Ćma cz.10 - JaneE
Dla użytkownika » Piekło » Ćma cz.10
A A A
Była tak mała i krucha, że właściwie każdy mógłby ją zgnieść jednym ruchem ręki. Wiedziała, że powinna uciec, poszukać sobie bezpiecznej przystani, miejsca, w którym byłoby mniej rzeczy zagrażających jej istnieniu. Mimo to uparcie zbliżała się do dwóch świec stojących na drewnianym blacie stołu. Migające w ciemnym pokoju ogniki przyciągały z siłą, której nie potrafiła się oprzeć. Krążyła coraz szybciej, zwiększając i zmniejszając na przemian odległość, dzielącą cienką jak pergamin skórę od ognia. Świeca stojąca po lewej stronie była wysoka i smukła. Bordowa i nieskazitelnie gładka powierzchnia kojarzyła się z dobrej marki winem. Jej płomień strzelał pewnie w górę, choć przygasał odrobinę, gdy tylko zaczynała zbliżać się do przeciwległego krańca stołu. Drugie źródło światła było niewidoczne. Blady płomień nie rozjaśniał panujących wokół ciemności. Niewyczuwalne podmuchy wiatru poruszały nim delikatnie. Bez względu na to, z której strony próbowała się przybliżyć, on zawsze gwałtownie wyginał się w przeciwną, pozostawiając jedynie odrobinę ciepła. Doskonale zdawała sobie sprawę, jak dużym zagrożeniem jest ten lot, jak łatwo mogła znaleźć się zbyt blisko, wejść w jasny krąg, z którego nie miałaby już odwrotu. Z coraz większym trudem utrzymywała równowagę między rozsądkiem, nakazującym trzymać się z dala, a pragnieniem - podszeptującym coś zupełnie innego. Pozostała jeszcze kwestia wyboru. I może właśnie to, nadal trzymało ją w bezpiecznej odległości. Wiedziała, że obojętnie jaką decyzję podejmie, będzie jednocześnie żałowała odrzuconej – przez krótką chwilę, która jej pozostanie.
Głośny dźwięk zaczął nagle burzyć niepokojącą ciszę, w której trwała. Coś zupełnie tu niepasującego wdzierało się z zewnątrz, z coraz większą natarczywością. Otworzyła oczy. Zalało ją światło dnia. Sen zniknął.
- Słucham – wyjąkała zaspanym głosem, gdy w końcu zorientowała się, że źródło dźwięku jest jak najbardziej realne.
- Jezu! Spałaś jeszcze? Ty wiesz, która godzina?
- No hej Agata, co tam? – Ida ziewnęła przeciągle.
- Słuchaj, właśnie weszłam na stronę OKE. Są już wstępne wyniki i testy z prawidłowymi odpowiedziami. Tylko jakiś klucz jest potrzebny. Powinni nam go dać! Co za buda, zaraz tam dzwonię! Pewnie wszyscy już wiedzą, tylko my, jak te sieroty, dalej nic!
Ida odsunęła telefon od ucha. Wyrzucane z nieprawdopodobną szybkością słowa uderzały w nią boleśnie
- A tak w ogóle, to gdzie ty wczoraj łaziłaś? – Agata niestrudzenie kontynuowała monolog. - Byłam u ciebie, ale twoja mam powiedziała, że wyszłaś do Rafała. Co za ściema, przecież wiem, że pojechał gdzieś ze starymi. Sam mi to ostatnio mówił.
Idę zatkało. Dopiero teraz zaczęła myśleć jaśniej. Faktycznie, to niegroźne kłamstewko pomogło jej wczoraj popołudniu, wyjść z domu bez zbędnych wyjaśnień. Pół biedy wyminąć się z prawdą w rozmowie z rodzicami, gorzej wymyślić coś, w co uwierzy najlepsza przyjaciółka.
- No, tak... – zaczęła niepewnie. – Wyjechał, ale wrócili już wczoraj, bo coś tam wypadło jego ojcu.
- Aha, okey – Agata na szczęście nie miała ochoty drążyć tematu. – To ja zaraz u ciebie będę i zadzwonimy po te klucze. Jak myślisz, dają nam je, co?
Ostatnią rzeczą, o której Ida miała ochotę teraz myśleć, były wyniki matury. W jej głowie i tak działo się zbyt wiele.
- Czy ty dalej śpisz?! – Agata była coraz bardziej zniecierpliwiona.
- Nie możesz poczekać? - Ida zasugerowała cicho, znów odrobinę odsuwając telefon. - Przecież za trzy dni będą oficjalne wyniki.
Po drugiej stronie coś prychnęło głośno.
- Jasne, że nie! Zaraz u ciebie będę …albo nie, dzwonię do Tomka i jedziemy do szkoły. Cześć.
- Cześć – Ida odpowiedziała do sygnału przerwanego połączenia.
Odkładając słuchawkę próbowała poukładać myśli. Dziwnie się czuła, okłamując Agatę. Pierwszy raz działo się w jej życiu coś, czym nie chciała rozmawiać z przyjaciółką. Przed oczami pojawiły się obrazy z odległej przeszłości.
Wycieczka szkolna sprzed czterech lat. Koniec września. Piękna polska jesień nad Jeziorem Żywieckim. Było już grubo po ogłoszonej przez wychowawcę ciszy nocnej. Ściągnęła klapki, które na śliskim linoleum nieznośnie piszczały. Bezszelestnie przemykała przez długi korytarz ośrodka wczasowego. Miała nadzieję, że nauczyciel, zajmujący pokój obok, nie usłyszy jej nocnych wędrówek. Drzwi leciutko zaskrzypiały, szybko wślizgnęła się do środka, przekręcając klucz w zamku. W nikłym świetle widać było zarys skromnego pokoju. Dwa łóżka, szafa i nocny stoliczek, a na tym wszystkim porozrzucane części dziewczęcej garderoby. Oparła się o chłodną ścianę. Musiała ochłonąć, uspokoić walące, jak młot serce.
- I co, całowałaś się z nim? – Głos wydobywający się spod kołdry był co najmniej niezadowolony. - Pięknie, dopiero wrzesień, a najlepszy towar w szkole już zajęty.
Ida nie znała dobrze dziewczyny, z którą zajmowała pokój. W sumie nawet specjalnie jej nie lubiła. Agata sprawiała wrażenie zbyt pewnej siebie, zbyt przebojowej i aroganckiej. Teraz, z mieszanymi uczuciami, obserwowała, jak współlokatorka, przecierając zaspane oczy, rozsiada się na łóżku.
- Tak – odpowiedziała trochę z nagłej potrzeby wywołania zazdrości, a trochę z obawy, że eksploduje, jeżeli natychmiast komuś nie opowie o tym, co przed chwilą wydarzyło się na plaży. – Pocałował mnie.
Dla Idy nie był to zwykły pocałunek. Tak właściwe, całowała się pierwszy raz w życiu. W dodatku z chłopakiem, o którym w szkole aż huczało. Cóż mało która, z jej koleżanek potrafiła oprzeć się magnetyzmowi stu osiemdziesięciu centymetrów idealnie zbudowanego ciała, co, w porównaniu z resztą pryszczatych i wychudzonych piętnastolatków, robiło podwójne wrażenie. Ida nie miała bladego pojęcia, dlaczego taki facet zainteresował się jej osobą. Faktem było jednak, że w niebanalny sposób Rafał podrywał ją właściwie od pierwszego dnia szkoły. Nie zachęcała go, ale byłaby stuknięta, gdyby próbowała choć udawać niezainteresowaną. Tamtej nocy Agata jako pierwsza dowiedziała się, że wystarczyło dwadzieścia jeden dni i wycieczka integracyjna klas pierwszych, aby dopiął swego. Obie często żartowały, jak bardzo przypadkowo rozpoczęła się ich przyjaźni. Gdyby nie Rafał i wspólny pokój, może nawet nie polubiłyby się.
Ida odłożyła telefon na blat biurka. Siadając na skraju łóżka, przycisnęła do twarzy otwarte dłonie. Zastygła na chwilę w tej pozie, powoli przypominając sobie szczegóły wczorajszego wieczoru. Plątanina dziwacznych zdarzeń – tak mogłaby jednym zdaniem opisać to, co pojawiło się w zupełnie świeżych przecież jeszcze wspomnieniach. Niczego nie była pewna. Przez chwilę zastanawiała się nawet, czy spotkanie z Filipem przypadkiem jej się nie przyśniło. Postać chłopaka była jednak jedyną rzeczą, którą widziała wyraźnie na rozmazanym tle. Stał na przystanku, patrzył na odjeżdżający tramwaj, do którego nie wsiadł, choć była pewna, że tak zrobi. Nawet nie obiecał, że zadzwoni. Był zły. Nie, nie na nią, nie na to, że jest z Rafałem. Coś dziwnego wydarzyło się kilka chwil wcześniej, coś, co w jednej sekundzie starło cały blask z jego oczu, coś, co niespodziewanie stanęło między nimi bardziej niż mógł zrobi to jej niby - chłopak.
Wstała. Na bosaka wyszła do przedpokoju. W mieszkaniu było pusto. O jedenastej rodzice mieli już za sobą połowę dniówki. Oboje pracowali w tym samym biurze projektowym miejskiego wydziału architektury, zajmując sąsiednie biurka. Czasem Ida zastanawiała się, jak po całym dniu pracy, po tylu latach małżeństwa mają jeszcze ochotę na przebywanie ze sobą. Na nieśpieszne spacery, popołudniowe dyskusje przy kawie i wieczorne filmy na Discovery Chanel. Było dla niej niepojęte, jak można przez tyle lat nie znudzić się widokiem tej samej twarzy. Teraz miała nieodparte wrażenie, że ostatnie kilkadziesiąt godzin totalnie przewartościowało jej poglądy. Myjąc zęby, przyglądała się dziewczynie po drugiej stronie lustra. Wolną ręką delikatnie dotknęła ramienia w miejscu, w którym wczoraj przytrzymała ją dłoń Filipa. W pierwszej sekundzie poczuła przyjemne ciepło. W kolejnej, przyszło wspomnienie chłodu, bijącego z niepokojącego spojrzenia. Co mogło kryć się pod lodowatą maską, którą założył dokładnie w chwili, w której ona zaczynała pozbywać się wątpliwości? Tkwiła w totalnym chaosie, a mimo to, gdzieś w głębi tliło się przeświadczenie, że to tak się nie skończy. Miała wrażenie, że ktoś trzyma jej przed oczami kartkę z napisem „Ciąg dalszy nastąpi”. Należało jedynie spokojnie poczekać, przynajmniej podjąć taką próbę, a w międzyczasie zrobić jeden, jedyny krok, którego teraz, bez względu na to, co pokaże przyszłość, żądała od samej siebie.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JaneE · dnia 26.07.2010 08:11 · Czytań: 617 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 7
Komentarze
Wasinka dnia 16.08.2010 10:57
Witaj, JaneE.
Dzisiaj nie będę wypatrywać błędów, ale - jeśli ktoś mnie czasem nie uprzedzi - wrócę, żeby dokładniej się przyjrzeć ;) Mało mnie było ostatnio na portalu, więc Twój tekst minął gdzieś niepostrzeżenie... Ale odnalazłam :)

Podoba mi się, że zaczynasz wplatać retrospekcję, sięgnęłaś początków przyjaźni z Agatą i znajomości z Rafałem. Obraz się zatem poszerza. A i sen - wiele symbolizujący przecież - także jest pozytywnym zabiegiem. Koniec fragmentu zachęca, by dalej czytać i zapowiada zmiany.
Ogólnie - jeśli mogę tak stwierdzić - piszesz coraz lepiej.
Pozdrawiam serdecznie :)

P.S. Na początek literówki, wyłapałam parę - przykłady: "Agata jako pierwsza dowiedział(a) się", "Oboje pr(a)cowali", "Czasem Ida zastanawiał(a) się".

:)
JaneE dnia 16.08.2010 12:57
Dziękuję Wasinko za miłe słowa.

Bałam się troszkę retrospekcji, czasem trudno się połapać, co dzieje się teraz , a co jest tylko wspomnieniem.
Zresztą podobnie jest ze snami.

Ciesze się, że udało mi się bez zgrzytów odesłać czytelnika w przeszłość, a potem z powrotem ściągnąć do teraźniejszości.

( w dalszych częściach będzie jeszcze kilka podobnych zabiegów)

pozdrawiam serdecznie.

:)
Wasinka dnia 12.10.2010 10:56
Witaj znowu, JaneE.
Wróciłam, jak obiecałam. Na razie tylko sen „rozbiorę” (ładnie naprowadza na tytuł).

A zatem:

poszukać sobie jakiejś bezpiecznej przystani – wyrzuciłabym „jakiejś”

byłoby mniej rzeczy zagrażających jej istnieniu – owo „rzeczy” brzmi niezbyt ładnie; może np. niebezpieczeństw? Albo zupełnie inaczej: np. byłoby mniej zagrożeń czyhających na życie wątłego istnienia / byłoby mniej niebezpieczeństw zagrażających życiu delikatnego istnienia (te przykłady są w celu pozbycia się zaimka „jej”); to tylko propozycje (z którymi nie musisz się zgadzać :) ), więc można dowolnie przestawiać i zamieniać czy zastępować synonimami lub wymyślić zupełnie coś innego

Migające w ciemnym pokoju ogniki przyciągały ją - może być bez „ją” (przyciągały z siłą)

zmniejszając na przemian odległość dzielącą jej cienką, jak pergamin skórę od płomieni – bez przecinka (albo: dzielącą jej, cienką jak pergamin skórę, od płomieni); można też zwyczajnie wyrzucić „jej” (dzielącą (,) cienką jak pergamin skórę (,) od płomieni; chyba najlepiej jednak będzie tak: zmniejszając na przemian odległość (,) dzielącą cienką jak pergamin skórę od płomieni (wybór należy do Ciebie ;-) )

Jej bordowa i nieskazitelnie gładka powierzchnia – może być bez „jej”

Płomień, który dawała (,) strzelał pewnie w górę – zastąpiłabym „pewnie” innym słowem, a „który dawała” wyrzuciłabym, gdyż nie brzmi dobrze, jak dla mnie, „dawać płomień” (bardziej „ciepło”) i napisałbym zwyczajnie „Płomień strzelał...

Powtórzenia: płomieni/płomień/płomień

równowagę między rozsądkiem (,) nakazującym trzymać się

pragnieniem (-) podszeptującym coś

Pozostała jeszcze kwestia wyboru, i może właśnie to, nadal trzymało – niezgrabnie brzmi; rozdzieliłabym na dwa zdania i napisała, zamiast „to”, „ten fakt” oraz wyrzuciła przecinek ostatni: Pozostała jeszcze kwestia wyboru. I może właśnie ten fakt nadal trzymał...

Wiedziała, że obojętnie jaką decyzję podejmie, jakaś część jej, będzie żałowała tej odrzuconej – przez krótką chwilę, która jej pozostanie – zaimkowa fantazja :-) ; na razie nic nie sugeruję, bo najpierw spróbuj zrobić coś z sensem tej cząstki: „jakaś część jej, będzie żałowała tej odrzuconej” , brzmi, jakby jedna cząstka żałować będzie drugiej cząstki, a nie odrzuconej decyzji

Głośny dźwięk, zaczął nagle burzyć niepokojącą ciszę, w której trwała. – bez przecinka (i to zdanie dałabym już od nowego akapitu)


Nie musisz pozbywać się wszystkich zaimków, chciałam pomóc Ci w sposobie ich „wyplenienia”, bo nie zawsze są potrzebne, czasem wystarczy wyrzucić (a czasem trzeba wymyślić coś w zamian).

Pozdrawiam i, mam nadzieję, troszkę pomogłam z zaimkami i tym podobnymi potknięciami małymi :)
Wasinka dnia 13.10.2010 19:31
Jestem ponownie, żeby dokończyć... Choć nie masz chyba czasu teraz na poprawianie, a może już poprawiłaś w swojej „domowej” wersji i niepotrzebnie przyszłam?
Trudno... sugestie już wypisane...
A zatem:

Pewnie wszyscy już wiedzą (,) tylko

Wyrzucane z nieprawdopodobną szybkością słowa, uderzały – zrezygnowałabym z przecinka

wczoraj popołudniu, wyjść z domu – bez przecinka

No, tak (...) – zaczęła niepewnie – dałabym tu wielokropek, żeby tę niepewność jakoś wyrazić

Aha, ok. – skróty nieelegancko wyglądają w literaturze (chyba że wymawia tylko dwie litery? ;-) )

Jak myślisz (,) dają nam

W jej głowie tak, czy tak –„tak czy tak” zamieniłabym na „i tak”

Przecież za trzy dni będą oficjalne wyniki? – kropka na końcu wg mnie

Odkładając słuchawkę (,) próbowała poukładać myśli

Pierwszy raz działo się w jej życiu coś, czym nie chciała podzielić się z przyjaciółką. Przed oczami pojawiły się obrazy z odległej przeszłości. – trzy razy „się”

Piękna polska jesień nad jeziorem Żywieckim – Jeziorem Żywieckim

że nauczyciel (,) zajmujący pokój obok, nie

W nikłym świetle, widać było – bez przecinka

uspokoić walące, jak młot serce. - uspokoić walące jak młot serce./ uspokoić (,) walące jak młot (,) serce. (druga opcja chyba lepiej „brzmi”)

Głos wyłaniający się spod kołdry wydawał się – głos się raczej wydobywa itp. ( z wyłanianiem kojarzy się „coś żywego” ); dwa razy „się” (wpada na siebie)

Teraz (,) z mieszanymi uczuciami, obserwowała, jak współlokatorka (,) przecierając zaspane

Tak – odpowiedział (a) trochę

eksploduje (,) jeżeli natychmiast

Tak właściwe – a może lepiej by brzmiało: Bo tak naprawdę...

Cóż, mało która, z jej koleżanek – przecinek niepotrzebny

co (,) w porównaniu z resztą pryszczatych

od pierwszego dna szkoły – dnia

Tamtej nocy, Agata jako pierwsza dowiedział (a) się – przecinek zbędny, literówka

Przez chwilę zastanawiał(a) się nawet

że t(a)k zrobi

kilka chwil wcześniej , coś (,) co w jednej sekundzie starło cały blask z oczu Filipa – spacja niepotrzebna przed przecinkiem; zamiast „Filipa” - jego

coś (,) co niespodziewanie stanęło między nimi bardziej (,) niż mógł zrobi(ć) to je(j) niby-chłopak – przecinki; literówki; niepotrzebna spacja po dywizie

Oboje pr(a)cowali

Czasem Ida zastanawiał(a) się

ochotę, na przebywanie ze sobą – przecinek niepotrzebny

Myjąc zęby (,) przyglądała się dziewczynie znajdującej się po drugiej stronie lustra – wyrzuciłabym „znajdującej się”, bo wydaje się zbędne, a przy okazji pozbędziesz się drugiego „się”

Wolną ręką, delikatnie dotknęła ramienia, w miejscu – bez przecinków

Co mogło kryć się pod lodowatą maską, którą założył dokładnie w chwili, w której ona zaczynała pozbywać się wątpliwości. – na końcu, zamiast kropki, znak zapytania; pomyślałabym nad zlikwidowaniem powt. którą/której

mimo to, gdzieś w głębi tliło się - mimo to, gdzieś w głębi (,) tliło się / mimo to gdzieś w głębi tliło się

że to tak się nie skończy – niezbyt zgrabnie brzmi (ponadto masz powt. „się”: tliło się/się nie skończy)

a przynajmniej podj(ą)ć taką próbę, a w międzyczasie – powt. „a”

zrobić ten jeden, jedyny krok – wyrzuciłabym „ten”, tym bardziej że wcześniej masz „taką”


Cóż, może sugestie się przydają. Pozdrawiam słonecznie.
JaneE dnia 13.10.2010 21:09
Oczywiście, że sugestie się przydają. Bardzo za nie dziękuję.
Faktycznie, u mnie ostatnio krucho z wolnym czasem, a nie chce robić poprawek szybko, w pośpiechu.

Jeszcze raz dziękuję, za poświęcony czas.

Pozdrawiam ciepło.
Jeff_Moon dnia 31.10.2010 22:43 Ocena: Bardzo dobre
Witaj JaneE ;)

Przeczytałem po powrocie i aż mnie ciekawi, jak to będzie dalej ;)

Pozdr.
JaneE dnia 02.11.2010 11:11
Dziękuję Jeff.
W takim razie zapraszam do 11 części.

Pozdrawiam ciepło.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
EDyta To
25/02/2024 19:34
Stęskniony Wiosny Zbysiu, dziękujemy za miły komentarz i… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 13:58
Florianie Tekst specyficzny, jak to u Ciebie. Nie będę się… »
Florian Konrad
25/02/2024 12:09
No, fakt, jego dzieła są nieco przydrogie :) Również nie na… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 00:28
Florian !!! E.A.Poe to jeden z moich ulubionych autorów,… »
Florian Konrad
24/02/2024 23:27
Anioł dziwnych przypadków ? Jeśli o niego chodzi -… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:26
Jacku To bardzo się cieszę i piję zdrowie Twoje i Kazia nie… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:19
Kaziu Tasz to szok! Ale wszystko, do końca?! No to jest… »
Jacek Londyn
24/02/2024 21:51
Zbigniewie, prześpię się z podrzuconą mi twoją krytyką.… »
Kazjuno
24/02/2024 21:43
Więc mówię na końcu: ocena ostateczna powinna brzmieć:… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 20:43
Kaziu Nic się nie stało! Tak sobie myślę, że tam gdzie… »
Kazjuno
24/02/2024 20:26
Przepraszam. Zbysiu. Przeczytałem tekst jeszcze raz, już na… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:47
Kaziu 1. Sam pewnie wiesz, że ciężko jest utrzymać stale,… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:23
Jacku Rozumiem zamysł, nawiązanie do "K.S.P" ale… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 17:40
Florianie Jeśli tak jest, to spodoba Ci się mój obraz,… »
mike17
24/02/2024 17:01
Człowiek, który się gniewa, sam się udręcza, bo? Bo nie… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
  • pliszka
  • 22/02/2024 12:26
  • Nie nazwałabym tego skansenem. Jako przedstawicielka młodych zaryzykuję stwierdzenie, że to społeczny charakter i duża interaktywność przyciąga moje pokolenie. Młodzi są tam, gdzie się dużo dzieje.
  • Redakcja
  • 22/02/2024 10:23
  • Młodzi siedzą na Wattpadzie i TikToku. Dla nich jesteśmy skansenem ;-)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty