe­ra­tu­ra na plu­sie za­chę­ci­ły do po­wro­tu do domu okręż­ną drogą.

zachęciły, aby wrócić do domu okrężną drogą.
Cytat:
Ko­le­dzy, któ­rzy szu­ka­li za­czep­ki i pod­ta­pia­li głowy pod kra­nem w ła­zien­ce, już dawno po­pę­dzi­li na przy­sta­nek au­to­bu­so­wy, mo­głem więc bez obaw wra­cać ze szko­ły na pie­cho­tę.

z kontekstu wynika, ze ci koledzy sami sobie podtapiali głowy:)
Cytat:
Mróz szło wy­trzy­mać, za­kła­da­łem wtedy mę­skie raj­sto­py, pod­cią­gnię­te pod same ko­la­na, by na sie­dzą­co wi­docz­ne było gołe ciało nad skar­pet­ką. Ina­czej wszy­scy na­śmie­wa­li się, że cho­dzę w ga­ciach i że je­stem cie­nias.

Z kontekstu wynika, że bohater tej historii nie miał spodni:)
Cytat:
Nie mo­głem jej jed­nak ni­g­dzie przy­kle­ić, bo mimo dłuż­sze­go za­nu­rze­nia w wo­dzie wcale nie trzy­ma­ła na okład­ce ze­szy­tu.

nie trzymała się*i może bez nigdzie, bo piszesz dalej o konkretnej rzeczy, czyli o okładce.
Cytat:
Odtąd sklep Mo­de­le Ko­le­jo­we był sta­łym ele­men­tem nie­mal co­dzien­nych od­wie­dzin.

Zastanów się nad tym zdaniem.
Może po prostu: Odtąd sklep Modele kolejowe odwiedzałem niemal codziennie.
Cytat:
Gdy już ochło­ną­łem z po­wo­du ogro­mu ta­bo­ru ko­le­jo­we­go pre­zen­to­wa­ne­go na wy­sta­wie, po­sta­no­wi­łem od­wie­dzić jego wnę­trze.

Wnętrze taboru? Tak wynika z kontekstu zdania.
Cytat:
Kwoty takie były nie do zdo­by­cia ze skrom­ne­go kie­szon­ko­we­go. 

raczej nie do uzbierania.
Cytat:
Uko­cha­ny model sprze­da­ny! Nie było już po co żyć! Na do­da­tek,  wra­ca­jąc do domu, zdru­zgo­ta­ny za­uwa­ży­łem, jak Kasia ca­ło­wa­ła się pod drze­wem z ja­kimś nie­zna­nym chło­pa­kiem. Czar­na roz­pacz na­tych­miast owład­nę­ła duszą. Nie chcia­ło mi się już nic, nie mia­łem sił do nauki i in­nych prac do­mo­wych. Ale trze­ba było prze­cież żyć…

nie było po co żyć, a później trzeba było żyć?
zdruzgotany zauważył? raczej dopiero, jak już zauważył to był zdruzgotany.
Cytat:
Zbie­ra­łem ka­mie­nie z to­ro­wi­ska i w wiel­kiej zło­ści rzu­ca­łem nimi w stare elek­tro­wo­zy. Ich szyby były jed­nak nad­spo­dzie­wa­nie mocne - nie udało mi się wybić żad­nej z nich.

szyby, a więc nie w elektrowozy, a w ich okna.
Cytat:
i jej ob­ści­ski­wa­nia z innym.  

zabrakło się*
Cytat:
Gdy zo­ba­czy­łem krew, nogi na­tych­miast zmro­ził mi dreszcz stra­chu.

nogi czy bohatera zmroził?
Cytat:
Co sił po­bie­głem do ko­le­jo­we­go WC, w któ­rym tra­dy­cyj­nie śmier­dzia­ło tak, że do oczu ci­snę­ły się łzy. Co sił w no­gach

dwa razy co sił*
Cytat:
Gdy mu ją po­da­łem zdjął ko­szul­kę i do­kład­nie wy­tarł twarz

Czyli co? Tą koszulką wytarł, uprzednio zamoczoną w wodzie? Może zdjął koszulkę i dokładnie opłukał/umył twarz wodą?

Podoba mi się. Lubię takie klimaty.
Pozdrawiam :)
al-szamanka dnia 14.07.2019 17:09 Ocena: Świetne!
Hmm, hmm, DoCo, co się stało, to jakby nie Ty.
Po raz pierwszy podczas czytania Twojego tekstu nie zatoczyłam się ze śmiechu.
I wiesz, nie żałuję.
Przeczytałam dwa razy, bo po pierwszym ciągle byłam nienasycona atmosferą, jaką stworzyłeś.
Jest w niej to COŚ.
Jakieś echa z Amarkordu mistrza Felliniego przeplatające się z moimi własnymi wspomnieniami dzieciństwa, gdzie po szkole potrafiłam stać długo przed witryną jedynego w mieście, prywatnego sklepiku pani Grześkowiakowej, wpatrując się w torebki kolorowych groszków, cukrowe zajączki, batoniki i w piramidkę ustawione słoiki z kiszonymi ogórkami. Jeden jedyny raz udało mi się uzbierać tyle pieniędzy, żeby z końcem kwietnia kupić w sklepiku malutkiego pomidora - co dla mnie było oczywistym cudem, gdyż w tam tych czasach warzywo to można było kupić wyłącznie w sezonie.
Dlatego bardzo rozumiem odczucia Twojego bohatera.
Oraz cud spełnienia jego chłopięcego marzenia.
Pięknie, DoCo :)

pozdrawiam ciepło :)
Dobra Cobra dnia 14.07.2019 23:10
wiosno,

Dziękuję za detektywistyczną pracę nad dziełem. Oraz za trud, wniesiony w ten kawałek prawdziwej prozy. Zaszczyt, że znalazłaś w nim coś dla siebie.

Pozdrawiam pięknie.


----------

al-szamanko,

Generalnie życie jest tak głupio pogmatwane, że trzeba zeń rządzić i się nasmiewac z ludzkich przywar. Zawsze bowiem jest nadzieja, że kto, kto takie rzeczy vzyni, przeczyta i zmieni swoje postępowanie.

A na dodatek przeczytałaś opowieść aż dwa razy. Wiesz, jak się robi seks dwa razy pod rząd, znaczy ,że jest człowiekowi nadzwyczaj dobrze. Traktuje więc to jako swego rodzaju wielki wyróżnienie.

Dziękuję, że jesteś.


Spokojnego,

Dobra Cobra
wiosna dnia 15.07.2019 09:12
Dobra Cobro, detektyw ze mnie marny :)
Madawydar dnia 15.07.2019 14:10 Ocena: Świetne!
Klimaty z dzieciństwa zawsze mnie jakoś rozrzewniają. Są takie tkliwe, że niemal łzę z oczu wycisną. Sam stałem w składnicy harcerskiej z wypiekami na twarzy przed wystawą kolejek. Niestety ceny nieosiągalne dla mojej kieszeni, a tym bardziej dla moich rodziców. Dzięki za przywołanie, mimo wszystko fajnych wspomnień. Tylko z ta samotnością na zawsze to ja bym nie przesadzał. Mnie też ktoś "wyrwał" dziewczynę z przed nosa, ale sam nie zostałem.

Pozdrawiam

Madawydar.
Dobra Cobra dnia 15.07.2019 23:12
Madawydar,

Jak celnie się domyslasz to tylko opowiesc. Życie sie jakos przeciez zawsze uklada.

Dziękuję za pozostawienie śladu pod dziełem.

Pozdrawiam jak należy.

DoCo
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
bruliben
21/09/2019 00:42
Racja, nawet mama, która jest jedna :) »
Bartek Otremba
21/09/2019 00:41
Akurat tego nikomu nie poświęciłem... co najwyżej swojej… »
Bartek Otremba
21/09/2019 00:31
każdy ma swój czas każdy w godzinie ma 60 minut ;0 i tak… »
bruliben
21/09/2019 00:30
A jednak dopiął swego, nie byłby Benedyktem. Ale tylu ich… »
bruliben
21/09/2019 00:07
Wiem, że nie mam kontroli i ją mam - takie złudzenie.… »
wiosna
20/09/2019 22:55
Kazjuno dziękuję za podzielenie się przyjemnością ze… »
Dobra Cobra
20/09/2019 22:17
Olbrzymie masy nadludzi w naszym kraju potwierdzają fakt, ze… »
Kazjuno
20/09/2019 21:52
Nie znam się na współczesnej poezji. - Wiosno. Najczęściej… »
bruliben
20/09/2019 21:36
Co jest po drugiej stronie? Odwieczne pytanie. Romeo liczył… »
Kazjuno
20/09/2019 20:34
Mr Stawitzky Nawała szpanerstwa, "Jakim to nie jestem… »
wiosna
20/09/2019 20:11
Al dziękuję za Twoje grzybowe rozbawienie:) Ten wierszyk,… »
Lilah
20/09/2019 20:07
Piękny trzynastozgłoskowiec, świetnie się czyta. :) »
Lilah
20/09/2019 20:02
No toś mnie zaskoczył, Clakier! Dzięki :) Bardzo… »
mike17
20/09/2019 19:33
Dość wesołe dziełko :) Niektóre rymy nieco zgrzytają, są… »
MarcinD
20/09/2019 19:22
Dziękuję bardzo :-). Miło przeczytać taki komentarz.… »
ShoutBox
  • bruliben
  • 20/09/2019 22:13
  • Czy ktoś ma iphona i już aktualizował/a do ios13? Lepiej działa?
  • bruliben
  • 20/09/2019 22:12
  • Miłego z Krakowa :) Słucham jak szumią tutejsze tramwaje :)
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:16
  • Miłego wieczoru kochani :):)
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:15
  • Znacie? ... nie znacie ?????, to poznacie ;):):):) [link] .... :):)
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
Ostatnio widziani
Gości online:7
Najnowszy:Fujitaes20
Wspierają nas