Night Hunters cz. 5 - TomaszPruffer
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Night Hunters cz. 5
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Nowy Świt

 

dwa dni po równonocy; poranek

 

Chelsea, ubrana w zieloną sukienkę i biały fartuch, krzątała się w kuchni, radośnie pogwizdując. Na korytarzu rozległo się przeciągłe ziewnięcie, a po chwili do pomieszczenia wszedł Eren. Był w samych spodniach od dresu i skarpetkach. Przez jego nagi tors biegły trzy długie, lekko różowe blizny - pamiątka z młodości. Jego czarne włosy były rozczochrane jeszcze bardziej niż zwykle.

- Dobry - powiedział zaspany, pocierając policzek ręką.

- Doberek książę! Jak nasza ruda śpiąca królewna? Bo mam nadzieję, że to ją przyprowadziłeś wczoraj w nocy, co? - oskarżycielsko wymierzyła w jego twarz chochelką, ubrudzoną ciastem na naleśniki.

- Nie, przygarnąłem sobie sukkuba. Będzie mieszkała obok mnie żebym miał blisko w nocy. W prawdzie ma tylko czternaście lat, ale dla nich to akurat próg legalności. - otworzył lodówkę.

- Oż ty! - tym razem dostał chochelką po głowie.

- Ała! Dobra, już dobra. Ruda księżniczka pewnie smacznie śpi.

- Co ja? - zapytała Ana, wchodząc do kuchni i pocierając oczy. Ubrana była w szare dresy i luźną bluzkę. Zamrugała, widząc półnagiego Erena i stojącą obok niego dziewczynę. Była ponad głowę niższa niż Eren, miała różowe włosy i duże oczy koloru zboża, a do tego była niezwykle szczupła. “I płaska” ze złośliwą satysfakcją zauważyła cząstka Any. Bladą skórę nieznajomej zdobiły piegi.

- O, wstałaś już. Super się cieszę, że mogę cię poznać! - Chelsea podbiegła do Any. Falujące w biegu włosy odsłaniały spiczaste uszy. - Jestem Chelsea! Wiem że dla Ciebie to może być jeszcze dziwne, ale jestem elfką. - wyciągnęła rękę.

- Ana, mi również miło. - Nie zauważyła, kiedy sama zaczęła się uśmiechać.

- Fajowo! Lubisz naleśniki? Mam nadzieję, że lubisz naleśniki bo na śniadanie będą, nie zgadniesz… naleśniki! - Chelsea zrobiła piruet i wskazała na stos naleśników piętrzący się na blacie.

Brzuch Any zaburczał donośnie, a ślina zaczęła jej płynąć do ust strumieniami. Zdała sobie sprawę, że jej ostatnim posiłkiem były lody i wino z Nataszą, a to zdecydowanie nie zaspokajało jej potrzeb.

- Oczywiście, że lubię naleśniki!

- Yay! - Chelsea podskoczyła. - Powinniśmy poczekać, aż przyjdą wszyscy, ale jeśli szef nie będzie patrzył… - spojrzała wymownie na Erena. Ten przewrócił oczami i obrócił się w stronę okna. Ana musiała przyznać, że z nagim torsem, oświetlany pierwszymi promieniami wschodzącego słońca, wyglądał… całkiem dobrze.

- Masz, tylko szybko! - elfka rzuciła jej naleśnika jak frisbee.

- Mmm, pyszne, dzięki. - wymruczała ana, pakując go do ust. Boże, nie zdawała sobie nawet sprawy, jak bardzo jest głodna.

- Dobra, lepiej zawołam resztę, zanim zjecie wszystko same. - powiedział Eren, wychodząc. Kiedy był już w drzwiach, machnął ręką. Naleśnik leżący na wierzchu stosu uniósł się i poleciał za nim.

 

* * *

 

Kilka minut później cała drużyna zebrała się przy stole w jadalni. Przed każdym stał talerz z naleśnikami. 

- Skoro jesteśmy już wszyscy, chciałbym oficjalnie powitać nowego członka rodziny. - Powiedział Eren i spojrzał na Anę. - Proszę, przedstaw się.

 

- Proszę, przedstaw się.

Ana stała przy tablicy, mierząc wzrokiem nową klasę. Jej twarz, okalana krótkimi, rudymi włosami, nie wyrażała absolutnie żadnych emocji.

- Yo, Ana jestem. - Rzuciła krótko, ruszając w stronę najbliższej wolnej ławki. Już miała usiąść gdy odezwał się chłopak rozwalony na krześle po drugiej stronie przejścia.

- Zajęte, rudzielcu. Idź gdzieś indziej.

- Jestem pewna, że jest wolne. - Odpowiedziała spokojnie, odwracając się w jego stronę. Z krzesła patrzył na nią wysoki blondyn o brązowych oczach i wrednym uśmiechu. - Przecież nikt tu nie siedzi.

- Siedzi moja dziewczyna. Nie ma jej teraz w szkole.

- A kiedykolwiek w niej była? - odparła drwiąco.

- Zaraz ci… - poderwał się na krześle.

- Proszę o spokój! Jesteście już prawie dorośli, zachowujcie się odpowiednio. - nauczycielka interweniowała, widząc rosnące napięcie. Dwójka uczniów patrzyła na siebie z nieskrywaną wrogością.

- Tutaj, możesz usiąść ze mną. - Odezwała się siedząca dwie ławki dalej blondynka. Ana ostatni raz zmierzyła chłodnym wzrokiem chłopaka i zajęła miejsce obok dziewczyny.

- Liz jestem, miło mi cię poznać. - uśmiechnęła się przyjaźnie. - Nie zwracaj uwagi na Arthura, to zwykły dupek.

- Mhm, zauważyłam. Naprawdę ma dziewczynę?

- Tak, niestety. Ma na imię Maya i jest taką samą zdzirą jak on.

- Uroczo.

- Proszę o ciszę! Witam was po przerwie zimowej, cieszę się, że wróciliście cali i zdrowi…

- Co teraz robisz? - Zapytała Liz, kiedy wyszły ze szkoły po zajęciach. Ana szła po ośnieżonym murku z rękami w kieszeniach kurtki, zwinnie balansując ciałem. Musiała przyznać, że polubiła Liz. Była inteligentna, miła i jako jedyna z klasy nie traktowała jej w najlepszym razie jak powietrza.

- Wracam do domu. Carla i John są strasznie nadopiekuńczy. Na początku zawsze tak jest. - Odparła, zerkając na niebo. Znowu zaczynał padać śnieg.

- Carla i John… to twoi rodzice zastępczy, tak? Czyli to prawda że jesteś…

- Sierotą? Tak, jestem. - Powiedziała, patrząc hardo w oczy blondynki. - I co z tego?

- Nic, tylko… To musi być smutne. Nie mieć rodziców i w ogóle.

- Nie musisz udawać, że cię to obchodzi.

- Nie, ja tylko…

- Ej, wiedźmo! - Ana usłyszała za plecami głos Arthura. Odwróciła się w jego stronę i zobaczyła, jak z całej siły rzuca w ich stronę dużą śnieżką. Jej podświadomość w ułamku sekundy przeanalizowała tor lotu kuli. Wyciągnęła rękę i zasłoniła Liz tuż przed tym, jak śnieżka miała ją trafić w twarz.

- Jeśli zawsze tak dobrze trafiasz, to bardzo współczuję tej twojej dziewczynie! - Krzyknęła w stronę Arthura i dwóch innych chłopaków stojących obok niego.

- Zajebię cię, ruda suko! - Rzucił się biegiem w jej stronę. Ana uśmiechnęła się paskudnie i pochyliła do przodu na ugiętych nogach.

Maya krzyknęła przerażona kiedy Arthur skoczył na Anę, unosząc pięść. Ta jednak zwinnie uniknęła jego ciosu i uderzyła chłopaka w brzuch. Nawet zimowa kurtka nie złagodziła zbytnio ciosu, wzmocnionego dodatkowo pędem jego skoku.

Arthur padł na śnieg, ledwo łapiąc oddech. Jego dwaj koledzy, widząc co się stało, planowali się wycofać. Ana jednak była szybsza. Po chwili obaj leżeli na ziemi - jeden trzymając się za jądra, a drugi za krwawiący nos.

- No, to możemy już iść. - Powiedziała, odwracając się do Liz, która nadal stała w miejscu z szeroko otwartymi oczami, zasłaniając usta dłonią.

- Już po wszystkim, chodź. - Uśmiechnęła się, robiąc krok w jej stronę. Liz jednak spojrzała na nią, odwróciła się i zaczęła biec.

- Czekaj! Przecież ja… - Krzyknęła za nią Ana, wyciągając rękę. Dziewczyna nawet się nie odwróciła.

- Przecież się lubimy. - wyszeptała stojąc pośrodku kręgu udeptanego śniegu. Sama.

 

- No, przedstaw się. - Powiedział Eren, potrząsając jej ramieniem.

Ana drgnęła, wyrwana z zamyślenia.

- Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Ana Seras i mam dwadzieścia cztery lata, od tygodnia jestem wampirem, zabiłam maga i ghula i uwielbiam twoje naleśniki Chelsea. - Elfka wyszczerzyła zęby i złożyła palce w kształt serca. - Nie wiem, co jeszcze mogłabym powiedzieć. Cały ten świat, magia i to wszystko, to dla mnie zupełna nowość, więc… lepiej weźcie na to poprawkę. No i oczywiście miło mi was wszystkich poznać. To dla mnie zaszczyt.

- Już nie przesadzaj, jesteśmy drużyną a nie jakimiś bóstwami. - odezwał się Eren. - Już ci to mówiłem, ale żeby nie było wątpliwości - jestem w połowie wampirem a w połowie kambionem, czyli dzieckiem maga i sukkuba, a do tego dowódcą tej wesołej gromadki - podniósł trzymaną w ręku szklankę whiskey w geście toastu.

- Jak widzisz, oprócz tego jest też alkoholikiem. - szepnęła do Any Chelsea.

Eren rzucił w nią szklanką, ale elfka zwinnie uchyliła się, chichocząc. Tuż przed tym, jak naczynie miało się roztrzaskać o ścianę, zatrzymało się w powietrzu. Kropelki alkoholu, który rozlał się w locie, wróciły na swoje miejsce, a szklanka poszybowała z powrotem do wyciągniętej dłoni Erena.

- Nasza szóstka tworzy drużynę Nocnych Łowców. - dokończył.

- Mieliśmy się nazywać “Night Raid”, ale mniej pasowało. - powiedziała cicho Jacko.

- Razem z Aną jest nas teraz siódemka. - powiedział David. - Możemy zmienić nazwę na “Siedmiu Wspaniałych”.

- Może od razu “Siedem Grzechów Głównych”? - dodał Baron z przekąsem.

- Obawiam się, że wszystkie te nazwy są już zastrzeżone. - uciął Eren. - Jeśli zdecydujesz się do nas dołączyć, będziesz musiała poznać kilka zasad. - zwrócił się do Any. - pierwsza: Dowódca - czyli ja - ma zawsze rację.

- “Zasada Druga: jeśli Dowódca się myli patrz zasada pierwsza”? - zapytała z ironicznym uśmiechem Ana.

Wszyscy patrzyli na nią zdziwieni.

- Nieee… zasada numer dwa brzmi: nigdy nie porzucamy swoich, chyba że jest to sprzeczne z zasadą numer jeden. - powiedział Eren po chwili.

- Oh… - Ana zrobiła się czerwona.

- To dwie najważniejsze zasady jakie mamy.  - dodał. - reszta nie jest nawet spisana. W sumie te dwie też nie są, ale pozostałe są jeszcze bardziej… umowne. Wyjdzie w praniu. - wzruszył ramionami. - dopóki przestrzegasz tych dwóch, jesteś jedną z nas.

Cała drużyna zgodnie pokiwała głowami, a Chelsea puściła do niej oko.

- Dziękuję, nie zawiodę was. - powiedziała Ana wzruszona.

- No raczej. W przeciwnym razie wylatujesz. - uśmiechnął się Eren. - Dobra, teraz czas żebyś właściwie poznała nas wszystkich. Przedstawcie się po kolei i powiedzcie kim jesteście.

- O, ja pierwsza, ja, ja! - Krzyknęła Chelsea podnosząc rękę i podskakując na krześle. - No to tak. Nazywam się Chelsea Evergreen, chociaż tak naprawdę to Elaine. Jestem elfką i… - potok słów wypływający z jej ust nagle przerwał wstrząs. Ana poczuła nagłe szarpnięcie i zjeżyły się jej włosy na głowie.

- Ktoś naruszył zewnętrzny krąg. - Powiedział Eren. W mgnieniu oka wszyscy zerwali się z miejsc i wybiegli z jadalni.

- Choć, zobaczysz nas w akcji! - Krzyknął, przebiegając obok i łapiąc Anę za rękę. Chcąc nie chcąc, pobiegła za nim.

Kiedy wbiegli do holu, nagle każdy trzymał w dłoni broń - każdy oprócz Any.

- Cały dom obłożony jest polem, które pozwala teleportować ulubioną broń prosto do ręki właściciela! - wyjaśnił Eren wybiegając z Aną na zewnątrz. - Potem też będziesz tak mogła!

- A teraz? Co mam robić? - krzyknęła.

- Staniesz z tyłu i będziesz patrzeć! 

- Sama?

- Nie, będę z tobą! Przy okazji powiem ci, kto jest kim!

Dom stał na lekkiej górce, więc już z daleka widzieli grupkę ludzi stojącą na podjeździe, tuż za wyłamaną z zawiasów bramą. Wszyscy byli ubrani w ciemnofioletowe garnitury, a na twarzach mieli białe maski ze złotym symbolem trzech zazębiających się trybów.

- Erenie Smith! - krzyknął stojący na ich czele mężczyzna. - Przybywamy w imieniu Wieży Zegarowej! Złóż broń a nikomu nie stanie się krzywda!

- Wieża to międzynarodowa organizacja skupiająca ludzkich magów.  - wyjaśnił jej Eren, po czym krzyknął. - Przekroczyliście pierwszy krąg ochronny mojego domu, łamiąc tym samym Kodeks! Wycofajcie się za bramę, a złożymy broń.

- Jak śmiesz mówić o łamaniu Kodeksu! - mężczyzna zrobił krok do przodu, a nad jego wyciągniętą dłonią zapłonęła kula ognia. - Zabiłeś maga! Zapłacisz za to krwią!

- Dobra, spotkaliśmy się, pogadaliśmy, pośmialiśmy się… - Eren postąpił w stronę magów. - Ale znudziła mnie już ta farsa. Wyjazd z mojego domu.

- O nie, nie, nie. Przyszliśmy tu żeby zrównać twój dom z ziemią! Spalimy to wszystko, aż nie zostanie kamień na kamieniu, a popioły posypiemy siarką i solą! My…

- Mistrzu Tailesie, jestem pewien, że nie takie polecenie otrzymaliśmy. - przerwał mu jeden z magów. - Swoją drogą, cześć, Eren. Przepraszam za kłopot, ale sam rozumiesz… - mężczyzna rozłożył ręce.

- Denis, kopę lat! - Eren pomachał w stronę maga. - Jak dzieci?

- Rosną jak na drożdżach, mówię ci. Paulie niedługo będzie wyższy ode mnie, a Myne uczy się już Trzeciej Magii.

- Gratuluję! Z takimi genami to…

- Co to ma znaczyć! - krzyknął nagle inny mag. Sądząc po głosie, była to kobieta. - Erenie Smith! Przybywamy z polecenia Wieży Zegarowej, aby wyjaśnić okoliczności popełnionego przez ciebie czynu! Czy przyznajesz się do złamania artykułu sto czterdziestego ósmego Kodeksu Magicznego, to jest “pozbawienia życia innego maga” paragraf dziesiąty “połączonego z wtargnięciem do jego siedziby, chronionej co najmniej dwoma niezależnymi kręgami ochronnymi, wraz z przełamaniem w.w. kręgów”?

- Tak, przyznaję się. Możecie już sobie iść?

- Przyznajesz się? - czarodziejka najwyraźniej nie spodziewała się takiego obrotu spraw. - Czy zdajesz sobie sprawę z konsekwencji tego czynu, opisanych w…

- Tak, zdaję sobie sprawę. Zdaję też sobie sprawę, że nie kwalifikuję się do poniesienia ich. - Eren uśmiechnął się złośliwie. - “Każdy mag, próbujący bez zezwolenia Rady przyzwać, bądź doprowadzić do przyzwania demona klasy drugiej lub wyższej, obłożony zostaje natychmiastową ekskomuniką, obowiązującą ze skutkiem od momentu wszczęcia przez maga w.w. działań.” Zabiłem maga obłożonego ekskomuniką, więc nie kwalifikuje się to jako czyn karalny.

- Lex retro non agit! - krzyknął ten, którego nazwano Mistrzem Tailesem. - Nie był obłożony ekskomuniką, kiedy go zabijałeś!

- Nulla regula sine exceptione. - odpowiedział spokojnie Eren. - Jeśli został nią obłożony, a skoro tu jesteście to, znając Departament Sprawiedliwości Wieży, został co najmniej przedwczoraj, to była ona w mocy już kiedy go zabijałem. Taki paradoks.

- Nie myśl, że tak łatwo się z tego wyłgasz! Jesteśmy tu, żeby… 

- No właśnie, swoją drogą. Chcę zobaczyć twoje pełnomocnictwa, Tailes. Rozumiem, że nie mam najlepszych relacji z Wieżą, ale nie widzi mi się, żeby chcieli mnie karać za powstrzymanie przywołania Molocha. Jakie dokładnie są twoje rozkazy?

- No właśnie, Tailes. - odezwał się Dennis. - My też chcielibyśmy zobaczyć w końcu te pełnomocnictwa. Jak na razie mamy tylko twoje słowa.

Mistrz Tailes nie odpowiedział. Zacisnął tylko pięści, drżąc z wściekłości.

- Zakładam że chociaż część z was widzi, co tu się dzieje. - Eren zwrócił się do magów. - Tailes nie ma żadnych pełnomocnictw. Cała ta wyprawa nie została zatwierdzona przez Wieżę, a wy nie macie prawa tu być. Denis, masz dziesięć sekund na zebranie tych, którzy są tego świadomi i odejście z mojego terytorium. Reszta zostanie potraktowana jako napastnicy, naruszający spokój mojego ogniska domowego.

- Zrozumiałem. Poświadczę przed Radą, co tu się wydarzyło. - odpowiedział Denis. - Słyszeliście go? Kto chce dożyć jutra, wraca ze mną. - dodał, ruszając w stronę bramy. Część magów poszła za nim.

- Mistrzu Tailesie, czy to prawda? Wieża nie wydała na niego wyroku? - zapytała czarodziejka, która wcześniej wtrąciła się w rozmowę Denisa i Erena. - Wtargnęliśmy tu bezpodstawnie?

- Cassie! Chodź tu natychmiast!  - krzyknął Denis z ulicy. - Nie będę potem tłumaczył się twojemu ojcu, że pogrzeb będzie musiał być przy zamkniętej trumnie!

Czarodziejka stała jeszcze chwilę, licząc na odpowiedź od Tailesa, ale po chwili pobiegła za Denisem. Na odjeździe została już tylko siódemka magów, patrząca się na Erena i drużynę zza masek.

- A więc wybraliście śmierć. - powiedział David, kręcąc w dłoni łańcuchem. Jego broń przypominała bardzo długi kiścień o ponad dwumetrowym łańcuchu, z metalowym trzonkiem owiniętym skórą. Bijak składał się z czterech kilkunastocentymetrowych ostrzy ułożonych w gwiazdę.

- Nie myślcie sobie, że z nami wygracie. - odezwał się w końcu Tailes. - Przyszedłem po twoją głowę, Eren. Zapłacisz w końcu za to, co zrobiłeś mojej rodzinie. Czy raczej powinienem cię nazwać Miron?

- Zostańmy przy Eren. Bardzo chciałbym za to wiedzieć, jak ty się nazywasz? I co zrobiłem twojej rodzinie? - odpowiedział wampir, drapiąc się w głowę.

- Nazywam się Tailes Radziejovsky, z polskiego rodu szlacheckiego Radziejowskich. I wierzę, że to odpowiada też na drugą część twojego pytania.

Ana spojrzała na Erena i prawie podskoczyła z przerażenia. Jego tęczówki zrobiły się krwiście czerwone, a mroczna aura przebijała się spod osłon. Nigdy jeszcze nie widziała go takiego i nie podejrzewała, że skrywa takie oblicze.

- Popełniłeś wielki błąd. - wychrypiał Eren. - Do tej pory miałem w planach tylko skopać wam porządnie dupy i odesłać do Wieży. Teraz zginiecie. - machnął ręką, a płot dookoła posesji błysnął czerwienią.

- Mistrzu, nie wyjdziemy! - krzyknął jeden z magów. - To pułapka!

- Wyjdziemy. Musimy go tylko zabić. - odpowiedział Tailes przez zaciśnięte zęby. - Mironie Twardowski! Za zabicie mojego ojca, dziadka i stryja, wyrżnięcie w pień całej wioski oraz spalenie rodzinnego kasztelu, wyzywam cię na pojedynek! - jego dłoń zalśniła błękitnym światłem i zmaterializowała się w niej długa laska pokryta magicznymi symbolami.

- Z wielką chęcią zabije też ciebie. Nie wtrącajcie się na razie. - powiedział do reszty drużyny i ruszył w stronę maga. Ona sam również zaczął iść, pozostawiając pozostałą szóstkę przy bramie.

- O co chodzi? Powinniśmy go powstrzymać? - zapytała Chelsea Ana.

- Pewnie powinniśmy. - odpowiedziała smutno elfka. - Ale nie damy rady. Są już praktycznie martwi.

Eren i Tailes spotkali się w połowie drogi między swoimi drużynami. Stali przez chwilę, mierząc się wzrokiem.

- Zasłużyłeś na to. - powiedział Tailes, tworząc kulę ognia w lewej ręce i ruszając do ataku.

 

- Zasłużyłeś na to. - powiedział Miron, przebijając mieczem brzuch Józefa Radziejowskiego, nestora rodu. Za nimi płonął Stary Majdan, wieś należąca do Radziejowskich. Trzask płomieni zagłuszał agonalne jęki tych mieszkańców, którzy mieli pecha i nie zginęli od razu szybką, bezbolesną śmiercią.

- Gdzie ona jest. - zapytał, przekręcając miecz we wnętrznościach mężczyzny.

- W ka-kasztelu… *ekhe* *ekhe* W piwnicach… - wycharczał Józef.

Miron wyjął miecz z jego brzucha i pchnął starca na ścianę szopy. Ostatnim widokiem, jaki ujrzał zanim pochłonęła go ciemność, były czerwone oczy z czarnymi białkami i źrenicami w kształcie pionowych szparek oraz sylwetka głowy z wąskimi, długimi rogami na tle płomieni.

 

- Aaaaaa! - krzyknął Tailes, rzucając w Erena kulą ognia i biorąc zamach kijem. Czar trafił w wampira, spowijając go całego płomieniami.

- EREN! - krzyknęła Ana, rzucając się do przodu.

- Spokojnie, dziecino. - powiedział Placide, łapiąc ją za ramię. - Nic mu nie będzie. Po prostu patrz.

“Ha! Więc jednak nie jesteś taki twardy” myślał Tailes, patrzą na kulę ognia w miejscu, gdzie przed chwilą stał Eren. Nagle płomienie zafalowały i z ogromną prędkością wyleciał z nich czarny miecz. Mag ledwo zdołał zasłonić się kijem.

- Co do… - z niknących płomieni wyłoniła się sylwetka Erena. Ubranie miał w kilku miejscach nadpalone i osmalone, ale on sam nie odniósł żadnych wyraźnych obrażeń.

- Jakkolwiek poetyckie by nie było, gdybyś zabił mnie płomieniami po tym, jak spaliłem cały majątek twojej rodziny, obawiam się, że jestem ognioodporny. - powiedział, przyciągając miecz z powrotem do swojej dłoni.

- W takim razie zabiję cię inaczej. - Tailes obracał kijem w rękach z zadziwiającą prędkością.

- Powodzenia. - Eren zakręcił krótkiego młyńca mieczem i ugiął kolana.

Tailes zaatakował od góry, celując w lewy obojczyk Erena. Wampir zablokował mieczem jego cios, a drugą ręką uderzył maga falą energii. Tailes odskoczył i pchnął w stronę Erena kijem, posyłając w niego kulę niebieskiego światła. Eren zaszarżował na maga, przecinając ją w locie mieczem i zaatakował podstępnym ciosem z półobrotu. Tailes ledwo zdołał się zasłonić, tracąc przy tym równowagę i padając plecami na ziemię. Eren stał nad nim, z ostrzem miecza tuż przy szyi leżącego.

 

Adam ledwo zdołał się zasłonić, tracąc przy tym równowagę i padając plecami na ziemię. Miron stał nad nim, z ostrzem miecza tuż przy szyi leżącego.

- Gdzie ona jest? - wychrypiał, patrząc na ostatniego członka rodu Radziejowskich leżącego u jego stóp.

- W celi na końcu korytarza. Proszę, nie zabijaj…

- Prosisz mnie o łaskę? - w czerwonych oczach Mirona płonęły ognie wściekłości. - Po tym co wasz zasrany ród zrobił, prosisz mnie o łaskę dla siebie? - pochylił się nad nim. - Dobrze, okażę ci łaskę. Ale musisz odpowiedzieć na pytanie: mam zabić ciebie, czy twoją ciężarną żonę?

- Nie, proszę, nie… - Adam jęczał u jego stóp. - Nie zabijaj mnie…

- Zła odpowiedź. - powiedział Miron, samą końcówką miecza podcinając mu gardło.

Pobiegł do celi, o której mówił Adam. Szarpnął za drzwi, wyrywając je z zawiasów.

 

- Wiesz, że zabiłem twoją rodzinę. - powiedział Eren do leżącego u jego stóp Tailesa. - A wiesz może, dlaczego?

- Przez jakąś sukę. - wydyszał wściekle mag.

Oczy Erena zapłonęły wściekłością.

- Zła odpowiedź. Baaardzo zła odpowiedź. - powiedział, samą końcówką miecza podcinając mu gardło. Kiedy po chwili odwrócił się w stronę Any i reszty, jego oczy miały zwyczajny, czarny kolor.

- No, ja już swojego załatwiłem, wam zostawiam tamtą szóstkę. - powiedział, podchodząc do byłej policjantki. - Obraz wyraża więcej niż tysiąc słów, więc to najlepszy sposób, żeby przedstawić was Anie. Poczekam tu z nią.

Magowie, którzy najwyraźniej liczyli, że ocalą życia, szybko zdali sobie sprawę ze swojego błędu.

- Ten wysoki blondyn to David, jest inkubem. Jak widzisz, posługuje się magią ognia i… - Ouuuu! To musiało boleć! - I długim kiścieniem o nazwie Morningstar. - Eren na bieżąco opisywał Anie swoich kompanów.

- Chelsea już znasz, jak widzisz trzyma się drugiej linii. Elfia magia lecznicza i żywiołów jest mało skuteczna w walce w zwarciu, ale za to… o, właśnie o tym mówię! Widziałaś te pnącza? Proszę proszę, czy to golem? Nie spodziewałem się tego po tych magach, ale to dobrze. Nie umrą tak szybko i będziesz miała okazję się przyjrzeć.

- Czy sąsiedzi nie będą mieli nic przeciwko? Zapytała Ana, patrząc jak kamienny potwór uderzony przez Davida wybucha, rozrzucając dookoła kawałki gliny.

- Spokojnie, dom jest otoczony zaklęciami maskującymi, nic nie zobaczą ani nie usłyszą. Patrz tam! Placide, ten czarnoskóry, właśnie zamknął duszę jednego z magów w amulecie. Jest czarownikiem z Haiti, zna magię voodoo, nekromancję magię artefaktów i portali. Możesz mówić na niego Baron. O, a tamta drobna Azjatka, widzisz? To Jacko, nasza złota rączka a do tego wirtuozka wszelkiego rodzaju broni białej i palnej. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, patrząc na to jak poćwiartowała tego maga, ale jest bardzo nieśmiała. No i najmłodsza członkini naszej grupy, Rafi. Widziałaś, jak nim rzuciła? O, patrz teraz, zaraz odgryzie mu… no właśnie, o tym mówiłem!

- Czy ona… Chcesz mi powiedzieć, że ta dwumetrowa bestia wyglądająca jak skrzyżowanie wilka z wiewiórką to tamta drobna dziewczyna, która siedziała obok Chelsea przy śniadaniu?

- Dokładnie! Rafi, a właściwie Rafaeli, jest zmiennym szopem, to właśnie jej prawdziwa forma.

- Co kurwa? Gdzie to przypomina szopa?! Pokaż dokładnie, bo chyba jestem za głupia!

- Cóż, szopy ze Svartalfheimu różnią się trochę od tych z naszego świata.

- Z czego znowu?

- Ze Svartalfheimu. Potem ci… Uważaj! - Eren skoczył na Anę, przewracając ją na ziemię. Tuż nad nimi powietrze przeciął promień energii, wystrzelony przez golema, którego Rafi trzymała w łapie. Golem nie miał obu nóg, a połowa głowy wyglądała jakby ktoś ją pogryzł.

- Rafi! Co to ma znaczyć! Nie rób takiej miny, wiem, że to było specjalnie! - krzyknął. Bestia warknęła, pokazując zakończonym pazurem palcem na Anę, po czym wróciła do masakrowania golema.

- Skąd właściwie wzięły się te golemy? - zapytała Ana, nadal leżąc pod Erenem. Jeśli o nią chodziło, mogli tak zostać.

- Z ziemi. Mieli przy sobie gotowe Serca, a ciała stworzyli po rozpoczęciu walki, tam przy bramie widać gdzie jej ubyło. To dużo prostsze i dyskretniejsze niż chodzenie cały czas z całymi golemami. - odpowiedział, wstając z Any i patrząc na pole bitwy. Walka właśnie się kończyła, ostatni mag rozpaczliwie zasłaniał się przed atakami resztek swoich kolegów, ożywionych przez Barona. Ana liczyła, że pomoże jej wstać, ale raczej się na to nie zapowiadało. Podniosła się więc zwinną sprężynką i stanęła obok niego. Po chwili wróciła do nich reszta drużyny.

- No, to teraz już znasz wszystkich. Witamy w rodzinie! - powiedział Eren pogodnie, ale Anie stanął przed oczyma jego obraz sprzed kilku chwil. Musiała to przyznać, w walce był zabójczo skuteczny, ale też ją przerażał.

- Zaraz, a to kto? - zapytała, patrząc na wysoka blondynkę o pełnym, krągłym biuście i twarzy modelki. Kobieta patrzyła na nią z mieszaniną wrogości i drwiny.

- A, Rafi się wygłupia. Rafi, jaka była umowa? W domu masz trzymać się jednej formy.

Kobieta prychnęła i jej ciało zaczęło się zmieniać. Po chwili stała przed nimi drobna dziewczyna z brązowymi włosami, spomiędzy których wystawały szaro-brązowe uszy. Skrzyżowała ręce na piersi i odwróciła się bokiem do Any. Spod bluzki wystawał jej puszysty, brązowy ogon.

- Jako zmienna, Rafi może przyjąć praktycznie dowolną ludzką formę, łącznie z ubraniami, jak widzisz. To rodzaj kamuflażu, wykorzystywany też do rozmnażania się.

- Czekaj, co? - zapytała Ana zaskoczona.

- Zmienni zasadniczo nie mają płci, a w swojej właściwej formie nie mają żadnego układu rozrodczego. Zmieniają się w ludzi, dowolnie kobiety bądź mężczyzn, i kopulują ze zwykłymi śmiertelnikami lub magami. W ten sposób się rozmnażają. W świecie, z którego pochodzą, zamiast ludzi używają do tego szarych elfów.

- Mhm. Miło mi cię poznać, Rafi. Was wszystkich też.

- Nam też, nam też!

- Miło cię poznać, dziecino.

- Przyjemność odwzajemniona.

- Cz-cześć.

Odpowiedział Anie chór głosów. Rafi jednak prychnęła tylko i ruszyła w stronę domu.

- No, to wy się ogarnijcie drużyno, a ja oprowadzę Anę po domu. - powiedział Eren, zacierając ręce.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
TomaszPruffer · dnia 07.10.2019 15:28 · Czytań: 33 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
allaska
19/10/2019 12:45
Piękny:) druga cudna cząstka:) »
wiosna
19/10/2019 12:10
Al dziękuję za słowo o wierszu. Zawsze z przyjemnością… »
wiosna
19/10/2019 12:05
Al, a gdzie mnie nie zagnało:):):) Rozumiem. Nie każdy… »
Florian Konrad
19/10/2019 11:14
pewnie, że nie padnie. nie zamorzyłbym nikogo głodem... »
liathia
19/10/2019 10:43
Dziękuję. »
bruliben
19/10/2019 10:31
Fajne masz nastawienie i odważnie, że spróbowałeś wierszy,… »
MarcinD
19/10/2019 10:00
A proszę :-). Przyznam szczerze, że zerknąłem również na… »
d.urbanska
19/10/2019 09:45
Brawo! Widzę, że lubisz wyzwania. Wiersz trudny do… »
bruliben
19/10/2019 09:29
Dziękuję MarcinieD za przywędrowanie do tekstu i twoją… »
marzenna
19/10/2019 09:21
allaska tymczasowa podlira, krótka, ale emocje są duże :) »
MarcinD
19/10/2019 09:04
Smutne takie. Oczywiście skojarzenia są oczywiste ;-).… »
allaska
19/10/2019 08:49
Marzenno dziękuję bardzo. Na szczęście to portret tymczasowy… »
marzenna
19/10/2019 08:43
Stare kino, pleśń, grzyb na ścianie. Niemy film,… »
MarcinD
19/10/2019 08:33
Generalnie Duch będzie się spotykał od czasu do czasu z… »
JOLA S.
19/10/2019 08:17
Obiecuję, Al. :) :) :) :) »
ShoutBox
  • Zola111
  • 19/10/2019 00:18
  • Jak Wam się pisze wiersze do Zaśrodkowania?
  • mike17
  • 18/10/2019 14:04
  • MUZO WENY 8 zapraszają do udziału śmiałków pióra. Podejmijcie wyzwanie i dajcie z siebie wszystko :) [link]
  • bruliben
  • 18/10/2019 09:02
  • Już wiem, ktory utwór najlepiej rozgrzewa do pisania :)
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:56
  • Dlaczego tu jestem, czego szukam, skoro większość dreamin’ offline.
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:48
  • Aż sześć muzo wen - wypadałoby zajrzeć, zobaczyć, poczuć jak zainspirują.
  • allaska
  • 17/10/2019 16:27
  • Prośba do redakcji przy wysyłaniu tekstu nie wiem co zrobiłam ale wkleiłam dwa na raz proszę o usunięcie jednego one są takie same. Pozdrawiam. Czarodziejka z planety: " nie dorastam wam do pięt ;)"
  • mike17
  • 16/10/2019 19:13
  • Jeśli chcesz zaistnieć w portalowej sławie, nie wahaj się już i pisz śmiało do konkursu dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie jedynym wymogiem jest napisanie miniatury. Dużo? Nie, mało. Zatem do boju :)
  • allaska
  • 16/10/2019 16:12
  • Gratulacje :) Vanillivi
  • Vanillivi
  • 16/10/2019 14:36
  • Oprócz mnie jest kilku świetnych autorów, więc polecam, dostępne w Empiku razem z numerem Fabulariów w cenie 8 zł.
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:atynyjix
Wspierają nas