Polowanie na Wendigo część 4 - StalowyKruk
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Polowanie na Wendigo część 4
A A A

Gdy zaczęło robić się ciemno rozstawili obóz. Graves wyciągnął z torby małe drewniane tabliczki i zostawiając pomiędzy nimi krótkie odstępy wyznaczył okrąg o średnicy około pięciu metrów. Następnie usiadł pod jedynym włączonym w krąg drzewem z miną wyrażającą poczucie dobrze spełnionego obowiązku.

Korzystając z resztek światła dziennego Joe poszedł poszukać jakiegoś drewna na opał. Z powodów nad którymi nigdy się nie zastanawiał w lasach iglastych zawsze leżało trochę gałęzi pod drzewami. Wystarczyło się schylić i pozbierać. Nudne i męczące, uznał po podniesieniu trzeciej gałązki. Nie wierzę, że są na świecie ludzie lubiący pracę fizyczną.

Nagle usłyszał trzask. Uniósł głowę, próbując namierzyć źródło dźwięku. Nie zauważywszy niczego, wrócił do zbierania patyków. Jak dotąd podczas wyprawy ani razu nie trafili na żadne zwierzę, czy to przez ich nadzwyczajną płochliwość, czy też po prostu ich brak. Joe nie był głupi. Wiedział, ze to mógł być Wendigo. Ucieczka jednak była złym pomysłem. Odruchem drapieżcy był pościg za ofiarą. Poza tym był pewien swoich umiejętności w stopniu wystarczającym by ignorować wysyłany mu przez instynkty czerwony napis głoszący: „czas spierdalać”.

Słońce już niemal zaszło, gdy skończył zbierać materiał na opał. Stał przez chwilę w miejscu, próbując złapać naręcze gałęzi tak, by pozostała mu jedna wolna ręka. I ponownie coś usłyszał. Obrócił się, dobywając broni, lecz niczego nie zobaczył.

– Wyłaź – powiedział cicho. – Pokaż się, Wendigo. Jeżeli to ty.

Żadnej odpowiedzi.

– Mówię poważnie. Tu nawet nie ma krzaków, w których mógłbyś siedzieć i do których mógłbym strzelać. Gdzie jesteś?

Las milczał. Zmrok był coraz bliższy i pod naciskiem nasilającego się czerwonego światła napisu „czas spierdalać” Joe zaczął się wycofywać. Niechętnie przyznał przed samym sobą, że nie radzi sobie z sytuacją. Po kilku krokach tyłem obrócił się i na granicy biegu ruszył w stronę obozu. Nie minęło dużo czasu, zanim zobaczył łysy łeb mutanta. Te świecące lekko niebieski żyłki pod jego skórą stawały wyjątkowo widoczne w nastających ciemnościach.

Nagle zauważył coś na ziemi. Przystanął i kucnął obok leżącego na ziemi połamanego łapacza snów. Jednego z tych, które dostali od zleceniodawcy, po jednym na każdego. Odruchowo klepnął się po kieszeni, do której wsadził swój. Był na miejscu. Może trochę pognieciony, ale w całości. Podniósł znalezisko lufą wciąż trzymanego w prawej dłoni rewolweru i przeszedł ostatnie kilkanaście kroków dzielących go od obozu.

– Wreszcie – przewrócił oczami na jego widok mutant. – Ile można zbierać patyki?

– Coś za mną lazło.

Słysząc to, Indianka sięgnęła po leżący na jej bagażu łuk bloczkowy.

– Widziałeś go?

– Gdybym widział, słychać by było strzały.

– Idziemy? – zapytał Nefas.

– Nie. Zaraz zajdzie słońce. W nocy nie mamy z nim szans – powiedziała Béésh, lustrując wzrokiem las.

– Wyrastają mu rogi, jak w tej książce? – zaszydził Nefas.

– Poczekaj. Może zobaczysz.

Mutant prychnął.

– I jeszcze jedno – powiedział Joe i uniósł rewolwer z wciąż wiszącym na lufie połamanym amuletem. – Czy to kogoś z was.

– Nie celuj we mnie, idioto – warknął Nefas, odsuwając się.

–Tylko pytam.

Indianka popatrzyła na rewolwerowca zmęczonym wzrokiem.

– Przestań się wydurniać – powiedziała.

– Jak sobie chcecie. – Joe wyrzucił połamany amulet w krzaki i usiadł na ziemi z zamiarem nieodzywania się do nikogo w najbliższym czasie. Chciał przecież tylko pomóc. I zrobić przy okazji coś zabawnego. Szkoda, że nikt inny w drużynie nie ma poczucia humoru, stwierdził. Gdy tak siedział milcząc, Nefas rozpalił ogień i na trzech patykach zawiesił nad nim mały garnek, do którego wrzucił kawałki suszonego mięsa, warzywa, głównie straszliwie powykręcane marchewki i trochę suszonych ziół.

– Czy to konieczne? – zapytała Béésh.

– Co masz na myśli? – Mutant spojrzał na nią zaskoczony.

– Marnowanie zapasów.

– Ciepłe żarcie wpłynie pozytywnie zarówno na funkcjonowanie organizmów jak i na morale członków drużyny.

– Marnujesz zapasy.

– Mamy ich więcej niż dosyć, chyba, że chcesz spędzić w tym lesie wieczność.

– Ja dowodzę tą wyprawą i nie zamierzam tolerować czegoś takiego.

Nefas wykrzywił wargi jakby chciał powiedzieć coś bardzo nieprzyjemnego, ale tylko zacisnął zęby i skupił się na garnku.

– Czy się rozumiemy? – naciskała Indianka.

– Tak.

– To dobrze.

Ta wymiana zdań nie poprawiła relacji w drużynie. Wciąż obrażony Joe poświęcał całą swoją uwagę czyszczeniu rewolwerów, Graver ozdabiał symbolami drzewo, a traperka Sile wyciągnęła skądś małą zniszczoną książeczkę oprawioną w skórę i przerzucała kartki wyraźnie czegoś szukając.

Gdy Nefas wreszcie skończył gotować, w puszczy nastały zupełne ciemności. Zadowolony z siebie wydzielił porcje w metalowych miskach i sam wziął się do jedzenia. Joe też jadł. Dlaczego miałby tego nie robić? Głód wygrywał z niechęcią. Jednak jedna osoba nawet nie tknęła swojej porcji.

– Dlaczego nie jesz? – zapytał Nefas.

– Nie mogę – odpowiedziała Béésh, unikając jego spojrzenia.

– Nie możesz, czy nie chcesz?

– Nie mogę – powtórzyła Indianka. – Choćbym nie wiem jak próbowała, nie jestem w stanie niczego zjeść.

– Od dawna?

– Od jakiegoś czasu.

Mutant skinął głową w zamyśleniu.

– Stres potrafi doprowadzić do takich rzeczy – powiedział. – Przykro mi z powodu twojego brata.

Béésh skinęła głową.

Po skończonym posiłku żaden z członków drużyny nie przejawiał ochoty na pójście spać. Wypełniały ich strach i ekscytacja. W końcu Wendigo mógł czaić się tuż za przysłowiowym rogiem, albo, co bardziej adekwatne w tym wypadku, drzewem.

– Chce ktoś opowiedzieć jakąś historię? – zapytała trochę nieśmiało Sile. – Słyszałam, że ludzie robią takie rzeczy przy ogniskach – dodała, gdy spojrzeli na nią wszyscy za wyjątkiem Gravera.

– Dobry pomysł – powiedział Nefas, uśmiechając się złośliwie. – Może opowiesz, co masz do mutantów, Joey?

Rewolwerowiec popatrzył na niego spode łba.

– No już, nie zabijaj mnie wzrokiem. – Nefas świetnie się bawił.

– Co mam do mutantów? – Joe poprawił plecak, którego używał jako podparcia. – No cóż, urodziłem się w okolicach nowej Akadii. To teren zamieszkany głównie przez plemiona zdziczałych debili. Spora ilość ludzi bez kontaktu z większymi cywilizacjami. Nic dziwnego, że w końcu bazę założyła sobie jakaś organizacja. Banda mutantów rządzona przez jajogłowych. Co za farsa. – Zaśmiał się cicho. – Porywali ludzi. O to pewnie chodziło im od początku. Nawet się z tym nie kryli. Przemądrzałe skurwysyny i ich cele naukowe.

–I pewnie jeszcze porwali ciebie, albo kogoś kogo znasz? – zaszydził Nefas.

– Nie. Ale i tak dołączyłem do walki przeciwko nim. Chcesz wiedzieć dlaczego?

– No powiedz.

– Bo sprawiali że się bałem. Bałem się, że ja będę następny. Nie znoszę tego uczucia. Pewnego dnia postanowiłem sobie, że już nigdy nie będę się bać. – Joe zacisnął pięści i wykrzywił twarz w wyrazie wściekłości. – Że nie będę ofiarą. Że zniszczę każdego, kto będzie próbował postawić się nade mną. Ciężko pracowałem, żeby być tym, kim jestem teraz. Żeby być dość dobrym, by nie musieć się bać. – Spojrzał na mutanta, oczekując kolejnych złośliwości. Zamiast tego zobaczył w jego twarzy cień zrozumienia.

– Wiesz, nie wybrałem sobie takiego życia. Jestem dzieckiem z probówki, nie miałem żadnego wpływu na to, że urodziłem się mutantem – powiedział Nefas po chwili namysłu. – Tak bardzo chciałem być wolny, tak bardzo chciałem sam być panem własnego losu… Myślisz, że mi się udało? Oczywiście, że nie. Ale zbliżyłem się do mojego celu tak bardzo jak tylko się dało. Nigdy nie będziemy w pełni wolni. Im więcej znaczymy, tym bardziej chcą nami władać, a ja, będąc mutantem, zawsze będę coś znaczył.

– Co masz na myśli?

– Że tak długo jak jesteśmy kimś nie możemy być wolni. Tylko nikt doświadczy prawdziwego wyzwolenia.

– Będąc nikim jest się słabym. Silni wykorzystują słabych.

– Nie rozumiesz. Idealny nikt nie będzie nic znaczył.

Joe pokręcił głową.

– Masz rację, nie rozumiem – powiedział.

Nefas wyciągnął skądś paczkę papierosów i wyciągnął zachęcająco w stronę rewolwerowca. Ten wziął jednego i w zamian podzielił się zapałkami. Siedzieli tak chwilę w milczeniu. Graver już dawno zawinął się w koce i zasnął, a Sile przysypiała na siedząco.

– Jest już późno – stwierdziła Béésh.

Joe spojrzał na zegarek, którego znów zapomniał nakręcić i skinął głową.

– Pierwsza warta jest twoja – powiedziała Indianka i zaczęła układać sobie posłanie z koców.

Nefas rzucił niedopałek w śnieg i sam zawinął się w koce.

– Nie zaśnij, kapitanie Nemo. Nie chciałbym obudzić się martwy.

***

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
StalowyKruk · dnia 11.09.2019 10:35 · Czytań: 95 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
MarcinD dnia 12.09.2019 08:11
Cytat:
Korzystając z resztek światła dziennego Joe poszedł poszukać jakiegoś drewna na opał.


Po godzinie ktoś inny stwierdził, że coś długo Joe nie wraca, więc ktoś poszedł go poszukać. Nagle do reszty obozowiczów dobiegł krzyk w stylu "ej, chodźcie tutaj", a gdy wszyscy podbiegli, zobaczyli Joe wiszącego na własnych flakach pod drzewem - znaczy się, wiedzą wszyscy, że polują na potwora, który może być wszędzie wokół, być może nie pałają do siebie sympatią, ale powinni być profesjonalistami, a więc pomimo wzajemnych antypatii ubezpieczać się wzajemnie w celu osiągnięcia celu ;-). Czyli skracając - nie wiem, czy Joe powinien iść sam ;-).

Cytat:
Czy to kogoś z was.


Pytajnik ;-).
Cytat:

–Tylko pytam.

Indianka popatrzyła na rewolwerowca zmęczonym wzrokiem.

– Przestań się wydurniać – powiedziała.


Nie chcę być złym prorokiem, ale przy takim podejściu ta "drużyna" chyba padnie przy pierwszym starciu. Joe znalazł amulet, który każdy z nich otrzymał, ale mimo to jedyną reakcją jest prośba o niewydurnianie się. Znaczy wszyscy mają amulety, ale jakoś nikt nawet nie sprawdzi, czy to przypadkiem nie jego. Dziwne. Albo wiedzą, że to i tak tylko placebo.

Przyznaję, czepiam się, tak ogólnie. Ale fajnie, warto było poczekać na kolejną część. Tylko tak, jak pisałem, nie widzę, żeby to była jakakolwiek drużyna. Raczej zlepek nie współdziałających osób które w dodatku się nie lubią. A takie oddziałki zwykle nie przetrzymują w całości pierwszego starcia.
StalowyKruk dnia 12.09.2019 11:40
Przypominam tylko, że zakładali, że Wendigo sporo ich wyprzedza, a Indianka później deje do zrozumienia, że naprawdę niebezpiecznie jest dopiero po zachodzie słońca. No i Joe jest przekonany, że da sobie radę.

A co do dwóch ostatnich akapitów, wiem, że jestem amatorem, ale nie musisz od razu zakładać, że jak coś jest nie tak, to efekt mojego błędu ;)
MarcinD dnia 12.09.2019 12:53
StalowyKruk napisał:
nie musisz od razu zakładać, że jak coś jest nie tak, to efekt mojego błędu


Nie chciałem, żebyś tak to zrozumiał. Podejrzewam że jest to celowe wywołanie takich podejrzeń :-). Także nie mogę się doczekać pierwszej konfrontacji i ciekaw jestem, kto bardziej od kogo dostanie wpier... ;-).
TomaszObluda dnia 12.09.2019 17:17
Cytat:
Z powodów nad którymi nigdy się nie zastanawiał w lasach iglastych zawsze leżało trochę gałęzi pod drzewami. Wystarczyło się schylić i pozbierać. Nudne i męczące, uznał po podniesieniu trzeciej gałązki. Nie wierzę, że są na świecie ludzie lubiący pracę fizyczną.
To nie zarzut, ale moim zdaniem zbędne zdanie.

Cytat:
Tu nawet nie ma krzaków, w których mógłbyś siedzieć i do których mógłbym strzelać.
Nie czaję tego zdania. Dlaczego to miałby kogokolwiek zmusić do ujawnienia się.

Ogólnie sama historia jest nawet ciekawa i postacie się w miarę rozwijają, ale jednak sporo by można dopracować.
Nefas wydaje się coraz bardziej interesujący.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Lilah
12/11/2019 15:24
Mike, bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarz.… »
Dobra Cobra
12/11/2019 15:20
Słodka miniaturka z czasów historycznych. Choć kto wie,… »
Dobra Cobra
12/11/2019 15:14
Najlepiej pisać, gdy się ma temat, który ludzie będą chcieli… »
marzenna
12/11/2019 14:55
Marco zgaszona latarka pod kocem cicho… »
Kobra
12/11/2019 14:30
Nurio, Hubercie Z, Marzenno, Kamilo N - dziękuję za… »
ClakierCat
12/11/2019 14:13
Marzenno, nie poprawiaj ... więc wybacz, ale sie z TOBĄ… »
marzenna
12/11/2019 13:54
Prosperina Zakazany owoc, dziewica, dzień niepodległości.… »
marzenna
12/11/2019 13:38
Dzień dobry Pani. "Postanowiłam poeksperymentować z… »
marzenna
12/11/2019 13:18
CC Tekst jest do poprawki, ale ty pogubiłeś się całkiem. :)»
ClakierCat
12/11/2019 12:21
Oto moje słowo: mamy do przyjęcia wiersz, który impresją… »
Yaro
12/11/2019 09:16
Dziękuje i zapraszam częściej do siebie :) .Pozdrawiam… »
BlueRiver
12/11/2019 09:04
marzenna chętnie przeczytam te wiersze :) Dziękuję za… »
marzenna
12/11/2019 08:52
Blanche, adam poeta, Arkady Widzę, raczej nie widzę… »
marzenna
12/11/2019 08:23
valeria Wszystkie twoje teksty są piękne, jak małe… »
marzenna
12/11/2019 08:14
Yaro Przemawia do mnie cały tekst, obiecujący, obrazowy,… »
ShoutBox
  • mike17
  • 10/11/2019 17:42
  • Jeszcze 5 dni pozostało, by nadesłać swoją pracę na MUZO WENY 8, konkurs dla prozaików. Sprężcie się i ślijcie swoje utwory : [link]
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 13:56
  • Przepraszam, Dobra Kobro za długie teksty... Kto wie? Może się kiedyś uda napisać krótki?
  • Dobra Cobra
  • 09/11/2019 13:19
  • Kazjunio, to Internet - każdy czyta co chce i komentuje, jak mu się chce. Nie wymuszaj komentów. Długie formy słabo się sprzedają w tym medium. Pisz dla wlasnej satysfakcji, a nie poklasku. Bez urazy.
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 10:06
  • Dzięki Antosiu. Już od dawna wiem, że jesteś poczciwcem o gołębim serduszku.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2019 09:33
  • Dobra, Kazjuno, jestem czuły na płacz, więc wieczorem postaram się przeczytac ;)
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 08:38
  • Chlip, chlip... jest mi przykro. Poza odważną Al-Szamanką, reszta Koleżanek i Kolegów, olała komentowanie Gry cz. 12. Czyżbym na PORTALU wywołał zgorszenie?...
  • Dobra Cobra
  • 08/11/2019 18:02
  • Star Wars kontra Marvel kontra DC na przestrzeni lat: [link]
  • mike17
  • 08/11/2019 12:22
  • Jeszcze mamy tydzień na nadsyłanie prac do MUZO WEN 8, konkursu dla prozaików. Serdecznie zapraszam do udziału : [link]
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:azojavol
Wspierają nas