dwie kreski - dzień 6 - soczewica
Proza » Długie Opowiadania » dwie kreski - dzień 6
A A A
Jon, wyjeżdżamy! Nie trać proszę, wiary w życie i takie tam. Byłeś/Jesteś moim przyjacielem. Potraktuj to jak test tego uczucia, którym mnie darzyłeś. Teraz niszczysz wszystko, co wypracowaliśmy. Nie mówię, że było źle - osobno, a jednak razem. I mogłam na Ciebie zawsze liczyć, to głupie, ale wydaje mi się, że jeśli będę daleko, to się uspokoisz i znowu będę mogła o Tobie myśleć bez tej goryczy. Owszem, obydwoje wiemy, jak się nasz związek zaczął, ale nie ma we mnie już tej iskry, nie potrafię tego czuć do Ciebie.
Nie szukaj mnie, proszę. Będę pisać, ale nie od razu. Ja nadal wierzę, że da się to wszystko wyprostować. Że to, co robiłeś teraz to tylko "syndrom psa ogrodnika". Pamiętasz, jak się z tego śmialiśmy? I nigdy żaden facet nie zachowywał się tak względem mnie. Dopiero Ty...
Trzymaj się ciepło. Nie jesteś moim facetem, nigdy nie byłeś. Ja tym razem się zakochałam naprawdę. Przynajmniej z mojego punktu widzenia to tak wygląda, bo nie mam zielonego pojęcia, zupełnie nie rozumiem, dlaczego właśnie ON. Ale to za nim pojadę wszędzie, nie dał mi wolności, chociaż nie ogranicza mnie z własnej woli. Nie wiem, na ile to odwzajemnia. Wy, faceci, myślicie inaczej, czujecie inaczej, więc nie wiem, czy jesteś w stanie to sobie wyobrazić.
Dzięki za wszystko. Jesteś fajny. Może idealny, ale nie dla mnie. I Ty to też wiesz.
Coz
PS: Nie, nie kochałam się z nim. I to mnie tylko utwierdza w mojej opinii


Jon zmiął kartkę. W głowie, wracając, układał plan. Obiecywał sobie, że wszystko będzie jak dawniej, spokojnie, jeszcze nie wszystko stracone. W końcu ona, kiedy minie jej fascynacja fizycznością Igora, wróci do niego, znowu będzie ta przyjaźń z seksem w tle, w chwilach słabości, oczywiście - dla niego zagadką pozostawało, co ona widziała w Igorze, a tu nagle... Tak, zakochanie wiele mogło wytłumaczyć, miłość rządziła się własnymi prawami, między innymi prawem do ufania intuicji, na ile można było przyjąć za możliwe jej istnienie... Oczywiście zamierzał ją odszukać, nie zostawiał nic przypadkowi. Nie wyobrażał sobie, że mogła tak po prostu zniknąć z jego domu i życia: "Jak to beznadziejnie głupio brzmi! Jeśli to żart, to zamierzam, dla jej satysfakcji udać zdziwienie, gdy wróci. Dzieci miałyby ubaw. Co ona sobie myśli?"

Po przelocie samolotem dotarli na jakąś wyspę, Coza nie pytała, gdzie są. Igor obiecał zapewnić im bezpieczeństwo i jedzenie. Mieli się o nic nie martwić. Chłopcy od razu wyruszyli w las. Coza, jeszcze osłabiona po chorobie i przyćmiona lekami uspokajającymi położyła się na trawie. Igor usiadł koło niej:
- Zastanawiam się, czy to był dobry pomysł. Może trzeba było poczekać, aż dojdziesz do siebie, zanim wyjedziemy... Za chwilę popłynę do miasta. Potrzebujesz czegoś?
Coza wzruszyła ramionami:
- Właściwie nie. Potrzebuję teraz odpoczynku. Może Joasia popłynie z tobą?
Joasia spojrzała pytająco na mężczyznę, który uśmiechnął się:
- O ile nie będzie mnie robić w konia, jak Jona... - Popłynęli więc we dwoje.

Joasia oglądała brzeg i uśmiechała się do siebie. Igor nie wypytywał, czemu co jakiś czas zmienia się jej wyraz twarzy. Dziewczyna wydawała się być zadowolona, chłopcy też, wypuszczenie w las nie mogli czuć się inaczej - to akurat dobrze rozumiał - rozpierała ich najwyraźniej energia i pomysły, co zrobić z wolnym czasem i wolnością. Jeszcze sam nie wiedział, jak długo wytrzymają ze sobą w jednym namiocie, ale zamierzał wykorzystać ten czas jak najlepiej. Po raz pierwszy nie wracał myślami do czasów dzieciństwa tutaj, tylko połykał czas, chcąc się zmierzyć z przyszłością...

Kiedy robili zakupy, Coza rozkładała namiot, w którym mieli spać, ale po upływie pół godziny musiała przyznać, że albo ona z biegiem czasu straciła nieużywaną umiejętność, albo namioty zrobiły się bardziej skomplikowane, niż w czasach jej młodości. Dała sobie z tym spokój i zeszła na plażę, żeby wyglądać wracających.

Obudził ją Igor:
- Tu jesteś! Trochę się zaniepokoiłem, że zostawiłaś mnie ze swoją uroczą gromadką.
Coza szepnęła:
- Nigdy ich nie zostawię. Zrobiliście zakupy? - spytała już normalnym tonem. Odparł:
- Jasne. I przy okazji dowiedziałem się, co kobiety nazywają waflami.
Lekki uśmiech przebiegł przez twarz Cozy:
- Tego określenia podpasek używano za czasów mojej młodości. Dyskretne i opisowe. Bardzo takie lubię.
Igor kontynuował:
- Mamy wszystkiego na dwa dni. Może potem wybierzemy się gdzieś we dwoje...? Chłopcy dalej w trasie?
Wzruszyła ramionami:
- Pewnie pomyślisz, że ze mnie straszna matka, ale nie mam pojęcia. Powinnam się martwić?
Igor pokręcił głową:
- Nie. Wyspa to rezerwat ptaków, a ja sobie ją nabyłem, kiedy państwo sprzedawało ziemię za bezcen i obietnicę zachowania ekosystemu. Jedyne, co im grozi, to owady. No i za dwa dni powinna tu być grupa ornitologów, mili, niegroźni ludzie, którzy opiekują się wyspą podczas mojej nieobecności.
Coza pociągnęła go za nogawkę:
- Usiądź na chwilę. Może teraz, skoro mamy chwilę luzu, w końcu dowiem się czegoś o tobie?
Usiadł i objął ją:
- A czego chcesz się dowiedzieć? Mam czterdzieści jeden lat, w Polsce mieszkałem do ukończenia studiów, od szesnastu mieszkam w Stanach. Żadnych przypadkowych dzieci, chorób wenerycznych, ani zamordowanych kochanek w szafach. Pokopany styl życia, wymuszony pracą. Zajmuję się elektrycznością na imprezach, z tego zbieram kasę i wkładam ją w marzenie z dzieciństwa, czyli wyspę. Żeby tu kiedyś postawić domek, zmontować jakąś małą elektrownię wiatrową, mieszkać tu przynajmniej od wiosny do jesieni... - Patrzył w jezioro i uśmiechał się z rozmarzeniem:
- Wiesz, pierwszy raz to komuś powiedziałem i nie brzmi to tak głupio, jak się obawiałem...
Coza szepnęła:
- Nie brzmi. Chyba w to wierzysz. Chcesz tu sam mieszkać? Nie będzie ci brak ludzi?
Igor dotknął jej dłoni:
- No, właśnie... Kiedy cię zobaczyłem tam, na imprezie, to coś mnie tknęło. Że ta czarna, obcisła kiecka, choć oczywiście bardzo ci w niej ładnie, to nie do końca to, w czym chciałbym cię widzieć... Nie, nie nago. W dżinsach, koszuli w kratę, albo powyciąganym swetrze... A potem ta myśl się mnie uczepiła, rosła, z godziny na godzinę i dlatego zdecydowałem się tu was przywieźć. Żeby zobaczyć, czy pasuje wam takie życie...
Spytała cicho:
- A jeśli okaże się, że nie pasuje?
Westchnął:
- Chciałbym tu powiedzieć coś stanowczego, że trudno, zrezygnuję z wyspy. Albo z ciebie. Z was. Ale w tej chwili nie wiem, jak to się potoczy. Po prostu spróbujmy. Dobrze? - Kiwnęła głową i położyła ją na jego ramieniu.

Wieczorem rozłożyli namiot. Coza z Joasią zajęła jedną komorę, chłopcy drugą, Igor z psami umieścił się w trzeciej, śmiejąc się, że zwykle psy nocowały w jednej, on sam, a w trzeciej miał bagaże, a teraz musi znosić takie niewygody.

W środku nocy Coza widziała, że świeci się jeszcze u niego latarka. Zajrzała do środka. Leżał na brzuchu i coś pisał, ale kiedy zobaczył ją, przerwał:
- Hej, cierpisz na bezsenność?
Usiadła obok niego:
- Tak jakby. I jeszcze ze dwa dni to potrwa.
Igor położył rękę na jej udzie, obracając się na plecy:
- Długo będziesz mnie dręczyć?
Zaśmiała się krótko, zaczepnie:
- Nie wiem, nie wiem... - Chwycił jej dłoń i wsunął sobie pod bluzę. Zacisnęła palce, aż syknął:
- Prosiłem...
Szepnęła:
- Przepraszam. - Pochyliła się nad nim. Całowała jego twarz, powoli, miejsce przy miejscu, a on oddychał lekko, leżąc z zamkniętymi oczami, trzymając jej rękę przyciśniętą do swojego ciała. Dotarła do ust, zatrzymała się na chwilę, a potem delikatnie próbowała rozchylić jego wargi językiem. Otworzył oczy i patrzył na nią z uśmiechem. Położyła się na nim: "Jeszcze teoretycznie dwa dni. A potem... Ja zwariuję, tyle czekania, on jest tutaj, tak blisko i nie mogę, nie powinnam..." Wstała:
- Miłych snów, kochanie... - Nawet nie odpowiedział.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
soczewica · dnia 18.05.2009 08:35 · Czytań: 739 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 4
Komentarze
kersi dnia 19.05.2009 11:18 Ocena: Bardzo dobre
At i znowu pierwsza :p.

Jon, wyjeżdżamy! Nie trać proszę[,] wiary w życie i takie tam. Byłeś/Jesteś moim przyjacielem. Potraktuj to[,] jak test tego uczucia, którym mnie darzyłeś. Teraz niszczysz wszystko, co wypracowaliśmy. Nie mówię, że było źle - osobno, a jednak razem. I mogłam na Ciebie zawsze liczy[. T]to głupie, ale wydaje mi się, że jeśli będę daleko, to się uspokoisz i znowu będę mogła o Tobie myśleć bez tej goryczy. Owszem, obydwoje wiemy, jak się nasz związek zaczął, ale nie ma we mnie już tej iskry, nie potrafię [tego] czuć do Ciebie.

Że to, co robiłeś teraz [-] to tylko "syndrom psa ogrodnika".

Przynajmniej[,] z mojego punktu widzenia to tak wygląda, bo nie mam zielonego pojęcia, zupełnie nie rozumiem, dlaczego właśnie ON.

W głowie, wracając, układał plan. - Wracając, układał w głowie plan.

Obiecywał sobie, że wszystko będzie jak dawniej[. S]pokojnie, jeszcze nie wszystko stracone. W końcu [ona- nie bardzo pasuje], kiedy minie jej fascynacja fizycznością Igora, [Coz]wróci do niego[. Z]nowu będzie ta przyjaźń z seksem w tle, w chwilach słabości[. O]czywiście - dla niego zagadką pozostawało, co ona widziała w Igorze, a tu nagle...

Joasia [oglądała brzeg-sugestia: obserwowała wybrzeże, albo cos innego, bo brzmi zbyt statycznie, a przecież oni płyną łódką] i uśmiechała się do siebie. Igor nie wypytywał, czemu co jakiś czas zmienia się jej wyraz twarzy. Dziewczyna wydawała się być zadowolona, chłopcy też, wypuszczeni w las[,] nie mogli czuć się inaczej - to akurat dobrze rozumiał - rozpierała ich najwyraźniej energia i pomysły, co zrobić z (wolnym) czasem i (wolnością - sugestia: swobodą).

Kiedy robili zakupy, Coza [rozkładała -próbowała rozłożyć] namiot, w którym mieli spać, ale po upływie pół godziny musiała przyznać, że albo ona z biegiem czasu straciła nieużywaną umiejętność, albo namioty zrobiły się bardziej skomplikowane, niż w czasach jej młodości. Dała sobie z tym spokój i zeszła na plażę, żeby wyglądać [po]wracających.

- Mamy wszystkiego na dwa dni. Może potem wybierzemy się gdzieś[, tylko] we dwoje...? Chłopcy dalej w trasie? - czepialstwo, ale dałabym coś innego zamiast tej trasy, mnie ten zwrot kojarzy się głównie z jazdą tirami.

Wieczorem [rozłożyli - rozbili] namiot. Coza z Joasią zajęła jedną komorę, chłopcy drugą, Igor z psami [umieścił się - umościł się] w trzeciej,

Zajrzała do środka. Leżał na brzuchu i coś pisał, ale kiedy [ją] zobaczył, przerwał:

Zaśmiała się krótko [,-i] zaczepnie:

Tyle poprawek, fragment przyzwoity. Mógłby się przydać jakiś wstęp, dlaczego akurat na tą wyspę, choć raczej, gdzie ta wyspa, bo trochę tak, ni z gruchy ni z pietruchy wyskoczyłaś z nią. W poprzedniej części mieli lecieć do Polski.
soczewica dnia 19.05.2009 13:22
we wcześniejszych częściach jest - że dlatego ta wyspa, bo to własność Igora :)
kersi dnia 19.05.2009 16:35 Ocena: Bardzo dobre
Hmm to jakąś wyspę mi tu bruździ, ale pewnie się czepiam. :p
soczewica dnia 19.05.2009 16:56
wiem, ale to jest z punktu widzenia Coz. Która nie wie, gdzie jest :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Lilah
01/07/2022 20:01
Abi, cała przyjemność po mojej stronie. :) To… »
Florian Konrad
01/07/2022 19:04
Dziękuję Wszystkim!!!!!!! Nawet Pierwszemu :) Nie, żebym się… »
Florian Konrad
01/07/2022 19:02
Dziękuję. »
Dobra Cobra
01/07/2022 17:35
Ja tu widzę SAME pozytywne zmiany u bohatera tego jakze… »
Jacek Londyn
01/07/2022 08:08
Wolnyduchu, Mareczku, dziękuję za znak na… »
Abi-syn
30/06/2022 22:57
Atutem tego wiersza jest autentyczność, wiersz pisany… »
Abi-syn
30/06/2022 22:46
Dzięki: No i trafiały się u mnie też i gorsze teksty,… »
Abi-syn
30/06/2022 22:06
Wolna Duchem, "wyciągłaś" B) B) z niebytu tekst,… »
Madawydar
30/06/2022 20:55
Taka chwila przed pierwszym aktem, oczekiwanie, kondensacja… »
Yaro
30/06/2022 19:52
Dziękuję Duszku jesteś bardzo potrzebna i niesiesz dobre… »
wolnyduch
30/06/2022 19:47
Specyficzne poczucie humoru, jak dla mnie jest to wiersz… »
wolnyduch
30/06/2022 19:44
Jak dla mnie świetny, rytmiczny 13 zgłoskowiec, a z takimi… »
wolnyduch
30/06/2022 19:29
Dobry wiersz do zatrzymania, pozdrawiam. »
wolnyduch
30/06/2022 19:18
Witaj Abi - syn No cóż, może i nie musiałam, ale na ogół… »
Mareczek
30/06/2022 17:03
Delikatnie płynie Twój wiersz,bije z niego autentyzm.Pełne… »
ShoutBox
  • ApisTaur
  • 01/07/2022 22:13
  • W sezonie ogórkowym, tłok tylko na plażach ;)
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas