Ten Czasokres - botaurus
Proza » Inne » Ten Czasokres
A A A
Drzewa za oknem, takie same, jak wczoraj. Zupełnie identyczne. Siedzi tak, myśli identycznie. Od lat, dwa klony zza okna, na przemian rodzą i wypluwają liście. Każdy liść wygląda, jak klon sąsiada. Tysiące więc klonów za oknem, nie dwa. Każdy przypomina mu o innym wydarzeniu. O spotkaniu z matką, o zajęciach, jedzeniu, o wieczorze z dziewczyną. Nie odróżnia ich jednak. Tak, jak nie odróżnia tych wielkich wydarzeń. Zlały mu się w pamięci w zieloną masę. Klonowy syrop, który na jesień zbrązowieje, po czym znowu zaczyna gnić. Depresyjnie. W całym tym, jeszcze zielonym, syropie zdarzało się kilka grudek czekolady. Wysokoenergetycznych chwil, z których jedną wygenerował w pamięci i postanowił ją powielić. Mieć swojego własnego klona. Wstał więc z krzesła i odszedł na dwa kroki od okna. Strach załomotał w jego źrenicach. Odwrócił się, szarpnął za klamkę i otworzył okno. Na obu, rodzących identyczne potomstwo drzewach, siedziały jakieś ptaki. Darły dzioby niemiłosiernie, jednak dla niego, było to wspaniałą odskocznią, od obserwacji głuchych i niemych batalionów listowia. Słuchał więc namiętnie, aż do zmęczenia zmysłów.

Skrzydlaci śpiewacy, którym daleko było do ostatnich kastratów, a jeszcze dalej do wielkich tenorów, czekały na chwilę sławy. Całymi godzinami, podzielone na grupy, obserwowały okna w bloku stojącym na przeciwko ich drzewa. Oddział Siódmy, już od trzech kanapek i niemiłosiernie słodkiej herbaty, skupiony był na oknie, przy którym siedział zmęczony życiem, smutny człowiek. On byłby podatną publiką. Tak. Dowódca armii śpiewaków będzie dumny z Oddziału Siódmego. Zbyt długo ich gardła były bezczynne, puste, bezdźwięczne. Nie potrafiły już żyć z samego skubania nasion, które mieszając się w ich wnętrznościach w białawo - szarą masę, lądowały ostatecznie na zaparkowanych poniżej samochodach. Jednak klęska. Wstał i odszedł. Oddział Siódmy pogrążył się w żałobie, jednak nie na długo, gdyż owy smutny człowiek wrócił. Otworzył okno. Oddział dał znak reszcie. Śpiewali najdonośniej w całej okolicy, to była ich ostatnia szansa. Śpiewali, wkładając w powykrzywiane nuty, ostatnie resztki sił. Skupiły się, dźwięcznie malując samochody.

Ludzie to podłe istoty. Zasiedlają nowe połacie ziemi, panoszą się po obcych im dawniej terenach, przesiedlając wcześniejszych władców tych cudnych włości. Nie obchodzą ich sentymenty, czy więzy korzenne - człowiekowi spodoba się coś w Azji, musi to mieć w Europie. Dziś. Na wczoraj. I to nazewnictwo. W każdym pieprzonym zakątku świata, którego człowiek nie powinien poznać, który nie powinien gościć tak zacnych przybyszy, tak cudnych niewolników, inaczej się do nich człowiek zwraca. Jakim prawem nadają królom, tak błahe, tak wulgarne i tak upokarzające imiona? Dyskusjom dwóch klonów, brutalnie przesiedlonych, siłą wkopanych w osiedlową zieleń, nie było końca. Szumem liści oznajmiały sobie wszystkie gorzkie myśli, skrzypieniem nawietrznym przedrzeźniały donośne istoty z nożami, ryjące znaki, z gwoźdźmi. Dumni władcy zieleni dość mieli takiego traktowania. Nie ich wola nadała im imiona, nie ich wola kazała im paradować przed oknami blokowiska. Zbyt długo czekali na zmianę sytuacji. Na wojny, choroby na koniec ludzkości. Drzewa są cierpliwe. Potrafią znieść dużo. Czekać. Lecz wszystko ma swoje granice. Coś w nich pękło i nie była to stara gałąź, przeciążona hałaśliwymi dziobami na chudych nóżkach. Teraz jest ich chwila. Czas odwetu. Pora pokazać majestat. Niech klękają pod ciężarem władzy.

Jeszcze nigdy, tak źle zapowiadający się dzień, nie był aż tak piękny. Stara Jadwiga, imienniczka Umatki Uboskującej Polaków, wychodząc z łóżka, stłukła szklankę z wodą na nocne zgagi i przewróciła miskę, przeznaczoną na ich konsekwencję. Niestety - z zawartością. Za godzinę miała przyjść jej córka z "jedynym, najukochańszym wnusiem". Na starych kolanach więc Jadwiga czyściła dywan z wymiocin, ocierając poranny pot śmierdzącą ręką. Kąpiel potrzebna jej była, a czasu coraz mniej. Gdy córka, po dziesięciominutowym spóźnieniu, pojawiła się u drzwi, ze słodkim, dziecięcym uśmiechem poniżej pasa, stara Jadwiga w mig postanowiła ten uśmiech sklonować, przykleić do swojej, osamotnionej samobójczą śmiercią męża, pomarszczonej twarzy. Uwierzyć w niego i żyć nim. Pożegnała się z córką, przygotowała maleństwu śniadanie, z trudem panując nad odruchem wymiotnym, towarzyszącym widokowi zawartości lodówki, której fragment zniknął wczoraj wieczorem i pojawił się rankiem na ścierce. Po śniadaniu poszła z wnuczkiem na spacer. To jest jej czas. Zaimponuje sobie, wnusiowi. Przeczeka, aż zniknie ten nieznośny odór. Ptaszki tak ładnie ćwierkają, słońce świeci, drzewa zielone, a w mieszkaniu wciąż unosi się smród rzygowin. Piękne, stare lata.

Śpiew Oddziału Siódmego przypomniał mu o latach szkolnych, o wieczornych powrotach do domu. O siniakach, wyzwiskach, o plwocinie. Jej śliskości, smrodzie, smaku. Dzieciństwo jego miało brzmieć, jak śpiew ptaków. Radośnie, szybko i chaotycznie. Jednak jego dźwięki były inne. Brzmiało jak okrzyki szaleńca, czekającego na krzesło. Głośne, wytrwale czekające na wybawienie. Miało ciężar bielizny wypełnionej fekaliami. Im więcej krwi na skórze, im więcej łez, zastąpionych później kolejną krwią, tym kał był cięższy, gęstszy i bardziej smrodliwy. Miast standardowego dzieciństwa, otrzymał od losu obóz w domu starców, w którym sanitariusze zabierają ci rentę i upokarzają na każdym kroku. Teraz przeżywa dzieciństwo. Chciałby pytać wciąż "dlaczego?", "po co?", "czemu?", lecz nie ma kogo. Żyje sam, na dwóch pokojach z kuchnią. Na kuchni z oknem. Na parapecie. To jest jego dzień. Jego szansa na znalezienie odpowiedzi. Na wszystkie pytania. Jego matka najwyżej krzyknie, ale znad chmur wiele nie zdziała.

Widok, jak z obrazka. Piękne, dostojne drzewa, drzemiące spokojnie na kanapie ze starej Jadwigi i jej wnuka, ptasia armia, która poderwawszy się do lotu, poczęstowała samochody, razem z drzewami kanapowymi, salwą ziaren przetrawionych i mężczyzna, który dopiero teraz dojrzał do tego, by być dzieckiem. By latać.

Cieć, wychodząc na podwórze i widząc to wszystko, zastanawiał się tylko, kto to całe gówno posprząta.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
botaurus · dnia 15.07.2009 09:33 · Czytań: 1078 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 8
Komentarze
dwa_warkocze dnia 15.07.2009 09:52
Chciałam to przeczytać, ale nie dałam rady. Najwyraźniej jako dodatek do porannej kawy tekst jest niestrawny. jak to jest poezja (jeśli), to weź i zrób coś z szatą graficzną, bo oczy bolą.

Dwa błędy wyłapałam przy tym pobieżnym prześlizgiwaniu się wzrokiem:

Nie owy, tylko ów powinno być.

Biało-szarawy rozjechało Ci się ze spacjami w biało - szarawy.

Nie daję oceny, bo trzeba byłoby to całe przeczytać, a na brnięcie przez tekst w tej chwili ochoty brak.
Jack the Nipper dnia 15.07.2009 15:02
Nie tym razem. Jedynie akapit o Starej Jadwidze był dobry (nawet bardzo dobry), reszta mnie umęczyła. Sorry, poza tym jednym fragmentem nie umiem wejść w Twoją wizję i nie mam pojęcia o co właściwie chodzi.
Może innym czytelnikom pójdzie lepiej.
ginger dnia 15.07.2009 15:49 Ocena: Bardzo dobre
Smutny ten tekst.
Klony nie wytrzymały i narozrabiały.
I ktoś - pewnie cieć - będzie to musiał posprzątać...

Popraw zawirowania interpunkcyjne, bo kilka ich w tekście znalazłam.
Poza tym błęów nie szukałam, bo mnie historia wciągnęła.
Sonia dnia 15.07.2009 15:59 Ocena: Bardzo dobre
Drzewa są cierpliwe. Potrafią znieść dużo. Czekać.

Zawsze wyławiam z tekstu ciekawe cytaty, no i ten mi wpadł w oko i moje myśli :) (zwłaszcza, że kocham drzewa)

Może i tekst jest ciężki, ale ja wytrwałam do końca. Ba! Podobało mi się. Życiowe myśli. Filozoficzne (dla mnie) nie wiem jak inni. Owszem tekst o Jadwidze jak sądzę jest punktem w opowiadaniu. Lecz ja wciąż widzę te klony :D
dwa_warkocze dnia 15.07.2009 16:13
Cytat:
Najwyraźniej jako dodatek do porannej kawy tekst jest niestrawny. jak to jest poezja (jeśli), to weź i zrób coś z szatą graficzną, bo oczy bolą.


Dałabym głowę, że ten tekst był dziś rano w poezji, ale że mam jedną, to nie daję. Może mi się coś rano pomyliło. Jeśli rano też był w prozie, to za swoją pomyłkę i czepialstwo przepraszam.
ginger dnia 15.07.2009 16:18 Ocena: Bardzo dobre
Dwa Warkocze - był rano w poezji... Autor to wrzucił do wierszy, a ja zauważyłam dopiero po jakimś czasie, więc chwilkę w tej poezji leżał...
Usunięty dnia 16.07.2009 03:47 Ocena: Świetne!
Ten tekst choć czasem trąci wilgocią jest odjazdem. Wilgoć zmnieszana ze świeżością, ech.
To fragment dobrej literatury.
Elwira dnia 16.07.2009 21:28 Ocena: Dobre
Cytat:
takie same, jak wczoraj.


bez przecinka

Cytat:
wygląda, jak klon


bez przecinka

Oj, nie nie chce mi się wypisywać. Sprawdź zgodność interpunkcji z regułami, chyba że tak miało być.

Dzisiaj jakoś kiepsko mi się czytało. Chyba za bardzo postawiłeś na formę. Tekst nie przemówił. Aczkolwiek nie jest bardzo źle napisany. Widać, że szukasz swojego stylu i formy wyrazu. Dzisiaj dobry z pozdrawieniami.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Gramofon
14/07/2024 20:40
Lżejsza usadzona mocno przez grawitacje. »
skroplami
14/07/2024 11:07
Jak dzień i noc, różnice :). Chociaż jak one tak Twoja… »
skroplami
14/07/2024 10:00
Stara prawda, wieczna prawda, boska prawda. Zawarłeś kilka… »
al-szamanka
13/07/2024 17:07
Sumiennie przeczytałam tekst od początku do końca i mam… »
al-szamanka
13/07/2024 14:50
Mam pytanie. Czy wyzwolone kobiety, to te z tymi wszystkimi… »
Florian Konrad
13/07/2024 13:58
Dziękuję. Wiersz jest nieromantyczny, bydlak jeden :) »
Janusz Rosek
13/07/2024 12:19
Kazjuno To bardzo ciekawa historia. Czytając takie… »
Kazjuno
13/07/2024 07:42
Bardzo ciekawe, Januszu, 3 opowieści. Przeczytałem jednym… »
Janusz Rosek
12/07/2024 08:57
Kazjuno Bardzo dziękuję za Twój komentarz i słuszne… »
Kazjuno
12/07/2024 08:07
Przeczytałem Januszu z zainteresowaniem. Wewnętrzne rozterki… »
valeria
10/07/2024 13:53
Podoba mi się. Łagodne lato :) »
valeria
10/07/2024 13:51
Dziękuję, opis poprawiony już:) zachęcam :) od soboty jestem… »
Berele
10/07/2024 13:37
Pointa mogłaby okazać się jakaś lżejsza, ale udała się ta… »
Jacek Londyn
10/07/2024 13:08
Valerio, cieszę się, że się wydało, że ktoś z nas (a… »
Berele
10/07/2024 10:59
Nawet fajne neolęgi. Spodobał mi się wiersz ubogi w… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty