Koszyk wiklinowy - Tomi
Proza » Groteska » Koszyk wiklinowy
A A A
Nazwiska i imiona osób zostały wymyślone, jakakolwiek zbieżność jest zupełnie przypadkowa.


Stanisław Bańko, stateczny siedemdziesięciolatek, wiódł sobie błogie życie jako emerytowany pracownik zakładów drobiarskich. Zamieszkiwał spokojną okolicę na peryferiach miasta. Według policyjnych statystyk cieszyła się ona najmniejszym współczynnikiem przestępczości. Serdeczni sąsiedzi, czyste powietrze. Cóż więcej chcieć?

Był pierwszy poniedziałek czerwca. Stanisław uwielbiał codzienne, poranne wyprawy po drobne zakupy i tego dnia nie miało być inaczej. Świeże bułeczki, gazeta - to wszystko czekało na niego dwie uliczki dalej. Wstał, jak zwykle, kwadrans przed siódmą i, pogwizdując radośnie, przystąpił do rytualnego, codziennego golenia. Pech chciał, że wiekowa brzytwa której używał, wyleciała mu z dłoni, a Stanisław chcąc ją pochwycić skaleczył się w palec. Rana nie była wielka, jednak przesądny emeryt potraktował to zdarzenie jako złą wróżbę. Początkowo nosił się nawet z zamiarem zrezygnowania z zakupów, ale długoletnie przyzwyczajenie w końcu wzięło górę. Obiecał sobie, że będzie ostrożny.

Bańko wyszedł na klatkę schodową, by pospiesznie pokonać kilkadziesiąt schodów i zaczerpnąć utęsknionego, świeżego powietrza. Powitały go niemrawe, ale przyjemne promyki słońca. Uśmiechnął się i ruszył w doskonale znaną sobie trasę. Szybko zapomniał o niefortunnym, porannym goleniu. Po chwili dotarł do skrzyżowania. Poczekał chwilkę na zmianę światła. Kiedy na sygnalizatorze pojawiło się zielone, Bańko wszedł na jezdnię.

W tym momencie pisk opon rozdarł powietrze. Stanisław w ułamku sekundy zobaczył, pędzący wprost na niego, dostawczy samochód miejscowych zakładów drobiarskich. Uderzenie było silne. Emeryt, przeleciawszy kilka metrów w powietrzu, upadł bezwładnie tuż za samochodem. Wokół rozlegały się paniczne krzyki przechodniów.

- Pogotowie! Wezwijcie pogotowie! Policję! - czterolatek w czerwonej kamizelce krzyczał do kilku rosłych mężczyzn, przyglądających się całemu zdarzeniu.

Stanisław Bańko, jęcząc z bólu, powoli się podnosił. Z trudem usiadł na jezdni.

- Kurwa, mój nowy koszyk na zakupy... - wycedził, z wysiłkiem spoglądając na wiklinowe strzępy.

W tym momencie do rozpaczającego emeryta podszedł wystraszony kierowca dostawczaka. Pochylił się nad potrąconym.

- Stachu, to ty? Cholera tak mi przykro...

Stanisław nie usłyszał. Zajęty był składaniem wiklinowego koszyka w całość.

- Nie pasuje, cholera... nic nie pasuje - mruczał pod nosem i ze łzami w oczach przymierzał do siebie kolejne fragmenty.

- Stachu! - krzyknął zniecierpliwiony kierowca dostawczaka.

Bańko podniósł wzrok ku wołającemu. Jego twarz poczerwieniała. Rozpoznał bowiem Mieczysława Wątróbkę, dawnego i jakże znienawidzonego współpracownika z zakładów drobiarskich.

- To ty?! - z rysującym się na twarzy bólem Stanisław Bańko stanął na jezdni. Pogruchotane kości chrobotały tak przeraźliwie, że znaczna część gapiów wyjęła z plecaków specjalne słuchawki chroniące słuch.
- O żesz ty kurwa, bydlaku pierdolony! - Stanisław nie przebierał w słowach, mimo, że właśnie na miejsce zdarzenia dotarła grupa pierwszoklasistów ze swoją wychowawczynią. - To ty... - kontynuował - śmiesz uderzać na zielonym świetle i niszczyć mój nowy koszyk?!

- Ale... Stachu...

Stanisław Bańko nie miał zamiaru wysłuchiwać tłumaczeń Wątróbki. Zaczął wyciągać z samochodu dostawczego skrzynki z drobiem. Z trzech wysypał zawartość na jezdnię, wyszukał największego kurczaka i nie bacząc na nieustanne chrobotanie kości udał się w kierunku Mieczysława Wątróbki. Ten z kolei widząc, że Bańko nie żartuje, poprosił stojącego nieopodal wędkarza o użyczenie małego, rozkładanego krzesełka. Pospiesznie opuścił spodnie, uklęknął opierając się tłustym brzuchem o wędkarskie siedzisko i, wypiąwszy gołe pośladki, czekał na razy.

- A masz! - Bańko, mimo słusznego wieku, uderzał precyzyjnie. Trafiał kolejno, raz w jeden, raz w drugi pośladek. Wątróbka popiskiwał, z bólu zaciskając zęby. - Masz za swoje! - wycedził krewki emeryt gdy pośladki Mieczysława zrobiły się sine, po czym odrzucił kurczaka za siebie. Odrzucił tak niefortunnie, że ten wylądował na głowie nauczycielki opiekującej się grupą pierwszaków. Upadła bezwładnie. Uczniowie pospiesznie zaintubowali swoją wychowawczynię, po czym przystąpili do dalszych czynności reanimacyjnych.

Niespodziewanie nad miejsce wypadku nadleciał śmigłowiec służb ratunkowych. Pilot, na skutek znacznego nagromadzenia ciekawskich gapiów, nie mógł jednak znaleźć odpowiedniego miejsca do bezpiecznego wylądowania. Po około dwudziestu minutach kołowania nad skrzyżowaniem, w zbiorniku helikoptera zaczęło kończyć się paliwo i maszyna musiała wracać do bazy. W tym czasie na miejscu zjawił się ambulans pogotowia ratunkowego. Lekarz na chwilę wysiadł z pojazdu, poprosił wszystkich o zachowanie spokoju, po czym wsiadł ponownie, by dokończyć kanapkę.

Tymczasem jeden z reanimujących nauczycielkę pierwszaków wezwał policję. Radiowóz pojawił się błyskawicznie. Mundurowi nie byli przekonani kogo aresztować. Za pomocą szkolnej wyliczanki wylosowali Stanisława, jednak ten zdążył się ukryć w skrzyni ładunkowej dostawczaka. Nie dali za wygraną i powoli weszli do wnętrza pojazdu. Nagle, zza skrzynek z drobiem, wyskoczył wrzeszczący emeryt z ogromnym indykiem na głowie. Dzikie okrzyki przeraziły policjantów. Wycofali się z niebezpiecznego miejsca i postanowili podjąć specjalne działania operacyjne. W tym celu, by napastnikowi utrudnić rozpoznanie, założyli na plecy tornistry pożyczone od pierwszoklasistów. Ostrożnie stąpając, zbliżyli się do pojazdu. Wstrzymali oddech. Niestety, Bańko zdążył zabarykadować się w dostawczaku i nijak nie można było do niego dotrzeć.

Mijały godziny. Sprowadzono doświadczonych negocjatorów. Zjawił się prezes miejscowych zakładów drobiarskich jak również wychowankowie zakładu poprawczego i właściciel największego w mieście punktu wymiany ogumienia. Wszystko na nic. Bańko nie wychodził. Sytuacja nie wyglądała dobrze. Należało podjąć kolejne kroki w celu zabezpieczenia miejsca tych, mrożących krew w żyłach, zdarzeń. W tym celu dla zmęczonych pierwszaków, by mogli na bieżąco śledzić rozwój wydarzeń, dostarczono dmuchane materace. Dyrektor miejscowej szkoły odwołał zajęcia.

Po dwudziestu godzinach zadecydowano, by poprosić o pomoc rosyjskie służby specjalne. Oddział elitarnego Spec-Rusu zjawił się przed czasem. Sytuację oceniono jako wyjątkowo trudną - nikt nie potrafił dokładnie określić ilości kurczaków znajdujących się w skrzyni ładunkowej samochodu dostawczego. Jeszcze mniej wiedziano o indykach.

Generał Spec-Rusu, nie widząc innej możliwości, podjął decyzję o konieczności rozpylenia wokół dostawczaka toksycznych gazów bojowych. Takie działania miały umożliwić szybkie wtargnięcie do wewnątrz pojazdu i skuteczne obezwładnienie oszołomionego Stanisława Bańko. Jak pomyślano, tak zrobiono.

- Cóż, w każdej akcji o takim ryzyku, muszą wystąpić straty... - mówił po całej akcji wysoki przedstawiciel Spec-Rusu.

A straty były. I to niemałe. Stężenie gazu było tak ogromne, że czternastu gapiów nie udało się uratować. Poza tym pięćdziesiąt dwie osoby, z objawami poważnej niewydolności oddechowej, przewieziono do szpitala.

Mimo to, zarówno Spec-Rus jak i władze miasta, uznały całą akcję za sukces. Niebezpieczny Stanisław Bańko nie wyrządził już nikomu krzywdy. Został obezwładniony nim zdążył chwycić jakiegokolwiek kurczaka. Oczekuje teraz w areszcie na dalszy bieg sprawy. Wciąż marzy o nowym koszyku wiklinowym. To marzenie może okazać się jednak trudne do spełnienia, ponieważ Spec-Rus kosztami za swoją akcję postanowił obciążyć właśnie jego.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Tomi · dnia 08.05.2009 10:26 · Czytań: 1056 · Średnia ocena: 3,14 · Komentarzy: 21
Komentarze
Szuirad dnia 08.05.2009 11:44
Właściwie to nie wiem co mam o tym tekście powiedzieć. Trzeba przyznać, że z rozmachem rozbujaleś fantazję i absurdy sypią sie w każdym zdaniu. Nie wiem, ale mimo wszystko wydaję się to pod koniec trochę już nużące.
Może po trzech nostalgicznych tekstach trudniej mi jakoś bardziej konstruktywnie spojrzeć na Twój tekst
Pozostawię bez oceny
Usunięty dnia 08.05.2009 18:53
Myślę, że przesadziłeś z humorem. Nawet absurd ma swoje granice.
Nie oceniam, gdyż postanowiłam nie dawać nigdy więcej ocen niższych niż dobry.
PatrycjaDera dnia 08.05.2009 19:20 Ocena: Przeciętne
Przesadziłes. A tak ładnie się zapowiadało
Tomi dnia 08.05.2009 21:56
Generalnie nie zajmuję się ogrodnictwem, dlatego nie rozumiem skąd sugestie dotyczące przesadzania. :p

A serio. Miało być totalnie zakręcone i przesączone absurdem do szpiku kości. Zadbałem o to, by absurdu było absurdalnie dużo.
Miło, że zajrzeliście zostawiając słowo.
Dziękuję za uwagę. ;)
GdanszczAnka dnia 08.05.2009 22:10
poprawiło mi humor. dziękuję. Ale na razie bez oceny ;)
Tomi dnia 08.05.2009 22:16
No widzisz Anka, na Stacha można liczyć... ;)
Żeby Ci się tylko akcja Spec-Rusu nie przyśniła.
Poke Kieszonka dnia 09.05.2009 05:41 Ocena: Dobre
Przeczytałam i tak jak Anię trochę mnie rozbawiło:):)
Jack the Nipper dnia 09.05.2009 17:59 Ocena: Dobre
Sa w tym opowiadaniu pojedyncze genialne elementy, wspaniale absurdalne i wręcz zmuszające do śmiechu:

Cytat:
Uczniowie pospiesznie zaintubowali swoją wychowawczynię,


Cytat:
uklęknął opierając się tłustym brzuchem o wędkarskie siedzisko i, wypiąwszy gołe pośladki, czekał na razy.


Jako całość to nie ma większego sensu. Problem polega na tym, że ciągnąc jeden wątek, niejako wymuszasz na czytelniku szukanie sensu i ciągłości logicznych zdarzeń, ale celowo ich nie umieszczasz. To powoduje kakofonię.
Albo iaczej - za późno puszczasz oko do czytelnika, że bedzie kompletnie bez sensu, ten zgrabny początek nie zapowiada takiego stężenia absurdów.
ginger dnia 10.05.2009 18:58 Ocena: Dobre
Mnie rozbawiło - absurd widoczny gołym okiem sprawił, że się uśmiechnęłam kilka razy. Niektóre zdania są po prostu cudne. Troszkę chyba przesadziłeś - niemniej, czyta się dobrze :)
Tomi dnia 12.05.2009 10:18
Dzięki za ciekawe komentarzyki ;)

Jack, czyli, jak rozumiem, dobrze byłoby gdyby jakiś lekki absurd pojawił się już podczas golenia.
Ginger, a Ty znowu o przesadzaniu. Może rzeczywiście zajmę się ogrodnictwem... :rol:
MarioPierro dnia 30.06.2009 12:01 Ocena: Przeciętne
Hm, a ja bym się akurat "przesadzania" nie czepiał, bo jak już groteska, to czemu od czasu do czasu nie pójść na całość, co zresztą sam nieraz czynię. Nie lubię tylko, jak nie wiadomo czemu służy to ośmieszanie wszystkiego, co się rusza. Nie wiem, mam jakieś takie skrzywienie, że albo chcę widzieć choćby cień jakiejś filozoficznej myśli, albo niech już nawet będzie Czysta Forma, ale taka doprowadzona do perfekcji, z mnóstwem gier słownych, metafor itp., a i to czasem nie wystarcza u mnie na "dobry". Sorry, ale tu niestety nie widzę ani jednego, ani drugiego.
Tomi dnia 05.07.2009 16:10
MarioPierro, dzięki za komentarz z serii "do przemyślenia" :)
Usunięty dnia 15.02.2010 23:07 Ocena: Świetne!
no to Cię przeczytałam Tomi i powiem że proza Twoja podoba mi się najbardziej z wymienionych wcześniej na PW ;)

zamiast
Cytat:
Cóż więcej chcieć?
napisała bym Czegóż więcej chcieć?

ale to takie moje skrzywienie ;)

a mój ulubiony tekst to :
Cytat:

Mimo to, zarówno Spec-Rus jak i władze miasta, uznały całą akcję za sukces. Niebezpieczny Stanisław Bańko nie wyrządził już nikomu krzywdy. Został obezwładniony nim zdążył chwycić jakiegokolwiek kurczaka.


nic dodać nic ując ;)
Tomi dnia 15.02.2010 23:34
Kurczaki pieczone! Dziękuję Babeczko :D

Miło, że zajrzałaś do mnie i poczytałaś.
Jednocześnie mam nadzieję, że podczas lektury powyższego tekstu na Twojej buzi uśmiech pojawił się przynajmniej kilkukrotnie. :D
Jeśli natomiast rozryczałaś się tudzież nie dotrwałaś do ostatniej kropki to... no cóż. ;)

Pozdrawiam! :)
Usunięty dnia 15.02.2010 23:40 Ocena: Świetne!
śmiałam się cały czas !
a Ty się ze mnie nie śmiej
nie jestem beksa
płaczę tylko jak się wzruszę :D
Tomi dnia 15.02.2010 23:43
Nie śmieję się. :shy: Jeszcze jest opcja, że mogłaś się rozryczeć ze śmiechu:p
Usunięty dnia 15.02.2010 23:44 Ocena: Świetne!
najwyżej zesikać ;)
Tomi dnia 15.02.2010 23:47
Mam nadzieję, że prezentując swój tekst nie uchybiłem w jakikolwiek sposób i nic niespodziewanego się nie zdarzyło :lol:
Usunięty dnia 15.02.2010 23:49 Ocena: Świetne!
wszystko pod kontrolą :lol:
Esy Floresy dnia 19.03.2010 03:16 Ocena: Bardzo dobre
:lol: Co za zwariowana historia, gratuluję wyobraźni.:lol:
Tomi dnia 21.03.2010 21:57
Esko, dziękuję za czytanie.:D
Cieszę się, że rozśmieszyłem troszeczkę ;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
valeria
24/01/2022 11:49
tak:) to nie mówcie głośno, wszyscy mnie zapeszają:) »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:27
Dużo słów. Czy nie bardziej poetycki jest obraz faceta w… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:23
Nic tam nie poprawiaj. Skoro tak Ci się napisało, to tak… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:21
A mnie zawsze cieszy, że niektóre komentarze są bardziej… »
valeria
24/01/2022 10:53
dziekuję, myślałam, że przejdzie taki błąd. raz jestem… »
pociengiel
24/01/2022 10:50
Za komuny mieliśmy polskie auto Syrenka - głośny dwusuw. Wg… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 10:34
Wiersz jak wiersz. To moje zdanie. »
pociengiel
24/01/2022 10:29
daj se luzik, popuść guzik »
Wiolin
24/01/2022 09:50
Valerio. Widzę w tym wierszu wiele niegramatyczności...… »
Wiolin
24/01/2022 09:29
Witaj Anno. No tak, przyznaję że nie brakuje temu… »
Wiolin
24/01/2022 09:14
Witaj Przyszyty. Wiesz przecież że wiersz nie musi… »
przyszycguzik
24/01/2022 01:26
Wściekłość i żal jak echo budzą się w koszmarze. To taka… »
Florian Konrad
24/01/2022 01:26
Dziękuję serdecznie! Bardzo trafnie odczytany początek.… »
Florian Konrad
24/01/2022 01:25
No cóż, trudno się mówi, dziękuję. »
przyszycguzik
24/01/2022 01:22
Czy niegramatyczność jest zamierzona? Moim zdaniem… »
ShoutBox
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 20:04
  • Dobra, wystarczy tej gadki o niczym.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:58
  • A to zależy co się założy. Ja czasem wolę zapytać Nikogo, niż gadać z Bylekim-ś.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:56
  • Jakże ja bym chciał tak skasować, ale nie mam kogo i za co.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:54
  • A ja, z założenia, nie pytam nikogo o nic.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:52
  • Gdybym wiedział o co chodzi, to bym się nie pytał Kogoś, ale Nikt nie odpowiada. A że jestem Niewiedzący, to pytam i Wiedzących.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:45
  • Skasowałam. znów włączyła mi się autocenzura.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:43
  • Obie miejscówki leżą niedaleko Gdzieśtam.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:41
  • A ja znam takich z Znikąd. to chyba niedaleko od Nikąd.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:38
  • Znałem wielu Niktów, z reguły byli z Nikąd i wracali tam, skąd przybyli. Są niezapamiętywalni i postrzegani jako deja vu.
Ostatnio widziani
Gości online:27
Najnowszy:Quidem
Wspierają nas