Ostatnia śmierć - valdens
Proza » Obyczajowe » Ostatnia śmierć
A A A
lipiec 2013
Gdańsk



Tomasz jeździł z wózkiem po opustoszałym supermarkecie. Sprawdzał etykiety. Wiele produktów już dawno nie nadawało się do spożycia, bo pokrywała je biało-zielona pleśń i robaki. Jedynie pasteryzowane napoje, konserwy, alkohol, papierosy, zgrzewki zapalniczek wkładał do kosza bez zastanowienia i, rzecz jasna, nie zwracał uwagi na ceny. Przy kasach od miesięcy nie było kasjerek, a pieniądze zdewaluowały się w takim stopniu, że równie dobrze można było robić ognisko z zeszłorocznego "Playboya", jak z banknotów stuzłotowych.
Prawdę mówiąc, "Playboy" palił się nawet gorzej.

Takie zakupy robił średnio raz w tygodniu. Zawsze tak samo, gdy spakował towar do dwóch dużych reklamówek, wychodził na ulicę przez rozbite okno.
Miasto było kompletnie opustoszałe, zastygłe jak na stop-klatce, milczące i martwe. Samochody pozostawione na skrzyżowaniach, zwłoki ludzi i zwierząt, chodniki i trawniki pokrywała kilkumilimetrowa warstwa "śniegu".
Co tydzień, kiedy wracał ze sklepu, patrzał pod nogi i rozglądał się dookoła, szukając śladów stóp, innych niż jego własne - od trzech miesięcy, nieskutecznie.

Wreszcie dotarł na swoje osiedle. Wdrapał się na piąte piętro schodami, bo windy nie funkcjonowały z braku prądu, i nieludzko zziajany wszedł do mieszkania. Rzucił siatki na stół w kuchni i zdjął z twarzy chustę.

- Toffi - zawołał, wyciągając z reklamówki psią karmę. - Toffi!
Rozejrzał się po podłodze, szukając małego, czarno-białego buldożka francuskiego.
- Kurwa! - krzyknął. - O nie! Kurwa!
Piesek leżał pod stołem, na boku, z wywalonym języczkiem i otwartymi oczami. Nie ruszał się już.
Mężczyzna podniósł psiaka z podłogi i łzy, w jednej chwili, stanęły mu w oczach.
Toffi był bardzo pociesznym, pełnym życia i nadzwyczaj inteligentnym zwierzakiem. Spoglądał swojemu panu zawsze głęboko w oczy, słuchał i zdawał się rozumieć każde słowo.
Teraz był tak martwy, jak wszystko dookoła. Ostatni przyjaciel odszedł i nastała piszcząca cisza, głębsza niż grób.



Dopiero pod wieczór, po wypiciu butelki whisky, pogodził się ze stratą. Innego wyjścia przecież nie miał.
Nie miał też wyjścia, kiedy trzy lata wcześniej, zginęła jego żona i pięcioletnia córka w potwornym wypadku samochodowym. To stało się jeszcze przed wojną, tym Armagedonem, i wywróciło mu świat do góry nogami.

Wybuch tej przeklętej wojny nie obszedł go w ogóle, podobnie zresztą jak późniejsze doniesienia o tysiącach zabitych, czy pierwszych atakach nuklearnych. Te niosły za sobą już nie tysiące ofiar, ale miliony.

Tomek zazdrościł im. Za kolejny kaprys Boga uważał, że bomby omijają Polskę i że właśnie jego ten "sadysta" specjalnie trzyma przy życiu, kiedy innym daje zejść ze sceny. Tych, którzy chcieli żyć i mieli dla kogo, zabijał a tego, który wielokrotnie próbował się zabić - katuje bolesnym trwaniem. Za długo trwał już ten koniec świata. Dla tych pierwszych, rozpoczął się w grudniu dwa tysiące dwunastego, a dla Tomasza okrągłe trzy lata wcześniej.

"Na szczęście" rok później rakiety zaczęły spadać także na Polskę, lecz znów niefortunnie, nie na Trójmiasto, a jedynie na stolicę.
Tak, czy owak, śmierć się zbliżała, choć nie szybka i przyjemna - przez spalenie, ale z zatrucia radioaktywnego lub z głodu. Tomek pogodził się nawet z taką wersją i czekał, czekał, czekał...

Gdańsk zakryły opady, ludzie zaczęli ginąć i wkrótce zginęli wszyscy. Wszyscy, tylko nie on! On czuł się świetnie, fizycznie bez zmian, bez większych rokowań na szybki zgon.

Pewnego poranka, z premedytacją, zajadał biały pył, dusił się nim i wymiotował, a nawet się rozchorował, lecz na krótko i ciągle... żył.
Dzisiaj zakładał chusto-maskę tylko dlatego, że "śnieg" gryzł go w przełyk i nos, oraz ze względu na wszechobecny smród rozkładających się ciał. Śmierć, skosiła już chyba całe żniwo, ale do niego, jak na złość, nie chciała przyjść.



Było prawdopodobnie coś przed północą, choć równie dobrze mogła być dwudziesta druga. Nikt przecież nie nakręcał już zegarów, a przez unoszący się w atmosferze kurz, mrocznie było w sumie cały dzień. Dwie rzeczy są jednak pewne:
Było późno i była to godzina ostatnia.


Ostatni człowiek siedział właśnie na fotelu i otwierał drugą flaszkę whisky, kiedy ktoś zapukał do drzwi!

Rzucił okiem na przedpokój, a następnie spojrzał na butelkę. Stukanie ucichło, i już miał stwierdzić, że mu się wydawało, gdy trzykrotne "puk" zabrzmiało znów!
Mężczyźnie zawirowało w głowie, a serce podeszło do gardła. Teraz był już pewny, że mu się nie przesłyszało. Wstał.
Najciszej, jak potrafił, doszedł na przedpokój i stanął przed drzwiami. Przyłożył do nich ucho i wtedy ktoś walnął w drzwi tak agresywnie, że Tomasz krzyknął i odskoczył dwa kroki wstecz.

- Kto tam!? - wykrztusił po chwili.
Nie usłyszał odpowiedzi i dłuższy czas nie działo się nic. Przenikliwa cisza wiła korytarze z uszu, przez głowę, aż do basowo dudniącego serca.

- Kto tam? - powtórzył pytanie.
- Śmierć.
Tomek przełknął ślinę.

- Bez żartów, człowieku.
- Jestem poważna Tomaszu - odezwała się kobieta. - Śmiertelnie poważna - dodała.
Mężczyzna milczał, bo tysiące myśli kotłowało się w jego głowie.
- Otwórz, proszę. Czekałeś przecież na mnie.
Tomkowi drżały ręce, choć nie wiadomo do końca, czy ze strachu, czy ze złości.
- Posłuchaj paniusiu. Cieszę się, że żyjesz, bo myślałem, że zostałem sam, ale te żarty są głupie. Bardzo głupie. Nie mam nastroju na żarty.
Nie usłyszał odpowiedzi.
- Rozumiesz!? - krzyknął.
- Mam odejść?
Tomasz pomyślał.
- Nie. Nie masz odchodzić. - W końcu od roku nie rozmawiał z człowiekiem, a ta, choć miała kretyńskie poczucie humoru, to jednak żyła. Lepsze to niż nic. - Wpuszczę cię, jak przestaniesz się wydurniać.
- Zgoda.
- Więc kim jesteś i jak masz na imię?
- Jestem posłańcem...
- Posłańcem? - Tomek zdziwił się i już przekręcał zamek. - To ktoś jeszcze żyje?
- Oczywiście.

Drzwi już były otwarte, lecz uchylone tylko na wąską szparkę. Nie było przez nią widać absolutnie nic, ale dużo lepiej było teraz słychać.
- No dobrze. A jak masz na imię?
- Mors - odpowiedziała już w progu.
- Mors? Dziwne imię - stwierdził, cofając się wgłąb przedpokoju.
- To z łaciny, Tomaszu - wyjaśniła i weszła do środka, ciągnąc za sobą po ziemi przedmiot, który chwilę później błysnął nad sufitem, w bladym świetle księżyca padającym z kuchni.
- O Chryste - jęknął Tomek i plecami uderzył w drzwi ubikacji.

Śmierć majestatycznym krokiem przeszła obok chłopaka i weszła do dużego pokoju, gdzie obok butelki mrugały trzy świece. Stanęła tyłem w długim czarnym płaszczu, z kapturem na głowie.
Tomek stał ciągle w tym samym miejscu, sparaliżowany tak, że nawet ręce przestały mu drżeć, a i serce jakby zastygło.
Czarna postać obróciła nad swoją głową ostrze kosy, a jednocześnie odwróciła się przodem do Tomka. Na ten widok o mało nie zemdlał.
Pod kapturem nie było bowiem nic. Tylko wielka, głęboka pustka.


- Jestem nieuniknionym Tomaszu - zaczęła. - Możesz się mnie bać, to dla mnie nic nowego. Dawno przywykłam.
Ostatni człowiek skinął głową, że rozumie.
- Twój lęk jest dla mnie zrozumiały, ale niestety nie mogę cię uspokoić. Nie chcę cię oszukiwać, bo to, że mnie tu widzisz, oznacza, że dzisiaj umrzesz.
Słowa te, choć makabrycznie jednoznaczne, w jakiś dziwny sposób działały kojąco. Może to dlatego, że głos kostuchy był ciepły, wręcz melodyjny, a może...

- Chciałabym jednak najpierw z tobą porozmawiać, bo nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale jesteś ostatnim żyjącym człowiekiem na Ziemi. Ta chwila jest wyjątkowa. Jedyna w swoim rodzaju, również dla mnie. Mogłabym zabić cię we śnie, jak wielu, jednak wtedy nie dowiedziałabym się,... dlaczego.
I zamilkła.

- Dlaczego co?
- Dlaczego Bóg zostawił cię na sam koniec, mój drogi.
- I ja mam ci na to odpowiedzieć!? - zapytał tak bojowo, że nawet samego siebie zaskoczył.
- Tak - potwierdziła szeptem.
- Mógłbym zapytać cię o to samo paniusiu. - Było mu już wszystko jedno. Strach odszedł, wróciła złość.
- Ha ha ha - Kostucha rozbawiła się. - Widzę, że się dogadamy Tomku. Może ty o tym jeszcze nie wiesz, ale ty znasz odpowiedź i my razem ją znajdziemy.
Powiedziawszy to, położyła kosę na dywanie, wzdłuż stolika i rozsiadła się wygodnie w fotelu.

Tomek dziwnie skojarzył całą tę sytuację z wizytą księdza na kolędzie, kiedy jeszcze takich przyjmował. Jakże podobna zapanowała teraz atmosfera. Z taką myślą podszedł do fotela naprzeciwko i usiadł.

- A propos Tomku, nie nazywaj mnie paniusią, bo tyle samo we mnie z kobiety, co z mężczyzny. Głos może mylić. Wybrałam damski, myśląc, że tak będzie przyjemniej.
- Przyjemniej? - powtórzył Tomek z drwiną w głosie.
- Przyjemniej - potwierdziła Śmierć głębokim, męskim basem, takim że szyby zadrżały w oknach.

- Ok. Twierdzisz, że znasz Boga? - zapytał ostatni człowiek.
- Owszem. Znam też Szatana - potwierdziła, na szczęście na powrót damskim głosem.
- Ok. Rozumiem. A możesz mi powiedzieć, w takim razie, czyja to sprawka?
- Masz na myśli wojnę?
- Tak. Właśnie wojnę.
- Zdziwisz się, ale ani Bóg nie ma z tym wiele wspólnego, ani Szatan. To wasza wojna.
W tym momencie Mors wstała i podeszła do okna. Otworzyła je i powiedziała:

- Spójrz, pada śnieg. A mamy lipiec. Czy to Bóg wymyślił nuklearną zimę? Ja żyję tysiące lat, Tomaszu, i wiele strasznych rzeczy widziałam. Byłam w Sumerze, w Babilonie, Egipcie, byłam przy Jezusie, Inkwizycji... Zawsze lała się krew, Tomku, ale uwierz mi, że pierwsze wojny "barbarzyńców", jak ich dziś nazywacie, bardziej przypominały bójki twoich kolegów z osiedla, niż wojny, które znasz z książek.
Z pierwszych bitew dziesięć osób zabierałam ja, dwudziestu wracało z wybitymi zębami, a stu z podbitymi oczami. Ale z upływem czasu zmieniło się wszystko. Wojna twoich cywilizowanych, przecież, dziadków to morze krwi, twoich rodziców - masowa zagłada, "eksterminacja" - to też WASZE słowo. A ta wojna, cóż... trujący śnieg. Takie szaleństwo widzę po raz pierwszy. I na szczęście po raz ostatni.

- Zaraz. Ty mówisz o szaleństwie i strasznych rzeczach!? Przecież to ty zabijasz! Ty jesteś mordercą!

Śmierć odwróciła się i w tym momencie Tomek pomyślał, że za bardzo sobie folguje, aczkolwiek przecież nie kłamał.
Spod czarnego kaptura wydobył się jednak głos opanowany i spokojny:
- Nie Tomku. To również wy. Ja tylko was... dobijam.

Prawdopodobnie postać uśmiechnęła się, a nawet jeśli nie, to i tak właśnie uśmiech Tomek zobaczył oczami wyobraźni. Wzdrygnął się, zbulwersował, i już miał coś powiedzieć, ale Śmierć kontynuowała monolog:

- Widzisz, jeśli chodzi o wiek dwudziesty, to... mogę mieć do siebie pretensje...
- A jednak! - szyderczo wykrzyknął Tomek.
- ... pretensje, że nie zabiłam was wcześniej.

Teraz Tomasz czuł, że Śmierć nie uśmiecha się, ale to jeszcze gorzej dla niej. Tym bardziej chciał jej teraz wygarnąć, lecz znów mu przerwała:

- Obawiam się, że ten "śnieg" zabije wszelkie życie na tej planecie i wiele wody w rzekach upłynie, toksycznej wody, zanim znów się zazieleni.

Ten argument był mocny, zwłaszcza dziś, kiedy stracił najlepszego przyjaciela. Na dłuższą chwilę ostudziło to jego wzburzony umysł, ale i tak w końcu wybuchnął:

- A Kasia!? A Monika!? - krzyknął. - Co one ci zrobiły!?
- Twoja żona i córka tak? - zapytała i znów odwróciła się do okna.
- Tak! Tak! Skurwysynu!
Śmierć stała tyłem do człowieka i milczała, gdy on sięgnął po kosę.

- Tomaszu - odezwała się wreszcie. - I właśnie tu mamy odpowiedź na nasze pytanie.
- Nie obchodzi mnie odpowiedź na twoje pytania!
Stał już na środku pokoju i oburącz trzymał złowrogo połyskujące ostrze.
Podszedł jeszcze bliżej, na odległość, z której z łatwością mógł zadać śmiertelny cios. Z otwartego okna powiewał lekki wiatr, który już aż na piąte piętro przynosił smród, który przy ziemi był niemal fizycznie gęsty - odór padliny.
Jej wydawał się on nie przeszkadzać. Pewnie przywykła do niego tak samo, jak do tego, że jej wszyscy nienawidzą.
Stała zamyślona, z głową uniesioną ku niebu, na którym w tak pogodną i upalną noc, z całą pewnością, byłyby gwiazdy, gdyby nie padał gęsty "śnieg".
Zdawała się nie wyczuwać zagrożenia.
"Chyba jest głucha" - pomyślał Tomasz. - "A może chce umrzeć?"
Ta myśl sprawiła, że pomimo targających nim emocji, zwolnił uchwyt i opuścił nieco kosę. Jakoś nie potrafił teraz dźgnąć kreatury, mimo że to ona zabrała mu wszystko, co miał i kochał.

- Odwróć się - krzyknął, bo już był pewny, że nie potrafi zadać ciosu w plecy.
Śmierć opuściła głowę i stanęła przodem do napastnika.
Dłuższą chwilę stali bez ruchu. On - ostatni człowiek i pradawna Śmierć. Była teraz w jego rękach. Gdyby widział jej oczy, gdyby wiedział o czym myśli, gdyby chociaż mówiła coś... Chociaż jedno głupie słowo...

- Nie kochałeś jej - powiedziała głośno, męskim głosem z samego dna piekieł. Powiedziała w nieodpowiednim momencie.
- O ty kurwo! - krzyknął Tomasz, zamachnął się i z całej siły pociągnął ostrzem, z idealną precyzją, wprost na kaptur.
Osłupiał z przerażenia, kiedy kosa, bez napotkania oporu, zatoczyła cały łuk i z impetem wbiła się w mur, jak w masło, sypiąc przy tym iskrami. Nie trafił! Widział to jakby w zwolnionym tempie, jak czarna szata opadła na dywan bezwładnie, tuż przed zetknięciem z klingą.
Teraz płaszcz leżał na ziemi jak szmata i wróżył kłopoty.

Tomek rozejrzał się nerwowo po pokoju, pomimo że nie miało to większego sensu i zdawał sobie z tego sprawę.
Postanowił wyciągnąć z muru ostrze, którego prawie połowa musiała znajdować się w sąsiednim pokoju. O dziwo udało się po pierwszym szarpnięciu.
Stanął w kącie, chwycił broń mocno, oburącz i wolnymi ruchami zataczał półkola, od ściany do okna, na wysokości kolan.
Znów było przeraźliwie cicho, zwłaszcza kiedy raz na jakiś czas wstrzymywał oddech. Wtedy hałasować zdawały się jedynie ogniste języczki świec.

- Nie - usłyszał szept z prawej.
- Nie. - Szept do lewego ucha.
- Nie. - Z góry.
- Nie... nie... nie... nie...
Z wszystkich stron!

Tomek kręcił głową we wszystkie strony i wymachiwał kosą, na oślep, chodził po całym pokoju i ciął powietrze. Zziajał się szybko i spocił, ciężko dyszał, bo płuca nie wydobrzały jeszcze do końca po radioaktywnych inhalacjach. Wreszcie opuścił broń i splunął gęstą krwią.

- Mów! Mów, dlaczego! - zacharczał.

- Miałeś kochankę. Beata z Żukowa. - odezwała się śmierć. - Kasia wiedziała o niej. Wiedziała, ale nie powiedziała ci.
- Zamilcz! Nie o to pytam! - I uniósł kosę pod sam sufit.
- Ha ha ha ha - Męski śmiech wypełnił mieszkanie po brzegi, a następnie obił się echem od bloku do bloku, po całym osiedlu. - Czy ty myślisz, że możesz mi zrobić krzywdę tym... kawałkiem złomu!? Człowieku! To tylko rekwizyt. Ostry i groźny, możesz się skaleczyć, ale nie mnie.
Zresztą wzięłam ją tylko dla ozdoby, jak strażak ordery - na specjalną okazję. A płaszcz? To samo. Średniowieczna literatura... Myślę, że wiesz o czym mówię.

Tomasz ciągle trzymał kosę wysoko, choć wywód wydawał się logiczny, a poza tym Śmierć nie okłamała go dziś ani razu.

- Nikt jeszcze nie zginął od tego ostrza, Tomku. - Tym razem odezwała się kobieta. - I nikt od niego nie zginie.

W tym momencie jakaś potężna siła rzuciła go na ścianę i bolesny skurcz ścisnął gardło. To zimna ręka Śmierci zacisnęła na gardle szpony i przycisnęła go do muru. Kosa wypadła mu z rąk.

- A teraz będzie spowiedź! - Piekielny głos rozbrzmiał jakby w samym centrum Tomka głowy.

- Byłem samolubną kanalią! Zdradzałem żonę! Chryste! Pobiłem ją... Dwa razy. A Monika... nigdy nie miała ojca. Od początku była ciężarem!

Choć nie był to głos Tomka, to były to jego myśli - co do joty.

Uścisk zniknął, a Tomek runął na ziemię. Pociągnął powietrze ze świstem, po czym stoczył długą walkę o tlen, niczym ryba wyrzucona na piasek.

- Ko... Koch...
- Słucham?
- Kocham je - wydusił wreszcie Tomasz ze łzami w oczach. Przyłożył czoło do podłogi, załkał i zadrżał spazmatycznie.

- Teraz jesteś gotowy, przyjacielu - oznajmiła Śmierć ciepłym, męskim głosem.
Lekkim powiewem tchnęła swego ducha i nakryła płaszczem mężczyznę - aktora ostatniego dramatu.



***


Na niewielkiej, soczyście zielonej polanie, wśród kwiecia wszelkich gatunków leżał młody, przystojny mężczyzna. Spał snem twardym i zdrowym, kojony przez szum strumyka i cichutkie ćwierkania polnych koników.
Byłby tak spał jeszcze długo, gdyby nie... pies.

Mały, czarno-biały buldożek francuski, biegał dookoła swojego pana, powarkiwał i wiercił radośnie kuperkiem razem z namiastką ogona. Zniecierpliwiony psiak czuł, że pan się zaczyna wybudzać, więc po każdym kolejnym okrążeniu, przysiadał na moment przy twarzy mężczyzny i lizał go po policzku.

- Toffi! Nie rób! Eee - odezwał się wreszcie młodzieniec, choć jeszcze nie otwierał oczu i, z konieczności, zakrywał je ręką, bo słońce było już w zenicie i raziło niemiłosiernie.
Pies szczeknął i znów zaatakował.
- Eee, Toffi! Przestań!
Nigdy nie lubił psich pocałunków.

Pies ani myślał się teraz poddać, więc mężczyzna musiał się podporządkować.
Uniósł głowę. Pies znowu liznął i tym razem w same usta, co przyśpieszyło wstawanie zdecydowanie. W jednej chwili, niczym sprężynka zerwał się z trawy i usiadł.

- Kim jesteście? - zagadnął zachrypniętym głosem do stojącej przed nim pary.
Odkaszlnął i ustawił ostrość.
- Witaj Tomku - odezwał się mężczyzna, którego Tomasz widział pierwszy raz w życiu na oczy.

- Witaj stary. Ty, co to w ogóle jest? Biwak jakiś? Ale jazda! Ja nic nie pamiętam. - stwierdził Tomek, rozglądając się dookoła.
Dziewczyna w białej sukience zaśmiała się i zakryła usta ręką.
- Chryste, ale ja miałem porąbany sen!
Tym razem zaśmiał się facet. Dziwnie wyglądała ta para. Oboje ubrani na biało.
On - jakiś śniady obcokrajowiec, z falującymi, długimi niemal do ramion włosami. Oczy... lazurowe - zdecydowanie niepasujące do domniemanej narodowości. W sandałach, bawełnianych spodniach i rozpiętej koszuli.
Ona - piękna! Twarz anioła, figura niczego sobie, tylko cycki troszkę za małe.

- Ej. Czy my się znamy? - zagadnął, kiedy już zmierzył parę od stóp do głów.
- Od kołyski, bracie - oznajmił mężczyzna.
- Do grobowej deski - dodała dziewczyna.

Tomek strapił się, bo w tak głupiej sytuacji nie był nigdy. No z jednym wyjątkiem - kiedy po sylwestrze, bodajże dziewięćdziesiątego dziewiątego roku, kiedy obudził się w nieswoim łóżku, w nieznanej części miasta.

- Dobrze, mili państwo, bez jaj. O co tu chodzi i gdzie ja, do diaska, jestem!?
- Mam na imię Jozue - przedstawił się mężczyzna i wyciągnął do Tomka rękę. Potwierdziło się przypuszczenie, że obcokrajowiec.

Tomek postanowił być kulturalny i zanim podał dłoń - wstał.
- Tomek jestem. - Uśmiechnął się i po męsku "przybił piątkę".

Teraz wypadało zapoznać się z piękną panią, lecz nim to uczynił, zadziwił go pewien szczegół, a mianowicie: jego ciuchy.

- Ej. To wyście mnie przebrali? - spoglądał to na nich, to na nieswoje beżowe spodnie.
- Heh - Rozweselił się Jozue. - W rzeczy samej. A jeśli chodzi o szczegóły, to Mors to zrobiła. - Uśmiechnął się i skinął ręką na partnerkę.
- Co!? - Tomasz aż podskoczył i spojrzał na kobietę.
- No co? Wolałbyś nago paradować? - zapytała z rozbrajającym uśmiechem.
- Poczekaj. To my coś razem...
- Ech, nic z tych rzeczy, mój drogi. Ubrałam cię i tyle. I naprawdę nie masz się czego wstydzić.

Tomek zrozumiał to wyznanie raczej nie tak jak trzeba i bardzo mile go to połechtało, choć dziwiła go jego własna reakcja, bo z natury był zdecydowanie wstydliwy, a teraz nie znajdował w sobie ani grama tego uczucia.

- Acha, więc nieoficjalnie, to znamy się już całkiem blisko - skomentował zaistniałą sytuację żartobliwie.
- Zgadza się. - I znów zaśmiała się.
- Oficjalnie jestem Tomek - Sięgnął po zgrabną dłoń i pochylił się, by ucałować jak gentleman - damę.
- Mors. Bardzo mi miło.

"Mors!?" - zadudniło mu w głowie słowo, którego przed chwilą zwyczajnie nie dosłyszał. Pochylony jeszcze, podniósł oczy do góry, na dekolt nowej(?) znajomej, gdzie razem ze srebrnym kółkiem na łańcuszku, bujała się... mała kosa.

Tomek odskoczył, jak oparzony, dwa kroki w tył, o mało nie rozdeptując przy okazji Toffiego. Zaświtała mu w głowie absurdalna, jak mu się zdawało w tamtej chwili, myśl, a mianowicie, że umarł! Że ten koszmar, nie był snem, a przed nim właśnie stoi jego kat, i to we własnej osobie. Wytrzeszczał oczy i miotały nim przeróżne uczucia. Nie było jednak między nimi lęku, który powinien przecież dominować przy spotkaniu z duchami. To dziwiło go najbardziej.

Rozejrzał się dookoła i zwrócił się do mężczyzny:
- Czy ja nie żyję?
- I tak i nie. Ale ty pytasz, czy kiedyś umarłeś. Odpowiedź brzmi: tak.

Tomek zachwiał się na nogach.
Kiedy doszedł wreszcie do siebie, zapytał:
- Czy to... - Zatoczył ręką niemal pełny okrąg, wskazując na polanę. - Czy to jest Niebo?
- Nie Tomaszu. To jest Ziemia. Nowa Ziemia, czy jak wolisz: Raj.
- Ale przecież... przecież wojna, bombardowania, zabici, pył... Gdzie on?

- Minęło sporo czasu. W sumie więcej niż możesz sobie wyobrazić. Nie znajdziesz nawet śladu po wojnie. A ludzie, których widzisz, nie pamiętają już nawet o niej. Ty także zapomnisz.

Tomek słuchał z otwartymi ustami, a kiedy jak błyskawica z jasnego nieba, spadła na niego myśl, że Jesue to JEZUS, że rozmawia z samym Chrystusem, mimowolnie usiadł na trawie.
Jezus kontynuował:

- Nie odczułeś dziś wstydu ani strachu, prawda?
Mężczyzna skinął głową twierdząco.
- Więc uwierz mi, że jutro rano, nie znajdziesz w głowie ani jednego złego wspomnienia.

- R...Ro... Rozumiem.
Śmierć znów zakryła dłonią usta, czego Tomek, i tak nie zauważył, bo układał w głowie pytanie:

- Mam pytanie.
- A ja mam nadzieję, że masz więcej pytań - zawiadomił Jezus. - Powinieneś pytać dziś, bo jutro wielu rzeczy możesz nie zrozumieć.

- Dlaczego ja jestem w Raju?
Jozue uśmiechnął się, a Tomek kontynuował:
- Przecież... jestem zły. Przecież zdradzałem Kasię, biłem ją, piłem... - W oczach stanęły mu łzy. - Znienawidziłem Boga i Ciebie też, kiedy... no, po wypadku...
- Tomaszu, wierzyłeś we mnie. Modliłeś się i pamiętam każde twoje słowo.
Odwrócił na moment głowę do Śmierci.
- Może dlatego, że nie modlił się zbyt często. - I puścił do niej oczko, co skwitowała skinieniem głowy i uśmiechem.
Potem znów Jezus spojrzał na Tomka i dodał:
- Jak mógłbym ci nie uwierzyć, skoro mówiłeś do mnie tak, jak mówi się do przyjaciela? Żywego przyjaciela.
Po policzku Tomasza poleciała wielka łza.
Była to ostatnia łza, jaką widziano w Raju.


Chwilę później Tomek stał już pewnie na nogach.
- Wiesz co Josue?
- Hmm?
- Sorry, ale nie wyglądasz, jak Jezus.
Cała trójka spojrzała na siebie.

- Litości! - krzyknęła Mors. - A co powiesz o mnie!? Pewnie wyglądam jak śmierć!?
- Ech, nie, nie. Ale ciebie, to praktycznie nie znam, a Jezus wiadomo: przebite dłonie, stopy, korona cierniowa... No wiecie... obraz rozpaczy. Więc co z tą koroną z cierniami, hm?
- Koroną z cierniami? - zapytał Jezus. - A co to są te... ciernie?
I cała trójka wybuchnęła śmiechem tak gromkim, że aż Toffi się zakłopotał.

Kiedy wreszcie opanowali się, Tomek postanowił zadać jeszcze jedno, najważniejsze i najtrudniejsze pytanie:
- Jezu. A co z Kasią i Moniczką?
- Już się bałem, że nie zapytasz.
- Więc?
- Widzisz ten czerwony dach za drzewami?
- Yhy. - Już płonęły iskry w jego oczach.
- Tam je znajdziesz. Czekają na ciebie od rana, więc się pośpiesz.

To, co poczuł w tym momencie Tomek, przekracza ziemskie pojmowanie. Żaden wierszokleta przez całe trzy millenia nie opisał tego, jak należy, więc ja - marny gryzipiórek, nie będę nawet próbował.
I na tym zakończę.



P.S.


Tomek nie dotarł do domu, tak szybko, jak chciał, bo w biegu zatrzymała go Śmierć.
- Przepraszam Tomek, ale musiałam.
- ???
- Jutro byś nie zrozumiał.
- Tak? - zapytał zdrowo zdyszany.
- Czy wiesz już: DLACZEGO?
- Ale dlaczego co?
- Dlaczego byłeś ostatni.
- Nie.
- Musiałeś pokochać naprawdę. Tylko taka miłość jest przepustką.
- O_o



AMEN


Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
valdens · dnia 04.12.2007 15:52 · Czytań: 4873 · Średnia ocena: 4,09 · Komentarzy: 60
Komentarze
lina_91 dnia 04.12.2007 16:11 Ocena: Bardzo dobre
Tekst ciekawy, chociaż dla mnie niezrozumiały, bo nie kumam, w jakim okresie to się dzieje, trochę za bardzo pomąciłeś. W drugiej części trochę za dużo dialogów, chociaż może się to udawać usprawiedliwione, a jednak przydałoby się trochę opisów, wtedy lżej by się to czytało i co najważniejsze - wolniej, bo tak to przeleciałam i musiałam się cofać, żeby dotarło do mnie wszystko. Wstawię Ci bdb, bo ten tekst coś w sobie ma, pewną głębię też, ale jest to 5 z dolnych granicach.

Pozdrawiam.
valdens dnia 04.12.2007 16:29 Ocena: Świetne!
linko, w sumie to wypada mi się tylko cieszyć, skoro szybko to połknęłaś, bo tekst ma okrągłe 11 stron w wordzie. Osobiście wychodzę z założenia, że lepiej dać czytelnikowi szybko przefrunąć, niż go zblokować gdzieś w połowie.

"niezrozumiały, bo nie kumam, w jakim okresie to się dzieje" - na samym początku jest informacja: "lipiec 2013, Gdańsk". Myślę, że dość jasna ;)
Dziękuję za komik i oczywiście akceptuję piątkę z minusem :)

No tak, tylko że teraz znów mam zonka z wyjściem bez samo-oceniania :/
Aaa stawiam sobie szóstkę :D Możecie nawet krzyczeć, bo bez względu na Wasze ewentualne komentarze ja będę z tego tekstu zadowolony. Wiem, że to jedno z moich szczytowych osiągnięć. :D
lina_91 dnia 04.12.2007 16:32 Ocena: Bardzo dobre
O, choliba, faktycznie. Jest data. Umknęła mi jakoś. Wybacz :). No, nie masz wyjścia, tylko zaakceptować :p. Możesz się odwdzięczyć i zajrzeć do moich tekstów ostatnich?

Pozdrawiam cieplutko
fantasja dnia 04.12.2007 18:36 Ocena: Świetne!
Tekst czyta się - jak w wielu fragmentach przegadane streszczenie, miejscami nawet nudnawe i jakby na objętość wyliczone.
pozdrawiam
ps.twojego zonka rekompensuję - słabe
valdens dnia 04.12.2007 18:56 Ocena: Świetne!
fantasja, albo "streszczenie", albo "na objętość wyliczone". Zdecyduj się.

I muszę Cię zmartwić, bo Twoją jedynką się nie przejmuję ani trochę. Czytałem wszystkie Twoje komentarze na PP i jeszcze nie widziałem, żeby coś się Tobie spodobało.
Kabuki dnia 04.12.2007 20:17 Ocena: Świetne!
Absolutnie nie zgadzam się z fantasia. W jej komentarzu czuć jedynie szczerą...złośliwość. A już z pewnościa, ocena jaka wystawiła nie jest adekwatna.
Gdyby opowiadanie to było: "jak w wielu fragmentach przegadane streszczenie, miejscami nawet nudnawe i jakby na objętość wyliczone."
to raczej nie przeczytałabym tego tak szybko, o ile wogóle bym doczytała do końca.
Opowiadanie wchodzi " jak po maśle" ;)... pierwsza część bardzo ciekawa, co do drugiej miałabym niewielkie zastrzeżenia, bo nie do końca tak wlaśnie wyobrażam sobie Raj, ale w końcu to nie moja wizja, i nic mi do tego.
Nie oceniam, wyobrażeń bo nie mam do tego prawa. To chyba sprawa indywidualna, każdego człowieka. Co najwyżej możemy tylko polemizować, na ten temat. ;)

Opowiadanie bardzo ciekawe, dające do myślenia ,napisane fajnym prostym językiem, no i dość odważne. :smilewinkgrin:

Pozdro B)
fantasja dnia 04.12.2007 20:58 Ocena: Świetne!
Nie wiem co jest ważniejsze, pisać autentyczne komentarze czy rozdawać sztuczne uśmiechy
od ucha do ucha
moje spojrzenia na tekst są bez wątpienia krytyczne
spojrzenie na tekst nie ma nic wspólnego ze spojrzeniem na autora
który pisząc mierne opowiadania może być człowiekiem niezwykle sympatycznym
i godnym szacunku.
Weście się...nasze opowiadania to w rzeczywistości miernota
czy chcemy tego czy nie - to może jednak lepiej rozdawać uśmiechy od ucha do ucha?
na wszelki wypadek, pozdrawiam
valdens dnia 04.12.2007 22:31 Ocena: Świetne!
fantasja, więc powiedz mi, gdzie można poczytać dobre opowiadania, skoro na PP "miernota". Pytam poważnie, bo przeryłem cały net i nie jest kolorowo. Na każdym portalu max. 1 opowiadanie na 10 jest dobre. Tutaj sytuacja wygląda podobnie. Na pewno nie gorzej.

Aha i nie wiem co mamy zrobić, a wyobrażam sobie najgorsze, ale "weście się..." pisze się "weźcie się..."

P.S.
Czekam na odpowiedź.
fantasja dnia 05.12.2007 00:05 Ocena: Świetne!
Nie traktuj wszystkiego tak poważnie i czarno, skoro wiesz jak wygląda złe opowiadanie nic prostszego jak wystrzegając się błędów napisać dobre, lub co najmniej poprawne.
Na portalach internetowych nie kończy sie pisarstwo
istnieją jeszcze biblioteki, i tak jeśli sądzisz że twoje opowiadania są wystarczająco dobre
wydaj je w formie pisanej....bo ja jakoś nie wyobrażam sobie swoich tekstów w takim wydaniu.
Czyli mogę przyrównać się do osoby w miarę normalnej, dysponującej sporą dozą samokrytycyzmu, co w konsekwencji upoważnia mnie do wyrażania surowych opinii o tekstach zamieszczanych na "PP"
Zakładam przy tym iż surowy komentarz zmobilizuje autorów do bardziej twórczo wytężonej pracy. Zakładam również że surowa ocena nie zniechęci nikogo z tu obecnych do zamieszczania swoich prac. Życzę przy tym wytrwałości i wielu sukcesów.

P.S. Co do wyrażenia "weście się..." to tylko taki nic nie znaczący żargon.
valdens dnia 05.12.2007 01:05 Ocena: Świetne!
Widzę, że usunęłaś swoją jedynkę, więc ja usuwam swoją szóstkę i wszystko wraca do normalności :)

Więc wysyłasz mnie do biblioteki hmm no myślałem, że będzie trochę łatwiej. Szkoda.
A jeśli chodzi o to, czy ja myślę, że moje opowiadania są dość dobre, żeby je oprawić w papierowe okładki, to nie mnie to oceniać. Nie jestem obiektywny, ale pewien pan z wydawnictwa interesuje się moją "Spiralą Czasów". Podobno znalazł ją na PP i tu obserwuje kolejne rozdziały :p
W to czy ona rzeczywiście zostanie wydana nie wierzę i nie uwierzę dopóki tej książki nie dostanę do rąk własnych.
Na razie to strefa marzeń.
gabstone dnia 05.12.2007 14:31 Ocena: Świetne!
W sumie to nie wiem jak zacząć, bo kolejny raz mnie zaskoczyłeś.Po przeczytaniu w "w taką ciszę.." pomyślałam, że to dziwne, ze facet tak ładnie(fuj,nie cierpię słowa ładnie), pisze o uczuciach.Ale teraz to mnie położyłeś kompletnie. Tekst świetny,nie przesadzony,czytelny.No i temat...Valdens, ja nie wiem skąd Ci się to bierze, skąd to wszystko wiesz, ale myślę że rozumiesz trochę więcej niż inni:) pozdrawiam.A wiezryć trzeba, to tak a propos Spirali;)
Usunięty dnia 05.12.2007 19:31 Ocena: Słabe
No, to teraz mnie Pan Valdens chyba znienawidzi. Mi się to opowiadanie ani trochę nie podobało i nie martw się, wszystko szybko (albo może i nie szybko) wymienię.
Zacznę od drobnych błędów, to znaczy ortograficznych interpunkcyjnych. Nie ma ich dużo, ale niektóre rzucają się w oczy: "dookoła"- powinno być "dokoła" (tj. ortograficzny), "Jestem nieuniknionym Tomaszu"- powinno "Jestem nieuniknionym, Tomasz" lub "Widzę, że się dogadamy Tomku"- "Widzę, że się dogadamy, Tomku." Te drobnostki nie są istotne i to nie one zaważają na moją ocenę tego "dzieła". Więc sprawdźmy, co dalej.
"Teraz był tak martwy, jak wszystko dookoła."- no, cóż za piorunujące porównanie. Można być inaczej niż inne istoty martwym? Jest się martwym, albo nie jest. Nie ma rodzajów martwoty.
"Odkaszlnął i ustawił ostrość."- nie rozumiem. Pokrętła przy głowie?
Następna sprawa: narrator. Na samiuśkim początku wszechwiedzący: "Takie zakupy robił średnio raz w tygodniu", a w innym miejscu: "Było prawdopodobnie coś przed północą, choć równie dobrze mogła być dwudziesta druga". Świadczy to o pewnej niekonsekwencji. Tutaj tak, a chwilę później inaczej?
Teraz skupię się, że tak powiem, na treści. Nie wiem do końca, jakie były zamierzenia autora, ale wydaje mi się, że to nie miała być taka luźna, prosta historia o lekkim zabarwieniu moralizatorskim, lecz coś bardziej ambitnego i poważnego (jeśli się mylę, proszę przejść do następnego akapitu). Tutaj takie fragmenty jak o tych za małych cyckach, czy ozdobach śmierci, robią z tego taką "opowiastkę" dla gimnazjalistów.
"Musiałeś pokochać naprawdę. Tylko taka miłość jest przepustką."- kicz nad kicze! Prawdziwa miłość jest przepustką do nieba. To zdanie można różnie interpretować, ale jakby tego nie zrobić, to puenta banalna i ckliwa i przeznaczona do zagrania przez Meg Ryan w jednej ze swoich romantycznych komedii (oczywiście, dla autora może to być komplement).
Jeszcze jedno. Co to jest "O_o"?

To coś powyżej to jest moje zdanie na temat "tego czegoś". Oczywiście, możne się z nim nie zgadzać. Chciałbym jeszcze jedno rzec (napisać) jakby uprzedzając odpowiedź autora, bo jej sens może być taki, że jego celem było stworzenie luźnej na wpół śmiesznej i na wpół poważnej opowiastki poruszającej temat złej strony cywilizacji, ludzi (być może nieświadomie) zmierzających do samounicestwienia, miłości (która musi być prawdziwa- żeby trafić do raju) oraz pokazującej zupełnie inny niż ten wszystkim znany stereotypowy wizerunek nieba, śmierci itd. Oczywiście, można tak powiedzieć. Jednak nawet gdyby tak było, to biorąc na to poprawkę, nie oceniałbym tego dużo wyżej. Pochwaliłbym chęci i odwagę, ale wykonanie to tragedia. Autor nie pokazuje w tekście nic nadzwyczajnego, żadnego kunsztu. Gdybym się nawet bardzo starał, nie znalazłbym dużo rzeczy, które możnaby pochwalić, a już na pewno nie byłyby to "ładnie opisywane uczucia". Muszę się także zgodzić z fantasją. Nie wiem, jakie miała komentarze wcześniej i nie wiem czy miała rację, ale w tym wypadku się z nią zgadzam.

Cóż, teraz trochę złośliwie, a mnie merytorycznie. Całe to Twoje "cudo" mogłeś jeszcze bardziej skrócić zostawiając tylko jedno z ostatnich zdań: "Żaden wierszokleta przez całe trzy millenia nie opisał tego, jak należy, więc ja - marny gryzipiórek, nie będę nawet próbował. I na tym zakończę."
Caroline dnia 05.12.2007 19:31 Ocena: Świetne!
Ja podzielam całkowicie zdanie Kabuki. To z tym rajem też. Więc nie bede powtarzała komentów :)

Tekst świetny! Taka też ocena :)
Pozdrówka i choć mówi się ze nadzieja matką głupich lepiej jest mieć ta nadzieje i w coś wierzyć niż nie mieć nic w co wierzyć byśmy mogli Valdens :) Mam nadzieje ze niedługo poczujesz w dłoniach dotyk ksiażki pt.: Spirala Czasów :):yes:
Caroline dnia 05.12.2007 19:37 Ocena: Świetne!
Ok z sanepitem moge sie zgodzić ale tylko w jednym, ze moznaby było zakończyć na słowach "Żaden wierszokleta przez całe trzy millenia nie opisał tego, jak należy, więc ja - marny gryzipiórek, nie będę nawet próbował. I na tym zakończę."
Ale autor pisał dalej, i choć to troche nie pasowało to poprzedniego tekstu to i tak było ok. Ja sobie inaczej wyobrażałam raj (tak samo jak Kabuki) ale wg mnie mimo wszystko jest dobrze :)
valdens dnia 06.12.2007 01:11 Ocena: Świetne!
No, to teraz Panie Sanepit, powiem Panu, że do nienawiści niełatwo mnie skłonić, nawet jak się mocno próbuje. Tobie nie udało się mnie nawet zmartwić. Ba, rozbawiło mnie to nawet :)
Ale skoro proponujesz "złośliwie, a mnie merytorycznie", to tak będzie.


Komentarz do komentarza Sanepita. Jedziemy.

""dookoła"- powinno być "dokoła"" - jeśli masz na myśli (przykładowe) opowiadanie, gdzie jest scena, w której wiejski DJ zaprasza dziewczyny "dokoła", to ok. Ale pod, dodatkowymi, warunkami: 1. że będzie to stylizowane 2. że będzie to dosłowna wypowiedź tego DJ-a do mikrofonu.
Mi jednak chodziło wyraz: "dookoła" - synonimy: naokoło, wokół.

""Jestem nieuniknionym Tomaszu"- powinno "Jestem nieuniknionym, Tomasz" lub "Widzę, że się dogadamy Tomku"- "Widzę, że się dogadamy, Tomku."" - kolejne nieporozumienie. No, chyba, że znów mówi to ten wiejski DJ. Z przecinkiem się zgodzę.

""Teraz był tak martwy, jak wszystko dookoła."- no, cóż za piorunujące porównanie. Można być inaczej niż inne istoty martwym? Jest się martwym, albo nie jest. Nie ma rodzajów martwoty." - nie wiem, czy zauważyłeś, ale świat po Armagedonie, wyglądał nieco inaczej, niż dziś za oknem dyskoteki. Poza tym pies był ostatnim żywym psem, ale chwilę później dołączył do otoczenia - czyli stał się martwy, jak świat DOOKOŁA.

""Odkaszlnął i ustawił ostrość." - nie rozumiem. Pokrętła przy głowie?" - wymyśliłeś "pokrętła przy głowie", więc masz poczucie humoru i wyobraźnię. Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego nie rozumiesz.

"Następna sprawa: narrator. Na samiuśkim początku wszechwiedzący: "Takie zakupy robił średnio raz w tygodniu", a w innym miejscu: "Było prawdopodobnie coś przed północą, choć równie dobrze mogła być dwudziesta druga". Świadczy to o pewnej niekonsekwencji. Tutaj tak, a chwilę później inaczej?" - pełna konsekwencja. "ŚREDNIO raz w tygodniu" jest tak samo nieprecyzyjne, jak "prawdopodobnie coś przed północą...". Narrator jest niezmiennie MAŁOwiedzący.

"Teraz skupię się, że tak powiem, na treści. Nie wiem do końca, jakie były zamierzenia autora, ale wydaje mi się, że to nie miała być taka luźna, prosta historia o lekkim zabarwieniu moralizatorskim..." - miał być to eksperyment, polegający na połączeniu thillera z przymrużeniem oka (stąd np. ta kosa) i dodatkowymi elementami religijnymi, także z humorem, bez katolickiego patosu i sztucznej bojaźni bożej. Wiem, że Bóg ma niezłe poczucie humoru, inaczej nie stworzyłby, na przykład, buldogów francuskich ;)

"puenta banalna i ckliwa i przeznaczona do zagrania przez Meg Ryan w jednej ze swoich romantycznych komedii (oczywiście, dla autora może to być komplement)" - jakoś nie przypominam sobie żadnego filmu z tą aktorką. Nie mogę sobie nawet przypomnieć jej twarzy. Najwidoczniej nic do niej nie mam i mogę przyjąć ten komplement.

"wykonanie to tragedia. Autor nie pokazuje w tekście nic nadzwyczajnego, żadnego kunsztu" - zanim napisałem ten komentarz, postanowiłem sprawdzić, co i jak Ty piszesz, żeby ocenić, czy potraktować Twoją krytykę poważnie, czy olać. Stwierdziłem, że Ty jesteś poetą, może i nawet niezłym, nie zagłębiałem się zbytnio, ale piszesz (a pewnie i czytasz) wyłącznie wiersze, więc do komentowania prozy jesteś po prostu NIEKOMPETENTNY, co zresztą tu dobitnie udowodniłeś. O_o
valdens dnia 06.12.2007 01:19 Ocena: Świetne!
Do Caroline: wydaje mi się i nam nadzieję, że nie zrozumiałaś, co miał na myśli Sanepit z tym zdaniem: "...więc ja - marny gryzipiórek, nie będę nawet próbował.", bo chodziło mu już nawet nie o to, żeby skrytykować opowiadanie, ale o to, żeby mnie, jako osobę obrazić.
Pozdro Caroline i dzięki za przeczytanie i komiki :)
gabstone dnia 06.12.2007 14:15 Ocena: Świetne!
Sanepit a co Ciebie razi w ładnie opisywanych uczuciach?:) ale do rzeczy:wydaje mi się, że nie zrozumiałeś ani jednego zdania z tej powiastki. Szczerze mówiąc, widzę tu nie tyle rzetelny kom, co czystą złośliwośc. Poczytałam sobie Twoje wiersze, komentować nie będę, bo niestety mój komentarz byłby podobny do Twojego.Mnie się wydaje,ze może nie jest to opowiadanie na miarę Nobla, ale przynajmniej niesie ze sobą jakieś przesłanie.Może dla Ciebie wiara jest ckliwa i banalna, ale dla wielu ludzi stanowi jedyne oparcie w tym naszym popapranym świecie.Życzę Ci , żebyś miał okazję się o tym przekonać. Pozdrawiam
milla dnia 06.12.2007 18:49 Ocena: Bardzo dobre
Valdens, to chyba najlepsze Twoje opowiadanie. Szczególnie przypadła mi do gustu pierwsza część i za nią bez namysłu wystawiłabym "6". Świetny pomysł, zrealizowany tak, że łyka się go jednym tchem. Bez jakichś specjalnych potknięć językowych. BArdzo, bardzo mi sie podobało. Druga czesc trochę mniej. W sumie mocna piątka.
Fantasja, przeraża mnie to, co napisałaś. Miernota? A ja myślę, że nie świeci garnki lepią. Z resztą nie każdemu uznaneny autorowi od razu udawało się wydać swoje dzieła. Zazwyczaj wydaje się albo to, na co jest popyt, albo coś maks kontowersyjnego lub popieprzonego. Takie są prawa rynku. I to nie oznacza, że wszystko inne jest do d...
LUdzie, starajcie się i nie zważajcie na pesymizm fantasji.
POzdrawiam. Bez sztucznego usmiechu.
Usunięty dnia 06.12.2007 21:25 Ocena: Słabe
Szykuje się polemika? He, he!

Do Pana (jak już się tak, na pół złośliwie, tytułujemy) Valdensa. To by musiało brzmieć tym razem tak: komentarz do komentarza Valdensa do komentarza Sanepita. Jedziemy.
Najpierw na znak, ekhm, poświadczenia, że jestem zdolny do ustępstw na rzecz argumentów moich oponentów i w przypadkach, kiedy popełniłem ewidentną gafę.
1) "dookoła"- zgadzam się z Tobą, przekonałeś mnie. To była ta ewidentna gafa.
2) "Jestem nieuniknionym Tomaszu"- absolutnie chodziło mi tylko o przecinek.
3) "Odkaszlnął i ustawił ostrość."- no, rozumiem, że to zamierzone w całkowicie przemyślane.
4) "Teraz był tak martwy, jak wszystko DOOKOŁA."- czyli porównanie w innym kontekście niż ja myślałem. Jednak, czy nie lepiej by brzmiało: "Teraz był tak samo martwy, jak wszystko DOOKOŁA."? No, chyba, że to także był zamierzony zabieg.

A teraz spróbuję Pana znowu rozbawić:
5) narrator: "Toffi był bardzo pociesznym, pełnym życia i nadzwyczaj inteligentnym zwierzakiem. Spoglądał swojemu panu zawsze głęboko w oczy, słuchał i zdawał się rozumieć każde słowo."- to nie świadczy o wszechwiedzy narratora?
6) "puenta banalna i ckliwa..."- zapewniam, że to nie miał być komplement. Chyba, że ten utwór był kierowany do tej samej grupy odbiorców co komedie romantyczne z Meg Ryan (zapraszam do obejrzenia jej filmów).

Wniosek: w komentarzu do komentarza napisałeś, że "miał być to eksperyment, polegający na połączeniu thillera z przymrużeniem oka". Napiszę tak, oprócz tego "eksperymentu" nie ma w tej opowiastce nic godnego uwagi. Żadnych nadzwyczajnych opisów, żadnych nadzwyczajnych dialogów... O, przepraszam, wreszcie zrozumiałem. Przecież właśnie ta prostota była Twoim celem. To miał taki żart być. Napisz, jeśli się mylę.

PS: czy to, jak ktoś pisze świadczy o rzeczowości lub nierzeczowości komentarzy? Dziękuję za komplement ("...Ty jesteś poetą, może i nawet niezłym,...";), ale gdybym pisał tragedie zwalniałoby to Ciebie od potraktowania poważnie mojego komentarza? Druga rzecz, czy to, że piszę i czytam wyłącznie wiersze (skąd to Szanowny Pan ma takie informacje?) przesądza o mojej NIEKOMPETENCJI?

Do Gabstone: zapraszam do ponownego przeczytania mojego komentarza (a propos opisywania uczuć i banalnej/ckliwej wiary) i komentowania moich "wierszy". Droga Gabstone, nie wszystko, co "niesie ze sobą jakieś przesłanie" jest dobre.
valdens dnia 07.12.2007 08:29 Ocena: Świetne!
"Szykuje się polemika? He, he!" - Sanepit, sorry, ale nie wiem, czy jest sens. Napisałeś kilka stron A4 komentarzy, a dzięki nim wstawię jedynie dwa przecinki i jeden wyraz.
Mówię o słowie "samo" w zdaniu "Teraz był tak martwy, jak wszystko dookoła."
Może rzeczywiście będzie lepiej: "Teraz był tak samo martwy, jak wszystko dookoła."

"Przecież właśnie ta prostota była Twoim celem....Napisz, jeśli się mylę." - tak, starałem się pisać prosto i zrozumiale. Ale Sanepit, uwierz mi, że pomimo tej "prostoty" wiele osób nie rozumie. Wszystkie znaki na niebie, na ziemi i na tej stronie mi mówią, że Ty do tej grupy też należysz.

"Druga rzecz, czy to, że piszę i czytam wyłącznie wiersze (skąd to Szanowny Pan ma takie informacje?) przesądza o mojej NIEKOMPETENCJI?" - Panie Sanepicie, już tak mam, że jeśli chcę się czegoś nauczyć, a w tym przypadku chodzi o pisanie prozy, to wolę słuchać dobrego pisarza powieści, a zdanie poety mnie mniej interesuje. Tak już mam i nie zmienię tego, bo myślę, że dobrze kombinuję.
W związku z tym z Tobą rozmowę zakończę i zapytam o coś kogoś, kogo zdanie cenię.

Milla, czy mogłabyś zasugerować, co można by zmienić w tej drugiej części?
Wychodzi na to, że ona rzeczywiście jest słabsza. Wiele osób tak mówi, więc trzeba coś z tym zrobić.
Liczę na pomoc :)
milla dnia 07.12.2007 09:35 Ocena: Bardzo dobre
Hmm. Nie chodzi tu o warsztat. PO prostu ta druga część wydaje mi się trochę naciagana, jakby pisana na siłę. To tak, jak z dokrętkami do filmów, które odniosły sukces. Pierwszą część przeczytałam po prostu jednym tchem, bez cienia nudy. I jak zła byłam, że musiałam sobie w połowie przerwać:). Szalenie zaintrygowałeś mnie pomysłem, no i wogóle cała scena z Mors w pierwszej części jest mnia, mnia. Ta druga, też dobrze napisana, ale już nie cyztałąm z takim zainteresowaniem. Wydała mi się trochę śmieszna, nieprawdopodobna (podczas gdy w pierwszą część normalnie uwierzyłam:). Serio.) POnadto w pierwszą część po prostu weszłam, a w drugiej byłam obok.
TYle mojego zdania; trudno sprecyzować, co tam mniej klei. Jak coś mi zaświta, to jeszcze dopiszę.
No i moja rada. Zostaw to opowiadanie tymczasem, nie przerabiaj nic. Za jakiś czas na pewno Cię oświeci. ALbo pomoże któyś z portalowiczów.
POzdrawiam
valdens dnia 07.12.2007 12:06 Ocena: Świetne!
"trochę naciagana, jakby pisana na siłę" - milla, coś w tym jest, a powody, że tak się tą drugą część odbiera są dwa (bynajmniej mi w tym momencie 2 przychodzą do głowy).
Z tym opo było tak, że pomysł pojawił się ni stąd ni zowąd o 4 w nocy(a może to już dzień. nigdy tego nie wiem ;P ), no i jak wtedy zaczynałem to pisać, to wszystko miało się zakończyć na tym, jak Śmierć mówi do niego, że teraz już jest gotowy. No i miało być git. ALE parę godzin później pomyślałem, że "o co autorowi chodziło" może nie skumać nikt. Nie chcę tu , broń Boże, sugerować, że Wy za mało inteligentni, ale sam miałem już tu z liną_91, czy z innymi opowiadaniami poważne zonki. Często jest tak, że autor uważa, że to co chciał przekazać jest banalnie proste, ale tak nie jest. Jasne to jest wówczas tylko tylko dla autora :)
No i z tą myślą, że nie ma to być wiersz (czy coś), który można dowolnie interpretować, postanowiłem napisać tę drugą część.

Inna sprawa, że całość pisałem od tej 4 w nocy do 2 w nocy prawie non stop, więc pod koniec byłem prawie nieprzytomny hehe (LRR o tym wie). Może właśnie stąd ten efekt "obok", że ja też byłem "obok" :p
Mniejsza z tym milla, coś się wymyśli :)
Dzięki.
gabstone dnia 07.12.2007 13:13 Ocena: Świetne!
Szanowny Panie Sanepit-ku:). Wydaje mi się, że kompletnie nie zrozumiałeś tego, co chciałam powiedzieć. Dla mnie przekaz tego opowiadania jest czytelny, jasny i prosty. Myślę, że Valdens pokazał tu czym jest samotność. Tak wielka i przerażająca, że jedynym wyjściem wydaje się być śmierć. Tylko, że to nie takie proste. Ile musi wycierpieć bohater, żeby na nią zasłużyć? Ale równocześnie podaje Ci "lekarstwo" na to, by tak nie żyć. To właśnie miłość jest tym lekarstwem."Nowe przykazanie daję Wam, byście się wzajemnie miłowali" powiedział Jezus, i jest to najważniejsze przykazanie Ewangelii. To nie jest prosty tekścik, który nic nowego nie wnosi.Może żle rozumiem zamysł autora, jeżeli tak, to niech mnie poprawi. A co do komentowania Twoich , jak to ująłeś"wierszy", to zaniecham. Jest na tym portalu parę "perełek" i te z przyjemnością skomentuję.
Usunięty dnia 07.12.2007 18:55 Ocena: Słabe
Krótko, chcąc zakończyć i bez niepotrzebnych złośliwości.

Nie chodzi o rozumienie a o formę, która w mojej opinii jest kiepska. Ta "prostota" dotyczyła właśnie stylu. Uważam, że sam dobry pomysł, to jeszcze nie wszystko.

Pozdrawiam!
valdens dnia 07.12.2007 19:38 Ocena: Świetne!
"Myślę, że Valdens pokazał tu czym jest samotność. Tak wielka i przerażająca, że jedynym wyjściem wydaje się być śmierć..." itd - zgadza się, gabstone. Mniej więcej taki przekaz miała mieć pierwsza część, chociaż nie tylko to chciałem powiedzieć, bo i o upadku społeczeństwa miało być, który doprowadził do Armagedonu...
To miało jasno wynikać z dialogu z Mors.

Nie to jednak miało być najważniejsze. Główną myślą całego opowiadania miało być to, że Bóg zawsze wie, co robi. Nawet jak odbiera nam bliskich. Że wszystko, co robi ma sens, choć my tego nie jesteśmy w stanie zrozumieć za życia. To przesłanie było ważniejsze i do tego potrzebna mi była ta druga część. Szkoda, że się nie udała.
Usunięty dnia 10.12.2007 01:01 Ocena: Świetne!
witam, jako, ze jestem tu nowa i swieza, nie bede sie bawila w wielkie madrzenie sie i zlosliwostki. Jedno zdanko tylko do Sanepita - mysle, ze "jestem nieuniknionym, Tomasz" brzmi gorzej i jakos mniej naturalnie, niz "Jestem nieuniknionym, Tomaszu". ;) taka mala uszczypliwosc.

Orty mozna zawsze poprawic, mozna popracowac nad interpunkja. Tresc jest dobra, pomysl swietny, zakonczenie optymistyczne. Jakos nie mialam problemu z odnalezieniem sie w czasie czy przestrzeni opowiadania, bylo jasne, ciekawe i zajmujace.

Valdens, kolejny raz nie zawiodles mnie :))))
amavel dnia 10.12.2007 23:02 Ocena: Świetne!
Hmm ciekawe, ciekawe :) Beata z Żukowa haha;P Sporo humoru, opowiadanie lekko się czyta i motyw miłości podoba mi się :)
bury_wilk dnia 11.12.2007 08:13 Ocena: Dobre
Jejku, jakaż wymiana zdań pod tekstem :0 Ja też tak chcę u siebie...

A tak poważnie, to tekst na łopatki mnie nie położył, ale uważam, że wcle nie jest taki zły, jak by to niektórzy chcieli widzieć. (tak nie na temat, Fantasjo, jeśli to przeczytasz, to mam osobistą prośbę, pisz konkretniej, co Ci nie leży, a nie nie, bo nie...). Podobałą mi się śmierć, w obu odsłonach, podobał mi się opis miasta i zakupów, podobałą mi się wizja gościa, który został sam jeden i siedzi sobie w domu zapijając whiskaczem, podoba mi sie, jak ten koleś sam się oszukiwał w kwestii uczuć do rodziny. Na plus też lekkość czytania, bo choć rozkładając na czynniki pierwsze, to stylu można się czepiać, to jednak połknąłem całość błyskawicznie. Mieszane uczucia mam do Jozue i do wizji raju, pół na tak, pół na nie mam też stosunek do dialogów. Nie podobało mi sie zupełnie zakończenie. Jest banalne, co razi zwłaszcza w porównaniu do pomysłowej reszty. Wcale nie wytłumaczyłeś przy tym, dlaczego Tomek został ostatni. Morał pasuje do tysięcy innych ludzi, przeżycie tragedii też, podobnie jak nieszczere uczucia.
A, jeszcze jedna niekonsekwencja.Jak śmierć stoi pod drzwiami to na pytanie, czy jeszcze ktoś żyje odpowiada "oczywiście", a chwilę później już zmienia front.

Nie pasuje to oczywiście do Twojej koncepcji, ale mnie strasznie zaintrygowało, co by było, gdyby na pytanie śmierci, czy ma sobie pójść Tomek odpowiedział "Tak, wy***alaj" ...

"Gdańsk zakryły opady..." - do bani; wiem, o jakie opady Ci chodzi, ale to brzmi strasznie nienaturalnie i koślawo. Na dodatek mimo wszystko w pierwszej kolejności kojarzy się z deszczem, który raczej ze swej natury nie zakrywa.
"...co przyśpieszyło wstawanie zdecydowanie." - niby nic złego, ale źle brzmi, tym bardziej, że wyszła głupia rymowanka.
"...kiedy po sylwestrze (...), kiedy obudził się..." - powtórzenie. To drugie "kiedy" bym wywalił.
Pozdrawiam
valdens dnia 11.12.2007 13:03 Ocena: Świetne!
No proszę. Okazuje się, że można napisać komentarz rozsądnej długości, który przy okazji mi więcej daje niż elaboraty kilkustronicowe :p

"Gdańsk zakryły opady..." - będzie zmienione. Faktycznie może kojarzyć się z deszczem, a tak nie ma być.
""...co przyśpieszyło wstawanie zdecydowanie." - w sumie 2 cz. miała być weselsza od pierwszej, no ale wtedy konsekwentnie powinno się chyba pojawić więcej takich "głupich rymowanek". Chyba masz rację, że trzeba to zmienić. Oczywiście nie dodając nowych "rymowanek" ;)
""...kiedy po sylwestrze (...), kiedy obudził się..." - jasne. Będzie kropka i nowe zdanie.

W sumie znalazłeś trzy "techniczne" błędy w dość długim tekście. Myślę, że sam znalazłbym w nim ich więcej, gdybym widział to opo pierwszy raz na oczy, więc nie jest źle. No chyba, że nie byłeś zbyt drobiazgowy.
Trochę bardziej mnie martwi to, że jesteś kolejną osobą, która ma zastrzeżenia do drugiej części, więc albo ją poważnie zmienię, albo wytnę zupełnie (ctrl+x) i trochę rozbuduję końcówkę pierwszej.
Się pomyśli.

"...ale mnie strasznie zaintrygowało, co by było, gdyby na pytanie śmierci, czy ma sobie pójść Tomek odpowiedział "Tak, wy***alaj" ..." - hahaha faktycznie byłby to niezły motyw.
Niestety nie mogłem tak zrobić, bo historia musiałaby w tenczas przybrać zupełnie inny obrót.
Pewnie wtedy Śmierć weszłaby oknem balkonowym i po krótkiej rozmowie Tomasz zarąbałby ją kosą :p
Pozdrawiam.
bury_wilk dnia 11.12.2007 13:11 Ocena: Dobre
E, nieee, ona by sobie grzecznie poszła i już nie wróciła :D

Co do drugiej części, to według mnie lepiej ją poprawić, niż wyciąć...
valdens dnia 24.12.2007 18:12 Ocena: Świetne!
Chciałem się pochwalić, że dostałem od Mikołaja piżamkę i wodę po goleniu :) a tutaj patrzę, że jakiś Mikołaj mi wysypał właśnie dwie dodatkowe jedynki z worka :(
Nie wierzę, że zrobił to bury, bo dziś nie 11 grudzień ;)
Oj, ludzie, czy Wam przypadkiem nie odbiło z tym konkursem?
milla dnia 25.12.2007 08:49 Ocena: Bardzo dobre
Najwyraźniej byłeś zagrożeniem...
kasia123258 dnia 25.12.2007 23:29 Ocena: Świetne!
Sądzę że Autor tego opowiadania nie tylko ukazał to co najważniejsze ale również jego zdolność do pisania , od lat czytam opowiadania Twojego autorstwa i nigdy się nie zawiodłam . Są ciekawe , język zrozumiały dla czytelnika , dlatego daje najwyższą ocenkę . Bardzo mi się podoba ... Pozdrawiam :* :-)
valdens dnia 26.12.2007 12:00 Ocena: Świetne!
Heh, oj troszkę przesadziłaś, kobitko, z tymi "latami" :)
Jeszcze dwa lata temu pisywałem wyłącznie esemesy. Nom, ale te (muszę się pochwalić) pisałem całkiem dobrze, bo nawet w nocy jadąc autem :)
Tak, czy inaczej bardzo się cieszę, że się podobało. Dziękuję :*
solaris dnia 26.12.2007 17:47 Ocena: Świetne!
fajowe ;D
lina_91 dnia 26.12.2007 17:52 Ocena: Bardzo dobre
Ja tam właśnie nie wiem, co to za diabeł wrzuca jedyneczki... :(
bury_wilk dnia 28.12.2007 12:52 Ocena: Dobre
Wrzuca, to wrzuca, ale mógłby napisać dlaczego...
Valdens, słusznie nie wierzysz, że to ja :)
valdens dnia 03.01.2008 23:52 Ocena: Świetne!
szlag! dwie nowe, anonimowe jedynki!? sorry, ale już mnie wkuurwiacie!
milla dnia 04.01.2008 09:09 Ocena: Bardzo dobre
Valdens. Na pewno oceny bez pokrycia w komciu nie będą brane pod uwagę. Ale rację Ci przyznaję. To jest w...jące. MOje "Meritum..." tez się nie uchroniło:)
Vanillivi dnia 05.01.2008 00:09 Ocena: Słabe
Opowiadanie niestety nie przypadło mi do gustu. To znaczy, jakieś wybitnie marne nie jest, ale na pewno też nie jest dobre. Tematyka niezbyt oryginalna, wiele juz było lepszych lub gorszych opowiadań na ten temat, Twoje nie wyróżnia się tutaj niczym specjalnym. Akcja mnie nie zaskoczyła, przeczytałam bez większego zainteresowania, ledwo dobrnęłam do końca. Momentami było to strasznie ckliwe i wręcz kiczowate (szczególnie to ostatnie zdanie wywołało takie efekt). Na następny raz odradzałabym takie nachalne moralizatorstwo. Styl był dosyć poprawny mimo drobnych niedociągnięć, ale równiez nie rzucił mnie na kolana.
Pozdrawiam.
Tyler Durden dnia 10.01.2008 13:46 Ocena: Dobre
Nie czytałem wcześniejszych komentarzy, opowiadania też nie czytałem w trakcie konkursu. Innych jeszcze nie czytałem, więc nie porównam. Zaczęło się ciekawie, zaskoczony byłem, gdy na plan weszła śmierć. Później to już całkiem fantazja i trochę religii, a ja osobiście za tym nie przepadam w takim wydaniu. Ale przebrnąłem z zaciekawieniem i szybko. Rozczarowany kompletnie jestem natomiast końcówką. Jeśli chodzi o styl, to wydaje mi się, że nie można nic zarzucić. Ocena ode mnie: Dobre. Pozdrawiam!
DamianMorfeusz dnia 11.02.2008 21:24 Ocena: Bardzo dobre
Wiesz co, Valdens? - Najlepsze to są komentarze pod Twoimi opowiadaniami :D
A tak na poważnie - kolejne opowiadanko, które mi się podobało. I również mówię - pierwsza część super, druga naciągana :)
Osobiście nie przepadam za przesłaniami, moralizowaniem, szukaniem jakiejś idei, nauczaniem, czy tłumaczeniem się - a bo chodziło mi o... i chciałem, żeby... Każdy niech wyciągnie z kawałka prozy to, co mu się podoba. Mi w prozie chodzi o ciekawą historię, dobry styl, lekkość czytania, zagłębienie się w inny świat. Czasem zrażą mnie błędy ort i interp (ale często mi umykają, po prostu się na nie nie zwraca uwagi tak bardzo - powtarzam od dawna, że przy wydawaniu prozy przechodzi ona najpierw przez korekty wydawnictw, tam siedzą ludzie od tego i dostają za to pieniądze :), choć oczywiście bez przesady - przed wysłaniem tekstu gdziekolwiek zróbmy z nim porządek sami na tyle, na ile jesteśmy w stanie).
W wielu opowiadaniach czytam początek - i mnie szlag bierze - po co to czytać? co będzie dalej, skoro pierwszy akapit, dwa odrzucają mnie na kilometr? Często autor miło mnie zaskakuje - dalej jest lepiej ;)
A tutaj - akapit, kolejny, ok, jestem, czytam :D
Bardzo dobry za to. I stawiasz piwo za ten drugi fragment ;)
valdens dnia 11.02.2008 21:40 Ocena: Świetne!
Hehe, wiesz piwo ok, ale pod warunkiem, że po nie przyjedziesz :) Tylko bury_wilk wysyła te "narkotyki" pocztą, co mi obiecał i czekam...
Więc jeśli dostanę od burego więcej niż jeden kufel tego specjału własnej produkcji, to wpadaj :) Się podzielę.
Satis-Verborum dnia 20.05.2008 19:41 Ocena: Przeciętne
Czytam te wasze komentarze i czytam... Nie widzę sensu całej tej polemiki. Jeśli chodzi o mnie mam mieszane uczucia. Wylapałam parę gaf ortograficznych i interpunkcyjnych. Co do treści - są fragmenty "perełki" i fragmenty pełne kiczu. Także kolokwialnie mówiąc - średnio.
valdens dnia 20.05.2008 20:06 Ocena: Świetne!
"Polemika bez sensu, mieszane uczucia i średnio" - Pucko, taka jest Twoja wypowiedź tzn. średnio mi przydatna. Właściwie mniej niż średnio.
A jeśli chodzi o wypowiedzi innych ludzi, to dla mnie miały one sens. Ty mogłabyś chociaż pokazać mi te fragmenty "pełne kiczu".
Przecież jesteśmy tu po to żeby sobie pomagać, a nie wrzucać puste wersy, prawda?
Satis-Verborum dnia 20.05.2008 21:21 Ocena: Przeciętne
"Tych, którzy chcieli żyć i mieli dla kogo, zabijał a tego, który wielokrotnie próbował się zabić - katuje bolesnym trwaniem. Za długo trwał już ten koniec świata."


"Było późno i była to godzina ostatnia.


Ostatni człowiek siedział właśnie na fotelu i otwierał drugą flaszkę whisky, kiedy ktoś zapukał do drzwi!"

"- Kurwa! - krzyknął. - O nie! Kurwa!
Piesek leżał pod stołem, na boku, z wywalonym języczkiem i otwartymi oczami. Nie ruszał się już.
Mężczyzna podniósł psiaka z podłogi i łzy, w jednej chwili, stanęły mu w oczach.
Toffi był bardzo pociesznym, pełnym życia i nadzwyczaj inteligentnym zwierzakiem. Spoglądał swojemu panu zawsze głęboko w oczy, słuchał i zdawał się rozumieć każde słowo."

"- Mors - odpowiedziała już w progu.
- Mors? Dziwne imię - stwierdził, cofając się wgłąb przedpokoju.
- To z łaciny, Tomaszu - wyjaśniła i weszła do środka, ciągnąc za sobą po ziemi przedmiot, który chwilę później błysnął nad sufitem, w bladym świetle księżyca padającym z kuchni."

"On - jakiś śniady obcokrajowiec, z falującymi, długimi niemal do ramion włosami. Oczy... lazurowe - zdecydowanie niepasujące do domniemanej narodowości. W sandałach, bawełnianych spodniach i rozpiętej koszuli.
Ona - piękna! Twarz anioła, figura niczego sobie, tylko cycki troszkę za małe."

"Dobrze, mili państwo, bez jaj. O co tu chodzi i gdzie ja, do diaska, jestem!?
- Mam na imię Jozue - przedstawił się mężczyzna i wyciągnął do Tomka rękę. Potwierdziło się przypuszczenie, że obcokrajowiec."


Miało wyjść ciekawie, wyszło jak wyszło. Współczesność pomieszana z biblijną powagą - mnie przyprawia o niesmak w ustach.
Nie będę dalej kopiować, bo mi się nie chce. Powyższe cytaty i tak wiele sugerują, bo nie dość, że kiczowate to z błędami.
Znalazłam nawet słowo takie jak "patrzał"...
Oburza mnie też końcowe "O_o" ...
Aaaa... i nie jestem pewna, czy koniki ćwierkają... (?)
valdens dnia 20.05.2008 21:41 Ocena: Świetne!
Wybacz, ale nie jestem dziś w tak dobrym nastroju, żeby na spokojnie czytać swoje, zupełnie poprawne, zdania i dialogi w cudzysłowach, a potem się domyślać, o co Pani chodzi. Skończymy tę żenadę.
Zwłaszcza, że nie mamy szans się dogadać. Dla mnie współczesność jest równie poważna jak epizody biblijne.
Satis-Verborum dnia 20.05.2008 22:05 Ocena: Przeciętne
Kwestia czytania ze zrozumieniem Panie valdens.
Draculina dnia 21.07.2008 23:41 Ocena: Świetne!
zaskoczył mnie wygląd Jezusa i Moiry w Raju. Poza tym, opowiadanie bardzo wciągające, lekko straszy 2012, ale to dobrze, że wybrałeś akurat tę datę (tą datę?), bo jest dzięki temu bardziej rzeczywiste;) generalnie zostawię 6, ponieważ najbardziej podobały mi się zakupy w supermarkecie... wciąż mam przed oczami Tomka otwierającego puszkę pełną oślizgłych robali. (chociaż taka scena tu nie występuje);)
valdens dnia 21.07.2008 23:57 Ocena: Świetne!
Wiesz Draculina, mnie bardzo interesują te oślizgłe robale.
Tak sobie teraz myślę, że być może właśnie te obrazy, których autor wcale nie namalował, a tylko wskazał palcem, mogą być kluczem do sukcesu. A może nie.
Ale jest o czym myśleć.
Caroline dnia 20.08.2008 20:28 Ocena: Świetne!
Jakoś się złożyło że dopiero po tak długim czasie zajrzałam tu ponownie i zauważyłam odpowiedź do mojego komentarza :) Faktycznie, Valdens, przepraszam. Mój błąd, moja wina i niedopatrzenie.
Oczywiście masz racje, nie miałam na myśli tego co Sanepit, nie chciałam obrazić Twojej osoby. Chodziło mi tylko o to, że po tym zdaniu:
"...więc ja - marny gryzipiórek, nie będę nawet próbował. I na tym zakończę.", można by było naprawdę zakończyć. Ostatni dialog wg mnie jest tu po prostu zbędny :) Niestety nie wytłumaczyłam tego tak jak powinnam dlatego wyszło to nieporozumienie :)
A opowiadanie choć czytałam w grudniu 2007 roku do tej pory pamiętam (może bez wszystkich szczegółów ale to chyba nie jest dziwne;)), co chyba o nim i na pewno o autorze dobrze świadczy ;)
Również pozdrawiam Valdensie :)
PS.
Wypowiedzenie przez Tomka słów "Tak, wy***alaj" do Śmierci byłoby naprawdę śmieszne :D I jak zaskakująco mogłaby się zakończyć historia :D czyż nie? ;)
pani jeziora dnia 25.09.2008 18:51 Ocena: Bardzo dobre
bdb

zaciekawiło mnie na tyle, ze oderwałam sie od rosyjskiego ;)
to akurat duuuuży komplement ;)

< ^_^ >
valdens dnia 25.09.2008 19:40 Ocena: Świetne!
Tak. Oba ostatnie komentarze bardzo mnie cieszą. Jakoś przeoczyłem ten Caroliny i dopiero teraz widzę. Wielkie dzięx :p
marlip dnia 02.11.2008 22:39 Ocena: Świetne!
Dla mnie bomba. Uważam, że treść którą proponujesz warta jest uwagi. Może potrzeba coś zmienić, są momenty kiedy trochę się dłuży, ale ja ocenię na celująco. Bardzo podoba mi się sposób w jaki przedstawiłeś naszą siostrę Mors. Sam coś próbuję, ale jeszcze długa droga przede mną. Pozdrawiam. :smilewinkgrin:
valdens dnia 03.11.2008 12:44 Ocena: Świetne!
Dziękuję :yes: Pewnie masz rację, że są tu momenty, które warto by było zmienić, ale ja w każdym swoim opowiadaniu takie momenty widzę i mógłbym je poprawiać bez końca, a gdzie wtedy czas na pisanie nowych? :D
ginger dnia 03.11.2008 13:37 Ocena: Bardzo dobre
Przyszłam tu, żeby sobie przerwę w bajkach zrobić. Komentarze powalające momentami. Nieźle się ubawiłam ;)
Tekst. Powtórzę, że pierwsza część bardziej mi do gustu przypadła. Drugą chciałeś wyjaśnić, a ja i tak nie rozumiem, dlaczego to Tomka sobie na koniec zostawili. Ja wiem, "jak podrosnę, to zrozumiem"...
Przecinków tropienie sobie odpuściłam, chociaż lubię to robić. Może kiedyś mi za to będą płacili...? ;)
Wizja raju mi się podoba - ja swojej jeszcze szukam, ale nie wątpię w poczucie humoru Pana Boga.
valdens dnia 03.11.2008 14:04 Ocena: Świetne!
Cytat:
ja i tak nie rozumiem, dlaczego to Tomka sobie na koniec zostawili.


gingeru, wyjaśnie Ci to prościej - ktoś musiał być ostatni. :D A dlaczegóż by nie ten łotrzyk Tomek? Toć się nadawał jak każdy inny. :p
ginger dnia 03.11.2008 14:13 Ocena: Bardzo dobre
Czyli że to mógł być ktokolwiek. I po prostu on miał pecha (albo szczęście - zależy, z której strony spojrzeć) i mu się przytrafiło bycie ostatnim...? Hmpf... No w sumie ma to jakiś sens...
valdens dnia 03.11.2008 23:39 Ocena: Świetne!
Też tak myślę. :D Nie jest przecież źle, kiedy z głównym bohaterem może utożsamić się prawie każdy.
Izak New Ton dnia 16.11.2008 23:33 Ocena: Świetne!
o rany ale dłuie komentarze:)
To ja dla odmiany super krótko
"WOW"
The and:)
P.S.
Jeszcze jestem pod wrażeniem:D
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marian
09/08/2022 20:14
Marku, dziękuję za odwiedziny i konstruktywną krytykę. »
Dobra Cobra
09/08/2022 18:19
Miło jest zawsze porozmawiać o sprawach naistotniejszych.… »
Afrodyta
09/08/2022 15:44
Dziękuję za tak obszerną odpowiedź na mój komentarz. Bardzo… »
Marek Adam Grabowski
09/08/2022 14:58
W sumie to tym razem opowiadanie niezbyt ci wyszło. Zbytnio… »
Yaro
09/08/2022 12:47
Dziękuję.Czy wiesz co nazywa się pośladem? Poślad to słabe… »
Per fumum
09/08/2022 10:36
Zamiast umrzeć woli zawracać sobą głowę ;) Samo życie... »
Per fumum
09/08/2022 05:39
Tak, dziękuję za uwagę. Zapomniałam poprawić na stu,a miałam… »
wolnyduch
08/08/2022 23:26
Lubię przyrodę i wiersze o niej również, w Afryce byłam… »
wolnyduch
08/08/2022 23:16
Cześć Abi Ciekawy wiersz w tematyce wiary, czy to wola… »
wolnyduch
08/08/2022 22:54
Wymowny wiersz, msz pełen emocji, a to najważniejsze, do… »
wolnyduch
08/08/2022 22:44
Witaj ajw No cóż, to fakt, że tak jest, mnie fascynują… »
wolnyduch
08/08/2022 22:38
Jak widać, z dobrym skutkiem, a ja pogadać też czasem lubię,… »
wolnyduch
08/08/2022 22:36
No, to znaczy, że jeszcze zmysł wzroku działa, to dobrze :) »
wolnyduch
08/08/2022 22:33
Witaj ajw To prawda, że inspirujące mnie opowiadanko… »
Dobra Cobra
08/08/2022 16:27
Manipulacja zaletą wszystkich korporacji, firm i rządów… »
ShoutBox
  • Darcon
  • 14/07/2022 20:17
  • Mało osób ma czas na "betowanie", ale możesz przysłać mi na priv opowiadanie, które skasowałaś. Sprawdzę, zasugeruję i uzasadnię półkę, tylko nie od razu. Dwa w jednym, coś jak szampon. ;)
  • Wiktor Orzel
  • 12/07/2022 08:09
  • Nie czytamy wszystkich komentarzy, bo nie mamy na to czasu. Twój akurat mi się rzucił w oczy, to nic osobistego. ;)
  • ApisTaur
  • 01/07/2022 22:13
  • W sezonie ogórkowym, tłok tylko na plażach ;)
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas