Mózg na sprzedaż Cz IV - keefree
Proza » Inne » Mózg na sprzedaż Cz IV
A A A



Tymczasem w mieszkaniu R od kilkudziesięciu minut trwała desperacka walka. Konkretnie toczyła się w kuchni między jednostką ożywioną czyli samym R, natomiast jego adwersarzem była bliżej nieokreślona forma życia- wnętrze lodówki. Z klamerką zaciśniętą na nosie wyciągał produkty spożywcze których terminu przydatności nie był już nawet ciekaw. Wszystkie lądowały z niesmacznym plaśnięciem w kuble na śmieci. Z kuchennego blatu scenę tą śledził ze zmrużonymi ślepiami kot. Nagle jakby znudzony, wykonał podręcznikowy koci grzbiet i miękko zeskoczył na podłogę. Zanim R zdążył w jakikolwiek sposób zareagować zwierzak znalazł sie przy już właściwie pełnym śmietniku i z sobie tylko znanych powodów oparł się przednimi łapkami o jego krawędź. Zwiesił głowę nad zawartością i węszył. Niestety nieświadom tego faktu R automatycznie wrzucił kolejny nieużytek. Prawdopodobnie zaskoczony kot rzucił się do ucieczki w galopie, oczywiście wywracając kubeł.
Niech to szlag!-
R nie był zwolennikiem nadużywania języka potocznego. Jednak złapany w pułapkę ' wyrzucania złej energii' konsekwentnie poruszał się drogą która wydała mu się najprostsza i skuteczna. Ulżywszy sobie zabrał się za uprzątanie małego wysypiska z podłogi.
Gdyby miał zwyczaj zachowywania wojskowej czujności w każdej sytuacji, zorientowałby się w odpowiedniej chwili co knuje winowajca. Zadowolił sie jednak faktem iż w korytarzu dudniło. Kot biegał w tą i z powrotem, robiąc krótkie przerwy na zmiędlenie dywanika pod drzwiami i podrapanie framugi. R próbował kiedyś oduczyć go tego zwyczaju ale po tygodniu bezowocnych zmagań uznał iż tresura kota to sprawa nie na jego nerwy.
Właśnie zgarniał ostatnią porcję rozsypanych resztek gdy z jego bosej stopy ( skarpetki już się prały z całą górą innych zaległości) do mózgu popłynął sygnał o wbijających się szpilkach. Bez wdawania się w zbędne analizy R wierzgnął zaatakowaną przez kota stopą i odruchowo szarpnął do góry głową. Skutkiem czego jego ciemię boleśnie zderzyło się z kantem stołu.
Chwilę potem z hukiem roztrzaskały się na podłodze talerze. Przygotował je do zmywania i głupio zostawił za blisko krawędzi. Mały wstrząs wystarczył by nastąpiła naczyniowa katastrofa.
R trzymając się za bolącą głowę usiadł opierając sie plecami o drzwiczki kuchennej szafki. Nabierał coraz mocniejszego przekonania iż tego dnia powinien wystrzegać się jakiejkolwiek aktywności.
Krzepiąca na duchu była świadomość iż jako własny szef może udzielić sobie wolnego i nie będzie musiał się z tego nie tłumaczyć ani tym bardziej odpracowywać w weekend. Kątem oka dostrzegł otwartą paczuszkę. Leżała cicho i spokojnie na blacie jakby z niego kpiąc.
Jednak w tej sprawie już wrzucił kamyk do wody.
Podejrzewał iż na efekty nie będzie trzeba długo czekać.
Los zdawał się podsłuchiwać jego myśli. W tym momencie zaczął dzwonić telefon.
Spojrzał na ekranik. Wyświetlający się numer należał do jednej z jego klientek. Zupełnie nie maił ochoty na rozmowę. Wyciszył aparat i postanowił nie odbierać. W ciągu następnego kwadransa dzwoniła jeszcze pięć razy.
"Uparta baba" W jego utajnionej klasyfikacji miała oznaczenie WWTwW ( WielceWymagająca Trudna We Współpracy) Prowadzenie wpisów w książeczce sprawiało mu nie małą satysfakcję- stanowczo praca w sektorze usługowo rozrywkowym dawała szansę na stworzenie przekrojowego katalogu typu klientów.
Kolejny telefon. Numer prywatny. Zaryzykował odebranie.
- Goniec na F5. Szach-
Klik. D się rozłączył.W nagłych przypadkach zawsze korzystał z kodu szachowego.
Dla R oznaczało to tyle iż będzie musiał przejść się do kiosku po ulubioną gazetę. Nie ze względu na wysoki poziom dziennikarstwa, wręcz przeciwnie w jego opinii był to propagandowy szmatławiec. Jednakże jakimś cudem na jego łamach w dziale rozrywka regularnie ukazywały się zapisy rozgrywek wielkich mistrzów szachowych ostatnich lat. Jeśli chciał się dowiedzieć jakie miejsce spotkania i jaką porę wybrał D, musiał zaopatrzyć się w gazetę.Postanowił połączyć przyjemne z pożytecznym czyli wyrzucić przy okazji śmieci.

*

- Uwaga frajer na dziesiątej-
Grupka chłopaków uważnie obserwowała mężczyznę niosącego worek na śmieci o imponujących rozmiarach. Na szczęście był tak zamyślony iz zupełnie nie zarejestrował ich obecności. Gdyby stało się inaczej pokrzyżowałby prawdopodobnie ich plany. A to co mieli zamiar zrobić zdecydowanie nie spotkałoby sie z akceptacją dorosłej części społeczności zamieszkującej kamienice otaczające podwórko. Wiązało się to z historią miejsca w którym się znajdowali.
Oba domy z lotu ptaka wyglądały jak duża litera L- w zestawieniu tworzyły U jednak ze względu na fakt iz jeden z nich dobudowano wiele lat później popełniając drobny błąd w obliczeniach- Ściany budynków nie zetknęły się tworząc pasaż zbyt wąski dla samochodu natomiast dla dzieciaków aż nadto wystarczający. Wykorzystywały go, pozostając pod wpływem książek o Indianach, jako swoistą "ścieżkę wojenną". Odbywały sie tam pojedynki, narady wodzów a także schadzki o mniej wojennym charakterze. Najbardziej odpowiedzialną funkcją było pilnowanie granicy, aby nikt z sąsiadującego podwórka w sposób niepostrzeżony nie dostał się na terytorium gospodarzy. Ten właśnie fakt przyczynił sie ostatecznie do ucięcia głowy wieloletniej tradycji zabaw. Rodzice znosili znikanie dzieci cierpliwie,czasem tylko ganiąc za wyjątkowo nieroztropne postępowanie.[ Jak rzucanie pod koła dyliżansów ( samochodów) wjeżdżających na podwórko korków] Aż doszło do zdarzenia które było tematem plotek przez wiele lat po samym zajściu. W jedno z sobotnich popołudni na patrol został wysłany mały chłopiec, który koniecznie chciał się zasłużyć dla swojego plemienia. Kiedy nie wrócił późnym wieczorem do domu, jego rodzice zaczęli pielgrzymkę po mieszkaniach sąsiadów połączoną z przesłuchaniami reszty dzieciaków. Nikt jednak nie wiedział co mogło mu się przytrafić. Nie wyszedł ani z jednej ani drugiej strony. Przez kilka dni trwały intensywne poszukiwania, obejmujące praktycznie większą cześć dzielnicy. Jednakże bez rezultatu. Po tygodniu, gdy większość dorosłych nie miała już nadziei na odszukanie zdrowego a przynajmniej żywego chłopca, ten sam pojawił się pod drzwiami mieszkania. Nie wyglądał ani na zmęczonego czy też wygłodzonego. Raczej zdawał się być zaskoczony całym zamieszaniem. Niewiele mówił przynajmniej tak twierdzili jego rodzice. Jeśli dowiedzieli się czegoś więcej pozostawili to dla siebie. Ich wyprowadzka dwa tygodnie później tym bardziej dała podstawy do nowych domysłów i plotek. Nikt z pozostałych mieszkańców jakoś nie dał wiary wyjaśnieniom o chorej ciotce która mieszka sama w dużym domu i wymaga opieki. Przyśpieszyło to podjęcie wspólnej decyzji o zamurowaniu pasażu, mimo gorących protestów pozostałych małoletnich. Nikt nie chciał przekonywać się na własnej skórze czy następnym razem historia skończy się równie dobrze. Od tego momentu podwórkowi poszukiwacze przygód wielokrotnie próbowali przedostać się z postawiony mur- zakazy i kary tylko podsycały ich ciekawość. Rodzice probując ratować twarz tłumaczyli śmiałkom iż w zamurowanym przejściu nie znajdą nic poza starymi śmieciami i szczurami. Nie działało.
Grupką na którą R nie zwrócił uwagi przygotowywała się do akcji od dłuższego czasu. Był wśród niech szczupły żylasty chłopak którego pasja było wspinanie się na skałki. Spytany czy da sobie radę z murem prychnął tylko lekceważąco. Jego zadaniem było sforsowanie przeszkody i przerzucenie pozostałym sznurowej drabinki. Mieli też przygotowane latarki i trochę materiałów na stworzenie fundamentów tajnej bazy. Teren nadawał sie idealnie i po przebadaniu tak właśnie chcieli go wykorzystać.
- OK teren czysty- Grubawy chłopak dał znak. Był to ich zwiadowca, zgłosił sie na ochotnika. Miał słuszne obawy co do tego czy da radę wspiąć się po drabince. Także zanim został zobligowany do pełnienia nudnej( choć jak przyznawała grupa strategicznej funkcji) obrócił swoją porażkę w choć częściowy sukces.
Pająk, taką ksywkę nosił młodociany specjalista od wspinaczki, skończył nacierać ręce talkiem
- No to hop! - Zanim zdążyli pomyśleć,przylepiony wręcz do chropowatej powierzchni wspiął się na szczyt muru i zniknął po drugiej stronie. Jeden po drugim przechodzili korzystając z przerzuconej drabinki.
- Powodzenia!- Krzyknął za ostatnim obserwator.
Pozostawiony sam sobie, przeniósł się w okolice trzepaka do dywanów, który już od długiego czasu nie spełniał innej funkcji jak bramki czy drążka gimnastycznego. Oparty plecami o stalowy słupek wyjął z kieszeni przenośną grę, cała sztuka polegała na niszczeniu wszystkiego co się poruszało. Rodzice mieli opory ale przekonał ich że taka rozrywka poprawia refleks i zdolność koncentracji.
Odpalił grę i już po chwili był zajęty przechodzeniem na wyższy poziom.
Miał nadzieję iż wygląda jakby czekał na kolegów z piłką .


c.d.n.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
keefree · dnia 12.12.2007 16:44 · Czytań: 710 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
24/05/2022 18:38
Witaj Lilko To pewnie przez tego kosa, takie, a nie inne… »
wolnyduch
24/05/2022 18:36
Niezwykle ciekawy wiersz, o smutnym zabarwieniu,… »
Lilah
24/05/2022 15:58
Kurczę, i mnie się mrówki przywidziały, coś w tym jest.:)»
Lilah
24/05/2022 11:46
Uśmiechnęłam się szeroko, czytając Twój komentarz, tetu -… »
FrancodeBies
24/05/2022 08:46
Dziękuję za wizytę. Nie jest łatwo być sobą, a według… »
wolnyduch
24/05/2022 00:01
Świetny wiersz, poruszający i nawiązujący do aktualnych… »
wolnyduch
23/05/2022 23:53
Ciekawie o transformacji, lubię takie esencjonalne wiersze,… »
wolnyduch
23/05/2022 23:37
No nie wiem czy nie ma, jeśli wierzymy np. w Boga, to… »
wolnyduch
23/05/2022 23:25
Ja bardzo lubię takie "tasiemce" miniaturki mają… »
wolnyduch
23/05/2022 23:23
Re: Tetu No to się cieszę, że nie nalegasz na zmianę,… »
Florian Konrad
23/05/2022 22:55
Dziękuję i również jak najserdeczniej pozdrawiam! »
tetu
23/05/2022 22:31
Twój lekki, zwiewny utwór, przypomniał mi wiersz Teofila… »
tetu
23/05/2022 22:16
Wolnyduszku, ale ja niczego nie sugerowałam z tytułem, ani… »
Lilah
23/05/2022 21:49
Ano, taki tasiemiec mi wyszedł. Dziękuję, wolnyduchu.… »
JOLA S.
23/05/2022 21:08
Witaj Owsianko, czyta się z przyjemnością. Napisane oczami… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:27
Najnowszy:Lukasz112
Wspierają nas