Życie po śmierci - Charlotte
Proza » Długie Opowiadania » Życie po śmierci
A A A
Kiedy Aleksandra poczuła na swoich powiekach pierwsze nieśmiałe promyki słońca, już wiedziała, że to nie będzie dobry dzień. Wstała z łóżka i rozglądnęła po pokoju- pamiętała jakby to było wczoraj, jak wraz z Grzegorzem tak bardzo radośni kupowali wszystkie meble; łóżko wybrali możliwie największe( co było ich marzeniem, przez osiem lat spali na rozkładanej kanapie, ciasnej i niewygodnej), toaletkę Aleksandra wzięła zwykłą, drewnianą ze swoistym urokiem. Drzwi na wprost łóżka, prowadziły do garderoby, wypełnionej różnego rodzaju ubraniami- Polańscy preferowali jednak wygodę, więc w przeważającej części znajdowały się tam dresy, rozciągnięte swetry i luźne bluzki. Niedaleko łóżka stała średniej wielkości komoda, która kolorem kontrastowała z resztą, jasną częścią pokoju. Ściany zapełnione były fotografiami- ich córka, Lena uwielbiała fotografować; Polańscy byli z niej dumni.
Nad łóżkiem wisiała duża fotografia męża Aleksandry, na której Grzegorz śmiał się radośnie, aż trzymając się za brzuch. Zawsze przed snem i po przebudzeniu Aleksandra patrzyła na fotografię i czuła jakby mąż wciąż z nią był; już nie ciałem, a duchem. Tym razem też wbiła swój wzrok w oczy męża, tak niezwykle intensywnie zielone. Mogła popatrzyć na nie już tylko na zdjęciu, co bolało ją najbardziej.
Ubrała się i poszła obudzić córkę. Kiedy robiła śniadanie wrócił do niej ponury humor od którego próbowała uwolnić się przez długi czas. Od śmierci męża minęły trzy miesiące, nastał kwiecień, wszystko budziło się do życia. Śnieg to topniał, to po chwili wracał, robiąc zamęt i strasząc biednych spacerowiczów ubranych w wiosenne kurteczki. Po pobycie u matki Aleksandry, Danuty, powoli uwalniała się od smutku i przygnębienia, rozumiejąc, że Grzegorzowi, tam gdzieś w niebie, jest dobrze i nie chciał by, żeby r jego dziewczynyr1; tak bardzo smuciły się jego śmiercią. Sam był człowiekiem niezwykle radosnym, cieszył się z każdej drobnostki. Radość z życia nie zaprzeczała pamięci o Grzegorzu; nie było sekundy by Ola nie myślała o zmarłym mężu. Teraz po prostu mniej się smuciła, bardziej starała zauważać wszystkie małe przyjemności, które czyniły jej życie trochę szczęśliwszym.
A teraz do Aleksandry wróciły wszystkie ciepłe wspomnienia dobrych chwil( zresztą tych złych było bardzo niewiele; Ola i Grzegorz rzadko się kłócili, nigdy na poważnie) i czuła ból, niemal fizyczny, który wypełniał ją i nie pozwalał myśleć o niczym innym. Postanowiła, że spacer dobrze jej zrobi, zresztą nie była w stanie prowadzić. Szybko pożegnała się z córką( Lena chodziła do innego gimnazjum niż tego, w którym pracowała Aleksandra) i wyszła, już od progu czując wiosenne, rześkie powietrze, które uderzyło ją w twarz, orzeźwiając. Szła miarowym krokiem, niemalże walcząc z wiatrem, który napierał na nią, uniemożliwiając szybkie posuwanie się do przodu. W jej głowie kołatały się różne myśli, od tych najczarniejszych po te optymistyczne, na których próbowała się skupić. Niestety, to nie było łatwe, ponure myśli przeważały, niemalże pchały się do umysłu, próbując zapanować nad nim. Aleksandra spojrzała na zegarek, który podarował jej Grzegorz na ostatnie urodziny.
-Żebyś się już nie spóźniała!- zawołał wesoło, a ona po prostu pocałowała go, nie wiedząc, dlaczego akurat jej Bóg dał za męża taki ideał. Niemniej była z tego powodu bardzo szczęśliwa.
rBóg dał mi ideał, ale nie pozwolił cieszyć się nim do końca.r1;- pomyślała i bez nuty zainteresowania, stwierdziła, że jest za pięć ósma a do szkoły jest jeszcze trochę daleko.
Do pracy miała cztery kilometry. Mieszkali w domu na obrzeżach miasta, tymczasem szkoła znajdowała się w centrum. Pieszo, dojście zajmowało jej ponad pół godziny.
Idąc obserwowała miasto. Chodniki i ulice powoli zapełniały się na wpół obudzonymi ludźmi, jeszcze z chęcią wrócącymi by do łóżka. Mijając ich, odciągając się od czarnych myśli, próbowała stwierdzić jaka jest starsza pani w eleganckim płaszczu, młody chłopak w modnej czapce z daszkiem czy dojrzała kobieta ze smutną miną. Kątem oka widziała żebraków pod pocztą czy sklepami; budził się w niej żal, gotowa była wyciągnąć portmonetkę i wytrząsnąć do czapek czy kubeczków całą jej zawartość. Coś jednak ją powstrzymywała i odwracała wzrok, przyśpieszając kroku.
Kiedy otworzyła drzwi gimnazjum, przywitała ją błoga cisza, przerywana jedynie cichymi rozmowami sprzątaczek.
-Dzień dobry!- zawołała do nich siląc się na wesoły ton.
Sprzątaczki natychmiast odwróciły głowy zaciekawione i uśmiechem przywitały koleżankę.
-Co tak późno pani Olu?- zapytała jedna z nich.
Aleksandra tylko uśmiechnęła się w odpowiedzi i skierowała w prawo, gdzie w tym gimnazjum znajdował się gabinet psychologa. Kiedy tylko weszła, przywitał ją znajomy odór papierosów, który niemalże zwalił ją z nóg. Po raz tysięczny przyrzekła sobie, że rzuci palenie i rzuciła torebkę na biurko.
rPsycholog. Po cholerę tyle studiowałam sztukę odgadnięcia ludzkiego umysłu, bym teraz sama potrzebowała pomocyr1;- pomyślała ponuro i stwierdziła, że od miesięcy nie porządkowała biurka. Sięgnęła po stos kartek i wrzuciła wszystko do szuflady; nie miała ochoty czytać tego wszystkiego. Biurko wydawało się odetchnąć z ulgą. Aleksandra zadowolona efektem, przesunęła troszkę trzy książki o psychologii(rBędzie bardziej efektownier1;- myślała, kiedy kupiła je i położyła na biurku w widocznym miejscu) a rodzinną fotografię z ostatnich świąt Bożego Narodzenia, postawiła tak, by zawsze mogła na nią spojrzeć tak, by nie zasłaniały jej niepotrzebne książki, w ogóle nie czytane.
rGrzesiu- pomyślała gładząc palcem nieruchomą twarz męża na fotografii- Jak ja poradzę sobie bez ciebie?r1;
Zamknęła oczy i wygodnie usadowiła się na krześle. Z nutką niepokoju myślała o przyszłości. Była pewna, że starość spędzi sama; nie wyobrażała sobie, by wyjść za mąż ponownie. Martwiła się o Lenę, która wkraczała teraz w ten najtrudniejszy wiek- pierwsze miłości, zetknięcie z używkami i miliony innych problemów, o których często słyszy się teraz w telewizji. Ola bała się, wiedziała, że w sporach z córką nie znajdzie już oparcia....Nie kłóciły się często, wręcz przeciwnie, lecz Aleksandra, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, wydziału psychologii, która pałała lekką niechęcią do swojego zawodu, jednakże była z niej pilna i solidna uczennica; o psychologii wiedziała wszystko. I ta wiedza głośno i jasno mówiła, że kłótnie z córką prędzej czy później się zaczną.
Aleksandra z westchnieniem wstała z fotela czując, że musi zapalić. Nie zważając na to, czy jest to dozwolone czy nie, zapaliła. Stanęła twarzą do okna, zamknęła oczy i zaciągnęła się głęboko. Poczuła się lepiej; napięte mięśnie rozluźniły się dzięki czemu sylwetka pani psycholog nie wydawała się już taka sztywna i sztuczna. Próbowała wyczyścić umysł z wszystkich niepotrzebnych i ponurych myśli, zmusiła się do miłych wspomnień; męża śmiejącego się do niej, mówiącego czule, dotyk jego dłoni na jej rozgrzanym ciele. Mimowolnie na jej twarz wystąpiły zagadkowe rumieńce i lekki uśmiech, który niemalże rozjaśnił całą pożółkłą twarz kobiety. Uśmiechała się, poczuła dziwne uczucie, które nie nawiedzało jej od trzech miesięcy. Niemalże czuła, jak mąż ją dotyka, jego ciepłe, bezpieczne dłonie. Serce od długiego czasu zabiło szybciej, jak w euforii...
-Przepraszam, nie przeszkadzam?
Z głośnym hukiem, słyszalnym tylko dla Aleksandry, kobieta spadła na ziemię z obłoków a jej uczucia zmieniły się w okamgnieniu, na wściekłość do mężczyzny, nauczyciela języka polskiego, który stał w drzwiach z niepewną miną i patrzył na swoją koleżankę.
-Nie, oczywiście, że nie!- powiedziała z ironią, nadal stojąc twarzą do okna a tyłem do mężczyzny. Otworzyła okno, szybko zgasiła papierosa i wyrzuciła go przez okno. Do pomieszczenia wpadł potężny podmuch wiatru, orzeźwiający od zapachu papierosów i dziwnego zaduchu. Nic dziwnego- Aleksandra od wieków nie wietrzyła podczas pobytu w pracy, a paliła, próbując zabić smutek i ponury nastrój, po wizycie u matki, próbując utrzymać dobry nastrój i rozluźnić się. Przyzwyczajona do zapachu papierosów i stęchlizny, niemalże go nie czuła; jedynie kiedy wchodziła co rano do pracy uderzał ją paskudny smród, który sama sobie stworzyła.
-Bo wie pani- odrzekł mężczyzna, dokładniej pan Antonii Kos nie zauważając jej ironii- kółko teatralne przygotowuje małe przedstawienie przed Wielkanocą. W związku z tym, postanowiliśmy zorganizować dla uczniów małe oderwanie od szkoły w przeddzień przerwy świątecznej. Chcieliśmy poprosić panią o pomoc w przygotowaniu całej imprezy- przewidziany jest quiz, konkursy klasowe i indywidualne. Dwie nauczycielki, które miały pomóc w przedsięwzięciu, rozchorowały się...Zostaje więc pani...To jak będzie?- popatrzył na nią błagalnie.
rBoże....- pomyślała- jakie jego oczy są podobne do oczu Grzegorza...Że też wcześniej tego nie zauważyłamr1;
Poczuła miłe ciepło w sercu i bezpieczeństwo. Zawsze kiedy patrzyła na Grzegorza, w te jego niezwykle intensywnie zielone tęczówki ufnych oczu, czuła, że nic złego się jej nie stanie. Po raz pierwszy lepiej przyjrzała się swojemu koledze z pracy. I czuła się niemal tak, jakby była przy Grzegorzu.
-Jasne. Oczywiście.- rzekła szybko i podeszła trochę bliżej, w celu sprawdzenia jeszcze raz tak niezwykłego podobieństwa. Antonii popatrzył na nią z zaskoczeniem, ale po chwili rozluźnił się i uśmiechnął ufnie.
rTen kolor jest taki rzadki- myślała patrząc swoimi nudnymi, orzechowymi oczyma w tęczówki kolegi- ale za to jaki piękny. Wyjątkowy. Jak Grzegorzr1;
Antonii patrzył na lekko żółtą twarz Aleksandry, w jej oczy, na nos, usta. Po raz pierwszy zobaczył ją tak naprawdę, nie w biegu, kiedy żegnali się lub witali na szkolnym korytarzu. Skupił się na jej twarzy, poznawał ją wciąż od nowa. Była taka prawdziwa- ze zmarszczkami, oczami w których kryło się cierpienie pomieszane jednakże z radością, mądre, często zmarszczone czoło, ostro zakończony podbródek, świadczący o jednakże realistycznym myśleniu, nie bujaniu w obłokach. I usta. Te usta, wydęte i głębokie, tak bardzo zachęcające do pocałunku, które zawsze kusiły Grzegorza. Patrzył na Aleksandrę i nie wiedział co się z nim dzieje. Obudziła się w nim nić sympatii nie zwykłej pobieżnej znajomości. Poczuł, że z tą kobietą mógłby przegadać długie godziny. Poczuł przyjaźń, która miała szanse się zrodzić.
Aleksandra nieświadoma jego uczuć, stała nieruchomo w milczeniu, rozpoznała podobieństwa ale i różnice oczu kolegi z oczami męża. Nie minęło wiele czasu- minuta, może dwie. Dla nich to była jak wieczność- ta obcość, która została stworzona przez czas, ta bariera niejakiej zwykłej neutralności- została przełamana. Tak bardzo od siebie różni a zarazem jakże podobni- obaj od stracenia ukochanej osoby, zamknięci w sobie, nieskorzy do przyjaźni i obcowania z ludźmi. Dopiero teraz, kiedy tak naprawdę zobaczyli siebie na nowo, nie jak zwykle śpieszących się ludzi, poczuli to pragnienie przyjaźni, towarzystwa, a przede wszystkim rozmów.
-Może omówimy wszystkie kwestie przy kawie? Parzę naprawdę dobrą!- powiedziała naprędce Ola i nagle roześmiała się zaskoczona wypowiedzianymi przez nią słowami. Antonii najpierw uśmiechnął się uprzejmie, następnie poczuł jak radosny śmiech Aleksandry przepełniony ulgą, zaraża i jego, tak, że po chwili obaj zaśmiewali się do łez, zupełnie już nie wiedząc z czego.
Obojgu śmiech dobrze zrobił- po raz pierwszy od długiego czasu śmiali się tak czysto, bez udawania czy uprzejmości. Śmiali się głośno a śmiech oczyszczał ich umysły i dusze, niemalże jak lek. Rzeczywiście- śmiech jest lekiem i to tym najlepszym, bez sztucznych dodatków i chemikalii.
Kiedy już śmiech przeszedł, zostawiając w sercach i umysłach jedynie chwilową radość, Aleksandra postanowiła podtrzymać ją i sprawić, by stała się mocna i prawdziwa. Nie sztuczna, jak często udawała przy córce. Najprawdziwsza. Z życia. By mąż w końcu był z niej dumny.
Od śmierci Grzegorza prawdziwa radość nawiedzała ją rzadko- a jeśli już zdecydowała się ją odwiedzić, oczyszczała chwilowo atmosferę ze smutku, napełniała serca kruchą radością i dochodziła. A kruche szczęście po niedługim czasie rozpadało się znów robiąc miejsce smutkowi i neutralności; nieumiejętności cieszenia się z życia na jakiś czas, póki znów nie nadchodziła ze swym tak prostym w użyciu lekiem, śmiechem.
Aleksandra poczuła w sobie siłę, potrzebę przyjaźni i rozmów. Zaprosiła Antoniego na kawę a gdy rozmawiali- tak o wszystkim i o niczym, żadnych konkretnych tematów- w myślach odświeżała nazwiska dawnych znajomych, nawet tych ze studiów. Solennie przyrzekła sobie, że odnowi znajomości ze wszystkimi- i zacznie na nowo żyć!
-...I dlatego Olu, wysłałem to dziecko na olimpiadę polonistyczną- ciągnął Antonii nie zauważając, że Aleksandra w ogóle nie zwraca na niego uwagi. Rozpierała ją energia do życia. Chwyciła torebkę, cmoknęła Antoniego po przyjacielsku w policzek i wybiegła pozostawiając po sobie jedynie delikatną woń papierosów zmieszaną z dobrymi perfumami. Na korytarzu rozbrzmiewał stukot obcasów, a rozkojarzony Antonii próbował zrozumieć sytuację.
Stwierdzając jednak, że i tak nigdy nie zrozumie kobiet, wstał i wyszedł z gabinetu, przypominając sobie o stosie kartkówek, które czekały na wystawienie ocen.
Był kompletnie nieświadomy, że nawet o tym nie wiedząc, pomógł Aleksandrze.
***
Szła żwawym krokiem, co jakiś czas uśmiechając się do swoich myśli. Antoni przywrócił w niej nadzieję. Zapragnęła odnowić wszystkie kontakty, co do jednego, z koleżanką z podstawówki, najlepszą przyjaciółką z liceum, masą znajomych na studiach. Chciała ich wszystkich poznać na nowo, wypełnić czas rozmowami i cichymi chichotami, wspólnie wymienianymi wspomnieniami. Pragnęła poznać wszystkich na nowo.
Zatrzymała się raptownie. Wystawiła twarz do kwietniowego słońca, schowanego za chmurami. Jeśli chciała poznać wszystkich na nowo, powinna zacząć od siebie.
Tak też zrobiła.



Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Charlotte · dnia 01.08.2009 16:14 · Czytań: 1931 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 1
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
monk13 dnia 04.08.2009 18:48 Ocena: Bardzo dobre
Tak sie zaczytałam ze nawet nie zauwazyłam że to koniec ;) Podoba mi sie nie spodziewałam sie takiego rozwoju sytuacji:D
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
skroplami
28/05/2022 17:50
Treść rozmów naprawdę rzeczywista, idealnie rzeczywista :).… »
skroplami
28/05/2022 17:04
Dobre, całkiem dobre. Ale do połowy lepsze jak dalej.… »
Florian Konrad
28/05/2022 16:21
Oj tam, dwie pierwsze powieści poszły z dymem, przyznaję.… »
wolnyduch
28/05/2022 16:20
No to zmienię na brzeg, choć na ogół nie jestem taka… »
wolnyduch
28/05/2022 16:18
Rozumiem, no ale jest ta telepatyczna i duchowa więź, bo… »
wolnyduch
28/05/2022 16:14
Re: D.U Ok, rozumiem, pozdrawiam serdecznie i życzę… »
Kobra
28/05/2022 16:11
...brzeg może być. Jest super. Ja myślałam po potoku, rzece… »
wolnyduch
28/05/2022 16:06
Zmieniłam na wers po wyjściu na brzeg, ale skoro piszesz, że… »
Kobra
28/05/2022 15:59
Coś mi się widzi, że zmiana "wody" na coś innego… »
wolnyduch
28/05/2022 15:46
Witaj Koberko No co ja zrobię, że ja kocham rym...:) No… »
Kobra
28/05/2022 14:48
Wody/tetrapody - zamierzony rym? I może trochę pozmieniać te… »
d.urbanska
28/05/2022 14:42
WD - to nie przejęzyczenie, lecz ludowa forma: udałaś mi się… »
czarnanna
28/05/2022 13:50
Wolny duchu, serdecznie dziękuję za podzielenie się odbiorem… »
wolnyduch
28/05/2022 12:12
Rozumiem, no cóż metafory zawsze są cenne, ale co do układów… »
wolnyduch
28/05/2022 12:08
Czegóż się nie robi w imię przyjaźni/miłości, nawet picie… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:27
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas