Świnia - msh
A A A
Nie mam wyrzutów sumienia! Nic a nic! Jestem świnią, ale na myśl o tym nie doznaję wstrząsu emocjonalnego. Jest raczej odwrotnie: to określenie łechce moje ego.
Nikt nie lubi być świnią, a ja owszem - uwielbiam. Każdy chce spełniać tylko dobre uczynki, zasłużyć sobie na miano „miłego i ciepłego człowieka” - mnie to nie odpowiada i już.

Od dziecka robiłem wszystko, żeby nie być lubianym: psułem zabawki kolegom, gdy tylko odwracali wzrok, przeszkadzałem dzieciom w zabawie i to na tyle skutecznie, że z płaczem wracały do domu. Broiłem ile wlazło i zrzucałem winę na innych, a że wyglądałem jak aniołek zdjęty z obrazka, wszystkie wybryki uchodziły mi płazem i spadały na niewinne dzieci.
„Świnia, świnia” - niosło się po korytarzach szkolnych, ale na tyle cicho, bym nie mógł dostrzec, kto tak o mnie mówi. Bali się zemsty, ale nie wiedzieli, że w moim świecie nie istniało takie pojęcie: obdzielałem świństwami wszystkich po równo, niezależnie od płci i dokonanych czynów. Świństwo nie posiadało uczuć. Mogło przytrafić się każdemu, bo wybór polegał tylko na tym, co zrobić, żeby sprawić przykrość, a nie - komu je zrobić. Moje świństwo było bardzo demokratyczne i nie oszczędzało nikogo. Chodziło tylko o to, by konsekwencje po jego dokonaniu były jak największe. Te w szkole miały charakter łobuzerski, ale z wiekiem przekonałem się, że mogę wyrządzać coraz więcej krzywdy.
Moje życie toczyło się od świństwa do świństwa, a prawdziwy raj nastał w stanie wojennym. Pisałem donosy, podrzucałem antypaństwowe ulotki ludziom i anonimowo zgłaszałem na milicję, u kogo można je znaleźć. Pęczniałem z dumy i radości, gdy udało mi się doprowadzić do aresztowań lub przynajmniej do przesłuchań na komendzie. Wiedziałem, że każdy kto tam trafił, musiał nieźle oberwać.

Potem skończył się stan wojenny, a ja znalazłem sobie nowe wyzwanie. Tych, którzy kiedyś byli oprawcami i teraz udawali niewinnych obywateli, zgłaszałem nowym władzom. Z radością obserwowałem, jak tracą stanowiska, popadają w alkoholizm lub kończą na ulicy. Taak, moja działalność na tej niwie była bardzo demokratyczna.
W pracy donosiłem szefowi. Na tych, co nic nie robią, ale również na tych, którzy wyróżniali się pracowitością. Każdy otrzymywał swoją porcję małych świństewek. Szef mnie nie lubił (sam kiedyś nazwał mnie świnią), ale bał się, że i na niego mogę donieść do centrali, a czasy były ciężkie i o pracę bardzo trudno, więc tolerował mnie i moją działalność.

Czułem się bezkarny. Czułem się królem świństw, bo tak wiele istnień zależało od tego, czy zostaną przeze mnie wybrane. To poczucie wielkości i bezkarności skutecznie odpędzało wszelkie przejawy wyrzutów sumienia. Miałem wielkie plany na dalsze życie i pomysły na nowe świństwa. Wszystko tak pięknie się układało, aż do wczoraj…
- Panie Z. – powiedział lekarz, odkładając moją kartę. – Przejrzałem wszystkie wyniki. Nie byłem ich pewien, aż do momentu, gdy dotarły te z rezonansu magnetycznego. Nowotwór w zaawansowanym stanie. Ma pan kilka przerzutów, a wielkość ognisk zapalnych jest tak duża, że nie rokuje żadnej nadziei. Chemia, w pana wypadku, nie ma już żadnego sensu, a tylko przysporzy panu dodatkowych cierpień. Bóle, które pana nawiedzają, będą coraz częstsze i silniejsze. Czy jest ktoś, kto mógłby się panem opiekować?
Nie było nikogo takiego, a nawet gdyby, to nikt nie pospieszyłby mi z pomocą, a zresztą miałem to gdzieś.
- Nie ma, panie doktorze – odpowiedziałem bez emocji.
- Jeśli pan sobie życzy, mogę ustalić, w którym hospicjum mógłby się pan…
- Nie trzeba! – warknąłem. – Nie będę zdychał w żadnym hospicjum! Ile mam jeszcze czasu?
- Trudno powiedzieć… - zaczął lekarz, ale kiedy dostrzegł wzbierającą wściekłość na mojej twarzy, dodał szybko. – Miesiąc, góra dwa.
- No i tak trzeba było do razu gadać!
- Przepiszę panu leki przeciwbólowe, morfinę… - zaproponował, ale przerwałem mu ostro.
- Nie będzie żadnej morfiny! Nie będzie żadnych leków!
I wyszedłem z gabinetu, trzaskając drzwiami.
Myślicie, że przejąłem się swoim stanem? Że teraz na skraju życia będę chciał naprawić wszystkie złe uczynki? Nic z tych rzeczy! Nie będzie żadnej metamorfozy! Żal mi było tylko wszystkich niewykorzystanych pomysłów na zniszczenie innym życia. Tego mi było żal najbardziej…
Ataki bólu nasilały się. Ten ostatni spowodował, że jak oszalały wiłem się po podłodze. Gdy ustąpił i mogłem już trzeźwo myśleć, wpadłem na pomysł: jak z własnej śmierci zrobić jeszcze jeden, mistrzowski, świński numer. Nie zastanawiałem się długo. Jeszcze tego samego dnia wysłałem list na policję, w którym opisywałem, jak jestem zastraszany przez szefa, i że ten groził mi śmiercią, ponieważ dowiedziałem się o malwersacjach, które dokonał. Nazajutrz, w pracy, podkradłem z jego biurka szklankę i przyniosłem do domu. Trzymając ją w chusteczce, zrzuciłem z niewielkiej wysokości na podłogę tak, by nie rozpękła się na małe kawałeczki. Stało się jak chciałem: na ziemi leżały trzy, sporej wielkości, kawałki szkła i na pewno, na którymś z nich policjanci odkryją odciski palców dyrektora. Ten ślad oraz mój anonim powinny zmienić jego życie w koszmar… Potem zawiązałem sznur, stanąłem na taborecie i powiesiłem się na haku przytwierdzonym do belki pod sufitem. Odepchnąłem podstawę spod nóg, ale trzymałem rękoma sznur nad moją głową tak, żeby kark nie pękł od razu. Ostatnia myśl o czekającej szefa „niespodziance” rozjaśniła moją twarz uśmiechem…


- I co? Wisi? – dobiegły do mnie słowa.
Jak przez mgłę zobaczyłem trzy twarze: lekarza, z którym rozmawiałem w klinice, dyrektora i… Ta trzecia wydawała mi się znajoma, ale nie mogłem umiejscowić jej na półce pamięci… Wiem! Policjant, na którego napisałem kiedyś donos, że bierze łapówki od dilerów narkotyków. Nie stracił posady, ale też nie awansował i zajmował się mało ważną, papierkową robotą…
- Zdechł? – zapytał szef.
- Jeszcze nie – odparł spokojnie lekarz.
W tym czasie policjant pozbierał kawałki szklanki i schował je do torby. Potem z kieszeni wyjął kartkę i, machając mi nią przed oczami, zaczął czytać: „W swoim życiu skrzywdziłem tysiące osób, robiłem świństwa, za które się wstydzę i teraz chcę to odpokutować. Odbieram sobie życie, bo wyrzuty sumienia nie pozwalają mi ciągnąć swojego marnego żywota… - Spojrzał na mnie i pełen triumfu dokończył. – Przepraszam wszystkich”.
„Tylko nie to! Nie przeprosiny” – krzyczało coś we mnie. Zacząłem się szarpać, ale ręce odmówiły posłuszeństwa. Już nie trzymały sznura i pętla coraz mocniej zaciskała się na szyi.
Policjant podszedł do mnie, chwycił moją dloń i i przyłożył ją do kartki.
- To na wszelki wypadek, gdyby komuś przyszło do głowy sprawdzać, czy to na pewno samobójstwo – powiedział uśmiechając się. – A twój wstrętny donosik jest już w śmietniku – dodał radośnie.
Teraz podszedł lekarz i z wyrazem triumfu na twarzy powiedział:
- Z tym rakiem to było kłamstwo. Masz tylko sporo kamieni w nerkach, ale od tego się nie umiera… Myśl o moim ojcu, który przez ciebie odebrał sobie życie.
Chciałem krzyczeć „nie!”, ale z gardła wydobyło się tylko charczenie. Czułem, że zaczynam tracić przytomność. Zebrałem się jeszcze w sobie i wystękałem: „świnie”…


Zapewne mój „bohater” wzbudził Waszą pogardę, może trochę współczucia, ale kiedy czytaliście zakończenie, narastało w Was poczucie triumfu, radość z tego, że spotkał go taki koniec, na jaki sam sobie zasłużył. Słusznie! Za świństwa wyrządzone innym należy się zapłata, a zło powinno być ukarane.
I jeszcze jedno: jeśli wydaje się Wam, że jesteście lepsi od niego, bo w życiu zrobiliście tylko jedną rzecz niegodną, jedno małe świństewko, to oczywiście macie rację. Jeśli dzięki temu czujecie się lepsi tylko dlatego, że wasze świństwa, były drobiazgami w porównaniu z jego czynami - oczywiście też macie rację. Jeśli… Nie, nie ma sensu dalej wyliczać: na pewno macie rację! Na pewno…

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
msh · dnia 24.08.2010 08:44 · Czytań: 921 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 31
Komentarze
Miladora dnia 24.08.2010 10:22 Ocena: Świetne!
- Jak przez mgłę zobaczyłem trzy twarze: lekarza, z którym rozmawiałem w klinice, dyrektora i… Ten trzeci wydawał mi się znajomy, - jeżeli widział trzy twarze, to... "Ta trzecia wydawała mi się znajoma..." ;)

Cholernie przewrotnie, Msh.

"Jeśli… Nie, nie ma sensu dalej wyliczać: na pewno macie rację! Na pewno…"
Na pewno?

Naprawdę mamy prawo robić świństwa dlatego, że ktoś inny je robi?
Czy nie zniżamy się wtedy do jego poziomu?
Wprawdzie jest "oko za oko" i "jak Kuba Bogu...", a także "zemsta jest rozkoszą bogów", ale...
"Ludzie nader rzadko potrafią być całkiem źli albo całkiem dobrzy" - napisał Machiavelli w swoich "Rozważaniach".

Kim jesteśmy?
Odpowiedź na to zawiera się w indywidualnym wyborze każdego człowieka, nawet jeżeli ten wybór jest brakiem wyboru.

Świetny tekst, Bracie.
Buźka
msh dnia 24.08.2010 10:59
witaj Siostro! poprawiłem "tę trzecią". moje ostatnie "na pewno..." ma być przewrotne i miało skłonić do zastanowienia. często nam się wydaje, że jak popełniamy małe świństewko, to jesteśmy lepsi od tych, którzy świnią są przez całe życie. to taka forma usprawiedliwienia własnej niegodziwości. z rozmysłem przedstawiałem świnię z najgorszej strony. sam pisząc rozmyślałem nad swoimi uczynkami i przyznam poczułem się lepiej ;) co nie znacza, że całkowicie się usprawiedliwiłem i rozgrzeszyłem. dziękuję za świetny i przewrotny. pozdrawiam serdecznie. msh
Miladora dnia 24.08.2010 11:19 Ocena: Świetne!
Moje "Na pewno?" stanowiło odpowiedź na Twoje "Na pewno…" - na to szczególne zawieszenie głosu, które nagle zaczyna podważać wiele rzeczy i zmusza do myślenia.
I jest tak samo przewrotne. ;)
bassooner dnia 24.08.2010 12:38 Ocena: Świetne!
switnissimo!!! to jest dobry material na ksiazke, zaskakujace zakonczenie itd. rozbudowac swinstwa z detalami, obrzydzic czytelnikowi bohatera i kniga jak sie masz... aha no i watek milosny jeszcze np. swinia sie zakochuje i staje przed wyborem milosc czy dalej byc swinia_
msh dnia 24.08.2010 13:11
b, a skąd wiedziałeś? zacząłem to już pisać, ale jak zwykle stanąłem w miejscu, bo mnie zaczęło "nudzić" (syndrom słomianego zapału) i zrobilem wersję kondens. oczywiście ta dłuższa forma jest troszeczkę inna, ale opowiada również o świni. czeka w mojej poczekalni, ale trochę inne ma dylematy ;) M, tak sobie pomyślałem, że Twoje "na pewno?" jest przerwotne ) dziękuję za przeczytanie, komentarz i ocenę. pozdrawiam serdecznie. msh
Wasinka dnia 24.08.2010 13:55
Witaj, msh.
Cóż, świnia zawsze świnią pozostanie, ale musi uważać, żeby w najmniej oczekiwanym momencie role się nie odwróciły w paradoks...
Przewrotność w ostatnim „na pewno...” – daje efekt, i do myślenia. Nieźle podpuszczasz...

Mała uwaga do końcówki – zastanowiłabym się nad inną formą podania, może bez zwrotu do czytelnika? (subiektywnie).

A jak bohater opowiada? Odratowany? Z zaświatów? W zasadzie to nieważne (bo oczywista jest dowolność lit.), ale mimo to pytam...

Ogólnie zgrabny świński obrazek z konsekwencjami i „morałem” do przemyślenia.

Drobne sugestie:


Nic, a nic – napisałabym bez przecinka

Jestem świnią, ale na myśl / Jest raczej odwrotnie – jestem/jest

a ja owszem (-) uwielbiam

a mi to nie odpowiada – mi – mnie (wcześniej także miałeś w połączeniu zdania „a”, może warto by zmienić)

Broiłem (,) ile wlazło (,) i zrzucałem winę na innych,

wszystkie te wybryki uchodziły – pozbyłabym się „te”

„Świnia, świnia” (-) niosło się za mną po korytarzach szkolnych, ale na tyle cicho, bym nie mógł dostrzec, kto tak o mnie mówi. Bali się zemsty, ale nie wiedzieli, że w moim – mną, mnie, mnie

a nie (-) komu je zrobić

Moje życie toczyło się od świństwa do świństwa, a raj dla moich poczynań nastał – moje, moich

zgłaszałem na milicję (,) u kogo można je znaleźć

każdy kto tam trafił (,) musiał nieźle oberwać

a ja znalazłem sobie nowe wyzwanie./ Tych, którzy kiedyś byli oprawcami, a teraz udawali – „a”

Z radością obserwowałem (,) jak tracą stanowiska

(p)owiedział lekarz (,) odkładając moją kartę

Nie byłem ich pewien, aż do momentu – porzuciłabym tu przecinek

„Nie było nikogo takiego, a nawet gdyby, to nikt nie pospieszyłby mi z pomocą, a zresztą miałem to gdzieś”. – zrezygnowałabym z cudzysłowu

Jeśli pan sobie życzy (,) mogę ustalić

kiedy dostrzegł wzbierającą wściekłość na mojej twarzy (,) dodał szybko

I wyszedłem z gabinetu (,) trzaskając drzwiami.

będę chciał naprawić wszystkie swoje złe uczynki – „swoje” bym wyrzuciła

Żal mi było tylko wszystkich / Tego mi było żal najbardziej… - powtórzenie celowe? Bo mnie jednak trochę zgrzyta

Ten ostatni był tak mocny, że / Gdy ból ustąpił na tyle, że – połączenie przez „że” obok siebie w zdaniach, trochę kłuje

Ataki bólu nasilały się / Gdy ból ustąpił na tyle – bólu, ból

jego malwersacjach. Nazajutrz, w pracy, podkradłem z jego – powt. jego

Trzymając ją w chusteczce (,) zrzuciłem z niewielkiej wysokości na podłogę, tak by nie – oprócz wstawienia przecinka, przesunęłabym ten drugi: podłogę tak, by

Stało się tak (,) jak chciałem: na ziemi leżały trzy, sporej wielkości, kawałki szkła i na pewno, na którymś z nich policjanci odkryją odciski mojego dyrektora. Ten ślad oraz mój – bez podkreślonych przecinków; mojego, mój (ponadto wpadają na siebie „tak” – z tego zdania i poprzedniego)

Potem zawiązałem sobie sznur na szyi, stanąłem na taborecie i powiesiłem się na haku – na szyi, na taborecie, na haku (na)

stanąłem na taborecie./ Odepchnąłem taboret – powt. taborecie, taboret

Ostatnia myśl, o czekającej szefa „niespodziance”, rozjaśniła moją twarz uśmiechem… - zrezygnowałabym z przecinków; ponadto po tym zdaniu zrobiłabym mała przerwę w tekście (jeden czy dwa entery więcej)

Ta trzecia wydawał (a) mi się znajom(a), ale nie mogłem umiejscowić (jej) na półce swojej – bez swojej (bo będzie jej/swojej)

Zdechł? – zapytał szef – zdechł i szef się rymuje...

kartkę i (,) machając mi ją przed oczami (,) zaczął czytać : - ją – nią, niepotrzebna spacja przed dwukropkiem

Już nie trzymały sznura i pętla coraz mocniej zaciskała się na mojej szyi. – może lepiej bez „mojej” (potem zaraz masz też „moją” )

Policjant podszedł do mnie i przyłożył moją dłoń do kartki – mnie, mojej

powiedział uśmiechając się – dałabym jednak przecinek

powiedział uśmiechając się. / Teraz podszedł lekarz i z uśmiechem – uśmiechając/uśmiechem

Chciałem krzyczeć „nie” – skoro krzyczeć, to może z wykrzyknikiem?

wystękałem „świnie”… - może dwukropek po czasowniku? I, jeśli wielokropek odnosi się do wypowiedzi, to chyba lepiej postawić przed cudzysłowem

że wasze świństwa, to były drobiazgi – przecinek niepotrzebny (i może bez „były”?)

w końcówce sporo „to”

Pozdrawiam :)
msh dnia 24.08.2010 14:40
W, o rany! lista błędów dłuższa od moejgo tekstu, ale dziękuję bardzo za ich wytknięcie! zaraz do tego przysiądę jak tylko załatwię wszystkie służbowe sprawy. dziękuję za przeczytanioe i komentarz. pozdrawiam serdecznie. msh
Ceceron dnia 24.08.2010 14:43 Ocena: Bardzo dobre
@Wasinka
To nie bohater jest autorem ostatnich słów, tylko jego twórca ;)

Bardzo dobra rzecz, naprawdę lekka i z sensem.
Obawiam się jednak, że wersja "długometrażowa" wymagałaby prawdziwej rewolucji w naturze narracji.

Pośmiertny zwrot do czytelnika mógłby być odrobinę mniej skondesowany, żeby bardziej przygasał powoli, z większą dozą niepewności.
msh dnia 24.08.2010 14:50
C, wersja długometrażowa ma zupełnie inne założenia i sposób podania, ale na razie jest w fazie początkowo-projektwej ;) dziękuję za przeczytanie, komenatarz i ocenę. pozdrawiam serdecznie. msh
msh dnia 24.08.2010 14:50
Wasinka dnia 24.08.2010 14:50
Nie pytałam o koniec, tylko o całość, Ceceronie. Trudno opowiedzieć historię swoich świństw, skoro się już nie żyje... a przynajmniej moment, kiedy się umiera ;) Ale pośmiertnie też można opowiadać...

Nie jest tego tak dużo, msh. To złudzenie.
I nie chciałam wytykać... ale podpowiedzieć...

Pozdrawiam.
Ceceron dnia 24.08.2010 15:06 Ocena: Bardzo dobre
Wasinka
Kiedyś Dostojewski napisał, że jego opowiadanie (bodajże "Łagodna";) to fantastyka, bo prowadzona tam narracja nie mogłaby zostać przedstawiona w taki sposób w rzeczywistości.
Wypowiedź autora pod koniec wkazuje dosadnie, że historia toczy się w jego głowie, a spisał ją dla pewnej refleksji. To tak, jakby się zastanawiać nad tym, kto mógł tak dogładnie opisać czyjąś śmierć w horrorze. Przecież musiał stać tak blisko tego ładnego zombie ;)
Wasinka dnia 24.08.2010 15:13
Ale ja się wcale z tym nie spieram. Pytanie postawiłam nieco z przymrużeniem oka, choć zamysły Autorów różne bywają.

Przepraszam za offtop, msh.
msh dnia 24.08.2010 15:29
nie ma sprawy. ja sobie czytam i zastanawiam się nad tym: jakim cudem udało mi się spisać to pośmiertne wyznanie ;) mam nadzieję, że mocno nie razi ) dziękuję za komentarze. pozdrawiam serdecznie. msh
Miladora dnia 24.08.2010 16:36 Ocena: Świetne!
To proste, Msh. ;)
Literatura jest sprawą umowną i jako taka ma do dyspozycji szereg środków, niedostępnych "zwykłym śmiertelnikom".
Chcąc usłyszeć jakąś historię, zgadzamy się na pewne konwencje. Mało tego - akceptujemy je.
Bo tylko tak można bawić się swobodnie.
Zazwyczaj autor jest bezosobowym narratorem, któremu wolno bardzo dużo i nikt nie przyczepia się, skąd wie pewne rzeczy.
W Twojej opowieści po prostu mówi ustami tego człowieka, ale to w dalszym ciągu jest pewnego rodzaju narracja.

Ja to lubię. ;)
Wasinka dnia 24.08.2010 20:00
Alem dysputę wywołała... niepotrzebną... Rzecz wiadoma, że literatura swoje prawa posiada i chwała jej za wszelkie dowolności, których pełna. Całe szczęście, że dysponuje tak szeroka gamą możliwości i zawiłości. Dlatego z chęcią po książki sięgam.
Pozdrawiam i znikam.
zajacanka dnia 24.08.2010 21:16
msh, gratuluje swietnego tekstu! Co prawda nie zrobilam rachunku sumienia, ale pomysle nad tym :D
Pozdrawiam
Poke Kieszonka dnia 24.08.2010 21:27
:)Msh ja również gratuluje czytam to już dziś któryś raz z kolei i wiesz tak sobie myślę, że ten tekst potrzebny,oj bardzo potrzebny niby fikcja literacka, ale tak konkretnie ściera się z prawdą:yes:Nie wiem dlaczego , ale za którymś czytaniem tak mi się przypomniały opowiadania Borowskiego:yes:a puentę skwituje tak kto jest bez winy niech rzuci kamieniem:yes:, w kogo, a nawet i we mnie;)Serdecznosci z mojej kieszonki:)
magdam dnia 24.08.2010 22:15 Ocena: Bardzo dobre
Cała przyjemność czytać takie rozważania, a to, że bohater zrobił caput i potem dalej dowodził swoich racji, to przecież jest dowodem na życie po życiu. Nawet mądrze kombinował, wszystkie świństwa z rękawa wysypał i bierzcie co komu się podoba, a mnie - znaczy peela - pierwszą świnię rzeczypospolitej może ktoś przy okazji ukrzyżuje? Wtedy będzie miał okazję znowu poświntuszyć. ;)
msh dnia 25.08.2010 07:45
M, cieszę się, że pozwoliłaś mi wybrnąć ;) W, dysputa jeste potrzebna, bo czasami pozwala coś zmienić, żeby, ewentualnie, nie popełniać więcej błedów ) z, może lepiej nie robić tych rachunków sumienia i nie stresować się? dziękuję za świetny tekst ) PK, z tym kamieniem to tak właśnie jest - do rzucania byłoby niewielu, ale do potępienia cała masa ;) m, bardzo się cieszę, że czytanie moich rozważań nad świństwem sprawiło Ci przyjemność ) dziękuję za przeczytanie, komentarze i oceny. pozdrawiam serdecznie. msh
fanny dnia 25.08.2010 10:52
Msh, bardzo fajny pomysł :) przyznam, że trochę bym pozmieniała w tekście, np. dialogi.
msh dnia 25.08.2010 14:10
f, dziękuję za "bardzo fajny pomysł" ) dialogi były tu najmniej ważne, więc możliwe, że kuleją, chociaż starałem się, starałem... dziękuję za przeczytanie i komentarz. pozdrawiam serdecznie. msh
gabstone dnia 26.08.2010 07:25
Świnia to chyba zbyt łagodne określenie dla tego typu ludzi. W myśl powiedzenia "nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe", zasłuzona kara spotyka takie swinie:)
tym, że w zyciu nie jest tak fajnie. 'Świnie" pasą się na ludzkim nieszczęściu i mało tego, zyje im sie całkiem przyjemnie.
Pomysł bardzo mi się widzi, jak czasem czytam o tych wszyskich "lustrowanych", to sama mam ochotę wziąć udział w takim spisku:)
Pozdrawiam
bury_wilk dnia 26.08.2010 09:08 Ocena: Dobre
Bardzo ciekawy pomysł. Trochę naciągany, ale bardzo ciekawy. Warto poczytać, warto pokombinować i choć ja osobiście jak widzę moralitet, to mam odruch wymiotny, to przemknąłem do końca z uznaniem.
Wcale nie do końca zgadzam się z sugestiami wypływajacymi z tego tekstu. Powiem szczerze, że chyba większą pogardę wzbudza we mnie ta trójka "mszczących się" niż sam przerysowany bohater, ale to już takie tam, moje własne :)
msh dnia 26.08.2010 15:17
g, oczywiście, że zbyt łagodne, ale nie chciałem tytułować "skur*syn", chociaż to określenie bardziej pasuje. pomysł się cieszy z tego, że "się widzi" ) b_w, no właśnie... czy naciągany? znałem kilka świń w życiu, poczynając od przedszkola, na pracy kończąc. akurat ta świnia jest kompilacją kilku osób, kilku niestety prawdziwych osób. nie wiem kto budzi większą pogardę, na pewno tytułowa świnia do samego początku nie zyskała wielu miłośników. potem następuje to, co tak lubimy w bajkach: zło zostaje ukarane. czujemy się dobrze. nasze małe świństewka okazują się błahe przy wyczynach "świni", więc rozgrzeszamy się, usprawiedliwiamy i... "świńtuszymy" dalej. jak już napisałem wcześniej: sam poczułem się lepiej podczas pisania tego tekstu. to jednak tylko złudzenie, sumienie, czy jak to tam nazwać, zawsze przypomni nam nasze grzeszki - i te małe i te duże. wracając do przerysowanego bohatera: żałuję, że nie jest zmyślony. nie znałem jednej osoby o takim potencjale świństw, ale swojego "bohatera" zlożyłem z kilku autentycznych postaci. wiem, wiem, świnia ze mnie ;) dziękuję za przeczytanie, komentarze i oceny. pozdrawiam serdecznie. msh
Usunięty dnia 26.08.2010 16:36 Ocena: Bardzo dobre
noo fajny tekst/.... tylko,że mżesz to rozbudować, np. policjant daruje świni przewinienia mysląc,że się zmieni, jednalk świnia dalej robi świństwa

za drastyczne zakończenie- bdb. :D
msh dnia 27.08.2010 12:58
CG, pomysł na rozbudowanie tego tekstu owszem mam, ale nie w ten sposób, bo to by trąciło banałem. ten teskt nie miał być ładny, ani miły, ani opowiadać o nawróceniu - tyułowa świnia to samo zło i tak miało być od początku do końca. "drastyczne zakończenie" cieszy się z podobania ) dziękuję za przeczytanie, komentarz i ocenę. pozdrawiam serdecznie. msh
Izolda dnia 28.08.2010 23:09 Ocena: Bardzo dobre
Tak mi się podobała, że nawet poszła do czytania świnka dalej i tam też zrobiła wrażenie. Ale z zaległości wybrałam sobie na pierwsze miejsce inny tekst (a to powiem Ci później:) )
Krzysztof Suchomski dnia 29.08.2010 11:54 Ocena: Dobre
Historyjka mnie rozbawiła. Sprawnie, potoczyście napisana. Sugerowałbym jednak całkowitą rezygnację z nieco łopatologicznego monologu na zakończenie i pozostawienie inteligencji czytelnika refleksji nad przesłaniem tekstu.
Krystyna Habrat dnia 01.09.2010 12:29
No, odnalazłam Cię z trudem. Wcześniej już zaczynałam pisać komentarz, to go zmazywałam, bo zamyślałam sama o czymś podobnym napisać. Jeśli powiem, że zaczęłam, zapeszę i nic z tego nie wyjdzie.Temat nie tak prosty. Na razie powiem, że Twój tekst trafił w sedno moich ostatnich refleksji, kiedy zmiażdżono psychicznie kogoś, kto był dla wszystkich zbyt dobry, uczynny i uległy, a w końcu raz musiał się zdobyć na trudna dla niego... asertywność. I przepadł z kretesem!
Mówi się, że zrobisz komuś coś dobrego - jesteś anioł. Dalej to robisz - normalka. Raz odmówisz - jesteś świnia. (L.Kern)
Twój bohater narysowany grubszą kreską. Jest od początku i bezwarunkowo zły. Może przydałby się tu światłocień. No, ale to trochę ironiczna humoreska i ma inne wymogi. Do refleksji jednak zmusza. I to jest cenne.
msh dnia 03.09.2010 13:40
KS, nie neguję inteligencji Czytelników, ale przyznaję, że końcowy monolog miał zmusić do głębszej refleksji, bo tak naprawdę, gdybym zakończył bez niego, większość odetchnęłaby z ulgą, że oto "świnia" dostała to na co zasłużyła. końcowy monolog miał być przewrotny i pokierować na inne tory. S, mój bohater faktycznie narysowany jest grubą krechą. nie ma tu światłocieni, bo taki był mój zamysł - pokazać samo zło, bez cienia wątpliwości i możliwości rozgrzeszenia. cieszę się, że zmusił do refleksji. taki też był jego cel. dziękuję za przeczytanie i komentarz. pozdrawiam serdecznie. msh
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Lilah
01/07/2022 20:01
Abi, cała przyjemność po mojej stronie. :) To… »
Florian Konrad
01/07/2022 19:04
Dziękuję Wszystkim!!!!!!! Nawet Pierwszemu :) Nie, żebym się… »
Florian Konrad
01/07/2022 19:02
Dziękuję. »
Dobra Cobra
01/07/2022 17:35
Ja tu widzę SAME pozytywne zmiany u bohatera tego jakze… »
Jacek Londyn
01/07/2022 08:08
Wolnyduchu, Mareczku, dziękuję za znak na… »
Abi-syn
30/06/2022 22:57
Atutem tego wiersza jest autentyczność, wiersz pisany… »
Abi-syn
30/06/2022 22:46
Dzięki: No i trafiały się u mnie też i gorsze teksty,… »
Abi-syn
30/06/2022 22:06
Wolna Duchem, "wyciągłaś" B) B) z niebytu tekst,… »
Madawydar
30/06/2022 20:55
Taka chwila przed pierwszym aktem, oczekiwanie, kondensacja… »
Yaro
30/06/2022 19:52
Dziękuję Duszku jesteś bardzo potrzebna i niesiesz dobre… »
wolnyduch
30/06/2022 19:47
Specyficzne poczucie humoru, jak dla mnie jest to wiersz… »
wolnyduch
30/06/2022 19:44
Jak dla mnie świetny, rytmiczny 13 zgłoskowiec, a z takimi… »
wolnyduch
30/06/2022 19:29
Dobry wiersz do zatrzymania, pozdrawiam. »
wolnyduch
30/06/2022 19:18
Witaj Abi - syn No cóż, może i nie musiałam, ale na ogół… »
Mareczek
30/06/2022 17:03
Delikatnie płynie Twój wiersz,bije z niego autentyzm.Pełne… »
ShoutBox
  • ApisTaur
  • 01/07/2022 22:13
  • W sezonie ogórkowym, tłok tylko na plażach ;)
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas