Maksio pisarzem - Tomasz Lippoman
Proza » Długie Opowiadania » Maksio pisarzem
A A A

Mgły, leniwie snujące się o poranku nad krętą rzeczką, trawy, kłaniające się wschodnim wiatrom, brzozy w liść pierwszy wiosenny ubrane, mchy ciemnozielone lipcową sytością wypełnione, ptaków przedwieczorne w borze śpiewanie, saren na porębie oczy ufne i temu podobne, zachwycały go wciąż i wciąż mimo upływu lat.

Bywają bowiem, nawet w postindustrialnym społeczeństwie, ludzie zdolni do zachwytu nad otaczającym ich, pozornie bezużytecznym, światem. O jednym z nich, Maksymilianie Sadzińskim, zamierzam wam opowiedzieć.
Pacholęciem będąc, zwracał wzrok ku rzeczom dziś zwykle niezbyt absorbującym i, co ważne dla narracji, w porę nie wyrósł z tego.
Nawet w latach, które większości z nas kojarzą się głownie z poszukiwaniem partnera pożądanego dla właściwej uciechy i społecznie uzasadnionego dobrego ulokowania genów.
Męczył się Maksiao, próbując znaleźć miejsce w szeregu. Pragnął być to strażakiem, to policjantem, to śmieciarzem.
Wybrał jednak fach pisarski w przekonaniu, że dzięki niemu będzie miał nie tylko szansę przekazać innym cząstkę swego zachwytu nad urokami Natury, ale i uchronić przedmiot owej fascynacji przed bezwzględnym pochodem technicznych wynalazków i nowinek pożerających z przerażającą prędkością tę dziewiczo - ziemską, pozornie bezużyteczną, część ludzkiej egzystencji.
Pisał w uniesieniu, pisał w poczuciu misji, ale i ze świadomością, że papier to zmielone drzewa, które sam, przed pochodem cywilizacji maszyn, słowami chronić zamierzał.
Dylemat twórcy i tworzywa nabrał więc, w tym szczególnym przypadku, specyficznego znaczenia.
Pisał pięknie, przelewając wrażenia płynące wprost z serca na sprasowaną miazgę drzewną. Gdyby urodził się kilkadziesiąt lat wcześniej, kto wie, kto wier30;
Publikował w studenckim czasopiśmie, które nie płaciło tantiemów, zyskując nawet pewien rozgłos, przynajmniej, wśród co wrażliwszych studentek.
W dorosłym życiu tak lekko już jednak nie było.
Zbiór opowiadań "Duch lasu" został odrzucony przez kilka wydawnictw, podobnie jak powieść "Mgły nad Biebrzą".
Z drugą fabułą poszło nieco lepiej.
Miłosna historia młodego rybaka i wiejskiej nauczycielki, mocno osadzona w realiach małej mazurskiej, bardzo odległej od cywilizacji, wioski, została wydana w niemal czterech tysiącach egzemplarzy.
Maksymilian otrzymał od wydawcy kwotę, pozwalającą na skromne przeżycie miesiąca w dużym mieście oraz sto pięćdziesiąt egzemplarzy powieści, z którymi, dalibóg, nie wiedział, co począć.
Przemyślał, rozważył i zdecydował.
By usprawiedliwić decyzję naszego bohatera, której jeszcze na papier nie przelałem, wspomnę tylko, że nawet najbardziej natchniony twórca z gatunku Homo sapiens, aby żyć, musi żryć, nie wspominając o płaceniu czynszu oraz wydatkach na prąd napędzający komputer, narzędzie pracy współczesnego literata.
Trudno wczuć się w stan umysłu innego człowieka. Nieco łatwiej w położenie. A położenie było, powiadam wam, żałosne. Wiecznie pusta lodówka, zalegające w przedpokoju, tuż przy drzwiach wejściowych, zaległe rachunki za mieszkanie. Brak kobiety, na co dzień i od święta itd.
Walczył jednak dzielnie. Wierzcie mi, nie poddał się łatwo.
Wchodząc w trzydziesty trzeci rok życia stworzył Grace Willowburn, morderczynię obdarzoną genialnym umysłem, dużo ponad przeciętną tężyzną fizyczną i nieposkromioną rządzą mordowania mężczyzn, którzy dopuścili się czynów ogólnie uznawanych za niegodne, a w szczególności aktów haniebnych wymierzonych przeciwko kobietom.
Strzał okazał się celny. Pierwsza z serii książka ukazała się w oszałamiającym, jak na lokalne realia, nakładzie. Druga, trzecia i czwarta część cyklu zapewniła Maksiowi dostatnie życie.
Poczuł wreszcie, co we współczesnym świecie znaczy dobrostan. Wraz z pełną lodówką pojawiły się w jego życiu urodziwe kobiety, przyjazne uśmiechy krytyków, a nawet wyjazdy do ciepłych krajów w sezonie zimowym, rzeczy trudne do lekceważenia, a tym bardziej odrzucenia.
Pisał więc dalej książki przepełnione opisami krwawych czynów, popełnianych w imię odwetu za niecne postępki. Miał dar przelewania obrazów, dźwięków, a nawet woni na miazgę drzewną.
Przyszłość wyglądała lepiej niż dobrze. Mógł sobie teraz pozwolić nawet na pewną swobodę w opisach natury.
Wydawca, jak i czytelnicy, traktował to jak nieszkodliwe dziwactwo.
Przyszedł dzień wietrzny, listopadowy, pochmurny. Z nieba, na przemian, wędrowały ku warszawskiemu mieszkaniu Maksia to krople wody, to kryształki lodu. Wiatr swawolił po okiennych ramach przekomarzając się z miłym ciepełkiem wprost z elektrociepłowni, płynącym do pisarskiego warsztatu.

Dostrzegł ją najpierw kątem oka, tak mimo chodem, w starym kryształowym lustrze wiszącym w przedpokoju. Ciemnowłosą, bladolicą, z karminowymi ustami, smutnymi orzechowymi oczami, w długim czarnym płaszczu. Dokładnie taką, jaką ją stworzył.
Próbował zrzucić to na karb przemęczenia, wiedział jednak od samego początku. Dała mu jedną szansę, tak jak w książkach, które sam pisał. Łatwo uniknął pierwszego ciosu rzeźnickiego noża.
Wybiegł z domu w mokrą i zimną noc. Pędził opustoszałymi ulicami wielkiego miasta jak spłoszony zając. Kluczył, stosował wszystkie triki, których używali jego bohaterowie. Wiedział jednak, że prędzej czy później czeka go śmierć. Na Placu Zamkowym wskoczył do taksówki i kazał wywieźć się z miasta. To było sprytne. Wszystkie powieści, jakie popełnił rozgrywały się w granicach Warszawy.
Grace nie znała innych miejsc. Zaszył się w Jachrance nad Zalewem Zegrzyńskim, pożyczył od kierowniczki ośrodka maszynę do pisania i napisał ostatnią część serii o kobiecie mścicielu pod tytułem Pościg. Uśmiercił swoją bohaterkę na krześle elektrycznym, przenosząc akcję książki do amerykańskiego Teksasu.
Wydawca niechętnie przyjął książkę do druku. Kto zabija kurę znoszącą złote jajka? Sadziński przekonywał, że ma nowy, lepszy, pomysł.
Powieść, jak poprzednie z serii, odniosła sukces.
Jednak. wkrótce po premierze okazało się, że z kart jej wcześniejszych odcinków, które nie należały do najtańszych, zniknęły wszystkie wątki dotyczące Grace.
Pozostały same opisy przyrody. Oburzeni czytelnicy zgłosili się do księgarzy, księgarze do wydawcy, a wydawca, do Maksia.
Katastrofa.
Puścili naszego bohatera w tym, co pewien polski prezydent obiecywał kiedyś rodzimym aferzystom.
Bezwzględne są bowiem prawa rynku.
Siedzi teraz, Maksio na Dworcu Centralnym w Warszawie i na odwrocie zużytych biletów kolejowych opiewa piękno polskich gór, dolin rzecznych oraz wybrzeża Bałtyku.

Tomasz Lippoman
www.bialowieza.com.pl

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Tomasz Lippoman · dnia 13.08.2009 18:05 · Czytań: 887 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 6
Komentarze
Abigail dnia 13.08.2009 18:20 Ocena: Bardzo dobre
Przy pierwszym podejściu nie dałam rady przeczytać do końca. Zbyt duży przesyt słowno-opisowy. Podczas pisania jeżeli jesteś oszczędny w słowach, to tekst traci na odbiorze, ale jeżeli przesadzisz z tym, to czytelnik nie wie na czym się skupić. I tak źle i tak niedobrze. Spróbuję przeczytać jeszcze raz, ale trochę później. W tej chwili trudno mi go ocenić.
Abigail dnia 14.08.2009 08:29 Ocena: Bardzo dobre
Przeczytałam i powiem szczerze, że nie wiem, co napisać. Nie pod względem tej pracy, ale tego jak odbierzesz komentarz. Po wczorajszym dniu i przeczytaniu kilku komentarzy nie naprawdę nie wiem, co napisać. Ujmując to poetycko ;) jestem rozdarta jak pień sosny, w który uderzył piorun.
Ograniczę się w swojej wypowiedzi.
Podtrzymuję to, co napisałam wczoraj. Na samym początku przytłaczał mnie przesyt słowno-opisowy. Nie, żeby było to źle, ale mi osobiście w bardzo długim zdaniu trudno jest zapanować nad masa informacji i wybrać to, co istotne.
Temat bardzo fajny. Pomysł super i za to dam bdb. Dobrze się też w późniejszym etapie czytało (tam gdzie pozbyłeś się opisów przyrody).
Tomasz Lippoman dnia 14.08.2009 18:32
Dziekuje za lekture i komentarz ale dalibóg nie pojmuje co to za neologizm ''przesyt słowno - opisowy''
Abigail dnia 14.08.2009 21:15 Ocena: Bardzo dobre
Problem w tym, że ja czasami nie bardzo potrafię wytłumaczyć, o co mi chodzi :)
"Mgły, leniwie snujące się o poranku nad krętą rzeczką, trawy, kłaniające się wschodnim wiatrom, brzozy w liść pierwszy wiosenny ubrane, mchy ciemnozielone lipcową sytością wypełnione, ptaków przedwieczorne w borze śpiewanie, saren na porębie oczy ufne i temu podobne, zachwycały go wciąż i wciąż mimo upływu lat." To zdanie jest bardzo, bardzo, bardzo długie. Nie mówię, że jest niepoprawne. Zawiera dużo treści, które wymieniasz, wymieniasz, wymieniasz... i kończysz zdanie. Przez tę wyliczankę nie potrafię sobie wyobrazić "malowanego" przez Ciebie obrazu. Osobiście wolałabym dwa, może trzy krótsze zdania, ale takie, które byłyby łatwiejsze w odbiorze. Pomogłyby mi uruchomić wyobrażnię.
Tomasz Lippoman dnia 14.08.2009 21:54
to siegnij do tekstów Adama Wajraka. On pisze poprawnym językiem licealisty, i ma sukces;)
Abigail dnia 15.08.2009 11:43 Ocena: Bardzo dobre
Tomaszu, chyba mnie nie zrozumiałeś. Po pierwsze ja nie twierdzę, że nie odniesiesz sukcesu, po drugie nie piszę, iż to jest źle stylistycznie. Można to nazwać gustem, preferencjami stylistycznymi, czy jeszcze jakoś inaczej. A po trzecie dodam, że moja ocena też chyba o czymś świadczy.
I jeszcze jedno. Dla mnie nie jest ważne, kto jakim językiem pisze - licealisty, czy profesjonalisty, ważne jest to, aby ten język do mnie trafiał.
Pozdrawiam :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
27/06/2022 20:48
Msz sens życia, to coś więcej poza przetrwaniem, ale… »
Yaro
27/06/2022 19:09
Jezus chce byśmy się cieszyli, radowali miłość jest radością… »
Materazzone
27/06/2022 17:27
Jak dla mnie zbyt...proste? Może nie, raczej zbyt łatwe w… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:37
Nie lubię żartów z religii (nie twierdzę, że taki był… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:35
Dobrze napisane i fabuła fajna. W obydwu przypadkach sukces… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 09:14
Dzięki! Zawsze miło cię widzieć. Pozdrawiam »
Marian
27/06/2022 07:25
Ciekawie napisane. Zgadzam się z tulipanowką, przeżyła, bo… »
Yaro
26/06/2022 13:42
Dziękuję Kasiu:)Pozdrawiam:) Duszku akurat Jezus pokazał… »
Marek Adam Grabowski
26/06/2022 09:32
Spoko. Przy okazji polecam moje ostatnie opowiadanie.… »
Marian
26/06/2022 07:44
Marku, dzięki za odwiedziny i komentarz. Akapit zaraz usunę. »
wolnyduch
25/06/2022 21:29
z pewnością nawet Jezus nie był ideałem, ale to świadczy o… »
wolnyduch
25/06/2022 21:26
Jeśli ktoś nie oglądał filmu pt. "Przełęcz… »
wolnyduch
25/06/2022 21:22
Witaj Katarzyno/Kasiu, jeśli można?... Dziękuję za… »
wolnyduch
25/06/2022 21:16
Piękne obrazowanie, czytałam z przyjemnością, pozdrawiam… »
Marek Adam Grabowski
25/06/2022 15:19
Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie. Oddajesz magiczny… »
ShoutBox
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
  • Dobra Cobra
  • 10/06/2022 16:14
  • I dopiero teraz piszesz?
Ostatnio widziani
Gości online:32
Najnowszy:ilustratorka
Wspierają nas