| Ostatnie obrazki |
|
|
|
| Pan Nikt i spis rzeczy ulubionych - msh |
Kiedy pan Nikt myśli o ulubionych rzeczach, tych które sprawiają mu przyjemność, zaczyna od tego czego nie lubi. Nie wiadomo, czy wynika to z jego charakteru (złośliwego, jak sam przyznaje), czy też z prozaicznego powodu, że wskazując nielubiane rzeczy podnosi rangę ukochanych; w każdym razie swój ranking rozpoczyna od kapci.
Nie znosi noszenia kapci i nigdy ich nie nosił, pomijając przedszkole, chociaż jeżeli go pamięć nie myli i tutaj buntował się przeciw tzw. "wywrotkom". Kiedy tylko wchodzi do domu, zdejmuje buty, ściąga skarpetki i nie zważając na to czy jest zimno, chodzi na bosaka. Kiedyś, gdy udał się z wizytą do dalszej rodziny, zaproponowano mu kapcie. Nie trzeba dodawać, że były to tzw. kapcie dla gości, czyli noszone już wcześniej przez kilkadziesiąt albo co najmniej kilka osób. Pan Nikt ledwo opanował wstręt i jak tylko mógł najgrzeczniej, odmówił. Jednak naciski rodziny były tak wielkie, że w końcu musiał skłamać, że ma grzybicę i wtedy dano mu spokój. Nigdy więcej nie odwiedził tej rodziny; inna sprawa, że nigdy więcej go już nie zaproszono, zapewne ze strachu przed tą chorobą.
Podobnie jak kapci, nie znosi sandałów. Choćby nie wiem jak gorące było lato, nie kupił tego rodzaju butów; zresztą klapki również stanowią zagrożenie dla jego niezależności. Pewnego razu wybrał się na basen i usłyszał, że obuwie, w którym się pojawił, jest niezgodne z regulaminem pływalni. Długo wykłócał się z ratownikiem tłumacząc, że klapki są niemęskie, ale akurat ten argument tylko bodyguarda rozjuszył, bo sam na nogach miał plastikowe "klaputki", a w swoim mniemaniu był wzorem macho. Skończyło się na przepychance i rezygnacji pana Nikt z kąpieli w basenie. Nie trzeba dodawać, że nigdy już nie pojawił się w tym przybytku.
Piżama. Kolejna rzecz, która dla pana Nikt jest nie do przyjęcia, tak jak chociażby kalesony. Nie nosi piżamy, czy też pidżamy, a do snu zakłada "bokserki". Kalesony to odrębna historia; kiedy był mały, mniej więcej w wieku pięciu lat, mama kupiła mu ten "relikt przeszłości" i nakazała założenie ich do przedszkola. Skończyło się na tym, że wypłakał ich nienoszenie i dumny poszedł do przedszkola w spodniach. Inna sprawa, że odmroził sobie wtedy tyłek i bardzo długo z tego powodu cierpiał, a jednak zdania na temat kalesonów nie zmienił.
Są jednak rzeczy, które pan Nikt lubi, a niektóre z nich uwielbia do tego stopnia, że nie potrafi się im oprzeć, nie zważając nawet na konsekwencje zdrowotne.
Taką listę na pewno rozpocznie piwo.
Sam nie pamięta, skąd to uwielbienie dla tego napoju; jego ojciec pił piwo sporadycznie i w dodatku nie sprawiało mu to przyjemności, natomiast pan Nikt rozsmakowywał się w piwie. Na usprawiedliwienie trzeba dodać, że nie pił każdego rodzaju, jak popadnie, ale wybierał dobre marki, przynajmniej z jego punktu widzenia.
Ogólnie pan Nikt lubił alkohol. Najmniej może wódkę, ale i tę również pijał, chociaż łączył ją zazwyczaj z napojami typu coca-cola (nigdy pepsi!). Nie przepadał za winem, pomijając czasy młodzieńczego buntu, gdy "rozkoszował się bełtami”, jak zresztą większość jego kolegów. Jedyny wyjątek stanowiło Martini, (ale tylko białe); czy były to wspomnienia z nim związane czy też nie, w każdym razie mógł wypić całą butelkę i zawsze czuł niedosyt.
Poza tym palił. Nawet się nie oszukiwał - był zwyczajnym nałogowcem, ale pomimo porannych kłopotów (czytaj: rozrywającego kaszlu), permanentnego zapachu nikotyny, który mu towarzyszył, nie potrafił z tym nałogiem skończyć.
Kochał muzykę. Wychował się na Led Zeppelin, Budgie, Uriah Heep, Pink Floyd, Deep Purple i nie zmienił swojego gustu muzycznego; teraz słuchał, oprócz swoich ulubionych zespołów, White Stripes, Audioslave, SOD, Metallicki, ale nie stronił od jazzu (byle nie modern!), r'n'b i soulu.
Kilkakrotnie miał zatargi z sąsiadami, gdy zbyt głośno słuchał „Unforgiven” czy „Icky Thump”, ale po jakimś czasie ustalił warunki i czas delektowania się muzyką, tak żeby nikomu nie wadzić.
Ostatnie dwie, ale chyba najważniejsze miłości pana Nikt, to książki i film.
Jako trzynastolatek zaczytywał się w kryminałach Agathy Christie i Joe Alexa, by po jakimś czasie dojść do innego rodzaju literatury. Kiedy przeczytał "Sto lat samotności" stwierdził, że więcej już niczego czytać nie musi; zakochał się w bohaterach i historii. Oczywiście czytał inne książki, ale nadal uważał, że Marquez stworzył powieść, która przewyższa wszystkie inne.
Film to była jego wielka pasja. Nie tylko oglądał, ale i czytał o historii kina, a jego ulubionym filmem ciągle pozostawał „Fitzcarraldo”.
Tak, z grubsza rzecz biorąc, wyglądał spis rzeczy ulubionych pana Nikt. Czy zatem można się dziwić, że nie posiadał przyjaciół, ba, nawet znajomych?
Chyba nie można, tym bardziej, że pan Nikt nikogo takiego już nie szukał...
Kopiowanie tekstów, obrazów i wszelakiej twórczości użytkowników portalu bez ich zgody, jest stanowczo zabronione.
(Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z dnia 4 lutego 1994 r.).
|
|
|
|
 |
dnia marzec 15 2010 10:25:19
Początek znakomity, w najlepszym Pananiktowym stylu, ale mnie osobiście końcówka rozczarowuje konkretami. Tym bardziej, że niektóre z nazw zespołów są mi obce. A zatem bohater robi się coraz wyraźniejszy a zarazem nie do końca czytelny dla wszystkich. Szkoda, bo jego tajemniczość, nieuchwytność, a jednocześnie uniwersalność to chyba najważniejsze składniki Niktości.
Maleńka sugestia - gdyby na basenie zastąpić ochroniarza ratownikiem, klapki byłyby bardziej uzasadnione i można by się pozbyć jednego z obcych słów, obecnie zbyt blisko siebie.
Z wielkim minusem, ale jednak bdb. |
 |
dnia marzec 15 2010 12:08:44
zastąpiłem ochroniarza ratownikiem ) pisząc o panu N. zastanawiałem się jak daleko posunąć się w tajemniczości tej postaci lub inaczej, jak daleko odkryć pana N. możliwe, że masz rację i poszedłem za daleko "o jeden most", ale z drugiej strony pan N. nie jest z kosmosu - czyta konkretne książki, słucha konkretnej muzyki itd. wydawało mi się, że jego "inność" lub "niktowość" polega na pojmowaniu świata - proste sprawy czasami wyolbrzymia do rozmiaru spraw niezwykłych a do skomplikowanych podchodzi z prostotą. taki był mój zamysł. nie twierdzę, że wykonałem "plan", ale pan N. bez spisu tych rzeczy byłby całkiem nijaki, co nie znaczy, że musi się podobać. mam tylko nadzieję, że tak całkiem kiepsko nie jest dziękuję za przeczytanie, komentarz i ocenę. pozdrawiam serdecznie. msh |
 |
dnia marzec 15 2010 12:31:17
lekko napisane, tylko o czym? A to Budgie i Uriah Heep to przecież totalna porażka!
Czy Ty się utożsamiasz z Panem Nikt? Czy to jakiś zapis osobisty?
Db. Pozdrawiam. |
 |
dnia marzec 15 2010 12:57:11
Zgadzam się z Szach-Matem - o czym to jest? Odstaje od reszty opowiastek z tego cyklu. Momentami przeskakiwalam bo takie wyliczanie stało się w końcu nudne. Miedzy dobrym a przecietnym, daję dobry. |
 |
dnia marzec 15 2010 13:25:01
Sz-M, nie twierdzę, że tekst jest udany, ale nie bardzo rozumiem sens zdania : "A to Budgie i Uriah Heep to przecież totalna porażka!" Hmm, nie dyskutuję z gustami, ale również nikomu ich nie narzucam. znam większe porażki w świecie muzyki, ale możliwe, że dla innych to osiągnięcia na najwyższym poziomie. zapewne w jakimś stopniu to zapis osobisty - nie piszę pamiętniczków, więc pozwoliłem sobie tutaj a tak serio: pan N. nie pochodzi z kosmosu. na pewno ma wiele moich cech, więc odpowiadam: tak utożsamiam się i pytam czy coś w tym złego? B, w spisie rzeczy raczej chodzi o "wyliczankę" - możliwe, że nie zrobiłem tego dobrze, może nawet zrobiłem to fatalnie, ale "mleko się rozlało" i tak już pozostanie. dziękuję za przeczytanie, komentarze i oceny. pozdrawiam serdecznie. msh |
 |
dnia marzec 15 2010 13:41:39
msh,
Budgie i te sprawy, to dla mnie kwilenie, a nie muzyczka. I tylko tyle.
Piszesz dobrze, lekko, ale czy nie wpadasz w pamiętnikarstwo? Jeśli piszesz o sobie, to po co ten msh?
Ostatnią rzeczą, jaką mam na myśli, to kogokolwiek obrazić. Jeśli czujesz się urażony, to sorry!
Pozdrawiam serdecznie. |
 |
dnia marzec 15 2010 14:12:28
SZ-M, cholera, a ja się na tym kwileniu wychowałem ((( ale serio: jest już jeden w tym kraju, który twierdził, że się lepiej wychował, bo nie podwórku i, według mnie, jest o tego jednego za dużo. ja nie czuję się urażony krytyką tekstu - daleko mi do tego, bardziej "ubodło" mnie to zdanie, ale dość o tym. jak już napisałem pan N. nie pochodzi z kosmosu. w każdej opowieści jest coś, co mnie dotyczy - raz tego więcej, raz mniej. zdarza się, że opisuję zmyślone historie, ale jednak w większośći tekstów jest część tego, co sam przeżyłem lub znane jest mi z opowieści. pisać o alkoholu nie znając jego smaku? pisać o miłości nie doświadczając takiego uczucia? nie umiem, chociaż potrafię "zmyślać" historyjki. nie bronię tego tekstu - jeśli sam się nie obroni ja tym bardziej tego nie zrobię. i nie obruszam się na krytykę, bo zawsze może z niej coś dobrego wyniknąć, byle, na Boga, nie kwilenie dziękuję za komentarz. pozdrawiam serdecznie. msh ps nie wstydzę się swojego nazwiska, zresztą padało na PP kilka razy. od początku występuję pod tym "nickiem". nie zmieniłem go ani wczoraj, ani dzisiaj, więc nie bardzo rozumiem pytanie "po co ten msh?". cholera, może ja się czepiam niepotrzebnie... msh |
 |
dnia marzec 15 2010 16:18:46
Msh - rozbroiłeś mnie tymi kapciami. To, że Ty się utożsamiasz z Niktem to w porządku wszak to Twoja postać. Powiem Ci jednak w sekrecie, że ja w nim często odnajduję siebie. I wcale nie przeszkadza mi ta wyliczanka, gdyż w kontekście całego cyklu dopełnia mi obrazu. Poniekąd dla mnie Pan Nikt to taki Adaś M. w nieco innym spojrzeniu. Ode mnie bdb. Pozdrawiam. |
 |
dnia marzec 15 2010 16:38:12
EF, kapcie (tfu!) się cieszą sam się zastanawiałem nad tą częścią czy jest potrzebna, więc cieszy mnie fakt, że według Ciebie dopełnia obrazu pana N.. takie też było założenie.dziękuję za przeczytanie, komentarz i ocenę. pozdrawiam serdecznie. msh |
 |
dnia marzec 15 2010 16:43:41
ha, widze, że mam tu luksus nie porównywania do poprzednich części cyklu, bo stale zostawiam je sobie "na deser" i jeszcze nie dotarłam, ale nie porównując mogę stwierdzić,że mi się to opowiadanie podoba 
Zaskoczyło mnie zakończenie:
Czy zatem można się dziwić, że nie posiadał przyjaciół, ba, nawet znajomych? Tak, dziwię się. Znam ludzi z podobnymi i podobnie uparcie respektowanymi spisami rzeczy, ale ci moi mają tendencję do grupowania się.
Pozdrawiam  |
 |
dnia marzec 15 2010 19:40:47
Początek (pierwsze zdania) - techniczna klapa.
ulubionych rzeczach, tych które sprawiają mu przyjemność, zaczyna od tego czego nie lubi. Nie wiadomo, czy wynika to z jego charakteru (złośliwego, jak sam przyznaje), czy też z prozaicznego powodu, że wskazując nielubiane rzeczy
da się ładnie uniknąć powtórek, trzeba chcieć...
skąd to uwielbienie dla tego napoju; jego ojciec pił piwo sporadycznie i w dodatku picie tego trunku nie sprawiało mu przyjemności, natomiast pan Nikt rozsmakowywał się w jego piciu. Na usprawiedliwienie trzeba dodać, że nie pił każdego rodzaju, jak popadnie, ale wybierał dobre marki, przynajmniej z jego

Spis rzeczy nielubianych - jakbym czytała o moim mężu Kapcie - zbędny nabytek, sandałów nie nosił właściwie wcale, ale odkąd zaczął mieć problemy ze stopami - zaczął, kalesony - zbędny nabytek... A zakończenie... smutne...
Pozdrawiam. |
 |
dnia marzec 15 2010 19:53:04
SJ, mam nadzieję, że gdy "skonsumujesz deser" nie zmienisz zdania pan N. nie jest osobnikiem "stadnym". po pierwsze ma zbyt dużo wad, a po drugie nie szuka już przyjaciół. E, na szybkiego poprawiłem, nad dalszymi poprawkami muszę pomyśleć, żeby potem tekst miał "ręce i nogi". pan N. nie założy sandałów nawet wtedy, gdy dopadną go problemy. taki, cholera, charakter, albo raczej charakterek dziękuję za przeczytanie, komentarze i oceny. pozdrawiam serdecznie. msh |
 |
dnia marzec 15 2010 21:07:44
Bardzo sprawnie napisane. Wątpliwości, natury temporalnej, budzi tylko pierwsze zdanie. Kiedy bohater chce pomyśleć o ulubionych rzeczach, to najpierw myśli o sprawach, których nie lubi. W innym wypadku byłby pewien kłopot. |
 |
dnia marzec 15 2010 22:00:06
Wyszło właśnie, że Nikto taki sam niespójny facet jak większość ludzi. W pierszej części wymienianych pierdół to 100% chłopa w chłopie (czyli w pełni niereformowalny), ale już w drugiej jakieś nadprogramowe intelektualne zainteresowania? I Ty mówisz, że On nie jest z Kosmosu?
Zmartwiłeś mnie tylko końcówką, ale każda część mnie czymś martwiła, więc utrzymaliśmy się w formule (jeden?).  |
 |
dnia marzec 16 2010 16:52:11
Po przeczytaniu...spisu rzeczy...nie napiszę że wiłam się w rozkosznych konwulsjach...takie se ten tekścik...a szczególnie klapeczki mnie zmierziły...ale to tylko moje odczucia...olać je ...
Pozdrawiam Pana N...przyjaciela grzybicy...hehe |
 |
dnia marzec 16 2010 18:53:56
R, dziękuję za "sprawnie". takie podejście pana N. do rzeczy ulubionych jest zgodne z jego naturą I, no, nie jest z tego kosmosu, albo tak mi się wydaje. dlaczego martwi Cię końcówka" limit przyjaciół pan N. już wykorzystał i nie szuka ich więcej ) p, "taki se tekścik" bardzo dziękuje pan N. jest, co najwyżej, przyjacielem grzybów - grzybicę omija z daleka, a już na pewno się z nią nie przyjaźni dziekuję za przeczytanie, komentarze i oceny. pozdrawiam serdecznie. msh |
 |
dnia marzec 17 2010 21:08:10
To już nie jest "Pan Nikt" - ma osobowość, upodobania, rzeczy lubiane i nie. Ma swoje życie po prostu. Jest konkretny do bólu - sandały nie, kapcie nie, piwo tak.
Nie twierdzę, że mi się to nie podoba. Szczególnie, że White Stripes szacuneczek ma u mnie dożywotni.
Zdrowia życzę panu Nikt. Chociaż, z jego podejściem do sportu...  |
 |
dnia marzec 17 2010 21:08:48
"Elephant" był lepszy...  |
 |
dnia marzec 18 2010 16:47:07
a, do tej pory też miał swoje upodobania, może nie do końca je precyzował, ale jednak o nich opowiadał. chciałem go trochę otworzyć na świat, uspołecznić itd. ze zdrowiem u niego kiepsko, bo i pali i pije, a sport to raczej tylko w TV. wiem, że "Elephant" był lepszy, ale mam też swoje ulubione kawałki z innych płyt ) dziękuję za przeczytanie, komentarz i ocenę. pozdrawiam serdecznie. msh |
|
|
|
|
|
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
|
|
|
|