Wieczny piątek - Wiktor Orzel
Proza » Miniatura » Wieczny piątek
A A A

Idę Szewską, to taka zabytkowa ulica w Krakowie, gdzie są: makdonald, burger king, nocne kluby, pijalnie wódki i piwa, starbaks i inne tego typu zabytkowe atrakcje, których z jakiegoś powodu jeszcze nikt nie wpisał na listę dziedzictwa kulturowego.

Jest wczesny wieczór, spadł deszcz, a nierówna kostka brukowa błyszczy się jakby ją ktoś umyślnie nawoskował, albo po prostu obficie polał wodą, jak to się robiło kiedyś w miastach, żeby lepiej wyglądały na pocztówkowych zdjęciach. 

Mijam tabuny turystów, którzy nie mogą się doczekać, aż wydadzą swoje pieniądze w tych wszystkich świetnych krakowskich knajpach, klubach ze striptizem i kebabach ze spalonym na wiór mięsem. Lokalsów próżno szukać, masa turystyczna przykryła wszystko i wszystkich dookoła.

Jako że chciałbym bardzo należeć do krakowskiej awangardy, plan mam iście wywrotowy – BĘDĘ TEJ NOCY TRZEŹWY. 

Nie, żeby stała za tym jakaś głębsza refleksja, cynizm, czy też chęć odróżnienia się od tych wszystkich ludzi, od których bardzo chciałbym się odróżnić, poprawić sobie kosztem dystynkcji samopoczucie, czy coś w ten deseń. To autorski, nieco ryzykowny w tej strefie klimatycznej, eksperyment. A może po prostu znużenie zapętlających się w nieskończoność knajpianych wieczorów, które zawsze kończą się tak samo i przebiegają wedle tych samych dramatycznych reguł.

Wstępuję zatem najpierw do Dymu, bo to właśnie tam lubują zbierać się krakowscy uznani artyści, ktoś mi tak powiedział pewnego razu przy kieliszku, ale nie wiem, czy to prawda. Zamawiam kawę w dużym kubku, chciałbym zapalić papierosa, ale w Dymie palić nie można. 

Siorbię więc tę gorzką kawinę, jest nawet całkiem smaczna, ale czegoś mi brakuje; nerwowo gryzę wargę i jednak mnie kusi, żeby chociażby tego jednego małego szota w siebie wlać, żeby ten wieczór nabrał kolorytu, żeby stworzyć w głowie iluzję, że coś się dzieje. 

Chcąc odgonić od siebie ten  impuls, wychodzę na papierosa. Nie zdążyłam go nawet zapalić, kiedy z knajpy obok wytoczył się zalany typek. Najpierw odbił się od ściany, potem przystanął, odsapnął chwilę, mruknął pod nosem, że kogoś zabije, splunął tak niefortunnie, że ślina pociekła mu po brodzie, a potem poszedł dalej, przed siebie, walczyć z rzeczywistością w formie przestawnej.

Wróciłem do środka, ale na ladzie mojej kawy już nie znalazłem, bo barman uznał, że została wypita. Ruszyłem więc dalej, nie mając za bardzo pomysłu dokąd się udać. 

Po drodze zaczepiły mnie uprzejme dziewczyny z fioletowymi parasolami, namawiając do wizyty w jednym z przybytków rozkoszy, gdzie to panie tańczą, wijąc się wokół metalowej rurki na wysokich szpilkach i cienkich sznurkach na dupie. Grzecznie odmówiłem raz, potem drugi, za trzecim trochę się zdenerwowałem i kulturalnie zapytałem czy im kurwa nie wstyd, ale moje pytanie, jak to z retorycznymi bywa, pozostało bez odpowiedzi. 

Po chwili bezcelowego błąkania się po mieście, padło na Spokój – to taki bardzo przyjemny lokal utrzymany w klimacie lat 60., gdzie można palić papieroski i pić sobie piwo. 

Godzina dwudziesta trzecia z minutami. W Spokoju jest już nadspokojnie; na pierwszym piętrze muzyka tłumi jakiekolwiek myśli, a na drugim ciężkie opary tytoniowego dymu skutecznie odstraszyły nawet mnie. 

Pomyślałem, że to wszystko nie ma sensu, że cała ta koncepcja kulturalnego wieczoru wśród pijanych ludzi nie może się udać, ale nadal przekonywałem sam siebie, że jak już się coś zaczęło, to skończyć trzeba. 

Ruszyłem w stronę Floriańskiej, ulicy znajdującej się w granicach Parku Kulturowego Miasta Kraków, znanej z makdonalda, starbaksa, elektrycznych wózków obwożących turystów po mieście, dwupiętrowego KFC i tych wszystkich zjebanych sklepów z chujowymi pamiątkami. 

Minęła mnie bardzo smutna pani, z rozmazanym makijażem i kubełkiem pełnym sfragmentaryzowanych kurczaków. Łzy, które jej leciały po policzkach, skapywały do tekturowego kubła z panierowanymi kurzymi nogami. 

Uznałem ten widok za bardzo krzepiący; że jednak ktoś ma gorzej, że noc już powoli zbiera swoje żniwo, a mnie się przecież nic takiego nie dzieje; tak sobie przecież spaceruję, trzeźwy jak świnia, piję kawki i palę papieroski.

Odblokowałem telefon, bo coś za długo taki wygaszony w kieszeni siedział, ale nie dostałem żadnego powiadomienia. Nic, nikt, od nikogo. Szczerze liczyłem, że ktoś mnie tej nocy wybawi i zaproponuje jakieś atrakcje, których na próżno tutaj szukam.

Zanim zdążyłem skręcić w kierunku Teatru Słowackiego, minąłem tego samego bezdomnego, którego mijam codziennie. Zawsze mu brakuje tych kilku groszy do czegoś tam, a mi bardzo często brakuje celu. Pomyślałem, że mamy ze sobą wiele wspólnego.

Usiadłem na ławce w parku, tuż obok teatru. Minął mnie kolorowy korowód panieński, ale nie udało mi się rozpoznać przyszłej panny młodej, minęła mnie także mocno porobiona grupka studentów. Dla wszystkich wokół sprawiam wrażenie przezroczyste, może sam sobie to wmawiam, ale jakie to ma znaczenie, nie zamienię sobie łba na inny.

Więc tak sobie i dla siebie samego siedzę, bezmyślnie patrzę to na zegarek, to na swoje upierdolone buty, od czasu do czasu odgaszając i wygaszając telefon. Podobno inteligentni ludzie się nie nudzą, Kraków ma natomiast własną interpretację tego stwierdzenia – inteligentni ludzie się nie nudzą, tylko piją. 

— Można się przysiąść? — pyta głos z offu. — Uciekł mi właśnie samolot i nie mam co ze sobą zrobić — dodał, zanim zdążyłem odpowiedzieć.

Jestem człowiekiem z natury łatwo się krępującym, ale nieśmiało spojrzałam, kto to taki. Moim oczom ukazał się łysiejący typek, gdzieś tak pod czterdziestkę, w za dużych wojskowych spodniach, z plecakiem turystycznym, i wyblakłej bluzie Adidasa. 

Nic nie odpowiedziałem, bo to w sumie nie moja ławka, publiczna, każdy sobie może siedzieć.

— Bo ja na pogrzeb, na pogrzeb matki miałem lecieć, do Irlandii, ale na lotnisku mnie okradli, całe pieniądze, cała gotówka, został tylko dowód, na nogach z Balic tutaj przyszedłem, straszna sytuacja, nie wiem co mam zrobić, może pan…

Wstałem, otrzepałem spodnie, w sumie nie wiem, po co się te spodnie trzepie po wstaniu z ławki, ale często tak pisarze piszą w książkach, więc ja tak robię, jak oni piszą. 

– Do widzenia panu.

Na tym moja trzeźwa droga się skończyła. 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Wiktor Orzel · dnia 02.08.2019 10:48 · Czytań: 243 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 9
Komentarze
wiosna dnia 02.08.2019 11:23
Cytat:
Na tym moja trzeź­wa droga się skoń­czy­ła. 


No bo kto to wszystko na trzeźwo wytrzyma?:)
Świetnie się czyta ten podszyty ironią tekst. A już myślałam, że ten facet, który się przysiadł, okaże się fajnym towarzyszem na resztę trzeźwego wieczoru, a tu proszę... niespodzianka:)
Pozdrawiam:)
al-szamanka dnia 02.08.2019 11:36
Ha, ha, ha... już miałam wychodzić z domu, ale jeszcze raz zerknęłam i nie żałuję :D
Poukładałeś te akapity jak paciorki na sznurku.
Co jeden, to bardziej kolorowy.
No i każdy musiałam posmakować tak ze dwa razy, a humor poprawiał mi się przy każdym do kwadratu i to w sposób ciągły.
Cytat:
Mi­nę­ła mnie bar­dzo smut­na pani, z roz­ma­za­nym ma­ki­ja­żem i ku­beł­kiem peł­nym sfrag­men­ta­ry­zo­wa­nych kur­cza­ków. Łzy, które jej le­cia­ły po po­licz­kach, ska­py­wa­ły do tek­tu­ro­we­go kubła z pa­nie­ro­wa­ny­mi ku­rzy­mi no­ga­mi.
Uzna­łem ten widok za bar­dzo krze­pią­cy
... hahahahaha

Fajowy, przezabawny tekst.
Dałabym Ci świetne, ale jako żeś szef, to nic nie dostaniesz, bo nie chcę, abyś pomyślał, że się podlizuję :D

pozdrawiam wesolutko :)
Wiktor Orzel dnia 02.08.2019 13:13
Pięknie dziękuję za komentarze i żywy odbiór tekstu. Kłaniam się nisko! ;)
JOLA S. dnia 02.08.2019 19:52
Jak przetrwać bez ... ? Wyłączyć wi-fi, odłożyć telefon, pozostać na kanapie, pisać? Nie wiem.
Chyba lepiej zapytać opisanego przez Ciebie bohatera. Wiele wyjaśniłoby to na czym zbudował swój świat, ale myśl Autora tak daleko nie sięga.
Po przeczytaniu tekstu nie jestem pewna, jak nasz spacerowicz chciał być widziany.
Chodzi po Krakowie, przystaje i patrzy.
Napotkane przez niego obrazki śmieszą, budzą refleksje, wreszcie wprawiają w podejrzany humor, by w końcu ...

W sumie bawiłam się świetnie, chociaż przyznaję, że wpędziłeś mnie w kłopotliwą zadumę. Ale nic to.

Pozdrawiam cieplutko :)
Kazjuno dnia 03.08.2019 10:46 Ocena: Świetne!
Oj, Orle - klimat zaiste z Marka Hłaski. Więc się nie pomyliłem porównując Ciebie do tej kultowej POSTACI.
Raz się wkurwiłem. Zachęcony recenzją feith i przeczytanym kawałkiem I tak dalej, zamówiłem książeczkę i zapłaciłem online. Podjechałem po pewnym czasie do punktu, gdzie miałem odebrać przesyłkę, a tu bolszy chuj.
Nie podejrzewam, że Ty maczałeś łapy w drobnym przekręcie, ale ktoś skasował i możemy mu nadmuchać przez słomkę do dupy.
Masz świetny język i znakomite porównania. Chłonę Twoje gastronomiczne przygody i żałuję, że w Krakowie bywam tak rzadko. (Choć w tym roku już byłem).
To moje rodzinne miasto tu urodził się Rodzic i Matka. Na Rajskiej w czasie okupacji Ojciec ukrywał Matkę Żydówkę. Mieszkali naprzeciw garnizonu SS, a w ich kamienicy mieszkali oficerowie SS. Matka zaprzyjaźniła się z żoną pułkownika i razem wyprowadzały na spacery pieski. Witała Matkę: "Gut Morgen Frau von De Trojan Junosza Piotrowski" - akcentując jej arystokratyczne nazwisko po Ojcu. Na szczęście Mama urodą nie przypominała Żydówki - raczej rzeczywiście polską arystokratkę. Jej czasem mrożące krew przygody opisałem w powieści Kłamać, aby żyć.
Sorry, że trochę przynudziłem.
Sam jestem miłośnikiem knajpianego życia. Piszesz o tym świetnie. Najbardziej rozbawiłeś mnie sznurkami na dupach.
Pozdrawiam, Kaz
PS zapraszam do rewizyty.
Wiktor Orzel dnia 05.08.2019 11:34
JOLA S. napisała:
W sumie bawiłam się świetnie, chociaż przyznaję, że wpędziłeś mnie w kłopotliwą zadumę. Ale nic to.


Pozdrawiam również!

Kazjuno napisał:
Podjechałem po pewnym czasie do punktu, gdzie miałem odebrać przesyłkę, a tu bolszy chuj.


Fatalnie. Napisz do mnie na priva - w wolnej chwili wyślę Ci egzemplarz. Nie mam wpływu na dystrybucję książki, nie mniej jednak fatalnie, że tak wyszło.

Kazjuno napisał:
Sorry, że trochę przynudziłem.

Nie przynudzasz. W miastach najciekawsze są historie mieszkańców. Bez nich to tylko chłodne mury, chodniki i pomniki.
Kłaniam się!
Kazjuno dnia 05.08.2019 17:19 Ocena: Świetne!
Szanowny Wiktorze,
na privie podałem Ci adres. Gdybyś był tak uprzejmy, z góry dziękuję.
Pozdrawiam. Kaz
stawitzky dnia 08.08.2019 12:20
Ja, niestety, również zamówiłem książkę i hajs poszedł się, ekhm.

A opowiadanie fajne, lubię kanjpiany tok rozumowania - zaraz po moich, najlepsze opko na portalu.

Pozdrawiam serdecznie.
Wiktor Orzel dnia 08.08.2019 12:34
stawitzky napisał:
Ja, niestety, również zamówiłem książkę i hajs poszedł się, ekhm.


To też poproszę o adres na pw. Wyślę dwie za jednym zamachem we wrześniu. ;)
W.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wodniczka
23/08/2019 22:26
Pierwsza część podoba się najbardziej. Ogólnie ciekawa… »
Marek Adam Grabowski
23/08/2019 19:16
Masz dobry warsztat pisarski; czyta się ciebie bardzo… »
wodniczka
23/08/2019 18:40
Pięknie. Szczególnie w połowie zatrzymał mnie na dłużej.… »
PrzemeK155J
23/08/2019 17:59
Historia jest naprawdę ciekawa. Jedna z najciekawszych, jaką… »
wodniczka
23/08/2019 16:26
Al-szamanko Tak. Masz rację. Trochę tam się nawarstwiło.… »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:09
:-) :) :) »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:08
:-) dziękuję Karen. Widzę, że mam jeszcze dla kogo pisać... »
Karen Lety
23/08/2019 14:04
Wiersze są trochę jak piosenki, każdy znajduje w nich coś… »
Karen Lety
23/08/2019 13:58
Świetny wiersz. Napisany przy użyciu takich słów i w taki… »
JOLA S.
23/08/2019 13:57
Dobrze się zaczyna :) Nikt, dotąd, nie skomentował tekstu.… »
Karen Lety
23/08/2019 13:52
Zgadzam się z Darcon, że drugi psychiatra mógłby zagościć na… »
RafalSulikovski
23/08/2019 11:34
:-) Dzięki! Ja dopiero jestem stale "zapowiadającym… »
MP642
23/08/2019 11:22
Jeżeli by rok '68 rozumieć wąsko, to faktycznie za… »
JOLA S.
23/08/2019 10:21
Darconie, mów dalej, proszę :) Czytanie książek to… »
Darcon
23/08/2019 07:14
Cóż, bardzo mi się podobało. Piszę cóż, gdyż po dłuższej… »
ShoutBox
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 16:36
  • Święte słowa!
  • JOLA S.
  • 23/08/2019 12:22
  • Powodem waśni był smok. Na początku nikt z jadących portalem nie wierzył. „Bo mało to bajek po świecie pędzi” Poczytajcie, Panowie, naszego Skuula i basta, bo życie ucieka na bzdurkach.:)
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 07:11
  • Coś cię najwyraźniej uwiera, geniuszu, łaszący się do portalowym władz. Tak trudno ci zakończyć insektowo robaczaną połajankę?
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
Ostatnio widziani
Gości online:11
Najnowszy:4miac252go4
Wspierają nas