Babciny zegar z kukułką - Azazella
Proza » Długie Opowiadania » Babciny zegar z kukułką
A A A
Babciny zegar z kukułką. Poczerniały od kurzu, lepki od muszych gówien. Szpetny do granic możliwości. Nikt nie kwapił się, aby go zdjąć. Ba! Nikt nawet już go nie zauważał, stał się nieodłączną częścią ściany…

Ten rok już od samego początku nie był dobry. W sumie to zaczęło się jeszcze pod koniec poprzedniego, a dokładnie w święta…
- Marcin! Marcin! - Darł się wściekle, pijany ojciec
Już idę tato – głos odpowiedź zagłuszył szczęk zmywanych naczyń. Chłopak smętnie popatrzył na zawaloną garnkami kuchnię.
- Święta, nienawidzę świąt – szepnął
- Kurwa! Gdzie jesteś?! Marcin!
- Już!
- Nie wrzeszcz kurwa!
Marcin z obrzydzeniem przekroczył próg pokoju ojca. Smród stężałego alkoholu omal nie zwalił go z nóg, a widok zarzyganej twarzy ojca przyprawił o mdłości
- Głodny jestem! Chce jeść! Rozumiesz?! - Wycharczał
- Tato, przed chwilą dałem ci śledzie. Cały słoik – usprawiedliwił się chłopak
- Coś powiedział? Słoik? Mam jeść ze słoika, jak jakiś żul? Tak mi odpłacasz? – Mężczyzna, aż zapluł się ze złości.– Masz mnie nakarmić!
Chłopak ze zrezygnowaniem sięgnął pod łóżko, po słoik i zaczął karmić ojca.

W kuchni lekko bulgotał, gotujący się barszcz, pachniał upieczony karp, stygł mak do klusek. Dwanaście potraw, jak każe tradycja. Dzień wyjęty z życia. Wigilia. Chłopak nakrywał stół białym obrusem w mikołaje. Pieczołowicie ułożył talerze, miseczki i sztuczce. Trzy nakrycia. Po chwili namysłu dołożył czwarte, ktoś zawsze może przyjść, nigdy nic nie wiadomo. Gdy wszystko było gotowe, włożył kasetę do magnetofonu
"Dzisiaj w Betlejem, dzisiaj w Betlejem"
- Marcin! – Resztę kolędy zagłuszył wrzask ojca
- „Znowu to samo, Boże…” - Pomyślał, wlokąc się po schodach do pokoju rodziciela
- Polej!
- Tato są święta, mógłbyś…
- Powiedziałem polej! – Przerwał synowi
Marcin z westchnieniem nalał wódkę do kieliszka i podał ojcu.
Niech te święta się skończą – myślał chłopak schodząc do kuchni – niech już się skończą…
Usiadł do stołu. Kolorowe lampki migały na pachnącej kurzem, plastikowej choince, z kasety szła Cicha Noc, światło było zgaszone, na stole paliły się świece.
- Mamo, tato… Wesołych Świąt – szepnął Marcin do pustych krzeseł.
Przez całą noc nie zmrużył oka. Ojciec, co chwilę wołał go, każąc puścić sobie muzykę, włączyć telewizor, nakarmić. Zasnął dopiero nad ranem, gdy syn oznajmił, że wódka się skończyła. Chłopak zszedł do kuchni, zaparzył sobie kawę i usiadł w miękkim fotelu. Sen przyszedł niemal od razu.
*
Był początek września. Zimne poranki i chłodne wieczory zwiastowały rychłe nadejście jesieni. Deszcz padał prawie codziennie, przywołując nostalgiczne wspomnienia minionego lata. Babcia źle znosiła taką pogodę. Jej samopoczucie pogarszało się z dnia na dzień. Powykręcane artretyzmem stawy doskwierały coraz częściej, a wypaczony alzheimerem umysł odmawiał posłuszeństwa. Babcia, dla swojego bezpieczeństwa, a przede wszystkim, dla wygody rodziców Marcina, mieszkała w domu opieki. Obowiązywały w nim pewne zasady. Jedną z nich były regularne odwiedziny. Przynajmniej dwa razy do roku.
- O dwa za dużo – gderała matka, a ojciec jej przytakiwał. Cóż przynajmniej w tej kwestii byli zgodni. Chyba tylko wnuk lubił jeździć do starszej kobiety. Od zawsze czuł niesamowitą więź, łączącą go z babcią. Rodziców ten fakt nie cieszył. Woleliby mieć syna po swojej stronie.
- Matka, odbierz ten telefon do cholery! – Darł się podpity ojciec z pokoju.
- Już, zaraz! – Inga nie lubiła jak na nią wrzeszczał i jej rozkazywał, ale wolała się nie wychylać, kiedy pił.
- Halo? Tak... Rozumiem... Zaraz będziemy. Do widzenia – kobieta westchnęła zrezygnowana odkładając słuchawkę.
- Co jest matka? – Zaciekawił się ojciec.
- Musimy jechać po babcię. Nie jest z nią dobrze.
- Pierdolona starucha, zawsze coś wymyśli.

*************

Z babcią rzeczywiście nie było najlepiej. Lekarze twierdzili, że może nie dożyć świąt. Zarząd domu opieki nie chciał ponieść odpowiedzialności w razie śmierci kobiety. To źle by rokowało na przyszłość ośrodka, renoma jest w końcu najważniejsza. Dlatego kazali rodzinie staruszki, zabrać ją do domu.
- To już nie nasza sprawa – rzucił obojętnie dyrektor placówki. Miał teraz zbyt dużo na głowie. Za godzinę, na miejsce dawnej lokatorki miał przyjechać jakiś stetryczały staruch. W przeciwieństwie do poprzedniczki jego rodzina była obrzydliwie bogata.
*
Babcia siedziała koło łóżka przyglądając się materacowi. Rano pielęgniarki obudziły ją i zabrały całą pościel. Trochę zirytowało to starą kobietę, ale nie dała nic po sobie poznać. Dama nie powinna okazywać skrajnych emocji. Tego nauczyła ją matka. Zresztą starsi ludzie nie mogą tak reagować, tym bardziej, że tutaj była tylko gościem... Nieproszonym jak się okazało. Do pokoju wpadła matka Marcina.
- Moja droga, czy nikt nie nauczył cię pukać? – Rzuciła zgryźliwie staruszka. – Nie jesteś u siebie!
- Ty też nie – odpowiedziała kłótliwie.
- Nie pyskuj!
- Zamknij się!
- Za grosz kultury. Ani to, to mądre, ani ładne, a charakteru to już ani krzty nie ma. Jak ojciec, świętej pamięci – tu stara kobieta przeżegnała się z szacunkiem – mógł spłodzić taką wywłokę? Mogłam usunąć ciążę póki był czas. Nigdy cię nie chciałam! Widząc minę córki dodała jadowicie – Ojej powiedziałam to na głos? Tak mi przykro…
- Daruj sobie – Inga z trudem powstrzymała chęć uderzenia staruszki w twarz. Matka zawsze przypominała jej, że była niechcianym dzieckiem. Zabolała ją to, jednak nie chciała tego przyznać nawet przed samą sobą. O wiele wygodniej było smutek i żal zmienić w złość. Normalnie wyładowałaby ją na ojcu, który przyjąłby całą falę gniewu bez słowa. Skulony siedziałby na krześle wysłuchując wrzasków dziewczyny, wystawiając się na ciosy zaciśniętych pięści. Czekałby aż cała złość ujdzie z córki.
- Tato, ale z ciebie ciota – rzuciłaby przez zaciśnięte zęby. Przez całe lata marzyła, aby ją uderzył. Nakrzyczał. Ale nigdy nawet nie podniósł głosu, nie okazał zniecierpliwienia. I to ją nakręcało, nie rozumiała, że coś chce jej przekazać. Milczenie traktowała jak zgodę, aprobatę zachowania. Nie to, żeby nie miała wyrzutów sumienia. Nieraz ja męczyły, ale wtedy wpadała w jeszcze większą furię. Matka nigdy nie włączała się w ich spory. Nigdy nie trzymała żadnej ze stron.
- To wasza sprawa – mawiała. Potem jednak robiła wyrzuty mężowi, że nazbyt pobłaża dziecku wychowując je na egoistkę. Że dziewczyna nie czując granic posuwa się coraz dalej i dalej.
Pewnego dnia Marcin znalazł dziadka w garażu. Powiesił się. W liście pożegnalnym napisał:

„Przykro mi, że tak się skończyło. Już nie mogłem, tak dłużej... Nie obwiniam Was za nic, to nie Wy zawiniłyście. Raczej moja słaba psychika. Przepraszam. Chcę Was prosić o jedną tylko rzecz, o ile mam prawo do tego... Chcę abyście pamiętały... Jesteście jedynym, co mi w życiu wyszło, jedynym, na czym mi zależało. Teraz macie tylko siebie.
Przepraszam. Wybaczcie mi…”


Tekst mocno wrył się w pamięć obydwu kobiet, był też przyczyną wielu kłótni. Pasierbica i macocha obarczały się wzajemnie winą za śmierć mężczyzny. Wrzaskiem chciały zagłuszyć swoje własne sumienia… Nigdy tak naprawdę się nie pogodziły.

Gdy rodzice odbierali babcię z domu opieki, Marcin gotował obiad i sprzątał dom. Chciał jak najlepiej przywitać staruszkę. To miał być wielki dzień…
Kobieta niedługo mieszkała w nowym domu. Tak jak przewidywali lekarze zmarła przed świętami. Chociaż nigdy nie powiedział tego na głos, Marcin wierzył, że babcia pożyłaby jeszcze długo, gdyby nie nerwowa atmosfera w domu. Był pewien, że zarówno matka jak i Babcia pogodziłyby się już dawno, gdyby nie duma, która nie pozwalała przyjąć winy na siebie. Babcia umarła w połowie listopada w pokoju. Od przyjazdu z ośrodka była w domu. Takie było jej życzenie – żadnych szpitali, wiem, że zostawiłabyś mnie tam. Ty i twój mężuś. Po jej śmierci zdrowie Ingi zaczęło się psuć. Kobieta brała coraz więcej leków uspakajających, słyszała głos matki, jej kroki. W końcu spakowała walizki i wyjechała.
Po tym zdarzeniu ojciec zaczął pić więcej.

- Maaarcin! – wrzask obudził chłopaka.
Przetarł oczy i ze zrezygnowaniem podniósł się z fotela.
- Marcin! Ile razy mam wołać?!
- Już idę, już idę.

*********
Babciny zegar z kukułką. Poczerniały od kurzu, lepki od muszych gówien. Szpetny do granic możliwości. Nikt nie kwapił się, aby go zdjąć. Ba! Nikt nawet już go nie zauważał, stał się nieodłączną częścią ściany. Babcia nabyła go na jakimś bazarze od cyganki.
- Ma magiczną moc – zachęcała cyganka.
- Magiczną? A co robi? – Zapytała staruszka
- Co robi… Przekonaj się. Kup go – wróżka umiejętnie ukryła swą niewiedzę. – Wystarczy nakręcić – zachęcała.
Babcia zawahała się. Nie lubiła niepotrzebnie wyrzucać pieniędzy. Cyganka chcąc pozbyć się zbędnego przedmiotu szepnęła.
- Kukułka ochroni wybraną przez ciebie osobę. Nakręć zegar i wypowiedz imię, tego, którego kochasz…
- No dobrze, już dobrze. Proszę go dać.
Wtedy mieszkała jeszcze w domu z rodzicami Marcina. Gdy matka zobaczyła staruszkę z obrzydliwym zegarem aż złapała się za głowę.
- I co śmieci do domu znosisz?! Nie wytrzymam z tobą. Nie pozwolę, żeby coś tak brzydkiego wisiało w tym domu!
- Nie jest brzydki. I to mój dom! Nie zapominaj o tym kochana…
Nadąsana kobieta wyszła trzaskając drzwiami. Jej mąż nie przepadał za Babcią, ale dopóki oddawała swoją emeryturę wolał iść starej na rękę. Kto wie co takiej do głowy wpadnie, jeszcze kasę utnie i kto rachunki zapłaci? Z nieba nie spadnie.
- Zawiesimy go w korytarzyku. Tam koło wieszaka na ubrania…
- Gdzie nikt go nie zobaczy – dokończyła stara – A niech tam byle tylko wisiał. On szczęście przynosi. Pieczołowicie nakręciła zegar. Kukułka w milczeniu wyskoczyła ze środka.
- Chroń mojego Marcinka – szepnęła staruszka, głaszcząc małego ptaszka po drewnianej główce.
Mężczyzna westchnął. Zaczynały go denerwować coraz bardziej dziecinne zachowania kobiety, rzucił w myślach w jej kierunku wiązankę przekleństw i wziął się za wieszanie zegara.
*
Marcin patrzył na zegar. Czuł się, jakby zdradził ukochaną babcię. Zapomniał o jej zegarze, czuł się podle
- Ciekawe czy działa? – Zaczął głośno myśleć żeby zdusić poczucie winy. Rozejrzał się po korytarzu, jak gdyby zaraz ktoś miał go zganić i zdjął zegar ze ściany. Kluczyk w środku zegara z początku stawiał opór, mechanizm nie dawał się wprawić w ruch po długiej przerwie jednak zaraz trybiki z cichym chrzęstem zaczęły się obracać. Zegar znowu żył.
Chłopak odwiesił go na ścianę. Z pełnym napięcia oczekiwaniem, wpatrywał się w jego tarczę. Zaraz wybije dziesiąta. Trzy, dwa, jeden…Z małego okienka wyskoczyła kukułka. Małymi, szklanymi oczkami wpatrywała się w chłopaka, nie wydawszy z siebie najmniejszego dźwięku.
- Tak myślałem. Nie działa – pomyślał smutno. Ogarnęło go dziwne uczucie pustki.
- Marcin! – Alkohol wciąż był we krwi mężczyzny. Zaskakujące jak długo ten człowiek pozostawał w stanie upojenia. Lata praktyki.
Syn ze zrezygnowaniem powlókł się do ojca. Już nie liczył, który to dzisiaj raz. Na pewno nie ostatni…
- Co się stało?
- Jak się kurwa zwracasz?! Co się stało panie! Tak masz mówić! Na kolana, już!
Chłopak posłusznie uklęknął
- Co się stało… Panie?
-Jak to kurwa, co?! Wódki nie ma! Przynieś!
Ale ta… Panie sklepy już są pozamykane. Są święta.
- Kurwa, przynieś mi wódkę, bo cię zabije!
*
Marcin szedł zaśnieżonymi ulicami. Było mu coraz zimniej. Nie wiedział, gdzie dokładnie teraz jest. Padający śnieg, był tak gęsty, że trudno mu było zobaczyć to, co jest przed nim. Nagle chłopak usłyszał kobiecy głos.
- Babcia? – Pomyślał - przecież ona nie żyje…
Głos zbliżał się coraz szybciej. Jakby kobieta biegła w jego kierunku.
- Marcin, chciałeś mnie widzieć?
- Babcia. Ale…
- Kochanie jestem tu dla ciebie
- Dla mnie?
- Tak. Chodź ze mną. Zabieram cię stąd. Już dawno powinnam to zrobić. Tyle wycierpiałeś
- To nie twoja wina. To ojciec…
- Chodź ze mną.
Chłopak chwycił wyciągnięte dłonie kobiety. Mimo, iż było przeraźliwie zimno, jej ręce były ciepłe. Marcin przytulił się do babci. Zaczęła go ogarniać dziwna senność.

W domu kukułka przyczesała maleńkim dziobkiem piórka. Nastroszyła się, zakukała dwanaście razy ogłaszając wybicie północy i wyleciała z zegara. Już nie był potrzebna.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Azazella · dnia 16.02.2010 07:35 · Czytań: 1916 · Średnia ocena: 3,67 · Komentarzy: 11
Komentarze
Jack the Nipper dnia 16.02.2010 20:25 Ocena: Dobre
Cytat:
Dzisiaj w Betlejem, dzisiaj w Betlejem….


sugeruje cudzysłów i kursywę

Cytat:
Znowu to samo, Boże…- Pomyślał,


jak myśl to najlepiej cudzysłów

Cytat:
Z resztą starsi ludzie


Zresztą

Cytat:
-Daruj sobie – z trudem powstrzymała


I tu najbardziej dał się we znaki brak imion dla ojca i matki Marcina. A w dalszych zdaniach brniesz w sztuczne zaimki.

Cytat:
Przykro mi, że tak się skończyło. Już nie mogłem, tak dłużej…Nie obwiniam Was za nic, to nie Wy zawiniłyście. Raczej moja słaba psychika. Przepraszam. Chcę Was prosić o jedną tylko rzecz, o ile mam prawo do tego…Chcę abyście pamiętały…Jesteście jedynym, co mi w życiu wyszło, jedynym, na czym mi zależało. Teraz macie tylko siebie.
Przepraszam. Wybaczcie mi…


kursywa i cudzysłów mile widziane

Cytat:
nie długo mieszkała


niedługo

Cytat:
Babcini zegar z kukułką.


Babciny

Cytat:
się, tak jakby zdradził


tak - zbędne

Dwie szwankujące sprawy, przyczynowo-skutkowe.

1. Matka Marcina była adoptowana? To dlaczego uważała mężczyznę za ojca a kobietę za macochę? Niewyjaśniona niekonsekwencja.

2. Z tym zegarem też za duży skrót myślowy. No dobra, Marcin zamarzł w objęciach ukochanej babci, ale co współnego ma z tym kukułka? Niejasne.

Poza tym nieźle. Jest błotnisty klimacik.
Azazella dnia 16.02.2010 21:12
1. Rzeczywiście, była niekonsekwencja i to duża. Poprawiłam, dziękuję za uwagę.
2. Przybliżyłam nieco sprawę zegara. Mam nadzieję, że teraz wszystko będzie jasne.
No własnie mam mały problem z nadawaniem imion bohaterom(dziwne:D), przez co brne w te niepotrzebne zaimki:/. Dziekuje za komentarz i ocenę
Jack the Nipper dnia 16.02.2010 21:41 Ocena: Dobre
Poprawiłaś na "niechciane dziecko", ale teraz wyszło jeszcze gorzej, bo została "pasierbica" juz zupełnie do niczego. Jeszcze jedna poprawka nieodzowna ;)

Z zegarem lepiej.
Azazella dnia 16.02.2010 22:31
Poprawione. Aż dwie pasierbice się schowały, ale już usunięte:)
Popracowałam też trochę nad rozmową kobiet, bo słowa Babki("Żal mi twojej matki. Cieszę się, że nią nie jestem".) i odpowiedź córki, były mało sensowne po ostatniej poprawce.
Za uwagi dziękuję:) A co do zegara - postaram się dopracowac ten motyw:)
gresud dnia 17.02.2010 14:44 Ocena: Bardzo dobre
Jest to jeden z tych tektsów, które mnie "oszukują" by za chwilę całkowicie wchłonąć i "kupić".
Oszukują, gdyż czytając początek myślałem: "kolejny ktoś kto uważa, że bluzgi w tekście dodzą mu atrakcyjności"
Wchłaniają, bo ze wszech miar prawdziwe i przez co czyta się bez znudzenia.
No i wreszcie kupują dlatego, że znajduję w nich min. refleksję i część siebie (i myślę, że nie tylko ja).
Może końcówka i spotkanie z babcią jakby niedokończone, ale to szczegół. Daję bdb z wielkim plusem. ;)
peggy dnia 18.02.2010 13:15 Ocena: Bardzo dobre
podoba mi sie twoja historia, przekonywujaco napisana, duzo informacji jak na tak krotka forme, a jednak wszystko jest na swoim miejscu, czytelnik sie nie gubi, zamiast tego wciaga go po uszy. moze wolalabym tylko ciut wiecej magicznej atmosfery:yes: ale to juz takie moje widzimisie
PawelP dnia 17.05.2011 19:26
Tekst jest dziwny. Zdania wydają mi się jakieś kanciaste, pierwszy dialog tragikomiczny. Zastanawiam się czy w ogóle czytać dalej.
I nagle trach - nie mogę się oderwać. Nie mogę się oderwać, czytam z przyjemnością, chociaż to co piszesz jest nadal jakieś dziwne, dialogi jakieś nienaturalne i całość nie do końca poukładana. Jestem zdziwiony bo mi się podobało. Jestem zdziwiony bo nie wiem dlaczego. Ten tekst ma coś w sobie. Coś takiego, że mimo, że czasem razi to się podoba. Nie wiem z czego to wynika. To jest jakieś schizofreniczne. Ja jestem w każdym razie za tym tekstem i przeczytał bym kontynuację. :)
Pozdrawiam.
Azazella dnia 17.05.2011 20:34
O! Dziękuję Ci bardzo, Pawle. Nie spodziewałam się, że ktoś jeszcze przeczyta te moje wypociny, tym bardziej mi miło. Dziękuje:)
Krystyna Habrat dnia 06.07.2011 12:28
Przeraźliwie smutno opisane piekło na ziemi w jakiejś rodzinie. :( Podobno bywają takie domy. Nie wiem dlaczego ludzie chcą żyć tak bylejak i własnymi rękami urządzać sobie piekło na ziemi.:no: Brakuje nam w Polsce domów resocjalizacyjnych, gdzie uczono by takich jak żyć, jak prowadzić dom i wychowywać dzieci, dbając o ich szczęście. Takim tylko Pomoc społeczna zapewnia zasiłki, by nie musieli brudzić sobie rąk pracą, a mieli za co pić. Niestety, to poważny błąd. Skuteczniejsze byłoby leczenie ich za pomocą pracy.

Opisałaś to bardzo realistycznie. Poprawnym językiem i stylem. Twoim osiągnięciem jest to, że wzbudzasz w czytelniku bunt przeciw takim sytuacjom, ludziom i mechanizmom społecznym, ułatwiającym i utrwalającym tak ohydną egzystencję. To wzbudza głęboki protest! Trzeba takich ludzi "uzdrawiać" a nie "pielegnować" ich podłe życie z naszych podatków.
Tylko proszę o odwrót ku radośniejszym stronom życia.
/Zobacz i inne moje komentarze./
Azazella dnia 06.07.2011 15:08
Witaj, Sokole. Dziękuję bardzo za poświęcony czas i komentarz. Niestety takich rodzin jest bardzo dużo, nieraz przezywają o wiele gorsze piekło niż w moim tekście. To smutne, ale i przerażające jak niewiele robi się dla ofiar. Służby społeczne nie są pomocne, często nawet interwencja policji niewiele daje. Przecież potem taki wyjdzie z izby wytrzeźwień, często wraca już w stanie wskazującym. Może ludzie jak Marcin nie tyle chcą, co nie wiedzą, że nie muszą tak żyć. Czasami takie osoby jak Marcin myślą, że są skazane na takiego Ojca, że są mu coś winne, opiekę chociażby. Taki toksyczny rodzic/mąż/żona utwierdza się w przekonaniu, że jest najważniejsza i bezkarna...
Niestety pozostaje fakt, że taka osoba musi się zgodzić na to "uzdrowienie", a takim lepiej żyć pod kloszem.
Dziękuję jeszcze raz za komentarz.
Elatha dnia 24.09.2011 10:20
Poruszający tekst z wielu względów... Nie dziwi mnie użycie specyficznego słownictwa. Oddałaś to trafnie. Stworzyłaś obraz domowego piekła, gdzie diabłem jest alkohol. I całkowicie zgadzam się z tym, co napisałaś powyżej :yes:. "Life is brutal and full off zasadzkas", ktoś kiedyś powiedział. Tylko po co stawarzać sobie samemu takie życie?

Azazello, powodzenia w dalszym tworzeniu :).
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Darcon
29/06/2022 10:03
Mocne, bez dwóch zdań, ale też bardzo dobre. Jesteś… »
Darcon
29/06/2022 10:00
Nie wiem, czy poprzednia seria była mniej popularna, ale ta… »
Darcon
29/06/2022 09:06
Bardzo ładne opowiadanie, Joanno, chciałoby się jednocześnie… »
Jacek Londyn
29/06/2022 07:28
"Śpieszmy się dziękować za komentarze, wiersze tak… »
Yaro
28/06/2022 21:41
Świetny film i bardzo dobry wiersz. Pozdrawiam… »
Yaro
28/06/2022 21:39
GUZIKI /Pamięci kapitana Edwarda Herberta/ Tylko guziki… »
Brytka
28/06/2022 21:06
Z podobaniem, pozdrawiam »
Gramofon
28/06/2022 14:39
Dziękuję, cieszę się, że się podobało. Pozdrawiam. »
wolnyduch
27/06/2022 20:48
Msz sens życia, to coś więcej poza przetrwaniem, ale… »
Yaro
27/06/2022 19:09
Jezus chce byśmy się cieszyli, radowali miłość jest radością… »
Materazzone
27/06/2022 17:27
Jak dla mnie zbyt...proste? Może nie, raczej zbyt łatwe w… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:37
Nie lubię żartów z religii (nie twierdzę, że taki był… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:35
Dobrze napisane i fabuła fajna. W obydwu przypadkach sukces… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 09:14
Dzięki! Zawsze miło cię widzieć. Pozdrawiam »
Marian
27/06/2022 07:25
Ciekawie napisane. Zgadzam się z tulipanowką, przeżyła, bo… »
ShoutBox
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas