Z listów do R. - część pierwsza - DamianCielepa
Proza » Długie Opowiadania » Z listów do R. - część pierwsza
A A A
Część pierwsza.
O maszynie do pisania, listach oraz niefortunnych zdarzeniach, snach


Drogi, oczywiście, DC.

Człowiek klepie jak idiota w klawisze, dziękując Bogu za przesiadkę z maszyny do pisania na komputer, gdyż, sam wiesz, poprawianie czegokolwiek na maszynie to kierat, w którym można się jak osioł zakręcić na śmierć.
Ale do rzeczy.
Chociaż… zaraz – przecież piszę do rzeczy, czyli na temat sztuki epistolografii, bo właśnie przyszło mi parę refleksji do głowy po lekturze Twoich listów.

Dawniej brało się pióro do ręki i po prostu pisało… Ceremoniał wymagał skupienia, przygotowania ładnego (najczęściej) papieru, tudzież koperty oraz znaczków. Pismo, równy szereg liter, miało wskazywać na naszą pogodę i spokój ducha. Jeżeli szlag nas trafiał, natychmiast było to widoczne w jego charakterze. Stawało się ono rozwichrzone, bezładne, a litery potrafiły wariować jak wściekłe pinczerki. Jazgotały samym swym wyglądem.

A dzisiaj – klepiemy. Ładnie, schludnie, czysto. I jedynie od czasu do czasu o naszym stanie ducha (choć przyznaję, że wynikać on może również z treści), świadczy rzucone tu i ówdzie „mięso”.
- Kurwa! – piszemy. – DC, do dupy to całe zasrane życie. Chyba mnie pojebało na amen, żeby tak się wpieprzyć w problemy z tym facetem (czy z tą kobietą)!
Oczywiście, ja tak nie piszę, chociażby z tego w względu, że nie wpieprzam się w problemy z żadnym facetem… o cholera! A jednak…!

Uff! Nie, na szczęście to był tylko sen!

Hahaha, drogi DC – nigdy byś nie uwierzył, co się może przyśnić. Ale dziwne, że akurat takiej kobiecie jak ja. A może wcale nie tak dziwne…?

Posłuchaj – zostałam aniołem. Takim kretyńskim od wszelkiej pomocy. No i dobry Bóg przydzielił mi pewnego sukinsyna pod opiekę. Bo podobno mam doświadczenie i zdolności do tego, by wyprowadzać na prostą skrzywionych przez życie palantów. Dobra. Jakoś szło. Do czasu jednak, gdy zabuzowało mi porządnie w łepetynie i szlag mnie trafił. Sukinsyn okazywał się być niereformowalny na wszelkie możliwe sposoby. No więc wpadłam do Boga i zrobiłam rozpierduchę. Że chcę innego przydziału i niech mu diabła pośle, bo nawet ja wysiadam. Drań, przepraszam, Bóg tylko się roześmiał.
- To go upij, przeleć i porzuć – powiedział beztrosko.
No i nie wytrzymałam. Wystawiłam mu środkowy palec i trzasnęłam drzwiami.
I wiesz co? Zamiast się obrazić, to ten łobuz zachichotał i stwierdził, że nie ma sensu posyłać mu diabła. Rozumiesz to?

Obudziłam się, sama wściekła jak diabli. Cholera, może więc coś w tym jest?
Machiavelli w swoich Rozważaniach napisał, że „ludzie nader rzadko potrafią być całkiem źli albo całkiem dobrzy” i miał rację, ten stary cwaniak.

Ale to przecież list, nie filozoficzna dysputa, więc chyba wrócę do typowo listowych tematów. Otóż to. Pogoda, na przykład. Niestety – do dupy. Życie codzienne w wielkim mieście? Siedzę w domu i klepię teksty. Za moim oknem z widokiem na spokojną, małą uliczkę nie widać wielkiego miasta. Trwa w śnieżnym milczeniu ogród Konsulatu. Cisza.

I w tej ciszy pewnie Cię zostawię, drogi DC, żebyś zaznając jej potrafił uporządkować swoje rozwichrzone myśli, o ile to możliwe. Bowiem znamy się już na tyle dobrze, żebym wiedziała, że Ciebie też potrafi całkiem nieźle nosić.

Oby Ci się nigdy nie przyśniło, że jesteś aniołem, bo taki sen, to jak garnek z piekielnym wywarem – wykipi w twarz prędzej czy później.
Pozostawaj w zdrowiu.
Twoja R.


„Więc, więc myślisz, że potrafisz odróżnić
Raj od piekła
Niebo od bólu?
Czy odróżnisz zielone łąki
Od zimnych stalowych szyn
Uśmiech od maski?
Myślisz, że odróżnisz?”


Pink Floyd — Wish You Were Here


Droga R.

Dziękujesz Bogu za to, że wynalazł komputer. A ja zaś z sentymentem wspominam czasy, kiedy to pewna poniemiecka zdobycz pachniała mi smarem i metalem. Maszyna do pisania stała na okrągłym stoliku, w małym pokoju, w którym zatrzymał się czas. Tylko kolor ścian się zmienił obecnie, a wszystko inne jest jak dawniej, poukładane. Półka na ścianie, szafa za drzwiami, dyplom brata z bierzmowania i lampa, która zamiast przyozdabiać, straszy. Wąski pokój, ale za to w miarę długi, zakończony oknem i z drzwiami balkonowymi. Widok południowy z oddalonym miastem, trochę polskiego, a i trochę czeskiego Cieszyna. Po prawej kopalnia Morcinek, zresztą już nieczynna, na wprost wieża piastowska z zamkiem i browarem Brackim, rynek, drugi rynek, w lewo osiedle Banotówka, a za nią Ustroń, Wisła, nasze górskie kurorty. Z drugiej strony, północnej: blok, ulica, wieżowiec, wieżowiec i jeszcze jeden wieżowiec. Wykarczowany z dzikich narostów cmentarz żydowski, sklep oferujący w zawyżonej cenie towar spożywczy, sąsiad, pies, droga lekko kręta z autobusem, żółtym, miejskim, manewrującym między dziurami w jezdni.

Odbiegłem od tematu, więc wracam do wspomnianej maszyny do pisania. Otóż, źle odbijała litery „ó”, „s”, oraz „v”. Przy „s” i „v” było trzeba użyć znacznego nakładu sił, aby odbiły się odpowiednio na kartce. Natomiast historia z ”ó” była krótka. „Ó” zastępowało, „o”, zatem ręcznie trzeba było czarnym cienkopisem kreskę dodawać.
Stworzyłem na niej swój pierwszy tomik „wiersze”, który przepisywałem chyba ze sto razy, wciąż poprawiając jakieś ustrojstwa. I nie zgadniesz! I tak uchowało się jedno „o” bez kreski w słowie, „który”! Na niej napisałem jeszcze „Konfrontacje” oraz „zbiór wierszy” mający ukazać się w wydawnictwie pewnego Stowarzyszenia, z którym w wówczas współpracowałem. Za każdy zarobiony na nich grosz, a były to strasznej złej jakości ksera, szedłem na piwo, często sam, rzadziej z kolegami. W tym okresie zapoznałem się z Mirkiem Gabrysiem, co zresztą wspominam bardzo dobrze, nawet jak tylko na moment zamknę oczy. Ale to nie zakochanie, oczywiście, ani uwielbienie. Czysta przyjaźń, zresztą jak ci już kiedyś pisałem „stanowczo wolę w tych sprawach kobiety”.

No cóż, piszę tutaj odnośnie kolejnego akapitu, w którym poruszasz temat ceremoniału pisania listu, za moich, a tym bardziej za twoich czasów, kwintesencją każdego przepięknego listu, była papeteria, a także stosowny zapach, mający na celu pobudzenie wyobraźni zaczytanej w słowach przemiłej osóbki. Pomijając te listy o urzędowym przesłaniu. W mejże życia historii pisywałem z jedną dziewczyną, poznaną z anonsów telegazety. Tak, masz rację. Trudno w to uwierzyć, ale to szczera prawda. Pierwsze listy były obrazowe i udźwiękowione. Wyglądam tak i siak, włosy do ramion, okulary lenonki. Potem poszło dalej i dalej, aż się spotkaliśmy i nastąpiło przecudowne zakochanie. Nasze listy były długie. Powiedziałbym, epopeje. Jarek, wspaniały zresztą przyjaciel z liceum, zapytał kiedyś – O czym jej tyle piszesz, Damianie – a ja na to bez chwili zawahania – O tym, że właśnie zapytałeś „O czym jej tyle piszesz, Damianie” – i parsknęliśmy salwą śmiechu. Listy były grubości zeszytów szesnastokartkowych. Moja mama często pukała się w czoło, mówiąc – Ty wariacie. - Ale najpiękniejsze listy to te, oczywiście, które były pełne wyznań. Krótkie, często jednokartkowe, skropione perfumami, pisane jak najstaranniejszym pismem, o miłości, uwielbieniu, rosie na piersiach.
Obecnie nie piszę już takich papierowych listów. Wyparte zostały przez wszechobecną elektronikę. Panoszą się swoją zerojedynkowością na portalach, rozsyłane pocztą e-mail. Do tego również dorosłem. Przepychany, zdeptany przez płynące dni, stałem się bardziej siarczysty w pisaniu polskiego słowa. Wszechobecną „kurwę” czy „ciula” traktuję jak przecinek, czego jednak staram się nie nadużywać, eksponując resztki taktu oraz nabytych manier. Chociaż z drugiej strony, będąc synem pochodzącym z klasy robotniczej matki Niemki o zawodzie cukiernika oraz ojca spawacza Polaka – prawie Czecha, wchłonięty w patologię tzw. rodzicielskiego wychowania, w mowie potocznej uwielbiam nadwyrężać te przerywniki dla pokreślenia opinii, danej sytuacji, nadając zdaniu odpowiedni ton. Powoduje to czasem odrazę do samego siebie. Tak, przyznaję się do tego. Tu i teraz. Przerażasz mnie, Cielepo!

Kończąc list, dodam tylko, że tę noc spędziłem bezsennie. Nie było wiatru, ruchu drzew, ciała kobiecego. Pustka. Rankiem zbudził mnie raban na klatce schodowej. Ktoś tam kogoś powyzywał. Były jakieś groźby, samosądy.

Ps. Nie zdążyłem przed wieczornym wyjściem wysłać tego listu, za co mocno Cię przepraszam. Z drugiej strony nie wiedziałabyś, w jak w szybkim tempie, wyciszony, w melancholijnym nastroju trzydziestosześciolatek potrafi osiągnąć stan maksymalnego wkurwienia. Zaczęło się od upadku podczas wychodzenia z auta. W momencie zamykania drzwi lewa noga obsunęła się, aż niemalże cały wylądowałem pod samochodem. Wyśmiały mnie jakieś panny idące w stronę dyskoteki. Niech je piekło pochłonie. Podniosłem się i udałem do baru o nazwie „Jama”, którego wnętrze opisałem w jednym z listów do M. W Jamie, jak zwykle w sobotnią noc, zapełnienie wnętrza maksymalne. Lecz nie spotkałem nikogo na tyle wartościowego, aby moja noga tam dłużej postała, chociaż kuszenie łyka piwa lub czegoś mocnego było bardzo silne, jednakże stanowczo odmówiłem. Podczas wychodzenia na ulicę Głęboką, minąłem te dwie panny, co się chichotały jak upadłem. Spojrzałem na nie z pod byka robiąc krok do tyłu, wtedy jedna zagadnęła – Pupcia boli? – a mnie krew prawie rozsadziła głowę, jak gotująca woda w czajniku, rozumiesz? Ból łokcia się odezwał, a pupa faktycznie bolała. Poszedłem do sklepu „Smok” w poszukiwaniu dobrego toniku, w celu konfrontacji z ginem uprzednio zakupionym przez Anetę. Chodzę, drążę wnętrze sklepu niczym robak padlinę, rozkoszujący się każdym kęsem mięsa i nagle słyszę chichot. Odwracam się – to jakaś trauma – mówię sam do siebie, gdyż koło mnie stają znowu te dwie paniusie, co na dyskotekę i w Jamie a teraz w sklepie się znajdują. Tym razem się nie cofnąłem, lecz wręcz przeciwnie zrobiłem krok do przodu, potem drugi, trzeci, aż stanąłem twarzą w twarz z nocnym koszmarem i powiedziałem z gracją dżentelmeńską.
– Drogie panny. Skoro spotykamy się w przeróżnych miejscach dzisiejszego wieczoru, to może pójdziemy do mnie, bo mieszkam całkiem niedaleko, wypijemy brandy, tworząc romantyczną atmosferę, weźmiemy w jacuzzi aromatyczną kąpiel, a potem zabawimy się naszymi ciałami w najbardziej sprośny sposób, jaki tylko można sobie wyobrazić? Czuję, że jesteśmy dla siebie stworzeni.
Jedna z nich podeszła kokieteryjnym krokiem, prawą dłonią dotknęła zamka kurtki lekko go rozpinając, przy czym rzekła.
- Wybacz, kochanie, ale mógłbyś być moim ojcem, więc sam rozumiesz, kotku… – I wycofała się z miną grzesznicy, a potem wyszły ze sklepu nic nie kupując.

Z tonikiem po pachą podążyłem najciemniejszymi zakamarkami w stronę samochodu. Wsiadłem do niego i niemalże się rozpłakałem. Odpaliłem samochód, nerwowo zapiąłem pas, wrzuciłem wsteczny i ruszyłem. Usłyszałem uderzenie w dach i – jak jedziesz kotku? - w bocznej szybie widniały roześmiane dwie nastolatki.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
DamianCielepa · dnia 14.02.2010 10:13 · Czytań: 928 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 13
Komentarze
Bardzki dnia 14.02.2010 14:08 Ocena: Świetne!
Cholera, a już myślałem ,że twój bohater zwycięży w tej konfrontacji pokoleń. Niestety ostatni fragment rozwiał moje nadzieje. Pięknie napisane opowiadanie. Czuje się lekkość pióra. Wzrok swobodnie pochłaniał kolejne zdania. Sama przyjemność na niedzielne popołudnie. Wyraźnie świat się zmienia. Doskonali się do granic absurdu.

pozdrawiam Rafał
SzalonaJulka dnia 14.02.2010 14:36 Ocena: Świetne!
"Trafił swój na swego" i zaczyna się dziać - mam nadzieję, że R i DC nie poprzestaną na jednym liście, bo już zapisuję się jako stała czytelniczka cudzej korespondencji :D

Jedna uwaga - na dole i na górze podpisany DC, drugi autor* jakby w cieniu... dlaczego?

Pozdrawiam :D

* o ile oczywiście taka mityczna bestya istnieje
DamianCielepa dnia 14.02.2010 18:37
<BARDZIK> Dziękuję za "piękno opowiadania" "lekkość pióra"
DamianCielepa dnia 14.02.2010 18:42
<BARDZIK> Dziękuję za "piękno opowiadania" "lekkość pióra"

<SzalonaJulka> ukłony składam Pani rankiem co dnia!
Co do listu to R już zasłała drugą część ale nie miałem czasu na jego kontenplacje. Zabawwy weekend .. Małysz skakał a dzis winko Kadarka w doborowym towarzystwie, więc sama rzumiesz hihihihi

A DC wcale nie jest w cieniu! Poprostu dzień melancholijny był a na dodatek o maszynie do pisania!
Jack the Nipper dnia 14.02.2010 18:54 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Cię zostawię, drogi DC, żebyś zaznając jej potrafił uporządkować swoje rozwichrzone myśli, o ile to możliwe. Bowiem znam Cię już na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że Ciebie też potrafi całkiem nieźle nosić.

Oby Ci się nigdy nie przyśniło, że jesteś aniołem, bo taki sen, to jak garnek z piekielnym wywarem – wykipi Ci


zaczęło mi to "Ci - Ciebie" troche przeszkadzać, za gęsto jest.

Cytat:
i browarem Brackmi, rynek,


Brackim (?)

Cytat:
na kartce. natomiast


Natomiast

Bardzo interesujące i dobrze napisane ;)

Jedna uwaga - pewnie bez znaczenia - namieszał mi w spójności tekstu ten samochód z którego wypadł bohater. Po prostu nie wiem po co mu on, skoro a) mieszkał blisko B) zakładał, ze w barze spotka kogoś wartościowego i urżnie się dokumentnie.
SzalonaJulka dnia 14.02.2010 18:55 Ocena: Świetne!
Pisząc drugi autor, nie miałam na myśli kolejności wysyłania listów... ale tajemniczą R :rol: ale rozumiem... Małysz, Kadarka, itd....
Polter13 dnia 14.02.2010 20:27 Ocena: Dobre
Styl dobry, ale to o czym piszesz nudne.
DamianCielepa dnia 14.02.2010 20:56
<Jack the Nipper> jak zwykle trafne uwagi. Ciekawe co na to moja korektorka hi hi hi Droga R!

C do PS w który autor kładzie ciało pod auto to fakt autentyczny. A podjechałem autem o zawsze można zostawić samopas! Co zresztą nie raz czyniłem,b o czego są taksówki i autobusy

bardzo cenię twe uwagi Jack


<SZALONAJULKA> heeeheehe :)
to R zmusiła mnie do PS' ale cichosza!

<Polter13 > Dziękuje że styl itd. Nudność.. Nie każdemu się musi przecież podbac. I tak pozdrawiam serdecznie.
DamianCielepa dnia 14.02.2010 20:56
<Jack the Nipper> jak zwykle trafne uwagi. Ciekawe co na to moja korektorka hi hi hi Droga R!

C do PS w który autor kładzie ciało pod auto to fakt autentyczny. A podjechałem autem o zawsze można zostawić samopas! Co zresztą nie raz czyniłem,b o czego są taksówki i autobusy

bardzo cenię twe uwagi Jack


<SZALONAJULKA> heeeheehe :)
to R zmusiła mnie do PS' ale cichosza!

<Polter13 > Dziękuje że styl itd. Nudność.. Nie każdemu się musi przecież podbac. I tak pozdrawiam serdecznie.
Miladora dnia 14.02.2010 21:59
No to drogi, jak tam Cię nazywają DC... :D

De Nipper nie przyczepił się, to ja się przyczepię. :lol:
Rodzynki dla Ciebie:

- listach oraz niefortunnych zdarzeniach oraz snach

- Wąski pokój(,) ale za to w miarę długi(,) zakończony

- browarem Brackmi, - to w końcu co to za browar? :lol:

- była papeteria(,) a także stosowny zapach(,) mający

- Panoszą się swoja - swoją

- obsunęła się(,) (aż) niemalże cały

- dłużej postała(,) chociaż kuszenie

- dwie paniusie(,) co na dyskotekę i w Jamie(,) a teraz w sklepie się

- dżentelmeńską(.)

- wypijemy brandy(,) tworząc

- drążę wnętrze sklepu niczym robak padlinę(,) rozkoszujący się każdym

Uff - możesz mi powiedzieć, drogi Damianku, kto Ci zeżarł te przecinki? :lol:
Jak poprawisz, to dostaniesz ocenę... ;)
Nie dziw się - facetów trzeba krótko trzymać... :lol:
Usunięty dnia 14.02.2010 23:10 Ocena: Dobre
DC

Jak w miarę dobry tekst, to go (tego teksta) przeczytam do końca. Jak nie wciąga od razu, to nie pastwię się nad swoim wzrokiem, tylko jadę w inne lektury. Ale ten zainteresował niżej uśmiechniętego i byłoby cacy przeczytać, co dalej.

pozdrawiam
DamianCielepa dnia 15.02.2010 20:19
no ja błedy poprawiam nie wiem gdzie "zjadło" ma droga M przecinki!

<OWSIANKO> no to miło. cieszy nas chęć czytania co dalej. A będzie już w krótce.
SzalonaJulka dnia 16.02.2010 19:35 Ocena: Świetne!
"poprawianie czegokolwiek na maszynie to kierat, w którym można się jak osioł zakręcić na śmierć."

Męczyło mnie to jakoś, aż w końcu zebrałam się do kupki i sprawdziłam. Otóż, gwoli zootechnicznej poprawności - osły nie chodziły w kieracie. Pasują pięknie do porównania, ale równocześnie pobrzękują błędem rzeczowym.
PS. Tak, czasem czepiam się dupereli. :shy:
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ApisTaur
29/09/2022 22:45
Zbigniew Szczypek rany/ tak dawno tu nie buszowałem/ więc… »
ApisTaur
29/09/2022 22:26
czas każdego załatwi/ nie zawsze po cichu/ mi coraz bardziej… »
Sirpions
29/09/2022 22:18
alt art-oszust, Marek Gajowniczek-ten to produkował… »
ApisTaur
29/09/2022 22:13
Sirpions swoją metrykę spaliłem/ byle wszystkim na… »
Sirpions
29/09/2022 22:09
Pan (Jezus?) nie uważał ludzi za psy, bo stworzono ich na… »
Sirpions
29/09/2022 22:06
Widać, że nie bardzo masz o czym pisać. Banalna opowiastka o… »
Sirpions
29/09/2022 22:03
Ciekawa historia z tym Pawłem. Opowiadanie traktuję jako… »
Sirpions
29/09/2022 21:56
Kolejny nudny tekst. »
Sirpions
29/09/2022 21:55
W sumie nudna opowiastka. »
Sirpions
29/09/2022 21:35
Co ty za pierdoły pociskasz ? Straszenie dzieci topielicami,… »
Marek Adam Grabowski
29/09/2022 21:20
To jedne z najprzyjemniejszych komentarz jakie miałem pod… »
wolnyduch
29/09/2022 21:17
Pięknie o tym, iż lato nas żegna, ale mimo tego mając bliską… »
Sirpions
29/09/2022 21:17
Nie chcę bana. Chcę, żeby mnie wykreślono i moją radosną… »
Tjereszkowa
29/09/2022 20:47
Hej, Marku! Wiadomość o dedykacji sprowadziła mnie na stare… »
gaga26111
29/09/2022 20:04
Dziękuję ludzie ???? Cieszę się że możemy czuć.… »
ShoutBox
  • zawsze
  • 27/09/2022 20:50
  • pozdrawiajki!
  • Ronin
  • 26/09/2022 10:16
  • Przyciśnięcie prawego przycisku myszy nie daje opcji "wklej".
  • wolnyduch
  • 24/09/2022 12:39
  • Dzień dobry - uprzejmie proszę Szanowną Redakcję, o skasowanie mojego ostatniego wiersza, bowiem jest to twór soneto podobny, a miałam dać inny wiersz jesienny, ten dałam pomyłkowo.
  • Zola111
  • 24/09/2022 01:00
  • Głosujcie, bo nie głosujecie: [link]
  • ajw
  • 19/09/2022 17:30
  • Nastrojowe :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas