Królowa Śniegu fragment 2 - wiewioorka
Proza » Długie Opowiadania » Królowa Śniegu fragment 2
A A A
***

Zima była w tym roku wyjątkowo obrzydliwa i niechlujna. Zamiast w puszystej, iskrzącej bieli, chodniki tonęły w błocie. Mimo wczesnej pory dnia, po ulicy krążyły już podejrzane indywidua. Szumanowa ukradkiem zaglądała w ich ponure, kamienne twarze. W mdłym świetle płonących zapalniczek poznawała mordy swoich sąsiadów : ulicznych bandytów, robotników, pijaków, szaleńców, handlarzy, rajfurów, szulerów i czort wie, kogo jeszcze. Wszyscy jednakowo do siebie podobni; każdy ubrany na czarno, przygarbiony, patrzący spode łba, z nieodłącznym papierosem w zębach. Przystawali pod zdezelowanymi latarniami, dyskutowali, kłócili się, bili, zaczepiali nieletnie prostytutki, znikali w całodobowych lokalach lub się z trudem z nich wytaczali, by w końcu powrócić do swych obskurnych nor i zapaść w nerwowy, bandycki sen.
Lena przystanęła na chwilę przy drzwiach wielkiego szklanego biurowca. (Umieszczenie budynku w tej części miasta po dziś dzień pozostało wielką tajemnicą jego właściciela). W brudnej szybie odbijała się jej blada, zmęczona twarz, podkrążone oczy i krwistoczerwony zarys ust. Bez wątpienia Lena Szumanowa była najpiękniejszą kobietą w mieście. Blask jej wielkich zielonych oczu i sięgające kolan blond loki nikogo nie pozostawiały obojętnym. Szczupła i delikatna, z mocno zaznaczoną talią i obfitym biustem, wielokrotnie zostawała bohaterką brudnych, męskich fantazji. Mimo przemęczenia i ogromu dręczących ją zgryzot, nic nie odbierało blasku jej zjawiskowej urody. Krytycznym wzrokiem omiotła swoje podniszczone futro i kozaki na morderczym, żelaznym obcasie. Resztki dawnego przepychu, którym tak bardzo lubiła się otaczać. Zawsze w futrach, jedwabiach, koronkach, otoczona wonią orientalnych perfum, zawieszona w bolesnym kontraście do biedy w jakiej żyła.
Lena westchnęła ciężko, odwracając się od swojego odbicia. Zrobiła dziarski krok do przodu i...Buch! Żelazny obcas pękł na pół, a królowa ulicy upadła twarzą na beton. Z cichym jękiem podnosiła się powoli, sprawdzając przy tym stan zębów i obtłuczonych żeber. Oba kolana zdarte, rozbity nos i rozcięty łuk brwiowy. Co gorsze, jej futro lepiło się od gęstej, brunatnej substancji, niewiadomego pochodzenia. Wyciągnęła z kieszeni zapałki i jasny płomień oświetlił makabryczny widok.
- O Boże! To przecież krew! - krzyknęła z przerażeniem.
- A co innego ma być? Szampan? - usłyszała za plecami ochrypły baryton. Stało za nią dwóch młodych mężczyzn z łopatami i wiadrem piasku.
- Co tu się stało? - spytała
- A co się, kurwa, miało stać? - mruknął jeden z nich, wymieniając ze swoim towarzyszem porozumiewawczy uśmiech – Skoczył bez okno, rozpierdolił se czaszkę o beton i została mokra plama na chodniku. Chujowo, że pani w to wleciała, ciuchy nadają się teraz na szmelc. Głupia sprawa, bo właśnie mieliśmy to posprzątać.
-Wiedzą panowie kto to był?
- To mógł być każdy – odezwał się drugi – Mało to desperatów w mieście? Wie pani, jak wszyscy żyją. Tutaj ludzie skaczą kilka razy w miesiącu. Ot, taka osobliwość dzielnicy. - zaśmiał się ponuro – Proszę się odsunąć, mamy mało czasu.
Szybko zasypali kłopotliwą kałużę i poszli w swoją stronę. Lena stała tam jeszcze przez chwilę, wpatrzona w otwarte okno na szóstym piętrze szklanego biurowca.
„To tam wyskoczył – myślała – Jeszcze firanka łopoczę na wietrze. Ciekawie kto przysłał tu tych facetów. Bardzo dziwna sprawa. Moje futro...”
Spojrzała jeszcze raz na obraz zniszczenia swego stroju i dwie wielkie łzy spłynęły jej po policzkach.
- Moje biedactwo, co ci się stało? - nagle ktoś przyjacielsko objął ją ramieniem. Po ostrym zapachu taniej wody kolońskiej rozpoznała Szymona Hopfnera, ekscentrycznego dozorcę kamienicy numer 13. Wyglądał dziś wyjątkowo elegancko, w białym smokingu i cylindrze, nonszalancko założonym na bakier. Wyjątkowo, dziś gładko wygolony i wykąpany. - Królowo moja, co robisz na ulicy o tak późnej porze. Nie wiesz, że to cholernie niebezpieczne?
- Nic się nie stało. Złamałam obcas i wylądowałam w czyjejś krwi.
-Rzeczywiście dość nieestetyczne – odparł dozorca, który po 50 latach życia w naszym mieście niczemu się już nie dziwił i nie zadawał zbędnych pytań.
- Przepraszam, ale śpieszę się. Muszę kupić wódkę dla Wołodii.
- W takim razie, nie mogłaś lepiej trafić – Szymon złapał ją za rękę i pociągnął w stronę lśniących drzwi biurowca – Tu na dole otwierają nocny, luksusowy sklep monopolowy i tak się złożyło, że jestem jego kierownikiem.
- Nie wiedziałam, a ma pan odpowiednie kwalifikacje? - spytała, gdy wchodzili do ciemnego korytarza.
- Proszę uważać, zaraz będą schody w dół! Czy ja mam kwalifikacje? - mruknął z urazą – Pewnie królowa uważa, że znam się tylko na gatunkach bimbru wyhodowanego na słonecznych kartofliskach. Nic z tych rzeczy kochana. Pół świata zjeździłem i piłem z takimi ludźmi, takie rzeczy, o których się filozofom nie śniło.
Po krętych, betonowych schodach zeszli do obszernego, ciemnego pomieszczenia.
- Jesteśmy na miejscu, królowo! - powiedział facet w smokingu, przekręcając włącznik prądu.
Lenę oślepiło zimne, błękitne światło tysiąca maleńkich żarówek. Cały sklep był nimi wysadzany, niby drobnymi kamieniami. Czarna, śliska posadzka błyszczała w ich świetle, jak dupa w słońcu. Na wprost drzwi stała ciężka, złocona lada, na której zamontowano prawdziwe cudeńka: srebrne fontanny tryskające kolorowymi alkoholami. Za ladą wisiały rzędy metalowych półek, uginających się pod ciężarem kryształowych karafek i kieliszków. Z czarnych jak smoła ścian, oprócz wspomnianych żarówek, wystawały srebrne kraniki.
Kierownik tego pijackiego przybytku skoczył jak sprężyna i akrobatycznym saltem wleciał za ladę. Cylinder na jego głowie nawet się nie przekrzywił.
- Co sobie życzysz moja królowo? Mamy wszystko.
- Tu jest tak pięknie – szepnęła Lena, wodząc wokół roziskrzonym wzrokiem – Czy to złoto jest prawdziwe?
- Oczywiście, Jerzy Safirniecki nie wstawiłby tutaj jakiegoś szmelcu. Najprawdziwsze złoto i srebro. Niestety właściciel nie dożył otwarcia swojej nowej siedziby. - szepnął grobowym tonem, ocierając rękawem zupełnie suche oczy.
- Jerzy Safirniecki nie żyje? Kiedy to się stało, nic nie wiem.
- Jakby to ci powiedzieć Leno...- Szymon zaczął polerować złoty blat – Masz na sobie jego krew...
- Co??? - kobieta wytrzeszczyła szeroko oczy- Chcesz mi powiedzieć, że to on popełnił samobójstwo?
- Samobójstwo, właśnie, to było samobójstwo – mruknął bez sensu – Nikt nie wie, co go popchnęło do tego tragicznego kroku przez okno. Kupił polmos, wybudował nową siedzibę firmy, w której nawiasem mówiąc się znajdujemy; podobno chciał się powtórnie żenić, a tu taki klops. To się stało najprawdopodobniej o 3 . Tak więc, jako przedstawiciel firmy „Safrix” jestem zobowiązany zadośćuczynić szkodom, jakie pani poniosła. Królowo daj to brudne okrycie wierzchnie, to zaraz je wyczyścimy.
- Ale ja mam na sobie tylko koszulę nocną – odparła Lena, nieco zawstydzona.
- Też mi problem.
Hopfner zabrał zniszczone rzeczy i zniknął w ciemnościach. Bosa Szumanowa w zniszczonej koszuli nocnej została sama. Rozejrzała się uważnie po sklepie i w rogu dostrzegła białą skórzaną kanapę.
„Dziwne. Jestem pewna, że jak weszliśmy jej tu nie było – myślała siadając – Strasznie dziwne miejsce, nie myślałam, że istnieją takie sklepy, a Hopfner w tym białym smokingu wygląda zupełnie jak pomyleniec. Za dużo tych wrażeń jak na jeden wieczór. Więc stary Safirniecki nie żyje, najbogatszy i najbardziej wpływowy człowiek w mieście. Okazuje się, że nawet bogaci mają problemy. Piękne miejsce, ciekawe, czy Wołodia już tu gościł”
- Jestem! - dozorca wyskoczył jak spod ziemi, w szerokim uśmiechu ukazując złoty ząb – Niestety wyczyszczenie trochę potrwa, więc przyniosłem pani zastępcze futerko, nowe buciki i to – rzekł, kładąc na kolanach Leny owalne zwierciadło w mosiężnych ramach – Proszę o nie dbać, długo pani posłuży.
- O jej nie trzeba było – wzbraniała się, zakładając grube, pachnące białe futro – Ale po co mi to lustro?
- Nie będzie się pani musiała przeglądać w sklepowych witrynach – Szymon uśmiechnął się dziwnie.
Szumanowa spojrzała kątem oka w swój nietypowy prezent. Nagle zrobiło jej się gorąco, światła zaczęły palić ją w oczy, a zapach wody kolońskiej Hopfnera stał się nie do wytrzymania. Poczuła, że chce jak najszybciej wrócić do domu.
- Muszę już iść, dzieci mogą się obudzić, a Szewczenko pewnie się już niecierpliwi – powiedziała, zapinając nowe buty – Jeszcze raz za wszystko panu dziękuje, jestem bardzo wdzięczna.
- Służę uprzejmie – dozorca z głębokim ukłonem pocałował ją w rękę
-Do widzenia !
- Zapomniała pani o czymś – podał jej butelkę owiniętą w złoty papier.
- Ile płacę?
- Na koszt firmy, pierwszy klient nie płaci.
- Dziękuje. Do widzenia.
Lena nie wiedziała, w jaki sposób znalazła się znów na ulicy. Weszła w ciemny korytarz i nagle stała już na chodniku. Z pewnością miała na sobie nowe ubranie, pod pachą lustro, a w ręku butelkę wódki. Zegar na rynku wybijał godzinę 5. Ulica była zupełnie pusta, wszyscy jakby zapadli się pod ziemię. Lena galopem, na jaki pozwalały jej wysokie obcasy, pobiegła do domu.
Na wilgotnej klatce schodowej wpadła na zapłakaną, rozhisteryzowaną Ludwikę Wężyk.
- Lena ! - krzyknęła Lu, wbijając w Szumanową obłąkańczy wzrok – Lena! Wiktor nie żyje!!!
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
wiewioorka · dnia 01.02.2010 07:51 · Czytań: 1434 · Średnia ocena: 3,57 · Komentarzy: 14
Komentarze
Elwira dnia 01.02.2010 14:04 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Mimo wczesnej pory dnia


dnia - zbędne

Cytat:
mordy swoich sąsiadów


swoich - zbędne

Cytat:
otaczać. Zawsze w futrach, jedwabiach, koronkach, otoczona

otaczać - otoczona - powtórka

Cytat:
wymieniając ze swoim towarzyszem

wymieniając z towarzystwem

Liczebniki zapisz literami!
Napisane nieźle. Czasem za dużo zaimków, sprawdź jeszcze pod tym kątem i przecinków troszkę brak.
Robi się ciekawie i tajemniczo. Wszystko usiane trupami, niezła masakra. No nic, poczekamy, co zrobisz dalej. Mnie się podoba.

Pozdrawiam.
wiewioorka dnia 01.02.2010 18:38
Zamierzam dalej walić cyferkami, bo to część mojego stylu pisania. Dziękuję za pozytywne uwagi, wszystko posprawdzam i ponaprawiam, gdy wytworzę ten tekst do końca.;)
Usunięty dnia 01.02.2010 19:25 Ocena: Dobre
Królowa Śniegu napiera kształtu i na szczęście nie bałwana.
przyroda dnia 01.02.2010 20:59 Ocena: Bardzo dobre
Dobre...takie mroczno- wciągające się robi...wyraźnie zarysowany klimat...wytworzył obraz w mojej głowie...
czekam na ciąg dalszy:)
AngelDevil dnia 02.02.2010 12:31 Ocena: Bardzo dobre
Wciąga... :)
lynch dnia 02.02.2010 23:56 Ocena: Dobre
powiem tak: początek wyszedł bardzo mocno, sugestywna atmosfera dzielnicy, świetna scena z tym wpadnięciem w krew po samobójcy. później jeszcze pojawia się ten typ w białym garniturze, pokręcony a takich literatura wyjątkowo lubi; robi się naprawde nieźle.
ale dalej jakby temperatura spada. nie jakoś bardzo, ale opowiadanie jednak wytraca tempo.
głównie chyba za sprawą głównej bohaterki, gdyż ma tam do zagrania większą rolę, a ja właśnie w niej widzę najpoważniejszy mankament tekstu: Lena jest najmniej barwna, najmniej przebojowa ze wszystkich postaci. powinno być odwrotnie, w końcu to ona będzie się pojawiać najczęściej, więc niech ma zawsze coś do powiedzenia, niech sypie powiedzonkami, a nie się tylko głupio pyta i płacze. na razie nie wzbudza we mnie ani sympatii, ani zainteresowania.
ale i tak jest nieźle. poczytało się.

pozdrawiam
wiewioorka dnia 03.02.2010 09:16
Chyba muszę stanąć w obronie mojej bohaterki.;) Lena jest smutna i płaczliwa, bo jest chora, ale ma najbardziej skomplikowaną osobowość ze wszystkich bohaterów i będzie zachowywać się różnie i niejednoznacznie. W końcu to dopiero pierwszy fragment. Poza tym królowa nie może mówić językiem ulicy i "sypać powiedzonkami";)
Usunięty dnia 03.02.2010 11:20 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Jeszcze firanka łopoczę na wietrze.


łopoce? ;)

Nooo, jest mroczny klimat, surrealistyczne wizje - czytając to miałam wrażenie jakiejś Lynchowskiej "z(a)jawy".
Zdarzają Ci się powtórzenia - m.in. gdzieś mi przemknęła "siedziba". Momentami dziwnie budowane zdania, ale - o dziwo! - nie przeszkadza.
Masz charakterystyczny styl, a ten psychodeliczny kryminał wciąga:yes:
Pzdr,
wiewioorka dnia 03.02.2010 11:24
Ojej dziękuję za wszystkie komentarze!!!! Są dla mnie cudownym narcystycznym podtrzymaniem. he he Szczerze mówiąc, spodziewałam się samego wytykania błędów. :bigrazz:
lynch dnia 03.02.2010 13:24 Ocena: Dobre
nikt nie chce czytać o smutnych i płaczliwych bohaterach, tacy w literaturze nie występują, a już na pewno nie jako główni bohaterzy;) nie wiem czy Lena jest skomplikowana czy nie, na razie mówię o tym, co widze: ma same nieciekawe kwestie w dialogach, właściwie tylko pytania. do tego raz się przewraca i raz płacze.

i koniec, i już się wtrancam;) napisałem jak uważam, może ci się ta uwaga do czegoś przyda, a może nie. pozdarwiam;)
Nova dnia 05.02.2010 00:08 Ocena: Dobre
Wszystko zostało już powiedziane, błędy poprawione...
Początek był obiecujący, potem trochę tempo spadło, ale ostatecznie będzie ciąg dalszy i jest szansa, że je znowu podkręcisz:smilewinkgrin:
wiewioorka dnia 10.02.2011 17:52
Rzeczywiście muszę poprawić kwestie głównej bohaterki, bo mi tu wychodzi na jakąś ciamajdę.:bigrazz:
kiwi_marta dnia 28.08.2011 22:18
zaczyna się całkiem całkiem ale w momencie gdy dochodzi wreszcie do przedstawienia głównej bohaterki odechciewa sie wszystkiego...blada, zmęczona, sińce pod oczami ale jakże by inaczej najpiękniejsza, idealna, a tak mało jest opowieści o 'normalnych' dziewczynach?
A wogóle to jak można skoczyć, cytuję: 'bez okno', hahaha i na pewno każda dziewczyna pierwsze co ryczy bo jej się futerko ubrudziło i jeszcze ta świecąca podłoga jak dupa w słońcu, no czysta komedia, hahaha :rip: nie dotrwałam do końca, bardzo mi przykro ale nie wciąga... może jednak wkrótce pojawi się cos nowego, bo to stary dosyć tekst jest:)
pozdrawiam z usmiechem:)
wiewioorka dnia 05.09.2011 15:09
"Bez okno" można skoczyć w ten sam sposób" jak bez płot, hej"! :lol:
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
stanlee
30/09/2022 20:16
Aspis, poetą się rodzimy, nie stajemy. Jesteś tylko… »
Yaro
30/09/2022 19:07
Dziękuję:) »
Yaro
30/09/2022 19:06
Drogi Apisie nie tłumacz się Trollowi. Pozdrawiam czasem… »
Marian
30/09/2022 16:05
Jacku, dziękuję za odwiedziny, obszerny komentarz i uwagi.… »
Mirquell
30/09/2022 11:04
Pan Jezus nie. Nigdy też nie stwierdzę inaczej. Chodzi… »
Ronin
30/09/2022 10:27
Już poranek czyli żyję :) Dzięki »
ApisTaur
29/09/2022 22:45
Zbigniew Szczypek rany/ tak dawno tu nie buszowałem/ więc… »
ApisTaur
29/09/2022 22:26
czas każdego załatwi/ nie zawsze po cichu/ mi coraz bardziej… »
Sirpions
29/09/2022 22:18
alt art-oszust, Marek Gajowniczek-ten to produkował… »
ApisTaur
29/09/2022 22:13
Sirpions swoją metrykę spaliłem/ byle wszystkim na… »
Sirpions
29/09/2022 22:09
Pan (Jezus?) nie uważał ludzi za psy, bo stworzono ich na… »
Sirpions
29/09/2022 22:06
Widać, że nie bardzo masz o czym pisać. Banalna opowiastka o… »
Sirpions
29/09/2022 22:03
Ciekawa historia z tym Pawłem. Opowiadanie traktuję jako… »
Sirpions
29/09/2022 21:56
Kolejny nudny tekst. »
Sirpions
29/09/2022 21:55
W sumie nudna opowiastka. »
ShoutBox
  • zawsze
  • 27/09/2022 20:50
  • pozdrawiajki!
  • Ronin
  • 26/09/2022 10:16
  • Przyciśnięcie prawego przycisku myszy nie daje opcji "wklej".
  • wolnyduch
  • 24/09/2022 12:39
  • Dzień dobry - uprzejmie proszę Szanowną Redakcję, o skasowanie mojego ostatniego wiersza, bowiem jest to twór soneto podobny, a miałam dać inny wiersz jesienny, ten dałam pomyłkowo.
  • Zola111
  • 24/09/2022 01:00
  • Głosujcie, bo nie głosujecie: [link]
  • ajw
  • 19/09/2022 17:30
  • Nastrojowe :)
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:Sirpions
Wspierają nas