#2 Oczy feniksa cz.1 - SkyBlake
Proza » Fantastyka / Science Fiction » #2 Oczy feniksa cz.1
A A A
Od autora: Fragment opowiadania, a właściwie jego początku.

OCZY FENIKSA

 

Przystanąwszy, oparła się na drżących nogach. Dysząc ze zmęczenia, rozejrzała się w

popłochu, szukając jakiegoś miejsca, w którym mogłaby się schować. Kątem oka zauważyła, że

była przy skrzyżowaniu dróg Nowej i Starej Alei Leśnych Gór – cztery przecznice od swojego

mieszkania. W tych szpilkach nie da rady tyle przebiec. Jedynym wyjściem był zaułek, a w nim

cuchnący na kilometr śmietnik, który na sam widok ją odrzucał.

Usłyszała za sobą głośne czknięcie. Nie było czasu na kombinacje. Czując ogień w stopach,

przez głupie szpilki, które wspaniałomyślnie postanowiła założyć, wbiegła w zaułek i z sercem w

gardle, schowała się za śmietnikiem. Przywarła do zimnego kontenera plecami, myśląc

gorączkowo jak wybrnąć z tej sytuacji, przy okazji modląc się, żeby ten facet jej tutaj nie szukał.

Na szczęście ciemność działała na jej korzyść – a przynajmniej miała taką nadzieję.

Serce waliło jej jak młotem, świszczący oddech wydobywał się z krtani. Położyła dłoń na

sercu, oczywiście to niczego nie zmieniło. Przez chwilę była pewna, że ten napalony pijak usłyszy

walenie niczym w dzwon, ale to tylko strach podsuwał czarne scenariusze.

- Hej, kotku... - głos, który chwilę wcześniej zaczepił ją na ulicy i nie dał się zignorować,

rozbrzmiał u wylotu pułapki. Wstrzymała oddech. – Wiem, że tu jesteś, ślicznotko! - zaśmiał się

obleśnie. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł jej po plecach. - No daj spokój! Dlaczego nie chcesz się

zabawić? Będzie przyjemnie! - znowu się zaśmiał.

Kręciła głową, choć nie mógł tego zobaczyć. W każdym razie jeszcze jej nie znalazł, ale to

chyba było oczywiste, że schowała się dokładnie tutaj. Za jedynym przedmiotem mogącym

schować kogoś wielkości człowieka. Miała nadzieję, że bogowie nad nią czuwali inaczej ten dzień

będzie bardzo nieudany...

Mężczyzna, który ją gonił był może przystojny, ale jego zachowanie było poniżej oczekiwań.

Stał oparty o mur jakiegoś budynku i zaczepiał wszystko, co się poruszało. Kiedy go mijała,

bezczelnie złapał ją za tyłek, mrucząc coś o zaliczaniu bramek. Niewiele myśląc, przywaliła mu

między oczy prawy sierpowy. I to był błąd. Facet zachwiał się, był zaskoczony. Najpierw patrzył

na swoją dłoń, którą odsunął od twarzy, a potem skierował oczy na nią.

Zamiast ją zostawić, stwierdził, że „lubi takie ostre laski”, widziała w jego oczach, że zamierzał

się do niej dobierać. Przerażona kopnęła go w czułe miejsce kolanem zanim zbliżył się bardziej

naruszając jej przestrzeń osobistą i uznając, że bójka mogłaby jeszcze bardziej go podniecić,

czym prędzej uciekła.

Tak oto znalazła się w ślepym zaułku schowana za dużym, śmierdzącym śmietnikiem.

Przełknęła ślinę, że też akurat dzisiaj i akurat, kiedy dostała awans musiało przydarzyć się jej coś

takiego, żeby przypomnieć, iż życie nie jest usłane różami.

Pokręciła głową. Całe ciało zaczęło ją mrowić, oczy zaczęły jej opadać. Coś się działo. Coś,

co od bardzo dawna nie miało miejsca w jej życiu: poczuła senność. Odkąd pamiętała, nie

musiała spać. Ów senność przychodziła tylko wtedy, kiedy przychodził TEN czas. Łóżko w jej

niewielkim mieszkaniu było tylko piękną, niezwykle drogą i wygodną atrapą, żeby jej znajomi nie

uznali ją za dziwadło, jakim w gruncie rzeczy była. I chociaż senność wcale nie oznaczała tego, co

powinna, poczuła ukłucie podniecenia. Przytrafi się to jej po raz siedemset osiemdziesiąty drugi,

ale tym razem będzie z tego pożytek.

- Dobrze, chowaj się! Chętnie się zabawię w chowanego, a jak cię już znajdę... - nie

dokończył, pozostawiając zdanie w zawieszeniu, pozwalając jej na dopowiedzenie sobie ciągu

dalszego. Nie chciała mieć z nim nic wspólnego. A już na pewno nie zamierzała bawić się z tym

obleśnym, nieprzyjemnie cuchnącym facetem. Dobrze pamiętała jego za dużą, czarną bluzę,

podarte spodnie dresowe i zniszczone adidasy. Na samo wspomnienie ta pyszna i niezwykle

droga kolacja zjedzona półtorej godziny wcześniej dała o sobie znać.

Wzięła głęboki wdech. Uczyła się samoobrony. Potrafiła się zatroszczyć o siebie. Zawsze

była sama, nawet w poprzednich wcieleniach. To nie był problem. A jeśli przedwcześnie zginie,

to i tak w ciągu tygodnia się odrodzi. Zbierając w sobie całą odwagę, na jaką jej pozwalał

charakter, wyszła zza śmietnika, przygotowana na skopanie tyłka temu osiłkowi. Nie widziała

innej drogi, chociaż zdawała sobie sprawę, że dokładnie tego chciał.

Miała to w głębokim poważaniu.

- Zostaw mnie w spokoju! - warknęła. - Ostrzegam cię...

Mężczyzna się roześmiał. To była oczywista reakcja. Była drobną kobietą w kardiganie,

białej koszuli, ołówkowej czarnej spódnicy i czarnych czółenkach. Ponadto jasne włosy spięte w

kok i okulary w czarnych oprawkach nadawy jej wyglądu stereotypowej sekretarki.

- A cóż takie maleństwo może mi zrobić, co? - zapytał, mierząc ją spojrzeniem. Ogarnęła ją

fala gniewu i ekscytacji na myśl, że jeszcze chwila, a skopie mu cztery litery i facet nigdy więcej

nie spojrzy na żadną „ślicznotkę” o blond włosach i piwnych oczach ani na żadną inną kobietę...

Powoli zaczął się do niej zbliżać zygzakiem. Niemal widziała w jego obłąkanym rządzą

spojrzeniu, jak rzuca ją na ścianę i robi to, co mu chory umysł podsuwa. Dreszcz obrzydzenia

przebiegł jej po plecach. Czuła pod skórą nasilające się mrowienie. Ciepło rozchodziło się po

jej ciele, przyjemnie muskając skórę. Wokół jej postaci zaczęły tworzyć się ogniste kręgi.

Mężczyzna przystanął, zamrugał kilka razy. Pewnie wydawało mu się, że miał zwidy,

ale uznając najwyraźniej, że to tylko halucynacje po prochach znów ruszył w jej stronę.

Uniosła obronnie ręce zaciśnięte w pięści, co wyrwało z jego ust zadowolony, gardłowy

śmiech. Zebrało się jej na mdłości, kiedy dotarło do niej, że dla niego to nie pierwsza sytuacja, w

której zapędził biedną ofiarę w kozi róg. Jednakże tym razem źle trafił.

Nagle usłyszała jęk bólu, a następnie facet osunął się na ziemię. Za nim stał inny

mężczyzna, który wyglądał... znajomo, ale nie był tym samym, który próbował ją "poderwać" na

ulicy i zdecydowanie nie był jego kumplem. Ten tajemniczy wybawiciel miał na sobie zgrabnie

leżące jeansy, do tego koszule w kratkę, a na to skórzaną kurtkę. Całkiem przystojny i wysoki,

miał na nosie ciemne okulary. Przez moment miała wrażenie, że wyciągnie ten taki „dynks”

przypominający długopis i pstryknie, by zapomniała jak ci z „Faceci w czerni”, ale on tylko

patrzył na nieprzytomnego z mieszanką pogardy i obrzydzenia.

Otrząsnęła się, starając się uspokoić. Wokół niej płomienie wirowały spiralami. Wzięła

kilka powolnych wdechów, by uspokoić ogień. To jeszcze nie był odpowiedni moment.

Nieznajomy obserwował ją niewzruszonym spojrzeniem, uważnie się przyglądając. Po chwili

ciepło zniknęło całkowicie. Podparła się pod boki.

- Coś ty za jeden? - burknęła.

Mężczyzna się roześmiał.

- Nie ma za co. - odpowiedział wzruszając ramionami.

- Poradziłabym sobie... – warknęła. Ponownie się roześmiał. No dobrze, to była oczywista

reakcja, zważywszy na jej drobną budowę aktualnego wcielenia. Zmierzył ją spojrzeniem,

jednakże coś w tym wzroku mówiło, że wiedział, iż nie kłamała. Ogarnęła ją fala irytacji.

Znajomej. Zmarszczyła brwi, w jej głowie formowało się jakieś wspomnienie, ale było tak stare,

że trudno było je przywołać w nienaruszonym stanie.

- Nie pamiętasz mnie? - pytanie padło z zaskakująco bliskiej odległości. Zdziwiona

zamrugała. Musiała unieść nieco brodę, by móc spojrzeć na tajemniczego mężczyznę. Powolnym

ruchem ściągnął okulary. Jego oczy były koloru złota. Całkiem jak jej...

- Chcesz mnie zabić? - wymsknęło się jej pytanie.

Wyszczerzył się szeroko.

- Jest wiele rzeczy, których bym od ciebie chciał, ale nie ma na tej liście twojego pogrzebu...

Uniosła brew.

- Mam rozumieć...

- Tak, nie zamierzam cię zabić. - uniósł dłoń, jakby chciał dotknąć jej twarzy, ale się

rozmyślił. Wzrok miał nieobecny. Zdawało się jej, że coś wspomina. Nie pojmowała tej

niezręczności, która ją dopadła. Znała go, acz pojęcia nie miała skąd. Za długo żyła, by móc

pamiętać wszystkich...

Nic nie rozumiała. Przez wszystkie swoje życia, które nie były zbyt długie, borykała się z

samotnością. Nigdy nie pozwoliła sobie na coś więcej niż kilka randek z tym samym facetem. No

dobrze, może raz się jej zdarzyło, ale skąd znała tego mężczyznę? Zmrużyła groźnie oczy, widząc

w jego tęczówkach wyzwanie. Ogarnęła ją ekscytacja pomieszana z frustracją. Facet miał jaja,

żeby igrać z ogniem... Z jakiegoś powodu podobało się jej, że nie bał się z nią flirtować.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
SkyBlake · dnia 30.07.2019 12:49 · Czytań: 68 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Inne artykuły tego autora:
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wodniczka
23/08/2019 22:26
Pierwsza część podoba się najbardziej. Ogólnie ciekawa… »
Marek Adam Grabowski
23/08/2019 19:16
Masz dobry warsztat pisarski; czyta się ciebie bardzo… »
wodniczka
23/08/2019 18:40
Pięknie. Szczególnie w połowie zatrzymał mnie na dłużej.… »
PrzemeK155J
23/08/2019 17:59
Historia jest naprawdę ciekawa. Jedna z najciekawszych, jaką… »
wodniczka
23/08/2019 16:26
Al-szamanko Tak. Masz rację. Trochę tam się nawarstwiło.… »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:09
:-) :) :) »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:08
:-) dziękuję Karen. Widzę, że mam jeszcze dla kogo pisać... »
Karen Lety
23/08/2019 14:04
Wiersze są trochę jak piosenki, każdy znajduje w nich coś… »
Karen Lety
23/08/2019 13:58
Świetny wiersz. Napisany przy użyciu takich słów i w taki… »
JOLA S.
23/08/2019 13:57
Dobrze się zaczyna :) Nikt, dotąd, nie skomentował tekstu.… »
Karen Lety
23/08/2019 13:52
Zgadzam się z Darcon, że drugi psychiatra mógłby zagościć na… »
RafalSulikovski
23/08/2019 11:34
:-) Dzięki! Ja dopiero jestem stale "zapowiadającym… »
MP642
23/08/2019 11:22
Jeżeli by rok '68 rozumieć wąsko, to faktycznie za… »
JOLA S.
23/08/2019 10:21
Darconie, mów dalej, proszę :) Czytanie książek to… »
Darcon
23/08/2019 07:14
Cóż, bardzo mi się podobało. Piszę cóż, gdyż po dłuższej… »
ShoutBox
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 16:36
  • Święte słowa!
  • JOLA S.
  • 23/08/2019 12:22
  • Powodem waśni był smok. Na początku nikt z jadących portalem nie wierzył. „Bo mało to bajek po świecie pędzi” Poczytajcie, Panowie, naszego Skuula i basta, bo życie ucieka na bzdurkach.:)
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 07:11
  • Coś cię najwyraźniej uwiera, geniuszu, łaszący się do portalowym władz. Tak trudno ci zakończyć insektowo robaczaną połajankę?
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
Ostatnio widziani
Gości online:8
Najnowszy:4miac252go4
Wspierają nas