Za dwa tygodnie - AntoniGrycuk
Proza » Inne » Za dwa tygodnie
A A A
Od autora: Jest to zmyślony list napisany na potrzeby pewnego konkursu.

Jenny,

 

być może to ostatni mój list. Już wielokrotnie pisałem, że to koniec, a jakoś przestać nie mogę. Co tydzień je wysyłam, bo co innego mi zostało? Tylko rozmowa z kolegą. Ale ile można gadać o tym samym. Przecież to już osiem lat. Zadziwiające, jak ten czas szybko płynie. Gdy tu wylądowałem, sądziłem, że rozsypię się po kilku tygodniach, ale człowiek to finalny, najlepszy produkt ewolucji i do wszystkiego się przyzwyczai. Do samotności przywyknie, do ciemności, do mrozu, do upału.

Zdzisiek to dobry chłop. Siedzę z nim prawie od samego początku. Przenieśli mnie tu od tych zakapiorów. Chyba ktoś zrozumiał, że tak będzie najlepiej. Zresztą wiesz o tym. Ale o czym innym mam pisać?

Wiedz, że zawsze będę pamiętał te kilka dni, które spędziliśmy razem. To, co z tego, że drugiego dnia już chciałaś wracać do domu? Jestem wytrwały. Pojechaliśmy na dwa dni nad morze. Pamiętasz te fale uderzające w skały i wodę wystrzeliwującą wysoko ponad nasze głowy? Zrobiłem Ci piękne zdjęcie, jak kucasz na brzegu skały, a nad Tobą kilkumetrowa fontanna. Tak bardzo lubiłem patrzeć na to zdjęcie, ale jak wiesz, ukradli mi laptopa, a kopii zdjęć nie miałem. Prosiłem, żebyś mi je wysłała, ale tylko odpisałaś, że wszystkie skasowałaś. Jakoś nie chciało mi się wierzyć. Myślę, że do dziś je masz, a nie chciałaś mi ich przesłać z troski – abym za dużo nie myślał. Sądzę, że gdzieś w głębi jesteś dobrą dziewczyną.

A pamiętasz tę panią, którą podwieźliśmy? Mówiła, że pasujemy do siebie. Skomentowałaś przez zęby, że chyba nie wie, co mówi. Zabolało mnie, ale szybko przeszło i się nie gniewałem. Czasem myślę, że do dziś się ze mnie podśmiewasz, że byłem taki naiwny, że liczyłem na wielką miłość. To chyba była z Twojej strony jedna wielka gra. Wiem, że kobiety lubią gierki, stosują je, żyć bez nich nie mogą. I jeśli jest właśnie tak, to muszę powiedzieć, że okropnie mnie potraktowałaś. Nie zasłużyłem na to. I wiesz, czym się różnimy? Jeśli z wieloma facetami tak postąpiłaś, to musisz naprawdę nienawidzić życia, a przynajmniej mieć go serdecznie dość, podczas gdy ja, mimo iż bardzo naiwnie, podchodzę do życia z miłością, którą zawsze będę Cię darzyć. Ale nie gniewam się, że tak mnie potraktowałaś. Jak kolejną zabawkę, kukiełkę, którą można pomanipulować, a potem wyrzucić. Może życie jest dla Ciebie bolesne i któregoś dnia powiesz, że chcesz jeszcze raz spróbować?

Tak, wiem, że pisałaś wielokrotnie, żebym się odczepił, że nie chcesz mnie znać. Ale co z tego, jak za jakiś czas dostawałem kolejny list, w którym pisałaś, że znowu Ci coś w życiu nie wyszło, to moja wina, i że co ja z Tobą zrobiłem. Przecież ewidentnie dawałaś znać, że jednak nie jestem Ci obojętny. I odpisywałem, że nie gniewam się, że jak wyjdę, możesz na mnie liczyć, że miejsce w mym sercu dla Ciebie zawsze pozostanie. Choćbym się całkowicie zatracił, to o Tobie myśleć nie przestanę.

Wiedziałaś, że byłaś moją pierwszą miłością? Ja, człowiek, który wybrał pracę z dziećmi, zakochałem się w pielęgniarce pracującej w ośrodku opieki paliatywnej. Czyż to nie ironia? Pracowałem niemal przy początkach życia, Ty przy jego końcach. Dwie różne osobowości, a tak jesteś mi bliska. Śmiałaś się, że jak nam nie wyjdzie, to będę się mścił na Twoich dzieciach. A Ty na moich rodzicach, nie daj Boże. Ale chyba zdajesz sobie sprawę, że wszystko, co związane z Tobą, będzie mi bliskie? Nie potrafiłbym nikogo nienawidzić na dłuższą metę. Owszem, na chwilę mogę się zdenerwować, powiedzieć kilka niepotrzebnych słów, ale emocje szybko odchodzą i wraca stałość, którą Cię darzę. I pisałem Ci, że nie gniewam się za to, co mi nieraz mówiłaś. Nie gniewam się, a zarazem to boli. I muszę dławić w sobie ten ból. Dla Ciebie. Doceń to.

I dobrze pamiętam, że zadzwoniłaś dwa lata temu. Rozmawialiśmy całe piętnaście minut. Tyle, ile mi przysługuje. Mówiłaś, że mnie naprawdę nie kochasz, że chcesz to przerwać, bo nie dajesz rady. A ja myślę, że lęki nie pozwalają, aby w pełni zabłysnął w Tobie płomień uczucia. Z jednej strony mówisz, że nie chcesz, a z drugiej zdajesz sobie sprawę, że żyć beze mnie nie potrafisz. Bo inaczej dawno byś zapomniała, a każdy kolejny mój list wyrzucała bez czytania. Nawet pytałaś, jak mi tutaj, czy mnie biją, poniżają, czy bardzo brakuje mi wolności. Przecież gdybym był Ci obojętny, miałabyś to gdzieś. Sądzę, że w końcu sprawię, że te Twoje lęki miną, zgasną przyćmione przez moc mojego uczucia.

Może znów za jakiś czas wrócę do szkoły? I pewnie nie będę tym samym wymagającym i groźnym nauczycielem od matematyki, bo karanego nie zechcą na belfra, ale chociaż zostanę woźnym, gdyż wiesz, że praca z dziećmi zawsze będzie mi bliska. Ciekawe, co byś powiedziała o takim groźnym woźnym? Jak dzwoniłaś, pytałaś, jak to się stało, że z groźnego nauczyciela matematyki stałem się takim mięczakiem. Nie powiedziałem Ci, ale to słowo bardzo mnie zabolało. Nie musiałaś tego mówić. Bo z jednej strony rozmawiałaś ze mną całe piętnaście minut, a z drugiej to. Nie miałaś prawa mnie tak oceniać. Ale w sumie wiesz, że gniewał się nie będę. Sprzeciwić się, sprzeciwię, ale szybko wybaczam. Mogłabyś się tego ode mnie uczyć. Pewnie coś było nie tak u Ciebie w domu, że tego nie potrafisz. Ale nie martw się, jestem w stanie wszystkiego Cię nauczyć. W końcu doświadczenie belferskie już mam.

A pamiętasz, jak się poznaliśmy? Obsztorcowywałem Twojego siostrzeńca, którego odbierałaś od nas ze szkoły. Mówiłaś, że to tylko dziecko, że nie należy być tak ostrym. Ja tam wiem swoje. Jak dziecku da się zbyt duży luz, to tylko na złe mu wyjdzie. Wyrośnie albo egoista, albo nawet narcyz. Więc byłem dla tych wszystkich dzieciaków ostry, czasem nawet zbyt ostry. Wiedziałem, że lubić mnie nie muszą, ważne, aby im wyszło na dobre. W końcu powiedziałaś, że jak nie wiem, jak postępować z dziećmi, to chętnie mnie nauczysz. I zgodziłem się. Z nadzieją na randkę. I tak się stało. Tak zaczęła się nasza znajomość.

Musisz jednak wiedzieć, że jak wyjdę, nie będę Ci się naprzykrzał. Powiesz nie, znaczy nie. Wystarczy. Wiem, że ilość moich listów mówi co innego, ale obiecałem sobie, że dopóki tu siedzę, będę je pisał, potem przestanę. Nie mówię, że przyjdzie mi to łatwo. Będę cierpiał, codziennie zmagał się ze sobą, pewnie nieraz zapłaczę, ale dam Ci spokój. Nie będę się naprzykrzał, tego możesz być pewna. Bo w końcu po takim czasie szala musi się przechylić na jedną ze stron. Albo lęki Cię opuszczą i powiesz tak, albo kolejny raz odbiję się od ściany Twoich emocji. A więcej takich odbić nie zniosę, więc to będzie już koniec. Nie od razu zmienię swoje nastawienie do Ciebie, ale kiedyś nauczę się żyć w ten sposób. Czas leczy rany.

Jeszcze zostało mi dwa tygodnie. Miałem tu siedzieć dwa lata dłużej, ale skrócili wyrok za dobre sprawowanie. Nie ma dnia, kiedy bym nie żałował tego, co zrobiłem. Sam fakt, że piłem alkohol i brałem kokę, to już coś złego, a to, co się stało później… Do dziś nie pamiętam, jak do tego doszło. Ocknąłem się, gdy wyciągali mnie z tego cholernego samochodu. Nigdy nie zapomnę tej kobiety z córeczką przygwożdżonych do pralki. Jeszcze żyli, jeszcze ich twarze wykrzywiały się w grymasie bólu. A potem obie odpłynęły. To jedyne, co pamiętam z tej piekielnej pralni. Później nikt mi nie chciał nic powiedzieć, mówili, że stało się, żebym nie myślał. Aż na korytarzu szpitala znalazłem gazetę z nagłówkiem: Horror w publicznej pralni. Dwie osoby nie żyją, trzy trafiły do szpitala. Dopiero tuż przed procesem adwokat mi powiedział, że pędziłem pełnym gazem przez miasto, nie wyrobiłem się i wjechałem w tę pralnię. I znowu ironia losu, nawet nie ironia, a potworny chichot, że nauczyciel, który tak bardzo chciał pracować z dziećmi, zabija jedno z nich... Ale co mam teraz zrobić? Czasu nie cofnę. Tylko zasypiając, zdarza się, że łzy samoistnie płyną. A czasem mam ochotę przestać istnieć. W sumie mówiłem Ci, że to z miłości do Ciebie wtedy tak zapiłem. Popłakałaś się. Chyba niepotrzebnie o tym wspominałem. Od tamtej pory milczę. I jeśli nie będziesz mnie chciała, jak wyjdę, to zamilknę na zawsze.

Cóż, kończę ten list. Postaram się więcej nie pisać, choć wiem, że będzie to trudne. A jak stąd wyjdę, to przyjadę do Ciebie, by się przekonać, w którą stronę mam iść...

 

Kocham Cię, Twój groźny matematyk, a w przyszłości być może groźny woźny,

Johny.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
AntoniGrycuk · dnia 25.07.2019 11:09 · Czytań: 124 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 9
Komentarze
AntoniGrycuk dnia 25.07.2019 11:39
Czy może mi ktoś szczerze powiedzieć, co w tym tekście jest niedobre? Bo chyba jestem za głupi i nie kumam, dlaczego o wiele słabszy tekst trafił na górną, a ten na dolną.
wiosna dnia 25.07.2019 12:57
Na temat dolnych i górnych półek się nie wypowiadam. To sprawa redakcji. Czytam zarówno tu jak i tam, nie sugerując się podziałami.
Ten tekst dla mnie jest po prostu nudny. Ciągłe powtarzanie jak on ją kocha, że nie napisze, ale pisze i że jej wybacza nie za bardzo do mnie przemawia. Owszem jest zawarta tu tragiczna historia, jakieś sceny z życia przed więzieniem, które sprawiły, że ona nie chce z nim być, że ma lęki, ale ogólnie to wszystko niezbyt interesująco podane.
Nie gniewaj się, bo to tylko zdanie całkowitego laika.
Pozdrawiam:)
AntoniGrycuk dnia 25.07.2019 13:24
Wiosna,

dzięki przede wszystkim za pochylenie się.

wiosna napisała:
Ciągłe powtarzanie jak on ją kocha, że nie napisze, ale pisze i że jej wybacza


otóż nie zgodzę się z tym. W tym tekście, według mnie, jest podobna ilość miłości, co złości i wręcz arogancji, co u zakochanego faceta jest dość niespotykane, ale jak najbardziej realne.
Oczywiście można stwierdzić, że list jest nudny, bo nie ma w nim żadnej akcji, ale ja Ci powiem szczerze, że napisałem kilka listów miłosnych i żaden nie był bogaty w akcję. Moim zdaniem taka uroda listów, że są nudnawe. Choć patrząc na pokazane emocje, i interesując się takimi sprawami, to na pewno nie jest to nudny list.

Dzięki jeszcze raz za Twoje zdanie, na pewno wezmę je pod uwagę, pisząc kolejne teksty.

Pozdrawiam.
Madawydar dnia 25.07.2019 14:37
Być może jest tak, że na podstawie jednego tylko listu nie należy tak definitywnie skreślać dramaturgi całej historii. Kilka listów zapewne pozwoliłoby przedstawić ją bardziej ciekawie. A może kilka odpowiedzi ze strony Jenny ubarwiłoby akcję?
AntoniGrycuk dnia 25.07.2019 20:22
To jest świetny pomysł, aby przeplatać wypowiedzi listowe obu stron. Jednakże istnieją przecież listy literackie, które napisała jedna osoba, i taką formą miało być to.

Dzięki za słowa.

Pozdrawiam.
Kazjuno dnia 26.07.2019 21:57
Antosiu Grycuku
Może i zgodziłbym się z Wiosną, że list jest nudnawy. Choć jego całość wydaje mi się realna. Facet w odosobnieniu - można rzec - skomle o uczucie. Chyba Jenny była rzeczywiście jego największą, albo i jedyną miłością. Gość jest życiowo przegrany - perspektywa zostania woźnym - nie zbyt ciekawa. Do tego ZŁYM woźnym. Więc żebrze o miłość, chce po wyjściu mieć kobietę.
Tak, ta ilość miłosnych zaklęć, w jego mniemaniu wydaje się potrzebna, błaga o litość i by do niego wróciła.
W moim mniemaniu taki list może wywołać nie pożądany skutek. Więzień ma za sobą doświadczenia z dragami i alkoholem. Ona o tym wie. Jeśli jest naiwna, albo samotna, jeśli w międzyczasie nie znalazła innego, może i zechce mu uwierzyć. Szkoda by niewiasty. Jeśli ma trzeźwe spojrzenie na życie, powinna go olać. Niestety z własnych doświadczeń ze znajomkami wiem, że ci po kryminale bardzo rzadko rezygnują z używek. A po co Jenny agresywny raptus ze słabością do kieliszka czy koki. Może jej zrujnować życie.
Opisałeś, niestety niereformowalnego typa. Nie dziwie się Wiośnie, że zmęczył ją ten psychol.
A moja ocena, Trudno mi określić. Przeczytałem z zainteresowaniem, choć sympatią bohatera nie darzę. No i ta dłużyzna jego żebraczych skomleń.
Na pewno utwór wiarygodny. Może słuszna podpowiedź Madawydara, Dwa albo więcej listów stworzyłyby mocniejszą dramaturgię. Zaczęło by coś iskrzyć Pojawiłyby się błyskawice, a to lubią czytelnicy.
Sorry, że nie kadzę, piszę jak czuję.
Pozdrawiam, Kaz
AntoniGrycuk dnia 26.07.2019 22:24
Ciekawą rzecz obserwuję. Już druga osoba pisze mi tu, że bohater skomle o uczucie lub podobnie to opisuje. Więc aż jeszcze raz przejrzałem tekst i można się doszukać tego trzykrotnie, choć słowo skomle jest tu dość pejoratywne. Natomiast żadne z Was nawet nie wspomniało, że bohater jest arogancki, mówiąc, że ona nie umie wybaczać i mogłaby się od niego uczyć. Jest też dość niedelikatny i również arogancki, gdy mówi, że czegoś w domu jej nie nauczyli. No ale cóż, skoro takie, a nie inne fakty dostrzegacie, nie będę Was przekonywał o mojej racji.

Niemniej dzięki za wizytę i opinię. Na pewno jej nie zlekceważę. Może napiszę tekst krótszy, bez skomlenia i wtedy nie będzie tak słabo działał na czytelników.

Pozdrawiam.
Marek Adam Grabowski dnia 28.07.2019 16:46
Ten wątek więzienny nawet mnie zaskoczył, ale zabrakło mi bomby na końcu. Samemu kiedyś przeprowadziłem wywiad z osobą, która siedziała za wypadek samochodowy. Jest na mym blogu, ale tutaj się raczej nie pojawi, przynajmniej nie teraz.

Od pewnego czasu wszystko co jest moje ląduję na dolnej półce, chyba z automatu.

Pozdrawiam
AntoniGrycuk dnia 28.07.2019 17:02
Marku,

dzięki za odwiedziny i opinię.
Ja, nie pytaj czemu, jestem na ścieżce wojennej z całym tym portalem. I każdą wątpliwą decyzję będę krytykował, mimo iż w gruncie rzeczy mi się nie chce.
A co do tekstu, to uważam, że jest o niebo lepszy niż "Ciąża". No ale cóż, niektórzy cenią np. sztukę współczesną.

Pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
StalowyKruk
19/09/2019 00:41
Jestem. Trochę mi to zajęło. Umieram na przeziębienie ;)»
bruliben
18/09/2019 22:04
Jestem na części 6-tej twojego czytadła i bardzo… »
Kushi
18/09/2019 21:36
Niech żyje bal Agnieszki Osieckiej a zaśpiewanej przez… »
AntoniGrycuk
18/09/2019 21:23
Wariacie_egzystencjalny, miał to być klimat z umysłu… »
Lilah
18/09/2019 21:11
*odnóży »
voytek72
18/09/2019 21:09
Chyba warto aby tekst miał jednak tekstowy tytuł zamiast… »
voytek72
18/09/2019 20:55
prosty przepis na pożar. ;) wers środkowy zbędny,… »
Dobra Cobra
18/09/2019 20:52
W jakże piękny sposób złapiesz tropy i sęsy ;) Kazjuno,… »
Lilah
18/09/2019 20:51
To ja dziękuję, że do mnie zajrzałeś. Pozdrawiam:)»
voytek72
18/09/2019 20:47
Myślę, że temat który bardzo trudno utrzymać w ryzach, z… »
Nuria
18/09/2019 20:40
Słowa płyną melodyjnie, aż chciałoby się zatańczyć :)»
voytek72
18/09/2019 20:32
Mistycyzm, ale taki... realistyczny i to mnie tu ujmuje :)»
wariat_egzystencjalny
18/09/2019 20:26
Dla mnie jest to takie małe studium szaleństwa a dokładniej… »
voytek72
18/09/2019 20:24
"Niech żyje bal" Maryli Rodowicz Takie… »
Lilah
18/09/2019 19:48
To mnie zaskoczyłaś, Al. Dziękuję pięknie. Pozdrawiam… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 14:16
  • Znowu przesadzasz. Jesteś wrażliwym facetem, na dodatek z intuicją muzyka, więc czułym na fałszywe nuty. Także te cecha ułatwia Ci trafne komentarze. Więc jak znajdziesz czas(?)...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:55
  • Powiem tak: technicznie mam coś do powiedzenia i choć nie jest to idealne, to potrafi być pomocne, natomiast mój gust znacznie odbiega od przeciętnej i to, co mi się podoba, nie zawsze jest dobre.
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 11:49
  • Przesadzasz Antosiu! Bardzo cenię Twoje komentarze i byłbym rad przeczytać twoje wnikliwe uwagi. Zawsze były celne. Jak znajdziesz czas to zapraszam...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:38
  • Kazjuno, ja chętnie skomentowałbym Twój tekst, ale ostatnio mam urwanie głowy i jedynie czasem króciutkie komentuje. Choć z drugiej strony, co jest wart mój komentarz?
  • Dobra Cobra
  • 17/09/2019 08:09
  • Sztuka kreskówkowa jest uważana za gorszą ze sztuk pięknych. :( A tak można w kinie podziwiać i piękną Scarlett i małego Hitlerka. Jak żywych. Choć ten synek ma nadzwyczaj mądry wyraz twarzy.
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:omejejug
Wspierają nas