Prolog - gresud
A A A
Zamieszczony poniżej tekst jest częścią prologu książki nad którą obecnie pracuję.
Wbrew pozorom nie jest to historia wojenna ani tym bardziej użalanie się nad losami niemieckiej ludności cywilnej. Koniec wojny posłużył mi tylko jako moment wyjścia do dalszych losów moich bohaterów.


Na, gut kleines, da haben wir schon alles gepackt was notwendig wäre. Morgen früh, gleich bei der Sonnen aufstand machen wir uns in der Wege nach Westen. Erst Richtung Breslau und dann mit Gottes Hilfe weiter, so weit von die Russen weg wie es nur geht.(1)
Tymi słowami, Hannelore Schmidt, matka pięcioletniej Walerie – drobniutkiej blondyneczki wyglądającej co najwyżej na 3 lata – definitywnie zakończyła okres oczekiwania na powrót męża z frontu.
Do końca Anton i Hannelore Schmidt mieli nadzieję, że skoro wojna zabrała im już trzech synów to oszczędzi, chociaż ich ojca. Niestety w imię Volk-u, Reich-u i Führera musieli ponieść i tę ofiarę.
I gdy pod groźbą kary śmierci za ewentualną dezercję wyruszał na wojnę, przyrzekła mu, że będą na niego czekać aż do jego powrotu. W obecnej sytuacji jednak dalsze czekanie mijało się z celem a mogło je narazić na niebezpieczeństwo znalezienia się na linii frontu.
Obiecał, że na pewno wróci, że nie pozwoli, aby zostały tylko same we dwie. Ale nie wracał. Z początku miały przynajmniej listy, które mimo wojny dochodziły w miarę regularnie. Najpierw, co tydzień, później bywało, że i przez miesiąc nie miały żadnej wiadomości, ale w końcu przychodził list, czasami dwa – trzy naraz, a one siadały wieczorem przy lampie naftowej i Hannelore czytała powoli na głos – tak żeby mała Walerie wszystko rozumiała. Prąd, co prawda był przed wojną doprowadzony do ich wioski, ale kolejne naloty i ataki dywersantów zniszczyły linie przesyłowe. Dziewczynka słuchała skupiona i starała się w usłyszanych słowach przypomnieć sobie obraz ojca, jego zapach, szorstkość silnych, spracowanych dłoni, no i oczy, w których co chwilę błyszczały wesołe iskierki, kiedy się z nią bawił. Co prawda, centralne miejsce na komodzie zajmowała wspólna fotografia całej rodziny, na której ojciec siedział na krześle a wokół niego stali jej bracia i matka trzymająca na rękach malutką córkę zawiniętą w becik. Wtedy to po raz ostatni byli wszyscy razem. Zaraz po tym, najstarszy brat Hans wyjechał na wojnę i poległ gdzieś nad Donem w kilka tygodni po ataku na Rosję.
W rok po nim, jadąc do domu na urlop, zginął drugi z braci Walerie – Johann. Pociąg, którym jechał, został gdzieś w Generalnej Guberni wysadzony w powietrze i ostrzelany przez partyzantów. Z biednego Johanna nie pozostała nawet kupka popiołu – jego wagon spalił się doszczętnie.
Najmłodszy z braci – Helmut, ledwo czternastoletni wyrostek, przymusowy członek Hitlerjugend siłą wcielony do Volkssturmu we wrześniu 1944 roku, zginął pewnej nocy od postrzału w plecy. Nikt nawet nie próbował dociec, kto strzelał, w oficjalnym komunikacie podano tylko, że „kolejny młody, dzielny Niemiec poległ na chwałę swojej ojczyzny”.
Rodzicom po ich trzech synach pozostały tylko fotografie, listy pochwalne i pośmiertnie przyznane odznaczenia za męstwo i odwagę w walce za tysiącletnią Rzeszę.
Zaraz na początku października 1944 roku, w kilka dni po pogrzebie młodego Helmuta, listonosz przyniósł wezwanie dla jego ojca – Antona. Miał obowiązek stawić się we wskazanej jednostce w ciągu trzech dni, a w razie niezastosowania się do otrzymanego wezwania będzie potraktowany jak dezerter i niezwłocznie skazany na karę śmierci bez do prawa apelacji.
Żegnany więc ze łzami przez swoją przedwcześnie posiwiałą żonę i małą Walerie, pojechał. Jego listy przychodziły z początku regularnie, później przerwy były coraz dłuższe aż wreszcie od połowy Stycznia, kiedy dostali ostatni list – korespondencja całkowicie ustała. Z początku Hannelore i jej córka czekały, a matka tłumaczyła małej, że to pewnie z powodu zbliżającego się frontu poczta pracuje nieregularnie. Później, kiedy to, co noc było widać na wschodzie coraz bliższe łuny wybuchów – przestały czekać i zaczęły się przygotowywać do drogi.
Anton, przewidując przed swoim wyjazdem, że front będzie się przesuwał na zachód nakazał żonie i córce – w razie niebezpieczeństwa nadejścia Rosjan –wyjazd do Drezna do swojej siostry, która jeszcze przed wojną wyszła za mąż za krawca męskiego Siegfrieda Malza i wyjechała z nim prowadzić wspólnie zakład krawiecki przy Martin-Luther-Platz 5, w dzielnicy Dresden-Neustadt.
Uzgodnili, że w razie koniczności opuszczenia Bulchau (2) , to tam właśnie będą się po wojnie szukać.
Kiedy już Hannelore straciła wszelką nadzieję a w ich wiosce połowa domów została opuszczona w pośpiechu przez mieszkańców, postanowiła i ona dłużej nie czekać. Tym bardziej, że ostatniej nocy było słychać wyraźnie kanonadę armat i coś, czego jeszcze do tej pory nie słyszały – jakby seryjne gwizdy bardziej do zrywów wichru podobne, niż do czego innego i zaraz po nich serie wybuchów. Były to Katiusze – pierwsze na taką skalę w tej wojnie użyte wyrzutnie pocisków.
Spakowane i przygotowane do drogi, zaryglowawszy uprzednio drzwi, położyły się w ubraniach spać, żeby świtem bez zwłoki wyruszyć w drogę.
Nagle, w środku nocy, obudził małą Walerie huk i krzyki w jakimś dziwnie brzmiącym języku, po ciemku mogła tylko rozróżnić zarysy postaci poruszających się, jak duchy po ich domu i pohukujących do siebie nawzajem. Mrok się skończył, gdy któraś „zjawa” odnalazła po omacku lampę naftową, błysnęła zapałka i za chwilę ciemność rozproszył żółtawy płomień lampy. Napastnicy przekonani, że są sami ze zdziwieniem odkryli w jednym z łóżek dwie postacie leżące do tej pory bez słowa. Widząc z początku tylko głowę dziewczynki i siwą głowę Hannelore, jeden z nich zawołał: Nu, babuszka kuszat’ i pit’ dawaj, bystro, bystrieje!!! Essen, trinken, Schneller!!!
Dopiero, kiedy zerwał z nich pierzynę, pod którą się chowały zauważył, że wzięta przez niego z początku za staruszkę jest kobietą, co najwyżej czterdziestoletnią o ładnej buzi i ponętnych kształtach. Hannelore z przerażeniem zauważyła natychmiastową zmianę w jego postawie i w oczach. W tej samej chwili ze słowami: „Sasza, posmatrij szto ja naszoł”, do pokoju wszedł jeszcze jeden intruz, prezentując z dumą niesiony w rękach chleb i wędzoną słoninę, którą pewnie znalazł w spiżarni. „Wania, idzi siuda i smatrij kakoj u mienia siurpriz”.
Drugi podszedłszy do łóżka i aż gwizdnął cicho, szczerząc zęby w lubieżnym uśmiechu. Odkładając znaleziony prowiant na stojący obok stół rzekł do swojego towarzysza:
Ty znajesz Sasza kokoje u nas siewodnia szczastie, my chleb i sało naszli, spat’ budziem w krawat’i i jobat’ szto nibudz’ toże budziet”.
Hannelore, co prawda nic nie rozumiała z usłyszanych słów, ale po chrapliwym tonie, w jakim były wypowiadane, po gestach i spojrzeniach napastników domyśliła się, co zamierzają. Mimowolnie wykonała ruch, jakby chciała zerwać się z łóżka i uciekać, ale to tylko wywołało w Rosjaninie reakcję drapieżnika, który osaczywszy swoją ofiarę przygląda jej się z zainteresowaniem a dopiero, gdy ta podejmie ostatnią próbę ucieczki z matni – atakuje.
Ten, który stał bliżej oparł stopę na jej brzuchu i przycisnął prawie całym ciężarem do łóżka, aż jej pociemniało w oczach i krzyknęła z bólu, gdy poczuła jak pękają jej żebra. Tymczasem „zalotnik” nie zdejmując z niej nogi, powoli odstawił trzymany do tej pory w rękach automat opierając go stół i uwolnionymi w ten sposób dłońmi zaczął rozpinać spodnie.
Wiedziała już, że nic nie jest w stanie uchronić jej przed gwałtem i najprawdopodobniej śmiercią. Wielokrotnie, bowiem słyszała powtarzane przez oficjalną propagandę ostrzeżenia przed zbliżającym się wojskiem rosyjskim i ich zezwierzęceniu, pamiętała szeroko rozpowszechniane opowieści, o tym jak to sowieci rabowali napotkane na swej drodze domostwa niemieckie, a mieszkające tam kobiety w bestialski sposób gwałcili i mordowali.
Jej głowę opanowała tylko jedna myśl, uchronić małą Walerie, może jakimś cudem uda się jej przeżyć a przy okazji nie być świadkiem jej hańby i śmierci. Patrząc napastnikowi prosto w oczy, zmusiła się do zalotnego uśmiechu, a swojemu spojrzeniu nadała wyraz uległości. Powoli wyciągnęła rękę w stronę jego spodni, dając mu do zrozumienia, że chce mu pomóc, a drugą ręką zaczęła rozpinać swoje ubranie. W tym czasie drugi z napastników widząc, że towarzysz panuje nad sytuacją, usiadł przy stole plecami do drzwi i zaczął łapczywie jeść znaleziony prowiant, popijając przy tym wódką z butelki, którą przed chwilą wyciągnął z kieszeni szynela. W przerwie między jednym kęsem, a drugim zaśmiał się obleśnie i dodał: wsie oni takoje, pachoże adna na drugoj – srazu „niet, niet” no tolka kagda uwidzit nastojaszczewo mużyka, tak sama budziet sprasit’ „jeszczcio, jeszczcio”.
Nagle kobieta zrobiła minę, jakby sobie coś przypomniała i ręką którą do tej pory rozpinała swoje ubranie wskazała na leżącą obok córkę i gestami pokazała, żeby ją gdzieś wyprowadzić, aby nie musiała być świadkiem ich amorów.
Wania, wazmij jejo w drugoju komnatu, tolka nie trugaj – eta jeszczcio malenkij rybionok. Po czym wyciągnął Walerie z pod pierzyny, postawił na podłodze i popchnął lekko w stronę stołu. Wania wstał z niechęcią, złapał za rękę wystraszoną i nieświadomą sytuacji dziewczynkę i pociągnął w stronę drzwi. Ten, który został z Hannelore zaczął w pośpiechu zrzucać z siebie mundur nie mogąc się już doczekać spodziewanych rozkoszy. Gdy stanął już półnagi w samych tylko wojskowych kalesonach i właśnie szykował się do wejścia do łóżka w którym leżała obojętna na wszystko kobieta – stało się kilka rzeczy naraz:
Z korytarza dobiegł zduszony w połowie wrzask drugiego Rosjanina: bladz’ Sasza giermaaa…, w ułamek sekundy potem do pokoju wpadła postać w niemieckim mundurze, rozległ się huk wystrzału i niemalże równocześnie głowa niedoszłego gwałciciela spuchła na ułamek sekundy jak balon, aby w następnej chwili eksplodować tysiącami krwawo-żółtawobladych fragmentów czaszki i mózgu. Sam trafiony stał jeszcze przez chwilę na nogach, po czym zatrząsł się krótko w konwulsjach i osunął na Hannelore jak szmaciana lalka, którą bawiące się dziecko upuszcza nagle, bo kolejne próby postawienia jej na szmacianych nogach nie przyniosły efektu.
Kobieta poczuła, jakby przywaliła ją kłoda stuletniego drzewa, a połamane wcześniej żebra wbiły się głęboko w płuca tak, że nie mogła nawet krzyczeć, gdyż własna krew wypływająca z krtani mieszała się z resztką mózgu Rosjanina oraz jego buchającą krwią, zatykając jej usta i nos.
W tej chwili do pokoju wbiegło jeszcze kilku żołnierzy niemieckich w mundurach różnych formacji i z bronią gotową do strzału lustrowali całe pomieszczenie. Jeden z nich w mundurze porucznika Wehrmachtu widząc, że leżąca na łóżku kobieta dusi się i rozpaczliwie próbuje uwolnić od przygniatającego ją ciała – podbiegł do niej, złapał trupa za rękę i ściągnął na podłogę. Następnie pomógł jej usiąść myśląc, że ta krztusi się tym co z wlatywało na nią z martwego ciała.
Dopiero gdy po chwili zorientował się, że kobieta ma krwotok wewnętrzny i dusi się własną krwią, krzyknął:
Arzt, holt Ihr schnell ein Arzt hier, diese Frau stirbt ohne Seine hilfe(3)!
Jeden ze stojących w izbie żołnierzy rzucił się biegiem na zewnątrz i po chwili wrócił prowadząc za sobą starszego mężczyznę w mundurze oficerskim, ale bez dystynkcji oraz z torbą lekarską w ręku i ze słowami: hier Herr Doktor, dort ist sie(4) – wskazał ręką w stronę łóżka. Lekarz podszedł do łóżka, odsunął delikatnie podtrzymującego ją porucznika, a widząc jej stan kobiety ułożył na prawym boku na łóżku i przystąpił do badania. Wyjętym z torby stetoskopem osłuchał, ranną, a następnie na tyle, ile to było możliwe delikatnie dłońmi obmacał jej brzuch i klatkę piersiową.
Po skończonym badaniu podał jej zastrzyk i kazał spokojnie leżeć dopóki lekarstwo nie zacznie działać. Przez cały czas, niemalże szeptem, zadawał chorej pytania, na które odpowiadała z coraz większym trudem, często się krztusząc i plując przy okazji krwią,
Medyk wstał, poszedłszy do porucznika wziął go delikatnie za łokieć i prowadząc na zewnątrz mówił szeptem:
Herr Leutnant, sie ist in einer kritischem Zustand, hat mindestens sechs Rippen gebrochen und wenigstens zwei davon haben die Lunge durch gestochen und das hat des innerer Blutung verursacht. Leider aber sie wird höchstwahrscheinlich noch Heute Nacht sterben. Ich habe sie mit eine Dose Morphin geimpft, es sollte jetzt schon wirken und lässt sie durch nächste Stunden der Schmerz auszuhalten(5) .
Po chwili wrócili do izby, a porucznik podszedł do kobiety, przysunął sobie krzesło do jej łóżka i usiadłszy przyglądał się jej sie przez chwilę.
Gdy ich oczy się spotkały powiedział:
Frau Schmidt – a kiedy ujrzał zaskoczenie w jej oczach – szybko kontynuował; Tak, wiem kim Pani jest. Nazywa się Pani Hannelore Schmidt i jest żoną Antona Schmidta – najodważniejszego człowieka, którego spotkałem w życiu.
Panie Poruczniku, pan spotkał mojego Antona? – spytała z niedowierzaniem słabym głosem kobieta.
Młody oficer zanim odpowiedział ujął delikatnie jej dłoń i położył na niej obrączkę jej męża.
Gdy rozpoznała znajomy kształt w dłoni przymknęła oczy i zaszlochała bezgłośnie.
Tak, spotkałem. I dzięki temu jeszcze żyję, bo to Anton nie bacząc na własne bezpieczeństwo, uratował mi życie. Niestety, nie było nam dane poznać się lepiej, bo po zaledwie trzech dniach zginął, zasłaniając mnie własnym ciałem przed kulą snajpera przeznaczoną dla mnie.
Jednak przez te trzy dni opowiadaliśmy o sobie nawzajem tyle, że mam wrażenie, iż znałem go całe życie. Gdy umierał na moich rękach spytałem, dlaczego to zrobił? Odparł wtedy, że wie, co to jest ból ojca po stracie syna i że chciał, aby moim rodzicom było to oszczędzone.
Zanim skonał, prosił tylko abym, jeżeli mi się uda, dotarł tutaj, do Bulchau i zaopiekował się wami – niestety, nie zdążyłem – z żalem zakończył swoją krótką opowieść.
Hannelore słuchała w milczeniu i tylko łzy spływały jej bezgłośnie po policzkach.
Po chwili jednak otworzyła oczy i resztką sił wyszeptała:
Kochany chłopcze, jak się nazywasz?
Johann, Johann Steinberg – odpowiedział oficer.
Jeden z naszych synów miał na imię Johann – wtrąciła z wyraźnym bólem i nagle, jakby sobie o czymś przypomniała – zaczęła mówić.
Posłuchaj mnie Johann, ja umieram i już niedługo znowu będziemy razem z moim Tonim – ciągnęła z coraz większym trudem – czuję to. Tak że mną nie musisz się już zajmować, ale proszę cię na wszystko, co jest ci najdroższe, zaopiekuj się małą Walerie, ona została ostatnia z naszej rodziny. W woreczku na piersi ma swoją metrykę i inne dokumenty rodzinne, a także trochę pieniędzy. Ma tam też adres mojej szwagierki w Dreźnie, zawieź ją tam, tam się nią zaopiekują.
Steinberg poczuł, jak dłoń, którą trzymał wiotczeje, a oczy zachodzą mgłą. Widział w ciągu ostatnich tygodni tak wiele śmierci, że bezbłędnie rozpoznał agonię kobiety.
Po chwili przestała oddychać, a twarz jeszcze przed chwilą zniekształcona bólem, wygładziła się i uspokoiła.
Zamknął jej oczy, złożył ręce na piersi i uczynił nad nią znak krzyża. Wstał, spojrzał po raz ostatni na żonę swojego wybawcy i wyszedł do sieni.
Tam zawołał jednego ze swoich żołnierzy, ogłosił wymarsz za 20 minut, a w tym czasie kazał poprosić do siebie lekarza i przyprowadzić małą Walerie.
W kilku słowach przedstawił lekarzowi, jaki ma plan przedzierania się na zachód, w stronę Breslau i dalej do Berlina. A, że sam był za młody, aby mieć doświadczenia w opiece na małymi dziećmi, poprosił medyka o objęcie dziewczynki osobistą opieką.




--------------------------------------------------------------------------------
[1] No dobrze maleńka, spakowałyśmy wszystko, co było niezbędne. Jutro rano jak tylko wzejdzie słońce ruszamy w drogę na zachód. Najpierw w kierunku Breslau, a potem z Bożą pomocą dalej, byle tak daleko od ruskich jak tylko się da.
[2] Dzisiaj Bolechów k. Oławy
[3] Lekarza, szybko sprowadźcie tu lekarza, ta kobieta umrze bez jego pomocy.
[4] Tutaj Panie Doktorze, tu jest
[5] Panie Poruczniku, ona jest w krytycznym stanie, ma przypuszczlnie sześć złamanych żeber i przynajmniej dwa z nich przebiły płuca co spowodowało krwotok wewnętrzny. Przykro mi ale Ona najprawdopodobniej umrze jeszcze tej nocy. Wstrzyknąłem jej dawkę morfiny, powinna zaraz zacząć działać i pozwolić jej znieść ból przez następnych kilka godzin.




Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
gresud · dnia 03.03.2010 10:07 · Czytań: 1601 · Średnia ocena: 3,67 · Komentarzy: 16
Komentarze
Sceptymucha dnia 03.03.2010 13:01 Ocena: Bardzo dobre
Fajne. Miejscami trzeba przedzierać się przez niedokładności w języku, ale końcówka wynagradza wysiłki. Bdb
gresud dnia 03.03.2010 13:28
Dzięki bardzo. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jest to prolog do książki która ani nie jest o wojnie, ani tym bardziej o Niemcach, wypędzeniach itp. sprawach. Ale niestety nie wiem dlaczego nie zamieszczono mojego "leadu" do tekstu w którym jasno to wyłożyłem. Co do niedokładności językowych to z góry przepraszam, ale jestem samoukiem językowym i licząc na to, że uda mi się to wydać, liczę równocześnie na korektorów oczywiście.
Bardzki dnia 03.03.2010 13:49 Ocena: Bardzo dobre
Tekst bardzo dobry i do tego bardzo realistyczny. Ja nie jestem zbyt dobry w korekcji i sam smolę, ale proponowałbym zwrócić uwagę na przecinki. Trochę ich brakuje.
gresud dnia 03.03.2010 15:16
Dzięki "łysole". Co do przecinków to już bardziej wina edytora tekstu. Wstawia je gdzie che (trzymając się oczywiście sztywno reguł) natomiast nie zawsze tam gdzie mnie się wydaje, że powinny być. ;)
Miladora dnia 08.03.2010 21:07 Ocena: Dobre
Witaj, Gresud - masz nalot. ;)

- wyglądającej, co najwyżej na 3 lata - bez przecinka

- okres oczekiwania na powrót męża z frontu. Co prawda przyrzekła mu, że będą na niego czekać do jego - powt.

- to oszczędzi, chociaż ich ojca. - bez przecinka

- przychodziły regularnie, co tydzień, później bywało, że i przez miesiąc nie miały żadnej wiadomości, ale w końcu przychodził list, - powt.

- naraz(,) a one siadały wieczorem - przecinek w miejscu zaznaczonym nawiasem

- i Hannelore czytała na głos i powoli(,) tak(,) żeby mała - jedno "i" zamień na "oraz" (czytała na głos oraz tak powoli, żeby...)

- Dziewczynka słuchała skupiona i starała się w usłyszanych słowach przypomnieć sobie obraz ojca, jego zapach, szorstkość jego spracowanych dłoni, jego oczy, w których na chwilę zapalały się wesołe iskierki, kiedy się z nią bawił. - za dużo powtórzeń "się" i "jego"

- Stała co prawda na komodzie wspólna fotografia całej rodziny(,) na której ociec siedział na krześle(,) a wokół niego stali jej bracia i matka trzymająca na rękach malutką córkę zawiniętą w becik. Był to ostatni raz(,) kiedy byli wszyscy razem, - ojciec (literówka) i za dużo powtórzeń - masz podkreślone, brak przecinków poza tym

- W rok po nim(,) jadąc do domu na urlop(,) zginął drugi

- czternastoletni wyrostek(,) przymusowy członek...

- Zaraz na początku października 1944 roku(,) w kilka dni po pogrzebie młodego Helmuta(,) listonosz przyniósł wezwanie

- w ciągu trzech dni(,) a w razie niezastosowania się

- Żegnany, więc ze łzami przez swoją przedwcześnie posiwiałą żonę i małą Walerie(,) pojechał. - bez podkreśl. przec.

- dłuższe(,) aż wreszcie(,) od połowy stycznia, – kiedy - usuń myślnik

- czekały(,) a matka tłumaczyła

- to, co noc było - bez przec.

- Przewidując przed swoim wyjazdem Anton, że front - zły szyk zdania - "Anton, przewidując przed swoim..."

- Umówili się, że jeśli po wojnie się pogubią to właśnie tam będą się szukać. - sięjączki do odstrzału

- armat i coś(,) czego jeszcze do

- wichru podobne(,) niż do czego innego

- drogi, uprzednio zaryglowawszy drzwi(,) położyły się w ubraniach spać(,) żeby świtem

- Nagle(,) w środku nocy, obudził

- zarysy postaci poruszających się po ich domu i pokrzykujących do siebie nawzajem. Mrok się skończył, gdy któraś z postaci odnalazła - powt.

- głowę Hannelore(,) jeden z nich zawołał

- pierzynę, pod którą się chowały zauważył, że ta, którą z - powt.

- jest kobietą, co najwyżej czterdziestoletnią o ładnej buzi i ponętnych kształtach. Kobieta z przerażeniem - powt.

- ze słowami, „Sasza, posmatrij szto ja naszoł”(,) - zamiast przecinka dałabym dwukropek

- jeszcze jeden intruz(,) prezentując z dumą

- Drugi(,) podszedłszy do łóżka(,) aż gwizdnął cicho

- Mimowolnie wykonał ruch(,) jakby chciała - wykonała

- w Rosjanach reakcję drapieżnika, który osaczywszy ofiarę przygląda jej się z zainteresowaniem(,) a dopiero, gdy ta podejmie - jeśli w Rosjanach, to reakcję drapieżników l.m.

- oparł się stopą na jej brzuchu i przycisnął prawie całym ciężarem do łóżka(,) aż jej pociemniało w oczach i krzyknęła z bólu(,) gdy poczuła(,) jak pękają jej żebra. - oparł stopę na jej brzuchu (lepiej)

- Tymczasem Rosjanin(,) nie zdejmując z niej nogi(,) powoli odstawił

- Wiedziała już(,) że nic nie jest w stanie
- opowieści o tym(,) jak to sowieci
- domostwa niemieckie(,) a mieszkające tam kobiety

- jej przeżyć(,) a przy okazji
- zalotnego uśmiechu(,) a swojemu spojrzeniu

- Powoli wyciągnęła rękę w stronę jego spodni(,) dając mu do zrozumienia, że chce mu pomóc(,) a drugą ręką

- wódką z butelki(,) którą przed chwilą wyciągnął z kieszeni szynela(,) a w przerwie między jednym kęsem a drugim

- Nagle kobieta zrobiła minę(,) jakby sobie coś przypomniała(,) ręką(,) którą do tej pory rozpinała swoje ubranie wskazała na leżącą obok córkę i gestami pokazała, żeby ją gdzieś wyprowadzić(,) aby nie musiała być świadkiem ich amorów.

- Rozkazał zniecierpliwiony "zalotnik".()Po czym - "rozkazał" z małej litery, spację dodaj po kropce ()

- Ten(,) który został z Hannelore

- jak balon(,) aby w następnej chwili

- nogach(,) poczym zatrząsł się krótko w konwulsjach i osunął się na Hannelore jak szmaciana lalka którą bawiące się dziecko - po czym, sięjączki do wytłuczenia

- upuszcza nagle(,) bo kolejne próby

- stuletniego drzewa(,) a połamane

- głęboko w płuca(,) tak, że nie mogła nawet krzyczeć(,) gdyż własna krew - bez podkreśl. przec.

- kobieta dusi się i rozpaczliwie próbuje się uwolnić

- w mundurze oficerskim(,)ale bez

- Lekarz podszedł do łóżka(,)odsunął delikatnie podtrzymującego ją żołnierza i widząc stan kobiety ułożył ją na jej prawym boku na łóżku i przystąpił do badania. Wyjętym z torby stetoskopem osłuchał jej płuca(,) a następnie(,) na ile to było możliwe(,) delikatnie dłońmi obmacał jej brzuch i klatkę piersiową. - powt.

- spokojnie leżeć(,) dopóki lekarstwo

- Przez cały czas(,) niemalże szeptem(,) zadawał chorej pytania(,) na które

- wrócili do izby(,) a porucznik podszedł do kobiety(,) przysunął sobie krzesło do jej łóżka i usiadłszy(,) przyglądał się jej sie przez chwilę. - się

- Frau Schmidt – a kiedy ujrzał zaskoczenie w jej oczach(,) szybko kontynuował(:) Tak, wiem

- kim Pani jest. - pani

- Nazywa się Pani Hannelore Schmidt i jest Pani - pani

- mojego Antona?(-) (s)pytała z niedowierzaniem - myślnik i spytała

- i zaszlochał bezgłośnie. - zaszlochała

- uratował mi życie(,) nie bacząc na

- Niestety(,) nie było nam

- znałem Go całe życie. - go

- Zanim skonał prosił tylko(,) abym, jeżeli mi się uda(,) dotarł tutaj

- niestety nie zdążyłem (-) (z) żalem zakończył - popraw tak

- Kochany chłopcze(,) jak się nazywasz?

- miał na imię Johann (-) (w)trąciła z wyraźnym bólem i nagle(,) jakby - popraw w ten sposób

- Posłuchaj mnie(,) Johann

- Także mną nie - Tak, że mną nie musisz...

- co jest ci najdroższe(,) zaopiekuj się małą Walerie

- ale proszę Cię na wszystko - cię

- rodzinne(,) a także trochę

- Steinberg poczuł(,)jak jej dłoń wiotczeje a oczy zachodzą jej mgłą, - powt.

- Po chwili wstał(,) spojrzał po raz ostatni na żonę

Bój się Boga, Gresud - daj natychmiastową dymisję swojemu edytorowi tekstu - on Ci robi wodę z mózgu. Posługuj się własnym rozumem i ściągą z interpunkcji, którą, jeżeli chcesz, to wyślę Ci na pw. ;)
Swoją drogą, ja też jestem samoukiem pisarskim, ale jeżeli chcesz wydać cokolwiek, to popracuj nad stylem, bo tego korektorzy za Ciebie nie zrobią, nie mówiąc o tym, że redaktor nie przyjmie słabej prozy.
Piszesz jeszcze trochę nieudolnie, powtarzasz słowa, nie zawsze konstrukcja zdań jest najlepsza.
Jak widzisz, nie owijam w bawełnę. Możesz przyjąć moje słowa i poprawić tekst, możesz nie przyjmować i zadowolić się ocenami bdb, które dostałeś, z tym, że ja takiej oceny nie mam zamiaru dać.
U mnie masz na dzisiaj "przeciętne", ale z możliwością negocjacji, co znaczy, że jeżeli dopracujesz tekst, to podniosę ocenę.
Jeżeli zadowala Cię takie męskie postawienie sprawy, to w porządku.
Masz wybór. ;)
Pozdrawiam
gresud dnia 09.03.2010 08:51
Dzięki za te baty - też są czasami potrzebne. Co do "samouctwa" miałem tu na myśli języki obce, gdyż nigdy nie myślę o sobie jak o pisarzu broń Boże. Jak pewnie większość z nas "wklepuję" w klawiaturę to co mi w duszy gra. Martwi mnie tylko, że skupiłaś się na interpunkcji a prawie słowem nie wyraziłaś się na temat samej treści i pomysłu. A chyba o to tu głównie chodzi?
A edytor zdymisjonuję z pewnością, jak tylko ktoś wymyśli coś mądrzejszego.
Miladora dnia 09.03.2010 14:58 Ocena: Dobre
Gresudku - napisałeś:
"Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jest to prolog do książki która ani nie jest o wojnie, ani tym bardziej o Niemcach, wypędzeniach itp. sprawach. Ale niestety nie wiem dlaczego nie zamieszczono mojego "leadu" do tekstu w którym jasno to wyłożyłem."

Nie bardzo więc wiem, jak się ustosunkować do treści tego opowiadania, skoro, jak mówisz, jest to prolog do książki o zupełnie innej tematyce.
Dlatego nie napisałam niczego o treści i pomyśle.
Jako osobne opowiadanie, jest to historia wojenna jakich wiele, tyle że od drugiej strony - niemieckiej. A więc pomysł nie jest nowy.
Ciekawi mnie, jakie są powiązania z treścią książki, bo jakieś muszą być, skoro taki prolog zamieszczasz.
Myślę, że wprowadzenie mógłbyś zamieścić na górze opowiadania, bo opisu "od autora" przy dodawaniu tekstu, tekst publikowany nie obejmuje. Jest on przy tytule w archiwum.

Gdybym miała zastrzeżenia co do treści - napisałabym o tym na pewno. Skoro historię uznałam za wiarygodną i nie znalazłam w niej niekonsekwencji, skupiłam się na potknięciach stylistycznych i interpunkcyjnych. ;)
Dla mnie była ciekawa, inaczej nie weszłabym z komentarzem. ;) Przepraszam, ale niestety brakuje mi czasu na wszystkie teksty na portalu, stąd te wyrywkowe naloty. Mam nadzieję, że nie mają mi tego użytkownicy za złe.
Znam wiele opowieści z czasów wojny. Nie tylko literackich, ale także z ustnych przekazów. I wiem, że po obydwóch stronach "barykady" istnieli po prostu zwykli ludzie, jednakowo dotknięci jej koszmarem.
Może to tłumaczenie Ci wystarczy, bo nie chcę rozpisywać się zbytnio.

Aha - pomyśl o małej poprawce w zamieszczonej kwestii początkowej w języku niemieckim. Na dobrą sprawę matka nie powiedziałaby tymi słowami do córeczki. Podaję bardziej wiarygodną wersję:

Na gut, Kleines, da haben wir schon alles gepackt, was notwendig wäre. Morgen, gleich in der Früh, fahren wir westwärts… Erst nach Breslau und dann, mit Gottes Hilfe, weiter, so weit von den Russen, wie es nur geht[1].

Poprawione są także przecinki, jak widzisz. ;)

Myślę, że nie tylko o treść i pomysł chodzi w przypadku publikowanych na portalu tekstów. Moim zdaniem chodzi w ogóle o warsztat. Jeżeli wykonanie kuleje - tekst, niezależnie od genialnego pomysłu, traci na sile przekazu. Dlatego punktuję wszystko, co rzuci mi się w oczy.
Wykonanie jest równie ważne, co pomysł, bo trzeba umieć "sprzedać" swoje dzieło w odpowiednim opakowaniu. ;)

Wiesz co jest lepsze od edytora tekstu? Własny rozum. :D
Wystarczy podszkolić się w zakresie interpunkcji i jest się niezależnym.

Pozdrawiam serdecznie ;)
PS. To nie były "baty" tylko pomoc... ;)
SzalonaJulka dnia 09.03.2010 18:32
"Przewidując przed swoim wyjazdem Anton,(...)nakazał żonie i córce (...) wyjazd do Drezna do swojej siostry(...)"
a pod koniec, Hennelore mówi: "Ma tam też adres mojej siostry w Dreźnie, zawieź ją tam, tam się nią zaopiekują."
chodzi chyba o tę samą osobę, więc lepiej w drugim przypadku zmienić na "adres mojej szwagierki", bądź "adres siostry męża" - oczywiście to drobiazg :)

Przeczytałam z przyjemnością, którą mąciły jedynie liczne błędy interpunkcyjne i powtórzenia. Sugeruje skorzystać z rad Miladory (przecinki z maszynki to bardzo zły pomysł - już lepiej robić błędy na własny rachunek).
Nie da się ukryć, że jest to kawał solidnej prozy. Na razie może historia nie wnosi nic nowego, niemniej jestem ciekawa, jak sytuacja sie rozwinie. Czekam na cd.

Na razie bez oceny. Z pozdrowieniami :)
gresud dnia 09.03.2010 21:11
Miladora i SzalonaJulka dzięki za opinię, co do błędów - z pokorą uwagi przyjmuję. A jeżeli macie ochotę na ciąg dalszy to chętnie przeslę Wam całość na maila - wystarczy, że korzystając z mojego profilu napiszecie do mnie.
PS.Miladorko ośmielę się z Tobą nie zgodzić co do słów Hannelore. Nie mozna zapominać, że w moim zamyśle są to (byli) prości ludzie i raczej na codzień posługiwali się prostym językiem a nie literackim. I tak jest zresztą do dziś (wiem coś o tym - mieszkałem do niedawna jeszcze na niemieckiej wsi i o wiele częściej się tam używa dialektów, kolokwializmów i uproszczeń niźli Hochdeutsch). ;) :yes:
Miladora dnia 09.03.2010 22:55 Ocena: Dobre
Gresudku - to była tylko sugestia. ;)
Zdaniem moich germanistów, kwestia ta brzmi zbyt poetycko i literacko, jak na wypowiedź matki do małej córeczki.
Ale, jak mówiłam, to tylko sugestia.
Natomiast mógłbyś poprawić błędny początek:
- Na, Gut kleines, da haben - na:
- Na gut, Kleines, da haben...

Mam nadzieję, że dasz następne części tego tekstu na pp. Chętnie przeczytam. Niestety nie mam na razie czasu na to w domu, za co przepraszam.
Pozdrawiam i do roboty, Gresudku, bo ja lubię sprawdzać, czy autor pracuje nad tekstem. ;)
gresud dnia 14.03.2010 21:29
Miła Miladoro! Stosując się do twoich wskazówek naniosłem poprawki w tekście, ale od razu uprzedzam, że nie wszystkie znalazły u mnie uznanie. Nie, nie dlatego, że podważam twoje umiejętności - broń mnie Panie Boże. W kilku przypadkach pozmieniałem co nie co, a w innych zastosowałem prawo do "licencia poetica". Ale generalnie myślę, że powinnaś być zadowolona - ja jestem.
Dzięki i buziaki :)
Miladora dnia 14.03.2010 22:12 Ocena: Dobre
Przepraszam, wkleił mi się komentarz niechcący dwa razy.

Przecinki są jeszcze niektóre do uzupełnienia, Gresuniu... ;)
Ale lepiej...
Miladora dnia 14.03.2010 22:13 Ocena: Dobre
Wenn du Korrekturen eingetragen hättest, so doch nicht alle, Lieber Kollege.

Na, Gut kleines,
Na gut, Kleines,

Ich komme später an. :D
Die Note habe ich weggestrichen. ;)
gresud dnia 14.03.2010 23:23
Nie, no tym razem to już czepiasz się "pierdół" Ok. zapomniałem o tym "gut". Co do przecinków - będzie tyle i basta! Tak mi pasują do kształtu i dramaturgii.

Wenn schon, denn schon - "Ich komme später an" - sohlte es sein, nicht war?

Küsschen.
Miladora dnia 14.03.2010 23:47 Ocena: Dobre
Masz oczywiście rację, Gresuniu. :D Jest 1:1. ;)
Na dowód mojej dobrej woli natychmiast poprawiam.
Trafił buldog na buldoga. ;)

A co do przecinków, to jeżeli zechcesz wydać tekst, to korektor wydawnictwa natychmiast Ci je uzupełni, nie zważając ani na kształt, ani na dramaturgię i będę miała ubaw. :D

Buziaki
(pewnie podniosłam Ci ciśnienie) ;)
gresud dnia 15.03.2010 08:43
E, tam zaraz podniosłam ciśnienie - świetnie się bawię. Co chyba zresztą widać.
A i tak mam wysokie, jak każdy raptus zressszzzzzztą!

:upset:

Całuję rączki
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Brytka
28/05/2022 02:22
Akurat mowa tu o chorych układach w korporacji. pozdrawiam… »
wolnyduch
27/05/2022 21:56
No to dobrze, że nie palisz, bo wydłużasz sobie dzięki temu… »
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas