Kiedy byłem małym chłopcem cz.II - bassooner
Proza » Długie Opowiadania » Kiedy byłem małym chłopcem cz.II
A A A
Dynie.
Pewnego dnia Wiciu przyniósł dobrą nowinę, a brzmiała ona nie mniej, nie więcej tylko: "ale wielkie dynie widziałem w ogrodzie koło jeziorka - prawdziwe kolosy!" Tak powiedział, a my rozochoceni jego opowieściami udaliśmy się na mały rekonesans. Rzeczywiście nie przesadzał. Były dwie i były ogromne. Ta mniejsza już robiła wrażenie, ale w porównaniu do tej drugiej wypadała mizernie - jak Juju w konfrontacji ze swoimi rodzicami i to wziętymi do kupy. Była taka duża, że nie sposób było ją podnieść, o kradzieży nie wspominając. Ustaliliśmy plan "epy" i kiedy nadszedł zmrok dynie przy pomocy taczki przetransportowaliśmy do piwnicy Wicia. Tam zadecydowaliśmy, rozważając wszelkie opcje, włącznie z konsumpcją, co z nimi zrobić. Na następny dzień przenieśliśmy, a właściwie przeturlaliśmy je w kilka osób na czwarte piętro kolejowego bloku. Tam robiąc coś w rodzaju hamaku, wciągnęliśmy na dach, po czym, ot tak zupełnie po prostu zrzuciliśmy na dół. Jedna po drugiej, rozprysły się na tysiące kawałków oblepiając wszystko dookoła dyniową breją. Pomarańczowy miąższ i pestki pokryły najbliższą okolicę, a przede wszystkim samochody. Byliśmy bardzo z siebie dumni.


Chomik.
Wiciu miał chomika, a żywot jego był równie tragiczny jak śmierć. Nie dane mu było wieść byt spokojny, jak inne chomiki, które siedzą w akwariach i tyją nic nie robiąc. Ten, co by o nim nie mówić, na pewno się nie nudził. Myślę nawet, że niejeden człowiek, dożywając wcale sędziwego wieku, nie przeżył tyle co Maciuś (bo tak miał na imię) przez niespełna rok. Maciuś jeździł zdalnie sterowanym samochodem. Maciuś skakał na spadochronie, sporządzonym z chusteczki do nosa, z drugiego piętra. Maciuś pływał na tratwie ratunkowej, kiedy wezbrała po deszczach woda w rowie melioracyjnym. Maciuś znajdował wyjście z labiryntu, wchodząc przez nogawkę od spodni, a wychodząc rękawem, pokładającego się ze śmiechu właściciela. Maciuś latał na lotni, a właściwie latawcu, znając całą, naszą okolicę z lotu ptaka... no niech będzie chomika. Myślę, że gdyby zobaczył inne chomiki, które bezsensownie biegają w kołowrotkach, uśmiałby się po pachy. W swoim akwarium spędzał tylko noce, a i nie zawsze. Za dnia biegał, skakał, jeździł, latał, pływał, a Wiciu co rusz wymyślał Maciusiowi inne wyzwania, które wzbogacały go o następne, życiowe doświadczenia. Fakt faktem - kiedy skonany, po całym dniu lotów i skoków, kładł się w swoim trocinowym łóżeczku, nie lubił aby mu przeszkadzać i potrafił boleśnie "kąsnąć" swoimi malutkimi ząbkami. Ale już skoro świt, gotów był na kolejne przygody. Prężąc się i wyciągając ufnie czekał na zbawczą dłoń, która zabierała go w nieznane.
Razu pewnego pojechaliśmy z Wiciem, a jakże by inaczej... na ryby. Pogoda była rewelacyjna i już od samego rana zapowiadał się upał. Grubo przed południem łowienie straciło sens. Raz, że ryby, chyba straciły apetyt na nasze, z takim trudem zdobywane przynęty, a dwa, że odgłosy dochodzące z kąpieliska, po drugiej stronie jeziora, nęciły nas bardziej niż perspektywa złapania, wymarzonej, medalowej sztuki. O tak, trzykilowy lechu, jak nazywaliśmy leszcze, dałby nam szansę awansu wśród kolejowej wędkarskiej braci. Jednak wtedy ulegliśmy, a perspektywa kąpieli oraz zdjęcia gumowców zwyciężyła. Poszliśmy na kąpielisko. Nie powiem, godzinny spacerek, z całym ekwipunkiem, w czarnych, długich, gumowych butach, w pełnym słońcu wykończył nas zupełnie, a stopy, po zdjęciu obuwia ze Stomilu, parowały jak dopiero co wyjęte ciasto z piekarnika. Jednak przyjemna kąpiel zregenerowała nas i przyniosła ukojenie. Zabawiliśmy więc nad wodą troszeczkę dłużej; poplażowaliśmy, wygrzewając nasze chude, młode i blade ciała, Wiciu jak zwykle uczył mnie pływać, zrzucając z pomostu na głębię oraz co chwila podtapiając i wczesnym popołudniem udaliśmy się na stację kolejową, na pociąg powrotny. Kiedy byliśmy pod domem Wiciu zerknął na swoje okno.
- O Jezu! Maciuś był cały dzień wystawiony na parapecie! Zupełnie o nim zapomniałem! - przypomniało się Wiciowi, a okna miał od strony południowej. Pobiegliśmy czym prędzej po schodach na drugie piętro. Maciuś leżał na grzbiecie wysuszony na wiór, był suchy i sztywny jak sucharek. Nie miał w akwarium nic do picia, bo jadał w terenie, a szkło zadziałało jak soczewka, potęgując gorąc wewnątrz. Zginął w mękach. Zrobiliśmy dla niego z drewnianego piórnika małą trumienkę, a z dwóch patyczków mały krzyżyk na których umieściliśmy tekturkę z napisem: "Żył krótko ale treściwie". Pogrzebaliśmy pod drzewem, niedaleko drzewa, gdzie Wiciu kazał mi zakopać pięć złotych, przekonując, że nastąpi cudowne rozmnożenie.



Kicia i Dydek.
Był starszy o kilka lat i miał już problemy z prawem. Razem z Dydkiem stanowili nieodłączną parę. Rządził w terenie. Kiedy go zauważaliśmy "darliśmy zelówy" tak szybko jak tylko się dało, czasami jednak bezskutecznie. Właściwie, to nawet nie musiał za nami ganiać, wystarczyło, że zauważył i wrzasnął, a my już stawaliśmy ze strachu jak zahipnotyzowani. W nagrodę mieliśmy wtedy wojsko, a generałem był Kicia; na komendę padaliśmy i powstawaliśmy, czołgaliśmy się i robiliśmy przysiady. Na dodatek musieliśmy za to wszystko płacić, wywalając kieszenie na wierzch i oddając swój ostatni grosz.
Kiedyś wyszedłem na podwórko z nowo zakupionym, nowiusieńkim łukiem. Nie nacieszyłem się nim za długo - został skonfiskowany przez Dydka i Kicię, by chwilę później pęknąć z wielkim hukiem nie wytrzymując naciągu. Pamiętam, że nie mogłem przeżyć tej jawnej niesprawiedliwości, a w domu czekały mnie jeszcze wymyślania mamy.
Kiedy my biegaliśmy z drewnianymi pistoletami bawiąc się w wojnę, oni już podmacywali proste dziewuchy w specjalnie do tego celu wykopanej ziemiance. Kiedy my łaziliśmy po drzewach owocowych, oni już het wysoko, w koronach najwyższych klonów i kasztanów, zbijali z podprowadzonych desek swoje domki, bijąc rekordy wysokości i patrząc na dwupiętrowe bloki z góry. Kiedy nas z kawałkami gumowych węży, ganiali stróże i właściciele sadów, oni uciekali już przed dzielnicowym. Słowem, zawsze byli o ten jeden krok do przodu, nie wiem tylko czy w dobrą stronę?
W miarę upływu lat, nasze drogi nie krzyżowały się już tak często. Widywaliśmy ich z rzadka, razem lub osobno. Któregoś lata pojechaliśmy nad jezioro i to o dziwo nie na ryby, tylko w celach wyłącznie rekreacyjnych. Siedzieli przy samym brzegu z jakimiś dziewczynami popijając piwko. Nie zwracali na nas zupełnie uwagi. My jednak przezornie mieliśmy na nich oko, nauczeni latami poniżeń. Na płytkiej wodzie była dość wysoka zjeżdżalnia dla dzieci. Miała może ze dwa metry wysokości. Kicia wgramolił się na nią, zachęcany przez Dydka i dziewczyny. Wszedł nawet na barierki i wykonał skok na główkę do wody o głębokości metra. Po chwili zaczęli nadbiegać zewsząd ludzie. Został wyniesiony z wody, widać było, że stało się z nim coś niedobrego. Pobiegliśmy tam. Leżał na brzegu dziwnie dygocząc, ktoś podłożył mu koc po głowę, ktoś innym przykrył. Poprosił jeszcze Dydka, żeby mu włożył papierosa w usta. Machnął się ze trzy razy i umarł. Ot tak, po prostu.
W moim rodzinny domu do teraz, za drzwiami, stoi ten nieszczęsny, złamany łuk. Jest oklejony plastrem sprzed trzydziestu lat. Mama używa go do poprawiania firan. Patrząc, na niego myślę sobie, że łuk i kręgosłup nie nadają się do sklejania.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
bassooner · dnia 17.06.2009 10:28 · Czytań: 1224 · Średnia ocena: 4,2 · Komentarzy: 10
Komentarze
Jack the Nipper dnia 17.06.2009 11:08 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo mi sie podobają te wspomnienia, są takie swojskie ;) Chociaz tym razem jakoś smutniej i z nostalgią, aż dwie śmierci w krótkim odcinku.

Cytat:
je w kilka osób na czwarte piętro kolejowego bloku. Tam robiąc coś w rodzaju hamaku, wciągnęliśmy je na dach, po czym, ot tak zupełnie po prostu zrzuciliśmy je


3 x je
bassooner dnia 17.06.2009 12:32
;-((( że też tego nie zauważyłem - chyba będę korzystał z programowego liczydła słów... ;-)))
bassooner dnia 17.06.2009 12:34
3 x je... jak po wojnie 3 x tak... ;-)))

poprawione.
Monsun dnia 17.06.2009 19:41 Ocena: Bardzo dobre
tak, tak, tak,
MarioPierro dnia 18.06.2009 17:50 Ocena: Bardzo dobre
Ogólnie znowu jest OK, tylko takie drobne moje czepialstwo:
Cytat:
nie mniej, nie więcej tylko: "ale wielkie dynie widziałem w ogrodzie

Przecin przed "tylko" i "ale" z dużej.

Cytat:
Były dwie i były ogromne.

Spóbuj jakoś uniknąć powtórzenia. Do ciebie (czy raczej do twojego stylu) pasowałoby np.: "Były dwie, a gabarytami znacznie przewyższały piersi Cizi" :D Albo cóś w ten deseń.

Cytat:
i kiedy nadszedł zmrok dynie przy pomocy taczki przetransportowaliśmy

Przecin po "zmroku" :O

Cytat:
Tam zadecydowaliśmy, rozważając wszelkie opcje, włącznie z konsumpcją, co z nimi zrobić.

Coś z szykiem nie tak, choć mogę się mylić. Ale już to:
Cytat:
Byliśmy bardzo z siebie dumni.

aż trzeszczy, a wystarczy mała roszada: "Byliśmy z siebie bardzo dumni.", albo: "Bardzo byliśmy z siebie dumni."

A tego powyższego "Don't you je, je, je" na szczęście nie dane mi było zobaczyć :p
Cytat:
Wiciu miał chomika, a żywot jego był równie tragiczny jak śmierć.

Wiem, że to o chomika chodziło, nie o Wicia, ale o tym upewniłem się dopiero po następnym zdaniu. Wolałbym się jednak nie domyślać, co łatwo osiągnąć, zastępując "a" trochę dłuższym "którego", w zamian kasując "jego" (tzn. słowo, nie chomika :smilewinkgrin: )

Cytat:
siedzą w akwariach i tyją nic nie robiąc.

Przecin po "tyją". Przetnij te wyrazy, bo się roztyją :lol:

Cytat:
znając całą, naszą okolicę z lotu ptaka...

Cytat:
Ale już skoro świt, gotów był na kolejne przygody.

Cytat:
że ryby, chyba straciły apetyt

Cytat:
perspektywa złapania, wymarzonej, medalowej sztuki.

Cytat:
Właściwie, to nawet nie musiał za nami ganiać

Cytat:
Kiedy nas z kawałkami gumowych węży, ganiali stróże

Cytat:
Patrząc, na niego myślę

A te przeciny chyba zbędne, 3 ostatnie na bank.

Cytat:
Żył krótko ale treściwie

Cytat:
Kiedy go zauważaliśmy "darliśmy zelówy" tak szybko jak tylko się dało

I tu znów przeciny przed "ale", po "zauważyliśmy" i "szybko". Ale dobrze, że to szybko zauważyłem :yes:

A w ogóle to najbardziej rozbawił mnie ten fragment o chomiku, w którym najwięcej było błędów, ale jeszcze większe wrażenie tak w ogóle zrobił ostatni, do złudzenia przypominający tragikomiczny styl Vonneguta. On w Rzeźni nr 5 zawsze po każdej śmierci dodawał: "Zdarza się" , a tu widzę "Ot tak, po prostu" :| , też może być. No i za całość znów BDb:)
Swoją drogą (to nie jest reklama) w podobnym stylu napisałem swoje jak dotąd jedyne "piekielne" opowiadanko (na podstawie własnych przeżyć), ale z wyjściem na głębszą wodę trochę się waham... :uhoh:
bassooner dnia 19.06.2009 15:16
nieźle tych przecinów mi wyłapałeś - dzięki, poprawię... ;-)))
MarioPierro dnia 19.06.2009 16:12 Ocena: Bardzo dobre
No, ja myślę:D
A tymczasem właśnie wysłałem początek nowego dzieła, które zaczęło się właściwie wczoraj wieczorem, a skończy, przy dobrym wietrze, w połowie przyszłego tygodnia. Tak czy owak za niedługo zapraszam, choć ostrzegam przed sssstraszliwymi trudnościami;)
Szuirad dnia 23.06.2009 22:12 Ocena: Bardzo dobre
Fajny, taki trochę łobuzersko - nostaliczny nastrój. tragizm przeciwstawiony normalnemu zyciu, zwyklych chłopaków, którzy mieli czas na ryby, ganianie z drewnianym pistoletem i kradzie ż dyni a nie przesiadywali przed kolejną wersją gry komputerowej.
Trochę b łędów - to już Przyjaciele wyżej wypunktowali.
Może nie za technikę ale za nastrój bdb
SzalonaJulka dnia 23.11.2009 14:15 Ocena: Świetne!
Oj, Bass. Nie wiem jakim cudem umknęła mi ta część opowiadania. Na szczęście teraz tu trafiłam. Podoba mi się i to bardzo. Chyba bardziej niż pierwsza część.
Szczególnie "Kicia i Dydek" robią ogromne wrażenie przez to przekorne nieco przyrównanie łuku i kręgosłupa.
Daję świetny - znaj moje chamskie serce ;) no i liczę na kontynuację...
bassooner dnia 23.11.2009 14:54
się pisze - zresztą jak i kilkanaście innych, ale wciąż zadowolon nie jestem. dzięki za lekturę!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
07/12/2022 21:27
Cześć Abi Dobry wiersz, z tym marazmem to msz nie do… »
wolnyduch
07/12/2022 21:19
Witaj Al - szamanko Masz rację, że jesień może być… »
wolnyduch
07/12/2022 21:14
Msz, wiersz może być do kogoś adresowany, niczym list,… »
wolnyduch
07/12/2022 20:36
Witaj Wiolinie Dziękuję za czytanie i Twoją sugestię, co… »
Ronin
07/12/2022 19:37
Sugestia Wiolin jest ze wszech miar słuszna. Wiersz o wiele… »
al-szamanka
07/12/2022 18:55
Piszesz tak lekko jakbys byl naocznym swiadkiem. Jak na… »
al-szamanka
07/12/2022 18:46
Odslony bywaja rozne, w utworach literackich zalezne… »
Marek Adam Grabowski
07/12/2022 17:57
Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie. Elementy… »
d.urbanska
07/12/2022 11:49
Narracja rozwija się sprawnie, choć nie bez potknięć… »
Wiolin
07/12/2022 11:09
Witaj Stanlee. Ciekawy ten Twój pobyt w… »
Wiolin
07/12/2022 11:00
Witaj Arturze. głu­cha noc ta­niec iskier gdzieś tam… »
Wiolin
07/12/2022 10:29
Witaj Wolnyduchu. Próbowałaś kiedykolwiek pisać bez… »
Wiolin
07/12/2022 09:55
Witaj Abi. Ależ na ten stan rzeczy mocno tupnąłeś nogą… »
Dobra Cobra
06/12/2022 22:53
Zatem pozostaje tylko oczekiwanie na kolejną część Twego… »
Kazjuno
06/12/2022 22:30
Sympatyczna Dobra Cobro Martwi mnie, że tak skąpa jest… »
ShoutBox
  • akacjowa agnes
  • 07/12/2022 20:48
  • Dobry wieczór, szanowni Portalowicze. Gdyby ktoś znalazł kilkanaście wolnych minut i miałby ochotę posłuchać moich wierszy w Poczcie Poetyckiej Radia Koszalin, to serdecznie zapraszam. Link powyżej :)
  • Kobra
  • 02/12/2022 17:58
  • Pociengiel piękny link.
  • akacjowa agnes
  • 02/12/2022 11:28
  • Darcon, z tego co wiem, to lista była przedwczoraj u przedostatniego uczestnika. Czyli powinna już raczej dotrzeć do wszystkich :)
  • Darcon
  • 29/11/2022 10:35
  • Hej! Jak Wam idzie przekazywanie listy artystów konkursu Malowanie Słowem? Dotarła już do ostatniego uczestnika?
  • Wiktor Orzel
  • 27/11/2022 11:29
  • Napiszę do Ciebie na pw w tej sprawie ;)
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:sehunds
Wspierają nas