Rozmowa nad strumieniem - Gabriel Dobosz
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Rozmowa nad strumieniem
A A A

Gabriel Dobosz – „Rozmowa nad strumieniem”

 

– Dlaczego i tym razem?

Niebo w kolorze ołowiu nie odpowiedziało. Nigdy tego nie robiło, a mimo to wciąż pytał.

Pochyliwszy się z głośnym stęknięciem, Letenze wytarł szeroką, ubrudzoną krwią głownię swego tasaka w odzienie leżących najbliżej zwłok. Schował broń do pochwy i ruszył przed siebie, wsparty na kolbie nabitego arkebuza. Pod ciężkimi buciorami krasnoluda chrzęściły kolczugi zalegających wszędzie trupów.

Spodziewał się zasadzki, ale raczej bliżej lasu. Te psie syny napadły ich w biały dzień, jeszcze na trakcie. Rozzuchwalili się przez ostatnie lata, pomyślał i splunął.

Przeżył tylko on. Jak zawsze.

Nawet nie spojrzał na wozy karawany, po brzegi wyładowane towarem, które zostały na drodze wraz z umarłymi. Zabrawszy tylko swój tobołek, odszedł.

Kierował się w stronę lasu. Pamiętał, że płynął tam niewielki strumyk. Letenze zamierzał przy nim odpocząć, zmyć z siebie krew oraz bitewny kurz, a potem wyruszyć w dalszą drogę. Dokąd? Tam, gdzie zawsze. Po co? W tym samym, niezmiennym celu.

 

*

Dryfowała w słodkim szmaragdowym śnie. Szmaragdowa była dusza Arinai, a wokół czuła tylko bezkształtną, cudowną Obecność: żadnym językiem niewymawialne dobro i harmonię, które powołały ją do istnienia. Bez jednej myśli, bez czasu i zmartwień odpoczywała w wiecznej ciszy.

Zbudziła się, lecz nie łagodnie jak zawsze. Pierwszy raz w jej krótkim życiu coś nagle wyrwało ją ze snu, aż poderwała swe drobne ciało z leśnej ściółki, na której spała. Ostre dźwięki dobiegły jej uszu. Kroki. Ktoś szedł do strumienia.

Młodziutka driada natychmiast skoczyła za gruby konar dębu. Jej maleńkie serce trzepotało jak schwytany w sieć motyl. Strach, dotychczas nieznane jej uczucie, chwycił ją mocno za gardło, lecz równocześnie nie potrafiła powstrzymać ciekawości, któż to mógł zawitać do lasu.

Tajemnicza postać dotarła właśnie do szemrzącego cicho strumyka. Arinaja słyszała, jak postękuje, zrzuca z siebie coś ciężkiego i z westchnieniem siada. Zachlupała woda. Napięta jak struna, w każdej chwili gotowa do ucieczki, powoli wyjrzała zza drzewa.

Na brzegu, zwrócony do niej plecami, siedział jakiś przysadzisty, łysy człowiek. Właściwie... to chyba nie był człowiek, pomyślała, widząc przez chwilę jego profil, gdy poruszył głową. Był strasznie pomarszczony, a dużą część twarzy przesłaniała mu długa broda w kolorze popiołu, spleciona w warkocze. Niski wzrost nadrabiał szeroką, mocną sylwetką o grubych, niewątpliwie bardzo silnych kończynach. Nigdy jeszcze nie widziała kogoś takiego.

Za nim leżała ciśnięta niedbale kolczuga. Blisko ręki położył pochwę z mieczem o szerokim ostrzu, a także jakiś rodzaj kija zakończonego otworem. Arinaja nie miała pojęcia, co to jest, ale wyczuwała, że może być groźne.

Nieznajomy sięgnął po niewielki tobołek i położył go na kamieniu przed sobą. Coś z niego wydobył, ale z tej pozycji nie mogła dostrzec, co to było. Wszystko zasłaniały jego szerokie plecy.

Stękał cicho przy każdym ruchu. Wreszcie rozsiadł się wygodniej i westchnął.

– Coś taka cicha? Nie masz mi nic do powiedzenia? – przemówił niespodziewanie chropowatym, niskim głosem.

Serce driady zamarło na moment. Jak ją wyczuł?! Myśli galopowały jej w głowie, krzyczały, by uciekała, lecz strach całkowicie ją sparaliżował.

– No, odezwijże się! – warknął brodacz.

Siedział jakieś pięć metrów od niej, cały czas zwrócony tyłem. Może wcale nie miał złych zamiarów?

– Witaj – powiedziała lękliwie.

– Dziwny masz głos – odrzekł już nie tak gniewnie.

– Ty też – wypaliła bez zastanowienia i natychmiast skuliła się, gotowa uchodzić między drzewa.

On jednak wcale się nie ruszył. Arinaja ze zdumieniem pojęła, że mrukliwy dźwięk, który z siebie wydał, był śmiechem.

– Przydałoby się przepłukać gardło kuflem czegoś dobrego. A tu tylko ta cholerna dzicz.

Nie do wiary, pomyślała, rozmawiał z nią. Wcale nie chciał zrobić jej krzywdy tym dziwnym kijem.

– Walczyłem dzisiaj – oznajmił. – Grupa rozbójników napadła na karawanę. Jednego ustrzeliłem, dwóch usiekłem. Ktoś musiał dać mi w łeb od tyłu, bo padłem bez przytomności. Powyrzynali się nawzajem. I oto jestem tu z tobą.

– Cieszę się.

– A pewnie! Bawi cię to setnie! Jak długo już tu jesteś?! No, przyznajże!

Nagły wybuch u nieznajomego sprawił, że o mało co nie krzyknęła. Nadal jednak siedział na miejscu i nie przejawiał agresywnych zachowań.

– No?! – ponaglił ją rozeźlony.

– Wolałam, gdy nie krzyczałeś – odparła szczerze, ośmielona nieco jego bezruchem, choć nie rozumiała, o czym mówił.

– Co?!

– Nie krzycz na mnie, bo sobie pójdę.

Co dziwne, podziałało. Zobaczyła, jak grube mięśnie karku przybysza rozluźniają się.

– Zostań, głupia, no coś ty... – mruknął ugodowo. Pomacał wielką dłonią kieszeń spodni. – Tak by się dobrego dymka puściło, a już poszło wszystko. Do miasta daleko, nie ma gdzie kupić nawet. U nas to mieli dobre. Około południa zawsze siadaliśmy zapalić fajkę, no nie?

– Opowiedz mi o tym – poprosiła Arinaja. Wciąż drżała, ale ciekawość była silniejsza.

Wzruszył ramionami.

– Dobre czasy...  stare – rzekł z rozrzewnieniem. – Było, minęło. Szybko się dowiedzieli, gdzie chodzę. Ojciec zagroził, że mnie wyklnie, wiesz? Pewnie słyszałaś... – podrapał się po łysej głowie. – "Należysz do rodu Led'Yer. Gdzie cię do tych kundli ciągnie? Musiało ci się zachcieć akurat do jednej z nich?!". Kundli, rozumiesz? Tak powiedział. Nienawidził was całym sobą.

– To smutne. Nie umiałabym tak.

Natychmiast pożałowała tych słów, gdy dostrzegła, jak jego sylwetka tężeje. Zaryczał gniewnie. Nagle jego dłoń porwała pochwę z mieczem.

– Oż, ty...! Słowo daję, rozrąbię ci dziś to gładkie czółko na dwoje! – Chwycił za rękojeść. Zawahał się. Zamiast dobyć broni, cisnął ją z powrotem na ziemię. – Dlaczego się tak pastwisz?!

Arinaja odruchowo skryła się za drzewem. Tym razem prawie się na nią rzucił. Nic z tego nie rozumiała. Mówił do niej jakby się znali. Odczekała chwilę, upewniwszy się, że ochłonął nieco, a potem znów ostrożnie wyjrzała, choć wszystko jej mówiło, że igra z ogniem.

– Chcę tylko zrozumieć. Proszę, nie gniewaj się.

– Znów mam opowiadać? Tego chcesz?! Dawno już nie pytałaś o to, myślałem, że wreszcie dasz mi spokój!

Plecy nieznajomego zgarbiły się. Sięgnął po to coś, co leżało przed nim na kamieniu.

– Paskudnie dziś wyglądasz – powiedział nagle, wprawiając ją w jeszcze większe osłupienie. – Nie tak, jak w tę noc. – Jego szorstki głos niemal można było nazwać czułym.

Westchnął i zaczął opowieść. Zasłuchana driada aż przysiadła w swojej kryjówce. Poczuła się jakby była tam z nim.

 

Letenze wpadł do środka bez pukania. Skrzywił usta, mruknął coś pod nosem. Jeśli zdziwił ją jego widok, wcale tego nie okazała.

– Po co przyszedłeś? – zapytała go wtedy.

– Nie poślubisz go – powiedział bez zbędnych wstępów. – Wcale go nie chcesz.

Zmarszczyła czoło. Zamaszystym ruchem pulchnej dłoni odgarnęła z twarzy swe jasne włosy.

– Nic ci do tego! Tak zdecydował mój ojciec.

Letenze warknął jak wściekły pies. Z całych sił kopnął stojący nieopodal stołek, który przeleciał przez izbę i roztrzaskał się o ścianę.

– On będzie się żenił czy ty?! – ryknął.

Nawet nie mrugnęła. Kobiety z jej rodu zawsze były odważne. 

– Jesteś Led'Yer. Wiedziałeś od początku, co to oznacza.

– A ty wiedziałaś, że gwiżdżę na to! Nasze rodziny mogą się żreć. Nienawidzą się już tak długo, że zdążyli zapomnieć, o co się poróżnili! Chcę tylko ciebie, Amiro, żadnej innej! To ty się dla mnie liczysz, nie twoje nazwisko.    

– I jak to sobie wyobrażasz?! Gdzie będziemy żyć?!

Letenze zdawał sobie sprawę, że nie powinien był zaglądać do szynku przed tą rozmową. Wypite piwo wcale nie ułatwiało mu zebrania myśli. Gdy dotarła do niego wieść, że Amira wychodzi za mąż, musiał jednak usiąść i ochłonąć, gdyż wściekłość o mało go nie rozsadziła. Jak widać, za dużo to jednak nie pomogło.

– Poradzimy sobie – rzekł butnie.

Zaśmiała mu się prosto w twarz.

– Tylko tyle masz do powiedzenia? Nie rozumiesz, że wyklną mnie, jeśli się z tobą zwiążę!? Zostanę bez rodziny, bez honoru i bez majątku, z mężem, który jedyne, co potrafi, to zabijać! 

Letenze zacisnął pięści.

– Więc o to chodzi – wycedził. – Przygoda się skończyła i czas wracać do bezpiecznego gniazdka i bogatego męża. 

– Wiesz dobrze, co do ciebie czuję. Zawsze byłam wobec ciebie szczera. To był cudowny czas, naprawdę. Ale nie żyjemy tutaj sami, nasz los to nie tylko my dwoje.

– Daruj sobie. Jeśli uważasz, że ten wymuskany panicz uszczęśliwi cię swoim złotem, droga wolna! Że też prędzej się na tobie nie poznałem! – Splunął wściekle.

Dotychczas próbująca zachować spokój Amira wyszczerzyła zęby.

– Jeśli już musisz wiedzieć, to nie chciałabym żyć, czekając parę tygodni, aż mój mąż wróci do domu poharatany i cuchnący prochem strzelniczym. O ile w ogóle wróci. I nie przyjęłabym nigdy – wymierzyła w niego palec – złota, które jest zapłatą za krew. Potrzebuję ciepła i stabilności w rodzinnej izbie. Ty nigdy nie zaznasz spokoju! Idź więc... najemniku! Ruszaj do swych przygód i pozwól mi żyć tak, jak chcę!

Dziś już Letenze wie, że celowo chciała go zrazić do siebie, żeby szybko i zdecydowanie, bez dalszego ranienia, zakończyć związek, który nie miał przyszłości.

Wtedy jednak tego nie wiedział. 

Ryk jego furii poniósł się echem po ścianach izby. Jednym zamaszystym ruchem wyszarpnął tasak z pochwy i potężnie ciął poziomo. Napędzone gniewem ostrze śmignęło z głośnym świstem. Doskonale naostrzone przeszło gładko, niemal nie napotykając oporu. Letenze żałował całym sercem jeszcze zanim martwe ciało Amiry osunęło się na podłogę, ale było za późno. Wściekłość uleciała, lecz jej już nie było.  

 

– I jak, zadowolona? – warknął.

Arinaja milczała zszokowana. Cóż za okropna historia! Dopiero teraz, gdy skończył, poczuła spływające po jej policzkach łzy.

– Ja... nie wiedziałam... – wymamrotała.

– Tak, tak – Letenze wstał i otrzepał spodnie. – Masz, czego chciałaś, rozmowa skończona. Czas ruszać w drogę. Przy pomyślnym wietrze jutro o tej porze będę już siedział nad kufelkiem w jakiejś miłej gospodzie. Byle dalej stąd. Rzygam już tym lasem.

Driada nic na to nie rzekła. Teraz, gdy się odsunął, mogła wreszcie zobaczyć, co wyjął z tobołka i cały czas miał przed sobą leżące na kamieniu. Wytrzeszczonymi ze zgrozy oczyma obserwowała, jak krasnolud bierze do rąk starą, pokrytą cienką, zmumifikowaną skórą czaszkę. Jej wyszczerzone, poszarzałe zęby śmiały się do niej, puste oczodoły spoglądały w próżnię, a na czubku makabrycznego skarbu zachowała się jeszcze kępka cieniutkich bezbarwnych włosów. Kiedyś z pewnością były jasne i gęste. Letenze z namaszczeniem schował czaszkę do tobołka.

– Nie dręcz mnie już dzisiaj – mruknął. – Czeka mnie sporo marszu. Porozmawiamy, jak dotrę do miasta.

Nic nie mogła na to poradzić. Piskliwy krzyk wyrwał się na wolność z piersi Arinai, a ona sama puściła się biegiem. Uciekała co sił między drzewa, byle dalej od strumienia i tego, czego była tam świadkiem.

 

*

Letenze zareagował natychmiast. Skoro tylko usłyszał krzyk, przyklęknął i wymierzył gotowy do strzału arkebuz w kierunku, z którego dobiegał. Napad – błysnęła mu w głowie myśl – szli za nim. Dał się zaskoczyć. Zaraz gdzieś z krzaków padnie strzał i będzie to ostatnie, co usłyszy w swym życiu. Może dziś wreszcie...?

Czekał w napięciu kilka sekund, które wydawały się wiecznością. Ale strzał nie padał. Dostrzegł tylko, jak jakaś drobna postać przemyka szybko między drzewami. Z westchnieniem zdjął arkebuz z ramienia i wspierając się na nim, wstał z klęku.

Miała rację – pomyślał krasnolud nie wiadomo który raz – nie dane mu będzie zaznać spokoju. Wyrzekła się go śmierć, tak jak uczyniła to kobieta, którą kochał.

– Dlaczego i tym razem? – zapytał nieba i, jak zawsze daremnie, czekał na odpowiedź.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gabriel Dobosz · dnia 22.08.2019 10:14 · Czytań: 193 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 7
Komentarze
wiosna dnia 01.09.2019 10:31
Przyznam, że mnie zaskoczyłeś:) Krasnolud Letenze rozmawia z czaszką ukochanej, a nie z Ainari, ukrywającą się za drzewem.
Jednakże zastanawiam się nad tym dlaczego opowiada, to o czym Amira doskonale wiedziała. Może to rodzaj pokuty dla Letenze...
Czy będzie ciąg dalszy? Jestem zainteresowana:)
Pozdrawiam:)
Gabriel Dobosz dnia 01.09.2019 21:36
Dziękuję bardzo za komentarz.
Myślę, że wyjaśnienie dlaczego opowiada jest zawarte w wypowiedziach krasnoluda. Przynajmniej starałem się, żeby było ;)
Raczej nie będzie ciągu dalszego. Choć może Letenze pojawi się kiedyś w innym opowiadaniu jako drugoplanowa postać, nie wykluczam ;)
Również pozdrawiam.
wiosna dnia 01.09.2019 22:44
To wniosek z tego, że nie czytałam wystarczająco uważnie :no: :(
W wolnej chwili przeczytam jeszcze raz. :)
Szkoda, że nie przewidujesz dalszego ciągu.
TomaszObluda dnia 06.09.2019 18:18 Ocena: Świetne!
Już pierwszy akapit pokazuje, że potrafisz dobrze pisać :) Fajny styl.

Cytat:
Raczej nie będzie ciągu dalszego.
A moim zdaniem, słusznie. Opowieść jest w pełni zamknięta. Nie sądzę, że Leteze jest jakąś fascynującą postacią, ale w tym krótkim opowiadaniu jest to idealne. Ogólnie jestem w ch... pod wrażeniem. Nie przepadam za fantasy, zwłaszcza z krasnoludami itd, ale w takim ujęciu czapki z głów. Równie dobrze mogliby być to ludzie, ale w tej formie jest to znacznie ciekawsze. Tyle emocji i tak fajną historię zmieścić w jednym, krótkim opowiadaniu, to umiejętność.
Brawo!

Pzdr
Gabriel Dobosz dnia 06.09.2019 21:57
Dziękuję za komentarz i miłe słowa.
Takie właśnie fantasy kocham: poruszające uniwersalne tematy, wykraczające poza jedynie proste przygody w bajkowym świecie, i takie staram się swoimi skromnymi siłami pisać ;)
Pozdrawiam.
Graiel dnia 22.09.2019 20:55 Ocena: Świetne!
Tekst mistrzowski. Nie mogło być inaczej od mojego ulubionego autora : )
Gabriel Dobosz dnia 24.09.2019 18:49
Dziękuję za komentarz mojej ulubionej czytelniczki ;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Lilah
12/11/2019 15:24
Mike, bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarz.… »
Dobra Cobra
12/11/2019 15:20
Słodka miniaturka z czasów historycznych. Choć kto wie,… »
Dobra Cobra
12/11/2019 15:14
Najlepiej pisać, gdy się ma temat, który ludzie będą chcieli… »
marzenna
12/11/2019 14:55
Marco zgaszona latarka pod kocem cicho… »
Kobra
12/11/2019 14:30
Nurio, Hubercie Z, Marzenno, Kamilo N - dziękuję za… »
ClakierCat
12/11/2019 14:13
Marzenno, nie poprawiaj ... więc wybacz, ale sie z TOBĄ… »
marzenna
12/11/2019 13:54
Prosperina Zakazany owoc, dziewica, dzień niepodległości.… »
marzenna
12/11/2019 13:38
Dzień dobry Pani. "Postanowiłam poeksperymentować z… »
marzenna
12/11/2019 13:18
CC Tekst jest do poprawki, ale ty pogubiłeś się całkiem. :)»
ClakierCat
12/11/2019 12:21
Oto moje słowo: mamy do przyjęcia wiersz, który impresją… »
Yaro
12/11/2019 09:16
Dziękuje i zapraszam częściej do siebie :) .Pozdrawiam… »
BlueRiver
12/11/2019 09:04
marzenna chętnie przeczytam te wiersze :) Dziękuję za… »
marzenna
12/11/2019 08:52
Blanche, adam poeta, Arkady Widzę, raczej nie widzę… »
marzenna
12/11/2019 08:23
valeria Wszystkie twoje teksty są piękne, jak małe… »
marzenna
12/11/2019 08:14
Yaro Przemawia do mnie cały tekst, obiecujący, obrazowy,… »
ShoutBox
  • mike17
  • 10/11/2019 17:42
  • Jeszcze 5 dni pozostało, by nadesłać swoją pracę na MUZO WENY 8, konkurs dla prozaików. Sprężcie się i ślijcie swoje utwory : [link]
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 13:56
  • Przepraszam, Dobra Kobro za długie teksty... Kto wie? Może się kiedyś uda napisać krótki?
  • Dobra Cobra
  • 09/11/2019 13:19
  • Kazjunio, to Internet - każdy czyta co chce i komentuje, jak mu się chce. Nie wymuszaj komentów. Długie formy słabo się sprzedają w tym medium. Pisz dla wlasnej satysfakcji, a nie poklasku. Bez urazy.
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 10:06
  • Dzięki Antosiu. Już od dawna wiem, że jesteś poczciwcem o gołębim serduszku.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2019 09:33
  • Dobra, Kazjuno, jestem czuły na płacz, więc wieczorem postaram się przeczytac ;)
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 08:38
  • Chlip, chlip... jest mi przykro. Poza odważną Al-Szamanką, reszta Koleżanek i Kolegów, olała komentowanie Gry cz. 12. Czyżbym na PORTALU wywołał zgorszenie?...
  • Dobra Cobra
  • 08/11/2019 18:02
  • Star Wars kontra Marvel kontra DC na przestrzeni lat: [link]
  • mike17
  • 08/11/2019 12:22
  • Jeszcze mamy tydzień na nadsyłanie prac do MUZO WEN 8, konkursu dla prozaików. Serdecznie zapraszam do udziału : [link]
Ostatnio widziani
Gości online:21
Najnowszy:azojavol
Wspierają nas