Dwie kreski - dzień 10 - soczewica
Proza » Długie Opowiadania » Dwie kreski - dzień 10
A A A
Zasnęli wtuleni w siebie, zawinięci ciasno w koc. Tymczasem dzieci wstały i po cichu, po śniadaniu, poszły do drugiego obozu. Joasia usiadła razem z Maliną, która spytała:
- Igor to wasz ojciec?
Joasia pokręciła głową:
- Nie, no co ty!
Dziewczyna uśmiechnęła się:
- No, bo już się zastanawiałam, czemu przez tyle lat ukrywał taką fajną rodzinkę. Bartek i Daniel są całkiem... Ekhm... Przystojni...
Joasia wybuchnęła śmiechem:
- Są też niedojrzali i smarkaci! A poza tym to moim bracia, więc zdążyłam się już do tej ekhm... przystojności przyzwyczaić.
Malina zatrzepotała długimi rzęsami:
- No, tak. To prawie jak dla mnie Wojtek. Chociaż nie do końca: gdy byliśmy młodsi, chodziliśmy, trzymając się za ręce i mówiliśmy, że będziemy mężem i żoną. A potem dowiedzieliśmy się, skąd się biorą dzieci i było to dla nas tak obrzydliwe, że wybiło nam z głów bycie małżeństwem!
Jo zamyśliła się nad tym, kiedy ona została uświadomiona. Nie pamiętała, jak urodził się Bartek, ale wszystko wydawało jej się takie naturalne. To chyba wtedy, gdy urodziła się Ewa, córeczka Majata i Avy, którzy grali w Dark Park z Cozą, Kat i Edim. Pamiętała, że Ava po koncercie wylądowała w szpitalu, bo spadła na nią kolumna. Potem długo leżała, a w końcu wróciła, z maleńkim zawiniątkiem. Ewunia była najpiękniejszym dzieckiem na świecie, z tymi wielkimi, czarnymi oczami i ciemnymi lokami. A Majat pękał z dumy. I wtedy Joasia spytała o to, skąd się biorą dzieci. Tak, Coza potrafiła jej o tym opowiedzieć, stawiając nacisk na miłość... "Zaraz, ile ja wtedy miałam lat? Pięć? Sześć? To na pewno było wtedy, gdy mieszkaliśmy jeszcze u Nica, czyli przed pierwszą klasą Bartka... Potem były te dni, kiedy Edi i mama myśleli, że są zarażeni. Oni i Bartuś. A potem mama poroniła. Tak, można powiedzieć, że edukacja seksualna w moim przypadku przebiegała bardzo dziwacznie i prawie boleśnie...", myślała Jo. Malina najwyraźniej nie zauważyła jej zadumy, bo kontynuowała, kiedy już przestała się śmiać:
- A teraz... Gdyby nie to, że Wojtek jest nie w moim typie, to chyba chciałabym akurat z nim spróbować. Na pewno nie miałby odwagi mi odmówić... - Jej chichot nie był przyjemny dla Jo, która wzruszyła ramionami, czując, że Malina oczekuje jakiejś odpowiedzi:
- Ja ci nic nie powiem, zdarzyło mi się jedynie całować z kolegą z klasy. Obrzydliwe to było, miałam wrażenie, że udławię się jego śliną. Nie mówię, że chciałabym to robić z facetem, któremu byłaby obojętna, ale oni w momencie, kiedy się napalą, to... Błeee...
Blondwłosa dziewczyna spojrzała na nią z niedowierzaniem:
- Żartujesz? Widocznie na złego trafiłaś. Bo ja miałam chłopaka i on całował doskonale...
Tu w Jo odezwał się złośliwy chochlik:
- Za to wiem, że dziewczyny robią to o niebo lepiej... Chcesz spróbować? - Nachyliła się do Maliny. Zielone oczy dziewczyny ze skośnych zrobiły się całkiem okrągłe. Joasia roześmiała się:
- Nie, no teraz żartuję. To znaczy całowałam się z koleżanką kiedyś, chciałyśmy tak dla próby, wiesz, dziewczyny są czystsze, ładniej pachną i w ogóle...
Malina nadal siedziała, jak zamurowana. Zbliżył się do nich Daniel i usiadł obok niej:
- Jak jest, laseczki?
Za nim przyszedł Bartek. Nie odzywał się, tylko patrzył na Malinę, czego ta zdawała się nie zauważać, bo jej uwaga była skupiona całkowicie na Danielu, który rozmawiał z Joasią o Igorze najwyraźniej, bo nie mógł być niczego pewien, kiedy ta dwójka mówiła szyfrem. Malina też nie rozumiała, ale najwyraźniej przyjemność sprawiało jej obserwowanie Daniela.

Do grupy ostatni dołączył Wojtek. Usiadł na przeciwko reszty. Igor mylił się w ocenie wieku jego i Maliny. Dziewczyna była rówieśniczką Joasi, a chłopak był o rok starszy. Daniel, patrząc na nich wszystkich, czuł się strasznie dorosły. Sytuacja życiowa spowodowała, że chciała zapewnić opiekę swojej matce. I choć początkowo było to tylko dziecinne szeptanie życzeń, kiedy go usypiała, to z czasem czuł się coraz bardziej na siłach. Właściwie nie potrzebowali ojca i tak myślał długo, przez ostatnie pięć lat, że kiedyś wyprowadzą się od Jona, wydawało mu się to jakieś nieczyste, zwłaszcza gdy docierały do niego plotki plączące się wśród rodziców szkolnych kolegów. Niby przyjaźń, ale przecież sam wiedział, że - rzadko, to fakt, ale jednak - Coza sypiała ze swoim psychologiem. Kochał mamę, ale drażniła go jej uległość. Niby taka odważna, silna, a w rękach Jona zmieniała się z eks-gwiazdy rocka w gospodynię domową. Chciał, żeby było tak, jak kiedyś, gdy ubrana w jakiś szałowy strój własnego projektu odbierała go ze szkoły, nauczyciele ślepili za nią, a starsi koledzy wypytywali go, czy to jego siostra, czy opiekunka. Pod wpływem mężczyzn starzała się, doroślała, coraz mniej w niej było tej dziewczynki... Do Ediego miał żal. Najpierw zabrał Cozę ich ojcu i on, jako syn Peceta nie potrafił inaczej myśleć, a potem odszedł wtedy, kiedy go najbardziej potrzebowali... Teraz pojawił się Igor i do niego miał mieszane uczucia. Nie chciał, żeby znowu stało się coś nieprzewidywalnego, a z drugiej strony...: "Mama rozkwitła przy nim, znowu jest sobą. Goni się dookoła ogniska, śmieje się normalnie, ten jej śmiech jest taki kochany... Nie można go odróżnić od śmiechu Joasi...."

Bartek patrzył na Malinę. Fajna była z niej dziewczyna, tylko o rok starsza, co go praktycznie skreślało z listy potencjalnie akceptowalnych adoratorów. Na dodatek była wysoka, wyższa od niego o pół głowy, ale i tak czuł, że coś między nimi jest. A przynajmniej może być. Tylko, oczywiście Daniel musiał usiąść tak blisko niej. Chociaż brat był jego najlepszym przyjacielem, to drażnił go jego wpływ na dziewczyny i to, że z racji wieku i doświadczenia wiedział, jak ten wpływ wzmocnić. Przecież Nika tańczyła, jak jej zagrał, a to, że wywinęła mu potem brzydki numer, to musiał być skutek jakiegoś wewnętrznego dyskomfortu, jaki ona odczuwała. Bartek przy Danielu czuł się zawsze niski, gruby i brzydki. Przynajmniej wtedy, kiedy byli w towarzystwie płci przeciwnej, bo oczywiście żadnej nie obchodziło to, że jest od niego silniejszy i bardziej wysportowany. One potrzebowały kogoś, z kim się mogły gdzieś pokazać...

Joasia spojrzała na młodszego brata, który siedział obok Daniela nachmurzony. Posłała mu rozumiejące spojrzenie, kiedy dojrzała, że zerka na Malinę. Bartek uśmiechnął się swoim najbardziej czułym uśmiechem i trochę mu się humor poprawił, a już całkiem miło zrobiło się, gdy Malina, podążając za wzrokiem Jo dotarła do jego oczu.

To było jak piorun. Malina zdrętwiała z wrażenia i poczuła gęsią skórkę na całym ciele. Bartek patrzył na nią. Prosto w jej twarz. A oczy miał czarne, jak dwa kawałki węgla: "Jak to możliwe, żeby brat tych dwojga niebieskookich ludzi był taki ciemny...?" Otrząsnęła się, kiedy Wojtek zaśmiał się:
- Malina, a ty co? Blokada?
Uśmiechnęła się do niego i pokazała mu język, nie odpowiedziała jednak, bo nie potrafiła jeszcze wydobyć z siebie głosu.

Wojtek kątem oka patrzył na Joasię, kiedy śmiał się z Maliny. Jo nie zwracała na niego uwagi, rozmawiała cicho z Danielem. Podobała mu się, taka elfowata. Miała drobną twarz, trójkątną jak pyszczek kota i tak bardzo czerwone wargi, że aż wydawało mu się to prawie nienaturalne. Pewnie dlatego, że ciągle je zagryzała. Mówiła niewiele, ale konkretnie i zawsze na temat. Miał ochotę pogłaskać ją po włosach, ciemnokasztanowych, z wyraźnym czerwonym połyskiem, ciągle rozpuszczonych, układających się w delikatne fale.

Malina zauważyła wzrok Wojtka i uśmiechnęła się złośliwie: "Nie masz szans, człowieku! Ona nigdy na ciebie nie spojrzy. Zawsze będzie poza twoim zasięgiem..." Wojtek znów spojrzał na nią i był w jego wzroku jakiś smutek, aż miała ochotę go chwycić za rękę i po raz pierwszy żałowała, że jest już na to zbyt duża. Poza tym Bartek mógłby pomyśleć, że łączy ich coś specjalnego... Biedny Wojtek przy braciach Jo wyglądał tak niepozornie, chudy, wysoki, okularnik. Na dodatek mało dowcipny i rozmowny, za to najwyraźniej spięty, ile razy spojrzał na Asię.

Joasia podniosła się:
- Wracamy, chłopaki. Trzeba dobudzić dorosłych!
Daniel zaśmiał się:
- Oj, słyszałem, że chyba ciężką noc mieli!
Malina przeciągnęła się:
- No, wiem. Mama przyszła o drugiej. Jest już dwunasta, powinni być na nogach...
Daniel i Bartek mieli rozbawione spojrzenia:
- Ale oni dobre dwie godziny jeszcze... Jakby to powiedzieć...
Joasia i Malina zaśmiały się:
- Eeeeee... Nie kończ!
Asia dodała:
- Ja nic nie wiem. Ja spałam!
Wojtek spytał:
- To oni tak... Przy was? Godzinami? A nie są na to za starzy?
Daniel wzruszył ramionami:
- Tych odgłosów nie da się z niczym pomylić...
Bartek rzekł:
- Oni nawet, jak tego nie robią, to strach stanąć na linii tych ognistych spojrzeń.
Malina chciała o coś spytać, ale powstrzymała się w pół słowa. Wojtek nachylił się nad Joasią, przy czym wyglądał jak jakaś egzotyczna, długa trawa na wietrze i coś do niej mówił. Jo pokręciła głową, nie patrząc mu w oczy.

Trójka rodzeństwa poszła do siebie. Coza i Igor siedzieli przy ognisku, jedząc smakowitą najwyraźniej zupę. Dzieci poczuły natychmiast, jak bardzo są głodne, zaraz gdy doleciał ich jej zapach. Z przyjemnością zasiedli w rodzinnym kręgu i posilili się.

Wieczorem Malina i Wojtek przyszli do nich, a wtedy Jo przypomniała sobie, że nie uprzedziła o tym ani Coz, ani Igora. Ci przyjęli to lekko, zwłaszcza mężczyzna:
- Idziemy się kąpać w jeziorze. A wy tu bądźcie grzeczni. I nie bierzcie z nas przykładu!
Cozę aż zatkało i:
- Eeee!?
Igor pocałował ją w czubek nosa:
- Myślisz, że twoje dzieci są głuche? Czy nie zdajesz sobie sprawy z... hałaśliwości pewnych naturalnych, oczywiście zachowań...?
Joasia prychnęła:
- No, właśnie! Wy tu sobie buszujecie w pościeli, podkręcacie atmosferę, więc się nie zdziwcie, jeśli po tym obozie zostaniecie dziadkami!
Coza odzyskała mowę:
- Ana! Niech ci to nawet do głowy nie przyjdzie!!!
Igor wzruszył ramionami:
- Choćbyś nie wiem, co robiła, to i tak im tego z głów nie wybijesz! - ale zobaczył, że kobieta się śmieje i obejmuje córkę ramieniem. Weszła na chwilę do namiotu i wróciła w długiej, luźno układającej się sukience. Igor uśmiechnął się do niej:
- Nonono...
Podała mu rękę i ruszyli na plażę.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
soczewica · dnia 27.07.2009 11:40 · Czytań: 676 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 4
Komentarze
GdanszczAnka dnia 27.07.2009 16:59 Ocena: Bardzo dobre
Wciągasz.. czemu to takie krótkie ;(
soczewica dnia 27.07.2009 19:56
anka, jeszcze mnie znienawidzisz... "to" ogólnie zawiera opis z czterystu dni - oczywiście nie wszystkie dni, poszłam na łatwiznę i pominęłam niektóre...
GdanszczAnka dnia 27.07.2009 20:55 Ocena: Bardzo dobre
a mogę "to" poprosić na maila w nieokrojonej wersji?? :>
soczewica dnia 28.07.2009 14:58
ja to przepisuję na bieżąco, niestety to jest najgorsza część pisania...
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yaro
24/01/2022 21:22
Usunąłem co zbędne. »
annakoch
24/01/2022 20:23
Świetne ! Moja głowa zobaczyła gotowy obraz filmowy.… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 17:39
Dobrze, skoro nie na temat, to usuwam komentarz. zresztą był… »
Florian Konrad
24/01/2022 16:56
Jejciu... co za pytanie. Więc proszę napisać ten tekst o… »
Mareczek
24/01/2022 16:36
Nie zawodzisz Wiolinie.Kolejny wiersz Twojego pióra będący… »
Maciej Bienias
24/01/2022 16:28
Choć gdybym chciał nie wiem jak bardzo uczynić zadość… »
Mareczek
24/01/2022 16:15
Zrobiłaś aniat.wiwisekcję bólu i rozpaczy,która mnie… »
valeria
24/01/2022 11:49
tak:) to nie mówcie głośno, wszyscy mnie zapeszają:) »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:23
Nic tam nie poprawiaj. Skoro tak Ci się napisało, to tak… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:21
A mnie zawsze cieszy, że niektóre komentarze są bardziej… »
valeria
24/01/2022 10:53
dziekuję, myślałam, że przejdzie taki błąd. raz jestem… »
pociengiel
24/01/2022 10:50
Za komuny mieliśmy polskie auto Syrenka - głośny dwusuw. Wg… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 10:34
Wiersz jak wiersz. To moje zdanie. »
pociengiel
24/01/2022 10:29
daj se luzik, popuść guzik »
Wiolin
24/01/2022 09:50
Valerio. Widzę w tym wierszu wiele niegramatyczności...… »
ShoutBox
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 20:04
  • Dobra, wystarczy tej gadki o niczym.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:58
  • A to zależy co się założy. Ja czasem wolę zapytać Nikogo, niż gadać z Bylekim-ś.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:56
  • Jakże ja bym chciał tak skasować, ale nie mam kogo i za co.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:54
  • A ja, z założenia, nie pytam nikogo o nic.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:52
  • Gdybym wiedział o co chodzi, to bym się nie pytał Kogoś, ale Nikt nie odpowiada. A że jestem Niewiedzący, to pytam i Wiedzących.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:45
  • Skasowałam. znów włączyła mi się autocenzura.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:43
  • Obie miejscówki leżą niedaleko Gdzieśtam.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:41
  • A ja znam takich z Znikąd. to chyba niedaleko od Nikąd.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas