Ojcowska miłość - jakub
A A A
- Sandra, skarbie, jesteś tam? – spytał zaniepokojony Franek, wchodząc do damskiej toalety.

Jego piękna blondwłosa narzeczona wyszła za potrzebą już 20 minut temu. Był przyzwyczajony do tego, że niekiedy jej wyprawy w tamte rejony trwały o wiele dłużej, ale tym razem intuicja podpowiadała, żeby sprawdził, czy wszystko w porządku.

Niepewnie przekroczył próg, który w dzieciństwie wydawał mu się granicą innego świata, do którego nie ma wstępu dla chłopców. Teraz, gdy skończył już 21 lat, nawet nie pomyślałby o tym gdyby nie to, co tam zobaczył. Na podłodze leżała torebka o 2 lata starszej dziewczyny. Jej jednak nie było… Kompletnie opustoszała toaleta wydawała się piekłem, które pochłonęło jego wielką miłość. To wrażenie potęgowały krwistoczerwone kafelki pokrywające posadzkę i straszna gorączka bijąca od rozkręconych na maksymalną temperaturę kaloryferów. Nie potrafił skupić myśli. Chwycił się za głowę i próbował wytłumaczyć sobie, gdzie zniknęła Sandra. Zajrzał nerwowo do wszystkich 6 kabin. Nie znalazł jej.

- Kochanie, gdzie jesteś? Odezwij się! – powiedział zduszonym głosem bliski płaczu. – Kochanie, wracaj na parkiet, za pół godziny Nowy Rok.

Nikt nie odpowiadał. Jedyne, co słyszał, to wesoła muzyka za drzwiami. Sylwestrowa zabawa trwała w najlepsze. Franek nie odczuwał już tej atmosfery. Bez Sandry to nie to samo. Nie mógł się bawić, gdy ukochana rozpłynęła się w powietrzu. Tylko ta torebka…

Nagle wpadł mu do głowy pomysł. Nie spodziewał się tego po sobie. Zawsze uważał się za niezbyt bystrego człowieka, który w niczym sam sobie nie poradzi. Właśnie dlatego tak uderzył go fakt zniknięcia Sandry. To ona zawsze doradzała, co robić w trudnych sytuacjach. Zazwyczaj bezwzględnie jej potrzebował. Miał jednak nadzieję, że tym razem w końcu będzie w stanie zrobić coś bez niczyjej pomocy.

Wziął torebkę do ręki. Zanim zaczął szukać wskazówki, zauważył karteczkę leżąca na podłodze. Bez chwili zastanowienia podniósł ją. Była pusta, a przynajmniej taka się wydawała. Wstał, nie wiedząc, co się w zasadzie dzieje. Odłożył kartkę na bok. Podszedł do umywalki i przemył sobie twarz zimną wodą. Następnie spojrzał w lustro i zamarł. Ujrzał swoją ukochaną siedzącą na muszli klozetowej, skrępowaną i zakneblowaną. Natychmiast odwrócił się. Niczego jednak nie zobaczył.

- Dobry Boże, o co tutaj biega? – rzucił cicho w przestrzeń, nie oczekując na odpowiedź. Był sam w łazience. Kto mógłby usłyszeć jego pytanie? – A to co znowu?

Spojrzał na kartkę i zobaczył, że już nie jest czysta. Zobaczył rysunek lalki łudząco przypominającej Sandrę. Coś je jednak różniło. Lalka nie miała nóg. A w zasadzie miała, ale w kilku kawałkach rozrzuconych wokół.

- Nie ogarniam… Mamusiu… Nie ogarniam zupełnie – jęczał w kółko. – Co to wszystko ma znaczyć? To się nie trzyma kupy…
- Owszem, tak jak Twoja ukochana już niedługo… - usłyszał niski zimny głos za plecami. Wzdrygnął się ze strachu i pozostał w pozycji, w której go usłyszał.
- K… Ki… Kim jesteś? – wyjąkał ostatkiem sił. Złapał się zlewu, żeby nie osunąć się na ziemię. – Czego chcesz od Sandry? Gdzie ona jest?

Ledwo trzymał się na nogach. Mimo to myśl o krzywdzie grożącej Sandrze pobudziła go do walki. Właśnie się dowiedział, jak to jest dostać porządny zastrzyk adrenaliny od swojego ciała. Odwrócił się i ponownie zbladł. Spodziewałby się każdego, ale nie tej osoby.

- P… p… paaaan…
- Hm, wzrok masz całkiem dobry chłopcze. No już, nie bój się, wykrztuś to się z siebie – przerwał Frankowi stary znajomy, nie mogąc przy tym powstrzymać śmiechu. Reakcja młodzieńca rzeczywiście mogła wyglądać zabawnie. Choć dla niego samego nie miała ani krztyny wesołości w sobie.
- Pan Koliński… Co pan tu…? – mówił niepewnie chłopak, zacinając się co chwilę.
- Ja? No jak to co? – spytał ze zdziwieniem Koliński. – Przecież moja córka się tutaj bawi na imprezie sylwestrowej. Mam chyba prawo również tu z nią być. Przed chwilą poprosiłem ją nawet do tańca…
- Ale przecież pan nie żyje! – krzyknął Franek, próbując odsunąć się do tyłu. Nie udało mu się to jednak. Natrafił na ścianę. Dotknął ją i nie wierzył w to, co poczuł pod palcami. Była pokryta dźwiękoszczelnym materiałem. Ojciec Sandry zauważył spostrzeżenie narzeczonego córki i ponownie wybuchnął szyderczym śmiechem.
- Widzisz, nawet o tym pomyślałem. Wiedziałem, że w końcu tu przyjdziesz. Wiedziałem, że zatęsknisz za „swoją” kobietą. Niestety, zapomniałeś, co mówiłem. Miałeś się do niej nie zbliżać, łamago. Nie chciałeś słuchać rad starszych. Aż tak ci zależy, żebym musiał ją zabrać ze sobą, synu?

Ostatnie słowo wypowiedział, akcentując jednoznacznie. Nigdy w życiu nie zaakceptowałby Franka jako zięcia.

- Pana tu nie ma, pan nie żyje, pan zginął w wypadku 2 miesiące temu… - mówił szybko chłopak, jakby wypowiadał zaklęcie. Nagle jednak zamilkł. Próbował się odezwać, bez skutku. Znalazł się pod władzą Kolińskiego, który kontynuował:
- Franciszku, Franciszku. Zawsze cię miałem za zwykłego szczeniaka, który nigdy nie dojrzeje. Jak może mnie tu nie być, skoro mnie widzisz? Jak mogłem zginąć, skoro tu jestem? Zapominasz o wielu faktach, chłopcze. Moje ciało, owszem, zginęło w tamtym wypadku. To jednak zupełnie co innego niż moja ojcowska miłość. Ona przetrwała i będzie trwać tak długo, jak będzie to potrzebne. Rozumiesz, fajtłapo? – rzucił prosto w twarz chłopakowi, szczerząc zęby.
- Czego więc chcesz, panie „ojcowska miłość”? Gdzie jest Sandra? – próbował powiedzieć to buńczucznie, wyszła jednak z tego piskliwa fraza wypowiedziana niczym w dobrym skeczu kabaretowym. Koliński myślał podobnie i po raz kolejny nie powstrzymał śmiechu.
- Jaki z ciebie słodki dzieciak. Sandra jest tam, gdzie jej miejsce. Przy swoim ukochanym ojcu. A w zasadzie znajdzie się przy nim już niedługo, jeszcze tylko 20 minut.
- Co jej zrobiłeś!? – Franek rzucił się na zmarłego niedoszłego teścia. Przeleciał przez niego i uderzył głową o drzwi kabiny, otwierając je i wpadając głową do muszli klozetowej. Usłyszał za plecami po raz kolejny niski rechot.
- Jak tak na ciebie patrzę, wydaje mi się, że nic lepszego nie mogłem zrobić dla mojej jedynej córeczki. Niech już dłużej nie męczy się z tobą. Z miłą chęcią jej ulżę. Zwłaszcza, że z niej taka wystrzałowa dziewczyna. – stwierdził bardzo wesoły i zadowolony z siebie. Słowo „wystrzałowa” wyraźnie podkreślił. Franek nie zwrócił jednak na to uwagi.
- Oddaj mi Sandrę. Ja ją kocham – wyszlochał Franek z zakrwawionym nosem, który złamał sobie podczas swojej szarży.
- Też ją kocham, nawet nie wiesz jak bardzo. I właśnie dlatego zapomnij o niej. Ale nie martw się, zobaczysz ją jeszcze raz. Ten ostatni raz ci się należy jak psu zupa. Bądź cierpliwy, dokładnie o północy ją ujrzysz. Uwierz mi, to będzie, jak to wy młodzi mówicie, „niezły odlot”. – dodał na koniec, żegnając go szyderczym śmiechem.
- Gdzie ona jest!? – krzyknął Franek, lecz bezskutecznie. Ojciec Sandry rozpłynął się. Chłopak był wściekły. Wiedział, że potencjalny przyszły teść nigdy go nie akceptował. Jednak po tragicznej śmierci w czasie zderzenia z ciężarówką w październiku, spodziewał się, że ten problem ma za sobą. Nie wierzyłby w to, co zobaczył i usłyszał, gdyby nie fakt, że Sandra rzeczywiście zniknęła. Ta farsa musiała być prawdą. Co jednak miał robić? Nie wiedział nawet, gdzie jej szukać. Zgłosić się do kogoś z prośbą o pomoc? Też nie, wezmą go za pijanego. W końcu to Sylwester i połowa ludzi już jest skończona.

Rozmyślał tak przez jakiś czas, siedząc w kabinie, w której rozbił sobie nos. Spojrzał na zegarek: 23:45. Ojciec Sandry, a w zasadzie „ojcowska miłość”, duch, cokolwiek to było, mówił, że za 20 minut ją zobaczy. Po raz ostatni. „20 minut… Punkt o północy. Ale co, gdzie, jak? Nie mogę tego ogarnąć, jednak to prawda, nie jestem zbyt bystry.” Myślał o tym coraz intensywniej i wprawiało go to w minorowy nastrój. Jak może pomóc ukochanej?

- Przede wszystkim siedzeniem jej nie pomogę – stwierdził trzeźwo jak na stan, w którym się znajdował. Postanowił wstać i podszedł do umywalki, żeby obmyć twarz z zaschniętej krwi. Odkręcił wodę, po czym spojrzał na kartkę z rysunkiem ukochanej jako lalka. Tym razem zauważył na nim coś innego. Teraz jednak już wcale go to nie dziwiło. Podniósł ją, odwrócił, żeby niczego nie przeoczyć, a następnie, pod naszkicowanym obrazkiem, odczytał coś na kształt wskazówki.

„Słuchaj, a zostaniesz wysłuchany
Szukaj, a znajdziesz, mój kochany.”


Nie wiedział, co to może znaczyć. Był jednak pewien, że to informacja od Sandry. Nie potrafił tego sobie wytłumaczyć, ale nie wątpił w pochodzenie tego mini wierszyka. Odłożył kartkę, przemył twarz, krzywiąc się z bólu, a następnie podniósł papier jeszcze raz, by ponownie odczytać wskazówkę. Nie było już jej tam. W zamian pojawił się nowy napis:

„Jeśli znajdziesz, zaczniecie na nowo
A jeśli nie, będzie odlotowo.”


Tutaj też nie miał ani przez chwilę wątpliwości. Napisał to tatuś Sandry, który ją pilnuje. Co to wszystko jednak znaczy? Musiał rozszyfrować to sam. „Słuchaj, a zostaniesz wysłuchany”? Kogo mam słuchać i kto mnie wysłucha? „Szukaj, a znajdziesz, mój kochany”. Tylko gdzie mam szukać? Przecież wiesz, skarbie, że nie cierpię zagadek.

Ta myśl wywołała na kartce pojawienie się nowej wiadomości, czego w pewnym stopniu się spodziewał. Jednak zobaczyć na własne oczy samoistnie powstający tekst to zupełnie co innego, niż sama świadomość, że dzieje się tu coś niecodziennego.

„Miłość nie mówi nigdy prostym słowem
Pomyśl, kochanie, od tego masz głowę.”


A zaraz po chwili odpowiedź od ojca, również pojawiająca się na jego oczach:

„Pomyśl, kochanie, od tego masz głowę?
To było, skarbie, naprawdę wystrzałowe.”


O co mu chodzi? Odlotowe, wystrzałowe? Bez przerwy to powtarza. Co to znaczy? Trzeba było w przedszkolu bawić się w zagadki z tymi bliźniakami w okularach, a nie mordować Niemców na placu zabaw…

Czas płynął nieubłaganie. Spojrzał na zegarek i ujrzał 23:50. Spędził w damskiej toalecie już 15 minut, a czuł się jakby był tam chwilę. Zostało tylko 10 minut do końca roku. I być może końca Sandry. „Miłość nie mówi nigdy prostym słowem”. Tak, nie sposób się z tym nie zgodzić. Słuchać, szukać, myśleć… Tylko tyle i aż tyle. Franek nie wiedział, czy sobie poradzi. Nie miał jednak wyjścia. Postanowił podjąć wyzwanie.

- Znajdę cię, kochanie! Gdziekolwiek jesteś, wyrwę cię ze szponów tego szaleńca! – rzucił w powietrze. Wiedział, że wszystko zależy od niego i tylko on może pomóc Sandrze. Spojrzał jeszcze raz na kartkę, na której znów zobaczył:

„Jeśli znajdziesz, zaczniecie na nowo
A jeśli nie, będzie odlotowo.”

- Oj będzie odlotowo. Bo ją znajdę, stary sukinsynu.

Nagle rozległ się przytłumiony szyderczy śmiech, ale nikt się nie pojawił. Franek uznał to za „normalny obrót sprawy”. Nie przejął się i wyszedł ostrożnie z toalety. Nie chciał, żeby ktoś go zobaczył. Wiedział wprawdzie, że nie ukryje złamanego nosa, ale to mniejszy problem, w jego opinii, niż obecność w damskim kiblu.

Udało mu się wyjść niezauważonym, po czym spojrzał na zegarek. Mało czasu, 8 minut do północy. Musi w końcu coś wymyślić. Słuchać. Szukać. Może ludzie wskażą, co ma robić. Może jakaś kolejna kartka? Nie, wątpliwe, w końcu ma słuchać.

Niespodziewanie z zamyślenia wyrwała go matka, która podeszła do niego. Chciała zapytać, czy się dobrze bawi, ale gdy ujrzała, w jakim stanie jest jego nos, od razu o tym zapomniała.

- Synku, co ci się stało? – spytała zdenerwowana Maria Stamm. – Twój nos…
- Tak, mamo, wiem. Przewróciłem się w łazience. – próbował wytłumaczyć się Franek. Nie dowierzała, ale przyjęła tę wymówkę. Skoro syn nie chce powiedzieć prawdy, znaczy musi mieć jakiś powód.
- Dobrze, kochany mój – powiedziała i pochyliła jego głowę w dół, żeby pocałować go w czoło. Mimo że Franek nie należał do bardzo wysokich, matka była niższa o przynajmniej 20 centymetrów. Chłopak skrzywił się nieco, czując ponownie ból w złamanym nosie. Zauważyła to od razu. – Wybacz, Franusiu. A gdzie Sandra?

Tego pytania bał się najbardziej. Nie chciał mówić matce o tym, co naprawdę spotkało go w toalecie. Sądził, że po prostu nie uwierzyłaby. Postanowił coś wymyślić na miejscu.

- Nie wiem mamo, też jej szukam. Ostatni raz widziałem ją ponad pół godziny temu. Nie ma jej przypadkiem na parkiecie? – próbował odwrócić uwagę matki, bezskutecznie.
- Nie, mój drogi, nie ma jej nigdzie. Martwię się…
- Ja też, mamo, nawet nie wiesz jak bardzo – stwierdził szczerze. W końcu mógł powiedzieć choć odrobinę prawdy. – Tak w ogóle, która jest godzina? Taka duża sala, a nie widzę tu nigdzie zegara.
- Jak to nie widzisz? Zegar jest przecież na dworze, spójrz przez okno – wtrącił ojciec Franka, Jerzy Stamm, do którego należał budynek, w którym odbywała się zabawa. – Stwierdziłem, że stać nas w tym roku na taki gadżet. Spójrz, mój drogi synu – podeszli do okna, po czym starszy zaczął się szczycić swoim pomysłem. – Nowa technologia pozwala już na takie rzeczy. Zegar odlicza czas do Nowego Roku. Gdy na wyświetlaczu pojawią się same zera, odpalą się petardy. Wspaniała sprawa. Ten pokaz będzie…
- Odlotowy… Wystrzałowy! Kurwa mać!!! – krzyknął Franek, rozumiejąc już wszystko. Spojrzał na licznik zegara. Wskazywał: 00:04:57. Miał niecałe 5 minut.
- Synu, jak ty się… - zaczął ojciec, ale syn przerwał bez pardonu.
- Nie ma czasu, ona tam jest!
- Kto?
- Sandra! Nieważne, pomóżcie mi. Wiem, co mówię. Ratujmy ją, do cholery!
- Co tu się dzieję, Jurek? – spytała Maria męża. W tym czasie ich syna już nie było na sali. Zbiegł na dół, po krętych schodach i gdy na zegarze pojawiło się 00:04:00 wybiegał przez drzwi na dwór. Temperatura spadła poniżej zera. W tej chwili Frankowi nie robiło to różnicy. Adrenalina wręcz rozpalała go od środka i nie myślał o niczym innym, jak tylko o Sandrze.

Podbiegł do zegara i zaczął w niego walić pięściami. Usłyszał, że ktoś jest w środku. Był pewien, że to jego ukochana.

- Sandra! Nic ci nie jest najdroższa? Co on ci zrobił? – zasypywał pytaniami. Czas jednak leciał nieubłaganie. Ojciec postanowił mu o tym przypomnieć.
- Synu! – krzyknął przez okno. – Odsuń się od zegara, za 3 minuty wybuchnie!
- No właśnie tato! Muszę ją ratować! Pomóżcie mi!
- Jej tam nie ma, tego nie da się otworzyć i tam wejść, nie rozumiesz tego?
- Musi być jakiś sposób… - zastanowił się nad tym przez chwilę Franek, po czym spytał ojca – Jak wyłączyć to gówno?
- To niemożliwe. Ten zegar to bomba z fajerwerkami. Odejdź stamtąd. W środku nikogo nie ma!
- Jesteś tego taki pewien? – spytał nerwowo Franek. – To zejdź na dół i posłuchaj. Ona tam jest. Ratujmy ją. Boże!
- Synu, nie wzywaj imienia Boga nadaremno! – wtrąciła się matka. Syn jednak tylko machnął ręką na tę uwagę. Nie zamierzał słuchać jej pouczeń, przynajmniej nie w tej chwili.

Spojrzał na zegar. Pozostały 2 minuty do północy. 2 minuty życia Sandry, jeśli nic nie zrobi. „Szukaj, a znajdziesz”. „Pomyśl, od tego masz głowę”. Nie potrafił się jednak skupić. Znalazł ją, co jeszcze ma zrobić? Pomyśleć? Przecież robił to przez cały czas… Przez czas, który okazywał się bezlitosnym sukinsynem na usługach Kolińskiego. Nie mógł tego znieść. Bezsilność opanowywała go coraz bardziej. Półtora minuty. Musi walczyć. Musi coś wymyślić. „Pomyśl, od tego masz głowę”. Tylko głowa nie chciała być posłuszna.

- Tato, pomóż mi! Wyłącz to kurestwo! – krzyknął rozpaczliwie. – Musi być jakiś sposób.
- Przykro mi synu, to niemożliwe. Odejdź od zegara, proszę cię!
- NIE! NIGDY W ŻYCIU JEJ NIE ZOSTAWIĘ!!! – wrzasnął tak, że wszyscy zamarli. Wszyscy oprócz licznika, na którym widoczne były już 4 zera na pierwszych pozycjach. Została niecała minuta.

Nagle Franek ujrzał coś, czego się nigdy w życiu nie spodziewał. Czyżby los w końcu uśmiechnął się do niego? Pod drzwiami wejściowymi leżała siekiera. Skąd się tam wzięła? Czy to Sandra ją tam umieściła? I czy był jeszcze w stanie zdążyć cokolwiek zrobić?

Bez zastanowienia ruszył w tamtym kierunku. Przebiegnięcie dystansu zajęło mu tylko 15 sekund. Nigdy w życiu tak szybko nie pokonał 100 metrów. Nie myślał jednak o tym ani przez chwilę. Jedyne, co dla niego istniało to licznik. Odliczający, zdawałoby się coraz szybciej, zegar wskazywał 24 sekundy do północy. Nie miał czasu na zastanowienie.

- Gdzie to gówno ma mechanizm, tato? – spytał głośno, w międzyczasie uderzając na oślep w urządzenie.
- Nie wiem, synu. Może gdzieś przy liczniku… – powiedział niepewnie ojciec. – Ale zostaw to. Zegar zaraz wybuchnie. Zginiesz!
- Kurwa mać, tam jest Sandra! Muszę jej pomóc!

Rzucił szybko okiem na licznik. 15 sekund. Musiał działać i to natychmiast. Zaczął uderzać w licznik i jego okolice. Wkładał w to całą swoją siłę. Zegar jednak pozostał praktycznie bez szwanku, pokazując 10 sekund do Nowego Roku.

Franek ostatni raz uderzył, po czym załamał ręce. 7 sekund…

- Sandra, jesteś tam? – spytał cicho.
- Yhmmmm… - usłyszał dźwięk z wnętrza urządzenia.
- Kocham cię – szepnął. – Kocham cię nad życie.

2 sekundy do końca roku. Objął zegar i powtórzył cicho:

- Nad życie…

Usłyszał znajomy śmiech, słyszany wcześniej w łazience. Nie zwrócił już na to uwagi. Objął zegar jeszcze mocniej.

Na liczniku pojawiło się 00:00:00…
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
jakub · dnia 26.12.2009 09:46 · Czytań: 839 · Średnia ocena: 2,5 · Komentarzy: 6
Komentarze
Elwira dnia 16.02.2010 11:09 Ocena: Przeciętne
Cytat:
Jego piękna blondwłosa narzeczona wyszła za potrzebą już 20 minut temu.


blond włosa i liczebniki zapisujemy literami
Cytat:
Był przyzwyczajony do tego,


do tego zbędne

Cytat:
nie pomyślałby o tym gdyby nie to, co tam zobaczył.


tym, to, tam – za dużo dobroci

Cytat:
Na podłodze leżała torebka o 2 lata starszej dziewczyny.


czy to jest opowiadanie czy zeszyt do matmy? starszej od kogo? dla mnie informacja nic niewnosząca

Cytat:
Zajrzał nerwowo do wszystkich 6 kabin.


sześciu
Cytat:
już tej atmosfery. Bez Sandry to nie to samo. Nie mógł się bawić, gdy ukochana rozpłynęła się w powietrzu. Tylko ta torebka…


tej, to, to, ta - zaimkoza


Cytat:
Nie spodziewał się tego po sobie. Zawsze uważał się


2 razy się

Cytat:
i zobaczył, że już nie jest czysta. Zobaczył


2 razy zobaczył

Cytat:
jak Twoja ukochana już niedługo…


twoja – małą literą
Cytat:
Złapał się zlewu, żeby nie osunąć się na ziemię.


2 razy się

Cytat:
Właśnie się dowiedział, jak to jest dostać porządny zastrzyk adrenaliny od swojego ciała. Odwrócił się i ponownie zbladł. Spodziewałby się każdego, ale nie tej osoby.


3 razy się


Cytat:
odsunąć się do tyłu. Nie udało mu się to jednak.


2 razy się
Cytat:
Dotknął ją i nie wierzył w to, co poczuł pod palcami.


jej i nie uwierzył

Cytat:
wypadku 2 miesiące temu…


dwa

Cytat:
Próbował się odezwać, bez skutku. Znalazł się


2 razy się

Cytat:
jeszcze tylko 20 minut.


dwadzieścia

Cytat:
Usłyszał za plecami po raz kolejny niski rechot.



szyk: Po raz kolejny usłyszał za plecami niski rechot.

Cytat:
20 minut ją zobaczy. Po raz ostatni. „20 minut…


dwadzieścia, chociaż to się nie zgadza z godziną, którą podajesz, przez pięć minut dumał? faktycznie – wolno mu szło ;)

Cytat:
z rysunkiem ukochanej jako lalka.


lalki
i
Cytat:
ej toalecie już 15 minut, a czuł się jakby był tam chwilę. Zostało tylko 10 minut


nie mam już cierpliwości do tych cyfr


Cytat:
pochyliła jego głowę w dół,


doprawdy? spróbuj kiedyś pochylić czyjąś głowę, chyba wygodniej, gdyby sama wspięła się na place

Cytat:
wybiegał przez drzwi na dwór.


przez drzwi – zbędne

Cytat:
Półtora minuty.


półtorej

Cytat:
Usłyszał znajomy śmiech, słyszany wcześniej


usłyszał, słyszany – masło maślane na maślance ;)

No i co? Mam sobie dopowiedzieć?

Nieporadne językowo. Historia mogłaby być ciekawa, gdyby została lepiej opowiedziana. Dialogi z rodzicami – sztuczne. Kto tak rozmawia? Właściwie, to już sama obecność rodziców na sylwestrowej zabawie jest niewiarygodna. W tekście brak realizmu, czas płynie jak chcesz, raz szybko raz wolno, nie dynamizujesz napięcia, przez co jest niewiarygodny.

Pozdrawiam.
jakub dnia 19.02.2010 10:09
z tymi liczebnikami książki które czytam mają zapisane normalnie cyfry :> także nie ogarniam czemu to akurat taki problem że tyle razy mi to wypomniałaś

Za resztę dziękuję wezmę pod uwagę, czytałem to tyle razy że nie wiem skąd jeszcze się wzięły te powtórzenia.

A co do tego dopowiedzieć jeszcze, teoretycznie otwarte zakończenie które mówi i tak wszystko jest złe?

I co do unikania zaimków, które nieraz sugerujesz, tekst wydawałby mi się wtedy zbyt sztuczny, tam gdzie wypomniana została zaimkoza, zapisane były poniekąd myśli bohatera, chaotyczne więc ciężko żeby unikał zaimków ;) ale jeśli forma jest ponad realność, moim zdaniem przynajmniej, no to w porządku, coś z tym zrobię w przyszłości

a obecność rodziców na tej zabawie wcale nie jest sztuczna, impreza organizowana przez ojca, synek na nią poszedł e swoją ukochaną, to nie można się na Sylwestra bawić z rodzicami? Dialogi dla mnie też normalne, ja na przykład tak z rodzicami rozmawiam czasem ale widocznie jestem sztuczny :smilewinkgrin:

dzięki za konstruktywną krytykę, nie ze wszystkim się zgadzam, ale wezmę sobie to do serca :yes:
Elwira dnia 19.02.2010 19:34 Ocena: Przeciętne
Jakubie, ale w książce do matematyki to zawsze są cyfry ;) Obejrzyj dokładnie. Zapewne tylko daty (nie wszystkie) i godziny są zapisane cyframi.

Spróbuj bez zaimków, wtedy zobaczysz, czy jest sztucznie. :)

Ja pisałam tylko o moich odczuciach, czytelniczych, możesz się nie zgadzać, bo to Twój tekst. :)
jakub dnia 20.02.2010 11:43
no dobrze, poprawię te cyfry :) jeśli tak będzie rzeczywiście lepiej to już się posłucham kogoś z większym doświadczeniem, nie zawsze bunt jest dobry :p z resztą też coś spróbuje zrobić, jeśli da się poprawić to zawsze warto spróbować i doszlifować tekst, potrzebuję tylko na to więcej czasu niż dostępne obecnie :) ale obiecuję się tym zając i wtedy zgłoszę się z zapytaniem czy jest lepiej :D pozdrawiam i dziękuję jeszcze raz :)
niewidoczna dnia 09.07.2010 16:14 Ocena: Dobre
No cóż.... Cały tekst się nadaje do dreszczowca... Nie wiem, czy ot o Ci chodziło, ale tytuł jest za bardzo ironiczny :p
jakub dnia 09.07.2010 19:07
tak, to jak najbardziej miał być dreszczowiec lub coś w tym gatunku :) tytuł celowo taki ironiczny, pokazujący trochę moich doświadczeń i podejście ojca tej drugiej osoby do mnie :bigrazz: a to wszystko "dla dobra córki" :p
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
JoannaP
02/07/2022 15:03
Dzięki :) »
Jacek Londyn
02/07/2022 07:09
Dobra Cobro. Sam nie wiem, czy dobre dla mnie to nowiny,… »
Lilah
01/07/2022 20:01
Abi, cała przyjemność po mojej stronie. :) To… »
Florian Konrad
01/07/2022 19:04
Dziękuję Wszystkim!!!!!!! Nawet Pierwszemu :) Nie, żebym się… »
Florian Konrad
01/07/2022 19:02
Dziękuję. »
Dobra Cobra
01/07/2022 17:35
Ja tu widzę SAME pozytywne zmiany u bohatera tego jakze… »
Jacek Londyn
01/07/2022 08:08
Wolnyduchu, Mareczku, dziękuję za znak na… »
Abi-syn
30/06/2022 22:57
Atutem tego wiersza jest autentyczność, wiersz pisany… »
Abi-syn
30/06/2022 22:46
Dzięki: No i trafiały się u mnie też i gorsze teksty,… »
Abi-syn
30/06/2022 22:06
Wolna Duchem, "wyciągłaś" B) B) z niebytu tekst,… »
Madawydar
30/06/2022 20:55
Taka chwila przed pierwszym aktem, oczekiwanie, kondensacja… »
Yaro
30/06/2022 19:52
Dziękuję Duszku jesteś bardzo potrzebna i niesiesz dobre… »
wolnyduch
30/06/2022 19:47
Specyficzne poczucie humoru, jak dla mnie jest to wiersz… »
wolnyduch
30/06/2022 19:44
Jak dla mnie świetny, rytmiczny 13 zgłoskowiec, a z takimi… »
wolnyduch
30/06/2022 19:29
Dobry wiersz do zatrzymania, pozdrawiam. »
ShoutBox
  • ApisTaur
  • 01/07/2022 22:13
  • W sezonie ogórkowym, tłok tylko na plażach ;)
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
Ostatnio widziani
Gości online:26
Najnowszy:TakaJedna
Wspierają nas