O potworze z ZK Sztum - Andre
Proza » Długie Opowiadania » O potworze z ZK Sztum
A A A
Z Pawłem siedzieliśmy razem na tym samym oddziale w Sztumie. To było na początku 2000 roku. Rozmawialiśmy tylko dwie minuty, ale to wystarczy, żeby opisać jego historię.

Pierwszy raz zobaczyłem go na stołówce. Był 1 stycznia 2000 roku. Zapamiętałem, bo w białym barszczu pływało wtedy więcej kiełbasy. Za kratkami to nie zdarza się zbyt często. A może zresztą tej kiełbasy było tyle samo, tylko kucharz na porannym kacu grubiej kroił i mogło nam się wydawać, że jest jej więcej. To chyba bardziej prawdopodobne, bo ten klawisz od kuchni był wyjątkową kanalią. Każdego dnia wynosił do domu zakładowe przydziały mięsa w puszkach, świeżych owoców, kolorowych napojów - wszystkiego zawsze było mniej niż powinno. Nie wiem czy sam to później zżerał czy sprzedawał i do tej pory nie bardzo mnie to nie obchodzi. Mam tylko nadzieję, że jego ścierwo gnije teraz na jakimś cmentarzu.

Paweł już wtedy, na tej stołówce, wyglądał kiepsko. Wychudzony, blady, posiniaczony. Z twarzy dałbym mu 30 lat, chociaż chyba miał trochę mniej. Ledwo zagojone zadrapania na facjacie i rękach zdradzały, że nie miał tu lekkiej odsiadki. Gdy patrzyłem na to chuchro, szturchnął mnie człowiek obok, ręką pokazał na Pawła i powiedział:

- Pisarz.
- Wiesz kto to? - zapytałem.

Wiedział. Ale było już po misce i trzeba było iść na apel. Potem liczenie i do celi, bo ci z kategorią N mają zakaz łażenia po korytarzach. Dobrze, że wtedy był chociaż wspólny szamunek, zawsze się człowiek dowiedział co się na zakładzie dzieje. Teraz szczególnie niebezpiecznym "enkom" już nawet obiady do koja przynoszą, na kamerach obserwują, po dupie się podrapać nie da. Ale z Pazikiem i tak sobie poradzili, cuda techniki nie pomogły. Z bardziej znanych w Sztumie siedzieli jeszcze Jacek Kuroń i Adam Michnik, tylko jako polityczni, to na innym skrzydle. Ale wracając do Pawła. Przy następnym obiedzie nawinął mi o nim ziomal spod celi po sąsiedzku, tylko piętro w dół.

Paweł skończył studia dziennikarskie, chciał zostać pisarzem. Zawsze kręciła go kultura więzienna, więc wymyślił, że swoją pierwszą książkę napisze właśnie o kiciu. Ale jak tu pisać książkę o kiciu, skoro się nigdy nie garowało? No to wymyślił, że pójdzie z lumpami na dziesionę. I poszedł. Dostał zawiasy. Podobno wtedy nawet nikogo nie uderzył, bo przypeniał i tylko patrzył. Niezły potem z niego ubaw te lumpy miały, ale Paweł się nie rozpruł na przesłuchaniu, to go lumpy wzięły znowu. Tym razem nie przypeniał, strzelił garnitura po pysku, zabrał mu sikora, jakąś teczkę i po rozboju. Oddał te fanty wtedy lumpom, a sam poszedł na psiarnię. Przyznanie, śledczak, wyrok i pół roku za kratkami.

Tak naprawdę za stary paragraf 210 nie trafia się do Sztumu. Paweł nigdy nie powinien był się pojawić w tym miejscu. Ktoś popełnił błąd w papierach, albo po prostu upchnęli go tam, gdzie było akurat miejsce. Tak czy owak, to była pomyłka systemu penitencjarnego. Jak wtedy, gdy ex-gliniarz trafia na jeden oddział ze wszystkimi oprychami, których kiedyś wsadził. To się czasem zdarza.

Ale Paweł po wyroku był wniebowzięty. Pół roku za kratkami to akuratnie. Myślał, że przez ten czas poszwajcarzy w więziennej bibliotece, bo przecież magistra ma. Poczyta, poogląda, zbierze materiał, wyjdzie i zostanie drugim Genetem. I nawet w Sztumie miał na to szanse. Nikłe, ale miał.

Paweł pierwszy błąd popełnił przy kwaterunku. Uparł się u kadrowego, że chce do grypsujących. Filmów się, kurwa, naoglądał. Kadrowy mu tłumaczył pół godziny, ale ten twardo, że będzie afery robił pod celą jak go dadzą do frajerstwa. To się kadrowy wnerwił i posłał go do osiemnastki. Siedziało tam pięciu penerów, sama recydywa, taki oddział. Trochę inaczej sobie tą całą grypserę Paweł wyobrażał. Na dzień dobry dostał taboretem po pacynie, bo się po wejściu pierwszy odezwał. Szybko zweryfikował więc swoje zdanie o git ludziach. On chyba myślał, że kiedy tylko przekroczy więzienne podwoje to przywitają go jak kolegę: czaju naleją, dolne kojo dadzą i mu cynkwajs wydziarają. Ale to wszystko, niestety, działa trochę inaczej. Paweł, choć nie mógł o tym wiedzieć, i tak dostał na wstępie spory kredyt zaufania.

Pierwszy raz zgwałcili go dopiero kilka dni po tym jak zdjęli mu te szwy od fikoła. Zrobiliby to wcześniej, ale ten taboret był testem. Zanim Paweł wszedł do celi, penery wiedziały o nim, że nie jest frajer z wolności, bo lumpów na wadze nie wydał i że sam się zgłosił do grypsującej celi. Ten taboret mógł go ustawić już do końca odsiadki. Ale Paweł zamiast przełknąć to niegościnne przywitanie i zamilknąć, wolał napisać skargę do naczelnika. Penery tylko na to czekały.

Gwałcili go chyba każdej nocy. Ziomal, który mi o tym opowiadał mówił, że nigdy nie słyszał, żeby ktoś tak przeraźliwie płakał. Mówił, że ten szloch będzie mu się śnił do końca życia, a kiedy to mówił patrzył na mnie całkiem poważnie. Żeby się wyspać musieli więc uszczelniać okna, bo dziedzińcem się najbardziej niosło. Cały dzień zbierali chleb, który dostawali pod celę, a ten ze stołówki wynosili w kieszeniach. Wieczorem żuli to pieczywo, mieszali ze śliną i zalepiali nim wszystkie szpary w oknach. Drzwi były solidne, ciężkie, przez nie się nie niosło. Najgorzej z tych okien. Chleb pomagał tylko częściowo. Było lepiej, ale i tak zawsze wiedzieli, że osiemnastka akurat dołuje. Ziomal mówił, że po miesiącu się przyzwyczaili i gówno ich już obchodziło to całe Pawłowe cierpienie, chcieli się tylko wyspać. Odsiadka w Sztumie łamała sumienia, ale za to wzmacniała charaktery. Paweł sam miał się wkrótce o tym przekonać.

Kończyła się micha, ziomal ciachnął bajerę i wróciliśmy do siebie. Nie widziałem Pawła przez kolejnych kilka tygodni. A potem przenieśli mnie pod inną celę, piętro niżej. Strasznie się wtedy wściekłem, bo jednak się człowiek przyzwyczaja. Ludzie ze starej celi też się wściekli, bo wyjątkowo dobrze się dogadywaliśmy. Nawet chcieli bunt robić, głodówkę jakąś, cholera wie co jeszcze, ale rozeszło się to po kościach. Do wolności mi zostało parę miesięcy, to nie w głowie miałem bunty.

Ta nowa cela była półotwarta. Przez kilka godzin dziennie mogliśmy chodzić po korytarzu i odwiedzać pozostałych skazanych z piętra. Dostawało się to zazwyczaj w nagrodę za kapowanie, albo za dobre zachowanie. Za co ja dostałem? Nie wiem do tej pory. Może po prostu dlatego, że mało mi brakowało do wyjścia i kierownictwo nie wierzyło, że mogę coś jeszcze odstawić. W każdym razie, na drugi dzień przyszedł do mnie Paweł. Chciał ołówek, bo mu powiedzieli, że ja mam dwa, bo robię jakieś zapiski. Zapytałem go wtedy pół żartem, czy aby na pewno nie wsadzi sobie tego ołówka w tętnicę na szyi i nie zrobi tu sajgonu na oddziale, bo wtedy wszyscy bekniemy za taki bajzel. Nie odpowiedział. To zapytałem czy kopsnie mi chociaż do przeczytania jak coś napisze, bo te książki z biblioteki to znam już na pamięć. A on się wtedy uśmiechnął. Komicznie to wyglądało, bo był jak wrak człowieka, ledwo się trzymał na nogach, z twarzy wystawały mu kości policzkowe, ale był na tyle twardy, żeby ostatkiem sił się uśmiechnąć. Pomyślałem wtedy, że wygląda jak jakiś więzień z Oświęcimia. Tylko mu pasiaka brakuje. Powiedziałem, że mogę mu pomóc napisać prośbę o przeniesienie, bo go tu którejś nocy w końcu na śmierć zajebią. Odparł, że wysyła je tak często jak może, czyli każdego miesiąca. Naczelnik odrzucał wszystkie. Chłopaki poradzili mu żeby zaczął malować, pisać wiersze albo przejawiać inne skłonności artystyczne. Sztum nawiązywał wtedy współpracę z miejskim domem kultury, brał udział w konkursach więziennych i podobne cuda wianki. Więźniowie, których prace wygrywały te konkursy, mogli liczyć na dłuższe widzenia, częstsze paczki albo właśnie przeniesienie na inny oddział. I Paweł w tej sprawie przyszedł do mnie po ten ołówek.

Dałem mu go, a on wyciągnął rękę w geście pożegnania. Do dzisiaj żałuję, że mu wtedy nie podałem swojej. Takie zasady.

Klawisz z naszego piętra tej nocy miał chyba imieniny, bo radio grało głośniej niż zwykle i dało się je słyszeć nawet przez zamknięte drzwi celi. Klawisze zresztą często urządzali sobie balangi zakrapiane alkoholem. Zwłaszcza ci z nocnej zmiany. Capiło po nich później wódą na całym korytarzu.

Rano, zaraz po otwarciu celi, rozgległ się alarm. Wył przeraźliwie. Do tej pory nigdy nie słyszałem alarmu w Sztumie. Słyszałem raz w przejściówce na Białołęce, ale nie robił takiego wrażenia. W Sztumie robił. Straszne zamieszanie się zaczęło, bo cele były otwarte, wychodziliśmy akurat na śniadanie. Po chwili kazali nam wracać na kwatery i pozamykali drzwi. Ciężko się było zorientować o co chodzi. - Pewnie ktoś nawiał - mówił ziomal. A drugi, że ze Sztumu jeszcze nikt nie nawiał, to bardziej się ktoś pochlastał, ale wtedy nie włączają alarmu, tylko wołają sanitariusza. Głupieliśmy od tego kombinowania i niewychodzenia z celi. Jak się przez tyle lat je śniadanie punktualnie o ósmej rano, dzień w dzień, to się człowiek przyzwyczaja. A teraz nagle, po ponad tysiącu śniadań o tej samej porze, coś się zmienia. Organizm wariuje, człowiek się boi, zaczyna panikować. Oni o tym wiedzieli i też się tego bali. Największe bunty w historii więziennictwa wybuchały właśnie w takich sytuacjach. Po chwili musieli więc otworzyć cele i wyprowadzić nas do tej stołówki. Widziałem wtedy piętro niżej jak wloką skutego Pawła.

W więzieniu informacje zazwyczaj rozchodzą się bardzo szybko, ale nie tym razem. Całkowita blokada. Embargo, kurwa, jakby wiedzieli, kto zostanie papieżem jeszcze przed pojawieniem się białego dymu.

Służba Więzienna zadbała o to, żeby na kraj nie poszło ani słowo. Po tygodniu jednak jakaś lokalna gazeta napisała: "Potwór z Zakładu Karnego w Sztumie zabił pięć osób". Dostaliśmy to grypsem z wolności. Potem ta sama gazeta napisała, że jednak nie zabił, tylko próbował, a ofiary - co prawda z ranami kłutymi - ale mają się świetnie. Tych penerów z osiemnastki nigdy więcej nie widzieliśmy, więc trudno to było zweryfikować. Jak wyszedłem, to przejrzałem inne gazety z tego czasu. Żadna nie napisała ani słowa.

Już z wolności wysłałem do Sztumu rakietę z żarciem na nazwisko Pawła. Ale po dwóch tygodniach dostałem ją z powrotem z naklejoną kartką, że taki delikwent nie odsiaduje i nigdy nie odsiadywał tam wyroku - z poważaniem ZK Sztum. Dwa lata później Konrad Niewolski nakręcił "Symetrię".
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Andre · dnia 20.12.2009 08:32 · Czytań: 18985 · Średnia ocena: 4,56 · Komentarzy: 11
Komentarze
Jack the Nipper dnia 20.12.2009 12:46 Ocena: Bardzo dobre
Znów bardzo dobre. A właściwie straszne - świat ktory na filmie może wyglądac kusząco, w rzeczywistości jest... nie mam słowa. Czy ten Paweł to nie jest taką ofiarą reklamy?

Kilka uwag:

Cytat:
Rozmawiałem z nim tylko


sugeruję: Rozmawialiśmy tylko (unikasz zaimka)

Cytat:
było tyle samo, tylko kucharz na porannym kacu grubiej kroił i mogło nam się wydawać, że było jej więcej. To chyba bardziej prawdopodobne, bo ten klawisz od kuchni był wyjątkową kanalią. Każdego dnia wynosił do domu zakładowe przydziały mięsa w puszkach, świeżych owoców, kolorowych napojów - wszystkiego zawsze było


było - było - był - było - w kazdym kolejnym zdaniu

Cytat:
na to jego chuchro


jego - zbędne mi sie wydaje

Cytat:
Podobno nawet wtedy


szyk: wtedy nawet

Cytat:
tam pojawić. Ktoś popełnił błąd w papierach, albo po prostu upchnęli go tam,


2 x tam

Cytat:
Szybko Paweł zweryfikował


Paweł - zbędne

Cytat:
przywitanie i zamilczeć,


i zamilknąć LUB i milczeć
Andre dnia 20.12.2009 13:43
Ogromne dzięki za krytyczne uwagi Jack. Z każdą się zgadzam i wszystkie błędy już poprawiłem. A co do Pawła, tak, chyba rzeczywiście coraz częściej ludzie padają ofiarą reklamy. Wierzą, że świat wygląda tak, jak pokazuje go telewizja, a gdy przychodzi co do czego, dostają od rzeczywistości w twarz. Mam kolegę, żołnierza, który naoglądał się filmów i parę lat temu zgłosił na ochotnika do Iraku. Wierzył, że tam jest tak właśnie, jak pokazuje to popkultura. Po trzech dniach wjechali na minę, urwało mu nogę i wrócił do Polski. Mówił, że inaczej to sobię wyobrażał, tą całą wojnę... Może kiedyś o nim napiszę.
Tukas dnia 20.12.2009 16:33 Ocena: Świetne!
Wiele już było takich historii, ale z Twojego opowiadania wyziewa autentyczność (holiłódzkie Shawshank może się przy Sztumie schować). Jestem fanem.
tulipanowka dnia 20.12.2009 17:18 Ocena: Świetne!
świetny tekst

Cytat:
Potem ta sama gazeta napisała, że jednak nie zabił, tylko próbował, a ofiary - co prawda z ranami kłutymi - ale mają się świetnie.

takie wstawki sprawiają, że tekst wydaje się autentyczny
wiewioorka dnia 20.12.2009 17:58
Brakuje mi tu naznaczenia głębi charakterów postaci. Jakiś idiota pakuje się do pierdla, gdzie go "przepędzlowują", a potem ofiara mści się na swoich katach. Więzienie to inny świat, który rządzi się swoimi prawami, które normalnemu człowiekowi ciężko jest zrozumieć. A w życiu nic nie jest czarno-białe, a taki stary recydywista potrafi być...interesujący, zabawny, czarujący i romantyczny. O historii platonicznej miłości między sędziną, a złodziejem (autentyczna) nie wspominając.;)
Szuirad dnia 22.12.2009 12:25 Ocena: Bardzo dobre
Tekst z tych, obok których nie przechodzi się obojętnie. Walnięta między oczy rzeczywistość, kolejny przyklad jak bardzo można się pomylić osadzając coś/kogoś bazujac na płytkiej, nieopełnej informacji.
Jerzy dnia 29.12.2009 10:12 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo dobry tekst.
Kuroń siedział w Sztumie w 1976 roku. Kierownikiem izby chorych był wtedy późniejszy poseł na sejm I kadencji. Spotykali się z Kuroniem w sejmie. Na jakimś posiedzeniu Kuroń z mównicy sejmowej oskarżył tego posła, a to że gdy Kuronia tam przywieźli, to ten Surdej, albo Sidor - nie pamiętam - dawał kalifaktorowi paczkę papierosów żeby Kuronia zgwałcił. Wtedy zwątpiłem w szlachetność Kuronia, bo było to zwykłe kłamstwo. Ale to już historia.
Tirieel dnia 19.01.2010 21:43 Ocena: Bardzo dobre
Tekst taki, jaki powinien być, nic dodać, nic ująć. Bdb bez wachania.
Jedną z największych zalet jest to, że potrafisz przedztawić wydarzenia realistycznie, tak, że czytelnik zaczyna mieć wątpliwości, czy to na pewno fikcja. Moje uznanie.
Polter13 dnia 06.02.2010 14:41 Ocena: Świetne!
Świetne. Chwilami trochę język coś nie pasuje, ale najczęściej pasuje dobrze. Ten "ziomal" mi trochę zgrzyta, ale nie wiem jak mówią w więzieniu.
Opisane dosyć autentycznie, jakbyś miał skądś informacje, jak tak jest naprawdę. Czytanie takich tekstów jest przyjemnością. Wciąga od początku do ostatniej kropki.
Nova dnia 08.02.2010 18:51 Ocena: Świetne!
"Bajarz" z ciebie genialny. Za każdym razem czytając kolejne Twoje teksty odnoszę wrażenie, że są autobiograficzne, a przecież wykluczone, abyś równocześnie był recydywista, gangsterem itd. i jeszcze duchem z II Wojny Światowej :lol:
skroplami dnia 08.08.2016 15:20 Ocena: Świetne!
Od momentu wydrukowania na PP do dziś, pomimo wielu lat, bdb w treści i ujęciu.
Cóż, takich zdarzeń co dzień wiele, jak powyższe zatapianych przez odpowiedzialnych czyli władze wszelkiego typu.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
27/06/2022 20:48
Msz sens życia, to coś więcej poza przetrwaniem, ale… »
Yaro
27/06/2022 19:09
Jezus chce byśmy się cieszyli, radowali miłość jest radością… »
Materazzone
27/06/2022 17:27
Jak dla mnie zbyt...proste? Może nie, raczej zbyt łatwe w… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:37
Nie lubię żartów z religii (nie twierdzę, że taki był… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:35
Dobrze napisane i fabuła fajna. W obydwu przypadkach sukces… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 09:14
Dzięki! Zawsze miło cię widzieć. Pozdrawiam »
Marian
27/06/2022 07:25
Ciekawie napisane. Zgadzam się z tulipanowką, przeżyła, bo… »
Yaro
26/06/2022 13:42
Dziękuję Kasiu:)Pozdrawiam:) Duszku akurat Jezus pokazał… »
Marek Adam Grabowski
26/06/2022 09:32
Spoko. Przy okazji polecam moje ostatnie opowiadanie.… »
Marian
26/06/2022 07:44
Marku, dzięki za odwiedziny i komentarz. Akapit zaraz usunę. »
wolnyduch
25/06/2022 21:29
z pewnością nawet Jezus nie był ideałem, ale to świadczy o… »
wolnyduch
25/06/2022 21:26
Jeśli ktoś nie oglądał filmu pt. "Przełęcz… »
wolnyduch
25/06/2022 21:22
Witaj Katarzyno/Kasiu, jeśli można?... Dziękuję za… »
wolnyduch
25/06/2022 21:16
Piękne obrazowanie, czytałam z przyjemnością, pozdrawiam… »
Marek Adam Grabowski
25/06/2022 15:19
Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie. Oddajesz magiczny… »
ShoutBox
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
  • Dobra Cobra
  • 10/06/2022 16:14
  • I dopiero teraz piszesz?
Ostatnio widziani
Gości online:34
Najnowszy:Trollformel 0
Wspierają nas