Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
Portal Pisarski » Z innej beczki » Archiwum
Autor
Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
Wasinka Użytkownik
  • Postów: 4334
  • Skąd:
Dodane dnia 20-10-2012 22:37
Rycerze słowa ruszyli do boju. Na arenie stoją szlachetne pary pojedynkujących się. Trybuny szaleją, podnoszą kciuki w górę…
Co postanowicie?
Poniżej macie okazję poznać anonimowe opowieści o pnączach, kolejność par została wymieszana.
A oto zasady głosowania:

1. Głosować mogą wszyscy oprócz mnie i uczestników turnieju.
2. Każdy ma do dyspozycji cztery głosy, czyli po jednym na parę.
3. Zwycięzcy przejdą do II etapu.
4. Głosujemy do wtorku (czyli cała niedziela i poniedziałek do głosowania przed Wami).
5. Niedopuszczalne jest zakładanie konta w celu zagłosowania na znajomego i tylko w tym celu. Będziemy bacznie obserwować przebieg głosowań i jeśli zachowanie jakiegoś użytkownika wzbudzi naszą wątpliwość, głos zostanie poddany dyskusji redakcji i unieważniony, jeśli znajdziemy ku temu przesłanki.
Stawiajmy na uczciwość i zabawę w atmosferze szlachetności.

Zawodnicy stanęli do boju, Wy możecie zdecydować, kto przekroczy bramy drugiego etapu.
Czekamy :)




PARA PIERWSZA

Opowieść A

„Inne spojrzenie”
Mieniąca się wszystkimi barwami tęczy idealna okrągłość miękko opadła na letnie źdźbła traw. Nikt ważny właściwie nie dostrzegł tego niezwykłego wydarzenia. Jedynymi widzami niecodziennego spektaklu stali się ci, którzy akurat przysiedli na sprężystych liściach i różnokształtnych płatkach kwiatów, podczas swej wędrówki po nektary, pyłki, w poszukiwaniu partnera lub pożywienia. Owadzie grono z ciekawością przypatrywało się przedziwnemu, lśniącemu obiektowi. Niektóre, skuszone soczystymi barwami zbliżały się do metalicznej powłoki i już na zawsze zostawały otulone wiecznym chłodem, zamieniając się w szary pyłek. Inne szybko traciły zainteresowanie, nie czując wabiącego zapachu kwiatów.
Tajemnicza okrągłość pękła z cichym trzaskiem niczym rozłupany orzech, gdy ciemna chmura przysłoniła palące słońce. Wewnątrz nie było jednak ani niczego jadalnego, ani znajomego. Cała łąka wstrzymała oddech na widok zagadkowego gościa, który wyleciał ze środka i zebrał wszystkie drobinki szarego pyłku, ukrywając je gdzieś w sobie.
Przybysz był mniejszą kopią obiektu, który umościł się w trawach. Jego wnętrze falowało, lśniło i pulsowało oszołomione doznaniami. Wciąż też trzymał się blisko metalicznej powłoki, w każdej sekundzie gotów się w niej ukryć. Obcy analizował, badał i poznawał, próbując dostrzec charakter miejsca, które postanowił odwiedzić na szlaku swej długiej wędrówki. Jego złożone receptory odbierały miliardy impulsów, których nie potrafił jeszcze przetworzyć na czytelne informacje. Dotąd istniał w przekonaniu, że nieskończony kosmos jest cichą pustynię, a on pozostaje jedynym, rozumnym w nim bytem. Na tej planecie doznał wstrząsu. Natłok odbieranych sygnałów nie pasował do niczego, co wcześniej napotkał i zarejestrował. Tutejsze twory tkwiły w gazowej sferze, stale będąc w ruchu. Ciągle też zjawiały się nowe formy, zakłócając procesy poznawcze. Nieznajomy widział je zawieszone w szarej przestrzeni, jako wirujące, spiralne pnącza. Intrygowały go podoczepiane w tysiącach kolorowe kuleczki, tajemnicze haczyki i przedziwne łączenia. Istota nie pojmowała ich złożonej struktury, nie widziała sensu w takich kombinacjach. Ona sama była idealnie okrągła, lśniąca blaskiem słońca ze swojego świata. Wszystkie osobniki z jej gatunku zewnętrznie były do siebie podobne. Cechowały się wysoką inteligencją, niepowtarzalną osobowością oraz harmonijną budową. Każdy był jedyny w swoim rodzaju.
Gość czuł się zagubiony w tym świecie, otoczony tylko przez dziwaczne pnącza. Mimo astronomicznych różnic jego zaawansowana jaźń była zafascynowana kolejną planetą, którą odwiedziła. Przybysz wiedział jednak, że nie znajdzie tutaj nikogo, kto przypominałby jego samego. Opuszczał letnią łąkę bez żalu, ale z niegasnącą wciąż nadzieją na odnalezienie rozumnej cywilizacji gdzieś w tej ogromnej przestrzeni.


Opowieść B

„Dziennikarz”
Byłem dziennikarzem.
Odkąd wykonywałem ten zawód, starałem się być uczciwy i rzetelnie pokazywać otaczającą rzeczywistość. Teraz byłem uwięziony przez obiektywnie opisywane przeze mnie fakty.

Kiedy wsadzono mnie do karceru, zaciskałem zęby tak mocno, by wyrazić bunt, sprzeciw wobec traktowania człowieka w państwie wyrażającym pogardę do swoich obywateli.
Po godzinach tortur, uległem. Podpisując spreparowane zeznania, poznałem smak kaszy z karaluchami.
Leżałem na kilku zbitych deskach. Przykrywałem się kocem, na którym rozmnażały się insekty. Na podłodze: wiadro, dziura na wymioty i miska.
Traktowano mnie jak psa.
W nocy – trudno powiedzieć, kiedy się zaczynała – przychodziły szczury. Szukały pożywienia. Też były głodne.
Teraz mam obgryziony nos, uszy, połamane paznokcie oraz zakrwawione usta.
Z upływem czasu, wzrokiem sięgałem ponad horyzont, osadzony w realnym świecie, lecz tak skonstruowanym, by nie można było go przekroczyć. Odkryłem prawdziwy cel w życiu. To pnącze, po którym trzeba się wspinać.
Przestałem skomleć.
W jednej z czterech ścian było zakratowane okno, wpuszczające promień światła. Wchodziło do celi codziennie na krótko. Jedyny kontakt ze słońcem. Wpadało na moment i mówiło, jak spotkany po drodze znajomy, spieszący się do domu:
- Hej! Co słychać?
- Wszystko dobrze – odpowiadałem.
- To dobrze. Mów, bo zaraz skończę pracę.
Zacząłem się wspinać po moim pnączu do małego otworu i rozmawiać ze słońcem. Nie obiecywało spełnienia marzeń. Dawało tylko nadzieję na kolejny wschód.



PARA DRUGA

Opowieść A

„Kanianka”
Siedziała przy barze. W króciutkiej czarnej sukience, z ustami umalowanymi zbyt czerwoną szminką. Najpierw zupełnie jej nie dostrzegałem, ale gdy nieporadnym ruchem wylała piwo na spodnie, a potem przepraszała patrząc wystraszonymi, szeroki otwartymi oczami. Wiedziałem, że już po mnie.
Co dziwniejsze, budziła uczucia, których się nie spodziewałem. Wręcz ojcowskie.
Więc kiedy po raz pierwszy stanęła przede mną naga, z zaczerwienionymi wstydem policzkami rzuciłem jej szlafrok mówiąc, żeby się nie wygłupiała.
Była tak niewinna. Tak dziecinna. Przy kubku gorącego mleka, opowiadała o swoim parszywym życiu.
Boże, jak na bagnie mógł wyrosnąć taki kwiat?
A ja? Och, bardzo prosto było zwierzać się temu dziecku. Poznała sekrety wszystkich tatuaży, blizn i ....zer na koncie.
Kupowałem jej zabawki, a ona słodko nadymając usta, pokazywała czego chce jeszcze.
Jak mógłbym odmówić.
Sam nie wiem kiedy to poczułem. Drobne ukłucie gdzieś w sercu. Jedno, drugie, kolejne.
Ta mała owinęła się wokół, a potem wbiła drobniutkie ząbki, prosto w pulsujące nadmiarem emocji żyły. I piła, piła, piła.
Gdy osłabiony, zacząłem tracić równowagę, spróbowałem ją strząsnąć.
Ale wtedy pokręciła główką, a jej paluszki, tańcząc po złotym cyferblacie najnowszej zabaweczki zaczęły wybijać numer, który znają wszystkie dzieci.
- zginiesz ze mną - szepnęła, ukradkiem ocierając łzę.
Moja słodka Kanianka .
Jak mógłbym do tego dopuścić.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Kanianka


Opowieść B

„Oplątanie”
Chciałabym głośno krzyczeć, ale... nie potrafię. Chłonę każdą chwilę, przetrawiam i wbijam w siebie, uważając, by nie przekłuć z drugiej strony – byle nie uciekła.

Twój dotyk wprawia w zachwyt. Jest zachwytem. Każdy przyspieszony oddech to więcej niż esencja człowieczeństwa, istnienia, małych tęsknot i dużych marzeń. Wrażenie – czy jest na świecie coś bardziej intensywnego?

Oplatasz mnie pnączem swoich ramion. Unieruchomiona, cicha, jestem bezpieczna. W powietrzu wiruje maj, przynajmniej w tej sypialni. Na szybach zabłąkane krople deszczu tańczą argentyńskie tango. Obijają się o siebie – częściej w parach niż samotne. Potem łączą się w jedno ciało i razem spływają w samo centrum niebytu. Nikną. „To jak sen” - mówisz. Boję się dowiedzieć, że jawa to złudzenie.

Słyszałeś kiedyś bajki o karminowej pościeli z satyny? Rzekomo jest gniazdem ognia. Nigdy nie słyszałam bardziej infantylnej bzdury. Nasza iskra zrodziła się już dawno, teraz opada na bawełnianą poszewkę kołdry i pomału roznieca płomień, rozprowadza go po materacu. Biel mojego ciała zlewa się z barwą pościeli. Jak pięknie kontrastuje z czerwienią skapującego miarowo, okrywającego obojczyki wosku. Przygryzam niemal do krwi usta. Widzę słońce w twoim uśmiechu.

Nie pytam, dlaczego. Odlewasz moje kształty niczym posąg greckiej bogini. Kiedy zrywasz formę, pokrywasz zaróżowioną skórę pocałunkami. Nie stygnie. Nie daj wystygnąć.

Płoniesz obok, zupełnie nie na żarty. Nie dałoby się opisać delikatności opuszków palców ani uporu, z jakim tworzysz nimi szkic mojego ciała na nim samym. Odmalowujesz, dopóki policzki na nowo się nie zarumienią. Gdy zdecydowane dłonie ponownie chwytają mnie w labirynt bliskości, wrastam całkowicie. Zawierzam się. Pozwalam wypalić do cna, bylebyś wciąż podsycał żar.

W bawełnianej pościeli, tak cholernie prozaicznie, zasadziliśmy drzewo. Czy ktokolwiek wcześniej słyszał o ludziach zrodzonych w ogniu?LP



PARA TRZECIA

Opowieść A

Typowe osiedle bloków z wielkiej płyty, środek nocy. Pod balkon Agaty chwiejnym krokiem podchodzi Roman:
- Aga! Aga! Wyjdź na chwilę! – krzyczy zachrypniętym i zataczającym się głosem. Po kilku powtórzeniach tego okrzyku na balkonie pojawia się Agata:
- Czego drzesz japę?! Wiesz, która jest godzina?! Znów się schlałeś z kumplami! Idź do nich i tam śpij! Ja ci dzisiaj nie otworzę! Dosyć tego – rozumiesz?! Dosyć! Wypieprzaj stąd do swojej mamusi! – ta riposta obudziła sąsiada z mieszkania obok, który postanowił wtrącić swoje trzy grosze:
- Zamknij się kobieto jest druga w nocy! – po chwili nadeszła odpowiedź:
- Sam się zamknij gruby oblechu! Nie będziesz mi mówił co mam robić! – rzuciła Agata, po czym spojrzała na wyglądającego na zakłopotanego Romana, ten próbował dojść do głosu:
- Ale Aga posłuchaj mnie przez chwilę… - nie zdążył jednak dokończyć zdania, gdyż poleciała w jego stronę wiązanka:
- Nie! Nie będę cię słuchać, wiesz dlaczego?! Bo ja też mam swój głos, ja też mam swoje zdanie i mam dość wysłuchiwania, że to i to powinnam zmienić, dosyć mam twoich niespełnianych obietnic i tego, że mnie olewasz! Dość mam tego, że od trzech lat wynajmujemy tę samą obskurną chatę! – w tym momencie Roman nie wytrzymał, zdenerwowany rzucił:
- Zamknij się na chwilę! Chciałem tylko zapytać czy za mnie kurwa wyjdziesz! – po sekundzie dotarło do niego, że właśnie zrealizował to, co planował od kilku miesięcy. Klęknął i wyciągnął przed siebie pierścionek. Agata była oszołomiona, trzymając się rosnących przy ścianie pnączy zeszła na dół i przytuliła ukochanego.
- Idźcie już spać! – wrzasnął sąsiad, ale tym razem w jego głosie nie było już tyle agresji, słychać było za to bezsenność wymieszaną z gratulacjami.
- Kurwa… zapomniałam kluczy – nagle uprzytomniła sobie Agata. Roman wspiął się po pnączach na balkon i otworzył od wewnątrz mieszkanie. Tej nocy nie spali ani oni ani sąsiad.


Opowieść B

Była u kresu sił. Bose stopy, które od dłuższego czasu stawiała z wysiłkiem jedna za drugą, z każdym kolejnym krokiem bardziej bolały, poranione ostrymi odłamkami wielkich szyszek i suchych gałęzi. Nie wiedziała jak długo jeszcze zdołają utrzymać ciało w pozycji pionowej, a myśl o tym co stanie się jeśli w końcu odmówią jej posłuszeństwa, wciskała pod powieki palące łzy.
Dlaczego nie posłuchała mamy, która krótko przed wyjazdem po raz kolejny kategorycznie zabroniła jej wchodzić do lasu?
Dlaczego przynajmniej nie zostawiła gosposi karteczki z informacją dokąd się wybiera?
Wiedziała przecież, co opowiadali sobie dorośli o tajemniczych mocach zamieszkujących dzikie knieje, położone na wschód od wsi. Nikt nigdy tam nie chodził, jeżeli nie miał naprawdę dobrego powodu, a ona dała się sprowokować temu obrzydliwemu Markowi i namówić na wyprawę w sam środek niebezpiecznej okolicy. Jako dowód na to, że faktycznie odważyła się tam pójść, obiecała przynieść gałązkę magicznego, rosnącego podobno tylko tam, niebieskiego bluszczu.
Było to najgłupszą rzeczą, jaką zrobiła w swoim krótkim, trzynastoletnim życiu i teraz musiała ponieść tego konsekwencje. Nie tylko, nie znalazła najmniejszego nawet pędu rośliny, o której opowiadały okoliczne legendy, to na dodatek po kilkunastu minutach kluczenia wśród ogromnych, dziwnie powykręcanych, starych sosen zgubiła drogę powrotną.
W tym samym momencie zmurszały pieniek, na który bezmyślnie postawiła nogę zapadł się pod wpływem ciężaru dziewczynki, wydając przy tym serię okropnych trzasków. Jej lewa stopa utknęła w drewnianym imadle aż po kostkę, a ciało robiące właśnie kolejny krok nie dało rady wyhamować na czas. Z ogromnym impetem wyrżnęła o ziemię, w ostatniej chwili wyszarpując nogę z potrzasku.
Leżała na wilgotnym poszyciu, płytko oddychając. Nadmiar adrenaliny dudnił jej w skroniach, zagłuszając wszystkie racjonalne myśli. Kostka piekła niczym po spotkaniu ze szprychami pędzącego roweru, a po twarzy płynęły ogromne łzy.
Nagle coś żywego dotknęło leciutko małego palca u jej lewej ręki. Nie podnosząc głowy spojrzała w tamtą stronę i zachłysnęła się z zachwytu.
Niewielki pęd, błękitnej jak niebo w pogodny dzień rośliny pnącej wychylał się ze sterty leżących obok suchych gałęzi, poruszając delikatnie niewielkimi listkami. Wiotka łodyga kołysała się rytmicznie w górę i w dół, raz za razem dotykając skóry dziewczynki, jak gdyby wypróbowywała nieznany dotąd materiał. Test musiał chyba wypaść pozytywnie, gdyż już po chwili niebieskie pnącze zaczęło przesuwać się powoli w kierunku łokcia leżącej, wykorzystując przy tym drobne, granatowe korzenie niczym stonoga swoje odnóża. Ciepło jakie od niego promieniowało, łagodziło ból spowodowany upadkiem i wielogodzinnym błądzeniem po lesie, pogrążając całe ciało dziewczynki w odprężającym odrętwieniu.
Znalazłam go – pomyślała sennie mała, zamykając oczy. - Znalazłam niebieski bluszcz.



PARA CZWARTA

Opowieść A

***
Budziła w nim romantyka, on był domem, ona była pnączem, które ten dom oplatało. Nie opowiadała bajek na dobranoc, za to bardzo lubiła „Trujący Bluszcz”. Całą sobą wprowadzała do domu nutkę tajemniczości, sama zresztą skończyła ogrodnictwo, więc wszelkie gatunki roślin pnących znała na pamięć. Nawet jedną postanowiła zasadzić w dniu, kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży. Bardzo chciała, żeby jej potomek piął się go góry po szczeblach życia. Jasiek nie miał nic do gadania, ale żeby wypełnić męski obowiązek, zbudował altankę i zasadził dąb. Potem ona długo mu tłumaczyła, że piaszczysta ziemia nie nadaje się do żadnych sadzonek. Kiedy dąb zmarniał, altankę zaczęły oplatać winorośle, które latem rozpieszczały język słodkim smakiem owoców. Gdy na świecie pojawił się syn, postanowiła nadać mu imię po tatusiu, jednak Jaś pozostał Janem, a dziecko pieszczotliwie była nazywane Fasolką. Czasem na rodzinnych przyjęciach chłopiec wzbudzał podziw wszystkich cioć, mówiąc, że nazywa się Jaś Fasola. Jej kolory z każdym dniem gasły, jesień nadchodziła w jej życiu. Czas refleksji, smutku i zadumy nad żywotem roślin. Od tego czasu Jan zaczął interesować się wszystkim, co mogłoby przywrócić żonie dawny blask. W jakiś poradniku przeczytał, że na rośliny najlepiej działa słońce, dlatego wymyślił się i wcielił w życie słoneczną terapię. Kolory żony szybko wynagrodziły Janowi czas poświęcony na szukanie ratunków dla pnącza. Pielęgnował ją, aż nadszedł taki dzień, że musiał ją trochę podciąć, ponieważ zabierała mu światło. Za każdym jednak cięciem pamiętał, że przedobrzenie może ją osłabić albo nawet zabić. Ich syn rósł i zgodnie z aspiracjami swoich rodziców piął się do góry, niczym pnącze, nawet kierunek studiów wybrał ogrodnictwo, żeby kultywować rodzinną tradycję. Gdy Fasolka odcinał się od matki i odczepiał od fundamentów ojca, Jan coraz bardziej doceniał cień swojej żony, która niestety od czasu wyprowadzki syna ponownie marniała. Jedynie krótkie powroty syna przywracały jej trochę sił, ale nie na długo. Jan próbował wielu sztuczek, aż uświadomił sobie, że dla jego żony słońcem jest syn i to on daje jej życie. Fasolka jednak nie miał serca do pielęgnacji matki. Było coraz gorzej. Według specjalistów zawirowania rynkowe osłabiły małżeństwu grunt pod nogami. Zaczęli się od siebie oddalać, w pewnym momencie ona nie potrzebowała już jego oparcia i przestali być dla siebie opoką. Nawet nie pamiętał, kiedy ich małżeństwo zaczęło być częścią dziewiczej natury, a chwasty zaczęły zarastać wszystkie drogi niegdyś wspólnie wydeptane. Ich wspólne dni były coraz dłuższe, a noce coraz bardziej upiorne. Dom zaczął się walić, a pnącze coraz bardziej usychać. Zaczęli szukać dla siebie ratunków poza małżeńskim terenem. W końcu znaleźli. Ona nowego mężczyznę, doskonałego dla niej, postawnego i dobrze wyposażonego. Zaczęła rozkwitać, coraz bardziej się rozrastać, aż zakorzeniła się na dobre w nowym miejscu. Kiedy ona rozkwitała, Jan próbował budować od nowa ze świeżym pnączem, które obiecało zacerować wszystkie skazy domu. Jednak nowe pnącze było tak nieudolne, że po krótkim czasie budynek zaczął tracić szyby i elementy elewacji. Odczepiła się od niego, co jeszcze bardziej pogorszyło sytuację Jana. Czuł się taki pusty. Po dawnej doskonałości pomieszczeń nie było śladu. Kolejne kobiety oplatały się wokół kieszeni Jana, nie dając mu nic dobrego, jedynie obiecywały przywrócić posesji dawny blask. Na sprawie rozwodowej usłyszał, że żona zmarniała, ponieważ postawny dom nie miał piwnic i zawalił się tak szybko jak został zbudowany, a każde plącze, żeby rosnąć musi mieć jakiekolwiek podstawy. Na wszelkie próby ratunku było już za późno…


Opowieść B

O zapachu rozkładającego się ciała czytałam tylko w książkach. Pisarze chyba potrafią podejść do tego z dystansu. Albo to ja jestem słaba. Fetor przebił się z łatwością przez ciężkie, słodkie perfumy, wpełznął się do gardła, zagnieździł się w tchawicy i siłą wydarł mi zawartość żołądka na zewnątrz. Nie przewidziałam tego w moich starannie opracowanych planach, cholera. Ale nie było dokąd uciec, las Aokigahara jest usłany ciałami. Nikła mgiełka to na pewno nie wilgoć. To ten smród skondensowany do innej formy.
Do Japonii przeprowadziłam się dwa miesiące temu. Tyle czasu dałam sobie na życie w pierwszej klasie. Na conocne wychodzenie do klubów, niezobowiązujący seks, o który trudno wśród sztywnych Japończyków. Na najdroższe hotele i horrendalnie drogie posiłki. Zresztą, tylko na taki okres wystarczyło mi pieniędzy. Dwa miesiące żyłam jak królowa, jak celebrytka. Jak osoba szczęśliwa. I już. Tyle. Pora umierać.
O Morzu Drzew wiem wszystko. O faunie i florze. O statystykach samobójstw do 2004 roku. Później przestano je udostępniać. Na obrzeżach lasu minęłam kilkanaście znaków, na których w różnych językach proszono mnie o skontaktowanie się z odpowiednimi służbami. Mówiły, że mogą mi pomóc. Że nie trzeba tego robić. Że życie jest piękne. Ale co one wiedzą, te pieprzone znaki, co one tam wiedzą. Nic.
Stopy grzęzną mi w podłożu z zastygłej dawno lawy. Podczas wymiotowania makijaż się rozmazał i jest mi trochę przykro, że nie będę ładnym trupem. Kluczę wśród ciał. Wydawało mi się wcześniej, że las jest pełen lian; dopiero z bliska zorientowałam się, że to sznury. Pętle, liny, szubienice. Paski do spodni i szlafroków.
Nie wiem, które drzewo wybrać dla siebie. Żadne jakoś mi nie pasuje. Wszystkie, które bym chciała są zajęte. Ludzie są nieznośni nawet jak zdechną. Nawet, gdy ich ciała są w części pożarte przez dzikie zwierzęta. W duchu trochę cieszy mnie, że i tak będę tu najładniejsza.
W końcu znajduję wolne Drzewo. Wspinam się na nie, wiążę sznur. Rozdzieram najlepszą sukienkę. No ja pierdolę, same przeszkody.
Ale, hm. Okazuje się, że umieranie jest niewygodne. Że duszenie się jest brzydkie. Nie chcę mieć fioletowej, spuchniętej mordy. Chcę umrzeć ładnie. Przecież nie wymagam tak wiele.
Ledwo starcza mi sił na złapanie rękami gałęzi i podciągnięcie się do góry. Dochodzę do wniosku, że oddychanie jest akurat całkiem w porządku. Umrę jakoś inaczej. Może jutro. W sumie dopiero świt, na pewno dzieje się dziś coś ciekawego. Nie mam już pieniędzy, trzeba będzie poszukać ogłoszeń o pracę. Tyle spraw do załatwienia.
Wracając, mijam znaki, które z drugiej strony są czyste, metalowe, puste, podparte rusztowaniami. Nic nie mówią. I dobrze. Co one wiedzą, te znaki. Może tylko trochę o tym, że umieranie jest nieco gorsze niż życie.




Wszystko w Waszych rękach :)
Do góry
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
coca_monka Użytkownik
  • Postów: 1249
  • Skąd: Paris
Dodane dnia 21-10-2012 00:45
pierwsza, pierwsza, pierwsza ;)

para pierwsza
B

para druga
A

para trzecia
B

para czwarta
B
fata nolentem trahunt
dla niektórych droga do domu prowadzi tylko przed siebie
Do góry
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
julass Użytkownik
  • Postów: 1107
  • Skąd: Północne Doki
Dodane dnia 21-10-2012 00:56
1. A
2. A
3. B
4. A
przecinki są homo
_________________________________
Ach, gdyby zamiast być piekłem, świat był ogromną niebiańską odbytnicą...
Lautreamont
Do góry
Strona WWW
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
Vasquez21 Użytkownik
  • Postów: 1
  • Skąd:
Dodane dnia 21-10-2012 09:09
1. B
2. A
3. B
4. B
Do góry
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
Olaf Tumski Użytkownik
  • Postów: 157
  • Skąd: Poznań
Dodane dnia 21-10-2012 09:50
1. A
2. B
3. A
4. A

Wybór nie był łatwy. Uznanie dla wszystkich uczestników.
http://olaftumski.blogspot.com/
Pisanie jest najlepszą odtrutką na wszystkie śmieci tego świata
https://www.facebook.com/tumskiolaf/
https://www.e-bookowo.pl/nasi-autorzy/olaf-tumski.html
Do góry
Strona WWW
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
Wasyl Użytkownik
  • Postów: 452
  • Skąd: Wieluń
Dodane dnia 21-10-2012 10:16
1. A
2. A
3. B
4. B (tu bardzo trudny wybór)
Do góry
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
Emily Użytkownik
  • Postów: 972
  • Skąd: Luben/Breslau
Dodane dnia 21-10-2012 10:51
1 B
2 A
3 B
4 B
niechaj cię pochłonie morze sargassowe

zanurkuj w wątpiach
Do góry
Strona WWW
Numer GG
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
green Użytkownik
  • Postów: 349
  • Skąd:
Dodane dnia 21-10-2012 11:29
1. A
2. A
3. B
4. A
Ucze­ni wy­liczy­li, że jest tyl­ko jed­na szan­sa na bi­lion, by zais­tniało coś tak całko­wicie ab­surdal­ne­go. Jed­nak ma­gowie ob­liczy­li, że szan­se jed­na na bi­lion spraw­dzają się w dziewięciu przy­pad­kach na dziesięć.

Terry Pratchett
Do góry
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
Esy Floresy Redaktor
  • Postów: 5978
  • Skąd:
Dodane dnia 21-10-2012 12:45
1. B
2. A
3. B
4. B
Możemy być tylko tym kim jesteśmy, nikim więcej i nikim mniej.
Do góry
Numer GG
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
WholeTruth Użytkownik
  • Postów: 1993
  • Skąd: Katowice
Dodane dnia 21-10-2012 13:50
a
a
b
b

---
cacy! gratuluję wszystkim już w tej chwili!
Nie byłem poetą.
Ta świadomość nie przyniosła ulgi, tylko wściekłość, że prawa ewolucji mogły wyposażyć jeden i ten sam umysł w taką wrażliwość i taką nieudolność.
J. Fowles
Do góry
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
Leszek Sobeczko Użytkownik
  • Postów: 1303
  • Skąd: Rydułtowy
Dodane dnia 21-10-2012 16:37
1 - B
2 - A
3 - B
4 - B
Do góry
Numer GG
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
Kaero Użytkownik
  • Postów: 864
  • Skąd: Wałcz/Poznań
Dodane dnia 21-10-2012 18:49
1-A
2-A
3-B
4-A
A ja leżę i leżę i leżę i nikomu nie ufam i nikomu nie wierzę.
Do góry
Numer GG
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
Anima Użytkownik
  • Postów: 79
  • Skąd:
Dodane dnia 22-10-2012 12:24
1.B
2.B
3.B
4.B
Do góry
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
zajacanka Użytkownik
  • Postów: 1371
  • Skąd: UK
Dodane dnia 22-10-2012 12:35
B
B
A
A
Make peace not war.
Do góry
Numer GG
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
Elwira Recenzent
  • Postów: 4148
  • Skąd: Rembertów
Dodane dnia 22-10-2012 17:08
A
B
B
B (kurcze, zalosowałam, bo nie mogłam zdecydować)
Blog autorski
Blog z recenzjami
Do góry
Strona WWW
Numer GG
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
Wasinka Użytkownik
  • Postów: 4334
  • Skąd:
Dodane dnia 23-10-2012 08:43
Minął czas głosowania, nadeszła zatem pora na ogłoszenie wyników pierwszego etapu drugiej edycji pojedynków literackich.

Dziękujemy bardzo za Wasze głosy.
A oto rezultaty:

PARA PIERWSZA - zwyciężyła opowieść A (A - Elatha, B - Olowiany Zolnierzyk)
PARA DRUGA - opowieść A (A - JaneE, B - zawsze)
PARA TRZECIA - opowieść B (A - tycenak, B - Magicu)
PARA CZWARTA - opowieść B (A - niewidoczna, B - mizantrupia)


Tak więc do kolejnego etapu turnieju przechodzą:

Elatha, JaneE, Magicu, mizantrupia

Fanfary!

Gratulujemy serdecznie, a pozostałym uczestnikom dziękujemy za udział w pojedynkach i dzielne stawianie czoła przeciwnikom.

Małe wyjaśnienie: w związku z punktem 5 regulaminu głosowania nie mogliśmy wziąć pod uwagę głosu Vasqueza21.

A teraz ponownie nadszedł czas na rzucanie rękawic w kolejności:

1. Magicu
2. JaneE
3. mizantrupia
4. Elatha


Bawmy się dalej! :)
Do góry
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
zawsze Użytkownik
  • Postów: 3112
  • Skąd: Ciechanów
Dodane dnia 23-10-2012 08:57
Gratuluję paniom, gratuluję!:D
Jestem wciąż niejasna, niesyta. - A. Osiecka
Do góry
Numer GG
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
Wasinka Użytkownik
  • Postów: 4334
  • Skąd:
Dodane dnia 23-10-2012 09:09
O, rzeczywiście same panie :)
Gratuluję raz jeszcze i dziękuję za udział Wszystkim!
Czeka nas jeszcze trochę zabawy :)
Do góry
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
Magicu Użytkownik
  • Postów: 222
  • Skąd: Leverkusen
Dodane dnia 23-10-2012 09:44
Wow! Ależ jestem z siebie dumna :D

Czy to znaczy, że jako pierwsza wybieram sobie przeciwnika?
W takim razie mizantrupia strzeż sie! ;)
Nie jest naj­ważniej­sze, byś był lep­szy od in­nych. Naj­ważniej­sze jest, byś był lep­szy od sa­mego siebie z dnia wczorajszego. - Mahatma Gandhi
Do góry
Autor
RE: Pojedynki literackie drugiej edycji - głosowanie/wyniki pierwszego etapu
JaneE Użytkownik
  • Postów: 1190
  • Skąd: Śląsk
Dodane dnia 23-10-2012 10:11
Elatha, a więc my piszemy razem :)
Oswajam rzeczy pisząc o nich.
Do góry
Numer GG
  • Skocz do forum:
Polecane
ShoutBox
  • mike17
  • 16/10/2019 19:13
  • Jeśli chcesz zaistnieć w portalowej sławie, nie wahaj się już i pisz śmiało do konkursu dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie jedynym wymogiem jest napisanie miniatury. Dużo? Nie, mało. Zatem do boju :)
  • allaska
  • 16/10/2019 16:12
  • Gratulacje :) Vanillivi
  • Vanillivi
  • 16/10/2019 14:36
  • Oprócz mnie jest kilku świetnych autorów, więc polecam, dostępne w Empiku razem z numerem Fabulariów w cenie 8 zł.
  • Vanillivi
  • 16/10/2019 14:34
  • Witajcie :) Pochwalę się publikacją w antologii "Dzieci wolności" wydanej przez Fabularie. [link]
  • Dobra Cobra
  • 16/10/2019 08:35
  • Od Chaplina do Jo-jo Rabbit- niezwykła historia komedii o nazizmie: [link] Premiera w Anglii 3go stycznia 2020 roku.
  • Dobra Cobra
  • 15/10/2019 17:41
  • Jest już polski zwiastun nadchodzącej arcyciekawej produkcji kinowej pt. Jo-jo Rabbit: [link]
  • bruliben
  • 14/10/2019 23:22
  • Tyle konkursów, to nie ma mój dziurawiec
  • mike17
  • 14/10/2019 19:35
  • Zapraszam do udziału w konkursie dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie piszemy miniaturę na 5000 znaków i wchodzimy do historii: [link]
Wspierają nas