Pejzaż - Decand
Proza » Inne » Pejzaż
A A A
Od autora: Trochę czasu minęło od ostatniego razu. Nie, nie oczekuj czegoś dobrego, ja Cię proszę. Zakończenie skrócone, bo nie wyszło. W sumie teraz też nie wychodzi. A czy wychodzi tutaj cokolwiek? A bo ja wiem?

        Nie pamiętam kiedy ją poznałem i, szczerze mówiąc, nie chcę pamiętać. Przypominam sobie jedynie, że mocno padało, że mgła ułożyła się nisko nad miastem, a ja musiałem szybko wracać do roboty. Dzwonili do mnie z centrali, kazali się zbierać, a jak centrala głosi to centrali się nie odmawia. Miałem jedynie nadzieję, że pierwszy autobus tamtego dnia nie rozpocznie złej passy okropnych powrotów i opóźnień komunikacji miejskiej. Gdy tak stałem na przystanku, odrobinę przemoczony – jak wiesz, nigdy nie noszę ze sobą odpowiedniego nakrycia – nie jestem w stanie powiedzieć – albo ja albo ona mnie zauważyła. Było dość niezręcznie, bo na tym wyludnionym nocą osiedlu, na tym równie wyludnionym przystanku, staliśmy tylko my, dwie jakieś pokrętne istoty, zupełnie bez celu i, jak się potem okazało, z równie ważnymi powodami. Stwierdzam, że ona powiedziała coś do mnie na początku, bo sam nie miałem ochoty na rozpoczynanie żadnych dywagacji z nieznajomymi. Po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że autobus nie dojedzie i zacząłem z coraz większą uwagą, w sumie na złość całemu światu, przysłuchiwać się temu, co mówiła pod nosem. Zdawałem sobie sprawę, że części z tych słów nie mogła kierować do mnie ze względu na ich intymność, ale po części zacząłem sobie układać w głowie, po co tutaj tak stoi, sama z siebie. Miałem również wrażenie, że jej obecność w tym akurat miejscu nie jest dziełem przypadku pomimo tego, że nie poznaję sobie jej jako mieszkańca mojego osiedla czy też bloku. I tak, w próbie odizolowania się od ludzi, zapomniałem większości imion i nazwisk osób przebywających wokół mnie. Jej z jakiegoś powodu nie mogłem sobie przypomnieć. Po latach zastanawiam się, czy to właśnie nie ten moment zdefiniował i był początkiem tego ciągłego rozerwania myśli i działań. Umysł w pewnym stopniu stał się jakby sypki, niektóre wydarzenia zaczęły układać się w stadiach niechronologicznych, mieszając i szpecąc mój obraz na świat. Przy czym w tamtym czasie nie widziałem niczego szpetnego. Za mgłą, owijającą ją częściowo, stała kobieta z czerwonymi włosami, lekko zabarwionymi na ciemny brąz, w czarnej koszulce z długim rękawem, dość niska, w spódnicy w kwiaty. Ten mentalny obraz na pewno został gdzieś wyryty w pamięci, bo obserwowałem ją na tyle długo, że po pewnym czasie zauważyła moje nachalne spojrzenie, uśmiechając się i szybkim krokiem kierując się w stronę gęstszej mgły. 

        Parę tygodni później zaprosiłem ją do swojego mieszkania. Jeszcze nikomu tak wcześnie poznanemu nie pozwoliłem na taką otwartość z mojej strony. Ja wiem jak to brzmi i w ogóle, ale poprzedzające tygodnie musiały mieć w sobie coś surrealistycznego, skoro do tego doszło. Nawet teraz, nie wiem jak, zastanawiam się jak mogłem się przed nią tak otworzyć. Wydaje się, że mogło to być spowodowane zwykłą samotnością, ale nie zaprzeczam też innym faktom. Zwyczajnie zacząłem się nią interesować. Pierwszego dnia, gdy wróciłem w końcu z pracy, wyłożyłem papier i rozpocząłem nakreślać jej portret, ten, który został. Nie mogłem za bardzo oprzeć się wrażeniu, że pamiętałem ją lepiej niż innych. Drobne detale emocjonalne, jakieś zarysy na policzkach, lekko skrzywiony nos – myślisz, że kogokolwiek innego bym zapamiętał jak ją? Miałem jej słowa, głos w głowie, głos! Myślisz, że kogoś innego stać na taką myśl o drugiej osobie, gdyby to tak wiele nie znaczyło? Nie wiem, wpuściłem ją ostatecznie, by pociągnąć ten wątek do końca, i wprowadziłem ją do pomieszczenia. Przyznam, że nie sprzątałem dokładnie, ale nie miałem zbyt dużo czasu na zajmowanie się takimi rzeczami. Po głowie chodziły mi nowe pomysły na obrazy, na różnego rodzaju opisy zdarzeń i, przede wszystkim, pejzaże. Nie mówiłem jej o tym moim zainteresowaniu, chciałem zobaczyć, naiwnie zresztą i egoistycznie, jak zareaguje. Czy będzie uniesiona czy może zdegustowana marnowaniem sobie czasu – jakoś chodziło mi to po głowie, ale zdałem sobie o tym sprawę zdecydowanie zbyt późno. Na samym początku rozglądała się dookoła, przeglądając obraz za obrazem, z dokładnym, delikatnym wzrokiem. W pewnym momencie stanęła przy czarnym płótnie, opróżnionym ze wszelkiego świata z drugiej jego strony. Na obrazie były te błękitne fale, które lubiłeś – jedyne co nowego dodałem to ostre, jasne pomarańczowe słońce w kącie, próbujące przebić ciemność. Położyła dłoń na obrazie, pamiętam, tak jakby chciała wyczuć jego teksturę, warstwy farby palcami. Do dzisiaj nie wiem czy była to chęć przeistoczenia obrazu w coś istotnego, czy może wywołało u niej to mocne wspomnienie z przeszłości. Wiem tylko tyle, że po inspekcji, odwróciła się do mnie i uśmiechnęła, zasłaniając swoją twarz we wstydzie. Chyba w tamtym momencie moje serce zaczęło bić jakby szybciej i bardziej brutalnie.

        Następne zdarzenia działy się jakoś wyjątkowo szybko. Pierwszy pocałunek, stosunek, ciągłe spotkania. W sumie ten pierwszy pocałunek zadziwił najbardziej. Po nim kazała mi przysiąc, że po każdym następnym mam opisać jej jeden przedmiot bądź osobę z otoczenia, w którym się znajdowaliśmy. Ja wiem, że to mogło wydawać się dziwne, ale jakoś nie przejmowałem się jej dziwnymi wymysłami i opiniami na różne tematy. Tak więc zacząłem opisywać – na początku był jakiś dzbanek, to mówiłem: zielony, gładki, z uchem. Jak dochodziło do jakiejś osoby to mówiłem: starzec, siwe włosy, dość otyły. I tak w kółko. Nie przestała mnie chyba całować tak intensywnie jak za pierwszym razem i to pobudzało u mnie coraz większe zainteresowanie jej osobą. Na większość moich pytań nigdy nie odpowiedziała, nie wiem, czy to w kwestii wstydu, czy zwyczajnego muru, który postanowiła postawić za tymi rzeczami. W każdym bądź razie kontakt z nią wydawał się być ociężały – podczas gdy ja uwielbiam gadać o przyszłości, wyciągając z niej wnioski ona zwyczajnie milczała, próbując zrozumieć jak ktoś taki jak ja nadal siedzi w tym syfie z tamtych czasów. Sam nadal nie wiem, dlaczego myślę o niej w ten sposób – nie wydaje Ci się to być lekko komicznym? Wtedy ciężko o tym było myśleć w ten sposób. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie była dla mnie inspiracją. Jej delikatna skóra i nagość doprowadzały mnie często do obłędu, wykorzystując ją często do rzeczy, które chcieliśmy wspólnie. Potem ta tendencja zmieniła się radykalnie. Zaczęła się bać ciąży, łykając coraz to mocniejsze tabletki antykoncepcyjne, leki innej treści. Wraz z nimi zaczęła się jej mocniejsza dyktatura w stosunku do tego, co robię w przeciągu mojego dnia i jak maluje. Bardzo naciskała na to, by moje nowe obrazy były robione w oparciu o jej, teraz obsesyjnie ulubiony, czarny pejzaż. Za każdym razem mówiła „Mniej światła!”, wręcz z mocną bulwersują i wyrzutem, osiągając swój efekt coraz częściej. Gdy potem wystawiano te prace, w różnych dziwnych galeryjkach świata, zastanawiałem się, czy śmiech obserwatorów był spowodowany faktem, że obrazów nie było widać czy dlaczego, że zostały one skontrastowane z czarną ścianą, wedle jej życzeń.

        Kłótnie w tamtym czasie tylko wybrzmiewały coraz to głośniej i coraz to mocniej, uznając, pewnego dnia, że zwyczajnie wyjdzie z mieszkania i nigdy nie wróci. Tak przynajmniej twierdziła, chociaż po pewnym czasie wracała. Przy każdym takim powrocie miałem dziwne wrażenie, że mniej mnie rozumie, że mniej mnie szanuje, że coraz mniej szanuje siebie. Przytyła, znacząco, coraz mniej zważała na posturę i kąpiel. Były dni, gdzie mogła przesiedź w kącie godzinami, przysypiając i łkając cicho. Każda pomoc z mojej strony była od razu odrzucana, czasami wręcz w akcie brutalnej wściekłości. Nie wiem kto wpadł na pomysł, by zamykać ją w pokoju na pewien czasu, być może ja, nieistotne. Próbowałem określić czy coś może mieć na nią jakiś znaczący wpływ, czy może być coś, cokolwiek, co pozwoli mi ją, chociaż odrobinę zrozumieć. Żaluzja zasłonięta, pokój otoczony w ciemnościach. Cicho wszedłem, by zaobserwować ją śpiącą, ściskającą się mocno, siedzącą. Delikatny przeciąg zaburzał żaluzję pozwalając na drobinki światła do przechodzenia przez pomieszczenie. Chciałem przykryć ją czymś, ale nawet w śnie opierała się moim dotykom. Uznałem, że lepiej w to wszystko nie ingerować. Wyszedłem z mieszkania, stając na przystanku, na którym ją poznałem, zapaliłem papierosa, potem wróciłem. Jej już nie było.

        To że wpadła pod samochód nie było dla mnie jakimś mocnym zdziwieniem. Było w niej zawsze coś niestabilnego, ale zdałem sobie z tego sprawę, dopiero gdy dotknąłem jej martwe ciało, opłakując całe zajście, dość niefortunne na przestrzeni lat. Jej nienaturalnie jasnoniebieskie oczy eksponowały się ponad wszystko, oczy niereagujące na światło, na jakiekolwiek błagania o ponowne narodziny, zmuszenie ciała do kolejnego oddechu. Jakoś nie mogłem sobie uzmysłowić to, co mi powiedzieli lekarze. A tak po prawdzie, spoglądając na to wszystko - może to ja byłem ślepcem przez ten cały czas?

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Decand · dnia 14.08.2019 01:30 · Czytań: 133 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 10
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze
Kazjuno dnia 14.08.2019 08:10
Ponura, choć sprawnie napisana opowieść
Pozdrawiam
JOLA S. dnia 14.08.2019 11:54
Kiedyś czytałam podobny tekst, ale może się mylę na całej linii. Opróżniam pamięć.

Spędziłam w "Pejzażu" sporo czasu i to się liczy. Wydaje mi się bliski. Chcę go zatrzymać dla siebie, gdyż oceniam go bardzo dobrze.

Autor ma lekkie pióro, udaje spokojnego, ale nie rezygnuje z drażnienia mnie. Wydaje urywane pomruki, posuwając się do chichotu. Szydercze popisy?
Celowo zachowywałam spokój.

Czytając niektóre fragmenty, zatrzymywałam się zamyślona. Ogarniał mnie chłód, po czym odkładałam je do starej wytartej teczki.

Twoja wymyślona historia? Nieważne. Brawo!

Pozdrawiam :)
Decand dnia 14.08.2019 15:10
@Kazujo
Za odczyt i miłe słówko dziękuję.

@JOLA S.
Za odczyt i zdania miłe dziękuję również. By uściślić - że tekst podobny - być może, może czytałaś coś mojego sprzed roku, dwóch, albo trafiłaś na bardzo nieoryginalny sposób pisowni tego tekstu i stąd skojarzenie. Czy szydercze popisy? Próbuję się nie popisywać i katuje siebie za jakieś grafomaństwo także walczę. I oryginalna myśl i zapis, ale nie zakładam, że to czysto oryginalna koncepcja. Tak czy inaczej - cieszę się ogromnie, że wpadło w gusta i się spodobało.
Dobra Cobra dnia 14.08.2019 19:10
Życie malarza niepokojowego ciężkim jrst. Zapewne malarza pokojowego także, bo klient coraz bardziej cierpliwy się staje.


Decand,

Mila opowieść o ślepocie. I jak dobrze napisana.

Gratulacje.


Pozdrawiam,

DoCo
al-szamanka dnia 14.08.2019 21:40 Ocena: Świetne!
Cytat:
Zda­wa­łem sobie spra­wę, że czę­ści z tych słów nie mogła kie­ro­wać do mnie ze wzglę­du na ich in­tym­ność, ale po czę­ści za­czą­łem sobie

Cytat:
po­mi­mo tego, że nie po­zna­ję sobiejej jako miesz­kań­ca mo­je­go osie­dla czy też bloku.

zbędne, albo nie jeżeli... nie przypominam jej sobie
Cytat:
za­uwa­ży­ła moje na­chal­ne spoj­rze­nie, uśmie­cha­jąc się i szyb­kim kro­kiem kie­ru­jąc się w stro­nę gęst­szej mgły.

drugie się niepotrzebne
Cytat:
prze­glą­da­jąc obraz za ob­ra­zem, z do­kład­nym, de­li­kat­nym wzro­kiem.

z zbędne i raczej spojrzeniem
Cytat:
za­sła­nia­jąc swoją twarz we wsty­dzie.

wstydliwie zasłaniając twarz
Cytat:
Jej de­li­kat­na skóra i na­gość do­pro­wa­dza­ły mnie czę­sto do obłę­du, wy­ko­rzy­stu­jąc ją czę­sto do rze­czy, które chcie­li­śmy wspól­nie.

to zdanie do poprawki
Cytat:
Za każ­dym razem mó­wi­ła „Mniej świa­tła!”, wręcz z mocną bul­wer­su­ją i wy­rzu­tem,

???
Cytat:
Kłót­nie w tam­tym cza­sie tylko wy­brzmie­wa­ły coraz to gło­śniej i coraz to moc­niej, uzna­jąc, pew­ne­go dnia, że zwy­czaj­nie wyj­dzie z miesz­ka­nia i nigdy nie wróci.

Kłótnie w tamtym czasie wybrzmiewały coraz to głośniej i coraz to mocniej - pewnego dnia uznała, że zwyczajnie wyjdzie z mieszkania i nigdy nie wróci.
Cytat:
Były dni, gdzie mogła prze­siedź(przesiedzieć) w kącie go­dzi­na­mi,


Masz też sporo potknięć interpunkcyjnych - za mało, albo zbyt dużo przecinków... ale któż jest w tym geniuszem? ;)

Co do tekstu.
Przeczytałam go na przerwie w pracy i od razu byłam pod wrażeniem.
Lubię takie pisanie.
Do tej pory czytywałam tylko Twoje komentarze, dlatego cieszę się, że w końcu tekst.
Bardzo emocjonalny, utrzymany w ciemnych, nieostrych tonacjach i rzeczywiście z deficytem światła.
Nie będę dociekać, kto z tych dwojga był ślepcem.
Nieważne.
Pokazałeś skomplikowany związek, który musiał się zakończyć przynajmniej nietypowo.
Zrobiłam poprawki, nie zaważyło to jednak w odbiorze tekstu.

pozdrawiam :)
Decand dnia 15.08.2019 09:14
@al-szamanka
Dziękuję za odczyt i korektę w miejscach, gdzie były one potrzebne, najwyraźniej przez pewien czas działałem na autopilocie przy ponownym odczycie tekstu przed jego wypuszczeniem. Naturalnie cieszy mnie, że pomimo tych błędów udało Ci się znaleźć w tym tekście coś fajnego.

@Dobra Cobra - dziękuję za odczyt i miłe słówko. Nawet niepokojowi mogą czuć pokój w duszy.
d.urbanska dnia 15.08.2019 22:48
Cytat: To że wpadła pod samochód nie było dla mnie jakimś mocnym zdziwieniem . Było w niej zawsze coś niestabilnego, ale zdałem sobie z tego sprawę, dopiero gdy dotknąłem jej martwe ciało, opłakując całe zajście, dość niefortunne na przestrzeni lat.
Bardzo niefortunny dobór słów. Proponuję: nie było dla mnie specjalnym zaskoczeniem.
- dotknąłem jej martwego ciała [w tym wypadku dopełniacz, nie biernik]
A zakończenia to już nie rozumiem : opłakując całe zajście, dość niefortunne na przestrzeni lat.

To tylko jeden akapit. W sumie średnie, ale czyta się. Pozdrawiam.
Decand dnia 15.08.2019 23:14
d.urbanska - dobór słów jaki jest - każdy widzi, a sama "niefortunność" pasuje do całości idealnie. Ważne natomiast, że w sumie średnie, a nie że w częściach do dupy. Dzięki za przeczytanie
Nuria dnia 17.08.2019 11:21
Dokładnie za d.urbanską . Nic dodać nic ująć.
A "niefortunność" nie pasuje idealnie do całości , jak twierdzisz, że jest inaczej, jesteś w błędzie.. Wierz mi.

Pozdrawiam.
Decand dnia 17.08.2019 23:53
Nuira - błądzić jest rzeczą ludzką. Przy czym chętnie przeczytam co by jednak pasowało idealnie do tego tekstu i dlaczego. A nuż pomoże następynm razem. Dziękuję za odczyt.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
JOLA S.
22/08/2019 10:39
Rafale, znowu stoję z nożyczkami i nie wiem, od czego by… »
kamyczek
22/08/2019 09:38
Dla mnie, optymistki, szklanka jest zawsze do połowy pełna.… »
kamyczek
22/08/2019 09:34
Bardzo ładny wiersz,, Wodniczko, podoba mi się. I… »
Zdzislaw
22/08/2019 09:21
Przyjemnie, że się spodobał i wywołał uśmiech. Również… »
Madawydar
22/08/2019 07:43
Witaj Decand Dzięki za komentarz. Pozdrawiam. »
ponadchodnikami
22/08/2019 02:23
"myślę więc (że) jestem" jest bardzo poruszające. »
Kushi
21/08/2019 23:44
Czasem w nas samych tak bywa, że nie doceniamy tego co mamy… »
wiosna
21/08/2019 23:41
Kazjuno, Carvedilol dziękuję i właśnie tak jest. W głowie… »
Kushi
21/08/2019 23:35
- piękne to jest Wodniczko:):) Zawsze po Twoich wierszach… »
wodniczka
21/08/2019 17:27
Witaj Jola S. Cieszę się, że moja poezyjka przypadła Ci do… »
JOLA S.
21/08/2019 15:51
Sen odpręża, daje energię do życia i do działania. Nie… »
Yaro
21/08/2019 15:05
Dziękuję »
kamyczek
21/08/2019 13:48
Są i takie, których za nic nie można sobie przypomnieć po… »
kamyczek
21/08/2019 13:36
Piękny wiersz, wzruszający. Podoba mi się, bardzo.… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
  • Joefrind1
  • 11/08/2019 00:51
  • Nikt nie komentuje mojego wiersza :(
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 20:52
  • A to przepraszam, juz nie przeszkadzam
  • Dobra Cobra
  • 10/08/2019 19:20
  • Prozaicy piszą kolejne wersy, poeci kolejne rymy spisują. Nikt nie ma czasu ma oglądanie pogody, gdy Ojczyzna w potrzebie.
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 16:25
  • Ale dzisiaj fajna pogoda
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:5lydiac542ec4
Wspierają nas