Pozłacana klatka - waikhru
Proza » Inne » Pozłacana klatka
A A A
Na moment przed burzą - przed pierwszym piorunem - świat staje w miejscu. Drzewa nieruchomieją, wiedząc, że później będą wyginać się ponad miarę. Gałęzie zatańczą, a liście będą drżeć w strugach deszczu. Tak się stanie za kilka minut. Teraz nawet wiatr nie ma odwagi przebiec między konarami. Boi się, że swoją nadgorliwością, zbyt wczesnym działaniem zepsuje wrażenie, które towarzyszy nadejściu burzy. Myli się. Nic nie jest w stanie tego zepsuć ani zmienić.



Czwartek


- Mamo! No chodź wreszcie! Miałaś mi wytłumaczyć te pierwiastki... - Małe czoło przecięła pozioma zmarszczka. - Jutro mam kartkówkę, zapomniałaś?
- Nie zapomniałam, córeczko. Za chwilę przyjdę. Daj mi trochę odpocząć. - Kobieta spojrzała za dzieckiem, złoszcząc się na samą siebie. Wiedziała, że wczoraj obiecała małej pomoc, ale przecież nie mogła się domyślić, że dziś szef zwoła konferencję. Dwie godziny w dusznej, śmierdzącej papierosowym dymem sali nie nastrajało pozytywnie. Popatrzyła na męża i nagle zrozumiała, kto jest temu wszystkiemu winien.
- Co ty sobie myślisz?! - Zdziwione spojrzenie małżonka jeszcze bardziej ją zezłościło. - Nie umiałeś nawet obiadu ugotować? Kiedy ja mam to wszystko zrobić? Kaśce też mogłeś pomóc. Z tego co się orientuję, maturę masz, więc chyba wiesz co to pierwiastki? Co się tak gapisz? Matko Boska, dlaczego musiałam za ciebie wyjść... - Nie miała zamiaru powiedzieć tego ostatniego zdania. Pożałowała jeszcze bardziej, gdy zobaczyła, że Mateusz kieruje się w stronę drzwi.
- A ty dokąd? Jasne! Najłatwiej zostawić mnie samą! - Ale mąż już nie słyszał. Drzwi zamknęły się z trzaskiem. Przez chwilę stała bez ruchu. Mięso wesoło skwierczało na patelni. W końcu usiadła ciężko na krześle i przytuliła twarz do kuchennego ręcznika. Pomyślała, że jest chłodny i miękki. Po chwili zrozumiała, że to jej łzy są tak przyjemnie zimne.



Jadła obiad, zerkając ukradkiem na swoje dziecko. Czy ona to wszystko widzi? Słyszy? Czy jest jej ciężko? Tego chyba nigdy się nie dowie.
- Kochanie, zrobimy zaraz matematykę, dobrze?
- Nie trzeba, mamo. Już sama wszystko rozwiązałam. Chyba już rozumiem.
- Co rozumiesz? - Marleną wstrząsnął zimny dreszcz.
- No, te pierwiastki. To nie takie trudne, jak myślałam. Mamo, mogę iść do Igi? Poćwiczymy razem. Będzie kilka dziewczyn i...
- Tak, tak. Tylko wróć przed ósmą. - Drżenie rąk uspokoiło się. Kobieta odetchnęła z ulgą.
Po wyjściu córki szybko poszła do sypialni. Przeczuwała kolejny atak migreny. Zasłoniła rolety i z zadowoleniem wsunęła się pod koc. Lubiła być sama. Fascynował ją spokój, który spowijał cały dom. Wypieszczony, uporządkowany i idealny. Samotny, nawet gdy był pełen ludzi.



Mateusz wrócił późnym wieczorem. Bolała go głowa i miał wyrzuty sumienia. Żałował, że wyszedł z domu zostawiając Marlenę w takim stanie. Kochał swoją żonę i starał się ją zrozumieć w każdej sytuacji, ale ostatnio przychodziło mu to z coraz większym trudem. Jego ubóstwiana, ukochana Marlenka zmieniała się z każdym dniem - przychodziła z pracy zdenerwowana i rozżalona. Obwiniała go o wszystko. Z westchnieniem przypomniał sobie jak było kiedyś. Urocza, roześmiana. Z dziecinną radością potrafiła cieszyć się każdym dniem. Piękna i mądra. Spojrzał na twarz kobiety skulonej na łóżku. Uśmiechnął się na myśl, że jego żona dzielnie walczy z upływającym czasem. Nie wyglądała na swoje lata. Krótka fryzura dodawała młodzieńczego uroku pociągłej twarzy. Mały nos i drobne usta zdawały się należeć raczej do dziecka, niż do dojrzałej kobiety. Coś jednak pozwalało wątpić w tę dziecinność. Być może cień smutku i rozczarowania, który należał do tej twarzy tak samo jak nos i usta.



Obudziła się, gdy usłyszała dźwięk klucza w zamku. Wiedziała, że mąż przygląda jej się z nadzieją, że otworzy oczy i uśmiechnie się na jego widok. Nie zrobiła tego. Sama nie wiedziała dlaczego. Przecież marzyła o tym, żeby położył się koło niej i przytulił. Opowiedziałaby mu wtedy jak jej źle i razem znaleźliby rozwiązanie. W końcu byłoby jak dawniej. Ale kiedy Mateusz przysunął się, odwróciła głowę do ściany. Płakała bezgłośnie. Sama.




Piątek



Stała w bezruchu przed lustrem. Zastanawiała się, czy i tym razem uda jej się ukryć opuchliznę pod oczami. W końcu po to kupuje najdroższe pudry, żeby zdały ten trudny egzamin. Zrobiła delikatny makijaż i założyła ulubioną śliwkową garsonkę. Nagle poczuła chłodną dłoń na policzku.
- Przepraszam kochanie. Nie chciałem ci zrobić przykrości. - Mateusz stał w bokserkach i uśmiechał się przepraszająco. Odwzajemniła uśmiech, jednak gdy mąż chciał ją pocałować odsunęła się gwałtownie.
- Rozmażesz mi szminkę. Do zobaczenia po południu. - Szybko zamknęła za sobą drzwi. To wszystko zaczęło ją przerastać.



W pracy czuła się bezpiecznie. Kierownicze, odpowiedzialne stanowisko dawało jej poczucie kontroli nad wszystkim. Zwłaszcza nad własnym życiem. Doskonale wiedziała komu i jakie polecenie wydać. Lubili ją podwładni, a szef doceniał profesjonalizm. Być może dlatego zaczęła brać coraz więcej nadgodzin. Tłumaczyła sobie, że to dla pieniędzy, które może przeznaczyć na umilanie rodzinie czasu - zagraniczne wakacje, weekendowe wyjazdy w góry i drogie hobby. Jednak ostatnio zaczęła wątpić w taki powód dłuższego pobytu w pracy. Rodzinne życie zaczęło ją męczyć. Czuła się jak ptak złapany i brutalnie wsadzony do klatki. Wytrzymała dzielnie dwadzieścia lat. Jak długo jeszcze będzie musiała to znosić - kolejne dwadzieścia, trzydzieści? Wiedziała, że nie da rady. Chciała rozłożyć skrzydła i pofrunąć - jak najdalej od tego wszystkiego.



Gdy weszła wieczorem do domu poczuła zapach jedzenia. Mateusz, ubrany w kuchenny fartuszek, zdawał się promienieć. Mimo krzyków, że ubrudzi jej kostium, przytulił żonę i pocałował.
- Zrobiłem obiad, kotku. - Mężczyzna uśmiechał się z dumą i zaprowadził zdziwioną Marlenę do kuchni. Na stole stał przygotowany posiłek, który pachniał zachęcająco. W wazonie stał pokaźny bukiet róż.
- Przecież wie, że nie lubię czerwonych... - pomyślała. Podeszła do Mateusza i pocałowała go. Szybko i niezdarnie. Jakby wstydziła się jakiejkolwiek czułości. Wiedziała, że nie powinno tak być. To przecież jej mąż. Ukochany człowiek, z którym żyje już od dwudziestu lat. Co się stało? Co jest nie tak między nimi? Co się zmieniło? Nie potrafiła odpowiedzieć na te pytania. Jeszcze nie teraz.


- Mamo! Tato! Cyrk! - Kasia wbiegła do kuchni skacząc z radości. - Pójdziemy? Proszę! Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam w cyrku. A ty, mamo? Pamiętasz?
- Kochanie, zwierzęta męczą się w cyrku... Sądzisz, że to rozsądnie finansować takie rzeczy?
- Marlenko, Kasia ma rację. Wyjdźmy gdzieś razem. Chociażby do tego cyrku. A potem wezmę moje królewny do restauracji. - Mateusz gwałtownie chwycił obydwie kobiety i przytulił do siebie. Pierwsza oswobodziła się Marlena.
- Pójdziemy, jeżeli tak wam na tym zależy. Jutro?
- Super! Już nie mogę się doczekać. Będę miała o czym opowiadać w szkole. - Kasia była rozpromieniona. Szybko wybiegła z kuchni, chcąc jak najszybciej zadzwonić do przyjaciółki i pochwalić się perspektywą weekendu. Mateusz skorzystał z okazji i dyskretnie zamknął drzwi za dzieckiem. Włączył muzykę i sięgnął po ulubione wino żony.



Obok w pokoju Kasia tańczyła z radości. Bardziej od cyrku, cieszyło ją to, że rodzice rozmawiają. Pomyślała, że ma cudownego ojca. Mamę również, chociaż ona bywała w domu tak rzadko, że myśl o tym, jaka jest kochana przychodziła tylko od czasu do czasu. Było jej przykro, że kiedy odwiedza koleżanki - ich rodzice są zawsze w domu. Razem. U niej taki stan rzeczy traktowany był jak święto. Zdarzało się, że płakała po cichu, słysząc kłótnie i trzaskanie drzwiami. Próbowała przypomnieć sobie, kiedy tak naprawdę to się zaczęło. Może wtedy, gdy tata przychodził bardzo późno. Jeszcze później niż mama. Zawsze był uśmiechnięty od ucha do ucha. I pachniał inaczej. Kobieco. Być może to było jeszcze wcześniej - wtedy, kiedy zmarła babcia. Mama długo nie mogła się podnieść. Była taka smutna. Dziewczynka chciała przypomnieć sobie inne ważne sytuacje, ale w końcu wszystko jej się poplątało. Nie potrafiła zrozumieć tego, co się dzieje wokół. Zrezygnowana zasnęła. Śnił jej się radosny dom.




- Czy dzisiaj mamy jakieś święto? - Marlena była wyraźnie zaskoczona.
- Po prostu chcę trochę pobyć z moją żoną. To źle?
- Nie... Skądże. Brakowało mi tego. - Kobieta delikatnie pogłaskała dłoń męża.
Mateusz nie pamiętał, kiedy kochali się ostatni raz. Ale teraz ważne było tylko to, że trzyma ją w ramionach, a ona oddycha równo i spokojnie. Znów pomyślał, że wygląda jak dziewczynka, w niczym nie przypominająca stanowczej szefowej, matki jedenastoletniej Kasi i czasami nazbyt oschłej żony. Miał nadzieję, że to zapowiedź nowego początku, lepszego życia. Jutro pójdą do cyrku, potem restauracja. Wybierze najlepszą w mieście. Będą się śmiać i trzymać za ręce. Jeszcze tylko sześć godzin do rana. Sześć godzin dzielących ich od dnia, który ma wszystko zmienić.



Sobota


Obudził się zdziwiony. Miejsce obok niego było puste.
- Pewnie poszła do łazienki - pomyślał i odwrócił się na drugą stronę. Minęło jednak pół godziny i w domu nadal nie było słychać żadnego hałasu. Gdy wyszedł z sypialni, jego uwagę przykuła karteczka przyczepiona do lustra. Pismo było nienaturalnie staranne. "Wybaczcie".


Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
waikhru · dnia 03.06.2009 12:04 · Czytań: 3599 · Średnia ocena: 4,71 · Komentarzy: 31
Komentarze
PatrycjaDera dnia 03.06.2009 12:15 Ocena: Świetne!
Strasznie podobał mi się początek tego opowiadania. Tworzy napięcie, które ciągnie się aż do samego końca. Zakończenie też jest dobre, takie prawdziwe. Wydaje się, że wiele kobiet czuje podobnie i jest uwikłanych w takie sytuacje, ale one nie umieją napisać nic na lustrze. I tak naprawdę możemy się tylko domyślać co mają jej wybaczyć...
Jack the Nipper dnia 03.06.2009 18:20 Ocena: Świetne!
Znakomity tekst, zwłaszcza, ze odwrociłaś te stereotypowe role, ze to ojca nigdy nie ma w domu, że to dla faceta uplyw czasu jest łaskawszy. Dzieki temu wyszło coś naprawdę ciekawego.

Ostatnie zdanie w połaczeniu z tym początkiem o burzy daje mi do myslenia - czy nigdy nie mamy wpływu na nasz los, czy dopiro po przekroczeniu "the point of no return"?
Szuirad dnia 03.06.2009 20:42 Ocena: Świetne!
Smutny będzie ten CYRK. Cokolwiek pod nim wstawimy. I wiek bohaterów też zapewne nie jest przypadkiem. czterdziestka na karku to faktycznie przełom. Być może czas na ostatni zryw by sięgnąc po swoje młodzieńcze marzenia. Ale to se ne wrati nawet jak pokaleczymy wszystkich wokoło.
valdens dnia 03.06.2009 22:03 Ocena: Świetne!
Niby zwykła, rodzinna scenka, a trzyma w napięciu, w takiej obawie, że zdarzy się coś mocnego, a może nawet strasznego.
Na szczęście kończy się czymś umiarkowanie mocnym i tu wykazałaś się dużym wyczuciem. No wcześniej w sumie też, bo bardzo ładnie malowałaś klimaty w każdym akapicie.
valdens dnia 03.06.2009 22:29 Ocena: Świetne!
Cytat:
Na moment przed burzą - przed pierwszym piorunem - świat staje w miejscu. Drzewa nieruchomieją, wiedząc, że później będą wyginać się ponad miarę. Gałęzie zatańczą, a liście będą drżeć żałośnie w strugach deszczu. Tak się stanie za kilka minut. Teraz nawet wiatr nie ma odwagi przebiec między konarami. Boi się, że swoją nadgorliwością, zbyt wczesnym działaniem zepsuje wrażenie, które towarzyszy nadejściu burzy. Myli się. Nic nie jest w stanie tego zepsuć ani zmienić.


Czy rzeczywiście nie jest w stanie? Widzisz, wyczuwam w tym akapicie jakąś sprzeczność, jakiś błąd merytoryczny.
Wstęp jest bardzo ładny, klimatyczny, ale chyba powinnaś go zepsuć, żeby naprawić - pozbyć się tego fałszu.
waikhru dnia 03.06.2009 22:58
Na wstępie chciałabym podziękować wszystkim za przychylne komentarze. Jestem zdziwiona tym, jak bardzo ocena własnego tekstu może różnić się od oceny odbiorców. Po wysłaniu tego utworu, była chwila, że chciałam prosić o wykasowanie go z listy oczekujących na publikację. Tym bardziej cieszę się, że tego nie zrobiłam;)


Valdens - a może z ostatniego zdania wyrzucić "nic"? Wtedy być może to wszystko będzie mniej pewne? Masz jakieś sugestie?


Pozdrawiam wieczornie i z pewną dozą zmęczenia:D
milla dnia 04.06.2009 07:22 Ocena: Bardzo dobre
smutny tekst, niedobry na rozpoczęcie dnia. ale stało się, przeczytaląm przy śniadaniu.
Świetne zakonczenie, którego bym się za diabła nie spodziewala. Trochę raził mnie pierwszy akapit w porównaniu do całego tekstu; był jakby z innej beczki. Cały tekst, prepraszam, ze to powiem, sprawiał wrażenie naiwnego, ale w pozytywnym sensie.
pzdr:)
waikhru dnia 04.06.2009 08:21
Milla - wybacz mi zepsucie śniadania:D Dzięki za komentarz!
valdens dnia 04.06.2009 14:52 Ocena: Świetne!
Cytat:
Na moment przed burzą - przed pierwszym piorunem - świat staje w miejscu. Drzewa nieruchomieją, wiedząc, że później będą wyginać się ponad miarę. Gałęzie zatańczą, a liście będą drżeć żałośnie w strugach deszczu. Tak się stanie za kilka minut. Teraz nawet wiatr nie ma odwagi przebiec między konarami. Boi się, że swoją nadgorliwością, zbyt wczesnym działaniem zepsuje wrażenie, które towarzyszy nadejściu burzy. Myli się. Nic nie jest w stanie tego zepsuć ani zmienić.


waikhru, chyba się nie rozumiemy. Nie sądzę, żeby wycięcie słowa "nic" coś pomogło. Bo chodzi o to, że wcześniej przekonujesz, że ten bezruch, ta stop-klatka wiąże się z brakiem wiatru i ja to kupuję, a potem mówisz: "ale jak by wiało, to w sumie nic by się nie zmieniło" - tego już nie kupuję. A może po prostu za dużo tu poezji jak na mój chłopski rozum... <myśli>

Aha, wyciąłbym słowo "żałośnie". Drżenie samo w sobie jest dużo mówiące.
bury_wilk dnia 04.06.2009 14:56 Ocena: Świetne!
Powiem krótko - WOW!!!
Po drodze jakieś drobiazgi mi zgrzytnęły, ale tak mi się podobało, że ciężko by mi było teraz przypomnieć sobie co mogło być źle.
Takie rzeczy się nie zdarzają (bo ja gruboskórny, nieczuły i ogólnie padalec jestem :D ) ale tym razem naprawdę emocje z tekstu przeniosły się na mnie.
Świetne!
waikhru dnia 04.06.2009 15:11
Valdens - chodziło mi w tym fragmencie o to, że jeżeli coś ma nadejść nieuchronnie, to nie mamy na to wpływu. Możemy się ewentualnie przygotować (tak jak drzewa). Wiatr z kolei jest świadomy i pogodzony z nadejściem burzy. Nie podejmuje żadnych działań, bo nie chce wyprzedzać wypadków. Swoją rolę i tak w końcu odegra - we właściwym czasie. Mniej więcej taki był zamysł tego fragmentu... Być może nie do końca został zrealizowany;)

"Żałośnie" już wycięte;)


bury wilku - padalec? Nie wierzę:p Miło mi, że się podobało. Gdybyś miał chwilkę czasu, to prosiłabym o wyszukanie tych fragmentów, które zgrzytały, żebym je mogła szybciutko naprawić.
bury_wilk dnia 04.06.2009 15:19 Ocena: Świetne!
Z tym czasem to jest marnie ale na pewno był błąd, który (nie wiem dlaczego) szczególnie mnie irytuje:
"ubrała ulubioną śliwkową garsonkę" - "ubrała się w ..." , albo "założyła..." bo w obecnej wersji, jest tak, że dziołcha wzięła kieckę i ją w coś ubrała...
:)

p.s. lepiej uwierz :D
Elwira dnia 05.06.2009 11:24 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Wiedziała, że obiecała to wczoraj małej. Ale przecież nie mogła się domyślać, że


2 razy że
Co obiecała, bo ja się tylko domyślam, ale po co mam się domyślać, kiedy mogę wiedzieć?
i czasownik musi być dokonany, więc "domyślić"
sugestia:
Wiedziała, że wczoraj obiecała małej pomoc, ale przecież wtedy nie mogła się domyślić, iż...

Cytat:
Z tego(,) co się orientuję, maturę masz, więc chyba wiesz(,) co to pierwiastki?


Cytat:
Drzwi zamknęły się z hałasem.

a nie lepiej "z trzaskiem"?

Cytat:
No(,) te pierwiastki.


Cytat:
Po wyjściu córki szybko położyła się. Przeczuwała kolejny atak migreny. Zasłoniła rolety i z zadowoleniem wsunęła się pod koc.

coś tu się stało z następstwem czynności, chyba najpierw te rolety, a później się położyła, co?
i 2 razy "się"

Cytat:
domu(,) zostawiając


Cytat:
przypomniał sobie(,) jak było


Cytat:
Krótka, fryzura dodawała

a tu wyrzuć przecinek

Cytat:
łóżku. Mateusz uśmiechnął

Mateusz - zbędne, wiadomo kto, cały czas mówisz tylko o jego czynnościach
Cytat:
wtedy jak jej źle. Byłoby jak dawniej.


ja bardzo bym chciała się dowiedzieć, o czym konkretnie by opowiedziała

Cytat:
Zastanawiała się(,) czy i tym


Cytat:
Lubili podwładni, a szef doceniał jej profesjonalizm.

Lubili ją podwładni, a szef - doceniał profesjonalizm.

Jeszcze w kilku miejscach nie było przecinków, przejrzyj pod tym kątem. Czasem zdania pourywane kropkami i następne, równie krótkie, często bez orzeczenia, jak określenie poprzedniego. Połącz je przecinkami, a tekst nabierze płynności.

Poza tym, ta Marlena jest durna i sama nie wie, czego chce. Nie cierpię takich kobiet. Domyślam się, że ma powody, że może nawet poważne, że to tkwi i boli, ale w pewnej chwili trzeba zdecydować: wybaczam albo nie. Skoro zdradził, a ona została, powinna być konsekwentna do diaska, a nie robić z siebie męczennicę. Mateusz się przynajmniej starał, a ona - pusta egoistka chyba nie do końca wiedziała, co chce w życiu osiągnąć. Moja interpretacja tekstu. Przepraszam, jeśli się zagalopowałam.
Pozdrawiam miło.:D
waikhru dnia 05.06.2009 12:40
Dziękuję serdecznie, zaraz przejrzę tekst i poprawię;)

Uważam, że taka intepretacja tekstu również jest jak najbardziej poprawna:D
bury_wilk dnia 05.06.2009 12:50 Ocena: Świetne!
Interpretacja interpretacją, ale sam fakt, że tekst wywołuje tego typu przemyślenia i emocje, już świadczy bardzo, ale to bardzo dobrze o jego jakości.
soczewica dnia 05.06.2009 19:15 Ocena: Świetne!
jakości nie oceniam... jedynie trafne spostrzeżenie - bo jest doskonałe. myślę, że jakby nie to, że nie mam pędu do kasy i kierowniczych stanowisk, to pewnie bym taką marleną została. ja ją dobrze rozumiem...
Elwira dnia 05.06.2009 19:35 Ocena: Bardzo dobre
Moim zdaniem tekst, który nie wywołuje żadnych emocji czy przemyśleń z miejsca jest marnej jakości :D
waikhru dnia 05.06.2009 19:57
Elwira - mam nadzieję, że ten jednak u Ciebie wywołał jakieś emocje;)
Elwira dnia 05.06.2009 22:03 Ocena: Bardzo dobre
Gdyby nie budził, dałabym słaby, no, może przeciętny :D
Poke Kieszonka dnia 08.06.2009 06:31 Ocena: Świetne!
Tekst nasycony emocjami, trzyma w napięciu do końca i przy tym prawdziwy:), co do głównej bohaterki to trudno ocenic jej postepowanie, ale sądząc po stażu małżeńskim to kobieta wchodząca w niebezpieczny wiek, gdzie robi sie liczne podsumowania jakości swojego życia i w tym można sie pogubić i przeliczyć(nie usprawiedliwiam jej tylko próbuję zrozumieć;))
Sonia dnia 08.06.2009 09:38 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo smutny tekst, ale wciąga. Dobrze się go czyta. Mam nadzieję, że będzie dalszy ciąg :]
waikhru dnia 08.06.2009 11:46
Dalszego ciągu nie przewiduję;) To miało wyglądać tak, jak teraz i na tym się zakończyć. Zostawiam czytelnikom możliwość dokończenia historii po swojemu:bigrazz:
valdens dnia 08.06.2009 11:57 Ocena: Świetne!
Soniu, nie jeden bardzo dobry "dalszy ciąg" znajdziesz u waikhru w profilu. :yes: Polecam.
ginger dnia 11.06.2009 11:15 Ocena: Bardzo dobre
Podoba mi się. Tekst wywołuje emocje, zostaje w głowie. A to znaczy, że ma to Coś :yes:
Na szukaniu błedów się nie skupiałam, bo historia mnie po prostu wciągnęła. Zwykłe, codzienne życie, a jakie może być fascynujące... Najbardziej żal mi Kasi... Bo dorośli rozrabiają, a potem cierpią maluchy...
Abakarow dnia 28.07.2009 12:35 Ocena: Świetne!
elementy takie jak:
-napięcia i emocje zwykłego dnia codziennego
-oczekiwanie lepszego jutra - cyrk, niedługo wszystko się zacznie poprawiać itp.
-zakończenie, które pokazuje, że "głupcy wierzą w poranek"

Już teraz wiem skąd znasz mój nick. Ocena ode mnie Świetne
waikhru dnia 28.07.2009 12:40
Ojej...Dziękuję:shy: Abakarow jest moim ukochanym bohaterem, jeszcze bardziej ukochanego autora... Dlatego od samego początku, jak się tutaj pojawiłeś, "upatrzyłam" sobie Twoją osobę i na pewno będę zagladała do Twoich tekstów.

Pozdrawiam!
Bardzki dnia 24.08.2010 10:02 Ocena: Świetne!
Bardzo dobry tekst. Dopieszczony w każdym calu. Doskonale potrafisz obserwować i przelewać to na papier Czyta się lekko i przyjemnie choć sam tekst jest smutny. Jedynie zrezygnowałby z wesoło skwierczącego mięsa o którym wspominasz w dość dramatycznym momencie. Taki leki dysonans. Poza tym świetnie
zawsze dnia 24.08.2010 13:37
Witaj, Waikhru! Końcówka pozostawia tyle refleksji, tyle ciągów dalszych układa się w głowie... Świetnie.
Moim zdaniem jednak, trochę nazbyt powierzchownie potraktowałaś postać Kasi. Jakby tak naprawdę miała siedem, nie trzynaście lat... Naprawdę, dzieci rozumieją bardzo wiele. Więcej, niż myślimy. I Kasia na pewno doskonale wiedziała, co dzieje się w jej domu.
Cieszę się, że tu trafiłam. Bardzo dobrze, że polecono Twój tekst.
Pozdrawiam!
Krzysztof Suchomski dnia 24.08.2010 19:32
Nie gniewaj się, ale Twój tekst przypomina mi ponowne odkrywanie Ameryki. Na pewno byłby czymś świeżym jeszcze w połowie lat 90-tych, ale teraz? Temat zamiany ról w małżeństwie, tak zwanych "byznes-łomen" i konsekwencji z tego wynikających jest mocno ograny. Może nawet bardziej przez kino i telewizję niz literaturę, ale dla mnie to juz odgrzewany kotlet. Gdybyś jeszcze przedstawiła go w nowym świetle, zmusiła czytelnika do przewartościowania pojęć - a tu nic poza starym schematem "zbrodnia to niesłychana, pani porzuca pana". I oczywiście archetypowe, skrzywdzone dziecko.
Na szczęście pisać umiesz, a bardziej oryginalny temat trafi się prędzej czy później.
nikejf dnia 27.08.2010 23:07
Bardzo lubię taką obyczajową prozę. Miejscami narracja pourywana, ale może to celowo. Świetna zapowiedź na powieść. Nie podoba mis się zakończenie, chciałbym się dowiedzieć czgoś o tej rodzinie. bdb.
Jaszczurka dnia 31.08.2010 11:41 Ocena: Świetne!
Prosto i sensownie napisane. Podoba mi się.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 13:58
Florianie Tekst specyficzny, jak to u Ciebie. Nie będę się… »
Florian Konrad
25/02/2024 12:09
No, fakt, jego dzieła są nieco przydrogie :) Również nie na… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 00:28
Florian !!! E.A.Poe to jeden z moich ulubionych autorów,… »
Florian Konrad
24/02/2024 23:27
Anioł dziwnych przypadków ? Jeśli o niego chodzi -… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:26
Jacku To bardzo się cieszę i piję zdrowie Twoje i Kazia nie… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:19
Kaziu Tasz to szok! Ale wszystko, do końca?! No to jest… »
Jacek Londyn
24/02/2024 21:51
Zbigniewie, prześpię się z podrzuconą mi twoją krytyką.… »
Kazjuno
24/02/2024 21:43
Więc mówię na końcu: ocena ostateczna powinna brzmieć:… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 20:43
Kaziu Nic się nie stało! Tak sobie myślę, że tam gdzie… »
Kazjuno
24/02/2024 20:26
Przepraszam. Zbysiu. Przeczytałem tekst jeszcze raz, już na… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:47
Kaziu 1. Sam pewnie wiesz, że ciężko jest utrzymać stale,… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:23
Jacku Rozumiem zamysł, nawiązanie do "K.S.P" ale… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 17:40
Florianie Jeśli tak jest, to spodoba Ci się mój obraz,… »
mike17
24/02/2024 17:01
Człowiek, który się gniewa, sam się udręcza, bo? Bo nie… »
mike17
24/02/2024 16:45
Malowniczy, aczkolwiek to smutny wiersz... Bo co możesz… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
  • pliszka
  • 22/02/2024 12:26
  • Nie nazwałabym tego skansenem. Jako przedstawicielka młodych zaryzykuję stwierdzenie, że to społeczny charakter i duża interaktywność przyciąga moje pokolenie. Młodzi są tam, gdzie się dużo dzieje.
  • Redakcja
  • 22/02/2024 10:23
  • Młodzi siedzą na Wattpadzie i TikToku. Dla nich jesteśmy skansenem ;-)
Ostatnio widziani
Gości online:24
Najnowszy:joanna_wie