Straszne, piękne odkrycie w jeziorze Corpor - Piotrek 55
Proza » Historie z dreszczykiem » Straszne, piękne odkrycie w jeziorze Corpor
A A A

Tamtego wieczoru ostatni raz byli tak szczęśliwi… ah, jak to dobrze jest być szczęśliwym, wspominał John. Siedzieli wtedy we czwórkę na piasku, gapiąc się w panoramę jeziora. W szczególności były to strzeliste korony drzew, pachnące rośliny, delikatnie smagana przez wiatr talfa wody, i wszystko to rozświetlone promieniami zachodzącego słońca. Jezioro Corpor miało w sobie tę ukrytą głębię. Wydawało się, że mogą dostrzec tylko jego powierzchniową warstwę, tak jakby widzieli łódkę, pod którą kryją się kilometry oceanu. Wzbudzało to u nich zachwyt. I jednocześnie podziw do tego, jaka natura potrafi być mroczna. I ile tajemnic skrywa.

Piasek pod nogami był ciepły, a powiewy wiatru chłodne. Ellie i Lisa popijały z kieliszków białe wino, a John i Tom, pili po męsku piwo. Skończyli właśnie jeść kiełbaski i letnią sałatkę. Zastanawiali się czy nie wejść do jeziora, zanurzyć się i popływać… pewnie gdyby byli młodsi, zrobiliby to bez zastanawiania się, ale byli starsi i uznali, że lepiej posiedzieć i ponabijać się z ptaków.

  • Haha! Ale ty jesteś głupi!! - wykrzyknęła Ellie.

Wtedy jeszcze mogła się śmiać. Co prawda, już pewnie nękały ją delikatne ukłucia w sercu, ale na tamtą chwilę to było nic. 

  • Tia, jeszcze tu podejdą i zleją ci mordę Tom -

rzucił John, dokańczając śmiech krótkim sapnięciem.

  • Ja chyba wolałbym, żeby takie coś się jednak nie wydarzyło - wyrecytował z przestrachem Tom i

cała czwórka znów wybuchnęła śmiechem. 

  • Śmieszny jesteś Tom - przyznał John i wziął łyk

piwa.

  • Powiedziałeś, że jestem śmieszny? Doprawdy? A co ciebie tak bawi? - zapytał z akcentem

typowym dla kryminalisty, a dziewczyny zachichotały. Zapadła chwila ciszy. 

  • Taaak - odpowiedział z powagą John i śmiech

znów się powtórzył. Na wspólnych wieczorach często się tak śmiali. Może i po fakcie żarty wydawały się głupie i stare, niemniej jednak inaczej jest słuchać historii, niż w niej naprawdę być. Śmialiby się więcej, częściej by się spotykali a ich relacja stawałaby się bardziej dojrzała, gdyby nie to, że pół roku później Ellie zmarła na chorobę serca. Wszystko zaczęło się od niewielkiego ataku, tydzień po ich grillu. Lekarz uznał to za nieprawidłowe uderzanie serca i przeznaczył na to tabletki. Wyznał to im obu, gdy Ellie leżała w szpitalnym łóżku, a Tom siedział obok niej i trzymał ją za rękę. Mówił, że to nic poważnego, że przejdzie. Ale wcale nie przeszło. Ciągnęło się i wprowadzało ich obu na ścieżkę lęku, gdzie człowiek zaczyna rozumieć, że ciężar, który dźwiga na sobie, jest zbyt ciężki, sprawia zbyt wiele cierpienia. Chłód i kryjący się wśród ciepłego domu mrok, zgniatały ich. Z dnia na dzień, Tom z dobrego kumpla z grillów, zmieniał się powoli w rozgniewanego szczura. Przestał żartować, odsuwał się od całego świata. Chociaż Ellie wciąż mogła mówić, resztkami sił, wciąż oddychała, on wiedział, że tak naprawdę już jej nie ma. Nie mógł znaleźć w sobie siły, by cieszyć się nią w jej ostatnich chwilach. Johnowi było szkoda tego biedaka. Lubił Toma. Fajnie się spędzało z nim czas na wieczornych grillach. Miał on w sobie mądrość wartą dojrzałego mężczyzny i humor dobrego komika. Ale przyszedł w końcu czas, że Ellie umarła i wtedy Tom się załamał. Patrzył, jak chowano ją do trumny i spuszczano głęboko w ziemię. Wiedział, że to już koniec. Widok kwiatów leżących na grobie jego żony, zalewanych przez deszcz, uderzył go zbyt mocno. Znajomi i rodzina współczuli mu, mówiąc, że dzielny z niego chłop, że da sobie radę. Wydawało się, że rzeczywiście tak będzie. Że trauma minie. Ale było inaczej. Tom zamknął się sam w domu, przestał darzyć ich przyjaźnią i zaczął pić więcej piwa. To już nie był on. John widział to w jego oczach. Kilka lat później całkowicie zrozumiał jego sytuację.

A dokładnie teraz, gdy stał na plaży ze stopami wpół zanurzonymi w ciepłym piasku i patrzył przed siebie, na dom Tommy’ego i Ellie, od którego dzieliła go wodna strefa jeziora Corpor. A raczej, patrzył  na niegdysiejszy dom Tommy’ego i Ellie, bo przecież Ellie już nie ma od czterech lat, a Tommy zrobił z niego mieszkanie menela. Poczuł wtedy w nozdrzach tę niesamowitą woń roślin, nasączoną tymi dobrymi chwilami, gdy razem z Lisą zanurzali się w jeziorze i pływali. A potem siadali na tarasie i pili z kieliszków wino. I po prostu rozmawiali. Innym słowy “nabijali się z ptaków” jak to nazywali razem z Ellie i Tommym. Jednak teraz nie będzie żadnej wspólnej rozmowy. John właśnie to pojął. Że będzie musiał zrobić to wszystko sam. Zrozumiał, co musiał czuć Tom. 

Westchnął, a z kącików oczu popłynęły mu łzy. W gardle coś go ścisnęło, tak mocno, że z delikatny uśmiech zszedł na dół i spochmurniał. John tkwił jeszcze tak przez parę chwil, na środku plaży. Potem rozebrał się, zostawiając na sobie tylko krótkie kąpielówki. Chociaż było już późno, nie chciał rezygnować z tej kąpieli. Co tam mu, głupia pogoda.

Zanurzył się po szyję w wodzie i zaczął płynąć. Słońce zachodziło, bijąc czerwienią po niebie, niczym serce. Wdech i ruch rękami, a potem… wydech i uderzenie nogami. Wszystko to powtarzało się w dokładnym cyklu. Takie samoistne pływanie uspokajało go. Oddalał się powoli od brzegu, badając wzrokiem rozmazujące się pod taflą jeziora dno. Zaś widok strzelistych koron, cieni ukrytych pomiędzy grubymi konarami, zbliżał się. W niektórych momentach John odnosił dziwne wrażenie, że to nie on podpływa do brzegu po przeciwnej stronie jeziora, ale że to brzeg podpływa do niego. Wtedy również, przechodziły po nim zimne dreszcze.

Gdzieś z oddali dobiegał szum silnika motorówki. Pracował on wolno, wydawał z siebie miarowe buczenie. Widocznie ktoś, kto wypłynął na krótki rejs, nigdzie się nie spieszył. Odgłos utrzymywał się jeszcze przez jakiś czas w jednakowej tonacji, po czym zaczął stopniowo milknąć, aż w końcu na dobre ustał. John zwolnił nieco i rozejrzał się dookoła. Przez konary drzew przechodził strumyk światła, który odbijał się w lustrze wody. Mógłby opadać idealnie prosto, gdyby nie łódź, która zakrzywiała jego naturalny bieg. Johnowi wydawało się, że promienie światła celowo na nią wskazują. 

  • hmm… - mruknął John i zmrużył oczy.

Łódź lekko kołysała się. Chociaż stała w miarę blisko brzegu, widział przez mgłę : niemrawy zarys kształtu, wykonany z drewna kokpit… i nic więcej. Patrzył na nią jeszcze przez jakiś czas, unosząc się na wodzie. Miał wrażenie, że ktoś przykładał do jego karku ciężki nóż, od tej ostrzejszej strony, która potrafi przepołowić kawał mięsa. Był w stanie nawet poczuć jego wagę i chłód, chyba słyszał syk… 

Kiedy zmroziło go tak, że na plecach pojawiła się gęsia skórka - nie wiedział czy to kwestia tej podejrzanej łódki, czy po prostu późnej pory - zdecydował, że zawróci. W głębi siebie jednak wiedział, co go zniechęciło do dalszej kąpieli. Niewielki lęk czasem mówi znacznie więcej, niż się wydaje. A czasem nawet zbyt wiele. Tylko, że głównie są to rozkazy, bez uzasadnień.

Skręcił nieco w lewo i znalazł się na prostej drodze do brzegu. Patrzył na własny dom. Pytania w jego głowie jednak wciąż pozostały. Kto tam stoi? I czemu się zatrzymał? To tylko te głupie myśli, powiedziałaby Lisa. 

  • Eh… głupie myśli - zgodził się z nią. 

Choć z tym nie zawsze miała rację. Mówiła też tak, gdy chciał ją wepchnąć do basenu. Na tę myśl John słabo się uśmiechnął. Naprawdę słabo.

Drzwi tarasowe, wychodzące na plażę i jezioro, były na wpół otwarte. Kolejny cios. Lisa uśmiechała się. “Już wracasz John?”. Wziął głęboki wdech, a przy wydechu znów popłynęły łzy.

Przez pewien czas mógł swobodnie płynąć. Z dala od całej tej tragedii, która go spotkała. Wdech, ruch rękami… a potem wydech i odbicie się nogami. Tylko jezioro i on. Jednak trwało to tylko przez chwilę.

Coś nieoczekiwanie pojawiło się na dnie. Jakiś podłużny kształt. John omal nie wrzasnął. Serce zawaliło mu, a oddech przyspieszył. Wydawało się, że coś zgniotło całą jego klatkę piersiową w małą, nerwową kulkę. Co to? Zwłoki? Zerwał się na równe nogi. Woda w jeziorze gwałtownie podskoczyła i chlusnęła mu w twarz. Przetarł ją ręką i przyjrzał się temu czemuś. To było ludzkie ciało. Nagie, pozbawione włosów. Jednak nie do końca ludzkie… nie miało też oczu, ust, nosa ani uszu. Przypominało manekina, ale nie nazwałby tego manekinem. Wyżłobienia w skórze były zbyt dokładne. Więc co to było? Co takiego?

Johnowi zrobiło się słabo. Myślał, że zwymiotuje, ale w porę się powstrzymał. Nie rozumiał o co chodzi, wszystko wokół jakby wirowało; zbliżająca się noc, wysoka trawa, rosnąca przy plaży albo ukryte w jej głębi głazy. Wszystko nieoczekiwanie ujawniło się. A zwłoki wyskoczyły na środek całego obrazu. Tak jakby z szafy, w której chowano jedynie ubrania, nagle wyskoczył potwór.

W takich chwilach ludzka psychika rozumie, że to zbyt to obciążenie ją przerasta : ten przerażający sygnał, widok martwego ciała leżącego pod własnymi nogami. Takie coś wzbudza podziw, do tego jak natura potrafi okazać się mroczna. Psychika Johna zrozumiała to aż nazbyt i spuściła trochę ciężaru. Było mu trochę głupio z tego powodu, ale mocz nie stanowił teraz największego problemu.

Odwrócił wzrok i próbował świeżo spojrzeć na sytuację. Zwłoki, widzę czyjeś zwłoki, myślał. Przeszkadzały mu. Jakby szeptały, stanowczo, bez cienia wahania : 

 

Kiedy nabrał trochę siły, ponownie spojrzał na taflę jeziora, aby upewnić się, co właściwie tam zobaczył. Przed oczami przemknęła mu twarz Lisy. Odnosił wrażenie, jakby ktoś nałożył ją na całe ciało, tak jak nakłada się maskę, by kogoś naśladować.

  • Lisa? - jęknął.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Piotrek 55 · dnia 30.07.2019 13:37 · Czytań: 90 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wodniczka
23/08/2019 22:26
Pierwsza część podoba się najbardziej. Ogólnie ciekawa… »
Marek Adam Grabowski
23/08/2019 19:16
Masz dobry warsztat pisarski; czyta się ciebie bardzo… »
wodniczka
23/08/2019 18:40
Pięknie. Szczególnie w połowie zatrzymał mnie na dłużej.… »
PrzemeK155J
23/08/2019 17:59
Historia jest naprawdę ciekawa. Jedna z najciekawszych, jaką… »
wodniczka
23/08/2019 16:26
Al-szamanko Tak. Masz rację. Trochę tam się nawarstwiło.… »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:09
:-) :) :) »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:08
:-) dziękuję Karen. Widzę, że mam jeszcze dla kogo pisać... »
Karen Lety
23/08/2019 14:04
Wiersze są trochę jak piosenki, każdy znajduje w nich coś… »
Karen Lety
23/08/2019 13:58
Świetny wiersz. Napisany przy użyciu takich słów i w taki… »
JOLA S.
23/08/2019 13:57
Dobrze się zaczyna :) Nikt, dotąd, nie skomentował tekstu.… »
Karen Lety
23/08/2019 13:52
Zgadzam się z Darcon, że drugi psychiatra mógłby zagościć na… »
RafalSulikovski
23/08/2019 11:34
:-) Dzięki! Ja dopiero jestem stale "zapowiadającym… »
MP642
23/08/2019 11:22
Jeżeli by rok '68 rozumieć wąsko, to faktycznie za… »
JOLA S.
23/08/2019 10:21
Darconie, mów dalej, proszę :) Czytanie książek to… »
Darcon
23/08/2019 07:14
Cóż, bardzo mi się podobało. Piszę cóż, gdyż po dłuższej… »
ShoutBox
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 16:36
  • Święte słowa!
  • JOLA S.
  • 23/08/2019 12:22
  • Powodem waśni był smok. Na początku nikt z jadących portalem nie wierzył. „Bo mało to bajek po świecie pędzi” Poczytajcie, Panowie, naszego Skuula i basta, bo życie ucieka na bzdurkach.:)
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 07:11
  • Coś cię najwyraźniej uwiera, geniuszu, łaszący się do portalowym władz. Tak trudno ci zakończyć insektowo robaczaną połajankę?
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
Ostatnio widziani
Gości online:10
Najnowszy:4miac252go4
Wspierają nas