Adam - sirmicho
A A A
- Martwię się o Adasia - odezwała się, przerywając mężowi lekturę.
- Zwariowałaś - skwitował, opuszczając na spodnie szeleszczącą gazetę. - Przecież sami go tam pchaliśmy. Jedź, co będziesz siedział w Szczecinie. Pamiętasz?
- Tak, ale... - Zamilkła na chwilę. - Sam wiesz.
- Kochanie. - Gazeta powędrowała na stół. Mężczyzna zbliżył się do żony i chwycił ją za dłoń. - Doskonale wiem. Zdaję sobie sprawę z tego, co się stało. Ale zrobiliśmy dobrze, nie martw się. Nic mu nie będzie.
- Nie chciał jechać. - Spojrzała mu w oczy.
- Ale dobrze, że jednak to zrobił. Posiedzi trochę wśród ludzi, a nie będzie siedział sam jak kołek w pokoju, zamknięty w swoim własnym świecie. No i zmieni klimat.
- Martwię się o niego - dodała po chwili milczenia. Dwie łzy z impetem uderzyły o szorstki materiał jej swetra.

* * *

Sucha gałąź trzasnęła niespodziewanie głośno pod podeszwą buta Adama. Marcin i Bartek jednocześnie obrócili głowy.
- Och! Coś ci pękło, Adam - pierwszy odezwał się Bartek. Niewysoki blondyn z licznymi piegami na twarzy. Wykrzywił usta w dziwnym grymasie, który mógł oznaczać równie dobrze uśmiech, jak i złość.
- Tak - dodał Marcin. - Pewnie serduszko z tęsknoty za mamą, co nie?
Adam w odpowiedzi spuścił jedynie wzrok i dalej wlókł się żółwim tempem za grupą. Niech gadają, niech dokuczają, niech się śmieją. Za kilka minut im przejdzie i wrócą do innych zajęć. Ignorancja to broń, w użyciu której był mistrzem. Klapki na uszy, klapki na oczy i wszystko będzie dobrze. Cierpiała na tym jedynie psychika, która wszystkie ataki chłonęła jak gąbka... Ale czy coś mogło jej jeszcze zaszkodzić?
- Uwaga! - krzyknęła pani Agata, wychowawczyni klasy i jedna z opiekunek wycieczki. - Tu zatrzymamy się i zrobimy krótki odpoczynek. Za pół godziny ruszamy dalej.

Uczniowie pierwszej klasy liceum ogólnokształcącego rozsiedli się na przeciętych w pół balach, pełniących rolę ławek, ustawionych wzdłuż leśnej ścieżki. Adam, jak zwykle, usiadł z boku. Sam. Z plecaka wyjął niechlujnie przygotowaną kanapkę i zatopił w niej zęby. Kątem oka dostrzegł, odzianą w dżinsową kurtkę i spodnie, długowłosą dziewczynę o niebywałej urodzie. To jedna z tych piękności, której nigdy nie odważy się powiedzieć, jak bardzo mu się podoba. Kasia podeszła do Marcina i Bartka. Podjęła rozmowę, którą co pewien czas wzbogacały salwy śmiechu. W pewnym momencie dostrzegł, choć trwało to dosłownie ułamek sekundy, jak cała trójka spojrzała na niego. Szybko jednak wrócili do dyskusji, a chwilę później Kasia odeszła z charakterystyczną dla siebie gracją. Nie spuszczając wzroku z oddalającej się dziewczyny, wciąż konsumował kanapkę. Przeszła mu myśl, że fajnie by było przytulić, dotknąć, poczuć zapach dziewczęcej skóry, włosów, może nawet odważyłby się Kasię pocałować. Marzenia ściętej głowy, nie mam szans - tą brutalną refleksją zakończył swoje fantazje.

- Nie odgryź sobie palca, Adaś - usłyszał. Spojrzał w lewą stronę. Bartek i Marcin pochylali się nad nim. Tak zapatrzył się na dziewczynę, że nie zauważył, kiedy podeszli.
- Co? - spytał.
- Głuchyś? Nie odgryź sobie palca, bo czym będziesz przewracał kartki w tych swoich książkach - odpowiedział piegus i obaj ryknęli śmiechem. Adam odjął rękę od ust. Faktycznie, w palcach ściskał drobny kawałek skórki chleba. Kolejny kęs mógłby zakończyć się poważną raną i potwornym bólem.
- Martwimy się o ciebie - zaczął, ostrzyżony niemal na łyso, Marcin. - Jesteś jakiś taki... dziwny. Siedzisz zawsze sam, z boku. Nikt cię nie lubi, a ty nawet nie dasz się polubić.

Miał rację. Ameryki nie odkrył. Adam od momentu, o którym bardzo chciałby zapomnieć, stronił od ludzi. Otoczył się murem, wewnątrz którego był bezpieczny. Nie potrzebował towarzystwa, nie chciał być ponownie skrzywdzony. Wystarczały mu książki i wiersze: piękne, niegroźne, przyjacielskie. No, ale cóż, rodzice się uparli i niemal siłą wysłali go na wycieczkę integracyjną. Nie dość, że ciężko mu wytrzymać w szkole, w której na każdej przerwie oddala się w najgłębszy kąt korytarza, gdzie nikt go nie może znaleźć, to jeszcze został zmuszony do przebywania z tymi ludźmi na całkowicie obcym terenie. Ale rozumiał rodziców, mieli rację. Kiedyś trzeba było wyjść do ludzi, choć nie wiadomo, jak nieprzyjemne byłoby to doświadczenie. Oczywiście zrobił im awanturę, ale z dnia na dzień sam przekonywał się do wyjazdu. I w końcu wylądował w Bieszczadach, wraz z większą częścią swojej klasy.

Adam spojrzał na kolegów, którzy, jak do tej pory, dali się poznać raczej jako dokuczający i złośliwi, niż uprzejmi i uczynni. Zawsze prześmiewczy - Adaś to, Adaś tamto. No i ten Adaś, nigdy Adam. Zdrobniale, tak jak zwracała się do niego mama, żeby dać jasno do zrozumienia, jakim jest maminsynkiem. Dziwiło go więc to nagłe zainteresowanie i troska o jego osobę. Zza przymrużonych powiek posłał Marcinowi nieufne spojrzenie. Ten na chwilę zwątpił, zdjął uśmiech z ust. Bartek przejął inicjatywę:
- Właśnie rozmawialiśmy z Kasią, wiesz? Nie uwierzysz, co nam powiedziała. - Po takim wstępie Adam na pewno nie uwierzy, ale dał sobie szansę. - Podobasz jej się.
Mimo faktu, że nie ufał koledze i wiedział jak niedorzecznie brzmiały jego słowa, to jednak wybałuszył oczy ze zdziwienia. Może i było to kłamstwo, ale cholera, jakże przyjemne - pomyślał. Adam nie przerywał, słuchał dalej.
- Widzisz... ona chciałaby się z tobą... no wiesz... poznać bliżej. - Tu Bartek zrobił pauzę, oczekując reakcji Adama. Nie było żadnej, więc kontynuował. - Nie chce tego jednak robić tutaj, gdzie wszyscy patrzą. Nie obraź się, Adaś, ale uchodzisz za dziwaka. A Kasia nie chce zostać obgadana.
Mimo, że brzmiało to mało wiarygodnie, Adam zaczynał im wierzyć. W ich głosach nie usłyszał ani jednej fałszywej nuty. Może mówili prawdę?
- Powiedziała, że chce się spotkać z tobą na osobności, gdzieś, gdzie nikt was nie zobaczy. Będzie czekać na ciebie w lesie. - Marcin wskazał ręką w prawo.
- Ale przecież ja... - odezwał się Adam, któremu Bartek szybko przerwał.
- Nie martw się, zaprowadzimy cię.
- Kiedy?
- W tej chwili - chłopcy odpowiedzieli niemal równocześnie. Adam poczuł ścisk gardła, który towarzyszył mu zawsze w stresujących sytuacjach. Momentalnie rozbolał go brzuch, a kanapka, którą przed chwilą zjadł, zaczęła się cofać. Przełknął ślinę, mając nadzieję, że to powstrzyma nieuchronnie zbliżającą się katastrofę. Poskutkowało.

- Będziesz miał okazję głębiej poznać kobietę - powiedział Bartek. - Pewnie znasz je jedynie z książek, co?
Jest. Złośliwość. Znów się z niego śmiali. To znaczyło, że nadal byli sobą, nie wrabiali go. Odchylił głowę w prawo i, zerkając przez ramię Marcina, szukał nerwowo Kasi, by potwierdzić sensacje kolegów. Dostrzegł niebieską sylwetkę, wspinającą się po zadrzewionym zboczu. Dziewczyna rzucała szybkie spojrzenia za siebie, upewniając się, że grupa nie zauważyła jej zniknięcia. Uśmiechnął się i spojrzał na Marcina.
- Chodźmy.

* * *

Piętnaście minut upłynęło od czasu, gdy opuścili grupę. Minie kilka kolejnych i wycieczka zacznie się zbierać do dalszej drogi. Wtedy zorientują się, że brakuje czwórki uczniów. Wybuchnie panika. Zostaną wszczęte poszukiwania, a z racji świetnej organizacji, z której słynęła pani Agata, nie potrwają długo i przyniosą pozytywne rezultaty. Mało czasu, duże ryzyko, ale czego się nie robi dla kolegi.

Chłopcy zbliżali się już do celu, przynajmniej tak twierdził Marcin. Kilkanaście metrów dalej, Adam dostrzegł niebieską sylwetkę. Kasia stała w oddali i machała niewinnie ręką do kolegów. Potem odwróciła się do nich plecami i truchtem pobiegła przed siebie.

- W porządku, Adaś - odezwał się Bartek. - Leć, za nią. Będzie na ciebie czekać za tą górką. My będziemy stać na czatach i ostrzeżemy was jak ktoś będzie się zbliżał.
Adam skinął i spojrzał na niego pełnym wdzięczności spojrzeniem. Ruszył przed siebie. I pomyśleć, że jeszcze kilka dni temu wściekał się na rodziców za pomysł wysłania go na biwak. Teraz był im wdzięczny.

Wspiął się na lekkie wzniesienie i dostrzegł małą drewnianą konstrukcję wśród drzew. Domek? Kasia stanęła w wejściu, oparła się w wyzywającej pozie o drzwi i kiwnęła palcem, zapraszając Adama do środka. Potem zniknęła we wnętrzu domku. Chłopak zbiegł z górki, potknął się po drodze o korzeń i wyrżnął na pokrytą liśćmi ziemię. Wstał czym prędzej. Przy pierwszym kroku usłyszał głuchy trzask. Pewnie kolejna gałąź nie wytrzymała ciężaru jego ciała. Dopiero po kilku krokach zorientował się, że widzi niewyraźnie. Nie gałąź, to były okulary. Zatrzymał się z nadzieją, że szybko je odnajdzie. W myślach ujrzał jednak Kasię, czekającą na niego w domku. Wyobraźnią dostrzegł również rozwścieczoną i spanikowaną panią Agatę, która mobilizuje wszystkich do poszukiwań. Nie miał czasu na takie błahostki jak okulary. Zerwał się z miejsca i po kilkunastu sekundach stał pod drewnianą chatką. Była niewielkich rozmiarów, zapewne mieściła jeden pokoik i pomieszczenie gospodarcze. Mogła pełnić funkcję jakiegoś magazynu. Trudno było ocenić. Zresztą - nieistotne. Najważniejsze było to, co czekało go w środku. Przystanął na moment przy jedynym, szczelnie zasłoniętym okiennicami, oknie. Wziął głęboki oddech, po czym oparł rękę na jednej z belek, tworzących ścianę i zamarł. Naszły go wspomnienia.

* * *

- Co on tu robi? - spytał Rafał wskazując Adasia ręką.
- Nie miałem wyjścia. Przylepił się - odpowiedział Tadek, starszy brat Adasia.
- Zdurniałeś? - oburzył się drugi kolega Tadka, Marian. - Przecież on jest za młody.
- No to raczej nic nie skuma. Zajmie się czymś innym - bronił się Tadek.
- No nie wiem - wtrącił Sebastian. - Przecież może wszystko wygadać rodzicom.
- Nic nie wygada. Już mu to wyjaśniłem.
Chłopcy obśmiali się, pokręcili z rezygnacją głowami i w końcu zgodzili się na udział pięcioletniego Adasia w wyprawie.
- Niech tylko piśnie słówko to osobiście utnę ci jajca, Tadziek. - poinformował Rafał.

Podekscytowany Adaś dziarskim krokiem szedł za bratem. Nie rozumiał celu spaceru, ale najważniejsze było, że spędza czas z Tadkiem. Chłopcy dyskutowali na temat jakiegoś biankra w lesie. Jakiś schron wojenny z tego co Adaś zrozumiał, a jeśli wojenny to znaczy, że mogą tam być żołniery i karabiny. A to Adasiowi bardzo się podobało. Szedł więc z nadzieją, że przy tym biankru spotka najprawdziwszego żołniera, w mundurze i w hełmie. Chłopcy mówili coś jeszcze o pifce czy pikce jakiejś pani. I że podobno ktoś tam się z kimś spotyka i to robi. Adaś niewiele rozumiał, ale kompletnie nie miało to znaczenia. Żołnier z karabinem był najważniejszy.

Na miejscu byli po godzinnym spacerze, co małemu Adasiowi wydawało się być całą wiecznością. W końcu dotarli do biankra, który okazał się najzwyklejszym w świecie betonowym budynkiem. No może był znacznie mniejszy niż Adaś to sobie wyobrażał, ale nie zmieniało to faktu, że nie widział w jego okolicy żadnego żołniera. Nikogo nie widział. Miejsce było opuszczone. Puściutko.

Chłopcy szybko zebrali się przy biankrze i na zmianę zaglądali do jego wnętrza przez wąską szczelinę w ścianie. Co jakiś czas wydawali z siebie okrzyki zadowolenia i zachwytu. Przepychali się, kiedy któryś z nich zbyt długo zerkał do środka. Może widzieli tam najprawdziwszego żołniera? Może to budziło takie żywe reakcje wśród kolegów Tadka? Przecież żadna pifka nie może być ciekawsza od najprawdziwszego karabinu, prawda?

- Nie możesz tu patrzeć, Adaś! - krzyknął Tadek, odpychając brata.
- Ciemu? Nie ma kajabina? A żołnier jest?
- Nic tam nie ma ciekawego - odparł Tadek. Adaś od razu poznał, że jego brat kłamie. Potrafił wyczuć każdą fałszywą nutę w jego głosie. - Musimy już wracać.
- Ale ja kcę...
- Żadnego ale, Adaś. Idziemy już.

W drodze powrotnej dyskusjom nie było końca. Naburmuszony Adaś nasłuchiwał ich uważnie, czekając, aż padnie słowo karabin. Niestety nie doczekał się. Chłopcy raczyli go rozmowami o ogolonej pifce i ogromniastych balonach. Ech ci starsi, chyba nigdy ich nie zrozumie.

- Szkoda tylko, że nie było nikogo w środku - powiedział Tadek, żegnając się z kolegami pod klatką bloku. - To byłby widok.
- Racja.

* * *

Adaś dochował tajemnicy i ani słowem nie pisnął rodzicom o leśnej wycieczce. Gdyby o tym wspomniał, z pewnością bratu dostałoby się po uszach, a on sam otrzymałby zestaw szlabanów i zwiększony dozór. Milczał więc. Nie mógł przecież pozwolić, by cokolwiek pokrzyżowało mu plany.

Chłopiec, starszy już o dwa miesiące, wymknął się któregoś dnia z domu i wrócił do bunkra (teraz już wiedział, że to nie był żaden bianker). Do celu dotarł po trzykrotnie dłuższym spacerze niż ostatnio. Nie znał dokładnie drogi i kilka razy zabłądził. Był sam. Nikt teraz nie mógł zagrodzić mu przejścia i siłą odciągnąć od bunkra. Dziś zobaczy najprawdziwszy karabin. Podszedł do ściany i stanąwszy na palcach zajrzał przez wąską szczelinę. Z początku nic nie widział. Wewnątrz panowała ciemność. Z czasem jednak, gdy wzrok zaczął przyzwyczajać się do warunków, zaczął dostrzegać poszczególne przedmioty. Na ścianach wisiały plakaty. Nie takie jak u niego w pokoju, nie było na nich kreskówkowych bohaterów. Wzdrygnął się z obrzydzenia, gdy spostrzegł, że plakaty przedstawiały roznegliżowane kobiety.

- Fuuu - wyszeptał i skierował wzrok niżej. Z racji swojego niewielkiego wzrostu i wysokiego umiejscowienia szczeliny, nie dostrzegł zbyt wiele. Właściwie widział tylko skrawek podłogi pod przeciwległą ścianą. Jakieś cegły, chyba materac, może lampka. To wszystko. Żadnego karabinu, ani śladu żołnierskiego hełmu. To niemożliwe, tu musi coś być. Przecież to bunkier, do licha.

Adaś odszedł od otworu i zaczął szukać wejścia, obchodząc budynek dookoła. Na jednej ze ścian znalazł zbite z desek drzwi. Sięgnął do nich i chwycił za krawędź zewnętrznej deski. Była szorstka. Nim ją pociągnął, przesunął nieznacznie dłoń po nierównej fakturze drewna. Drzazga wbiła się w jego skórę.
- Auć! Cholera!
Cofnął dłoń i spojrzał na ukłuty palec. Starał się dopatrzyć zadry. W tym momencie poczuł mocny chwyt na ramieniu.

* * *

- Nie wejdziesz? - z wnętrza domku dobiegł głos Kasi. Nie musiał się zastanawiać. Ściśnięty żołądek i galopujące serce decydowały za niego. Koszmar powracał, a Adam właśnie osłabił swój ochronny mur. Musiał go wzmocnić, zanim wspomnienia wszystko zniszczą. Zaczął od ucieczki. Jeden krok do tyłu, potem drugi, obrót i przyspieszenie. Kiedy mijał róg domku, poczuł uderzenie w prawy bark. Stracił grunt pod nogami i runął na ziemię. Zanim uderzył głową w pień drzewa dostrzegł przylepioną do swego ciała piegowatą twarz Bartka.

Ocknął się po kilku minutach. Otworzył oczy i z przerażeniem odkrył, że stracił wzrok. Nic nie widział, zupełnie jakby ktoś zgasił światło i zasłonił okna na świat. Po chwili dostrzegł jednak malutki promyk światła przebijający si przez dziurkę od klucza. Uśmiechnął się na myśl, że oczy nadal funkcjonowały. Ale to gdzie był i co tu robił nie napawało go optymizmem.

* * *

- Nie tak to miało wyglądać - zagadał Marcin, grzebiąc patykiem w brunatnych liściach.
- Nie moja wina, że się rozmyślił i zawrócił - odparła Kasia.
- Ważne, że w końcu się udało.
- Ile macie zamiar go tam trzymać? - spytała nieśmiało dziewczyna.
- Chwilę.
- Musimy się zaraz zbierać.
- Dziesięć minut.
- Nie będziemy mieli przez to kłopotów? - zmartwiła się Kasia.
- Będziemy. - Usłyszała w odpowiedzi. - Należało mu się. Wkurza mnie ten typek. Siedzi całymi dniami z tą swoją książką. Z nikim nie gada. Odludek. Założę się, że to jebany pedał.
- Pedał? - spytała ze zdziwieniem Kasia. - Przecież chciał się ze mną spotkać.
- Eee... no tak. Ale to o niczym nie świadczy. Odludek i samolub. Zasłużył na to.
- Ale wypuścicie go, prawda?
- Jasne. Chcemy go tylko nastraszyć. - Marcin spojrzał na Kasię i dostrzegł, jak z lewego oka pociekła jej łza. - Ej, Kaśka. Nie martw się. To pomysł Bartka. Jakby co zwalimy wszystko na niego.
- Cicho. Wraca.
- No to teraz ja idę się odlać.

* * *

Drobne ciało Adasia walczyło o utrzymanie równowagi, kiedy tajemnicza osoba pchnęła je z całej siły do wnętrza bunkra. Chłopiec upadł na kolana, mocno zdzierając z nich skórę. Spodnie szybko nasiąknęły krwią. To z pewnością nie był żołnierz, którego tak bardzo spodziewał się tu spotkać, a jeśli nawet, to nie był przyjaźnie nastawiony. Rozległ się potężny płacz. Przez zalane łzami oczy, Adaś próbował dostrzec, kim jest jego prześladowca. Zdołał jedynie zorientować się, że to dość potężnie zbudowany mężczyzna. Właśnie zamykał za sobą drzwi. Wyszedł. Adaś został sam, co dobitnie podkreślił trzask przekręcanego w zamku klucza.

Pięciolatek wspomniał Tadka. Gdyby był razem z nim, nie doszłoby do tego. Obroniłby go. Nie. On nawet nie pozwoliłby młodszemu bratu tutaj przyjść. Jak zwykle miałby rację. Adaś pomyślał o mamie. Uświadomił sobie, jak bardzo mu jej brakuje. Mimo, że często się na nią złościł, to właśnie mamy potrzebował teraz najbardziej. Poczucia ciepła, bezpieczeństwa.

Wewnątrz bunkra panowała ciemność. Jedyne źródło światła stanowił delikatny promień słońca, wpadający przez wąską szczelinę w ścianie. I pomyśleć, że sekundy temu stał po drugiej jej stronie, beztrosko zaglądając do środka. Po kilku minutach chłopiec opanował płacz, choć nie zdołał zdusić strachu. Bał się nadal, ale było o tyle lepiej, że oczy przyzwyczaiły się do ciemności. Dostrzegał kształty, choć były ledwo widoczne. Wyciągnął rękę oraz zgiętą w kolanie nogę i na czworaka pokonał pierwszy metr. Ból w pokaleczonych kolanach odezwał się momentalnie. Poharatana skóra przylepiła się do nogawek sztruksowych spodni i chłopiec odczuwał boleśnie każde zgięcie materiału odzieży. Doczłapał się w końcu do ściany. Wyciągnął ręce i czesał powietrze przed sobą z nadzieją, że natknie się na lampkę, którą dostrzegł, będąc jeszcze na zewnątrz. Zahaczył o coś ciężkiego i szorstkiego, obdzierając lekko skórę na krawędzi lewej dłoni. W końcu, środkowym palcem trafił na gładką i obłą powierzchnię. Żarówka, pomyślał i uśmiechnął się. Nie odrywając dłoni zjechał niżej w poszukiwaniu kabla i włącznika. W końcu znalazł i pełen nadziei, nacisnął guzik.

* * *

Nie, nie, to nie może się dziać. Tylko nie to. Nie znów.

Łzy same cisnęły się do oczu. Próbował to opanować, w końcu był już prawie dorosły, a dorosłym nie wypada płakać. Jeszcze ta ciemność. Od czasu wydarzeń, które rozegrały się dawno temu w pewnym bunkrze, Adam unikał ciemności. Spał zawsze przy zapalonej lampce, żeby tylko nie budzić się wśród ciemności.

A dorosłym wypada spać przy świetle, dzieciaku?

Podniósł się z bólem i doskoczył do ściany. Macał obłożone drewnem ściany w poszukiwaniu włącznika. Po kilku długich niczym wieczność sekundach natrafił na półeczkę. Wymacał na niej podłużny kształt.

Latarka?

Palcem przejechał po szklanej powierzchni reflektora. Chwilę później namierzył plastikowy włącznik.

Żegnajcie mroki.

PSTRYK. Nic się nie stało. Ani jedna iskra, nawet na moment, nie rozświetliła pomieszczenia. Adam wpadł w panikę. Padł na ziemię i zaczął krzyczeć.

* * *

Adaś wpadł w panikę, kiedy druciki żarówki nie zajarzyły się. Zaczął krzyczeć, choć przypominało to bardziej skowyt ranionego psa. Obrócił się i przeczołgał w głąb pomieszczenia. Ten sposób poruszania był znacznie mniej bolesny. Ponownie natknął się na twardy obiekt, na którym zdarł sobie wcześniej skórę. Tym razem go rozpoznał. Cegła. Ale co mu po niej w betonowym baraku. Zaraz. A gdyby tak rzucić ją w drewniane drzwi? Może są na tyle słabe, że nie wytrzymają uderzenia? Wyciągnął dłoń i już miał chwycić cegłę, kiedy usłyszał trzask przekręcanego klucza. Zamarł przerażony. Mimo niewyobrażalnego strachu, żywił nadzieję, że jednak ktoś przyszedł go wypuścić.

Drzwi otworzyły się raptownie. Chłopiec zmrużył oczy, uderzony potężną falą światła. Odruchowo zasłonił twarz ramieniem. Gdy drzwi trzasnęły i klucz ponownie przekręcił się w zamku, Adaś cofnął rękę. Przed nim stał mężczyzna, którego teraz mógł obejrzeć dokładniej. W prawym ręku trzymał podróżną, dużą latarkę, która rozświetliła pomieszczenie.

No i masz swoją lampkę.

* * *

Ciemno, a on zaraz przyjdzie! Nie, proszę, nie!

Na myśl o nadchodzącym mężczyźnie, Adaś stanął jak wryty pośrodku drewnianego domku. Musiał stąd czym prędzej uciec. Rzucił się do drzwi. Oczywiście naciśnięcie klamki nie przynosiło żadnych efektów. Przecież wiedział, że drzwi są zamknięte. Sam słyszał trzask przekręcanego klucza.

Cegła. Gdzieś tu jest cegła.

Padł na kolana. Poczuł potworny ból. Mimo, że nie krwawił i skóra nie przykleiła się do spodni, czuł jak zgięcia materiału wżynają się w mięso. Nerwowymi ruchami zaczął szukać twardego obiektu, o który dziesięć lat temu zdarł sobie skórę na dłoni.

Muszę ją znaleźć. Muszę, muszę. Jak najszybciej. Zanim on przyjdzie.

Usłyszał trzask w drzwiach.

Znów nie zdążyłem.

Adam zmrużył oczy i przesłonił je ręką, kiedy oślepiło go światło. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Przed chłopcem stała ciemna sylwetka potężnie zbudowanego mężczyzny. Chłopiec dostrzegł w jego ręce niewielkie pudełko.

* * *

Nieznajomy był wysoki na jakieś dwa metry, choć Adaś mógł źle ocenić z tej perspektywy. Muskularne ramiona pokryte były ciemnymi tatuażami, o dziwnych, nieregularnych kształtach. Mężczyzna odłożył latarkę na półkę, ustawiając ją tak, żeby zapewnić dobre oświetlenie. Przez moment światło padło na schowaną za ciemną chustą, twarz mięśniaka. Sięgnął do kieszeni spodni i wyciągnął z niej niewielkich rozmiarów pudełko. Adasiowi przypominało krem, którego tak bardzo nie lubił używać, mimo nalegań matki. Mężczyzna odkręcił wieczko i położył pudełko przed materacem. Podszedł do chłopczyka i ścisnął go mocno jedną ręką za włosy, a drugą za kark. Adaś jęknął z bólu, gdy z ogromną siłą został przeciągnięty na materac. Potem poczuł ucisk masywnego kolana na drobnym kręgosłupie. Materac syknął wypuszczając resztki powietrza. Chłopczyk zdołał usłyszeć dźwięk rozdzieranego materiału. Momentalnie poczuł ból w przylepionych do sztruksu kolanach, gdy poluźnione spodnie lekko drgnęły.

* * *

- Nie! Nie! Nie!!!

Trójka uczniów usłyszała dochodzący z domku wrzask. Po kolei popatrzyli sobie w oczy. Chłopcy uśmiechnęli się, zadowoleni z udanego psikusa. Kasia z niedowierzaniem i obrzydzeniem zmierzyła ich obu. Nie mogła uwierzyć, że dała się wplątać w tak durny żart. Miało być zabawnie, a tymczasem jedyną frajdę mieli Bartek z Marcinem. Chorą, bestialską uciechę.

- Dobra - odezwała się łamiącym głosem. - Kończymy to.
- Zwariowałaś? Teraz robi się ciekawie. - Marcin wybuchnął śmiechem i odwrócił wzrok na Bartka. Nie widział jak dziewczyna schyla się i wygrzebuje z liści sporej grubości konar.

* * *

Adam, skulony w rogu drewnianej chatki, czekał na najgorsze. Czuł jak opadły mu spodnie, czuł dotyk śliskiej ręki, która pozostawiła między jego pośladkami zimną maź. Wazelina, teraz to wiedział.

* * *

Adaś odczuwał piekący ból, kiedy coś gwałtownie przesuwało się w jego ciele. Nie wiedział co jest grane, ale z pewnością nie było to nic dobrego. Próbował wyrwać się z uścisku napastnika, ale każde drgnięcie skutkowało wzmocnieniem bolesnego uścisku na karku. Kiedy już zaczynało brakować mu powietrza wiedział, że nie ma nic do stracenia. Stało się jasne, że koszmar się nie skończy, jeśli odpowiednio nie zareaguje.

Nie zważając na zdarte kolana, Adaś energicznie wystrzelił nogą do tyłu. Stopa trafiła w udo napastnika, a chwyt na karku zelżał. Teraz był odpowiedni moment. Adaś szarpnął się i wyrwał z uścisku. Doskoczył do leżącej pod ścianą cegły i chwycił ją oburącz.

- Ty mały skurwielu - usłyszał za swoimi plecami dyszący głos. Potem kroki - pierwszy, drugi. Teraz. Chłopiec trzymając cegłę w wyprostowanych ramionach, wykonał szybki obrót całym ciałem. Budulec trafił idealnie w skroń nachylającego się właśnie mięśniaka. Nastąpił głuchy trzask. Odłamał się kawałek cegły albo pękła kość. Sądząc po bezwładnie upadającym cielsku - jednak czaszka nie wytrzymała kolizji. Zamaskowany drab runął na betonową posadzkę. Adaś skulił się w kącie, schował głowę między poranione kolana i zaczął szlochać.

* * *

Nie powtarzając błędu z dzieciństwa, Adam od razu przeszedł do działania. Nikt nie wyrządzi mu ponownie krzywdy. Teraz był starszy, silniejszy i nie dopuści do tego. Odskoczył od ściany i pięścią zbił wiszące na niej lustro. Chwycił mocno ułamany kawałek szkła. Strużka krwi pociekła z dłoni.

* * *

- Coś ty zrobiła?! - krzyknął klęczący przy Marcinie, Bartek. - On jest nieprzytomny!

Ale Kasia nie słuchała go. Mógł krzyczeć do woli. Była już w połowie drogi do domku. W jednej dłoni ściskała konar, w drugiej klucz. Za chwilę uwolni Adama, przeprosi, wyjaśni to jakoś. Miała nadzieję, że ją zrozumie. Może wybaczy, chociaż nie łudziła się.

Dopadła do drzwi. Nerwowo próbowała wpasować klucz do zamka. Udało się za trzecim razem. Zapadka przeskoczyła, drzwi stanęły otworem. Momentalnie dostrzegła Adama. Spodziewała się go zobaczyć rozpaczającego pod progiem. Tymczasem stał pod ścianą, przy rozbitym lustrze. Był straszliwie poczochrany, a jego oczy mocno zaczerwienione. Przesunęła wzrok na zgiętą w łokciu rękę kolegi. Coś trzymał. Coś błyszczącego. Z dłoni skapywały krople krwi. I wtedy uświadomiła sobie, co takiego Adam dzierży w dłoni.

- Co robisz? - spytała. - Potrafię to wyjaśnić.

Ruszył na nią.

* * *

Adam widział jak ciemna sylwetka prześladowcy cofa się o krok i wzmacnia uścisk na potężnym kiju. Nie miał pojęcia skąd gwałciciel wytrzasnął konar. Był przekonany, że miał ze sobą jedynie plastikową latarkę. Ostra końcówka szkła gładko wtopiła się w szyję mężczyzny. Adam wyciągnął kawałek lustra z ciała i wbił go ponownie, trafiając w tętnicę obok poprzedniej rany. Prześladowca upadł na ziemię i sięgnął do szyi. Adam nie pozwolił mu jednak na wyjęcie mocno osadzonego ostrza. Wymierzył celnego kopniaka prosto w twarz. Głowa odskoczyła i potylicą trzasnęła o ścianę.

- To za moje cierpienie! - krzyczał. - Za moje przesrane życie.

Powtarzał kopnięcia do czasu, aż rozgruchotana czaszka przestała stawiać opór. Wtedy skończył. Nachylił się nad martwym już ciałem i wyciągnął z niego kawałek lustra.

* * *

Zaniepokojony dłuższą nieobecnością koleżanki, Bartek zostawił nieprzytomnego kolegę i szybkim krokiem udał się w stronę chatki. Stanął jak wmurowany w otwartych na oścież drzwiach. Na podłodze bez ruchu leżała Kasia. Dopiero, kiedy odważył się podejść, zobaczył, że dziewczyna została pozbawiona swej pięknej twarzy. Krwawe strzępy skóry zwisały z potłuczonej czaszki. Pod przeciwległą ścianą dostrzegł kolejne ciało. Adam leżał na wznak, trzymając się za szyję. Spomiędzy palców obficie ciekła bordowej barwy krew. Obok, na deskach podłogi, niewinnie spoczywał kawałek zakrwawionego szkła.

- Coś ty zrobił? - wyrzęził po chwili. - Co myśmy zrobili?

* * *

Z dala od leśnej, drewnianej chatki, w jednym ze szczecińskich mieszkań, filiżanka z gorącą kawą rozbiła się na kaflach. Dłoń, która ją upuściła, opadła bezradnie. Druga, pełnym rozpaczy ruchem, odłożyła szarą słuchawkę na widełki, przerywając rozmowę ze szpitalem w Ustrzykach Dolnych.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
sirmicho · dnia 29.10.2009 08:58 · Czytań: 1560 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 48
Komentarze
Usunięty dnia 29.10.2009 09:38 Ocena: Bardzo dobre
trochę długaśne, wpadne jak znajdę więcej czasu :yes:
JaneE dnia 29.10.2009 10:07 Ocena: Świetne!
Wstrząsające i... świetne napisane. Przeczytałam jednym tchem, choć na początku długość tekstu mnie zniechęcała.
Masz talent chłopie ;)
Krystyna Habrat dnia 29.10.2009 10:16 Ocena: Dobre
Teraz ja mogłabym się zabawić w Zoila. Ale gdyby w moich początkach literackich ktoś mnie napisał, że mój tekst go nudzi, aż nie doczytał do końca - jak ty kiedyś - to nie napisałabym więcej ani litery. Po prostu nie każdy tekst jest dla każdego.
Ale pióro masz dobre.
sirmicho dnia 29.10.2009 10:25
@JaneE
Dziękuję serdecznie.

@Sokol
Droga Sokol.

Nie rozumiem czemu piszesz takie rzeczy w komentarzu do tekstu. Personalne wycieczki kieruj na PW.

Nie przypominam sobie, żebym oceniał i komentował Twój debiut na PP, ale to już wyjaśnimy sobie na PW.

Przy okazji, przejrzyj sobie moje komentarze pod debiutami. Są szczere, piszę to co czuję, ale nigdy nie piszę, żeby debiutujący dał sobie spokój. I także zachęcam do pisania.

Ale ok, pogadamy na PW.
Już piszę.

Dzięki za ocenę, choć wątpię, żebyś przeczytała.
Deirdre dnia 29.10.2009 10:49 Ocena: Bardzo dobre
Stwierdziłam, że przed czytaniem nie będę sprawdzać jakiej długości jest opowiadanie, a często to robię. Nawet gdybym to zrobiła, i tak bym przeczytała z takim samym skupieniem jak właśnie przed chwilą. Historia mnie wciągnęła, a dynamizm w końcówce jest świetny. Może niektóre rzeczy mi zgrzytnęły, ale przecież zawsze tak jest, że może coś by się inaczej napisało etc. Poza tym, bardzo lubię czytać nazwę Szczecina w opowiadaniach;)
Usunięty dnia 29.10.2009 11:26 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Pobędzie trochę wśród ludzi, a nie siedzi sam jak kołek w pokoju

zdecyduj się na jeden czas, bo to brzmi dziwnie

Cytat:
Dwie łzy uderzyły z impetem o szorstki materiał fotela.

po pierwsze: ten fotel tak ni z gruszki, ni z pietruszki, po drugie: nie wiem, jak musiałaby siedzieć, żeby jej łzy spadły na fotel

Cytat:
w której użyciu Adam był mistrzem

możesz wyrzucić tego Adama

Cytat:
Cierpiała na tym jedynie dusza

patos, może lepiej "psychika"?

Cytat:
ale czy coś mogło jej jeszcze zaszkodzić?

z dużej

Cytat:
Tu zatrzymamy się i zrobimy krótki odpoczynek.

tak jakby powtarzasz dwa razy tą samą informacje, ja bym zostawiła "Tu zrobimy krótki odpoczynek."

Cytat:
rozsiedli się na prowizorycznych ławeczkach ustawionych wzdłuż leśnej ścieżki

ławeczki w lesie? :confused:

Cytat:
W pewnym momencie Adam dostrzegł,

Cytat:
Adam wciąż konsumował kanapkę

znowu Adam zbędny

Cytat:
czym będziesz wertował kartki

"przewracał" brzmiałoby bardziej naturalnie

Cytat:
Wystarczały mu książki i wiersze. One były piękne, niegroźne, przyjacielskie.

ja bym to zamieniła na: Wystarczały mu książki i wiersze: piękne, niegroźne, przyjacielskie.

Cytat:
Nie dość, że ciężko mu wytrzymać w szkole, w której na każdej przerwie oddala się w najgłębszy kąt korytarza, gdzie nikt go nie znajdzie, nie dotknie, to jeszcze został zmuszony do przebywania z tymi ludźmi na całkowicie obcym terenie.

Cytat:
Ten na chwilę zwątpił i zdjął uśmiech z ust.

oj, nie, napisz to jakoś inaczej

Cytat:
Zaczerpnął głęboki oddech

a czemu nie "wziął"?

Cytat:
a on sam otrzymałby od rodziców zestaw szlabanów

"rodziców" zbędne

Cytat:
Chłopiec, starszy już o dwa miesiące, wrócił do bunkra

pięciolatek bez opieki? trochę naciągane

Cytat:
zaczął szukać wejścia do bunkra

"bunkra" zbędne

Cytat:
Adam nie musiał się zastanawiać.

"Adam" zbędne

Cytat:
Kiedy znalazł się na wysokości rogu domku

nie rozumiem...

Cytat:
Chłopiec upadł na kolana, mocno zdzierając z nich skórę. Spodnie szybko nasiąknęły krwią.

nie jestem pewna, czy można zedrzeć kolana, mając na sobie spodnie, no chyba, że spodnie też się zedrze...

Cytat:
nie był raczej przyjaźnie nastawiony

wyrzuć to "raczej"...

Cytat:
trzask przekręcanego w zamku klucza.

prowizoryczne drzwi, a jednak z zamkiem :)

Cytat:
Adam unikał ciemności.

kolejny zbędny Adam :)

Cytat:
PSTRYK. Nic się nie stało

może ja czegoś nie zrozumiałam: domek w środku lasu jeszcze przejdzie, ale niby skąd miałby w nim być prąd?

Cytat:
drzwi są zakluczone

zakluczone? :confused:

Cytat:
- Coś ty zrobił? - spytał. - Co myśmy zrobili?

wątpię, żeby w takiej chwili był w stanie się odezwać

Cytat:
Z dala od leśnej, drewnianej chatki, w jednym ze szczecińskich mieszkań

to brzmi tak, jakby to się działo jednocześnie

Cholera, trochę mnie roztrzesłeś...

Co mi zgrzytało, to Ci wypisałam. Możesz spokojnie odpuścić sobie większość Adamów itp. Mógłbyś skrócić też wstęp, do momentu pierwszych wspomnień, bo jest przydługi i nudnawy. Miejscami dialogi uczniów wydają mi się trochę nie pasujące do postaci.

Jeszcze nie świetne, na na pewno bardzo dobre +.
Usunięty dnia 29.10.2009 11:27 Ocena: Bardzo dobre
Oż, zaszalałam... :|
sirmicho dnia 29.10.2009 11:37
No, to się nazywa sekcja zwłok;-) Przeanalizuję i wprowadzę poprawki. Masz rację, sporo idiotycznych błędów.

Dzięki za wnikliwą analizę.
Usunięty dnia 29.10.2009 11:42 Ocena: Bardzo dobre
Heh, rozebrałam do kości :D Mam nadzieję, że chociaż 1/3 będzie przydatna :)
Almari dnia 29.10.2009 11:58 Ocena: Świetne!
Ja tu wrócę, jeszcze dzisiaj muwahaha :D
Krystyna Habrat dnia 29.10.2009 12:07 Ocena: Dobre
Wycofuję się.
sirmicho dnia 29.10.2009 13:01
Pierwsza partia poprawek została wprowadzona. Dzięki Oke. Nie ze wszystkim się zgodziłem (np. kwestii wypowiadanych w dialogach nie zmieniałem).

@Deirdre, dziękuję za przeczytanie i ocenę. Ja już się nauczyłem, że niektóre teksty, choć długie, czyta się szybciej niż niektóre miniatury. Nie twierdzę, że moje takie są, ani nie jest to wyznacznik tego, że proza jest dobra. Stwierdzam tylko fakt. I ubolewam nad tym, że długie opowiadania nie cieszą się popularnością:(

@Almari, trzymam za słowo i czekam również na Twój wnikliwy komentarz... jak zwykle:)

@Sokol, cieszę się. Bez urazy. Wszystko gra, jeśli o mnie chodzi.
Usunięty dnia 29.10.2009 14:26 Ocena: Bardzo dobre
tak jest z autokorektą, nie martw sie, bo tekst zasługuje na ocenę b.dbr.
Bajdurzysta dnia 29.10.2009 15:23 Ocena: Świetne!
Sirmicho...
przeczytałem poczateczek i już nie mogę się doczekać wieczora, gdy wbiję zęby w resztę tekstu. Wygląda na bardzo smakowity kąsek, ślinka mi cieknię. Na razie pozostawiam bardzo dobry, a później najwyżej zmienię.
bury_wilk dnia 29.10.2009 15:54 Ocena: Bardzo dobre
Bałem się że dłuższego tekstu nie dam rady przeczytać... ale jakoś mnie wciągnął...
To było najlepsze, co dziś przeczytałem.
Almari dnia 29.10.2009 18:12 Ocena: Świetne!
No i przybyłam :D

Cytat:
Nic mu nie będzie.
- Nie chciał jechać. - Spojrzała mu w oczy.


~ Za blisko siebie trochę to "mu"

Cytat:
- Ale dobrze, że jednak to zrobił. Pobędzie trochę wśród ludzi, a nie siedzi sam jak kołek w pokoju,


~ Sugeruję: a nie będzie siedział sam jak kołek w pokoju.

Cytat:
Dwie łzy uderzyły z impetem o szorstki materiał jej swetra.


~ Hmm... Uderzyły jakoś nie pasują do łez. może wsiąknęły w szorstki materiał, albo wniknęły.

Cytat:
Ale, no cóż,


~ Zmieniłabym szyk: No, ale cóż

Cytat:
niedorzecznie brzmiało to co właśnie usłyszał, to jednak wybałuszył oczy ze zdziwienia. Może i było to kłamstwo,


~ 3x to.

Cytat:
Wyrwał do przodu


~ Może lepiej: Zerwał się gwałtownie z miejsca.

Cytat:
Była niewielkich rozmiarów, zapewne mieściła jeden pokoik i pomieszczenie gospodarcze. Mógł pełnić funkcję jakiegoś magazynu.


~ Nie wiem czy dalsza część zdania odnosisz do pomieszczenia gospodarczego? Jeśli tak to ma być : i pomieszczenie gospodarcze, które mogło...
A jeśli do całej chatki to mogła pełnić ;)

Cytat:
Chłopcy obśmiali się


~ Wyśmiewali się z siebie?

Cytat:
Założę się, że to jebany pedał.
- Pedał? - zdziwiła się Kasia. - Przecież chciał się ze mną spotkać.


~ 3x się.

Cytat:
Zwariowałaś? Teraz robi się ciekawie - zbulwersował się Marcin i zanosząc się śmiechem odwrócił wzrok na Bartka. Nie widział jak dziewczyna się schyla


~ 4x się.

Cytat:
się w jego ciele. Nie wiedział co się dzieje, ale z pewnością nie było to nic dobrego. Próbował się wyrwać z uścisku napastnika, ale każde drgnięcie spotykało się ze wzmocnieniem


~ 4x się.

Cytat:
Stało się jasne, że koszmar nie skończy się,


~ zmień szyk żeby się lepiej czytało. że koszmar się nie skończy.

Cytat:
się właśnie mięśniaka. Rozległ się głuchy trzask. Odłamał się


~ 3x się.

Świetnie napisane, potrafisz bardzo dobrze analizować psychikę i zachowania ludzi. Chyba lubisz takie psychologiczne tematy z domieszką akcji ;) W twoim tekstach widać, jak bardzo los potrafi być kapryśny i jak "przesrane" życie mają ludzie. Dobrze oddajesz rzeczywistość i umiesz przez dłuższą chwilę w pewien sposób zawładnąć czytelnikiem i jego emocjami a to bardzo dobra cecha, do pozazdroszczenia zresztą ;) Wszelkie formy patologii to chwytliwy temat, dobrze Ci to wychodzi. Aha i jeszcze jedno, lubisz chyba retrospekcje co? Bodajże w "Marcie" one też były. Zgrabnie przeplatasz przeszłość z teraźniejszością. Gratuluje tekstu, daje ocenę świetną.

Uff, ale się napisałam, no ale to drogą rekompensaty za mój ostatni, troszkę zwięzły komentarz do twojego tekstu ;)
sirmicho dnia 29.10.2009 18:42
@moffiss, bury - dzięki za przeczytanie i ocenę.

@Bajdurzysta - zapraszam serdecznie do lektury, chciałbym poznać Twoje zdanie, bo doceniam Twoje opowiadania (zwłaszcza Matkę)

@Almari - dziękuję pięknie. Widzę, że nie było tak najgorzej. Tym razem opanowała mnie sięjączka:) No, interpunkcja wylezie jak Miladora się dorwie do tekstu;-) Co do retrospekcji, tak lubię. Można w ten sposób dużo pokazać z dwóch różnych punktów widzenia. Dziękuję za miłe słowa oraz wytknięcie błędów. Jutro lub jeszcze dziś (późniejszą porą) poprawię tekst.

Aha, co do obśmiewania się. Za Słownikiem Języka Polskiego PWN:
obśmiać się — obśmiewać się pot. «śmiejąc się, ubawić się czymś»
Czyli to raczej jest w porządku. Ale z większością uwag się zgadzam.
Tukas dnia 29.10.2009 19:25
Świetnie piszesz, choć sama tematyka ostatnio podchodzi mi średnio. Za dużo się podobnych rzeczy naczytałem/naoglądałem. Ostatnim razem motyw narodzin przemocy zrobił na mnie wrażenie przy oglądaniu "Nędznych psów" Peckinpaha (podobno mają kręcić remake'a - Wiwat Hollywood!).
Niezbyt podobał mi się też sposób przedstawienia klasowego kozła ofiarnego. Skorzystałeś ze stereotypu, którego obalenia sam byłem świadkiem (najcichszy i najbardziej alienujący się facet z mojej klasy był jednocześnie jednym z najbardziej lubianych).

Zostawiam bez oceny bo dałbym db+. Nie chcę bo to jednak wyróżniające się opowiadanie, na pewno warto je przeczytać, więc dobrze by było, gdyby posiedziało chwilę w top 10.

Czekam na kolejny tekst i liczę, że bardziej nim we mnie trafisz.;-)))
Pzdr.
bury_wilk dnia 29.10.2009 20:24 Ocena: Bardzo dobre
"Aha, co do obśmiewania się. Za Słownikiem Języka Polskiego PWN:
obśmiać się — obśmiewać się pot. «śmiejąc się, ubawić się czymś»
Czyli to raczej jest w porządku" - ciekawy zbieg okoliczności, w moim tekście, który teraz jest w poczekalni też jest obśmiewanie i Gabcia, co jakoś tak wyszło, że już przeczytała też się tego słowa czepiała. Uparłem się, że tak jest ok i dobrze wiedzieć, że słownik PWN jest po mojej stronie :D
gabstone dnia 29.10.2009 20:58 Ocena: Bardzo dobre
Gabcia się czepiła, ponieważ to słowo nie jest powszechnie używane. No chyba, że w Warszawce;)
A tekst faktycznie jeden z lepszych dzisiaj czytanych. Mnie akurat długość nie przeraża, zdarza się, że dostaję do czytania na mail dłuższe teksty i daję radę. Fakt, lekko piszesz, wciągająco. I wolę te dłuższe teksty Twoje niż miniatury. Weny życzę i pozdrawiam.
sirmicho dnia 29.10.2009 21:04
@Tukas, dzięki za przeczytanie i za niewystawienie oceny, jednak nalegam byś to zrobił. Skoro według Ciebie na taką ocenę zasłużył, to wystaw ją. Co do stereotypów, to masz rację, że najczęściej ci najcichsi okazują się bardzo wartościowymi ludźmi. Co nie zmienia postaci rzeczy, że są "inni" i ciężko do nich trafić. Trzeba chcieć się do nich przekonać. A jak wiemy, debilów na świecie nie brakuje. Jeśli chodzi o inne teksty, czemu nie spróbujesz któregoś poprzedniego? Charles był dobrze oceniony, choć pozostałe z nienazwangeo jeszcze cyklu "imiennego" też nie miały złych ocen. Może coś z nich Ci się spodoba bardziej.

@gabstone - Dziękuję za przeczytanie. Nie jestem z Warszawki, lecz z Gdańska i również tego słowa używam. Masz rację, to słowo potoczne. Pytanie zatem: czy słów potocznych można używać w narracji, która nie jest stylizowana na język potoczny?
gabstone dnia 29.10.2009 21:18 Ocena: Bardzo dobre
Sirmicho, z tą Warszawką to taki prywatny żart. A jeśli chodzi o ścisłość, ja tego słowa nie używam, nie słyszę go również zbyt często. I stąd moje czepianie, ponieważ praktycznie rzecz biorąc właściwie go nie znam. A odpowiadając na Twoje pytanie? Myślę, że dobór słów w tekście zależy od zamysłu autora. I może zdarzyć się tak, że słowo powszechnie używane w jego środowisku dla kogoś innego może być kompletnie obce. Wiele również zależy od stylizacji, fakt. Dlatego mi i Almari to słowo nie leży, a Tobie i buremu słowo wydaje się być zwyczajnym jak każde inne. Nawet słownik potwierdza jego istnienie. Mnie ono wydaje się być jakieś "archaiczne"? Sama nie wiem. Więc standardowo, ile wypowiedzi, tyle zdań. I w gestii autora pozostaje, czy sobie to słowo zachowa, czy podda się sugestiom.
Jack the Nipper dnia 29.10.2009 21:26 Ocena: Dobre
To co do mnie nie trafia to naiwność Adama, bo po takiej traumie to jakos trudno mi sobie wyobrazić, ze latwo uwierzy tym dwóm pajacom. No, ale dobra, możliwe.
Dwa, to zabicie dwumetrowego dryblasa przez pięcioletniego chłopca. Też mało prawdopodobne, ale możliwe.
Trzy - Bartek i Marcin chcą zrobic kawał i sie do niego przygotowują. Ale skąd wiedzą, ze na wycieczce szkolnej zrobią postój dokładnie w miejscu gdzie jest ta chatka?
Nagromadzenie nieprawdopodobieństwa.
Napisane sprawnie, czasem się trochę gubiłem, kiedy jest wątek główny, a kiedy wspomnienia. Może to jednak tylko moja słaba percepcja.
Db+
Izolda dnia 29.10.2009 21:59 Ocena: Bardzo dobre
Jedni lubią korektę i obieranie tekstu aż do kości (zauważyłeś, że wtedy komentarz sam w sobie zostawiają krótki). Bardzo dobrze, że już przyszli i rozebrali, bo ja się lubię skupić na odczuciach i treści. Thrillery i ten klimat to nie moja bajka. Obcowanie z brudami tego świata sprawia, że w literaturze szukam czegoś innego. Patologia na PP nawet zdążyła mi się przejeść. Dobrze, klimat załatwiony.
W napięciu umiesz trzymać, zmęczyłam się, oj zmęczyłam. Retrospekcję przeplatasz sprawnie i obrazy fotograficznie poleciały w mojej głowie, jak kadry filmu.
I teraz uwaga, chwalę: bardzo dobrze zestawiona epizodyczna trauma z dzieciństwa, z działaniem w afekcie w momencie powtarzających się doświadczeń. Sprawnie oddana ograniczona możliwość realnej oceny sytuacji, czyli niepoczytalność.
Sugerujesz w tekście, że wycofanie Adama może mieć podłoże w tym epizodzie. Może, może, aczkolwiek to powtarzające się traumy częściej wywołują w psychice takie efekty.
Ze wstępu wynika, że rodzina była kochająca, a matka to nawet z prekognicją. Więc to akurat uważam za przekombinowane, ale tak czy siak, dobrze kombinujesz, trafnie to oddajesz i za tę dawkę „psychologizowania” masz u mnie db.
Za trzymanie w napięciu – świetnie, co daje Ci średnią na bdb (chociaż ja w liczeniu zawsze mam pod górę).

Aha, doczytałam przed chwilą, przy wklejaniu, Jacka. Ja na percepcję nie narzekam, ale też czasem się gubiłam, co jednak nie poczytuję za duży minus, bo to zwiększało napięcie i powodowało, że coraz bardziej musiałam wytężać uwagę (i tyle kalorii przy tym straciłam, że aż zgłodniałam, to nie na moje wątłe możliwości, takie thrillery).
Pozdrowienia:D
Elwira dnia 29.10.2009 22:29 Ocena: Dobre
Cytat:
- Zwariowałaś? - skwitował opuszczając szeleszczącą gazetę na spodnie.


- skoro skwitował, to bez znaku zapytania, bo kwitowanie jest mocnym stwierdzeniem, podsumowaniem
- przecinek przed „opuszczając”
- zmieniłabym szyk: „opuszczając na spodnie szeleszczącą gazetę”, wtedy lepiej płynie zdanie


Cytat:
Dwie łzy uderzyły z impetem o szorstki materiał jej swetra.


Dwie łzy z impetem uderzyły...


Cytat:
Marcin i Bartek jednocześnie obrócili głowy i spojrzeli na sprawcę.


z tego wynika, że spojrzeli na gałąź, ewentualnie na but, bo o nich mówisz w poprzednim zdaniu

Cytat:
wlókł się żółwim tempem za grupą.


wlókł się za grupą żółwim tempem

Cytat:
w której użyciu był mistrzem.


w użyciu której był mistrzem

Cytat:
odzianą w dżinsową kurtkę i spodnie(,) długowłosą dziewczynę


Cytat:
której nigdy nie odważy się powiedzieć, jak bardzo mu się podoba.


2 razy się

Cytat:
Podjęła rozmowę, którą co pewien czas wzbogacały salwy śmiechu. W pewnym momencie dostrzegł, choć trwało to dosłownie ułamek sekundy, jak cała trójka spojrzała na niego. Szybko jednak wrócili do rozmowy, a chwilę później Kasia

rozmowę, rozmowy, powtarzasz też Kasia i która

Cytat:
nie był na to jeszcze gotowy.


na to do wyrzucenia

Cytat:
nie zauważył(,) kiedy podeszli.



Cytat:
Otoczył się murem, wewnątrz którego czuł się dobrze, bezpiecznie.

2 się

Cytat:
w Bieszczadach(,) wraz z większą częścią swojej klasy.



Cytat:
jasno do zrozumienia(,) jakim jest maminsynkiem.


Cytat:
zainteresowanie i troska o jego osobę. Zza przymrużonych powiek posłał Marcinowi nieufne spojrzenie. Ten na chwilę zwątpił i zdjął uśmiech z ust.


a nie da się czegoś z tym „i” zrobić? Bardzo często go używasz.

Cytat:
Nie uwierzysz(,) co nam powiedziała.


Cytat:
niedorzecznie brzmiało to(,) co właśnie usłyszał, to jednak


drugie to bym wyrzuciła i dała myślnik przed jednak

Cytat:
Bartek zrobił pauzę(,) oczekując reakcji Adama.




Cytat:
na osobności, gdzieś(,) gdzie nikt was nie zobaczy.



Cytat:
a kanapka, którą przed chwilą zjadł(,) zaczęła się cofać. Przełknął ślinę(,) mając nadzieję



Cytat:
niebieską sylwetkę(,) wspinającą się po zadrzewionym zboczu. Dziewczyna rzucała szybkie spojrzenia za siebie(,) upewniając się, że grupa



Cytat:
Minęło piętnaście minut od czasu, gdy opuścili grupę. Niedługo wycieczka będzie się zbierać do dalszej drogi i wtedy wybuchnie panika. Minie kilka minut

2 razy minut

niewinnie ręką do swoich kolegów.


bez swoich

Cytat:
kiwnęła palcem(,) zapraszając Adama do środka. Potem zniknęła we wnętrzu domku. Adam


za często powtarzasz Adam, chłopak może?

Cytat:
Nie tracąc czasu, wstał czym prędzej.


trochę masło maślane. Wstał czym prędzej. Wystarczy.

Cytat:
ujrzał jednak Kasię(,) czekającą na niego w domku.


Cytat:
Z resztą (-) nieistotne.


Cytat:
na jednej z belek(,) tworzących ścianę i zamarł.


Cytat:
pokręcili głowami z rezygnacją


pokręcili z rezygnacją głowami

Cytat:
osobiście utnę ci jajca, Tadziek.


nigdy wcześniej nie słyszałam podobnego zdrobnienia tego imienia. A może to literówka?

Cytat:
było to, że spędza czas z Tadkiem.


to bym wrzuciła

Cytat:
z tego rozumiał, ale kompletnie nie miało to znaczenia. Żołnier z karabinem, to było najważniejsze.


tego, to, to,

Cytat:
się być najzwyklejszym w świecie betonowym budynkiem. No(,) może był


być, był

Cytat:
nie widział w jego okolicy żadnego żołniera. Nikogo nie widział.


2 razy widział

Cytat:
jego wnętrza przesz wąską szczelinę


przez

Cytat:
krzyknął Tadek(,) odpychając swojego brata.


i swojego do wyrzucenia

Cytat:
czekając, aż padnie słowo karabin. Niestety nie doczekał się.


czekając, doczekał

Cytat:
żegnając się ze swoimi kolegami pod klatką bloku.


bez swoimi

Cytat:
pisnął rodzicom ani słowem o leśnej wycieczce.


ani słowem nie pisnął rodzicom albo nie pisnął rodzicom ani słowa


Cytat:
Gdyby o tym wspomniał(,) z pewnością bratu dostałoby się po uszach,


Cytat:
Wzdrygnął się z obrzydzenia(,) gdy spostrzegł


Cytat:
Musiał go wzmocnić(,) zanim wspomnienia wszystko zniszczą.


Cytat:
zagadał Marcin(,) grzebiąc patykiem


Cytat:
- dziewczyna spytała nieśmiało.


spytała nieśmiało dziewczyna

- zmartwiła się dziewczyna.

tu daj imię, bo powtarzasz dziewczyna


Cytat:
dostrzegł(,) jak z lewego oka pociekła jej łza.


Cytat:
Adaś próbował dostrzec (,)kim jest jego prześladowca.


Cytat:
wspomniał swojego brata. Gdyby był razem z nim, nie doszłoby do tego. Obroniłby go. Nie. On nawet nie pozwoliłby młodszemu bratu
bez swojego, brat, bratu


Cytat:
Uświadomił sobie(,) jak bardzo mu jej brakuje. Mimo, że często się na nią złościł, to właśnie mamy brakowało


bez przecinka przed że, brakuje, brakowało


Cytat:
delikatny promień słońca(,) wpadający przez wąską szczelinę


Cytat:
którą dostrzegł(,) będąc jeszcze na zewnątrz. Zahaczył o coś ciężkiego i szorstkiego(,) obdzierając lekko skórę na krawędzi lewej dłoni.


Cytat:
Obrócił się i przeczołgał w głąb pomieszczenia. Ten sposób poruszania był znacznie mniej bolesny. Ponownie natknął się

2 razy się

Cytat:
Musiał się stąd wydostać czym prędzej. Rzucił się do drzwi.


Musiał się stąd czym prędzej wydostać. I 2 razy się

Cytat:
bezwładnie upadającym cielsku to jednak czaszka nie wytrzymała kolizji.


bezwładnie upadającym cielsku - jednak czaszka nie wytrzymała kolizji.

Cytat:
Odskoczył od ściany i pięścią zbił lustro wiszące na ścianie.


ściany, ścianie
I skąd wiedział, że tam było lustro, skoro było ciemno?

Cytat:
Dopiero, kiedy odważył się podejść, zorientował się,


2 razy się

Cytat:
Adam leżał na wznak(,) trzymając się za szyję.


Chyba nie wyłapałam wszystkiego. Jak na tyle poprawek, dużo tego...

Fabuła wciągająca, robi wrażenie, ale dostrzegam u Ciebie pewien rys, który jest zawsze, niemal w każdym tekście – przeszłość deprymuje teraźniejsze działania. Radziłabym, żebyś jednak sięgał po inne rozwiązania, nowe pomysły, a nie budował na podobnym schemacie, bo niedługo stanie się to nudne.

I jeszcze pytania do fabuły. Marcin i Bartek świetnie znali okolicę, a mieszkali w Szczecinie i byli ze szkolną wycieczką w Bieszczadach... Nie grają mi okoliczności tego zamachu na Adama. Dalej, chłopak po takich przejściach faktycznie stroni od ludzi, ale nie powinien być tak łatwowierny. Za szybko zaufał kolegom, za proste to wszystko na początku. Moim zdaniem, pobyt w ciemnym, zamkniętym pomieszczeniu musiałby być bardziej... hm... naturalny, wychodek? Nawet toaleta w domu, w którym mieszkali. Niewiarygodne jest też wmieszanie w to Kasi. Ja bym się nie nabrała na podobne gadki, a Adam był podobno mądry, oczytany. Zdecydowanie nie. Lepiej, gdyby ona przypadkiem usłyszała krzyki i o psikusie dowiedziała się od kolegów, a wtedy poszła na pomoc Adamowi.
Daję dobre, bo techniczne wykonanie jakoś mnie nie zachwyciło, a i do fabuły trochę zastrzeżeń mam.
Pozdrawiam.
Elwira dnia 29.10.2009 22:38 Ocena: Dobre
A skoro się już czepiam, to na całego. Ten tytuł jest do bani. Zdecydowanie do wymian. Jest miałki i nieodpowiedni dla opowiadania, które mogłoby być świetne, gdybyś nad nim posiedział dłużej.
Bajdurzysta dnia 29.10.2009 23:19 Ocena: Świetne!
Simicho, sirmicho, sirmicho. Przed przystąpieniem do czytania otworzyłem sobie Worda i czytając, wypisywałem wszelkie spostrzeżenia, które nasunęły mi się podczas lektury. I chwała mojej przezorności! Chcąc bowiem zasłużyć sobie na miano osoby rzetelnej, winien Ci jestem konkrety. Nie liczy jednak na drabinkę w stylu naszej nieocenionej Miladory ... niestety aż tak sprawnym korektantem nie jestem. Jestem natomiast czytelnikiem i jako czytelnik i po troszę również człowiek parający się pisaniem, przedstawiam moją ocenę.

Posługujesz się, przynajmniej w tym utworze dość prostym i tym samym przystępnym językiem. Nie wiem, czy to przez moje ostatnie lektury (Virginia Woolf, Michael Cunningham, Barbara Mujica), czy też przez to, że preferuję raczej utwory cechujące się potoczystością słów - Twój język raczej mnie nie uwiódł. Zrozumiałem fabułę, ogólnę przesłanie, czubkiem języka liznąłem bohaterów, chwilami ich widziałem, ale narracja nie zrzuciła mnie z krzesła. Charles był pod tym względem lepiej skrojony.

Podobnie jak Jack the Nipper zauważyłem sporo nieprawdopodobieństw, o których nie będę wspominał, gdyż zrobiono to już wcześniej. Od siebie dodam jedynie, że mierzi mnie język jakim posługują się uczniowie I KLASY LICEUM. Troszkę mi nie pasuję - zbyt dziecinny - ale to tylko moje subiektywne odczucie.

Co dalej? Siejączka! Chwilami cierpiałeś niemiłosiernie, ale do tego sam sie już przyznałeś. Pozostaję mi zatem zwrócić Twoją uwagę na plastykę opisów. W Charlesie stałem przy księdzu, obserwowałem dym unoszący się z lufy tuż po strzale, widziałem ,,grzeszników" padających na ziemię, kałużę krwi na posadzce ... A Adaś? No cóż, Adasia oglądałem zza mgły. Osnuła go potężna warstwa, otuliła ciepłym kokonem i mi się chłopak po prostu zagubił. Nie wiem jak wygląda, ani kim tak naprawdę jest. Możliwe, że nie chciałeś zbytnio opisywać otoczenia, by nadmiar słów nie przygniótł i nie zadusił fabuły ... rozumiem to, czasem mam tak samo! Tu jednak słowa nie wykrzesały obrazów w mojej głowie. A szkoda.

Staraj się stopniować napięcie – niech zdania oddają atmosferę – daj czytelnikowi poczuć wiszącą w powietrzu groźbę, lecz chwilę wytchnienia staraj się również zaznaczać. Urozmaicenie. - To jeden z punktów, które pozwoliłem sobie przenieść z wordowskiego brudnopisu. Myślę, że najpełniej prezentują kolejne spostrzeżenie. I na koniec retrospekcję, które łkają - moje zdanie! - łkają o choć małe wyróżnienie. Toż to wspomnienie wydarzeń z przeszłości, wydarzeń mających przecież największy wpływ na zachowanie współczesnego Adama. To z racji tego zdarzenia, tego gwałtu ukształtował się tak pełen lęku, tak zamknięty w sobie i lękliwy człowiek. Czy wspomnienie życiowej tragedii nie zasługuję na choć mały wyróźnik na tle całości utworu?

Reasumując, tekst do mnie przemówił, choć nie w taki sposób, jakiego się po nim spodziewałem. Życiowe Twoje dzieło to nie jest, ale zawsze literacka próba, która - jak widać po komentarzach - podoba się czytelnikom. Masz talent, a ja nawet nie śmiem tego podważać. Po prostu tym razem mnie nie uwiodłeś. Mam nadzieję, że zrozumiałeś moje zastrzeżenia. Jeżeli będziesz miał pytania do jakiegoś konkretnego punktu - zapraszam na PW, chętnie podyskutuję z Tobą na temat Adasia. Praca ta, mimo wszystkich moich powyzszych zastrzeżeń, warta jest wnikliwej uwagi. Warto było przeczytać to opowiadanie. Pozdrawiam cieplutko.
sirmicho dnia 30.10.2009 08:22
Dziękuję wszystkim za komentarze. Postaram się teraz do wszystkich ustosunkować.

@gabstone - rozumiem. W takim razie zostawiam. Dzięki za opinię.

@Jack - 1)Naiwność Adama, owszem, jest przeraźliwie naiwny. Ale pojechał na tę wycieczkę z celem, jakim było otwarcie się na ludzi, zaufanie im. Naiwne? Owszem, ale próbował coś w życiu zmienić.
2) Nie mam nic do dodania
3) Tu masz po części rację. Chatka nie była co prawda idealnie w tym samym miejscu, bo kilkanaście minut do niej szli. Ale tak, masz rację, było to blisko. Biorąc pod uwagę fakt, że mieli nawet klucz (aż dziwne, że nikt tego nie wspomniał) do chatki można sądzić, że świetnie znali teren (przynajmniej jedno z nich) i od kogoś ten klucz dostali. Być może któryś z nich często jeździł w te tereny, może miał tu rodzinę, może wcześniej tu mieszkał. Zauważ, że postój odbył się w miejscu do tego przeznaczonym (ławeczki z drzew). Zakładając, że szli szlakiem (choć o tym nie wspomniałem, a powinienem) można było przypuszczać z wcale nie małym prawdopodobieństwem, że jednak postój odbędzie się w tym miejscu. A poza tym, mogli mieć klucz do chatki z zupełnie innych powodów, a pomysł "żartu" zrodził się w trakcie biwaku.
Masz również całkowitą rację, że nagromadziło się tu sporo nieprawdopodobieństwa... Ale przecież życie potrafi zaskoczyć.

@Izolda - dziękuję za ten komentarz. Właśnie cała historia była dobrana po to, by spróbować opowiedzieć historię osoby, która ponownie przeżywa ten sam koszmar mimo, że za drugim razem nic strasznego się nie dzieje. Daje się opanować przez mroczne doświadczenia. Cieszę się, że jakoś udało mi się w miarę udanie tę sytuację pokazać.
Sugerujesz, że moje teksty są dobrym sposobem na odchudzanie? ;-)

@Elwira - jak zwykle mnie nie zawiodłaś. Dziękuję serdecznie za wypunktowanie niedociągnięć językowych. Mam z tym sporo problemów, a na dodatek pisząc ten tekst walczyłem z wredną weną, która odwiedziwszy mnie dała nadzieję, a w trakcie pisania próbowała się ulotnić. Ciężko się pisze zmagając się z uciekającym natchnieniem. No, ale nic to. Marne usprawiedliwienie.
Tadziek to nie literówka, lecz celowe użycie. Zauważ, że pojawia się w jedynej wypowiedzi. Użyłem jej dlatego, że kiedyś dawno temu, usłyszałem chłopca wołającego tak na swojego kolegę. Zapadło mi w pamięci.
Cytat:
Fabuła wciągająca, robi wrażenie, ale dostrzegam u Ciebie pewien rys, który jest zawsze, niemal w każdym tekście – przeszłość deprymuje teraźniejsze działania. Radziłabym, żebyś jednak sięgał po inne rozwiązania, nowe pomysły, a nie budował na podobnym schemacie, bo niedługo stanie się to nudne.

Lubię zabawę z przeszłością, to prawda. Ale nie martw się, będą też inne teksty. W poczekalni czeka już coś innego.
Cytat:
Marcin i Bartek świetnie znali okolicę, a mieszkali w Szczecinie i byli ze szkolną wycieczką w Bieszczadach...

Zobacz na odpowiedź do komentarza Jacka. Nie poruszałem tego w tekście, nie wskazałem, ale może jednak powinienem.
Cytat:
Ja bym się nie nabrała na podobne gadki, a Adam był podobno mądry, oczytany.

Oczytany tak, mądry niekoniecznie. Jedno nie zawsze idzie z drugim w parze. Pamiętaj też, że Adam stronił od ludzi, miał kłopoty z komunikacją, a tym samym mógł nie do końca wyczuć intencje. No i był naiwny, bo na siłę chciał się w końcu otworzyć. W takim celu tu przyjechał.
Cytat:
Ten tytuł jest do bani. Zdecydowanie do wymian. Jest miałki i nieodpowiedni

Nad tym muszę się zastanowić. Już któraś osoba zwraca uwagę na tytuł. W założeniu miał być zbiór opowiadań, gdzie każde ma w tytule imię bohatera. Stąd Roman, Marta, Cherles i Adam. Jak się przyjrzysz tym tekstom to nie tylko to jest ich cechą wspólną. Ale może coś w tym jest, może faktycznie muszę pozmieniać nazwy... albo nadać im podwójne, by nie burzyć całkiem idei.

@Bajdurzysta - cieszę się, że wpadłeś i zostawiłeś komentarz.
Cytat:
Posługujesz się, przynajmniej w tym utworze dość prostym i tym samym przystępnym językiem.

Wiem o tym. Wada to czy zaleta? Dla mnie wada, niestety. Poetyckości języka raczej nie uświadczysz w moim wykonaniu. Mam z tym straszne problemy. Właśnie między innymi dlatego jestem na PP - by poprawić swój warsztat i zasób słów. Może mi się uda. Dodatkowo, jak już pisałem wcześniej, wena mnie nie rozpieszczała podczas pisania tego tekstu. Ale jak spojrzysz na moje poprzednie utwory, to zauważysz, że są podobnym językiem pisane.
Cytat:
Czy wspomnienie życiowej tragedii nie zasługuję na choć mały wyróźnik na tle całości utworu?

A tutaj nie rozumiem. O jakim wyróżniku myślisz?
Cieszę się, że mimo wszystko uznałeś, że warte było przeczytania. Dziękuję za konstruktywną opinię. Biorę ją sobie do serca i spróbuję się poprawić.

Dziękuję wszystkim za opinie, które są dla mnie bardzo cennymi wskazówkami. Jak widzę, muszę przede wszystkim popracować nad realizmem. Nad tym, żeby teksty były bardziej wiarygodne. Już wcześniej pojawiały się głosy, że coś jest mało realne, a tu zamiast poprawy nastąpiło napiętrzenie. Może to wynikać również z tego, że w głowie powstaje pomysł, zarys, który później jest dopracowywany, a jak przychodzi do pisania, to wszystko diametralnie, samoistnie się zmienia. Wiem, że np. Bajdurzysta też tak ma, że wszystko zaczyna żyć własnym życiem. Z jednej strony to bardzo dobre i interesujące i bardzo to lubię, ale z drugiej strony łatwo wpaść w pułapkę, tak jak w tym przypadku i pogubić się w realnym przedstawieniu sytuacji.

Cóż, praca, praca, praca.
Poprawki zaproponowane przez Almari i Elwirę wprowadzę dziś.

Dziękuję wszystkim i kłaniam się nisko.
sirmicho dnia 30.10.2009 11:05
Ufff... wprowadziłem poprawki sugerowane przez Almari i Elwirę.
Bardzki dnia 30.10.2009 21:35 Ocena: Świetne!
Dla mnie jest to jeden z lepszych tekstów jaki czytałem na portalu, ponieważ zawiera wszystko to co lubię. Czytelna fabuła. Opisy ograniczone do minimum i podporządkowane toczącej się akcji. Postać opisana z pomocą kolejnych obrazów, a nie wiwisekcji psychologicznych opisów tak tu popularnych. Jak ktoś chce może czepiać się jakiś nielogiczności. Jeżeli takowe są to mnie one nie przeszkadzają. Jak chcesz zrób z niego siedmiolatka i będzie po sprawie. Miarą twojego talentu jest moja gęsia skórką, którą dostałem czytając niektóre fragmenty. Dla mnie świetne.

Pozdrawiam Rafał:yes:
sirmicho dnia 03.11.2009 10:59
Dziękuję Rafale.

Bardzo budujący komentarz. Cieszę się bardzo, że spodobało Ci się mimo wytkniętych przez poprzedników nieścisłości.
andro dnia 26.11.2009 22:06 Ocena: Bardzo dobre
Świetne zakończenie. Może trochę kręta i długa droga do niego, ale - czego człowiek nie zrobi dla chwili przyjemności, prawda?
sirmicho dnia 26.11.2009 22:19
Dziękuję andro za poczytanie.
Rozumiem, że czytanie tego tekstu nie sprawiało Ci przyjemności, a zaznałeś jej dopiero przy zakończeniu?
andro dnia 27.11.2009 16:13 Ocena: Bardzo dobre
No bez przesady. Wiem, że nie można napisać samego zakończenia (chociaż, tak właściwie, czemu nie?) - po prostu grzęzłem chwilami w szczegółach opisów. Przykład:
Cytat:
Poharatana skóra przylepiła się do nogawek sztruksowych spodni i chłopiec odczuwał boleśnie każde zgięcie materiału odzieży. Doczłapał się w końcu do ściany. Wyciągnął ręce i czesał powietrze przed sobą z nadzieją, że natknie się na lampkę, którą dostrzegł, będąc jeszcze na zewnątrz. Zahaczył o coś ciężkiego i szorstkiego, obdzierając lekko skórę na krawędzi lewej dłoni. W końcu, środkowym palcem trafił na gładką i obłą powierzchnię.

Ale dałem bdb... :)
waikhru dnia 27.11.2009 16:44 Ocena: Bardzo dobre
Po przeczytaniu początku stwierdziłam: "To będzie świetne opowiadanie." Szybko domyśliłam się, jaka tragedia dotknęła Adama i myślałam, że jak dojdę do sedna sprawy, to przy tym opisie będę miała gęsią skórkę. Niestety po kapitalnym początku, coś w tekście się rozmyło i uciekło. Przebrnęłam przez niego gładko, co świadczy o dobrym stylu, ale po wstępie oczekiwałam czegoś więcej. Być może to jest minus świetnych wstępów - ciężko jest później utrzymać poziom w dalszej części opowiadania;) Troszkę pogubiłam się we fragmencie, gdzie przeplatana była rzeczywistość ze wspomnieniami i niestety, wg mnie, to nie buduje klimatu, tylko przeszkadza.

Ode mnie BDB- z pozdrowieniami.
sirmicho dnia 27.11.2009 17:44
Dziękuję waikhru za przeczytanie oraz podzielenie się uwagami. Cieszę się, że mimo utrudnień, jednak się podobało. Ten wstęp naprawdę taki dobry?

Jeszcze raz dziękuję i kłaniam się nisko.
waikhru dnia 27.11.2009 18:05 Ocena: Bardzo dobre
Nie było utrudnień (poza tym moim zagubieniem), czytało się naprawdę gładko i nawet nie zauważyłam długości tekstu;)

Początek naprawdę dobry i dlatego reszta wypada gorzej, paradoks taki;)
DamianMorfeusz dnia 29.11.2009 14:54 Ocena: Dobre
Dwie łzy z impetem uderzyły - dobrze, że od tego impetu nie rozwaliły jej swetra :)

Z resztą - Zresztą

- Fuuu. - wyszeptał - bez kropki

Adaś stanął jak wryty po środku - pośrodku

A tak poza tym, to tekst dobry. Brakuje w nim czegoś, bardzo brakuje, daje się to odczuć w trakcie lektury. Mnie też trochę zraziły te mało prawdopodobne elementy i dialogi.
sirmicho dnia 30.11.2009 01:23
Dziękuję Damian za przeczytanie oraz sugestie. Wprowadziłem poprawki.
Wasinka dnia 31.05.2010 21:38
Wstrząsnęło, przetrząsnęło, potrząsnęło... Oto, co Twój tekst ze mną uczynił ;) I prawidłowo. Po to się pisze, żeby działać na emocje.
Pozdrawiam :)
sirmicho dnia 31.05.2010 22:00
@Wasinka
Dziękuję:) Tak Cię potrząsnęło, że ani jednego przecinka nie znalazłaś w złym miejscu:) W sumie to chyba dobrze, że nie zwróciłaś na to uwagi. Cieszę się, że Ci się podobało... chociaż niekoniecznie się podobało. Wstrząsnęło. Dziękuję za przeczytanie.
Wasinka dnia 31.05.2010 22:09
Podobało mi się :) Wstrząsająco podobało ;) Mam strasznie emocjonalne podejście do gwałtów... Wręcz poraża mnie sama myśl.
Przecinki troszeczkę mi zagrały na nosie (lecz naprawdę niewiele razy), ale jakoś to mną nie zatrzęsło ;)
Wasinka dnia 31.05.2010 22:53
No i wywołałeś Wasinkę z lasu :)
Musiałam wrócić... ;)

Pobędzie trochę wśród ludzi, a nie będzie - jakoś nachodzi na siebie

Kątem oka dostrzegł (,) odzianą w dżinsową kurtkę i spodnie, długowłosą

Na seks było zdecydowanie za wcześnie, nie był jeszcze gotowy. - w zasadzie to chyba zrezygnowałabym w ogóle z tego zdania

zaczął (,) ostrzyżony niemal na łyso, Marcin - jeśli korzystasz z wtrącenia, to fajnie jest je otoczyć przecinkami - dwoma, jeden czuje się samotnie, a i wtącenie ma żal, bo nie jest pieczołowicie przytulone. Ale jeśli nie uważasz, że to jest wtrącenie, to nie stawiaj przecinków w ogóle: "zaczął ostrzyżony niemal na łyso Marcin" (osobiście wolę te opcję, bo zdanie nie jest na tyle długie, żeby musieć czynić je wyrazistszym (rany, czy ja to zrozumiale napisałam?)

wyjść do ludzi, choć(by) nie wiadomo (,) jak nieprzyjemne byłoby to doświadczenie

bardziej. - Tu Bartek - jakoś mi naszło (może "bliżej" ?)

Mimo, że brzmiało to

odpowiedzieli niemal równo - bardziej mi tu pasuje "równocześnie"

Znów się z niego zaśmiali. - skróciłbym wyraz o "za"

w prawo i (,) zerkając przez ramię Marcina (,) szukał

Na razie muszę skończyć w tym miejscu. Widzisz, przecinki w zasadzie w porządku ;)
Pozdrawiam.
sirmicho dnia 01.06.2010 07:54
Dziękuję uprzejmie leśna Wasinko:)

Z przecinkami się kłócić nie będę i zakładam, że prawdę mówisz i wierzę ślepo w Twoje sugestie.

Prócz jednej. Zaproponowałaś tak:
Cytat:
wyjść do ludzi, choć(by) nie wiadomo (,) jak nieprzyjemne byłoby to doświadczenie

A nie powinno być tak?
wyjść do ludzi, choćby nie wiadomo, jak nieprzyjemne było to doświadczenie

Podwójne by się robi, dlatego usunąłem z byłoby. Nie wiem czy tak jest bardziej poprawnie, ale wydaje mi się, że lepiej brzmi.

Wprowadziłem poprawki
Wasinka dnia 01.06.2010 10:01
Zauważyłam, że "by" się powtarza, ale jeśli je wyrzucić, to zdanie nieco zmieni wydźwięk i jakosik tak nie do końca poprawnia brzmi.... Ja chyba w ogóle bym pokombinowała z tym zdaniem, jeżeli to podwójne "by" Cię kłuje :)
Wrócę jeszcze.
Pozdrawiam :)
I nie ma za co :)
Wasinka dnia 01.06.2010 12:08
Jestem znowu :)

Kilkanaście metrów dalej, Adam dostrzegł

Leć, za nią.

Będzie na ciebie czekać za tą górką. My będziemy i ostrzeżemy was (,) jak ktoś będzie się zbliżał – może: my postoimy na czatach; ostrzeżemy was też mi jakoś zgrzyta... (może damy znać (,)jak)

skinął i spojrzał na niego pełnym wdzięczności spojrzeniem – spojrzał spojrzeniem; skinął – dodałabym głową czy czymś...

W myślach ujrzał jednak Kasię, czekającą na niego w domku – nie musi być przecinka

Nie miał czasu na takie błahostki (,) jak okulary.

szczelnie zasłoniętym okiennicami, oknie

jednej z belek, tworzących

spytał Rafał (,) wskazując

Co on tu robi? - spytał Rafał (,) wskazując Adasia ręką.
- Nie miałem wyjścia. Przylepił się - odpowiedział Tadek, starszy brat Adasia. (ogólnie potem w kolejnym akapicie za dużo tego Adasia, chociaż z drugiej strony wydaje się to celowe)

Niech tylko piśnie słówko (,) to osobiście

Nie rozumiał celu spaceru – rym

jakiegoś biankra w lesie. Jakiś schron wojenny z tego (,) co Adaś zrozumiał,

co małemu Adasiowi wydawało się być całą wiecznością. – np. co dla małego Adasia było całą wiecznością (unikniesz powtórzenia „się” i jakoś lepiej brzmi, moim zdaniem)

może był znacznie mniejszy (,) niż Adaś to sobie wyobrażał, ale nie zmieniało to faktu

od razu poznał, że jego brat kłamie. Potrafił wyczuć każdą fałszywą nutę w jego głosie. – pierwszy zaimek można wyrzucić

Adaś nasłuchiwał ich – dziwnie brzmi, może przysłuchiwał się

do ściany i (,) stanąwszy na palcach (,) zajrzał

Nie takie (,) jak u niego w pokoju

Żadnego karabinu, ani śladu żołnierskiego hełmu

Adaś odszedł od otworu – imię można wyrzucić

Zanim uderzył głową w pień drzewa (,) dostrzegł przylepioną

zasłonił okna na świat – zrezygnowałabym z podkr.

światła przebijający si(ę) przez dziurkę

Ale to (,) gdzie był i co tu robił (,) nie napawało

Jakby co (,) zwalimy

Przez zalane łzami oczy, Adaś próbował dostrzec, kim jest jego prześladowca – może: zobaczć/dojrzeć

Mimo, że – znowu ;)

stał po drugiej jej stronie – można bez zaimka

każde zgięcie materiału odzieży – niepotrzebna odzież

Doczłapał się w końcu do ściany – może doczołgał się

znalazł i (,) pełen nadziei, nacisnął

Muszę tymczasem kończyć.
Małe dodatkowe uwagi: sporo masz „dostrzegł”, zdarzają się niepotrzebne zaimki, ale nie gryzą. I mowa pięciolatka mnie nie przekonuje (ciemu – cemu; zmiękczenie bardziej wskazuje na wadę wymowy, żołnier –dlaczego nie zołniej, skoro wcześniej nie umiał wypowiedzieć „c” i „r” , a tutaj normalnie „ż” itd.). Wydaje mi się, że sporo pięciolatków mówi już lepiej, szczególnie że zaledwie dwa miesiące później Adaś mówi już idealnie (wiem, że dwa miesiące dla dziecka to dużo, ale... sama nie wiem...).
Pozdrawiam :)
Wasinka dnia 02.06.2010 09:43
Ja tylko na chwilkę, bo dziś nie chcę Cię męczyć... i być taka nieznośna... :no:

"Kiedyś trzeba było wyjść do ludzi, choć nie wiadomo, jak nieprzyjemne byłoby to doświadczenie." - dziś brzmi całkiem dobrze, zastanowiłabym sie jednak nad "było" - czy jest konieczne.

Znowu ględzę... :shy:
Pozdrawiam :)
Wasinka dnia 03.06.2010 22:58
Witaj... Stęskniłeś się? Żartuję :D
A więc jestem... ;)

Adam unikał ciemności. Spał zawsze przy zapalonej lampce, żeby tylko nie budzić się wśród ciemności.

Żegnajcie (,) mroki.

Adam wpadł w panikę. Padł na ziemię

pokryte były ciemnymi tatuażami, o dziwnych, nieregularnych

padło na (,) schowaną za ciemną chustą, twarz mięśniaka. – albo dwa przecinki okalające wtrącenie, albo w ogóle (dla mnie – lepiej bez)

Materac syknął (,) wypuszczając resztki powietrza

zmierzyła ich obu – centymetrem? (żartuję); przydałoby się jednak jakieś czym? (wzrokiem?)

Nie widział (,) jak dziewczyna schyla się

Czuł (,) jak opadły mu spodnie

Nie wiedział (,) co jest grane

Kiedy już zaczynało brakować mu powietrza (,) wiedział, że

Chłopiec (,) trzymając cegłę

Sądząc po bezwładnie upadającym cielsku - jednak czaszka nie wytrzymała kolizji – a może: Sądząc po bezwładnie upadającym cielsku, to jednak czaszka...

krzyknął klęczący przy Marcinie, Bartek

Ale Kasia nie słuchała go – przestawiłabym: Ale Kasia go nie słuchała

Był straszliwie poczochrany – jakoś bardziej by mi odpowiadało „rozczochrany”

Z dłoni skapywały krople krwi. I wtedy uświadomiła sobie, co takiego Adam dzierży w dłoni.

Adam widział (,) jak ciemna sylwetka prześladowcy

Nie miał pojęcia (,) skąd gwałciciel wytrzasnął konar.

trafiając w tętnicę (,) obok poprzedniej rany

Za moje przesrane życie. – może wykrzyknik?

Dopiero, kiedy odważył się podejść, zobaczył

rozmowę ze szpitalem w Ustrzykach Dolnych. – połączenie ze szpitalem / rozmowę z pielęgniarką szpitala (lepiej by chyba wyglądała któraś z tych opcji).

Pozdrawiam i już zostawiam Twój tekst w spokoju... ;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ZielonyKwiat
04/12/2021 10:27
Nieśmiała prośba z mojej strony: czy tytułowy… »
alos
03/12/2021 23:39
Ładnie napisane, jakby emocje tańca transponować na słowo -… »
alos
03/12/2021 23:36
Takie zlokalizowanie czasowo-miejscowe zawsze dobrze robi… »
alos
03/12/2021 23:32
Dla wybrańców bogów nie ma zbyt wygórowanej ceny ; ). Fajne,… »
alos
03/12/2021 23:29
Efektownie napisane, zwłaszcza puenta. Zastanawiam się… »
alos
03/12/2021 23:24
Wyraźne tutaj zagubienie w czasie. Czyżby tracił on… »
alos
03/12/2021 23:19
Znam film i ta ekfraza do niego jest całkiem dobra, udanie i… »
alos
03/12/2021 23:13
Dziękuję za komentarze. Pozdrawiam. »
AntoniGrycuk
03/12/2021 22:02
W pełni zgadzam się z ZielonymKwiatem. Nie widzę w wierszu… »
Pulsar
03/12/2021 20:46
Podejrzewam zielony kwiatuszku, że jesteś kobietą, bo mówisz… »
Carvedilol
03/12/2021 20:37
Yaro nie odniosę się do wiersza, bo na poezji się nie… »
ZielonyKwiat
03/12/2021 20:19
Ja wszystko rozumiem, ale nie lubię (skoro już problem… »
Pulsar
03/12/2021 20:15
Zielony kwiatuszku. "mój bóg jest wielki" ten… »
ZielonyKwiat
03/12/2021 19:34
W wierszu nie ma żadnej agitacji, nie chcesz, człowieku, to… »
Pulsar
03/12/2021 19:10
Wiara jest dla głupich i ubogich, ubogich, ze nie potrafią… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/11/2021 14:27
  • Ze względu na małe zainteresowanie MUZO WENAMI 10 przedłużam czas nadsyłania prac do 15-go grudnia. [link] Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • AntoniGrycuk
  • 13/11/2021 11:31
  • Czy ktoś ma pojęcie o wyobrażeniu, gdzie znajdę listę aktualnych czasopism (też internetowych), gdzie warto publikować? Nie mówię o portalach literackich. Dzięki.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2021 22:18
  • Na czyjąś prośbę zamieszczam link do konkursu: [link] Ja w tym roku nie biorę udziału. Należy napisać tekst z jedną z kilku dzielnic Wwy.
  • mike17
  • 09/11/2021 15:15
  • Przypominam, że pozostał jeszcze cały tydzień, by nadesłać pracę konkursową. Weźcie się w garść i piszcie ;) [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 17:15
  • Apisie - wiem i niestety zgadzam się z Twoją opinią - tak jest znów, kolejna "fala"
  • ApisTaur
  • 07/11/2021 16:12
  • Zbyszku. Oczywiście pisałem to do Ciebie, lecz nie o Tobie.:)
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 16:01
  • Apisie -na szczęście nas obu to, o czym pisałeś, zwracając się do mnie, nie dotyczy. ;-}
  • Kazjuno
  • 06/11/2021 18:51
  • Dzięki za miłe komentarze pod recenzją "Buntownika" M. Grabowskiego. Na końcu komentarzy odpowiadam, indywidualnie Joli S. i każdemu z komentujących. Pozdrawiam cały PP
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas