Coś się kończy 3 - Szuirad
Proza » Długie Opowiadania » Coś się kończy 3
A A A
I to już trzecia i ostatnia część. Dla jasności fabuły zapraszam do dwóch wcześniejszych - Szuirad


Przez dłuższą chwilę mierzyli się wzrokiem. Pierwszy spasował Krzysztof, opadając na krzesło. Słychać było tylko miarowy szmer komputera i podpiętych pod sufit wentylatorów.
- Życie nie zna próżni. Jeżeli coś się kończy, coś musi się zacząć. Tylko pytanie, czy musi to być apatia? - Staruszek uniósł ręce ponad głowę i rozparł się w fotelu. Sięgnął po okulary, krytycznym wzrokiem obrzucił szkła i przetarł je kawałkiem koszuli wyciągniętym zza pasa. Napięcie stopniowo opadało.
Krzysztof zamknął oczy i odetchnął głęboko. Przez myśli przebiegały mu ostatnie miesiące. W zasadzie nie mógł ich odróżnić. Tygodnie sklejone jednostajnym, monotonnym popadaniem w szarość i otępienie, tworzyły odpychającą breję samotnych nocy i pustych dni. Zarzucone znajomości, niedokończone sprawy, książki, które czekają w kolejce na czytanie, imprezy, kino, spacer, park, zepchnięte na margines, teraz, niczym koszmarne cienie, wychynęły na obrzeża świadomości. Ciekawe czy chłopaki grywają jeszcze w kosza? Z głębin pamięci poczęły wynurzać się kolejne twarze, szepczące coś do niego, ale był za daleko, by zrozumieć choć słowo. Głosy zlewały się w jeden bezbarwny szum, który nagle zawirował i pociągnął Krzysztofa w ciemność.

Do jego uszu dotarły odległe dźwięki jakiejś kolędy. Dopiero teraz poczuł zimno, więc ciaśniej otulił się kurtką i uniósł głowę. Przed nim stała kobieta. Zasłaniała sobą światło. Nie widział twarzy, ale był pewny, że to ta sama osoba, która wcześniej powitała go w antykwariacie. Za ścianą przytłumione radio nagle zamilkło. Powoli zbierał myśli.
- Szef mówił, że chce pan coś przemyśleć - zaczęła niepewnie - ale w zasadzie jest już po godzinach pracy i... i chciałabym zamknąć.
- A tak, tak, już idę... - Podniósł się z krzesła. W lewym boku poczuł ostre ukłucie, które sprawiło, że zgiął się wpół. Po dwóch głębokich oddechach ból łagodnie zelżał. Zauważył, że na biurku przed nim panuje pedantyczny porządek. Zniknęły sterty książek, a czarne i białe kartony, opasane szeroką taśmą, w milczeniu oczekiwały na transport. Kobieta wyprowadziła go do sali sprzedaży, gasząc za sobą światła.
- Mam tu coś jeszcze dla pana. - Zatrzymała go z uśmiechem. W dłoni trzymała kopertę.
Krzysztof zrobił zdziwioną minę. W zasadzie nie bardzo wiedział, co się dzieje.
- Dla mnie? - Sięgnął niezdecydowany.
- Tak. Szef kazał pana pozdrowić i ma nadzieję, że jeszcze się spotkacie.
Krzysztof skinął bezwiednie głową. Czuł się, jak po głębokim śnie. Umysł pracował na wolnych obrotach, ale mimo wszystko odnosił wrażenie, że jest dziwnie pobudzony, wypoczęty i gotowy zmierzyć się z nowymi wyzwaniami. Ze zdziwieniem stwierdził, że z sekundy na sekundę pod czaszką rozjaśnia się coraz bardziej.
- Dziękuję pani i przepraszam za...
- Nic nie szkodzi - przerwała mu w pół słowa - czasami na tym polega moja praca. Niech pan uważa. Na zewnątrz chwycił mróz i wszystko jest oblodzone, łatwo o wypadek.
Krzysztof schował kopertę do wewnętrznej kieszeni kurtki. Skinął głową na pożegnanie i wyszedł na ulicę. Tu przywitał go wiatr i z rzadka wirujące płatki śniegu. Zewsząd widać było, że święta tuż, tuż. Migoczące lampki na wystawach i w oknach mieszkań, skuleni ludzie niosący choinki, dźwięki kolęd.
Przeszedł przez drogę i ruszył w stronę domu. Kiedy skręcał w podwórko poślizgnął się, ale równowagę zachował, uderzając barkiem o ścianę budynku.
- Nic się panu nie stało? - Przed nim stała pani Brzowska. W krzakach obok myszkował Fleks.
- Chyba nie - uśmiechnął się - tylko coś tu, w lewym boku. – Ból wykrzywił mu twarz.
- Oj, trzeba uważać. Ale pan jest młody - zaczęła - a mówi pan w lewym boku? Ostatnio miewałam takie dziwne rwanie... - Tu niezdecydowana poruszyła rękoma - w prawym barku. To wszystko przez Fleksa, tak potrafi szatan szarpać tę smycz. Ale mam dobrą maść na takie nadwerężenia ...
Krzysztof poprawił kurtkę, naciągnął czapkę na głowę i z przyjemnością słuchał wywodów sąsiadki. Właśnie zdał sobie sprawę, że jest to jego pierwsza luźna rozmowa od tygodni.

Ostatni dzień roku wstał mglisty i senny. Biały opad tłumił wszystkie odgłosy. Ludzie na ulicy przypominali zjawy. Wyłaniali się nagle, na moment, by zaraz rozpłynąć pomiędzy płatkami śniegu. Czas i życie zwolniło, przycichło a świat ograniczył do kilkunastu metrów.
Krzysztof stał w swoim pokoju i w zamyśleniu patrzył w okno. Miał dzisiaj wolne. Jakimś cudem zdołał zamknąć wszystkie pilne sprawy. Ponadto szefowa została babcią. Uczcili to lampką szampana, złożyli gratulacje i pożegnali się do następnego roku.
Wciąż w rozterce siadł na tapczanie i chyba po raz setny w tym tygodniu otworzył kopertę, którą dostał w antykwariacie. W środku były dwa bilety na koncert sylwestrowy do filharmonii. Kilkukrotnie bywał na tego typu koncertach, czasem nawet mu się podobało, ale spędzać w ten sposób sylwestra? Kiedy cztery dni temu pojawił się na sali gimnastycznej chłopaki przyjęli go prawie owacyjnie. Po dobrym meczu, w czasie którego zorientował się, że oprócz kontaktów musi odbudować również kondycję, rozmowy przeszły na tematy imprez noworocznych. W zasadzie miał trzy zaproszenia. Wracając z treningu do domu, innych opcji nie brał pod uwagę. Wystarczyło jednak, że brał do ręki bilety...
Z perspektywy ostatnich dni musiał przyznać, że cokolwiek stało się na zapleczu antykwariatu, było jak najbardziej dla niego ożywcze. Chwilami tylko w lewym boku pojawiał się ostry ból. W normalnych warunkach może rzuciłby koncert i poszedł na prywatkę, ale... ale spokoju nie dawał mu fakt, że w kopercie umieszczono dwa bilety. Kilka razy zaglądał do antykwariatu, nigdy jednak nie zastał w nim staruszka.

Oprócz biletów, znajdowała się tam kartka ze skreślonymi w pośpiechu kilkoma słowami. Pismo było równe, o zamaszystych końcówkach liter. Mimo, że pod tekstem nie widniał żaden podpis, Krzysztof nie miał złudzeń, kto jest jego autorem. Staruszek prosił, by Krzysztof stawił się w filharmonii przynajmniej godzinę wcześniej.
Tak też uczynił.

O tej porze hol świecił pustkami. Czasem ktoś dostojnie przemaszerował korytarzem, rzucał obojętne spojrzenie i znikał za kolejnymi drzwiami. Jedynie portier przyglądał mu się podejrzliwie. W pewnym momencie Krzysztof miał już dość tych spojrzeń. Kupił gazetę i przeniósł się w głąb pomieszczenia, gdzie pod ścianą stało kilka krzeseł i dwa stoliki, na których wyłożono informatory z bieżącym repertuarem. Usiadł tuż przy rozłożystym świerczku, przybranym w jednolicie srebrne, matowe bombki. Drzewko było prawdziwe. W chłodzie korytarza trzymało się nieźle, rozsiewając wokół miły zapach lasu. Krzysztof bezwiednie sięgnął dłonią i delikatnie musnął najbliższą gałązkę.
- Jakie to niesamowicie... - usłyszał. Przed nim stała wysoka szatynka. Niesforne włosy, ściągnięte czerwoną wstążką, rozlewały się po jej ramionach i plecach. Duże ciemnoniebieskie oczy z zaciekawieniem patrzyły na niego spod czarnych rzęs. - ... piękne - dokończyła. W rękach opuszczonych na długą spódnicę, trzymała bordową teczkę o twardych okładkach. Kołnierz białej bluzki, ukrytej pod kremowego koloru blezerem podkreślał ciemniejszą karnację skóry.
- Przepraszam, jeżeli przeszkadzam - zrobiła ruch jakby miała odejść. - Lubię kontemplować przyrodę w ciszy.
- Nie, nie! - Krzysztof odzyskał nagle pewność siebie - Oczywiście, że nie - wstał i uśmiechnął się. Bezwiednie zarejestrował, że dziewczyna ma wspaniałe oczy, niczym dwa błękity oprawione w kształtne łuki brwi, pod baldachimem rzęs. Stojąc przewyższał ją o jakieś pół głowy tak, że musiała unieść twarz
- Tak ... - próbował przerwać ciszę, by cokolwiek powiedzieć - bardziej zauroczył mnie zapach - wskazał na choinkę.
- W lesie wyglądałaby o niebo lepiej.
- Czy pani...
- Basia - przerwała mu - mam na imię Barbara.
- Krzysztof - podali sobie ręce. Miała ciepłą, drobną dłoń, ale mocny, zdecydowany uścisk.
- Czy przyjechałaś na koncert?
- Tak. Jestem tu z całą grupą, nigdy wcześniej nie byłam w waszym mieście.
Irracjonalne ukłucie niepokoju, którego nie śmiał nazwać zazdrością kazało mu spojrzeć na jej ręce, ale odetchnął z ulgą. Dziewczyna nawet, jeżeli się zorientowała, nie dała po sobie niczego poznać. Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Muszę iść, czekają na mnie ... - Zawiesiła głos
- Czy moglibyśmy... Czy możemy...? - Krzysztof zaplątał się niemiłosiernie, dziwiąc się swej dotychczasowej odwadze.
- Z przyjemnością - skinęła głową - po koncercie odbędzie się mała aukcja charytatywna. Myślę, że się znajdziemy. - W ostatnich jej słowach zabrzmiała chyba lekka prowokacja, choć Krzysztof wolałby nazwać ją nadzieją.
- To na razie - Basia odwróciła się i trzymając przed sobą teczkę, krokiem na tyle szybkim, na ile pozwalała jej spódnica, weszła w głąb korytarza
- Hmm ! - delikatne chrząknięcie wyrwało go z zadumy - Mam nadzieję, że i mój bilet zabrałeś.
Antykwariusz wyrósł jak spod ziemi. On również wzrokiem odprowadzał dziewczynę.
- Gdybym był młodszy! - Mruknął i puścił oko do Krzysztofa. Widząc jednak, że ten chce coś jeszcze powiedzieć, szybko dodał:
- Dobra, ale musimy się spieszyć. Trzeba płaszcze zostawić i zająć miejsca. - Staruszek pchnął Krzysztofa w stronę szatni.

Mieli świetne miejsca pośrodku trzeciego rzędu. Biorąc pod uwagę, że właśnie rozpoczynało się wczesne popołudnie Sylwestra, to frekwencja była bardzo wysoka.
- Szukaj całej grupy - poradził uprzejmie staruszek, widząc, jak młodzian niemiłosiernie wykręca sobie szyję. Krzysztof już miał spytać skąd staruszek wie o "całej grupie", ale machnął tylko ręką. Szkoda czasu na gadanie.
Sala wypełniała się ludźmi. Powoli cichły rozmowy, ustawał trzask foteli, gasły zbędne światła. Gdy z bocznych drzwi zaczęli wychodzić artyści, staruszek szturchnął Krzysztofa w bok i szepnął z wyższością:
- Mówiłem: Szukaj grupy!
W gronie kilkunastu muzyków szła Basia. Krzysztof wyciągnął szyję, jakby chciał odfrunąć, za wszelką cenę starał się rzucić w oczy dziewczynie.
- To piękne!- Staruszek pochylił się w jego stronę.
- Co takiego? - Nie wytrzymał młodzieniec.
- To jak irracjonalnie zachowują się wszyscy zadurzeni. - Stłumił bezgłośny śmiech i przepraszająco skinął dystyngowanej jejmości, która z wielką dezaprobatą spojrzała na antykwariusza.
Krzysztof, opadając na fotel, zdołał uchwycić spojrzenie Basi, gdy zasiadała do harfy.
Przez kilka minut muzycy stroili instrumenty. Potem zapadła cisza, która chwilę później rozbrzmiała dźwiękami skrzypiec. Płynął utwór za utworem. Powoli artyści i widownia coraz lepiej się rozumieli. To już nie była zbieranina obcych, którzy zeszli się z wielu stron. Teraz stanowili grupę wyczulonych na każdy dźwięk osób. Łączyło ich wspólne przeżywanie piękna, wszystko, co przynieśli ze sobą gdzieś odpłynęło, przestało się liczyć zepchnięte na margines świadomości.

I wtedy zaczął się finał.
Barbara wstrzymała oddech a potem przebiegła palcami po strunach. Muzyka owinęła jej postać, po czym odrywała się strzępami akordów i lawirując między rzędami słuchaczy, odnalazła Krzysztofa. Krew szybciej zaczęła krążyć w jego żyłach i pulsować w skroniach, odbijając rytm melodii w biciu serca. Nuty wsiąkały w duszę a Krzysztof czuł jak powoli zabliźnia się wspomnienie Ali. Prawie widział, odpływające z każdym dźwiękiem zgorzknienie, ból i tęsknotę. Po chwili pozostała jedynie czysta, jasna przestrzeń. Zrozumiał, że tamto uczucie odeszło, że tak naprawdę zakończyło się dopiero teraz, a on w wreszcie był gotowy, by rozpocząć coś nowego.
W myślach sięgnął dłonią loków dziewczyny. Tak delikatnie, spokojnie, by nie przeszkodzić w grze. Kiedy pociągnął za czerwoną wstążkę jej włosy rozsypały się miękkim wachlarzem i znieruchomiały wraz z ostatnim akordem.
Przez moment nie mógł odnaleźć się w rzeczywistości. Dopiero po dłuższej chwili przyłączył się do owacji na stojąco. Artystka siedziała przed harfą z pochyloną głową, wciąż przeżywając występ. Narastające, burzliwe brawa sprawiły, że wstała i z całym zespołem, po ukłonach, opuściła salę.
Wrzawę na sali ostudził nieco głos, który wybijając się ponad wszystko, zaprosił obecnych na wernisaż połączony z sylwestrową aukcją charytatywną. Krzysztof nie czekał na zakończenie. Energicznie przecisnął się do wyjścia, nie zważając na kilka gniewnych mruknięć i głosów oburzenia. Jedyne, co się liczyło to dotarcie do harfiarki. Jej występ poruszył tak dogłębnie, że jeszcze teraz, gdy na chwilę zamykał oczy, widział wyczarowane muzyką obrazy. Chciał jej to powiedzieć, chciał... w zasadzie sam do końca nie wiedział, co chciałby zrobić.
Zobaczył ją po drugiej stronie korytarza. Machała do niego jasnozielonym szalikiem i głową wskazywała na główne wyjście z budynku. Skinął jej na znak, że zrozumiał i przesunął się do szatni. Kilka długich minut musiał przeczekać, zanim dopchał się do lady i mógł odebrać swoją kurtkę. Sądząc po tłoku w tym miejscu, sylwestrowa aukcja charytatywna interesowała niewielu.
Był jeszcze w holu, gdy na zewnątrz zawrzało. Ludzie zaczęli biegać, jakaś kobieta przenikliwie piszczała, w powietrzu krzyżowały się nawoływania wymieszane z przekleństwami i wołaniem o pomoc. Tłum w drzwiach szarpał się niezdecydowany czy z przerażenia zrobić krok w tył, czy z ciekawości wyjść przed budynek. Krzysztof nie miał tego problemu, ale fakt ten bynajmniej nie ułatwiał mu przebicia się przez stłoczone ciała. Po dłuższej chwili, depcząc po nogach, wciskając ludzi w framugę, wydostał się na zewnątrz. Zimne powietrze nieco go orzeźwiło. Straszne podejrzenie kiełkowało w umyśle, zaciskając się zimnymi okowami wokół gardła. Sekunda wystarczyła na orientację w sytuacji. Bokiem, prześlizgnął się po szklanych ścianach holu filharmonii i dotarł na koniec chodnika. Ujrzał betonowy słupek z łańcuchem, teraz wyrwany z fundamentem i wbity w podwozie jakiegoś opla. Kilku ludzi bezskutecznie próbowało przesunąć samochód. Doskoczył do nich, serce waliło mu jak opętane, w gardle zbierał bezgłośny szloch, który raptownie zamarł, gdy pod samochodem zobaczył jaskrawozielony szalik.
- Baśka!!! - krzyknął i padł na kolana przy dziewczynie. W tym momencie przetoczono samochód. Dwóch ludzi już zajmowało się potrąconą, sprawdzając tętno i oddech. Z przerażeniem uchwycił wzrok jednego z nich. Ten widząc, nieme pytanie uspokoił go.
- Żyje. Uderzyła głową o jezdnię, dlatego jest nieprzytomna.
- Ma połamane ręce - dorzucił drugi - samochód przejechał po dłoniach.
- Proszę zrobić miejsce! - Ostry, stanowczy głos nie dał Krzysztofowi ani chwili na zastanowienie. Został odsunięty na bok, a przy rannej pojawiło się dwóch sanitariuszy i lekarz. Po krótkiej wymianie zdań z osobami, które jako pierwsze udzieliły dziewczynie pomocy ułożono ją na noszach i przetransportowano do karetki. Chwilę później na włączonych sygnałach i pulsujących światłach oddaliła się, by zniknąć za najbliższym zakrętem.

Krzysztof stał jak zamurowany. Nie czuł zimna, które swoimi macki wciskało się pod rozpiętą kurtkę i poły marynarki. Nie widział ludzi, którzy, odchodząc, milczeli albo nad wyraz głośno rozmawiali o wydarzeniu. W czaszce kołatało mu tylko jedno pytanie:
- Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego??! - Wszystko rozegrało się zbyt szybko, nagle i... boleśnie. Nie przypuszczał, że wypadek Basi takim echem odbije się w jego wnętrzu.
- Co zamierzasz zrobić? - Staruszek wyszedł z cienia i stanął przed Krzysztofem. Twarz miał poważną, skupioną. Patrzył wyczekująco, choć w jego wzroku wyraźnie było widać troskę, a głębiej jakąś zachętę.
- Kim ty, do cholery, jesteś? - wychrypiał, ciężko dysząc.
- Kimś, kto dobrze ci życzy. Spójrz! - antykwariusz wskazał, stojącą kilka metrów dalej taksówkę. - Czy naprawdę chcesz, by coś się zaczęło? Od ciebie zależy jak to wszystko się potoczy, jaki i kiedy będzie miało koniec. - Staruszek stawiał słowa twardo, wyraźnie, pełną mocą akcentując głoski.
- Nie rozumiem... - Krzysztof, skrzywił się. Dopiero teraz poczuł w lewym boku pulsujący ból. Gdzieś przy przeciskaniu się w tłumie musiał urazić bolące miejsce. Postanowił, że w przyszłym tygodniu pójdzie do lekarza. Teraz jednak obserwował jak ludzie podbiegają i tłoczą się przy postoju, próbując zdobyć wolną taryfę. Zdawało się, jakby w ogóle nie zauważali stojącej przed nimi taksówki. Wciąż mieli jeszcze w planach jakąś imprezę, bal, prywatkę. Tak, przecież sylwestrowa noc dopiero się zaczynała. Tu i ówdzie pojawiały się śmiechy, padały żarty. Wypadek? Życie toczy się dalej.
- Jedź do szpitala. - Antykwariusz uśmiechnął się i pchnął go w stronę taksówki - Idź, idź - ponaglił, widząc niezdecydowanie młodzieńca. - I nie martw się, taxi jest opłacona.
W nocy pogoda nieco się zmieniła. Zimny, północny wiatr przygnał arktyczne powietrze. Mróz skuł chodniki lustrami kałuż i rozwiesił noworoczną szadź na wszystkich drzewach. O siódmej rano ulice świeciły pustkami. Dostojna cisza, sporadycznie przerywana hałasami niedobitków, wracających do domów po szampańskich zabawach, uroczyście witała budzący się pierwszy poranek Nowego Roku. Krzysztof był jedynym pasażerem autobusu, który rano odjeżdżał spod szpitala. Mimo nieprzespanej nocy czuł się fantastycznie. Basia odzyskała przytomność po dwóch godzinach. Lekarze uznali, że jest w dobrej formie, a co do dłoni wszystko miało okazać się po zdjęciu gipsu. Prognozy brzmiały jednak dobrze. Dziewczyna nie został potrącona. Poślizgnęła się i upadła na jezdnię, uderzając głową o bruk. Szczęście tkwiło również w tym, że samochód, lekki opel corsa, tylko delikatnie najechał na lewą rękę. Rehabilitacja trochę potrwa, ale do harfy powinna wrócić.
Krzysztof rozpamiętywał ostatnie godziny. Muzycy, przyjaciele dziewczyny, musieli późnym wieczorem odjechać, a rodzice Basi przyjechali dopiero nad ranem. Oczekując na nich, przegadali praktycznie całą noc. Pielęgniarki trochę marudziły, w końcu jednak spasowały. Sylwester rządzi się swoimi prawami.

Na przystanku pod domem powitały go dwie skrzeczące wrony, które spłoszone rykiem silnika, ociężale poderwały się i niezadowolone opadły na pobliski skwer. Krzysztof lekkim krokiem wyskoczył z autobusu. Z fantazją zarzucił szalik i skierował się w stronę domu. Kiedy przeszedł przez ulicę, odwrócił się nagle i zamarł. Zielona reklama antykwariatu zniknęła. Właściwie to zniknął cały sklep! Z ciężkim zdziwieniem przyglądał się zakurzonym szybom, za którymi jeszcze wczoraj wyłożone na pólkach książki przykuwały wzrok przechodniów. Zamknął oczy, ale po otwarciu nic się nie zmieniło. Na drzwiach widniała ta sama, co przez ostatnie miesiące, szara kartka papieru z ogłoszeniem, że lokal jest do wynajęcia.
- Panie Krzysztofie! - Usłyszał z tyłu głos pani Brzowskiej - Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
- A wzajemnie, wzajemnie... - Wciąż przyglądając się pustym witrynom stanął przy sąsiadce - Co się stało z antykwariatem?
- Jakim antykwariatem? - Zdziwienie kobiety było autentyczne.
- No tym, tu na przeciwko!
- Oj! Panie Krzysztofie - uśmiechnęła się i puściła do niego oko - musiała to być niezła impreza, skoro ma pan takie luki w pamięci. Sosnowski byłby w niebo wzięty, gdyby ktoś w końcu wynajął tę ruderę. Muszę iść, Fleks już zmarzł. Do widzenia.
- Do widzenia - Krzysztof odpowiedział machinalnie. Coś zaczęło świtać w jego umyśle. Jakaś dziwna, niesamowita myśl. Coś się skończyło, coś się zaczynało. I nie był to tylko przełom roku.

Odruchowo obmacał lewy bok. Ból zniknął. Blizna po wyjętym żebrze teraz już goiła się doskonale.

Szuirad
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Szuirad · dnia 13.07.2009 09:04 · Czytań: 1558 · Średnia ocena: 4,71 · Komentarzy: 26
Komentarze
Elwira dnia 13.07.2009 11:44 Ocena: Świetne!
Cytat:
wyciągniętym zza pasa kawałkiem koszuli.


lepiej chyba: kawałkiem koszuli wyciągniętym zza pasa
Cytat:
Napięcie stopniowo opuszczało obu.


Chyba lepiej : Napięcie stopniowo opadało (tak się chyba mówi, jest naturalniej)

Cytat:
otępienie(,) tworzyły odpychającą


Cytat:
Zrobiło się zimno, więc ciaśniej otulił się kurtką


2 razy się


Cytat:
Wydawało mu się, że z sekundy na sekundę pod czaszką rozjaśnia się coraz bardziej.


2 razy się

Cytat:
wyszedł na zewnątrz.


czy można wyjść do środka? Tautologia. Sugeruję: wyszedł, albo wyszedł na dwór, albo opuścił antykwariat, zresztą, sam na pewno wymyślisz coś mądrego.

Cytat:
poślizgnął się. Równowagę udało mu się zachować


2 razy się


Cytat:
Ostatni dzień roku rozpoczął się mgliście i cicho. Biały opad tłumił wszystkie odgłosy. Ludzie na ulicy snuli się niczym zjawy. Pojawiali się nagle, na moment, by zaraz rozpłynąć pomiędzy płatkami śniegu. Czas i życie jakby się


pilnuj "się"


Cytat:
Niesforne włosy(,) ściągnięte czerwoną




Cytat:
- To jak irracjonalnie zachowuję się wszyscy

zachowują - literówka

Cytat:
co przynieśli z sobą gdzieś


chyba jednak "ze sobą"

Cytat:
burzliwe brawa i owacja na stojąco sprawiły


ja bym napisała "owacje"

Cytat:
szarpał się niezdecydowany czy z przerażenia cofnąć się, czy z ciekawości wyjść na zewnątrz.

2 razy się i wyjść na zewnątrz - tautologia

Cytat:
Zimne powietrze nieco go orzeźwiło. Straszne podejrzenie nie opuszczało go,


2 razy go

Cytat:
zorientowanie się w sytuacji. Bokiem, prześlizgując się po szklanych ścianach holu filharmonii, dotarł na koniec chodnika. Jego oczom ukazał się betonowy


znowu nadmiar się

Cytat:
- Baśka!! - Krzyknął


wykrzyknik jeden albo 3 i krząknął małą literą

Cytat:
wciskało się pod rozpiętą kurtkę i poły marynarki. Nie widział ludzi, którzy, rozchodząc się,

2 razy się

Cytat:
jesteś? - Wychrypiał, ciężko dysząc.



wychrypiał - małą literą

Cytat:
wskazał mu stojącą kilka metrów


bez "mu" i przecinek po "wskazał"



Cytat:
być niezła impreza, skora


skoro - literówka


Część najlepsza ze wszystkich. Mistrzowsko opisana gra harfistki. Niemal słyszałam tę melodię, a na pewno wyobraziłam sobie, jak ona brzmi. Tak obrazowego opisu muzyki jeszcze nigdy i u nikogo nie spotkałam. Za sam opis już masz świetny :)

Wspaniałe, aluzyjne zakończenie i nie do końca dopowiedziane fakty dotyczące antykwariatu nadają opowiadaniu niezwykłego klimatu i mile zaskakują. Całkiem na plus. Czytałam z ogromną przyjemnością. Pozdrawiam przesyłając uśmiechy. :D
Szuirad dnia 13.07.2009 12:55
Dzieki Elwiro za przeczytanie i komentarz, zwlaszcza wypunktowanie błędów. Wieczorem spróbuję sie przyłożyć do ich poprawy

A opis gry i muzyki ... Powstał dobrych kilkanaście lat temu, przez ten czas szlifowany. Przyznam szczerze, że najpierw był ten opis i opowiadanie powstało pod niego.
Jeszcze raz dzieki
Miladora dnia 13.07.2009 21:28 Ocena: Świetne!
Witaj Szu - pozwolisz? :D
- wracał z treningu do dom, - do domu
- Sosnowski byłby w niebo wzięty, gdyby... - wniebowzięty
Elwirka rozebrała Cię kompletnie, więc po prostu czytałam sobie dla przyjemności, a to, co mnie ugryzło, podałam powyżej... ;)
Przyznaję, że nastawiłam się jakby na większą tajemniczość... tak, tak, wiem, zakończenie jest zaskakujące, zgadza się, ale czegoś mi jednak brakuje...
Nie gniewaj się, ale opis koncertu trochę rozbił mi całość - właśnie, koncert, w którym solową partię gra harfistka... Próbowałam go sobie wyobrazić i jakoś nie współgrał mi z pozostałym klimatem opowiadania. Jest długi poza tym, może zbyt długi i dla mnie trochę zbyt emocjonalnie podany - czuć w tym lekki patos, którego nie ma nigdzie indziej. I mimo, że pięknie podany - dla mnie nie współgra z całością. Za co przepraszam, choć jako muzyczka może powinnam go odebrać inaczej, a może właśnie przez to odbieram go w ten sposób? Nie wiem... :shy:
Dla mnie jest czymś w rodzaju lekkiego dysonansu - prawie niezauważalnego, ale jakby trochę inna bajka.
Dlatego bdb z plusem...
Aha - zostawiłam Ci komentarze pod pozostałymi częściami opowiadania, z pewnym pytaniem - odpowiedź możesz dać tutaj, bo łatwiej wejść. Pozdrawiam serdecznie.
Ładny styl, swobodnie poruszasz się w klimacie i operujesz słowami. Przeczytałam z przyjemnością. :D
PS. U mnie oceny podlegają negocjacjom... ;)
Szuirad dnia 14.07.2009 09:35
Witaj Miladoro
Nie tylko pozwolę, ale będę zobowiązany...
Z Twoim komentarzem zapozanlem sie wczoraj w nocy, ale odpowiadam dziś. Z perspektywy kilku godzin muszę przyznać, ze masz rację co do opisu koncertu. Człowiek wielu rzeczy nie dostrzega dopóki nie pokaże mu się dokladnie jak na widelcu. Faktycznie opis nie trzyma linii całości. Potraktuję to jako naukę na przyszłość, by zwracać na takie sprawy uwagę, zwłaszca, gdy tekst jest niejako wklejany w inny ciąg zdarzeń. Myslę jednak, ze w tym opowiadaniu pozostawię go takim jak jest. Chyba, że za jakiś czas dojrzeję do jakiejś sensownej zmiany, choć zapewne wtedy będzie człowiek siedział nad inny tekstem. Zobaczymy Dzieki za te uwagę.
Co do innych, ewentualnych uwag , bardzo chętnie je przyjmę. Jezeli byłoby to mozliwe, nie sprawi to zbyt dużego problemu ( a może widać to od razu) to napisz jak Twoim zdaniem wygląda sprawa interpunkcji w każdej części, oczywiście ogólnikowo, chodzi mi bardziej o odpowiedź na pytanie, czy jest w każdym nastepnym odcinku poprawa. Przygotowując do wklejenia część drugą, potem trzecią byłem już bogatszy o przypomniane, nauczone zasady interpunkcji. Czy to widać ?

W takim razie uwagi Elwiry uwzględnie już przy Twoich ewentualnych jeszcze uwagach

Jeszcze raz dziękuję, Cieszę się, że tekst sie podobał
Pozdrowienia
Miladora dnia 14.07.2009 12:11 Ocena: Świetne!
Witaj, Szu - cieszę się, że moje uwagi co do koncertu zostały przez Ciebie właściwie zrozumiane - obawiałam się trochę posądzenia o obniżenie oceny bezpodstawnie (jak widać bezpodstawnie, więc przepraszam... ;) )
Twój tekst do czasu koncertu był doskonale wyważony, koncert zaburzył jego równowagę stylistyczną i logiczną - o to mi chodziło, ale myślę, że gdybyś (koncert wytnij i zachowaj sobie na coś innego w podobnym stylu) napisał tę część krócej i z punktu odczucia bohatera, to by się wpasował bez problemu - wydaje mi się, że to Krzysztof powinien zupełnie subiektywnie przeżyć coś w rodzaju iluminacji, wtedy to ma sens.
Czytając po kolei wszystkie odcinki już teraz mogę powiedzieć, że interpunkcja zmieniła się na lepszą - to zauważyłam od razu.
Natomiast dobrze by było, gdybyś poprawiał na bieżąco, po to, by następny czytelnik nie musiał co chwilę sprawdzać, czy ktoś już nie wypunktował zauważonego błędu - bo po co powielać pracę... ;)
Chętnie wrócę do wszystkich części i podpowiem, co moim zdaniem może jeszcze przeszkadzać w odbiorze - z interpunkcją włącznie. :D
Dziękuję za właściwe zrozumienie moich intencji, Szu - doceniam.
A sprawę oceny uważam za otwartą. :D
Jack the Nipper dnia 14.07.2009 13:51 Ocena: Bardzo dobre
Wypisałem tylko to, co mi szczególnie przeszkodziło.

Cytat:
Kiedy wracał z treningu do dom,


do domu

Cytat:
koncert sylwestrowy do filharmonii. Kilkukrotnie bywał na tego typu koncertach


koncert - koncertach

Cytat:
mu obojętne spojrzenie i znikał za kolejnymi drzwiami. Jedynie portier przyglądał mu


2 x mu

Cytat:
łańcuchem, teraz wyrwany z korzeniami i


nie z korzeniami, z fundamentami raczej.

Opis koncertu - sugeruję skrócić, zaczałem się po nim prześlizgiwać.

Końcówka - ten motyw, ze zniknął antykwariat wzbudził we mnie pewna irytację, że znowu to samo, ale ostatnie zdanie uratowało wszystko.
Szuirad dnia 14.07.2009 16:18
Do Miladory
Nigdy nie uważałem, że jestem AUTOREM i nic mi powiedzieć nie można. Wręćz przeciwnie zawsze wysłucham krytycznych, konstruktywnych uwaga, zwłaszcza podanych w tak przyjemny sposób. Po uwagach Jacka zaczynam myśleć o zmianie w opisie koncertu.
Masz rację co do poprawiania na bieżąco, zajmę się tym dzisiaj, zwłaszcza, że widzę, iż Jack wypunktował już wcześniejszą uwagę.
Cieszę, się, że widać też poprawę w interpunkcji. Trochę sobie odświeżyłem, nie na darmo. Co do oceny jestem zadowolony i nie będę negocjował. Bardziej znaczą uwagi.
Jeszcze raz dzięki

Do Jacka
Dzięki za przeczytanie i ocenę, zwłaszcza koncertu, nie poprawię tego od razu, ale pomyślę.
Oceniając pierwszą część dałeś plusa za to, że antykwariusz był w kapeluszu a nie w kapturze. Teraz już chyba widać, przynajmniej w moim odczuciu, że kapelusz jest bardziej na miejscu. Z drugiej strony czy Bóg nie może chodzić w kapturze?
Jeszcze raz dziękuję

pozdrawiam wszystkich
Miladora dnia 14.07.2009 19:17 Ocena: Świetne!
No to po prostu daj znać, gdy poprawisz, to jeszcze przejrzę ponownie i jeżeli coś zauważę - podpowiem. ;)
Szkoda byłoby bowiem nie dopracować tak dobrego opowiadania. :D
pozdrawiam serdecznie :D
Jack the Nipper dnia 15.07.2009 08:31 Ocena: Bardzo dobre
Może chodzić w kapturze :) Chodziło mi o strasznie oklepany motyw zakapturzonej postaci ;)
Szuirad dnia 16.07.2009 10:13
Poprawilem uwagi, przede wszystkim opis koncertu, Teraz ma chyba wiecej z tego opowiadania :)

Jeszcze raz dzieki za przeczytanie i uwagi
Miladora dnia 16.07.2009 11:24 Ocena: Świetne!
Tak, Szu - teraz to się wszystko wkomponowało w całość i jest psychologicznie bardziej uzasadnione... ;)
Zmieniam ocenę na "świetne"... :D
Do pozostałych zajrzę niebawem.
Szuirad dnia 16.07.2009 14:03
Dzieki Miladoro
też bardziej mi sie podoba :)

Dzięki za ocenę :)
Krystyna Habrat dnia 20.07.2009 22:30 Ocena: Świetne!
Jeszcze nie doszłam do formy po wakacyjnym leniuchowaniu, a ten tekst wymaga czytania więcej niż raz i to już mówi, że jest dobry. On mieni się wieloma znaczeniami. Podoba mi się jego filozofia i niezwykłość. Dziś pierwsze wrażenie b. pozytywne. Ale coś mnie w III części niepokoi. Zobaczę jutro.
Krystyna Habrat dnia 21.07.2009 16:11 Ocena: Świetne!
Po ponownej lekturze i powracaniu do tekstu uznałam, że wywołanie takiego niepokoju u czytelnika, oznacza wysoki kunszt autora.
Szuirad dnia 21.07.2009 16:36
Witaj Sokol

Dzięki za docenienie, opinie, przeczytanie. Cieszę się, że opowiadanie nie zostało bez echa, że się podobało

Jeszcze raz dzięki
soczewica dnia 21.07.2009 18:46 Ocena: Bardzo dobre
a tak mam takie małe, może bzdurne zastrzeżenie - sama jestem "baśką". dla wszystkich, nawet rodzice moich kolegów tak do mnie mówią. i jednocześnie żaden facet, któremu się spodobałam :)
ale to mały szczegół...
Szuirad dnia 21.07.2009 21:25
Dzięki Soczewico za wpadniecie.

Z imionami do opowiadań zawsze mam problem. Staram się wybierać takie, których nie ma bezposrednio w mojej rodzinie i gronie najblizszych przyjaciół, Bo co tu dużo ukrywać, praktycznie każda postać ma swój odpowiednik w rzeczywistości. A Barbara podoba mi sie to imię, kiedyś chciałem tak dać córce, ale wyraz twarzy jej rodzicielki wyjaśnił mi, że to kiepski pomysł :)

Jeszcze raz dzięki
Izolda dnia 22.01.2010 22:19 Ocena: Świetne!
Przeczytałam jeszcze za czasów, gdy Elwira polecała na stonie głównej ten tekst.
Zrobił na mnie wrażenie Twój styl. Na tle tego co czytam na PP jest naprawdę wyjątkowy. Obrazujesz w zupełnie inny sposób, że aż niektóre opisy musiałam przewijać kilka razy.
Wpadłam, żeby powiedzieć, że zdrowo zazdroszczę.:D
Szuirad dnia 26.01.2010 09:37
Dzięki Izoldo za poświęcenie czasu i przychylną recenzję
Dzięki za wizytę
Pozdrawiam
Usunięty dnia 15.05.2010 11:35 Ocena: Świetne!
dawno nie czytałem tak nastrojowo świetnego tekstu!

pozdrawiam serdecznie

M
Szuirad dnia 16.05.2010 09:59
Wielkie dzięki za odwiedziny i dobre slowo :)

pozdrawiam
Sz
Wasinka dnia 18.05.2010 11:52
Przeczytałam zaraz po części pierwszej i drugiej, ale nie zostawiłam śladu w postaci komentarza. Nie wiem dlaczego, lecz gdzieś w środku przeczuwałam takie zakończenie... (to nie jest negatywna krytyka :) ).
Opowiadanie klimatyczne, pełne tajemnicy oraz irracjonalnej ingerencji. Lubię takowe...:yes:
Pozdrawiam
Szuirad dnia 18.05.2010 12:22
Dzięki za przeczytanie.
Czy pisząc, ze przewidywalaś takie zakończenie masz na mysli znikniecie antykwariatu, czy co ostatnią linijkę ?

Odpowiedź jest dla mnie ważna

Pozdrawiam
Wasinka dnia 18.05.2010 12:54
Antykwariat od samego początku był dla mnie miejscem nieistniejącym w realnym świecie. Można było sobie myśleć, że albo rzeczywiście dzieje się coś magicznego, albo bohater odkrył w sobie inną "przestrzeń". Myślałam więc, że wszystko to dzieje się po to, by "coś się skończyło, a coś zaczęło" (skoro jest taki tytuł) - w tym przypadku miłość. Domyślałam się, że staruszek poprowadzi go ku nowemu uczuciu (i uświadomi, by nie tkwił w kłamstwach poprzedniego) - trochę zaniepokoiłam się, że Basia nie przeżyje, a to kolejne doświadczenie przyniesie jakąś dodatkową przygnębiającą prawdę... Jeśli chodzi o bliznę - przeczuwałam, że przestanie boleć, jak wszystko się wyklaruje.
Trochę się chyba zamotałam w tych wyjaśnieniach, ale - mam nadzieję - mimo to dało się zrozumieć. Sama już nie wiem, czy napisałam wszystko, co chciałam :)
Pozdrawiam
Szuirad dnia 18.05.2010 13:48
Moje pytanie wynikało z faktu, iż nie wszyscy dostrzegli kim był Antykwariusz i co oznacza żebro wyjete z ciała mężczyzny:)

Być może szwankuje tu jasność mojego przekazu. To bardziej ból i blizna była nierzeczywiste niż sam Antykwariusz
jeszcze raz dzięki
Wasinka dnia 18.05.2010 13:56
No, oczywiście, dlatego nagle przestało boleć (zrozumiałam analogię "żebrową"; Twój przekaz był w porządku).
Ale nie będę więcej wyjaśniać moich odczuć (niezbyt "odpowiednich", jak się okazało :) ), bo znów się zagmatwam :)
Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Brytka
28/05/2022 02:22
Akurat mowa tu o chorych układach w korporacji. pozdrawiam… »
wolnyduch
27/05/2022 21:56
No to dobrze, że nie palisz, bo wydłużasz sobie dzięki temu… »
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas