kto to widział. żeby bursztynów szukać w polu? kogoś tu chyba
konkretnie pogięło? i to w takim szczerym. zwykła czarna ziemia. która
nadaje się tylko do chowania ludzi. i żeby od razu
bursztyny? chłopacy ryją jak krety. a maćkowi morze nigdy. morze nawet
najmniejszego bursztynu maćkowi nie wyrzuciło. a przecież
to już drugi jego raz. widać niełaskawe. albo może
to maciek taka sierota, co zwykłego bursztynu nie umie
z fal wyłowić. kuca. grzebie palcem. nie ma nawet ze sobą
łopatki. tylko palcami przesiewa grudki. jak przez sito. roztrząsa
i bierze na opuszki palców. chce poczuć ziemię. a ziemia pachnie.
intensywnie. pachnie morzem. choć już dawno wyschło, to zapach
pozostał. zamyka oczy. dopadłem cię! chłopacy
dają do zrozumienia. jakiego to oni farta nie mają. ale sztuka! zazdroszczą.
i żal im ściska, jednak dalej szukają swoich bursztynów. a u maćka bida
i slams. chuda fara. jednak nie ma załamka. maciek dwoi się i troi. musi
znaleźć, i już. nie ma to tamto. jakiś bursztyn
dla magdy. chociaż jeden. nawet mały, ale jakiś. może być
niepozorny. do dwudziestej drugiej musi wyrobić. nim
zgasną światła. maciek ma jeszcze czas. o dwudziestej drugiej trzeba
się wyłączać z cyklu. mimo to. nie jest aż tak źle. jaka rzecz. chłopacy
już się nauczyli oszukiwać czas. tylko marcin jeden. grzecznie i słodko. pewno
obrazy pod powiekami go z deczka przycisły. to i zasnął. aaa, aaa. ale
chłopacy leżą do góry palnikami. i tylko sufitują zza kołder.
same głowy, tak jakby ciał nie mieli, i do życia im to zupełnie
wystarczało. opowiadają kawały. o polaku, rusaku.. standartowo, polak
cwaniakuje, i zawsze kiwa obcokrajowców na pięć
stron świata. taki fifa rafa z bańką w nosie. a rusak z niemcem blabla. brawo
dla mnie, to ja karol. aaa, aaa. co je bunny? chłopacy dostają
wysokiej temperatury. chłopacy są wstępnie gotowi. ja i tak mam
dłuższego od niego. taa. ty ee, ty to masz co najwyżej
spagetti, marzyciel. to ja mam dłuższego. te maciek, a ty
ile dziewczyn miałeś? maciek
leży samotnie w pustym łóżku. nie słyszy chłopaków. tak jak magda
nie słyszy myśli maćka. a może. magda, jeśli to słyszysz? od pustej kołdry
maćka bije lodem. kosta jak sto pięćdziesiąt. jeśli to czytasz
magda? może jednak? maciek czuje zlodowacenie, które postępuje od wewnątrz.
i rozprzestrzenia się na myśli. ale maciek się nie trzęsie. nie dyga. mamy
przecież środek lata. oszronione brwi. białe usta. i pierwsze śnieżynki
w ciemnych włosach maćka. myśli o ciepłej szyi magdy. kiedyś na boisku
przypadkiem dotknął tej szyi. nosem. potknął się przez przypadek. i wywinął
malowniczego orła. była okazja. i dotknął. poczuł wtedy ciepło
szyi. letnie myśli maćka. środek lata. coraz bardziej letnie myśli. karol
odkrywa kołdrę i odsłania jakiś pionowy kształt. robi to powoli. pacz
magda. przywraca się światło. pacz. cień rzuca się na ścianę. to tylko cień
palca wskazującego karola. spodnie przewieszone przez krzesła. gramolą się
z wyrek. jeden po drugim. wyciągają z kieszeni spodni swoje
bursztyny. bo jak nie, to rentgen. jak nie, to pilot po kieszeniach. teraz
trzymają je w drżących garstkach. jakby karmili gołębie. dziewczyna podchodzi
do karola. podchodzi do każdego. i wybiera. ogląda kamień
po kamieniu. jeden po drugim. małe bursztynki odkłada
z powrotem. a właściwie odrzuca. dwa najładniejsze
dla mojego kotka, tak na drogę. do otwartej dłoni odrzuca. drobnica
ją nie interesi. dziewczyna nic nie mówi. nie patrzy chłopcom w oczy. tylko
zabiera największe. odbiera im to, co mają najdroższego. chłopacy wbijają się
w ziemię. cisza, jakby anioł przelatywał. a maciek,
maciek połyka swój bursztyn. tak zwyczajnie. tak po prostu, myk
i poszło. i nie ma. tak, jak się łyka pigułkę
na samotność. dziewczyna skończyła. i wraca do opiekuna. bursztyn-jedynak
jest teraz bezpieczny.


Kopiowanie tekstów, obrazów i wszelakiej twórczości użytkowników portalu bez ich zgody, jest stanowczo zabronione. (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z dnia 4 lutego 1994 r.).