Adagio1 - Miladora
A A A

     Nie wiem, może to jesień sprawia, ten bezrozumny smutek narastający z wolna w rytm opadających liści, a może płyta, której słucham, dość że zawsze wtedy, jesienią, mimo że tyle już ich przeminęło od tamtej pory, wraca do mnie pewna historia... Historia właściwie bez końca, chociaż zakończona.

     Z zakamarków umysłu napływa wówczas szereg obrazów – barwa głosu, gesty, słowa, Mahalia śpiewa Jericho, a ja sięgam w głąb szuflady i wśród stosu fotografii szukam tej jednej – przedartego na wpół zdjęcia, z którego wychyla się lekko czyjaś postać o znaczącym uśmiechu, wysuwając nogę w spodniach pamiętających jeszcze moje cierpliwe palce.

     Wycięty z przestrzeni patrzy na mnie ktoś o chłopięcej twarzy, a przekora, jaką emanuje ta nadal świeża mimo upływu lat fotografia, sprawia, że zastygam na chwilę, a potem zaczynam odczuwać pragnienie, by zmieścić w słowach, odtworzyć i raz jeszcze przeżyć pewien rok.

     Dziwne, jak trwała jest ludzka pamięć. Wystarczy chwila nieuwagi, jakaś melodia, zapach, widok trzepoczących na wietrze liści, czy nawet bardziej błahy jeszcze czyjś gest, uśmiech albo samo zmrużenie powiek, a w obcych twarzach, obcych słowach i miejscach, gdzie nawet nigdy nas nie było, odnajdujemy tyle, że trudno potem wtłoczyć to znowu w zamknięte archiwum. A jeżeli nawet udaje się, bo zawsze musi się udać, by móc żyć nadal, na dziś i na jutro, to jednak lekkie ukłucie w okolicach serca, przelotny skurcz czy bezwiedne drgnienie palców uświadamia nam, jak żywe jest jeszcze wszystko, co pamiętamy, i jak chętnie by powróciło, gdyby tylko otworzyć furtkę i nie bać się przeszłości.

     Nie bać się pytań bez odpowiedzi, słów kiedyś powiedzianych, nieprzemyślanych czynów, i móc raz jeszcze odtworzyć zdarzenia spływające cienką strużką z przesuwanych przed oczyma krajobrazów wspomnień. Tak, jakby włączało się płytę, i słuchało w milczeniu.

     Sięgam w głąb półki, pod palcami czuję gładkość nawoskowanego papieru, szeleści koperta i po chwili zaczyna wirować stary plastikowy krążek. Z delikatnych akordów wysnuwa się opowieść, a ja wracam do czasu, gdy po raz pierwszy usłyszałam Adagio i trwam jak wówczas – w zasłuchaniu.

 

Tu przychodzi się
z własnym niebezpieczeństwem.
Henri de Montherlant – Don Juan

Adagio 

     Było to dawno temu, podczas Świąt Bożego Narodzenia któregoś roku.
Przebywałam wówczas w domu, jak zawsze zresztą podczas każdych ferii, całkowicie pogrążona w spokojnym błogostanie świątecznego stołu i rozkoszy niemyślenia o niczym.
Święta dobiegały właśnie końca i tego wieczoru bezpieczny półmrok pokoju w świetle słabo połyskującej choinki sprawiał dziwne wrażenie czasu oderwanego od rzeczywistości.
Zagłębiona w fotelu, nieuważnie i bez zainteresowania oglądałam jakiś program baletowy nadawany przez telewizję, gdy nagle uświadomiłam sobie, że z coraz większym skupieniem zaczynam przysłuchiwać się muzyce dobiegającej z odbiornika.
Ta smutnie niepokojąca melodia prowadzona przez wysokie, przejmujące tony skrzypiec, zafascynowała mnie do tego stopnia, że pragnąc, by nigdy się nie skończyła, z niecierpliwością wyczekiwałam jednocześnie na moment, gdy po ostatnich akordach delikatnym, stylizowanym pismem ukaże się tytuł i nazwisko kompozytora.
      Albinoni – przeczytałam na tle barokowych dekoracji.

Adagio rozpłynęło się, zatarło gdzieś w podświadomości.
Mijały miesiące, może lata, nie liczyłam czasu.

     Od dawna żyłam już w innym mieście. Skończyłam studia i Pani, u której wynajmowałam pokój, przeprowadziła się do nowego mieszkania, zabierając mnie z sobą. W ten właśnie sposób trafiłam na tamto nowo wybudowane osiedle, gdzie wszystko było podobne do siebie, domy wyglądały jak pudełka, a ludzie wiecznie się spieszyli.

     Nie byłam wówczas jakoś specjalnie szczęśliwa. Nagła przeprowadzka spowodowała oddalenie nie tylko w sensie odległości od miejsc, z jakimi czułam się związana, lecz także od ludzi, a w tym od – nie wiedziałam, czy już nie byłego chłopca, z którym od pewnego czasu zaczęłam mieć coraz więcej problemów. Wszystko zawisło w próżni, a brak planów i nie-pewność sprawiały, że wolałam nie myśleć o przyszłości, żyjąc tak, jak żyłam – z dnia na dzień i z chwili na chwilę. W pewnym sensie nawet – man by man – jak śpiewała Liza Minnelli, z czego bynajmniej nie robiłam sobie wyrzutów, gdyż każda iluzja pozwalała chociaż na chwilę nie pamiętać o sobie.

     Samotność nie jest dobrym towarzyszem podróży przez życie, zwłaszcza gdy w pociągu, którym jedziemy, z każdą stacją ubywa pasażerów, a nikt nie dochodzi. I faktycznie, gdyby nie Mona, czułabym się tak, jakbym sama siedziała w przedziale. Przypadek sprawił, że sprowadziła się naprzeciwko. Była żoną znajomego z uczelni, który po otrzymaniu mieszkania ściągnął ją z dzieckiem do siebie, a potem zwyczajnie porzucił. W rezultacie sporo czasu zaczęłyśmy spędzać razem, zastanawiając się bezskutecznie, gdzie leży sedno naszych niepowodzeń życiowych. W inne wieczory jednak wolałam zamykać się w czterech ścianach swojego malutkiego pokoju, szukając ucieczki wśród książek, których kolorowe stosy zalegały stół i wszystkie meble, piętrząc się w stale narastającym zbiorze.

I tak czas leciał...

     Od dwóch czy trzech lat przebywałam już wówczas na Wzgórzu, lecz mimo to nadal zupełnie nie znając sąsiadów. Mieszkania za jednakowo zamkniętymi drzwiami były obce i niezbadane, ludzie nieznajomi i pozostający w zupełnym oderwaniu od nazwisk odczytywanych pobieżnie podczas wielokrotnych wędrówek po schodach, gdy machinalnie rejestrowałam w pamięci ich nic niemówiące brzmienie. Przywykłam do pustki.

     Z wolna osiedle rozwijało się i wiatr przestał wzdymać tumany piaskowego kurzu. Powstały poprzecinane wąskimi wstęgami asfaltowych ścieżek przestronne zieleńce i trawniki, a nocą niebo było naprawdę blisko. I wtedy polubiłam nawet tamtejsze domy z ich galerią różnokolorowo oświetlonych okien. Często wieczorami spoglądałam na nie, zastanawiając się mimowolnie, kim są ci wszyscy ludzie, tam naprzeciwko, i jakie życie prowadzą. Czasem słyszałam odgłosy kłótni, a wtedy przyłapywałam się na myśli, że zazdroszczę im nawet tego.

     A potem, pewnego dnia, Adagio zaczęło powracać.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Miladora · dnia 20.07.2010 08:19 · Czytań: 1439 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 42
Komentarze
Darksio dnia 20.07.2010 12:19
Ciary przeszły mi po plecach, wyobraźnia się rozszalała i gdzieś tam w środku coś zacisnęło się w kamień, pewnie to serce. Oto mój cały komentarz nie mam nic więcej do dodania, niech to będzie odpowiedzią czy powinnaś kontynuować.
Miladora dnia 20.07.2010 13:35
Dzięki, Darksiu - no to pewnie będę... ;)
green dnia 20.07.2010 13:44
Przyłącze się do ciarek na plecach darxxa i chcę czytać więcej, ale są dla mnie dwa miejsca nad którymi bym się zastanowiła. Metafory dopełniaczowe, które zastosowałaś. Tekst sam w sobie ma tyle poezji dla mnie, że archiwum pamięci i iluzja szczęścia nie podobają mi się.

Buziaki
sisey dnia 20.07.2010 14:09
Miluś, wiem z moją opinią się nie liczysz, więc ja tak bardziej na wiatr... Prosisz o opinię, czy warto kontynuować ale ten fragment niczego nie wyjaśnia, żadnej intrygi, nawet podmiot mocno domyślny. Przez kilka akapitów miałem problem z określeniem czasu i wieku bohaterki. Intro, rodem z horroru, a przynajmniej powieści grozy, jeżeli o taki efekt chodziło, to jest dobrze.
Adagio Albinoniego nie znoszę i mam powód - zbyt wiele razy wykorzystane jako ilustracja w filmach, dokumentach itp. Umiejętnie budujesz nastrój z pomocą ogranych artefaktów - ale co poradzić świece zawsze płoną, wosk spływa po palcach, a nie odwrotnie. Jawi się kobieta samotna, co dalej nie mam pojęcia, więc trudno odpowiedzieć czy pisać. zwracam Ci jedynie uwagę, na używane środki wyrazu, artefakty. Jeżeli potrafisz stworzyć z tego coś co znajdzie czytelników, to koniecznie pisz.
Ciekawostka - przeczytanie tych kilku akapitów zajęło mi relatywnie bardzo dużo czasu. Pewne fragmenty czytałem kilkukrotnie, bo zwyczajnie porywała mnie moja własna pamięć, lub w wyobraźni rysowałem ten Twój świat. to chyba dobrze, chociaż wróże bardzo powolne czytanie, albo raczej delektowanie się wizjami. Ile ma mieć stron, do kogo jest skierowana, gatunek - to pytania poboczne. Jeżeli nie uśpisz, to może być TO coś na co czekałem. Oczywiście wiem, że to nie powód by kontynuować pisanie ale i tak piszesz - jestem święcie o tym przekonany. No cóż trochę kokieterii ponoć nikomu nie zaszkodziło :)

PISZ!

ten okropny sisey (bez oceny, bo byłaby bez sensu)
Miladora dnia 20.07.2010 15:15
Dzięki, Green - postaram się zmienić. ;)
O takie właśnie uwagi mi chodzi - jeżeli coś jest przedobrzone, to do kosza, żeby tekst nie stał się sentymentalnym banałem. ;)

Sisey - ja się liczę z każdą uwagą dotyczącą tekstu. Dlatego go dałam.
To początek historii zaledwie. A jak widać, rozgrywa się w przeszłości. A więc to wspomnienie, opisywane przez jego bohaterkę po latach.
Nic się jeszcze nie dzieje, zarysowuje się tylko tło i główny artefakt - Adagio.
Wiem, że obecnie zostało powielone już na wiele sposobów, ale kiedyś tak nie było. Dostanie dobrej płyty z muzyką poważną, w dobrym w dodatku wykonaniu, wymagało znacznych trudów i kosztów. Ludzie zbierali je całymi latami.
To historia pewnej przyjaźni i miłości, a więc w zasadzie adresowana do wszystkich. Jest kontrowersyjna, uprzedzam. ;)
Ma kilkanaście rozdziałów i pisałam ją dla siebie. Czasem muzyka potrafi odegrać niezłą rolę w życiu... Chciałam to jakoś ująć, chociaż to też pewnie truizm. Zobaczymy w każdym razie. ;)
Zależy mi, by jej nie przerysować, dlatego walcie swoje uwagi i nie przejmujcie się. :D
Dziękuję, że zechciałeś przeczytać. ;)
JaneE dnia 20.07.2010 16:47
Cytat:
Adagio Albinoniego nie znoszę i mam powód - zbyt wiele razy wykorzystane jako ilustracja w filmach, dokumentach itp


Sisey ma rację, a mimo to jest w Adagio coś, co sprawia, że za każdym razem, gdy słyszę ten utwór, mam gęsią skórkę i dziwne problemy z oddechem.

Pisz Mila, pisz.
I choć z z tego fragmentu, nie można wywnioskować w jakim kierunku posuniesz akcję, jeśli tylko nie zmienisz stylu, z całą pewnością przeczytam.

pozdrawiam serdecznie
lech dnia 20.07.2010 17:34
Oczywiście, pisz! Dlatego że jest w tym autentyzm i atmosfera, które już dawno przeminęły. Takie pisanie nie jest popularne, ale ma swoich czytelników, a także wagę gatunkową. Dlatego nie będę ganił lub chwalił, cierpliwie poczekam na więcej i jestem pewien że się nie zawiodę.
Pozdrawiam serdecznie
Lech
Miladora dnia 20.07.2010 19:56
Dziękuję, kochana Jane i Lechu. ;)

Szkoda, ze Adagio zostało już tak "sponiewierane".
Ale była kiedyś pewna niesamowita wersja, gdy tę melodię, na tle smyczków i organów, prowadziła trąbka.
Niezłe ciarki potrafiły przelecieć wtedy po skórze. ;)

No to spróbuję w takim razie wprowadzić trochę akcji. :D
Wasinka dnia 20.07.2010 20:13
Milu, Twoje opowiadanie ma klimat. Naprawdę. Z chęcią dowiem się, co dalej :) Jeszcze wrócę :)
Pozdrawiam cieplutko :)
Darksio dnia 20.07.2010 20:18
A ja stanę w obronie Adagia Remo Giazotto, bo to jego robota a nie Albinoniego. To że ktoś wykorzystuje ten motyw to nie jest żaden minus. Przecież wielu ludziom się ten utwór podoba, nie próżno jest jednym z najbardziej popularnych na świecie. Co w tym złego, że bohaterka kojarzy go z czymś wyjątkowym w jej życiu? Miała prawo przeżyć coś wzniosłego w jego tle.
Proszę, Milciu, specjalnie dla ciebie z pozdrowieniami.
http://www.youtube.com/watch?v=Ic_pt0qxX1Y&feature=related
Miladora dnia 20.07.2010 21:22
Dziękuję, Wasinka. :D
Nic się jeszcze nie dzieje, ale przynajmniej jest klimat. :D

Darksiu - faktycznie. To ta sama wersja Maurice'a Andre.
Dzięki serdeczne.
Ja mam transkrypcję fortepianową Adagia, ale przełączam pianino na organy. Na drugiej ścieżce można dograć smyczki w tle. Ale to tylko taka zabawa.
Po pewnym czasie pojawi się też Adagietto z V Symfonii Mahlera... ;)
Jack the Nipper dnia 20.07.2010 21:44
To teraz ja. Podobało mi się, więc rozwinę, co pomyślałem.

Każdy jest na swój sposób normalny i nienormalny, a wszystko zalezy tak naprawdę od czasów w jakich żyjemy. Kiedyś na przykład, dawno dawno temu korupcja nie była nie była normalna (co nie znaczy, że jej nie było). Obecnie jest to cos normalnego. W duzym uproszczeniu można powiedziec, że wszystko to jest kwestia szeroko rozumianej mody. A szerokość ta jest uhuhuhu i jeszcze trochę. Bo na przykład: kiedy się np. sięgnie do zapomnianej szuflady aby zlikwidować gniazdo mrówek faraonek i znajdzie się tam jakiś stary list czy zeszyt. Z prawdziwym wzruszeniem czyta się o tym co kiedyś było ważne, istotne, stanowiło powód radości czy smutku. Zasuszony liść, jakiś kamyk, kartka na imieniny, plastelinowy ludzik zrobiony najukochańszą (wtedy) dłonią, list, zdjęcie, niedopalona świeczka która paliła się wtedy gdy ...ja mam pytanie, kto i po co to zbierał??? Wywalenie z pamięci przeszłości może być w pewnych okolicznościach korzystne. Wiedza o tym, że kiedyś było dobrze a teraz jest jakoś tak inaczej, może spowodować iż łakniemy wszystkiego co będzię substytutem dawnych dobrych czasów, jakąś oznakę sympatii, życzliwego zainteresowania (choćby podstawą tego były interesy) odbieramy jako wielką przyjaźń. Cień okazji, światełko na końcu strasznie długiego tunelu jawi nam się jako życiowa szansa. Z drugiej strony jeśli pamięta się, że kiedyś było tak dobrze a teraz jakoś inaczej to jednak dążysz do tego aby znów było lepiej. Gdyby nie pamięć o cudownych chwilach przeszłości, można by niesłusznie uznać chwilę obecną za najlepszą i tkwić w niej jak w marazmie. Cóż, jak dowodzi praktyka, chwila obecna nie jest nigdy najszczęśliwszą - zawsze może być lepiej albo - dla pesymistów - lepiej już było.

I teraz - podsumowując. Pisz dalej, to i ja będę dalej snuł sowje wizje :)
Miladora dnia 20.07.2010 22:09
No proszę, de Nipper... :D
Niezłe dywagacje. ;)
Ale z tego wniosek, że każdego można namówić na zabawę przeszłością.
Skoro tak często dzisiaj swoimi literackimi wizjami wybiegamy w przyszłość, równie często zajmujemy się teraźniejszością, to przeszłość też powinna mieć coś do powiedzenia.
Zresztą nie powinnam się dziwić, skoro stworzyłeś cały cykl bajań z zamierzchłych czasów. :D
Dziękuję więc za doping.

W książce "Rebeka" Daphne du Maurier, jej bohaterka w pewnym momencie wyraża żal, że wspomnień nie można przechowywać jak perfum w buteleczce, by w każdej chwili móc odkorkować ją i na nowo przeżywać szczęśliwe chwile...
Szczęśliwe... ale co z innymi?
Zresztą takie "perfumy" nosimy ze sobą przez całe życie. I czasem dają nam doping, a czasem niestety wytrącają wszystko z rąk.
Przeszłością nie należy żyć.
Ale przeszłość można wspominać...
Krystyna Habrat dnia 21.07.2010 16:37
Tęsknię za takimi tekstami o zwiewnej formule, sentymentalnym nastroju, przesyconymi pięknem muzyki i otaczającego świata.
Ktoś powiedział (autora nie pamiętam), że prawdziwe piękno jednym skrzydłem powinno się ocierać o brzydotę. Może i tak. Brzydoty się nie uniknie. Takie jest życie. Ale ostatnio, szczególnie w filmach, męczy nadmiar turpizmu. Epatują nas swą filozofią menele pod śmietnikiem. Miłość pokazują nam brzydką. Wszystko jest obrzydliwe i odpychające. Życie głupie. To już nie jedno, a oba skrzydła toną w brzydocie.
Pisz więc dalej swoją piękną opowieść Miladoro, bo warto. I pokazuj po kawałku.
Wasinka dnia 21.07.2010 18:42
Miladorko, dla mnie stworzyć klimat tego, co się pisze, stanowi dziewięćdziesiąt procent (jeśli nie więcej) realizacji dzieła. Zatem to nie "przynajmniej” klimat, lecz „aż”. Poza tym, jak dla mnie, to już w tym fragmencie dużo się wydarzyło, a przede wszystkim to, że treść pociągnęła czytelnika i zaciekawiła. Chce się czytać dalej.
To bardzo dużo.

A oto kilka moich sugestii:

Tak więc z zakamarków pamięci napływa szereg obrazów – mnie lepiej brzmi bez „tak więc”

napływa szereg obrazów - barwa głosu, gesty - półpauza zamiast dywizu

a przekora, jaką promieniuje wciąż ta świeża, mimo upływu lat (,) fotografia, sprawia, - Miladoro, zupełnie subiektywnie – słowo „promieniuje” jakoś poetycko mi tu nie pasuje

przelotny skurcz czy bezwiedne drgnienie palców, uświadamia nam – bez przecinka bym sugerowała

żywe jest jeszcze wszystko, co pamiętamy i (,) jak chętnie by powróciło

gdy Adagio przypłynęło po raz pierwszy (,) i trwam jak wtedy

prowadzona przez wysokie, przejmujące tony skrzypiec, zafascynowała mnie do tego stopnia – drugi przecinek do wyrzucenia

nowo-wybudowane osiedle – nowo wybudowane, bez dywizu

jak żyłam - z dnia na dzień – zamiast dywizu półpauza

gdyż każda iluzja pozwalała, chociaż na chwilę, nie pamiętać o sobie. – zrezygnowałabym tutaj jednak z przecinków

a nikt nie dosiada – „wsiada” bym sugerowała

który po otrzymaniu mieszkania (,) sprowadził ją z dzieckiem do siebie,

Od dwóch, czy trzech lat - bez przecinka

mieszkałam już wówczas na Wzgórzu, a mimo (to) zupełnie nie znałam swoich sąsiadów. Mieszkania za jednakowo zamkniętymi drzwiami – powtórzenie

Przyzwyczaiłam się do pustki. Z wolna osiedle rozwijało się i wiatr – „się” blisko i zauważalnie

kim są ci wszyscy ludzie, tam, naprzeciwko i jakie życie prowadzą – proponowałabym: kim są ci wszyscy ludzie tam, naprzeciwko, i jakie życie prowadzą // albo // kim są ci wszyscy ludzie, tam naprzeciwko, i jakie życie prowadzą (zależy, jak to czujesz)

Pozdrawiam cieplutko :D
Bardzki dnia 21.07.2010 20:22
Zastanawiam się dokąd nasz prowadzisz Malidoro?

Adagio Albinoniego wydaje się składać z dwóch części. Pierwsza, pulsująca smutkiem, wprowadzająca nas w nastrój, przedzielona jest niewielką płazą. Muzyka cichnie by po chwili zacząć powoli narastać, aż do momentu, gdy wydaję się nam że apogeum smutku osiąga szczyt i większego bólu już oddać nie można. Tu własnie na moment brakuje nut, chwila przerwy, łkanie dławi orkiestrę. Zdaje się brakować powietrza w płucach.W tym momencie ból przeradza się w rozpacz,która przerywana konwulsjami, wydaje się ciągnąć bez końca. Gigantyczny żal z światem, który legł w gruzach. Gdy upada cywilizacja i wygląda na to, że już nigdy się nie podźwignie Gdy ginie wiara w ludzi, uchodząc z dymem krematoryjnych pieców. Gdy wszelkie idee okazują się nic nie warty, albo zbrodnicze. Co pozostaje?
Czy to widział Remo Giazotto komponując, krótko po wojnie, ten utwór. Kto wie.
Wszystko jednak ma swój kres i rozpacz i muzyka. Po sięgającej zenitu symfonii dzięków, przychodzi czas kończyć. Smutna pieśń samotnych skrzypiec, które powoli milknąc, zdają się utulać nasz straszliwy ból.

Więc powtórzę pytanie. Dokąd nas prowadzisz Malidoro, czy tyko w smutne opowiadanie czy w coś więcej? Taką muzyka wybrałaś na nam za towarzyszkę. Powoływanie się na mistrzów zobowiązuje.

ukłony Bardzki

P.S. ta wersja bardziej mi się podoba:
http://www.youtube.com/watch?v=spBOZa87xIY
Poke Kieszonka dnia 21.07.2010 20:30
:)Mo ja Kochana PANI Radości no spróbuj tylko przerwać to pisać to ze mną do czynienia będziesz miała::, bo wiesz ja czytelnik czujący i beczałam jak trudno nawet określić kto i co?Wielkie drgnienie serca:yes: i stalownictwo, no wiesz to się czyta jak poemat, tak poetycko w tej prozie porobiłaś , że dech zapiera , a niech Cię, ja Ci mówię, nie jedni Cie czytać będą:yes: i nie jedno stulecie:)Serdeczności z mojej kieszonki:)
Miladora dnia 22.07.2010 03:10
Dziękuję, Sokolku - ładne to zdanie o skrzydle. I prawdziwe, bo na zasadzie kontrastu piękno, ocierające się o brzydotę, wydaje się jeszcze piękniejsze.
Ale czasami prawda nie jest piękna... Czasami potrafi być okrutna...
Przypomniała mi się opowieść Chińczyka Li z "Na wschód od Edenu" Steinbecka. Historia jego urodzin i to, co powiedział wówczas jego ojciec - że "w tym było piękno. Jakieś straszliwe piękno".
Dziękuję buziakiem.

Wasinko - Niestrudzona Poskramiaczko Przecinków - im dłużej przyglądałam się im w tym tekście, tym bardziej głupiałam. ;) Potrafiłam jednego dnia je usunąć, a drugiego wstawić na powrót.
Dzięki za wypunktowanie. Poprawiłam w zasadzie wszystko, tylko "Tak więc" zostaje, ponieważ jest nawiązaniem i kontynuacją myśli z poprzedniego akapitu. Z kreseczkami mam jeszcze problem - muszę przestudiować dokładnie ściągę Darksia, jak to się robi.
Buziaki za pomoc.

Bardzki - przyznaję, że to istotne pytanie, choć chyba jednak retoryczne, ponieważ nie wątpię, że nie chciałbyś jednak z góry wiedzieć, dokąd opowieść prowadzi. Jest pewna wskazówka na początku - "historia bez końca, choć już zakończona". Myślę, że najbardziej niepokoi to, co niedopowiedziane. Bo życie często nie dopowiada swoich opowieści...
A prozę możemy stylizować na życie.
Dziękuję za piękny opis Adagia i za wizytę. Buziakiem, oczywiście.

Kieszoneczko - serdeczności za taki doping i zachętę. Spróbuję nadal nad tym popracować, żeby wyszło coś sensownego i mam nadzieję, że mi się uda chociaż w jakiejś części przynajmniej temu sprostać.
Buziaki z uśmiechem.
Samuel Niemirowski dnia 22.07.2010 03:26
Ładnie, obrazowo, może być wstępem do czegoś wielkiego. Ino tylko ten wstęp wstępu jest trochę przegadany. Zbyt dużo opisu procesów dziejących się w mózgu. Ale to może być moje subiektywne odczucie, bo ja kiedyś dużo o tym pisałem i mi się przejadło.

Hmm... jeszcze taka kwestia - styl na lata 20 XX wieku, a życie na pocz. XXI Wieku.

Pisanie o osiedlu deweloperskim, że to jest miejsce "gdzie ludzie są jak w pudełkach"...

No nie! Dzisiaj się tak nie myśli! Nie porównuje! Cholerny sentymentalizm, ale ja mam to samo B)
SzalonaJulka dnia 22.07.2010 08:34
Cytat:
Poddaję pod osąd Czytelników początek pewnej historii, z prośbą o wyrażenie opinii, czy warto ją kontynuować. Dziękuję.


...już Ci mówiłam - chcę toto widzieć w formie książki - najlepiej już! natychmiast! :smilewinkgrin:
Miladora dnia 22.07.2010 10:08
Dziękuję za wizytę, Niemirowski. :D
To styl "wspomnieniowy", dlatego z nutką sentymentalizmu. I fakt - miewasz to samo. Po upływie iluś tam lat inaczej patrzy się na pewne sprawy, a ja chciałam, żeby brzmiało to jak czyjaś opowieść. Nie z XXI wieku.
No i jeżeli popatrzysz na niektóre osiedla, to naprawdę przywodzą na myśl pudełka. ;)

Szalonka - dzięki, wiem i jeżeli nawet nie będzie z tego książki, to postaram się jednak opowiedzieć tę historię.

Buziaki z podziękowaniem.
zawsze dnia 22.07.2010 14:22
Tak to już jest, że nam, szaraczkom, ciężko jest komentować utwory "starych wyjadaczy", naszych portalowych autorytetów.:) Skuszę się jednak, aby poprosić Cię, Milu, o dostarczenie kolejnych kilku wzruszeń i zaprezentowanie nam reszty historii...
Uśmiecham się do Ciebie i trzymam kciuki.
Miladora dnia 22.07.2010 15:48
Pusteczko - ja jestem jeszcze bardzo świeżym "byłym" szaraczkiem, a i to tylko ze względu na dwuletni już prawie staż na portalu. ;)

Dziękuję serdecznie za słowa zachęty. :D
Buźka
Wasinka dnia 22.07.2010 17:45
Cieszę się, Milu, że mogłam troszkę pomóc.
Co do "tak więc" - wiem, że to kontynuacja myśli, ale - dla mnie - po prostu nie była konieczna, więc ośmieliłam się zaproponować rezygnację z owego podtrzymania ciągłości. Nadal mi bardziej pasuje w klimacie bez "tak więc", jednak to Twoje wyczucie tutaj decyduje bezwzględnie.

Zauważyłam teraz, że nie wkleiłam uwag takowych jeszcze:

Poznałam Monę przez znajomego z Uczelni, - tutaj pasowałoby, żeby nie wymieniać znowu imienia dziewczyny, bo wcześniej było; ponadto sugerowałabym, by "Uczelni" napisać małą literą (bo to nie nazwa własna)

W rezultacie sporo wieczorów zaczęłyśmy spędzać razem / W inne wieczory jednak wolałam zamykać się - jednak wyczuwalne jest owo powtórzenie wieczorów/wieczory (może po prostu drugie wyrzucić)

Pozdrawiam i posyłam buziaki :)
Miladora dnia 23.07.2010 03:19
Fakt, Wasinko - ja ciągle jeszcze sama coś znajduję. ;)
Chyba dopiero się rozkręcam.

Poprawiam, oczywiście. ;)
Ale gdy zmienię Monę na "ją", zrobi się powtórzenie. Przesiedziałam już wcześniej nad tym zdaniem trochę czasu i nie znajduję na razie wyjścia.
Chociaż na pewno jest i postaram się je znaleźć.
Wieczorom też się przyjrzę zaraz.

Dzięki serdeczne i buźka :D
PS. Zmieniłam...
TomaszObluda dnia 25.07.2010 10:41
Ok, to chyba nie dla mnie. Czytam, czytam, czytam, i nic nie wyczytałem co mogłoby mnie zainteresować, a tu nagle koniec. Rzecz gustu najwyraźniej. Zresztą ja jestem przeciętnym czytelnikiem, my to lubimy jeść mało skomplikowane dania.
Ale uważam, że bardzo ładnie napisane i lekko tak jakoś.
Miladora dnia 25.07.2010 17:13
Dziękuję za wizytę, Tomaszu.
Niczego nie wyczytałeś, bo to dopiero początek pewnej historii, wprowadzający w jej realia... ;)
Elwira dnia 04.08.2010 12:36
Witaj, teraz ja troszkę podywaguję :)

Cytat:
Nie wiem, może to jesień sprawia, ten bezrozumny smutek narastający z wolna w rytm opadających liści

Zrobiłabym mały manewr z przecinkiem, myślę, że i dla poprawności i dla rytmu zdania lepiej tak:
Nie wiem, może to jesień sprawia ten bezrozumny smutek, narastający z wolna w rytm opadających liści
Cytat:
z którego wychyla się lekko

ja bym zrobiła: z którego lekko wychyla się...

Cytat:
wysuwając nogę w spodniach(,) pamiętających jeszcze moje cierpliwe palce.


Cytat:
emanuje ta świeża wciąż, mimo upływu lat, fotografia,

nie ładniej ta wciąż świeża... albo bez wciąż zupełnie?

Cytat:
wietrze liści, czy nawet

tu bez przecinka, przed czy go nie stawiamy

Cytat:
jak zawsze zresztą podczas każdych ferii,

zawsze i każdych powtarza treść, każdych bym wyrzuciła

Cytat:
bez zainteresowania oglądałam jakiś program baletowy nadawany przez telewizję

skoro program baletowy, to nie jakiś, tylko bardzo konkretny wyrzuć albo jakiś albo baletowy

Cytat:
Od dawna przebywałam już wówczas w innym mieście.

nie ładniej: Wówczas już od dawna przebywałam w innym świecie.
Cytat:
wszystko było podobne do siebie,

wszystko było do siebie podobne

Cytat:
Nie byłam nadmiernie szczęśliwa w tym okresie.

Nie byłam w tym okresie nadmiernie szczęśliwa.

Cytat:
pamięci ich nic nie mówiące brzmienie.

niemówiące

Bardzo ciekawy wstęp. Plastyczność budowanych obrazów przyciąga i zatrzymuje. Pewna metaforyka pobudza wyobraźnię, a bajarski, swobodny styl sprawia, że zaprzyjaźniam się z bohaterką i czuję jej samotność. Kolejny tekst wspomnieniowy z nutką tajemnicy. Mnie zaciekawił.
Pozdrawiam słonecznie.
Miladora dnia 04.08.2010 14:11
Dziękuję, Elwirko - zrobiłaś mi miłą niespodziankę. :D

Masz sporo racji i na pewno poprawię wiele z wypunktowanych rzeczy. W niektórych jednak miejscach chyba zostawię poprzedni szyk, bo on stwarza specyficzny rytm i gdybym zmieniła, reszta przestałaby pasować.
Ale spróbuję pokombinować jeszcze, bo i tak, gdy się bardziej uleży, zacznę na nowo dopracowywać.

Buziaki i dziękuję. ;)

PS. Poprawiłam wstępnie. ;)
W zdaniu "Nie wiem, może to jesień sprawia, ten bezrozumny smutek narastający" chodzi o to, że i jesień sprawia i sprawia smutek narastający w rytm opadających liści. Zmiana przecinka spowodowałaby zmianę sensu zdania.

"jak zawsze zresztą podczas każdych ferii" - mowa o Bożym Narodzeniu, a są jeszcze inne ferie, dlatego "każdych ferii".

"jakiś program baletowy" - bohaterka nie wie, jaki, bo nieuważnie ogląda telewizję.

To na razie tyle na szybko, po powrocie pokombinuję jeszcze z resztą.
Dzięki. :D

Szuirad dnia 20.08.2010 12:27
W nagłowku pytasz, czy warto kontynuować. Na liście jest już Adogio10, więc podejrzewam, że wczesniej komentujący byli na tak. Przyłaczam się do tego chóru :)
Podoba mi się taki wolny, leniwy nastrój. Nowe miejsce, a w zasadzie nic sie nie dzieje. Sam mieszkam w bloku (jakos się przyzwyczailem) i doskonale rozumiem "ślizganie się" po nazwiskach na drzwiach. To jedno

Ale zauważam, że coraz bardziej pociagaja mnie własnie takie wspomnieniowe klimaty. Tylko dlaczego musi to być na smutno? Sprawa jasna : przemijanie nie jest radosne, ale wspomnienia takimi mogą być
Mam nadzieję, że w dalszych częściach znajdę i jedno i drugie.
pozdrawiam
Miladora dnia 20.08.2010 13:16
Witaj, Szu - miło Cię widzieć. :D

"Wspomnieniowe" klimaty wcale takimi nie muszą być. ;)
Czasem to pewna konwencja, a historia może być zdradliwa... ;)
Dzięki za zaglądnięcie do mnie.
Buźka :D
andro dnia 02.09.2010 21:05
siema.
dopiero teraz się biorę za to, co ma już 15 części - ale SIĘ BIORĘ, tak?
No. To na początek i na koniec (części pierwszej) [pilota:)] :
Cytat:
a nocą niebo było naprawdę blisko.


Za samo to ukłonik. A reszta? Reszta przede mną...;)
Miladora dnia 16.09.2010 04:51
Dzięki, Andro, za samozaparcie. :D

Nadganianie tylu części to mozolna praca, więc chociaż miła jest mi Twoja obecność pod tekstem, obiecaj, że będziesz czytał tylko tak długo, jak długo Ci się nie znudzi. ;)
A jak się znudzi, to mi powiedz. I nie będę Ci miała za złe, bo sama jestem zdziwiona, że coś takiego piszę. :D
Buźka
Krzysztof Suchomski dnia 11.10.2010 22:55
Cytat:
przedartego na wpół zdjęcia, z którego wychyla się lekko czyjaś postać o wieloznacznym uśmiechu, wysuwając nogę w spodniach, pamiętających jeszcze moje cierpliwe palce.
Jeśli palce pamiętają spodnie, to tym bardziej oczy pamiętają spodni właściciela - dlaczego zatem czyjaś postać?
Adagio Albinoniego- uprzedził mnie sisey - kojarzy mi się "telewizyjnie", niestety. Na szczęście to skojarzenie nie zakłóca specjalnie odbioru tekstu. Zresztą zawsze mogę sobie tłumaczyć, że chodzi o Adagio z Concierto de Aranjuez ;)
Miladora dnia 11.10.2010 23:31
O, witaj, Krzysztofie ponownie. :D

"Czyjaś" - dlatego, że bohaterka jeszcze nie zaczęła o nim opowiadać. Tak jakby pokazywała zdjęcie komuś, mówiąc: To ktoś z mojej przeszłości.
Ta postać jeszcze nie ma w zasadzie żadnego wizerunku. Jest na razie nikim.
Jak mówiłam, kiedyś nie było łatwo o dobre płyty i Adagio nie kojarzyło się wszystkim ze wszystkim. Nawet nie znano go tak powszechnie.
Ale dobrą stroną tego jest to, że teraz można bez problemu powiązać akcję z muzyką.

Dziękuję, Krzysztofie. :D
Nathii dnia 12.10.2010 12:28
Witaj, Miladoro. Cieszę się z własnego genialnego odkrycia, że nie piszesz wyłącznie poezji, bo to by oznaczało, że nigdy bym nie miała szansy skomentować mojej pierwszej przewodniczki na PP. Już po tytule wnioskuję, że odbiorcą targetowym nie jestem, ale czasem to może i lepiej (biorąc pod uwagę jakiej C klasy thrillery jestem w stanie oglądać i się w nie wciągnąć... target bywa ślepy).

"Nie wiem, może to jesień sprawia, ten bezrozumny smutek narastający z wolna w rytm opadających liści, a może płyta, której słucham, dość, że zawsze wtedy, jesienią, mimo że tyle ich już przeminęło od tamtej pory, wraca do mnie pewna historia..."

Totalnie przekombinowane pierwsze zdanie. Jak z pamiętnika wygrywającej olimpiady polonistyczne osiemnastolatki.

"Tak więc z zakamarków pamięci"

może lepiej bez "tak więc" - razi dysonans

"Wystarczy chwila nieuwagi, jakaś melodia, zapach, widok trzepoczących na wietrze liści czy nawet bardziej błahy jeszcze czyjś gest, uśmiech albo samo zmrużenie powiek, i w obcych twarzach, obcych słowach i miejscach, gdzie nawet nigdy nas nie było, odnajdujemy tyle, że trudno potem wtłoczyć to znowu w ciemność niepamięci."

Obserwacja genialna, tylko pewnie można ją ująć dziesięć razy krócej, bo przy końcu zdania zapomniałam, co było na początku i musiałam używać scrolla i zwiesił mi się mój stary laptop.

"gdyby tylko otworzyć furtkę i nie bać się przeszłości."


Sprawdź, jak by brzmiało to zdanie gdybyś odwróciła kolejność tych dwóch fraz, na pewno lepiej, chociaż wtedy by nie było relacji między akapitami (czyli pewnie lepiej zostawić jak jest)

"bynajmniej"

brzydkie słowo, nie wolno używać przy dzieciach, kuzyn "w międzyczasie"

"stół i wszystkie meble"


O! A czym jest stół? Przyborem do odzywania się nożyc pod wpływem uderzenia?


"Powstały, poprzecinane wąskimi wstęgami asfaltowych ścieżek, przestronne zieleńce i trawniki"

IMO specyfikacja zdania wtrąconego niepotrzebna

Świetna, świetna obserwacja o puszczaniu przeszłości z płyty. Podobnie fragment, w którym bohaterka ogląda balet w TV. Takie mocne momenty przeplatają się w odcinku z irytującą ckliwością bohaterki. O ile w rozdziale to nawet brzmi i przyzwoicie się czyta (bo każde zdanie jest skrócone o połowę), to wstęp każe przygotować wiadro pod wymioty. Jeden przeczytany odcinek to za mało, by się wypowiadać, bo nie wiadomo, dokąd powieść dąży. Na szczęście odcinków jest już dziewiętnaście. Ach, i moje uwagi do przegadanego stylu to nie zarzut, bo wielu osobom się właśnie on podoba najbardziej! (głównie polonistkom, poetom i użytkownikom for literackich, którzy sami coś tam skrobią marząc o uzyskaniu zbliżonego efektu, lecz raczej z opłakanym skutkiem - miernych podróbek na PP na pęczki)
serdecznie macham łapką (na muchy)
Nathii Wojewódzka :bigrazz:
Miladora dnia 12.10.2010 13:03
Nathii, ja jestem prozaiczką, która dla zabawy pisze wiersze.
Nie odwrotnie. ;)

Wstęp jest sentymentalny, bo to opowiada stara kobieta - to powrót do przeszłości. Potem akcja zaczyna się rozgrywać już bardziej na zasadzie dialogów, tak jakby bohaterka młodniała w trakcie opowiadania tej historii. Wiadomo, że nie wiadomo, w jaką stronę opowieść zdąża. Nie po pierwszym odcinku. Żeby więc zaoszczędzić Ci wysiłku przeprowadzania rekonesansu, powiem tylko, że jest to historia pewnej przyjaźni, być może nawet miłości bohaterki z mężczyzną o preferencjach homoseksualnych. To raczej nietypowa opowieść o wzajemnym oswajaniu się, rozumieniu, narastającym zaufaniu, bliskości i tolerancji.

Ja piszę bardzo różne teksty - od humoresek, lekkiego science fiction, aż po poważniejsze utwory. W zasadzie krótkie formy.
Próbuję wszystkiego, bo lubię pisać i robię to dla przyjemności.
No i miałam ochotę na długą opowieść tym razem. A w zależności od tematu piszę w różny sposób i używam różnych środków.
Lubię długie zdania poza tym, bo zmuszają do koncentracji.
Ten wstęp ma swój rytm i dlatego jest tak napisany. Przeszłość ma zresztą swoje prawa - nutkę sentymentalizmu chociażby. ;)

Dziękuję za posłuchanie Adagia i wszystkie uwagi. Rozumiem je, ale nie będę zmieniać, bo spełniają pewien cel w mojej koncepcji powieści.
Aha - nie jestem drażliwa i lubię dyskutować. :D

Buźka, Nathii. ;)
Nathii dnia 12.10.2010 13:32
Haha no jasne, powinnam sobie zadać trud i przeczytać od razu więcej, ale lubię sobie takie przyjemności dozować. Skoro mówi to starsza kobieta, to wszystko jest jasne jak słońce.
Po prostu nie wynika z tekstu, że jest starsza, czy że historia wydarzyła się aż iks lat temu, a moja dziennikarsko-edytorska dusza każe ciąć ile wlezie.
Nie jestem zwolenniczką streszczenia akcji i charakterystyki bohaterów w pierwszym odcinku, więc Cię rozumiem, tylko że komentując jeden fragment będąc nieświadoma reszty, czułam się w obowiązku kilka rzeczy wychwycić. W perspektywie całości mogą się wydać nie tylko naturalne, ale wręcz niezbędne, jednak do takiej oceny muszę najpierw przeczytać całość :yes: Postaram się wciągnąć w klimat.

Tematyka szalenie intrygująca.

Do zobaczenia pod Adagio 2.
Miladora dnia 12.10.2010 14:53
Witaj ponownie. :D

Są wskazówki w tekście: ;)

"zawsze wtedy, jesienią, mimo że tyle ich już przeminęło od tamtej pory,"
i stare płyty winylowe. Można wnioskować, że to działo się dość dawno temu.
Ja lubię niedopowiedzenia. ;) Jasne, że można napisać i tak:
"Mam kilkadziesiąt lat i co roku, gdy zaczyna się jesień, przypomina mi ona pewną historię z młodości. Wtedy wyciągam zdjęcie i puszczam płytę, a potem słuchając muzyki, wracam pamięcią do tamtych lat".
Krotko, jasno i bezproblemowo. :D
Nathii, wybrałam tym razem pewną konwencję. Wspomnieniową. ;)

Zresztą zawsze możesz zrobić przeskok i zajrzeć do 19-go odcinka, jak co. Wtedy się już chyba zorientujesz, czy masz ochotę czytać moją "pościelówę". ;)

Dziennikarski pies gończy z Ciebie. :D Ale to dobrze. Ja też tnę sporo, a siebie w pierwszej kolejności.
Buźka
Nathii dnia 12.10.2010 15:16
"tyle ich już przeminęło" mogło oznaczać też np. pięć-siedem

a płyty winylowe są teraz trendy, można je wygrać np. w konkursach w radiowej Trójce =) po chwili refleksji aż się sobie dziwię, jak bardzo wzięłam je za obiekt związany z współczesnością

ale luz, to jest czepianie się dla sensu czepiania, czytam dalej, pa
(pościelówa, bardzo chętnie)
Kazjuno dnia 26.05.2020 10:13
Sentymentalna opowieść o przemijaniu, co by nie powiedzieć, smutna. Dla mnie chyba zbyt smutna.
Biorąc pod uwagę twój temperament i poczucie humoru, zupełnie jakbyś nie pisała o sobie.

Użyłaś tu obrazowego porównania, które mimo, że jakoś tam walcząc, nie pozwalam się zdominować ponuractwu, uderzyło mnie dość mocno.
Cytat:
Sa­mot­ność nie jest do­brym to­wa­rzy­szem po­dró­ży przez życie, zwłasz­cza gdy w po­cią­gu, któ­rym je­dzie­my, z każdą sta­cją ubywa pa­sa­że­rów, a nikt nie do­cho­dzi.


Na ogół opuszczających mój przedział "towarzyszy podróży" zastępowałem nowymi i tak dzieje się po dzień dzisiejszy.

Dygresja samochwały

Jak wiesz jestem związany z tenisem i tenisowym trenerstwem. A tu ciągle się dużo dzieje, przybywają nowe twarze, niektóre bardzo młode. Wychowałem paru tenisistów, potem stawali się trenerami i jestem doradcą ich wychowanków, (sam jeszcze szkolę dwóch grajków) i sztafeta ciągnie się dalej. Nawet wśród bardzo bliskich z mego otoczenia pojawiła się trójka tenisowych objawień, powiedziałbym diamentów do oszlifowania, więc na moich oczach dzieje się pasjonujący dla mnie spektakl ich rozwoju. Każdy z trójki chłopców ma papiery na wielki tenis, może i na światową gwiazdę. Choć szanse na przebicie się na szczyty, by grać jak Hurkacz, Świątek, nie wspominając nawet o genialnej Radwańskiej - praktycznie biorąc są znikome. Za długo siedzę w branży, wiem jak ogromnych potrzeba pieniędzy, łutu szczęścia i innych detali.
Choć tlą się jeszcze iskierki nadziei.
Ale, Milu, zapewniam Cię. Uczestniczę w ciekawym widowisku.

Ponowne nawiązanie do meritum Adagio1
Rozgadałem się o pasji tenisowej, jakby poza nią nie istniało pisanie. Przecież do mojego "wagonowego przedziału" wsiedli też "nie-tenisowi podróżni" z którymi łączą mnie uczuciowe emocje. Najnowszą pasażerką jesteś Ty.
Mam sportowo pisarską (codzienną) łączność z bratem, kolesia pisarza z Niemiec, by nie wspomnieć o siedzących w sąsiednich przedziałach Al-szamance, Antonim Grycuku, Wiośnie itd.

Jednak z branży pisarskiej opuściło przedział tylko dwóch bliskich kumpli. Jeden z którym mieszkałem na stancjach w czasie studiów. Skończył polonistykę, pisał wiersze i felietony, został kierownikiem artystycznym teatru telewizji szczecińskiej. Asystował mi w cinkciarstwie, wyszkoliłem go na boksera (przedtem był piłkarzem). Postać nietuzinkowa - dziwkarz i hulaka. Zapił się na śmierć. Drugim był znany Ci trochę Jarek Menowski (nazywał się inaczej). Także jego wóda przeniosła na łoże Abrachama. Obydwaj są bohaterami moich niedokończonych powieści, poświęciłem im niemało atramentu. Jarka najbardziej zabrakło mi kiedy wyjechałem na 3 lata do Niemiec, chciałem do niego pisać, ale opuścił ziemski padół parę miesięcy przed wyjazdem.

Więc, Milu, nie narzekaj. Nie jesteś taka samotna. Przypuszczam, że Adagio 1 pisałaś chwilowo przygnębiona. Widzę w PP cały tłumek nowych współtowarzyszy podróży. Nawet ostatnio w Twoim przedziale zaczął się rozpychać nowy intruz - gaduła Kazjuno.
Już nie wspomnę o mniej mi znajomych twoich najbliższych.

Ech, te twoje tabletki. Wybacz, wpadłem w nałóg.

Pozdrawiam, życząc pogody ducha, Kaz
Miladora dnia 26.05.2020 11:43
Kazjuno napisał:
Nie jesteś taka samotna.

Rozbawiłeś mnie, Kaz. :)
Wpadłeś w pułapkę, w którą wpada wielu czytelników, mianowicie w utożsamianie bohatera opowieści z autorem i w przypisywanie mu wszystkich okoliczności i uczuć.
Chociaż czasem rzeczywiście wykorzystuje się własne wątki biograficzne, nie można do końca wierzyć, że ktoś jest tym właśnie kimś, kto o nim pisze.
A co do samotności - naprawdę bywają samotni ludzie. I naprawdę nie jest im wesoło.

Dziękuję za wędrówkę po moich tekstach. :)
I miłego dnia.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Brytka
28/05/2022 02:22
Akurat mowa tu o chorych układach w korporacji. pozdrawiam… »
wolnyduch
27/05/2022 21:56
No to dobrze, że nie palisz, bo wydłużasz sobie dzięki temu… »
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:35
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas