Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
Portal Pisarski » Książki i Filmy » Czytelnia
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
Vanillivi Redaktor
  • Postów: 967
  • Skąd:
Dodane dnia 12-07-2015 00:24
Jerzy Jarniewicz - Prosty wiersz o miłości

(Z tomu Makijaż)

Zrzuciliśmy ubrania
i zaczęliśmy się kochać tak rewolucyjnie
że zadrżał gmach banku narodowego,
sięgnął dna indeks giełdowy,
a maklerzy zawyli z ognia, którt trawił im
trzewia i portfele.

Wtargnęliśmy w siebie do szczętu, aż runęły mury
przepełnionych zakładów poprawczych,
i wyszli mściciele z kijami do bejsbola, i poszli
pod ministerstwo spokoju wewnętrznego.
Rozpierzchły się szturmowe bataliony policji,
gubiąc po drodze tarcze, kaski i notesy
zostały po nich tylko czarne polonezy.

Dosiadłaś mnie tak wyzywająco, że inwestorzy
zaczęli w panice pakować walizki,
i wracali do domów tanimi liniami,
wywożąc naprędce oleje Sasnala,
cały dorobek swojej nadwiślańskiej misji
(dziesięciokrotne przebicie w cenie
w ciągu pięciu lat)

Połykałem cię jak anarchista, aż w gruzach legły
gotyckie galerie Tesco i Carrefouru,
roztopiły się w ścianach pancerne bankomaty
PKO BP, Pekao SA,
Lukas Banku, Citi Banku, Amerbanku,
Millenium, Śląskiego, WBK, Alioru,
Inteligo, Deutsche Banku, BPH
Multi Banku, Fortis Banku, ING i Pocztowego,
a ognisty podmuch przewiał na wylot
kręte korytarze towarzystw ubezpieczeniowych.

Kocham cię - nasze nagie ciała krążą po Europie
jak nieopierzony, niewinny komunizm.








[Dodano 12-07-2015 01:54]
To raczej nie moje klimaty, ale wrzucam jako ciekawostkę o Łodzi (skąd jestem).

Szymon Domagała-Jakuć - Ulica Zarzewska

Nie podoba ci się w Łodzi? To wypierdalaj.
Ten, kto to napisał, nigdy nie mieszkał na Zarzewskiej.
Poza tym wypierdoliłbym moją Łódź, ale tyle tu dziur, że nie mogę się zdecydować.
Łódź tego, kto to napisał, nie jest moja. Jesteśmy dziećmi różnych matek.
Obciągamy różnym Łodziom, ale ja jestem bardziej oddany, bo robię to na kolanach.

Robię to, bo Zdanowska nie potrafi. Boję się, że sprzeda na przeszczep
najlepsze narządy miasta. Tyle latarni, a mieszkańcom zwisa światło.
Łódź tego, kto to napisał...
Kiedy ty poczułeś mleko miasta, moje już ściągnięto z kaprawej piersi
i począłem ciąć je cyrklem w kwartały ulic.

Widziałeś słońce na Zarzewskiej? Grabowej, Dębowej, mojej Poznańskiej?
Wskrzesza ciepły odór uryny. Taki splin nie jest zły, po prostu mdli.
Przeżyłeś kiedyś upał na Zarzewskiej, wiedząc, że nie masz dokąd uciec?
Uświadamiasz sobie, że nie dasz rady dojść, przemknąć, musisz zostać i podziwiać
łódzki gotyk. Aura jak szkarłatyna. Nie kocham cię. Nie daję rady. Nie biorę.

Wszystkie drogi ucieczki zastawione.
Ulica tak brzydka, że grawitacja abdykuje, zaczyn miasta krąży w oczach,
kwaszone co dzień rośnie dla kolejnej infekcji,
brakuje mi powietrza, zbiera się na wymioty. Słońce nie świeci,
chwyta rejony nawykłe do ciemności, do strachu, groszowych
psychomanipulacji.
Gdy ciemność Zarzewskiej walczy z polemiką słońca, pragnę wyprzeć raczej to drugie
bo światłość tworzy tu dysharmonię ze ścianami, od których odpada nadzieja.

Nadzieja ma 28 lat, pięcioro dzieci i podbite oko.
Nosi na skup puszki po piwie w torbie Peek&Cloppenburg. Jej szlak śmierdzi.

Dochodzi tu do przesilenia, prawie przemocy.
Zarzewska staje się pozbawiona widoków na zasiłek.
Ludzie sprawiają wrażenie, jakby miała się wylać z nich klaustrofobia.
Tyle takich Zarzewskich tulę obolałymi pięściami, otwieram dłonie, by przegrać,
z upałem, z tym widokiem, który sapie. Tyle pasji na ulicach. Co pasja, to posesja,

stacja - upaść i zapomnieć. Podnosi mnie wiele par oczu,
żałują, że jestem zbyt duży, żeby mnie rozdeptać.
Bez pieniędzy, bez możliwości wypierdalania na przedmieścia,
na Retkinię, na Widzew, na Teofilów, lamentujemy na ulicach nędzy jak pirat bez szans
na sztuczne oko, na estetyczne zaspokojenie, wbici w dzbany,

z których uwolni nas śmierć. Krzyk nasz zduszony.
Na ulicach nie gęstniejemy w jedności, jak religia odcięta od swojego strachu,
duch na poboczu, który chce się dostać wyżej.
Śmierć mnie uwolni od smrodu asfaltu, zmieszanego z deszczem i upałem,
wylany został jak w noc Zesłania na kocie łby.
Wylany został, żeby przypudrować syfa, chociaż nakarmiono raka,
dano ulicy bezpieczny kształt, który władza pacyfikuje asfaltem.
Ruch aut szybszy i głośniejszy, uszy szukają sztafażu. A zaprawdę powiadam wam,
starca obciągnięto lajkrą, nobliwego oblano gównem. Ta ulica to margines
błędu, który w gorączce miasta zabiera powietrze, wznosi mury pomiędzy chodnikami.

Astma pogłębia się, ulica została zawieszona, aby złapać oddech, musi zaprzeć się samej siebie.
Wiele Zarzewskich niesłusznie potępiono, odepchnięto kark chromego.
Dusimy się w Łodzi "B". Jeź do centrum, rozdzieraj szaty, wznoś ręce,
by spotykały się z niebem na wysokości rynsztoka.
Kilka metrów dalej, na Placu Niepodległości, miasto oświetliło nowy kościół,

wszak światłość światłości potrzebuje. Obok na postumencie Faustyna
ciągnie druta miastu.
http://www.cala-reszta-nocy.blogspot.com Mój blog o życiu, podróżach i pisaniu.
Do góry
Strona WWW
Numer GG
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
introwerka Recenzent
  • Postów: 252
  • Skąd:
Dodane dnia 16-08-2015 04:39
Marcin Sendecki

[Chmu]

Chmurka kokosanka rozlewa się w zmierzch
Po zawiłej probie luna gwiazd ostatek
zbierze w tabor Ostatni przemknie się kometa
przez bury papier

Odcisk sutka w poszwie smakuje jak piasek
spod wózka fortuny na zimowym chlebie
Choremu ku pociesze już się nie odtworzy
pięta odkryta

na chmurnym kocu
Lekki stempel jak suwenir z zeszłego wcielenia
zatchnie się tuszem

Ale róż pocałunku ze skroni nie zmiecie
Najpierw ranek naprędce w szybę zatrzepioce
Potem gawron nakłamie że o każdej dobie


[Fili]

Filigranowy paliczek dystalny
najdrobniejszego palca lewej stopy
Kandyzowany zaświat delikatny
refren namolny

Powstanie naród przeciw narodowi
Pendrive pod koronkowym parkanem
Trójkąt z korkowej tarczy
Śluz z ekranu

rozmaślony bojem
rozeźlony bojem
rozszarpany bojem

Ciarki w lustrze na plaster
idą w niż
Nie grzeb się


(z tomu: "Farsz", 2011)
"Śmierć z bezgraniczną czułością."

(Birgitta Lillpers)
Do góry
Strona WWW
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
adotykalna Użytkownik
  • Postów: 8
  • Skąd:
Dodane dnia 10-10-2015 22:44
Kiedy wychodzę przed dom
Trawa jest wilgotna
Jak zwykle w nocy
Ćmy
wirują wokół lampy
I gwiazdy

Oto jestem
Oto mnie nie będzie
Nigdzie i wszędzie

Tomasz Jastrun
Do góry
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
faith Redaktor
  • Postów: 700
  • Skąd: Szprotawa/Zielona Góra
Dodane dnia 15-10-2015 20:34
Wychowałam się na poezji dla dzieci pani Anny Kamieńskiej i dlatego jest to wiersz, do którego mam ogromny sentyment. Ale nie tylko z tych względów zamieszczam go tutaj. Urzeka mnie w tym tekście prostota przekazu. To niemal modlitwa, szeptana przy ołtarzu dzieciństwa.


Kredens - Anna Kamieńska

Kredens góra zapachów
katedra z wanilii i myszy
ołtarz do krajania chleba
pierś babki
szuflada sznurków gwoździ starych monet
i omszałych kawałków czekolady
schowek na gilzy tytoń
szkatułka na cukier
zamykana przed dziećmi na kłódkę
flaszeczka wody z Lourdes
wyjmowana kiedy ktoś kona
cały ten okręt dzieciństwa odpływa
i fale trzepią o jego burty
a śnieżna piana wielkanocnego lukru
osiada na przechyle dziobu
żegnaj forteco smaków
piramido głodów
pałacu pragnienia
i ty mamo ze ściereczką od kurzu
bezradna i zgubiona
bo wiatr ci zamknął powieki
Jest nas sosen w lesie wiele,
jeśli umiem to się z nimi rozdarciem dzielę.
Bywają sosny, co się wiatrom nie skłonią,
ale mój pień wiotki, wiatr zwykł kłaść go dłonią.


Lao Che
Do góry
Numer GG
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
introwerka Recenzent
  • Postów: 252
  • Skąd:
Dodane dnia 03-11-2015 10:17
Birgitta Lillpers – z tomu "Zniknąć albo wejść"


*

Czerwień opornie
spojona sokiem z sosny:
myśleć: mięso, ból, rana –
sok – zbrylowana farba słojowa do pędzlowania
w ranie,


mocno
wgniatać pędzlem
w ranę


i trucizna
w głąb;


robić
z
trucizny
sok,


wytyczyć
świetlną
drogę
jak do
kamienia sercowego





*

Spokojnie tli się
część nas
będąca uwagą na innych,
lecz jaką częścią nas jest
szorstkość wobec reszty nas
w nas


– skoro jestem dobry
dla kogoś
gdzie wobec tego jest
ów, kim jest ten jedyny


jeśli pójdę
w twoje ślady
zdepczę wówczas
coś wydeptał.




[Dodano 10-01-2016 12:31]

Jeden z wierszy Bartosza Konstrata, których taka, powiedziałabym, polifoniczność od niechcenia mnie ostatnio zachwyciła:



POPOŁUDNIA Z RADIEM


Zwijamy swoje ciała z plaży. Dym krąży wokół jak języczek losu. Konieczność podjęcia natychmiastowej decyzji, łodzie falują, ludzkie wymioty za burtą są jak sygnały dla stad wielorybów,


trzymamy się razem, on trzyma w rękach zapałkę jak złapany pocisk, mój wzrok jest jeszcze długo utkwiony.


Jest też kobieta, wchodząc na pokład porusza się jak wypchana wężem skóra, ponieważ milczę, ona zaczyna mówić:


(czerwona fala wiatru przerywa jej czasem,


afrykańska sukienka,


i) – Och, mój drogi, to jest po prostu beczka kiszonych ogórków


(tttrt,


silniki żyją jak zombie).


Zakładając jej rękę na przerzutkę paska, lekko się oparzam, wieczorne słońce jeszcze nie uschło, kołysze się jak wahadło.


– Nie sądzę, żeby groziła nam śmierć z powodu braku wody – odpowiadam grzecznie. – Dwa pokłady niżej jest basen.


Lecz słowa już nie żyją, albo żyją w piąstkach, bezbronnych piąstkach wiatru, którymi nam grozi.
"Śmierć z bezgraniczną czułością."

(Birgitta Lillpers)
Do góry
Strona WWW
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
voytek72 Użytkownik
  • Postów: 12
  • Skąd: Elbląg
Dodane dnia 04-05-2016 17:02
Tomasz Różycki


Spalone Mapy
Dla J.B.

Pojechałem na Ukrainę, to był czerwiec
i szedłem po kolana w trawach, zioła i pyłki
krążyły w powietrzu. Szukałem, lecz bliscy
schowali się pod ziemią, zamieszkali głębiej

niż pokolenia mrówek. Pytałem się wszędzie
o ślady po nich, ale rosły trawy, liście,
i pszczoły wirowały. Kładłem się więc blisko,
twarzą do ziemi i mówiłem to zaklęcie -

możecie wyjść, już jest po wszystkim. I ruszała
się ziemia, a w niej krety i dżdżownice, i drżała
ziemia i państwa mrówek roiły się, pszczoły
latały ponad wszystkim, mówiłem wychodźcie,

mówiłem tak do ziemi i czułem, jak rośnie
trawa ogromna, dzika wokół mojej głowy.



Kakao i papugi

I tylko mój syn mówi prawdę, a to nie jest
podobne do niczego, co dotąd słyszałem,
co mówił telewizor, co mówią w Warszawie
i co syczy w gazecie. W ten sposób istnieje

świat, ponieważ to wszystko, co się na nim dzieje,
dzieje się tylko dziecku, nic więcej nie mamy
ponad własne dzieciństwo - pozostałe sprawy
to noc i dzień, dzień i noc, adresy, koleje,

telefony i łóżka. Na dole jest wiosna,
mój syn się uczy mówić, powtarza wyrazy
zupełnie niewyraźnie, później z nich wyrosną
zeszyty i słowniki, cała mitologia,

i choć powtarza po mnie, to jest niepodobne
do żadnego języka. Mój syn mówi prawdę.



Córka wodza

Córka wodza, ów prezent, pokazana palcem,
teraz idzie ulicą, jest pomalowana w barwy
weselne, ma ciało farbami pokryte i twarz
krwią pokrytą, ma nowy tatuaż na brzuchu, bransoletki

i buty ze skóry wężowej. Ponieważ była pusta i chciała
się napełnić, ponieważ była kształtem, teraz wie,
że z niej wyjdzie królestwo, ma w torebce narzędzia,
ma pieniądze, zna potrzebne języki i idzie przez dzielnicę

hańby i dzielnicę handlu, nikt nie będzie jej mężem,
a jednak wyjdzie z niej całe królestwo. Jest świt,
taksówki trąbią, zaczepiają ją handlarze i proponują
prochy, bardzo białe, ona nie odpowiada, śpieszy się,

wyszła z hotelu i idzie ulicą, w ustach ma milion
ruchliwych znaków, liter, którymi nazwie świat.




wiersze z tomu "Kolonie"

[Dodano 24-05-2016 21:11]
Grzegorz Kwiatkowski

PAN COGITO I LITERA PISMA

jest wojna i do pana Cogito przychodzą Niemcy
i pytają go czy ukrywa w piwnicy Żydów
a pan Cogito ponieważ ceni prawdę
a jego orężem nigdy nie jest kłamstwo
mówi:
w mojej piwnicy przechowuję piętnastu Żydów
w tym sześcioro dzieci dwóch mężczyzn
i siedem kobiet

ze ściany spada płat tynku
na korytarzu przepala się żarówka

a czarny kot
miłośnie zawodzi
i ociera się o nogawkę

pan Cogito schodzi do piwnicy
po nową żarówkę
a następnie wkręca ją
i zapala światło

i stoi w oknie
i widzi jak Niemcy
wyprowadzają żydowską rodzinę

a potem otwiera Pismo Święte
i zakreśla ołówkiem:
a mowa wasza
niech będzie prosta
tak tak
nie nie





OPUŚCIŁ

pięćdziesięcioletnia aktorka porno przechodzi do kategorii granny
jest najlepsza w kategorii mature ale z powodu wieku musi odejść

właśnie wstawiła pranie i leży w wannie
i ogląda swoje największe role:
Deepthroat z Jacksonem Minikiem
i Anal Session Maroko

a potem wychodzi z wanny i przegląda się w lustrze:
jej piersi są nadal sterczące
jej cipa wciąż ciasna i różowa

czemu nie ma dziecka?
byłoby teraz przy niej

czemu nie ma męża?
usmażyłby na patelni wurst
a potem raczyliby się ciepłym piwem

próbuje przypomnieć sobie jakąś modlitwę
jakiś fragment z Pisma
coś co ją uratuje
coś co ją uratuje
dosłownie kurwa cokolwiek:

śpicie tu i odpoczywacie
a oto przyszła moja godzina
Boże czemuś mnie opuścił
opuścił
opuścił

a w domu rozlega się nagle dzwonek
i w drzwiach stoi Jackson Minik
z bukietem kwiatów
z torbą pełną piwa
i z kolorowym wibratorem

hej Liz przechodziłem nieopodal
i pomyślałem o tobie

nic się nie zmieniłaś
świetnie wyglądasz

przyniosłem trochę ciepłego piwa

myślisz że mogę?



RADOŚCI

wiosną wędrowaliśmy z bratem po lasach
żeby pozbierać i zakopać zdechłe sarny
które nie przeżyły zimy
albo wpadły w sidła
i wykrwawiły się

to były nasze najpiękniejsze lata:
taczka pełna sosnowych gałązek i smugi krwi
i uczucie radości po dobrze wykonanej robocie
nie mieszkam w twierdzy o nazwie Racja
opisuję swoje wrażenia
Do góry
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
introwerka Recenzent
  • Postów: 252
  • Skąd:
Dodane dnia 11-07-2016 04:06
Trochę niezwykle oryginalnej i buntowniczej poezji:


Jaś Kapela - Modlitwa kapitalisty

Sprywatyzować mamę, sprywatyzować tatę,
sfinalizować babcię, wziąć dziecko na kredyt,
zamienić rower na stopy procentowe,
wychodzić tylko ze złych obligacji,
kupić dawno niewidziane akcje,
w końcu zadzwonić do swojego prawnika,
niech wie, że się o nim pamięta.
Kupować tanio, sprzedawać drogo,
sfinalizować wszystko.
Zbudować pierwszy bank,
posadzić dłużników,
co najmniej na trzy lata.
Wejść na giełdę i wytrzymać
na niej dłużej nić pięć minut,
nie zasnąć, starać się, nie zasnąć.
Mieć biznesplan na wszystko
i kościół we franczyzie.
Bóg jest naszym wspólnikiem,
dzielimy się fifty-fifty,
przy czym on pokrywa
koszta wynajmu lokalu i media,
gdy my zajmujemy się
niezbędną papierkową robotą.
Sfinalizować wszystko, sfinalizować wszystko,
niech wiedzą, jak cenne jest życie.



Jaś Kapela - Kryzys finansowy jest smaczny i zdrowy

Rynek jest jak św. Mikołaj.
Wszyscy w niego wierzą, choć nikt go nie widział.
Któregoś dnia przyjdzie i da nam wszystkim prezenty,
lecz tymczasem jego elfy uciekły do ciepłych krajów z workami gotówki.
Więc musimy oddać mu swoje pieniądze,
bo inaczej już nigdy nie będzie prezentów.
Tak naprawdę, to nie musimy,
nasze państwa zrobią to za nas.
Chodzą ze św. Mikołajem
do tych samych klubów,
więc wiedzą, czego mu potrzeba,
i mu to dadzą, bo przecież są kolegami.
Gusta Mikołaja są proste. Lubi pieniądze
i lubi się w nich tarzać,
dlatego obiecuje wszystkim prezenty,
jeśli oddadzą mu swoje pieniądze.
Św. Mikołaj jest jak giełda.
Jeśli będziesz w niego wierzył,
na pewno dostaniesz prezent.
Chyba że akurat jego elfy uciekną do ciepłych krajów,
z workami gotówki na plecach.
Jak na przykład teraz.



Szczepan Kopyt - kryzys

nie ma żadnego kryzysu
to jest normalny stan kapitalizmu
wojny były i będą
przyzwyczaj się za hajs
niepewność i strach nie znikną
pokochaj je za hajs
będziesz na nich harował
opiewaj to za hajs
obiektem twojej pracy będą rzeczy
uznane za użyteczne
ziemniaki buty płyty
inne pożyteczne rzeczy to spekulacje
giełdowe reklamy bombowce ciało chrystusa
amen nie ma kryzysu
ceny ropy wzrosną albo spadną
chuj z nimi
ważne są smycze w tej piramidzie szczęścia
ceny za baryłkę spadną albo wzrosną
ale butelki same nie wypełnią się benzyną



więcej na: http://haart.e-kei.pl/prezentacje/.../3888-kryzys-biuletyn-poetycki.html


[Dodano 05-10-2016 22:12]

Odrobina poezji lingwistycznej, przyjemnie introwertycznej ;)


Joanna Mueller – peszek to małe nieszcząstko

smutku mieć tyle żeby z siebie zlepić
braw zawieruszkę i ciszy zadumkę
semikontakty mieć mało fatyczne
i dobrze milczeć we wszystkich językach

pośród nadobnic żyć z gardłową sprawką
z kredką niedyskretką gadką adekwatką
pląsawicę przypłotnic śpiewać ultrasono
w tankach leżakowych mieć dom do pisania

uliczne znieczulice pomocą omotać
flaszmobem jak dum-dumem rwać – zszywać patrzworkiem
pieprzotą mondegreenów fonografię zaćmić
warkotką pajdokratki autować w autentyzm

i tylko siebie jednej z nadwątpleń nie wynieść
jak łątka w mieszku spotulnieć w miasta pustostanie
wtomigraje dokręcić i po zwykłej trzydniówce
znów jak puzzla poskładać manię połamanię
"Śmierć z bezgraniczną czułością."

(Birgitta Lillpers)
Do góry
Strona WWW
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
voytek72 Użytkownik
  • Postów: 12
  • Skąd: Elbląg
Dodane dnia 14-10-2016 08:23
Sławomir Płatek

bez uprzedzeń


droga od abstrakcji do konkretu prowadzi przez zaułek
w mało znanym miejscu trójmiasta. jeśli przyjąć
że funkcja życia to tworzenie stereotypów
a funkcja sztuki to łamanie stereotypów
wtedy obrona słów równa się inercji społecznej.
z poezją jest inaczej.

przeklęty wojaczek popsuł wszystko. teraz nie da się już
szokować wierszem utopionym w gównach i spermie
między bigotami i wśród eksperymentów
poetycko fizjologicznych.

w praktyce wygląda to tak:
dlaczego słowo anioł ma znaczyć więcej niż słowo tasiemiec
słowo mocz mniej niż słowo kisiel
a słowo sperma ma istnieć na innych prawach niż
co by tu na przykład
no niech będzie jeszcze raz kisiel.

czy już zdecydowałem?
no niech będzie jeszcze raz wyborowa.
przeciera stolik głaszcze blat dojrzałym biustem.
może zaproszę panią na kisiel. zabawimy się
w poetę. złamiemy stereotypy. powiedzmy że
nasika do mojego kieliszka wódką. napluje kawą z ekspresu.
niech jej się spocą ręce przy krojeniu cytryn i niech sobie
przypadkiem wbije widelczyk w gałkę oczną. wszystkie słowa
znaczą tyle samo. bez uprzedzeń.

a może kiedy tak patrzy na nią poeta chce jej się
rzygać i myśli o tym żeby skończyć te studia
rzucić pracę za barem znaleźć prawdziwego mężczyznę
etat telewizor dzieci raz w tygodniu seks
awantury o zmywanie i o kontakty na gadu i przede wszystkim
pewność że słowo miłość jednak znaczy więcej
niż inne słowa.
nie mieszkam w twierdzy o nazwie Racja
opisuję swoje wrażenia
Do góry
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
introwerka Recenzent
  • Postów: 252
  • Skąd:
Dodane dnia 03-04-2017 16:23
Dominika Kaszuba


alzheimer

koniec

czasami traci wrażliwość. strzepuje dźwięki z klawiszy, kładzie
to na karb. zmęczenia nawarstwiają się i puchną w głąb - jakby
wdychał piasek i chciał skrzesać z niego sen, ten nienazwany lęk.

śni obce ciało, ale bez słów, jeszcze nie. kim się zanurza, kto rozpycha
dotykiem wodę? wokół jest ciemno i jednakowo słono, dudnienie rozrasta się.
zanika w pępku - chociaż nikt nie wyjaśnił granic i troska przepływa
wszędzie. budzi się i nie pamięta. jeszcze nie.

początek

cierpliwie chowa szklanki, rozbija lustra - nie ufa obcym
odciskom palców. zaczyna gubić twarze. pamięta inne
i coraz więcej śpi. już wie. tłucze głową o ścianę.

jak cicho, jak rytmicznie, jak od wewnątrz w brzuch.



odkąd zdarzają nam się migracje

I

masz dwadzieścia trzy lata i romans z automatyczną sekretarką.
dni mają teraz więcej w pół niż współ - ale zawsze jest jakaś
nadzieja, jakieś please, call me later. to podnosi na duchu.

kiedy przyjeżdża, jest jej przykro. układa nogi w znak
mniejszości, słowa znajdują ją w pośpiechu, na wpół ubraną -
możesz zamknąć oczy i odtwarzać je po klatce, jak 'sztukę'
Bagińskiego. czuć się tak, jakbyś właśnie wymyślił tytuł.

II

w maju codziennie piszesz jeden kiepski wiersz - podobno
w poezji nie ma błądzenia, więc siedzisz do rana. oglądasz
Amelię i postanawiasz zmienić nagranie: please, call me naive.



[Dodano 07-06-2017 04:14]

Laura (Riding) Jackson - Koza i Amaltea

(przełożyła Julia Fiedorczuk)


Nocami często napadały mnie ćmy,
Łzy w oczach i ściśnięte gardło
Na myśl o Amaltei:
Wysoki płomień w zakopconej lampie.
Kiedyś zdmuchnąłem płomień
I przestałem pamiętać.
Lepiej trzymać Amalteę w mroku,
Nie wydawać jej na pastwę ciem i nietoperzy.

Amaltea nie dziwi się, że mogę się śmiać
Albo lśniącym spojrzeniem wybiegać na spotkanie innych oczu,
Albo brzdąkać moje najlepsze ballady
Wesoło na strunach języka.

Nie pokonała jej choroba ani namiętność.
Ale była prędka, tak prędka, powiadają,
Że biegła, aż po bezruch.
Jak dzwonek, co obracając się, więcej niż dzwoni,
Jednego dnia była i żywa, i martwa.
Kiedy ten dzień minął, była najpełniej martwa.
Wiedziała wszystko.

Z Amalteą we krwi wszedłem w piąty
Sezon. Czas jest bardziej niż wolny.
Bo skończyła się zima, a nie widać lata.
Teraz zawsze śnieg.

Jestem jej kochaniem, teraz.
Ona jest mi śmiercią, była dawno temu.
Stulecia moich łez zbliżają mnie do niej.
Jednak nie dotkniemy się.
Bo Amaltea w swoim dawnym czasie
Będzie mnie płakać dłużej.
"Śmierć z bezgraniczną czułością."

(Birgitta Lillpers)
Do góry
Strona WWW
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
allaska Użytkownik
  • Postów: 3
  • Skąd:
Dodane dnia 06-07-2017 14:51
Darek Siatkowski

Pamflet


Oderwij się od siebie sprzedawco w chińskim markecie
odłóż pióro nielota poeto bez bożej łaski mówiący
do siebie po nazwisku rozwijający testament z rolki
skupiony na swoim ropniu na pielęgnowaniu chwastów JA

SIĘ onanizuje swoim odbiciem w szybie windy głową w dół
w wielosłownym akcie negacji bliźniego swego nie siebie samego
ja ja i ja epicentrum ja wszechrzeczy ja znużonym bogiem jam jest
któremu imago zastąpi wiernych bez imion oczu nosów uszu

byleby tłum wokół martwej wrony jego duszy. Włóż do krtani
wywar z naparstnicy wełnistej niech splącze twój wsobny język
albo buławinki czerwonej niech dotknie cię sporysz strawi ogień
świętego Antoniego może w przypływie snów przebudzi w tobie

boską cząstkę DNA co tworzy oczy do patrzenia do pracy
dłonie do oddechu płucoserce abyś przypominał z wyglądu
człowieka nie armię snotytów – archeonów wdychających
siarkowodór a wytwarzających kwas siarkowy – wiersze
nie poezję
Do góry
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
introwerka Recenzent
  • Postów: 252
  • Skąd:
Dodane dnia 07-07-2017 18:12
Julia Fiedorczuk

tak

ale nauczyć się, że to dobra wiadomość:
odwrotność wojny, nieszczelność naskórka
i śluzu, skrzętna kapitulacja w każdym
ciepłym oddechu, we śnie.

i nie ma innego sposobu, tylko prezent
z chleba położonego na szorstkim języku
jakiegoś płaczu, aż zaokrągli się
mizerny czas, naprężając

ścieg świata w uśmiechu kota z Cheshire.
ładnie zgubieni w jaśminowej mgle
na terytorium jakiejś hojnej nocy,
gdzie koniec zbiega się z początkiem, mało

mówimy i tylko tak, jak ptaki, nie: nie.
"Śmierć z bezgraniczną czułością."

(Birgitta Lillpers)
Do góry
Strona WWW
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
mr.odysseus Użytkownik
  • Postów: 4
  • Skąd: Poznań
Dodane dnia 13-07-2017 23:48
Ostatnio moją wyobraźnią włada Tadeusz Nowak.

Psalm anielski

Spił się mój anioł Leży obok
i trawa milczkiem go zarasta
Z pszennego pola rośnie obłok
na drożdżach makowego ciasta

Spił się i anielskością całą
w wiosenną łąkę runął nagle
Teraz podnoście mgielne ciało
wiatraczne śmigi leśne żagle

Podnoście kładźcie w dzwon łąkowy
i pójcie mlekiem z ziół scedzonym
gdy anyż bije mu do głowy
i biją pokłon nieboskłony

Spił się wytarzał w końskim łajnie
że tylko kłaść go psio pod skibę
Wpiły się drogi weń rozstajne
na jego oczy gawron dybie

Spił się i nie chce wejść na powrót
w anielskość we mnie nie zgojoną
Zaniosłem go na plecach do wrót
wrzuciłem w gnojne wozu dzwono

i zaprzęgając chabecinę
wywiozłem w pola nieobeszłe
gdzie go wydziobią ptaki inne
i inne go dojedzą deszcze

i w bonusie wiersz w kompozycji Grechuty z melorecytacją Mariana Opani, cudo.
https://www.youtube.com/watch?v=_WNU8gFv81o
"Poetry is a diary kept by a sea creature who lives on land and wishes he could fly." C. Sandburg
Do góry
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
introwerka Recenzent
  • Postów: 252
  • Skąd:
Dodane dnia 15-07-2017 13:08
Adrienne Rich


Obierając cebulę (przeł. Julia Hartwig)

Gdzie jest zmartwienie
warte tylu łez!

W mojej piersi nie ma szlochu.
twarda jak Peer Gynt
oczyszczam co należy, nie bohater,
lecz kucharka.

Płacz był wysiłkiem,
kiedy miałam jeszcze powód do płaczu.
Chodząc czułam swoje oczy
jak dwie krwawiące rany,
tak muszą patrzeć urzędnicy pocztowi, myślałam.
Wzrok psa, wzrok kota, palące mi mózg -
wszystko co trwało we mnie
wypełniając płuca jak dym.

Te dawne łzy w naczyniu do siekania cebuli!


VI (przeł. Jakub Głuszak)

Twoje małe dłonie, dokładnie równe moim -
tylko kciuk większy, dłuższy - tym dłoniom
mogłabym powierzyć świat - lub wielu takim dłoniom
obsługę młota pneumatycznego i kierownicy,
dotknięcie ludzkiej twarzy... Takie dłonie mogłyby obrócić
dziecko we właściwą stronę w kanale rodnym
albo pilotować statek badawczo-ratunkowy
wśród gór lodowych, lub złożyć
drobne jak igły ułamki wielkiego krateru,
na którego ściankach
są sylwetki kobiet w ekstazie, zmierzających
ku lochom Sybilii lub eleuzyjskim jaskiniom -
takie dłonie mogłyby dokonać nieuniknionej przemocy
z taką powściągliwością, tak pojmując
zakres i granice przemocy,
że dalsza przemoc przeminęłaby.


[Dodano 16-07-2017 18:56]

Rafał Gawin - CZYM JEST POEZJA I NIGDY NIE BĘDZIE

Kiedy napiszę wiersz, nie pytaj
o szczegóły. Nie chcę go stracić
(powinno być: jej, nie, za bardzo
schodzimy w dół, z którego
się nie wygrzebiemy).

Jeśli wszystkie erotyki miałyby dotyczyć jednej kobiety,
jednowymiarowość interpretacji stałaby się patologiczna.

Kiedy więc pytam cię o zdanie,
niech ono będzie proste niczym cymbał grzmiący,
powtórne przyjście pana od przyrody:
kobieta składa się z dosłowności
i w niej ukrywa swoje szanse,
zwierzę futerkowe zagłaskane na śmierć.

Byle nie chodziło o mnie,
jak nie chodzi o ciebie w tym wierszu,
w tym życiu poza zgiełkiem pierwszej prawdy,
której zawierzyłem i zostałem z niczym.
"Śmierć z bezgraniczną czułością."

(Birgitta Lillpers)
Do góry
Strona WWW
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
Zola111 Recenzent
  • Postów: 1522
  • Skąd:
Dodane dnia 16-07-2017 19:14
A, dzięki, Intro :)
zo
Do góry
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
introwerka Recenzent
  • Postów: 252
  • Skąd:
Dodane dnia 16-07-2017 19:32
Nie ma problemu (przy okazji polecam cały ostatni tomik tego autora :)
"Śmierć z bezgraniczną czułością."

(Birgitta Lillpers)
Do góry
Strona WWW
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
Daniel Madej Użytkownik
  • Postów: 725
  • Skąd:
Dodane dnia 28-07-2017 14:04
Tomasz PUŁKA

Blenda

Moje oczy są w coraz to gorszym stanie.
Nie chodzi o wadę, nie mówię o jaskrze.
Kiedy wieszam pranie i na siebie patrzę
– moje oczy widzą codzienne umieranie

jeszcze pojedynczego ciała, bo jeszcze
się mieszczę w tej warunkującej rozstanie
powłoce z papieru zwilżonego śliną.
Nasze łodzie się miną (grymas uśmiechu),

nasze łodzie się mienią (brokat i cekiny).
Opowieść o kolorze, który zgubił znaczenie
– piękne mówienie, zdrobnione do „rozmówka”
na kursie języka, najlepiej angielskiego.

Przecież nie dostrzegą różnicy w zapisie.
Moje oczy są w coraz, coraz to gorszym
stanie. Kiedyś były tylko „smutne”,
teraz to jest „rozpacz”. To nie siedzi

we mnie, tylko „podczas siebie”. Taki
akt własności, żeby był czasownik. Taki
akt własności, żeby przyjąć gości i
częstować ciałem (idea chrześcijaństwa

to przejście z „szukałem” do jesień
widocznego na murach). „Która jest?” Tak,
to tutaj. „Mam nadzieję, że zdążę.” Bardzo
ładne miejsce. „Dziękuję.” Proszę się rozgościć.
Chcę pisać wiersze białe
jak broń.
Do góry
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
introwerka Recenzent
  • Postów: 252
  • Skąd:
Dodane dnia 11-08-2017 23:13
Maciej Woźniak - Właśnie

Jak każda prawda - powtórzona zbyt wiele razy
staje się kłamstwem. Potem jakieś anonimowe
polskie psy muszą odszczekiwać to, co o niej nawygadywali
ludzie w internetach i telewizorach. Wieczorem
siadam na schodkach, czekając aż sama się wypowie
jako kraj na uchodźctwie. Jej ostatnie cenzuralne wyrazy
odzywają się we mnie głosem narkotycznym
jak syrop Pini, głosem pradawnym
jak Cymeon Maksymalny. Niezawisły jest wiatr
o zapachu faszyny, brzozy w srebrnych
sukmanach kosynierów, niemiecki bunkier w lesie
zasiedlony przez rdzenne, rdzewiejące pokolenia
paprykarzy szczecińskich i pasztetów podlaskich. Dopiero
niewymówiona zmierza do istnienia
w ustach rzeczy najpospolitszych.
"Śmierć z bezgraniczną czułością."

(Birgitta Lillpers)
Do góry
Strona WWW
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
Slavek Użytkownik
  • Postów: 249
  • Skąd:
Dodane dnia 12-08-2017 19:30
Rupi Kaur

gdy moja matka była w ciąży
z drugim dzieckiem miałam cztery lata
wskazałam na jej nabrzmiały brzuch zdziwiona tym jak
bardzo się rozrosła w tak krótkim czasie
ojciec wziął mnie w ramiona przypominające pnie drzew i
powiedział rzecz najbliższa bogu to na tej ziemi
ciało kobiety z niego bierze się życie
i gdy w tak młodym wieku usłyszałam
od dorosłego mężczyzny coś tak przejmującego
zaszła we mnie zmiana i zrozumiałam że cały wszechświat
spoczywa u stóp mojej matki
"...podziwiam komunistów/ za ich upór bezmyślne oddanie/ czemuś tak bezwzględnie błędnemu"

Leonard Cohen
Do góry
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
introwerka Recenzent
  • Postów: 252
  • Skąd:
Dodane dnia 13-08-2017 12:27
Maciej Woźniak - fragment wiersza "Obywatelstwo podwójnego kraju"

Miałem obywatelstwo podwójnego kraju:
mogłem płacić językiem lub odciskiem palca,
za kadencji Radwańskiej oraz matki Madzi
miałem dwie karty serca, na których rósł debet.

Miałem dwie karty serca, na których rósł debet:
jedną był mój meldunek w księgach parafialnych,
drugą wiara, że przecież Chrystus był lewakiem.
Żaden sondaż nie widział mnie w elektoracie.

Żaden sondaż nie widział mnie w elektoracie,
bo krążyły w obiegu inne patriotyzmy:
niedzielna msza, a po niej zakupy w markecie,
gdy Pasikowski zabił Bogusława Lindę.

Gdy Pasikowski zabił Bogusława Lindę,
narodowym kadzidłem był dymiący brykiet,
zaśpiewem "Hej, sokoły" lub cytatem z "Psów"
płaciło się ojczysty abonament w gębie.

Płaciło się ojczysty abonament w gębie,
a poezja dostępna w nakładach najwyższych
troskliwie wyswatała z mieszczańskim kanonem
świato- oraz zaświatopogląd katolicki.

Świato- oraz zaświatopogląd katolicki
ubezpieczał przed traumą surowego ojca
troskliwą traumą matki - wiem, bo osobiście
wychowałem się w dobrej, bo polskiej, rodzinie.

Wychowałem się w dobrej, bo polskiej, rodzinie,
ksenofobicznej w miarę średniej statystycznej;
bez refleksji na temat mniejszości żydowskiej
nie mógł się obejść żaden przystanek PKS.

Nie mógł się obejść żaden przystanek PKS
bez refleksji na temat piłkarsko-etniczny,
w tle prezentował swoje doktryny pancerne
raz reżim polityczny, raz ekonomiczny.
"Śmierć z bezgraniczną czułością."

(Birgitta Lillpers)
Do góry
Strona WWW
Autor
RE: Poetyckie smakowitości (po raz kolejny)
Esy Floresy Redaktor
  • Postów: 5875
  • Skąd:
Dodane dnia 09-10-2017 22:22
Ślepnąca
Rainer Maria Rilke
(przeł. Mieczysław Jastrun)

Siedziała wraz z innymi przy herbacie,
jak wszyscy. Ale mnie się wydawało,
że filiżankę trzymała inaczej.
Uśmiechnęła się. To prawie zabolało.

I kiedy w końcu wstali, rozmawiając,
i z wolna, bezładnie, jak traf zdarzył,
szli przez pokoje (w śmiechu, głośnym gwarze),
ujrzałem ją. Jakby się ociągając

szła, jak ta, która będzie na zabawie
za chwilę śpiewać przed tłumem zebranych
ludzi; na oczach jej uradowanych
leżało światło z zewnątrz jak na stawie.

Stąpała z wolna, jak gdyby zwlekała,
jakby musiała coś przekroczyć jeszcze;
a jednak jakby po tym przejściu miała
nie stąpać więcej, lecz wzbić się w powietrze.

[Dodano 22-10-2017 21:47]
Stille Nacht
Karina Stempel

O czym chcesz dziś rozmawiać?
Podsumowanie roku wypada dość blado
po ostatnim zaćmieniu. Nauczyłam się płynąć
tuż pod powierzchnią rzeki i patrzeć przez wodę.

Słowa wracają, zamiast uwalniać oddech,
gromadzą się w płucach. Zaczęłam odrzucać
rzeczy zbędne, tyle tego było, i wypuszczać
puste powietrze. Łuski tak bardzo lubią,

gdy się je tylko głaszcze. Między żebrami
popiół, ostatnie suche miejsce. Jestem już
zaimpregnowana po koniuszki słów.
Znam język niemych zwierząt.

Ale nie pisz tego, dodaje Matylda.
Słowa mają znaczenie, kiedy czytają je
ci znający kod. A oni zatonęli już dawno
i chyba na zawsze. Resztę połknął dorsz.
Możemy być tylko tym kim jesteśmy, nikim więcej i nikim mniej.
Do góry
Numer GG
  • Skocz do forum:
ShoutBox
  • JOLA S.
  • 23/10/2017 00:10
  • Droga Milu, skończyłam, tuż po północy. Cóż za, piękny widok.:)
  • Miladora
  • 22/10/2017 22:00
  • AGNESKO! Zbawienie przyszło! :)
  • Miladora
  • 22/10/2017 21:43
  • Agnesko - masz odpowiedź. :)
  • Infernus
  • 22/10/2017 20:30
  • Pisanie komentarzy na tel jest nader męczące :)
  • allaska
  • 22/10/2017 19:53
  • Silvus, dzięki :) sprobuje
  • Silvus
  • 22/10/2017 19:44
  • @Allasko, wiadomość wyślij do kogoś z redakcji.
  • akacjowa agnes
  • 22/10/2017 19:16
  • Oki, czekam na Ciebie, jak na zbawienie ;)
  • Miladora
  • 22/10/2017 18:50
  • Agnesko - niedługo wrócę. :)
  • Miladora
  • 22/10/2017 18:40
  • Już odbieram, Agnesko. :)
Wspierają nas