Skyline 1 - vei
Proza » Obyczajowe » Skyline 1
A A A
Skyline 1/2


Jego życie było porażką. Ten wielki rodzinny zjazd był tylko kolejną okazją do potwierdzenia tego faktu.

- Cóż, Mike, czym się zajmujesz w te piękne lata twojej młodości ? - kolejna ciotka chciała koniecznie wiedzieć, jej skośne oczy zmrużone w szczerym uśmiechu.

- Studiuję księgowość.

- Dobry wybór - pochwaliła go.

Którego nie dokonał z własnej woli. Jak na razie dwa razy jego marzenia o Art Center w Pasadenie rozpadły się w proch. Dwa lata z rzędu nie dostał się do tej szkoły. Miał zamiar pozwolić sobie na jeszcze jedną, ostatnią próbę w tym roku. A potem...

A potem co ?

- A co ze sztuką ? Nigdy nie widziałem rysunków takich jak twoje wychodzących spod ręki amatora - daleko spokrewniony wuj koniecznie chciał wiedzieć.

W końcu dla części swojej rodziny wciąż był Mike'm - tym dzieciakiem, który wspaniale rysował, grał na fortepianie, tym dzieciakiem, który był skazany na wielki sukces, tak samo jak wiele innych dzieciaków z jego rodziny.

Wzruszył ramionami.

Nie miał zamiaru tłumaczyć obcemu człowiekowi, że jego rysunki w ostateczności nie były dostatecznie dobre żeby zapewnić mu przyjęcie do jedynej szkoły plastycznej, na uczęszczanie do której mógł sobie pozwolić. Niezliczenie wiele osób przekonywało go, żeby spróbował dostać się do zwykłej uczelni artystycznej i zaczął studiować malarstwo, dając spokój designowi. Sam musiał przyznać, że w zasadzie nie był designerem z powołania, ale miał coś do udowodnienia. Coś, czego nie miał nigdy udowodnić zostając szeregowym artystą plastykiem z dochodami zbyt małymi, żeby kiedykolwiek mieć szansę samodzielnie utrzymać siebie i swoją rodzinę.

- Dobrze, że się opamiętałeś i w ostateczności wybrałeś księgowość - kolejny wuj - Artyści to nic dobrego.

Problem w tym, że gówno go obchodziła księgowość. Jak chyba wszystkich.

- Mike... - jeden z jego kuzynów powitał go z rozbawionym drwiącym uśmiechem, przyglądając mu się uważnie.

Był czystej krwi Azjatą, kilka lat starszym od niego. Od wczesnej młodości bardzo mocno interesował się Japonią - krajem swoich przodków, do tego stopnia, że wyjechał na studia do Tokyo. Wrócił bez kilku przednich zębów i małego palca. W zamian zyskał wyczuwalną niebezpieczną aurę i wyraźny japoński akcent.

Bawili się razem, kiedy byli małymi dziećmi. Mike wciąż wyraźnie pamiętał niewyobrażalny ból, jaki sprawiały małe brudne palce wciśnięte głęboko do jego nosa, wbijające się głębiej i głębiej aż do momentu, w którym jego krew rozlewała się po wszystkim w pobliżu.

- Jak leci ? Słyszałem, że dałeś spokój tym marzeniom o zostaniu artystą ? - zapytał z wyraźnym rozbawieniem - Czym się teraz zajmujesz ? Księgowość ? Nieźle. Mógłbym załatwić ci pracę, kiedy skończysz te studia. Potrzebujemy księgowych, którzy potrafią siedzieć cicho.

Mike słyszał wiele razy plotki o tym, że jego kuzyn był yakuzą. Spojrzał na jego garnitur od Prady, pasujący doskonale na jego szczupłą sylwetkę, zwracając uwagę na brak małego palca jego lewej ręki.

Kiedy byli małymi dziećmi, jego kuzyn ukradł kolczyki z perłami należące do jego matki, gdy bawili się w jego domu. Mike nigdy nikomu nie powiedział, za bardzo obawiając się bólu, jaki sprawiłyby małe twarde pięści zmieniające jego twarz w krwistą masę i bezlitosne kopniaki wymierzane jeden po drugim w jego brzuch.

- Chodź, pokażę ci moje zabawki - jego kuzyn zaproponował, owijając jedną ręką z niewątpliwą wprawą wokół smukłej talii przechodzącej młodej Azjatki, która zatrzepotała niesamowicie długimi rzęsami w stronę Mike'a w tym samym czasie, w którym dłoń jego kuzyna gładziła jej pełne piersi - Nie męcz się, próbując się z nią zapoznać. Mówi tylko po Tajsku. Chodź. - gestem nakazał Mike'owi iść za sobą, a dziewczynie zostać tam, gdzie była.

Mike poszedł za nim chociażby po to, żeby mieć wytłumaczenie dla wyjścia stamtąd na na chwilę.

- Mój nowy samochód - jego kuzyn powiedział, pokazując mu srebrnego Nissana Skyline GTR z kierownicą po prawej stronie - Wiesz co to jest, Mike ?

- Skyline - Mike odpowiedział, wzruszając ramionami.

- Nie masz pojęcia jak bardzo się mylisz. I w jak wielkim stopniu masz zarazem rację. Ten Skyline to R34 Nismo Z-tune. Na świecie jest tylko dwadzieścia takich samochodów. To twoja ? - zapytał, wskazując ruchem głowy na zajeżdżoną białą Imprezę WRX zaparkowaną obok, drwiący uśmiech nadawał jego twarzy wyraz wyższości. - Słyszałem od twojego ojca, że byłeś bardzo podekscytowany kupnem tego samochodu... - zauważył, brzmiąc tak, jakby za chwilę miał się roześmiać.

- To tylko samochód - Mike powiedział głosem dokładnie pozbawionym emocji.

- Za to to nie jest tylko samochód - jego kuzyn powiedział to, przesuwając pieszczotliwie dłonią po masce Skyline'a - Rzecz jasna, ty nigdy nie będziesz miał takiego samochodu. - zauważył, jego wzrok wbity nieruchomo w oczy Mike'a.

To bolało tak samo jak rozrywany przez niego nos kiedy byli dziećmi.

- Chcesz się przyjrzeć dokładniej ? W końcu to może być jedyna taka okazja w twoim życiu.

Mike nie potrafił powstrzymać niepewnego skinienia głową, mimo że propozycja była pełna złośliwości, z jakiegoś powodu nie potrafiąc oderwać oczu od tego samochodu. Naprawdę był podekscytowany kiedy kupował swoją Imprezę, która nawet będąc stosunkowo niedrogim samochodem była szybka, dostatecznie szybka, żeby można było topić frustrację dociskając jej pedał gazu do końca w trakcie pozbawionych celu wędrówek po autostradach.

Czasami nie mógł się zdobyć na rysowanie i malowanie w swoim wolnym czasie. Czasami nie miał już dostatecznie dużo nadziei, żeby dalej się tym zajmować, widział oczami duszy powtórkę z egzaminów do Art Center w ostatnich dwóch latach. Czasami chciał po prostu odejść i zostawić wszystko za sobą.

Jego Impreza symbolizowała dla niego wolność, ale kiedy pozwolono mu zająć miejsce na fotelu kierowcy Skyline'a, usłyszał krew szumiącą w uszach, ten samochód obiecywał poziomy adrenaliny i samą nirwanę, jakiej nie mogło dostarczyć nic innego na świecie. Położył dłonie na wyślizganej kierownicy, jego oddech przyspieszył.
- Dobra, starczy podziwiania. I tak nie potrafiłbyś kierować tym samochodem, nawet gdyby od tego zależało twoje życie - szorstki głos jego kuzyna wytrącił go z transu, w którym powoli zaczął wchodzić - A ja biorę na przejażdżki tylko dziewczyny i ładnych chłopców, którzy już rozłożyli przede mną nogi. Co pewnie z chęcią byś zrobił, ale nie lubię gaijinów.

Powoli Mike odwrócił się i spojrzał mu w oczy.

- Nie gap się tak na mnie. Naprawdę łudziłeś się, że ja, i reszta rodziny, nie wiemy, że jesteś pedałem ? Twój bezczelny stleniony chłopak z Burger King jest plotką numer jeden na tym zjeździe.

Zmusił swojego młodszego bratu do przysięgi, że nikomu nie powie. A tylko jego matka wiedziała od zawsze.

- Ugryzłeś się w język, Mikey ?

Wysiadł z samochodu i odszedł, nie odzywając się ani słowem na sztywnych nogach i z drżącymi dłońmi. Czuł zadowolone spojrzenie swojego kuzyna wbijające się w swoje plecy.

Kiedy byli małymi dziećmi i jego kuzyn był tylko rozrabiaką, wszyscy dorośli ciągle chwalili go za bycie najlepszym uczniem w klasie, rysunki, obrazy i niemalże profesjonalną grę na fortepianie.

Dwa lata temu, to wszystko się rozpadło.

Porażki przychodziły jedna po drugiej i nie dająca się opanować potrzeba zadzwonienia do Chestera właśnie w tym momencie była tylko kolejną w nieskończonym szeregu.

- Muszę się z tobą zobaczyć - wyszeptał do swojej komórki, włócząc się po korytarzach domu swoich dziadków, mając nadzieję, że nikogo nie spotka - Tak, teraz.

Zawsze go zastanawiało co w zasadzie robił wiążąc się z takim facetem jak Chester, chłopakiem, który rzucił szkołę jako nastolatek, dorobił się dwójki nieślubnych dzieci gdzieś w Arizonie i przyjechał do Los Angeles uciekając przed alimentami, miara jego życiowego sukcesu wyznaczona przez dwa albumy niedocenionej grupy rockowej, której był wokalistą. W tej chwili pracował w Burger King i mieszkał w wynajętej norze. Utrzymywał, że jego uzależnienie od amfetaminy to przeszłość, ale Mike poważnie w to wątpił za każdym razem, gdy Chester prosił o pieniądze, które miał oddać w przyszłym tygodniu, a nie oddawał nigdy.

Wszystkie wątpliwości wylatywały jednak z jego głowy gdy tylko go zobaczył, jego rozbawione brązowe oczy, smukłe ciało, które dosłownie owijało się wokół niego niemalże bez powodu, to, w jaki sposób ten facet był bez przerwy napalony and chętny do seksu w najmniej odpowiednich miejscach.

Zdecydowanie bardziej podniecające niż zwyczajna dziewczyna. A Mike miał poczucie, że potrzebował takich silnych emocji, biorąc pod uwagę jak monotonne i pełne desperacji stało się jego życie.

- W porządku, wymknę się stąd jakoś i przyjadę do was, chłopaki.

Chester bardzo szybko zapoznał się z większością jego znajomych, tak że Mike nie uważał za dziwne tego, że poszedł na piwo z jego kumplami z uczelni w to ciepłe sobotnie popołudnie. Chester nie miał tu w zasadzie nikogo poza nim. Co było miłe.

Jego matka mimo wszystko powiedziała mu, że chciałaby, żeby się ożenił po tym, jak skończy studia. Chociażby tylko dla niej, bo zależało jej na tym, żeby ludzie go szanowali, a poza tym spodziewała się po nim wnuków.
Póki co nie pozwolił sobie na przejmowanie się tym. Czuł, że mógłby od tego oszaleć.

- Wybierasz się dokądś, Mike ? - jedna z jego kuzynek zapytała rozbawionym tonem, kiedy był już przy drzwiach samochodu - Wyrosłeś na wspaniałego młodego mężczyznę - pochwaliła go, przyglądając mu się od stóp do głów - Tylko co to za niesubordynacja w kwestii ubioru ? - zapytała, wskazując na jego sportowe buty, bojówki i czarną koszulkę, podczas gdy wszyscy inni mężczyźni na zjeździe nosili swoje najlepsze garnitury.

- Jest za gorąco na garnitur - odpowiedział, wzruszając ramionami.

- Cóż, wciąż zachowujesz się jak nastolatek. A ile masz lat ? Dwadzieścia jeden ?

Potwierdził skinieniem głowy.

- Chyba najwyższa pora zacząć podchodzić do twojego życia poważnie, nie sądzisz, Mike ? - zapytała, uśmiechając się wyrozumiale, pozwalając, żeby przemawiała przez nią życiowa mądrość jej dwudziestu sześciu lat, dwóch stanowisk pracy, małżeństwa i nowonarodzonej córeczki.

- Wybacz, ale muszę iść - przeprosił ją i wsiadł do swojej Imprezy.

Uruchomił silnik, pozwalając znajomemu niskiemu warkotowi natychmiast usunąć część napięcia.

Ostatnio do jego odpowiedzialności odwoływano się wiele razy w ciągu każdego dnia. Ale z jakiegoś powodu to życie, które miał prowadzić w przyszłości, z pracą księgowego i nudną kobietą u boku i rozwydrzonymi dziećmi rujnującymi mu życie wydawało się być najgorszym koszmarem, w którym nigdy nie chciał brać udziału.

Chciał tworzyć, chciał być z Chesterem, chciał zobaczyć świat, może coś napisać, może nagrać, zdecydowanie malować. To wszystko było dziecinnym snem, ale nie potrafił po prostu z tego zrezygnować.

Być może naprawdę powinien dorosnąć.

Lub może...

Niewiele później dołączył do chłopaków przy stoliku w pubie, dłoń Chestera wędrowała w górę jego uda schowana po stołem, zapoznając się z jego mięśniami z anatomiczną dociekliwością i w końcu doprowadzając do tego, że rozlał większość swojego piwa po całym stoliku, kiedy dotarła do okolic jego rozporka.

Chester uśmiechał się bezczelnie, klepiąc go po plecach drugą ręką.

- Mike, zachowujesz się jak świnia - Brad, jego stary przyjaciel z liceum, skomentował śmiejąc się radośnie - No i ? Jak było na zjedźcie rodzinnym ?

- Niezbyt zabawnie - Mike odpowiedział bez entuzjazmu - Ale widziałem świetny wózek - dodał, wyraźnie się ożywiając - Nismo Z-tune ostatniego Skyline'a.

- Nie mów, ta limitowana edycja ? - Brad zapytał - Ciekawe ile taki kosztuje. Wygląda na to, że masz w rodzinie całkiem bogatych ludzi.

- Kosztowały 180.000 dolarów, kiedy Nismo sprzedawało je kilka lat temu. W ogóle jest ich tylko 20, tak że pewnie można je dziś sprzedać za więcej - Rob, kolega Mike'a z roku na księgowości, dostarczył informację.
- Wygląda jak zwykły Skyline na sterydach. Ale najprawdopodobniej świetnie się tym jeździ - Mike zauważył z tęsknotą w głosie.

- Twoja Impreza też jest niezła - Chester powiedział dokładnie to, co chciał usłyszeć, ściskając jego udo.

Potem zadzwoniła komórka Mike'a. Odebrał z ociąganiem, widząc, że dzwoni jego ojciec. Wstał od stolika, zrzucając rękę Chestera ze swojej nogi i odszedł w stronę toalet, zakrywając głośnik. Dostawał kazanie, o tym, jak był nieodpowiedzialny, i jak bardzo zachowywał się jak rozpieszczony bachor, pokazując się na zjeździe w codziennych ubraniach, a potem wychodząc dokładnie wtedy, gdy jego babka chciała go zobaczyć i wszyscy czekali na jego recital na fortepianie wieczorem.

Spodziewali się, że wróci. Z tym że nawet jego powrót nie miał wiele poprawić jego sytuacji w kolejnych tygodniach, w ciągu których mógł zapomnieć o pieniądzach od rodziców na zalanie do pełna baku tego swojego cholernego samochodu i przybory malarskie, których potrzebował, żeby pracować nad swoim portfolio, które i tak nigdy nigdzie nie miało go zaprowadzić.

Przez lata nauczył się ignorować to wszystko i przychodziło mu to tak łatwo jak oddychanie. Być może miał być zmuszony do błagania o pieniądze, których potrzebował o wiele bardziej natarczywie niż zwykle przez kilka następnych tygodni, ale nie było to zbyt wysoką ceną za nie wracanie tam i spędzenie tego wieczoru z Chesterem w jego zaniedbanym mieszkaniu, na jego łóżku, które pamiętało lepsze czasy.

- Mike, mówię teraz poważnie. Masz się pojawić. W innym wypadku możesz się równie dobrze wyprowadzić z mojego domu. Mam dość twojej bezczelności.

On też miał dość narzekania swoich rodziców.

Nagle najbardziej szalona myśl pojawiła się w jego głowie.

- Dobrze... Przyjadę... Tak... - zgodził się - Powiedz babci, że musiałem wyjść na chwilę, żeby przywieźć kogoś, kogo chciałbym, żeby poznała - powiedział szybko, a potem zakończył połączenie i wyłączył telefon.

Wrócił do stolika.

- Chester, moja rodzina chce się poznać - powiedział do swojego chłopaka zagniewanym głosem, w którym dało się wysłyszeć ślad niezdrowego rozbawienia.

- Poważnie ? - Chester zapytał, brzmiąc niepoważnie, pewien, że chodziło o wykręcenie jakiegoś numeru.

- Jedziesz z powrotem ? - Brad zapytał, patrząc na Mike'a z wyrzutem.

- Tak, sorry, chłopaki. Podwieźć kogoś, tak przy okazji ?

- Mnie - Dave powiedział, wstając ze swojego miejsca na chwiejących się nogach. Mike poznał go dwa lata temu, bo dzielił pokój w akademiku z Bradem - Czuję się trochę pijany, nie posiedziałbym długo - wyjaśnił, uśmiechając się radośnie.

Brad przewrócił oczami.

- Tylko nie zrzygaj się w naszym pokoju.

- Wiadomo - Dave przytaknął.

Chester wziął go pod ramię, żeby pomóc mu iść, bo facet był faktycznie mocno pijany.

- Mike, serio jedziemy na ten twój zjazd rodzinny ? - Chester zapytał, kiedy wyszli przed pub.

- Tak. Było tam smutno bez ciebie.

Chester uśmiechnął się z wahaniem, niezbyt pewny jak powinien się zachować. Wyzywające ubrania, które miał na sobie i rzucające się w oczy kolczyki, które założył na wyjście nie wyglądały na odpowiedni strój do pokazania się na zjeździe rodzinnym.

Wsiedli do samochodu, umieszczając Dave'a na tylnym siedzeniu, i przejechali przez miasto z niebezpieczną prędkością. Chester był przekonany, że ryzykowny styl jazdy samochodem Mike'a był w zasadzie uroczy - z tym kurczowym trzymaniem się kierownicy i jazdą, która wyglądała tak, jakby miała coś udowodnić.

Dojechali do domu jego dziadków i zaparkowali przed nim, tuż obok Skyline'a, który natychmiast zwrócił uwagę Chestera, co wcale nie podobało się Mike'owi.

- Nie no... Niezły wózek - Phoenix odezwał się z tylnego siedzenia - Wygląda nieźle. Ale 200.000 dolców ? Nie lepiej kupić sobie za tyle pieprzone Ferrari ?

- Zaczekaj tu chwilę, Dave - Mike powiedział w jego stronę, pokazując gestem Chesterowi, żeby wysiadł - Jak dobrze pójdzie, wrócimy za parę minut.

- Hej, co my w ogóle wyprawiamy ? - Chester zapytał, wysiadając z samochodu, zaczynając się czuć nieswojo przed czyimś domem pełnym ludzi, zaciągnięty na jakąś oficjalną imprezę, w której wcale nie chciał brać udziału.

- Mówiłem ci już. Chcę cię przedstawić mojej rodzinie.

- Mike, czekaj ! - Chester zaprotestował, kiedy Mike zaczął go ciągnąć w stronę domu - Czekaj. Zwariowałeś ?

- Może, może od początku byłem wariatem.

To nie była odpowiedź, której Chester by się spodziewał. Nagie cierpienie w szeroko otwartych oczach Mike'a przygwoździło go na miejscu. Bezwolnie pozwolił się zaciągnąć w stronę domu i do środka, razem ze swoimi wyrazistymi tatuażami, ustawionymi na żel stlenionymi włosami i rzucającymi się w oczy kolczykami, w wyzywających ubraniach i z paskiem nabijanym ćwiekami. Przeszli przez pastelowe korytarze i pusty salon wypełniony kwiatami, nieskończenie liczne zdjęcia Azjatów stojących i siedzących sztywno, porozwieszane po wszystkich ścianach, patrzące się na nich z politowaniem. Wszyscy byli w tej chwili w ogrodzie. I oczy wszystkich skierowały się na nich w chwili, w której wyszli na zewnątrz.

Wszystkie rozmowy ucichły, fałszywa sielankowość rodzinnego spotkania rozpadła się, wymuszone uśmiechy starte z twarzy. Oczy. Wlepiające się w nich oczy.

Chester był przerażony, straszliwie przerażony oczami tych wszystkich przypadkowych ludzi, patrzących się na niego w ten sposób. Jego ręce trzęsły się wyraźnie, kiedy Mike podszedł do niego, pokonując dzielącą ich niewielką odległość i położył dłonie na jego biodrach.

Jego dawne życie miało się skończyć, na lepsze czy na gorsze, pomyślał, pochylając się, żeby pocałować Chestera w usta. Chester był w szoku, jego oczy wcale nie skupiały na nim wzroku, kiedy przyglądał się swojemu odbiciu w ich szklistej powierzchni, zbliżając się i zbliżając i w końcu niwelując dystans pomiędzy nimi zupełnie, drżące dłonie objęły go wokół szyi wiedzione samą siłą nawyku. Zaczęli się całować i było nawet nieźle, nagła nieśmiałość Chestera dziwnie świeża w porównaniu do ich zwykłych brutalnych pocałunków, które szybko zmieniały się w walkę o dominację. Ten pozostał delikatny, niemalże wyzbyty namiętności, mimo że znaczył więcej niż wszystkie inne ich pocałunki razem wzięte.

Dźwięk klaszczących dłoni wyrwał ich i wszystkich wpatrzonych w nich ludzi z transu, w który zdawali się wpaść.

- Twoja dziewczyna jest naprawdę niezła, Mike - jego kuzyn pochwalił ironicznie.

Mike przeniósł wzrok z wystraszonej twarzy Chestera na twarze zebranych ludzi, kilkadziesiąt par mniej lub bardziej skośnych oczu wpatrzonych w niego ze zdziwieniem, szokiem, obrzydzeniem i nienawiścią. Żadnej sympatii w żadnych z nich. Żadnego wsparcia. Jego matka zemdlała, wywołując drobne zamieszanie. Jego ojciec nawet nie drgnął, żeby jej pomóc, zbyt pochłonięty patrzeniem się na niego zimnym wzrokiem, jego szczęka zaciśnięta do bólu, jego skóra szarawa, całkowicie pobladła.

Jego kuzyn był jedyną osobą, która się ruszała. Zbliżał się z wdziękiem polującego tygrysa, jego oczy świecące jak oczy maniaka. Śmiał się bez przerwy, śmiechem, który brzmiał tylko złowieszczo.

- Cóż, przynajmniej facet, którego pieprzysz ładnie wygląda - powiedział do Mike'a, kiedy już podszedł całkiem blisko, wyciągając rękę po podbródek Chestera i siłą obracając jego głowę w swoją stronę.

- Odwal się - Chester warknął, jego pięść uderzyła z całej siły w brzuch napastnika wiedziona czystym ulicznym instynktem.

Mike czuł dziwną chorą satysfakcję patrząc jak jego kuzyn zwija się z bólu.

- Nie chcę cię widzieć nigdy więcej - Jego ojciec odezwał się doskonale wyzbytym emocji głosem, patrząc prosto przed siebie niewidzącym wzrokiem i nie tracąc na Mike'a ani jednego spojrzenia więcej - Rozumiesz ? Nigdy więcej.

Ręka Chestera zatrzymała się przy piersi kuzyna, wyciągając coś z wewnętrznej kieszeni jego marynarki. Kluczyki do samochodu z breloczkiem z charakterystycznym biało-czerwonym logo Nismo. Wyciągnął dłoń, na której leżały, w stronę Mike'a, porozumienie bez słów formujące się między nimi zanim mieli szansę świadomie zrozumieć, na co się decydowali.

- Wierz mi, nie zobaczysz - Mike odpowiedział, porywając kluczyki z dłoni Chestera i kierując się do drzwi prowadzących do domu.

Chester popędził za nim, jego glany uderzające ciężko o wyłożoną płytkami posadzkę w salonie. Nikt ich nie ścigał, tak że poszli z powrotem w stronę frontowych drzwi bez żadnych przeszkód. I tylko Azjaci ze zdjęć patrzyli się na nich ze zdziwieniem.

Dave, znudzony oczekiwaniem w samochodzie Mike'a, wyszedł na zewnątrz w międzyczasie i zabawiał się zaglądaniem do wnętrza Skyline'a przez boczną szybę, kiedy do niego podeszli.

- Dave, załatwiliśmy sobie lepszy wózek - Mike powiedział, pokazując mu kluczyki z logo Nismo - Zabierzesz się z nami na przejażdżkę ?

Dave spojrzał w górę, zdziwiony, przyglądając się uważnie kluczykom, które trzymał Mike. Przytaknął, zanim zdążył się nad tym zastanowić.

- Weź laptopa i gitarę - Mike powiedział do Chestera, rzucając mu kluczyki do swojej Imprezy. Chester wykonał polecenie, wyjmując laptopa z tylnego siedzenia i akustyczną gitarę z bagażnika i wrzucając jedno i drugie do bagażnika Skyline'a wciąż drżącymi rękoma.

Wsiedli do samochodu, wciąż nie niepokojeni przez nikogo. Chester wiercił się w kubełkowym przednim fotelu. Dave zajął miejsce na prymitywnym tylnym siedzeniu.

To był już koniec, Mike pomyślał z poczuciem ostateczności, kładąc dłonie na kierownicy tego samochodu po raz kolejny tego dnia, tym razem jednak uruchamiając silnik. Miało mu być ciężko kierować samochodem z kierownicą po prawej stronie, ale musiał dać sobie radę. Bardziej poważne rzeczy przestawały się liczyć, kiedy miało się możliwość kierować taką maszyną.

Sam odgłos pracy silnika zwiększył jego poziom adrenaliny do szalonego pułapu, wspomnienie tych wszystkich oczu przyglądających się im z wyrzutem zagłuszone przez odgłos krwi szumiącej głośno w jego uszach, uderzenie za uderzeniem. Zmienił bieg, zaskoczony płynnością ruchów mechanizmu i wymanewrował z parkingu z łatwością, która go zaskoczyła, biorąc pod uwagę, że samochód miał kierownicę po niewłaściwej stronie. Zdawało się, że był stworzony właśnie do tego.

- Whoa... - Dave jęknął na tylnym siedzeniu, kiedy zaczęli przyspieszać na ulicy, siła przyspieszenia wciskająca ich brutalnie w fotele - Dobra, chłopaki, mówcie. Jakim cudem dostaliście kluczyki do tej zabawki ? I kiedy musimy ją zwrócić ?

- Cóż, nie mamy tego w planach - Mike odpowiedział z uśmiechem.

- Jak to: nie macie w planach zwrócenia go ? Oszalałeś ? - Dave zapytał, brzmiąc coraz bardziej nerwowo.

- Tak. Tak, oszalałem - Mike odpowiedział po chwili, podczas gdy samochód, którym kierował, przyspieszał, osiągając prędkości, które były poza zasięgiem jego Imprezy. W mgnieniu oka znaleźli się na autostradzie, Dave i Chester wpatrzeni w niego przerażonym wzrokiem.

Od lat nie czuł się tak wspaniale.

-------------------------------
A/N: Raczej szybkie polskie tłumaczenie kawałka mojej anglojęzycznej pisaniny. Wybaczcie slash i wszystko inne, czego się nie robi dla czytelników _^_

Drugą część na pewno też przetłumaczę na język ojczysty dla osobistego użytku, jak dobrze pójdzie to też wyślę.

Imo jest do tego stopnia AU, że z fanfikowej prowieniencji zostały głównie imiona. Nie mam weny do ich zmieniania.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
vei · dnia 23.07.2007 17:50 · Czytań: 556 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
skroplami
28/05/2022 17:50
Treść rozmów naprawdę rzeczywista, idealnie rzeczywista :).… »
skroplami
28/05/2022 17:04
Dobre, całkiem dobre. Ale do połowy lepsze jak dalej.… »
Florian Konrad
28/05/2022 16:21
Oj tam, dwie pierwsze powieści poszły z dymem, przyznaję.… »
wolnyduch
28/05/2022 16:20
No to zmienię na brzeg, choć na ogół nie jestem taka… »
wolnyduch
28/05/2022 16:18
Rozumiem, no ale jest ta telepatyczna i duchowa więź, bo… »
wolnyduch
28/05/2022 16:14
Re: D.U Ok, rozumiem, pozdrawiam serdecznie i życzę… »
Kobra
28/05/2022 16:11
...brzeg może być. Jest super. Ja myślałam po potoku, rzece… »
wolnyduch
28/05/2022 16:06
Zmieniłam na wers po wyjściu na brzeg, ale skoro piszesz, że… »
Kobra
28/05/2022 15:59
Coś mi się widzi, że zmiana "wody" na coś innego… »
wolnyduch
28/05/2022 15:46
Witaj Koberko No co ja zrobię, że ja kocham rym...:) No… »
Kobra
28/05/2022 14:48
Wody/tetrapody - zamierzony rym? I może trochę pozmieniać te… »
d.urbanska
28/05/2022 14:42
WD - to nie przejęzyczenie, lecz ludowa forma: udałaś mi się… »
czarnanna
28/05/2022 13:50
Wolny duchu, serdecznie dziękuję za podzielenie się odbiorem… »
wolnyduch
28/05/2022 12:12
Rozumiem, no cóż metafory zawsze są cenne, ale co do układów… »
wolnyduch
28/05/2022 12:08
Czegóż się nie robi w imię przyjaźni/miłości, nawet picie… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas