Mroczny Twór 1 Ból, las i Jeźdźcy - Piotrek 55
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Mroczny Twór 1 Ból, las i Jeźdźcy
A A A
Od autora: Jeśli przeczytacie to, co napisałem, to wielkie dzięki. A jeśli dacie pod spodem komentarz, to jeszcze większe. Jest to pierwszy rozdział mojej historii. Nie jest zbyt długi, ale mam nadzieję, że was zaciekawi, bo włożyłem w to trochę pracy.

Jeźdźcy zbliżali się do Ligta, gdy zapadał zmrok. 

Było ich trzech. Nosili czarne kapelusze, które wydawały się siedzieć na ich głowach, niczym ptaki. Przemierzali konno las, którego przykrywał płaszcz cieni. Wiecznie szare oko nieba, zamykało się, porzucając roztaczający się pod nim, świat - porzucając tysiące rzędów drzew, z których każde ziało czystą nienawiścią - w zupełnej ciszy i samotności. 

Jeźdźcy widzieli coraz mniej. Ich konie poruszały się wolno, omijając masywne sylwetki, które wyłaniały się z resztek mgły światła i które wcale nie musiały być drzewami. Mogły być czymś o wiele gorszym. Dlatego tutaj, liczyła się każda chwila, musieli zwracać uwagę na każdy pisk i rzeźbiący niepokój w karku, jęk. 

Od dłuższego czasu milczeli. Panowałaby zupełna cisza, gdyby nie ziemia, która odzywała się wraz z każdym ruchem końskich kopyt i las odpowiadający jej czasem, ponurym zawodzeniem wiatru. Po chwili jednak, któryś z Jeźdźców, coś powiedział.

  • Cholera… pieprzony ból.

Przez moment nikt nic nie dodał.

  • Trochę przeginasz Ben - skomentował czarownik - ja nic nie czuję.
  • Nie udawaj znowu twardziela. Zbliżamy się - stwierdził

Myśliciel, chociaż on jako jedyny nie czuł bólu. Spostrzegł, że drzewa nie rosną już tutaj tak gęsto. Było ich coraz mniej. To mogło oznaczać, że las wkrótce się skończy, dając początek polanie, na której być może będzie stał dom. A w tym domu, być może znajdą Ligta. Nie tylko to wskazywało, że się zbliżają. Z naprzeciwka pełzł na nich odór zgnilizny. Łucznik pamiętał, jak kiedyś był w kościele - na pogrzebie swojego ojca. Pamiętał to, co wdychał wraz z mroźnym powietrzem. Wtedy sądził, że czuł w nozdrzach zapach wody święconej lub jakiś alkohol. Jednak teraz zrozumiał, że była to czysta śmierć.

Podążali lasem jeszcze przez jakiś czas. Przed oczami kołysał im się szary obraz : naga skorupa ziemi, obarczona ciężkimi, wielkimi jak olbrzymy, pniami. Wszystko to mijało ich i znów się pojawiało, mijało i pojawiało się, i tak bez ustanku. Można tu oszaleć, sądził łucznik. I pewnie nie jeden wędrowiec tu oszalał. Ten las, żeby w pełni oddać swoją mroczną stronę, nie musiał szeptać złowrogim chórem, nie musiał pokazywać martwych ciał, wystarczyło, że po prostu tu był. Że drzewa stały i milczały, a mgła zwyczajnie się unosiła. I już to, doprowadzało ludzi do szału. Ten widok tak ich przerażał, że zabijali się. Był jak stary obraz, którego zamknięto w piwnicy, żeby nie straszył.

Zatrzymali się na nagim skraju polany. Myśliciel miał rację. Większą jej część zajmował ogromny dom, który w tym półmroku, do obłędu przypominał czarnego potwora. Okna odsłaniały szarą pustkę, podobnie jak oczy trupa. W tym miejscu odór stawał się gęstszy. To smród Ligta, pomyśleli we trójkę. 

Schodki prowadziły na ganek, który gwałtownie urywał się przed masywnymi drzwiami.  Tamtędy mieli wejść. Znaczy, taką drogą zwykle włamywali się do domów, lecz teraz wydawało im się to niebezpieczne, a nawet groźne. Było tu podejrzanie cicho i pusto, jakby ludzie zamieszkujący ten dom, opuścili go w popłochu. Zdawało się, że budowla umarła. 

  • Uciekli? - zapytał po cichu ten z łukiem.
  • Nie wiem - przyznał Myśliciel - wrzućcie do okien usypiacze, mogą czekać w środku. 
  • Nie… przecież nie zobaczyliby nas. Będziemy wprowadzać niepotrzebne zamieszanie - powiedział czarownik, po

chwili zastanowienia. Myśliciel wyobraził sobie rodzinę : ojciec ze strzelbą w dłoni, żona z łukiem, a dzieci skryte w drugim pokoju, taszcząc w swoich niewinnych rączkach, kuchenne noże. Brońcie się tym, gdy przyjdą, pewnie powiedziała im matka. I zrobiła to z łzami w oczach, bo wiedziała, że za niedługą zabiją jej synka. Gdyby zgodził się ze zdaniem czarownika, nikt obcy nie przyszedłby do tych dzieci. Oni, trzej Jeźdźcy, leżeliby martwi na ganku, bo nie ważne kim są, rozgniewany ojciec, ze strzelbą w dłoni, wraz z przerażoną matką, zrobią wszystko, by uratować swoje drugie, mniejsze Ja. Toteż muszą wziąć ich z zaskoczenia. Muszą być gotowi.

  • Joe, oni nas zabiją, wiesz o tym. Nie doceniasz siły przeciwnika - oznajmił Myśliciel, a twarz Czarownika

nabrała gniewnych barw. Jednak mimo to, opanował się.

  • Idziemy - zgodził się Ben, ruszając w

kierunku domu, a Czarownik tylko przytaknął i mimowolnie podążył za nim. Zatrzymali się przed oknami. Uklękli i czekali.

  • Użyjemy łuków - uznał Myśliciel - nie będziemy marnować mocy. Ben, ty kierujesz.

Myśliciel zbliżył się do drzwi i również czekał, skryty za framugą. Wreszcie się zaczęło. Okna pękły, a po nich nastąpiły dwa, głuche stuki. Usypiacze wylądowały w środku. Syczały. 

  • Uciekajcie to może być gaz trujący! -

wrzasnął mężczyzna. Ktoś otworzył drzwi. Na ganek wybiegła kobieta, o szarej, poranionej skórze. Mogła zostać już zarażona. Jej ciało oprócz tego, że gotowało się ze strachu, wyraźnie pokazywało, że coś z nim jest nie tak. Kobieta spogląda na Myśliciela, błagając go o litość - by po prostu odeszli stąd i zostawili ich. Wszyscy, zawsze tak błagają, pomyślał Myśliciel. Nie znosił tego. Zaczynało mu to się już nudzić. Wyciągnął łuk i wymierzył w jej kierunku, chociaż słabo mu szło z celowaniem.

  • Niech pani się zatrzyma - rozkazał, tak

stanowczo, że kobieta się go posłuchała - to niemowlę, chłopiec?

Kobietę, która pewnie jest matką Ligta, pożerał lęk. Oprócz tego, wystąpiło u niej coś jeszcze. Nieograniczony gniew. Nagły i gwałtowny.

  • Niech gówno cię to obchodzi - warknęła

wściekle i Myśliciel miał ochotę zakończyć to prostym i szybkim sposobem. Była nim strzała od łuku - to nasz syn! mam w dupie, czy was od tego bolą łby, czy nie! rozumiesz?!

Kątem oka spostrzegł, że na ganku pojawiła się reszta rodziny - ojciec z wyrzeźbionym na twarzy, gniewem, syn i córka. Ich też dopadło, zdał sobie sprawę Myśliciel. Wyglądało na to, że są w piątym stopniu zakażenia. Córka, młoda dziewczyna, miała bladą skórę i lekko zaczerwienione oczy. Syn sprawiał wrażenie, jakby dopiero co wykopali go z grobu. To z pewnością Ligt. Ojciec dawał sobie najlepiej radę. Co prawda jego ciało oblazły pryszcze, ale jeśliby teraz odszedł od Ligta, żyłby jeszcze przez pięć zdrowych lat, o ile nie ma w sobie zarodków. Reszcie rodziny zostało mało czasu - z pewnością w każdym z nich rozwija się już nie tyle co zarodek, ale płód Ligta. Myśliciel wystawił wskazujący i serdeczny palec w kierunku Bena i Joe’go. Zrozumieli znak. Teraz musieli się spieszyć, bo ojciec Ligta trzymał już w rękach strzeblę. Wymierzył prosto w Myśliciela. Ten niepewnie naciągnął strzałę od łuku, nakierował celownik i rozluźnił kciuk. Strzała syknęła wściekle, po czym ominęła mężczyznę. Jak zwykle, nie trafił. 

  • Cholera - rzucił.

Po chwili usłyszał syk i jakaś strzała przebiła mężczyźnie mostek, po czym utknęła w sercu. Jego córka krzyknęła. Czarownik zajął się matką, podczas gdy Ben wystrzelił do Ligta. Chłopiec znieruchomiał przechylił się, i bezwładnie, ciężko opadł na ganek. Myślicielowi nie udało się zastrzelić siostry Ligta, dlatego zrobił to za niego Ben. Uciszył ją grotą od strzały. Matka, ojciec, syn i córka - wszyscy byli porozrzucani, jakby ktoś ich specjalnie ułożył, do jakiegoś mrocznego rytuału. Przestawali się różnić od drzew, powoli stawali się tym samym, czym jest ziemia, kamień, lub woda. 

  • To wszyscy? - zapytał łucznik.
  • Chyba tak. 

Czarownik podszedł do kobiety i nachylił się nad nią.

  • Chcieli wychować potwora - rzucił sucho,

spoglądając w ciało kobiety - i teraz dostali, czego chcieli.

To koniec. Teraz Jeźdźcy mogli ruszyć dalej, zapomnieć o bólu głowy i cieszyć się krzepiącą  ciszą, jaka po nim nastała. Zostało im jeszcze kilka dni spokoju, zanim doznają we trójkę wizji. Zanim na ich drodze pojawią się podejrzenia, a potem ostre dowody. Zanim ktoś,  kogo widzieli dawno temu i kto już od dawna śpi, się przebudzi na nowo.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Piotrek 55 · dnia 01.08.2019 15:31 · Czytań: 79 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wodniczka
23/08/2019 22:26
Pierwsza część podoba się najbardziej. Ogólnie ciekawa… »
Marek Adam Grabowski
23/08/2019 19:16
Masz dobry warsztat pisarski; czyta się ciebie bardzo… »
wodniczka
23/08/2019 18:40
Pięknie. Szczególnie w połowie zatrzymał mnie na dłużej.… »
PrzemeK155J
23/08/2019 17:59
Historia jest naprawdę ciekawa. Jedna z najciekawszych, jaką… »
wodniczka
23/08/2019 16:26
Al-szamanko Tak. Masz rację. Trochę tam się nawarstwiło.… »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:09
:-) :) :) »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:08
:-) dziękuję Karen. Widzę, że mam jeszcze dla kogo pisać... »
Karen Lety
23/08/2019 14:04
Wiersze są trochę jak piosenki, każdy znajduje w nich coś… »
Karen Lety
23/08/2019 13:58
Świetny wiersz. Napisany przy użyciu takich słów i w taki… »
JOLA S.
23/08/2019 13:57
Dobrze się zaczyna :) Nikt, dotąd, nie skomentował tekstu.… »
Karen Lety
23/08/2019 13:52
Zgadzam się z Darcon, że drugi psychiatra mógłby zagościć na… »
RafalSulikovski
23/08/2019 11:34
:-) Dzięki! Ja dopiero jestem stale "zapowiadającym… »
MP642
23/08/2019 11:22
Jeżeli by rok '68 rozumieć wąsko, to faktycznie za… »
JOLA S.
23/08/2019 10:21
Darconie, mów dalej, proszę :) Czytanie książek to… »
Darcon
23/08/2019 07:14
Cóż, bardzo mi się podobało. Piszę cóż, gdyż po dłuższej… »
ShoutBox
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 16:36
  • Święte słowa!
  • JOLA S.
  • 23/08/2019 12:22
  • Powodem waśni był smok. Na początku nikt z jadących portalem nie wierzył. „Bo mało to bajek po świecie pędzi” Poczytajcie, Panowie, naszego Skuula i basta, bo życie ucieka na bzdurkach.:)
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 07:11
  • Coś cię najwyraźniej uwiera, geniuszu, łaszący się do portalowym władz. Tak trudno ci zakończyć insektowo robaczaną połajankę?
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
Ostatnio widziani
Gości online:10
Najnowszy:4miac252go4
Wspierają nas