Rozdział I Krew Kapturka - wiewioorka
Proza » Historie z dreszczykiem » Rozdział I Krew Kapturka
A A A
ROZDZIAŁ I


Czerwony Kapturek od miesiąca leżał w wilgotnym parowie, przykryty kupką zeschniętych gałęzi. Z odległości kilku kroków prawie zupełnie nie było jej widać. Miejsce bardzo nieprzyjemne. W tej części lasu zawsze panował półmrok, a powietrze było gęstsze i cięższe niż gdzie indziej. ON doskonale wiedział, że ten rów będzie doskonały do szybkiego rozkładu ciała. Proces (procesik, bo zwłoki były małe) już się rozpoczął, zmieniając słodkie dziecko w martwe monstrum. Puste oczodoły wbite tępo w niebo, resztki ust umazane brudna krwią, nabrzmiała zielenią trupia twarz... Jeszcze tylko niesforne kosmyki włosów wychodzące spod kapturka i miękko opadające na ramiona zachowały swoje żywe piękno. Zdjęta z nich, niewprawną ręką, różowa wstążka wżynała się teraz w cieniutką szyję dziecka, tworząc na niej krwawą pręgę. Jej bajkowy, spływający intensywną czerwienią strój nie uległ najmniejszemu uszkodzeniu, wciąż był nowy, czyściutki i lśniący. ON długo się zastanawiał, czy nie zdjąć z niej wszystkiego, ale w końcu stwierdził, że byłoby to zbyt nieestetyczne, sprzeczne z jego dobrym smakiem. Dzieło sztuki musi być piękne, nieprawdaż? Nawet gdy chodzi o sztukę ohydnych zbrodni.

Zabrał tylko rajstopy, buty i bieliznę, które po powrocie do domu i długim się w nie wpatrywaniu, spalił w piecu. Nocami myślał, czy dobrze ją ułożył i czy jest jej tak wygodnie. Umarła leżąc, z głową mocno wychyloną do tyłu, ciałem wygiętym przez ból. Gdy było już po wszystkim, skrzyżował jej ręce na piersi, a nogi zgiął w kolanach, bose stopy opierając o duży kamień. Tak chciał ją zapamiętać, zrobił nawet kilka zdjęć.

Mijały kolejne dni, a on przychodził tu codziennie, by potrzymać ją za rękę. Ciągle był w szoku po tym, co jej zrobił. Jeszcze nie wiedział, czy cieszy się, czy żałuje. Było mu przykro, gdy dziewczynka zaczęła powoli znikać. Nic nie może trwać wiecznie, nawet jak się bardzo chce. Czerwony Kapturek stała się już tylko elementem krajobrazu; kolorowym śmieciem wstydliwie wyrzuconym ze świata żywych. Zapewne zniknęłaby na zawsze, wciągnięta przez pulsująca zgniliznę, gdyby...

Był maj, późne, parne popołudnie, gdy nieruchome powietrze Strychnina rozdarł przerażający krzyk. Lucyna Jagoda, która tego dnia wybrała się na jagody (bez głupich uśmiechów czytelniku!) , jak trzmiel krążyła wokół nieszczęsnego rowu, aż w końcu, gnana niezdrową ciekawością, zajrzała pod zeschnięte gałęzie. Już po 15 minutach, zwarty krąg gapiów okrążał makabryczne znalezisko. Ich reakcje były bardzo zróżnicowane. Okrzyki "Jezus! Maria!" mieszały się z przekleństwami, magicznymi zaklęciami, krzykiem, piskiem, histerycznym płaczem i odgłosami wymiotów. Panie z czerwonego domku, Lucyna i Berliozowa wybuchnęły zawodzącym rykiem - najprostszą odpowiedzią na sytuację, która nas przerasta. Natomiast znana znachorka - Leokadia Jeżowa, doszukująca się w takich wypadkach działania sił nieczystych, pluła przez lewe ramie, mrucząc pod nosem zaklęcia. Jeżowa od dawna uważała, że na wioskę została rzucona klątwa, powodująca tak wysoki wskaźnik okolicznych mordów.

Podchmielony, podejrzanie pobladły Kizior biegał z miejsca na miejsce, klnąc na czym świat stoi. Kolejny mord w Strychninie nie wróżył nic dobrego jego szemranym interesom. Syn Kiziora - Sławomir Banderola, wykazując ogromną wrażliwość żołądkową, wymiotował w krzakach. Właściciel agencji "Sromotniczek" - Emilio Burdelle, z wyrazem twarzy otumanionego barana, palił papierosa za papierosem i drapał się po skołtunionym łbie. Najmłodsze dzieci Berliozów (starsze były wtedy w szkole) tuliły się w fartuch matki, a ich kompletnie pijany ojciec zdążył usnąć w trawie. Z całej bandy mieszkańców Strychnina, tylko mecenas Jagoda zachował spokój i równowagę. Jako pierwszy spróbował opanować zbiorową panikę.
- Ludzie! - krzyknął - Uspokójcie się, do cholery! Tutaj popełniono morderstwo i trzeba natychmiast zawiadomić policję!
Taka malutka...taka dziecinka - zawodziła Berliozowi - Taka tragedia! O Boże! Taka tragedia..
- Paweł! Dzwoń natychmiast, niech jak najszybciej "to" zabiorą! - Lucyna mocno przytuliła się do męża - Nigdy nie widziałam nic równie okropnego...

Paweł już sięgał po telefon, gdy jednym susem doskoczył do niego Antoni Banderola (zwany Kiziorem)
- Ani mi się waż! - ryknął jak lew - Tego tylko nam, kurwa, brakowało ! Chodź ze mną na bok, musimy to jakoś inaczej załatwić. Ty i ja... Spójrz tylko na wszystkich, do cna zdurnieli! Chodź, jest mało czasu...

Jagoda surowo spojrzał na Antoniego. Nie miał zbytniej ochoty na wchodzenie w układ z kryminalistą, z którym od dawna nie utrzymywał żadnych stosunków zawodowych ani towarzyskich. Ciekawe co ten stary lis znowu wymyśli..Pachniało mocno niemoralnym przekrętem. Jagoda delikatnie odsunął od siebie żonę i odszedło kilka kroków na bok.
- Nie wiem, o co ci chodzi - odparł wyniosłym tonem - Popełniono zbrodnię i trzeba to natychmiast zglosić na policję. Ja nie mam i nie będę miał z tym nic wspólnego.
- To nie sąd tylko samo życie, Jagoda. Te swoje frazesy zachowaj na mowy obrończę. - mruknął Kizior mocno zaciągając się dymem. - Wiesz, co teraz będzie? Wiesz, gdzie będą szukać winnego? W Strychninie! Przesłuchania, śledztwo, wizje lokalne i wyjdą na jaw wszystkie lewe interesy. Przy byle okazji wsadzą nas wszystkich do pierdla.
- To nie mój problem. - Jagoda nerwowo skubał połę marynarki. Spokój powoli zaczął go opuszczać.
- A właśnie, że twój! - zirytował się Antoni - Spójrz mi w oczy! - Kizior wybałuszył na niego swoje mętne źrenice - Jeżeli ja polecę, to ty razem ze mną, aż na samo dno!
- Jestem zupełnie czysty, nic na mnie nie masz - powiedział zupełnie bez przekonania
- Nie? - Kizior uśmiechnął się drwiąco - Dobrze sobie przypomnij, co się stało 10 lat temu. Masz swój spory udział w kilku nieciekawych historiach. A mnie, wyobraź sobie, od jakiegoś czasu gryzie sumienie...
- No dobrze..- Paweł uległ w końcu tak twardym argumentom - Powiedz, o co ci chodzi?
- Panowie! - podbiegła do nich Leokadia Jeżowa - To coś gorszego niż myślicie! Tu zadziałało zło nie z tego świata. To zły omen, cała nasza wioska jest przeklęta! Wszyscy pomrzemy, biada nam!
- Do reszty ci się we łbie pomieszało, stara kurwo? - syknął Banderola przez zaciśnięte zęby.
- Co sięęęę stało? - Berlioz właśnie ocknął się ze swego snu sprawiedliwego i próbował utrzymać się na chwiejnych odnóżach, które cały czas odmawiały mu posłuszeństwa. - Cóż za odrażający odór drażni me nozdrza? - z tymi słowami powtórnie zarył mordą w mech.
- To obrzydliwa sprawa - Paweł otarł pot z czoła - Po tym wszystkim Lucyna będzie potrzebowała pomocy specjalisty. Mam nadzieję, że to nie zaszkodzi jej ciąży..
- Ja wam mówię, że to początek nieszczęść jakie spadną na naszą wioskę - przekonywała uparcie Jeżowa.
- Trup w lesie to dla nas nic nowego - wzruszył ramionami Kizior - Dużo czasu minęło od ostatniego nieszczęścia, więc teraz przyszedł czas na kolejną niespodziankę.
- Żal dzieciaka tylko...- mruknął Jagoda mocno zniesmaczony całą sytuacją - Co chcesz zrobić?
- Waluś! - krzyknął Banderola na syna - Do kurwy nędzy, natychmiast do mnie!
- Ojciec ja nie mogię...- wymamrotała blada latorośl, posłusznie stając przy rodzicielu - Co na to spojrzę, to mi się żołądek do góry nogami wywraca.
- Bądź mężczyzna, a nie dupa! Jak była bieda i musieliśmy śmierdzącego barana opędzlować, to żeś jadł aż ci się uszy trzęsły, a teraz się piesek francuski znalazł. Słuchaj, ile mamy drobnych w domu?
- Jakieś 50 tysięcy, ojciec.
- Dolarów?
- Złotych.
- Mało, biegnij do domu po mój telefon.
Walenty pobiegł przez las, jak oparzony.
- Co ty chcesz zrobić Banderola? - Paweł zdradzał coraz większy niepokój. Czuł, że zaraz zostanie wciągnięty w ciężki układ.
- Mam dobre układy na komendzie w Denaturowie - ciągnął dalej Kizior, spokojnie zapalając papierosa - Musimy się złożyć na kilka łapówek, a oni to wszystko po cichu załatwią. Zwłoki trzeba podrzucić na teren tych z Denaturowa i tam ktoś ją znajdzie. Śledztwo pewnie szybko umorzą z braku dowodów i sprawę się zamknie. Proste? Tylko wszystko musi pozostać między nami. Jak ktoś zacznie sypać, to.. - Antoni wymownie przejechał palcem po szyi.
- Ale to niemoralne i obrzydliwe! - opierał się dalej Jagoda - W ten sposób pomagamy mordercy i stajemy się współodpowiedzialni!
- Nie rozśmieszaj mnie - zaśmiał się Kizior - Czy nie na tym polega twoja praca w sądzie?
- Nie porównuj tego.
- Czy to twoje dziecko? Nie, a przesadna wrażliwość może nam tylko zaszkodzić.
- Ile będzie trzeba zabulić? - spytała praktyczna Jeżowa.
- Plus, minus... - zamyślił się Antoni - Jakieś 100 tys., jesteśmy w końcu na prowincji i ten kryzys..Zrobią to za tyle.
- Fiu, fiu..- Leokadia zagwizdała cicho.
Chwiejnym krokiem doczłapał się do nich Emilio Burdelle.
- Antoś - jęknął cicho - Biorę dziewczyny i wracamy do domu. Chyba zaraz zemdleję.
- Leź i przynieś pieniądze, wszystkie jakie masz przy sobie. Robimy zrzutę na zatuszowanie tego incydentu.
- Chyba domyślam się o co chodzi...
- Ile masz?
- Teraz jest ciężko. Z bólem mogę wyciągnąć jakieś 20 patyków.
- Ja dla świętego spokoju dam 15 - rzuciła nieoczekiwanie Leokadia. Gdy coś mogło zaszkodzić jej interesom odsuwała na bok sentymenty. - Ale nie chcę być w to zamieszana.
- A ty? - Kizior zwrócił się do Jagody.
- Degeneraci i wykolejeńcy - odparł tamten z rezygnacją - Nie ma dla was żadnych świętości... Mogę dać 10 i idźcie do wszystkich diabłów!
-Ok. Te brakujące 5 patoli wyrwę po drodze - kombinował dalej Banderola - Teraz wszystko musi pozostać między nami. Nic nie może wyjść poza granicę Strychnina. Zrozumiano? - wszyscy w milczeniu pokiwali głowami. Niech teraz każdy skika po kasę. Ja wszystko załatwię.

Na szczęście 95 tysięcy zupełnie wystarczyło zabiedzonej, skorumpowanej policji.
Po godzinie przyjechali smutni faceci z czarnym workiem i zabrali zwłoki. Całe towarzystwo, w gruncie rzeczy zadowolone z "szczęśliwego" zakończenia tej przykrej historii, wróciło do swych domostw na tłustą kolację i wieczorne "Wiadomości"

Gdy zapadł zmrok ON znów przyszedł w to miejsce, ale rów był już pusty. Było mu przykro, bo domyślił się, co się stało. Odjechał, by już więcej tu nie wrócić. Pozostała mu tylko druga różowa wstążka do włosów, dawna własność Czerwonego Kapturka. Nadal ją przy sobie nosi...na szczęście.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
wiewioorka · dnia 29.05.2009 11:05 · Czytań: 1109 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 6
Komentarze
SzalonaJulka dnia 02.06.2009 17:40
Przydał by się chociaż tytuł roboczy, coby zwabić czytelników ;)
Historia mnie rozbawiła, czytało się lekko i przyjemnie. Jest trochę błędów do poprawienia, szczególnie brak myślników przed wypowiedziami. Oceny nie wstawiam, bo planuję tu jeszcze wrócić :)
wiewioorka dnia 19.06.2009 22:04
Nie wiem dlaczego te myślniki zniknęły podczas kopiowania:upset:już poprawiłam:D
Jack the Nipper dnia 16.07.2009 15:10 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
jak trzmiel krążyła wokół


Inny szyk bym zasugerował: krążyła jak trzmiel

Cytat:
uż po 15 minutach, zwarty


Raczej: Piętnaście minut później zwarty...

Cytat:
na mowy obrończę.


obrończe i bez kropki.

Cytat:
zupełnie czysty, nic na mnie nie masz - powiedział zupełnie


2 x zupełnie

Cytat:
Jakieś 100 tys., jesteśmy w końcu na prowincji i ten kryzys..


sto tysięcy (słownie bym napisał), a potem albo jedna kropka albo trzy

Cytat:
z "szczęśliwego"


ze


No, no miejscami bardzo zabawne, dobrze się rozkręca i ciekaw jestem co dajel.

Bdb z pozdrowieniami
bassooner dnia 22.07.2009 16:03 Ocena: Bardzo dobre
widzę tutaj podwójne kropki i podwójne myślniki - musisz w pierwszym przypadku jedną kropeczkę dodać, a w drugim jeden myślniczek odjąć, by wówczas po dwóch kropeczkach plus jedna dodana, czyli trzech kropeczkach (...) zawsze robić spację, a przed, i po podwójnym myślniku minus jeden, czyli myślniku pojedynczym, też robić spację... ;-)))

historia na bdb. dialogi naturalne. jeden tajemniczy znak ( \ ) przy końcu... ;-)))

aha: jak już poszłaś na prawie całość dając, że Lucyna Jagoda poszła na jagody to powinnaś iść na całość i dać: Jagoda Jagoda poszła na jagody... ;-)))
jarusilski dnia 14.10.2009 23:30 Ocena: Słabe
tragedia!
o co tu chodzi?
po co tyle wulgaryzmów? do czego one prowadzą? czy taka jest polska rzeczywistość? albo ta zawiła intryga... bez sensu... to już w11 jest lepsze... kim są ci ludzie, co oni mają wspólnego ze sobą i z tym wszystki i tajemniczym NIM?? całe to tło przypomina mi brzydotę czasów w stylu Umberto Eco... ale jemu nie mam nic do zarzucenia... w tym opowiadaniu jest to niepotrzebne... nie te czasy... same dialogi, kompletnie pozbawione naturalności... wymuszona wulgarność w nich...
nie podobają mi sie wymyślone nazwiska bohaterów! totalny brak naturalizmu! to miało być śmieszne??
wiewioorka dnia 15.10.2009 10:26
A kto powiedział, że to ma być śmieszne, albo naturalne? A poza tym to część czegoś większego. Nigdy wszystkim się nie dogodzi...;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
26/01/2023 17:43
Dziękuję serdeczniasto! »
Florian Konrad
26/01/2023 17:43
Oj, metal jest tym, co kocham »
Yaro
26/01/2023 10:50
Dziękuję za komentarz bardzo budujący , błąd prawiłem.… »
Woland
26/01/2023 08:20
Dziękuję :) I również dziękuję, chociaż mniej od… »
wolnyduch
26/01/2023 00:18
Pięknie wyrażona tęsknota za "Odyseuszem" , podoba… »
wolnyduch
26/01/2023 00:12
Jak dla mnie to taki bardzo wysublimowany, niezwykle… »
wolnyduch
26/01/2023 00:09
Bardzo lubię prostotę, a jednocześnie pięknie wyrażającą… »
wolnyduch
26/01/2023 00:04
Urokliwy wiersz o przyrodzie, mnie się o bardzo podoba,… »
wolnyduch
25/01/2023 23:54
Nie przepadam za wyliczankami, dlatego wiersz nie bardzo mi… »
wolnyduch
25/01/2023 23:36
Tak, masz rację, Ołowiany Żołnierzyku, że to proza poetycka,… »
wolnyduch
25/01/2023 23:31
Tak, dobrze się czyta, teoretycznie o zwykłej jeździe… »
Olowiany Zolnierzyk
25/01/2023 23:11
Dobre. Choć za krótka ta miniatura.. Stylistyka szwankuje.… »
wolnyduch
25/01/2023 23:05
Zastanawia mnie ten brak odbicia w lustrze?... A co do… »
Olowiany Zolnierzyk
25/01/2023 23:04
Bogate słownictwo. Aby nie wpadło do rynsztoka. Ciekawa… »
Olowiany Zolnierzyk
25/01/2023 22:53
Trochę siermiężna ta poezja. To raczej proza poetycka pisana… »
ShoutBox
  • akacjowa agnes
  • 25/01/2023 22:34
  • Droga Redakcjo. Przez przypadek dodałam dwa razy ten sam tekst. Nie wątpię, że wiecie, co zrobić z tym faktem ;)
  • Dark
  • 22/01/2023 14:36
  • Rada dla tworzących horror lub jakąkolwiek grozę - nie tutaj. Szukajcie grup na fb, wysyłajcie prawdziwym autorom swoje teksty na priv, udzielajcie się w postach.
  • Dark
  • 22/01/2023 14:35
  • Usunąłem teksty i się żegnam. Odezwała się do mnie Anna Dzięgielewska, która ma kontaktować się z Wojciechem Gunią. W przyszłym roku redakcja Planeta czytelnika ma ogłosić mnie swoim autorem, promować
  • Berele
  • 14/01/2023 01:47
  • Bo ja się wycofałem ;)
  • Arkady
  • 12/01/2023 20:30
  • Jakoś tu cicho się zrobiło ... i pusto...
  • wolnyduch
  • 06/01/2023 21:02
  • Dołączam do życzeń,
  • Gramofon
  • 05/01/2023 20:11
  • Dark, o jakim tekście mówisz?
  • Dark
  • 05/01/2023 07:41
  • Zgadzam się.
Ostatnio widziani
Gości online:14
Najnowszy:Szymon K
Wspierają nas