Czy warto ufać wojownikom? - spalonapustka - zawsze
Kategoria Konkursowa » Konkurs: "Miłość w cyberprzestrzeni" » Czy warto ufać wojownikom? - spalonapustka
A A A
(Terminem „wushu” określamy ogół chińskich sztuk walki – przyp. od autorki.)


~Nie będę udawała, że nie szukam szczęścia. Definiuję je jako spójność z samą sobą, nasycanie atmosfery dobrymi emocjami. To nadmiar endorfin, którymi chcę zastąpić pustostan, jakiemu pozwoliłam rozwinąć się w moim życiu. Sama nie potrafię go nawet nasycić. Nie umiem też gotować ani bez zażenowania mówić o uczuciach. W ciele dwudziestolatki zamieszkała dekadencka, wciąż tęskniąca za spełnieniem dusza, która przymiera każdej jesieni. Nie brakuje mi skłonności do ironii, sarkazmu i okresowych burz emocjonalnych. Zakładam, że wkrótce matki będą straszyły mną niesforne dzieci. Nigdy się do nich nie uśmiecham, nie spieszę z pozdrowieniami, w moim słowniku nie istnieje pojęcie „rozkoszny bobas” i uważam, że jako zgorzkniała za młodu, nie byłabym dobrym rodzicem. Taka już ze mnie „zła kobieta”.


Jeśli szukasz rudej marudy – trafiłeś idealnie. Wyrzucę cię za drzwi, kiedy spróbujesz obudzić we mnie romantyczkę.

Ciut


~„Spokojnie, marudo. Nauczę cię.

Wushur”

~Gotować?;)

Ciut

~”Żyć.

Wushur”

~Sztukmistrz?

Ciut

~”W ringu i na co dzień.

Wushur”

~Ruda w nie_takich budziła pokorę.

Ciut

~”Wstydź się. Zadowalasz się samcami beta.

Wushur”

~Gdybym choć była zadowolona... Dobranoc:)

Ciut


~”Tak łatwo nie zniknę. Za dużo masz piegów, by wojownik odpuścił.

Wushur”



„Cwaniak” - myślałam. Nie mając jednak zajęć na coraz dłuższe wieczory, brnęłam w świat człowieka, zdającego się być definicją sztuk walki. Na szczęście, jako była dziewczyna trenera karate, rzadko robiłam z siebie idiotkę – znałam bowiem zasady obowiązujące na ringu. Ten jednak kurczył się i zmniejszał dystans między narożnikami, tworząc nowy wymiar intymności.

Nigdy nie wątpiłam w moc Internetu. Poznałam w ten sposób wielu ludzi (również na owym portalu dla samotnych), których fale nie zakłócały moich. Po roku studiów na wydziale fizyki wierzyłam z całych sił w zjawisko interferencji i szukałam „nadajnika idealnego”, który pomógłby nabrać odpowiednią siłę energii, jaką wytwarzam. Ze względu na osobistą tragedię, jaką była dla mnie śmierć ojca, musiałam przerwać naukę. Jako sierota tłumaczyłam pustkę wzorami na odległość, którą pokonuje światło w próżni, czułam jednak, że brakuje mi uczuciowej praktyki. Stąd Ciut, moje alter ego, potrafiące nawet flirtować.

W bezbarwnym świecie zjawił się Wushur. Zdobywca. Przepełniona ironią karykatura Johna Lee. Napisał, bo ma ponoć słabość do rudych loków. Zabawne, one zazwyczaj przeszkadzały w relacjach z facetami – onieśmielała ich wizja płomiennowłosej dominy, wampa, wersji beta kobiety-kota. Problem w tym, że owe wyobrażenia zupełnie nie pokrywały się z rzeczywistością. Ze wszystkich spersonifikowanych futrzaków najbliżej mi do szarej myszki, a przy moim „ogromnym” temperamencie, osiemnastkowy prezent działa wciąż na tych samych bateriach. Tak naprawdę nie spotykałam dotychczas ludzi, których zadowalałoby połączenie czerni i bieli, przez to coraz częściej malałam we własnych oczach do poziomu lepkiej, nijakiej mazi.

Marek (jak coraz częściej nazywałam go w myślach – podpisywał się literką „M”, zdradził przy tym, że obchodzi imieniny 28.04) posiadł ten niesamowity dar cyberempatii. Stopniowo pozwalałam mu poznawać się coraz lepiej. Chyba doceniałam niegasnące chęci do odkrywania wnętrza. Może to zabawne, ale dotychczas ludzie wstrzymywali rozwój naszych więzi: mężczyźni, poznawszy dogłębnie moje ciało i umiejętności z nim związane, kobiety zaś dowiadując się o tempie, jakie pozwalałam narzucać sobie w związkach. Moja była współlokatorka, Aśka, kiedy mieszkałam jeszcze w stolicy, twierdziła, że te samice wyczuwały zagrożenie dla swoich potencjalnych małżeństw. Z racji nadużywania tego psychologicznego bełkotu, utrzymałam między nami stosowny dystans. Nie potrzebowałam amatorskich analiz osobowości. Kiepsko radzę sobie w bezpośrednich rozmowach, jestem nieśmiała, lecz komunikacja za pośrednictwem klawiatury zezwalała mi na względną otwartość.

Nie dostąpiłam zaszczytu ujrzenia fotografii Wushura, choć w drugą stronę działało to wręcz odwrotnie. Przyznam się: pozowałam na uduchowioną intelektualistkę, toteż wygląd nie miał niby dla mnie żadnego znaczenia. Asia stwierdziłaby zaraz, że bałam się skonfrontować realia z marzeniami. Nie pomyliłaby się... Wystarczał mi opis: „178 centymetrów, sportowa sylwetka i styl, krótkie, ciemne włosy i piwne tęczówki”. Wcale nie tworzyłam w głowie portretu wyidealizowanego herosa, a ot, zwykłego chłopca. Tym, co mnie w nim fascynowało, były zbijająca z tropu pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa, wywołane jego ciągłą obecnością. Czasami dotykając się, wyobrażałam sobie jego dłonie. Zdumiewające, że w pewnym sensie psychika rozmówcy zaczęła pociągać mnie cieleśnie.

Przełamawszy babciną zasadę nie wykonywania pierwszych kroków, próbowałam nawet zadzwonić do niego, gdy był w delegacji. Trafiłam na komunikat: „rozmówca zajęty”, a na kolejne próby zwyczajnie brakło mi odwagi.

Czy miłość przez Internet ma rację bytu?
- zapytałam któregoś razu.

„Nie liczy się źródło, a wydobyty surowiec” - odpisał. Odebrałam to jako przyzwolenie na nowe porządki w sercu.

„Pieprzyć ceregiele! Chcę cię mieć. Wbrew odległości, chorym społecznym kryteriom, zobowiązaniom i logice. Pozwól mi przyjechać. Przecież czujesz to samo” - na tę wiadomość czekałam niemal rok.

Umówiliśmy się w Zaciszu, jednej z olsztyńskich restauracji. Miałam czekać – w ramach protestu przeciwko różom – z encyklopedią na stoliku. Obawiałam się, że Wushur może zrezygnować ze spotkania, widząc mnie po raz pierwszy, usiadłam więc tyłem do wejścia, by choć zobaczyć jego twarz, i badałam wzrokiem wszystkich rozglądających się mężczyzn. Przed stolikiem stanęła uśmiechnięta dziewczyna.

- Czy...

- Poproszę jeszcze jedną kawę – przerwałam zdenerwowana. Nowa rozmówczyni przysiadła z wrażenia. „Jeśli tak mój głos działa na nią, Marek zapragnie mnie z miejsca” - pomyślałam.

- Wiem, możesz mnie nie poznać... Dodałam sobie przecież kilka centymetrów... Ty za to, widzę, odjęłaś ze dwa kilo – mówiła. - Wszystko po to, by cię oswoić. Ale jeśli chcesz, nauczę się chodzić na szpilkach!
Gdyby nie staranny makijaż, przetarłabym ze zdumienia oczy.

- Kim ty, do cholery, jesteś?! - wyskrzeczałam piskliwie.

- To przecież ja, Marta... Przecież się domyślałaś. Przecież stąd wzięła się rozmowa o miłości, o podziałach, o tolerancji, a na koniec o nas. Natalia... To ja. To mnie kochasz.

Nie wiedziałam, jak uratować resztki płonących policzków. Osłupiała, wrzasnęłam:

- Kelner, dwie setki czystej!

Czekając, nie umiałam zmusić się do przelania myśli w słowa. Wypiłam szybko, chociaż nie lubię wódki. Ochłonąwszy nieco, rozmazując dłonią szminkę, zapytałam:

- Więc to ty mnie zdobyłaś?
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
zawsze · dnia 04.09.2010 11:42 · Czytań: 1415 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 31
Komentarze
Esy Floresy dnia 04.09.2010 13:13
Spalonka, przeczytałam, ba! połknęłam w szybkim tempie. Bardzo fajnie zbudowany klimat i zaskakujące zakończenie. Bez zbędnej egzaltacji a jednak naprawdę poczułam emocje. Niezależnie od werdyktu Jury, dla mnie to naprawdę bardzo dobre opowiadanie. Pozdrawiam.:)
zawsze dnia 04.09.2010 14:54
Cześć Esy:) Bardzo miło gościć poetkę, a tym bardziej zatrzymać ją na chwilę. Cieszę się, że się podobało. Buźka.
green dnia 04.09.2010 17:05
Bardzo dobre opowiadanie, czyta się z przyjemnością. Są emocje i nie ma sztampowego zakończenia.

Pozdrawiam
anna nawrocka dnia 04.09.2010 19:07
Zaskakujące zakończenie. Chociaż, po chwili zastanowienia nie aż tak bardzo... czerwone światełko powinno zapalić się bohaterce nieco wcześniej niż przy stoliku w kawiarnii. Miłość niejedno ma imię. Najprawdziwsza z prawd.
zawsze dnia 04.09.2010 21:52
Witaj, Green. Miło mi to czytać od "rywalki". Dziękuję. Bądź zdrowa : )

Anno Nawrocka, dziękuję za wizytę i komentarz. Miłość zaślepia nie mniej, niż każdy "typowy" nałóg, Pozdrawiam.
Elwira dnia 04.09.2010 22:02
Podoba mi się, bo pokazuje, jak wielka jest różnica pomiędzy tym, co w Internecie, a tym co naprawdę. Pomijam kwestię tolerancji, spodziewań i wyobrażeń, bo to wiadome, ale czasem ludzie muszą się zobaczyć, żeby wszystko stało się jasne. Czy to znaczy, że miłość w necie nie istnieje? Istnieje... do chwili, w której zechcemy ją przenieść na rzeczywistość :)

Opowiadanie przeczytałam z przyjemnością i na koniec zostałam mile zaskoczona.
pozdrawiam.
zawsze dnia 04.09.2010 22:08
Elwirko, witaj: ) Ja twierdzę, że w Internecie zakochujemy się w naszym wyobrażeniu, a nie w rzeczywistej osobie. Czasami nasze wyobrażenia są zbliżone do realu, wtedy jest szansa, że uczucie i jakiś związek przetrwają, inaczej - wiadomo.
Bardzo dziękuję za wizytę. Pozdrawiam również.
Szuirad dnia 04.09.2010 23:52
Internet pozwala nam ukryć swoją tożsamość, ale nie zawsze pamiętamy, że działa to w dwie strony. Ci, z którymi się kontaktujemy nie muszą być tymi, za których się podają. A p;onadto my, pędząc za swoimi marzeniami widzimy, a raczej chcemy widzieć we wszystkim, to co nam odpowiada, czego gdzieś bardzo głęboko pragniemy. Nasz umysł przetwarza dane w bardzo subiektywny sposób. Filtruje je tak, by sprostać i zaspokoić nasze potrzeby i pragnienia. Ale możemy się pomylić.
I o tym jest to opopwiadanie O tym jak bardzo chcemy w internetowej przestrzeni odnaleźć cząstkę, którą moglibyśmy utożsamić z nami samymi ... lub z naszymi oczekiwaniami, również tymi głeboko skrywanymi.
Miło mi, że mogłem ten tekst przeczytać jako nieliczny z pierwszych
pozdrawiam
zawsze dnia 05.09.2010 00:03
Szuirad, te słowa, wypływające spod Twoich palców są miodem na moje mieszane uczucia przy lekturze własnego tekstu. Dziękuję.
My sami dopasowujemy swoje wizje do pragnień, myślimy, że wieloznaczny sygnał oznacza dokładnie to, co chcielibyśmy, by oznaczał! A gdyby tak zauważyć, że wśród miliona innych znaczeń jest takie jedno zupełnie przeciwstawne, nim będzie za późno... A gdyby pomyśleć, że gdzieś tam nie znalazła się literówka ani błąd, gdyby być na tyle rozważnym, by uwierzyć tylko w prawdę?
Twój komentarz budzi we mnie takie refleksje. : )
Bądź zdrów.
Wasyl dnia 05.09.2010 11:27
Faktycznie, dwie setki na miejscu ;) potrzebne.
Bardzo udany tekst z mocnym zakończeniem. Gładko się czytało.
Gratuluję pomysłu.
Pozdrawiam.
zawsze dnia 05.09.2010 11:31
Witaj, Wasylu : ) Dziękuję za czytanie i ciepłe słowa. Odsyłam uśmiechy.
Darksio dnia 05.09.2010 12:18
Całkiem zgrabna opowieść. Oryginalny pomysł. Zraziło mnie nieco, że bohaterka chwali się znajomością stylów walki, a miesza wu-szu z karate i do tego z ringiem. W tych sportach nie walczy się na ringu, a ten był potrzebny do zgrabnej metafory. Podciągnęłaś rzeczywistość do potrzeb tekstu, a powinno być raczej odwrotnie. Bo to nie SF, prawda? Jeśli piszesz o realiach, to wolałbym, żeby to było rzetelne. Pozdrawiam.
zawsze dnia 05.09.2010 12:25
Powinno być, Darksiu, przyznaję bez bicia. : ) Napisałam to opowiadanie po jednej rozmowie z wushurem, znajomym, uprawiającym tę sztukę walki i wszystkie informacje sprawdziłam dopiero po napisaniu całości i przyznam, że nie wiedziałam, jak zabrać się do edycji. Kajam się więc i... mam nauczkę na przyszłość. Pozdrawiam również.
Wasyl dnia 05.09.2010 12:29
Wybacz, wszedłem na Twój tekst, a komentarz miał dotyczyć innego.
Pozdrawiam przy okazji.
Wasinka dnia 05.09.2010 12:31
Witaj, Spalona.
Ależ nam tutaj historię opowiedziałaś! Rozwiązanie sytuacji internetowej miłości zaskoczyło nie tylko bohaterkę...
Oryginalny pomysł, zamknięty w ciekawej formie. Sylwetka Natalii zgrabnie przedstawiona (choć zazgrzytało mi zestawienie „ogromnego” temperamentu, wspominanej nieśmiałości z zagrożeniem dla małżeństw ze względu na „szybkie tempo” ).
Życie szykuje nam wiele niespodzianek, a ta tutaj jest dość specyficzna, ale... możliwa. Szczególnie świat wirtualny niesie ze sobą rozczarowania rzeczywistością i zdumienia, często z negatywnym wydźwiękiem, niestety. Nigdy nie wiemy, kto tak naprawdę klika do nas po drugiej stronie wirtualnej przestrzeni.
Opowiadanie mocne, działające na czytelnika, napisane niebanalnie.

Zakończenie, pod względem stylistycznym, warto by jeszcze dopracować. Zastanowiłabym się nawet, czy ostatnie zdanie jest potrzebne (a może je lekko udoskonalić).


Kilka propozycji:

że jako zgorzkniała za młodu (,) nie byłabym dobrym rodzicem

Taka już ze mnie „zła kobieta”. – to zdanie ogólnie mi nie pasuje, brzmi tutaj niefortunnie dość

jako była dziewczyna trenera karate

Po roku studiów na wydziale fizyki wierzyłam z całych sił w zjawisko interferencji i szukałam „nadajnika idealnego”, który pomógłby nabrać energii, którą wytwarzam, odpowiednią siłę. – zdanie do dopracowania

Ze względu na osobistą tragedię, jaką była / tłumaczyłam pustkę wzorami na odległość, jaką pokonuje – powt. „jaką”

Stąd Ciut, moje alter ego, potrafiące nawet flirtować./W moim bezbarwnym świecie – moje/moim

Rzekomo napisał, bo ma słabość do rudych loków – podobno (rzekomo) napisał czy podobno (rzekomo) ma słabość do rudych loków?; dobrze by było zdanie doprecyzować

bo ma słabość/ Zabawne, bo one – powt. „bo”

Ze wszystkich spersonifikowanych futrzaków, najbliżej mi – pozbyłabym się przecinka

najbliżej mi do szarej myszki, a przy moim – mi/moim

Tak naprawdę, nie spotykałam dotychczas ludzi – wg mnie przecinek zbędny

Może to zabawne, ale dotychczas ludzie wstrzymywali rozwój naszych więzi: mężczyźni, poznawszy dogłębnie moje ciało i umiejętności z nim związane, kobiety zaś wycofywały się, dowiadując się o tempie, jakie pozwalałam narzucać sobie w związkach. – zdanie do dopracowania koniecznego

Moja była współlokatorka, Aśka, kiedy mieszkałam jeszcze w stolicy, twierdziła, że owe samice wyczuwały we mnie zagrożenie dla swoich potencjalnych małżeństw. Z racji nadużywania przez nią tego psychologicznego bełkotu, utrzymałam między nami stosowny dystans. Nie potrzeba mi było amatorskich analiz osobowości – zaimki tańcują tutaj zamaszyście

zezwalała mi na względną otwartość./Wushur nie zaszczycił mnie swoją fotografią, choć moich wyprosił dziesiątki – mi, mnie, moich

Czasami dotykając się, wyobrażałam sobie jego dłonie. – jak dla mnie to niezbyt zgrabne zdanie

Trafiłam na komunikat na wyświetlaczu – wpada na sienie „na”

tyłem do wejścia, by choć zobaczyć jego twarz (,) i badałam

Ale jeśli chcesz, nauczę się chodzić na szpilkach! - Gdyby nie staranny makijaż, przetarłabym ze zdumienia oczy. – proponuje bez myślnika i od nowego akapitu od słów „Gdyby nie staranny...”

Kim Ty, do cholery, jesteś – „Ty” małą literą

I to tyle :)

Bardzo gładko i płynnie napisane. Z przyjemnością przeczytałam.
Pozdrawiam i gratuluję wysokiego miejsca :)

P.S. Skoro się "kajasz" (co do uwag Darksia), to ja już się nie będę czepiać ;)
zawsze dnia 05.09.2010 12:55
Wasylu, nie ma sprawy: )
Wasinko kochana, uch, spuściłaś mnie po brzytwie ; ) Ale i przed Tobą się kajam i przyznaję rację, dziękuję za wszystkie cenne uwagi, postarałam się je już zastosować. Za gratulacje również dziękuję - to takie miłe... ; )
Temperament dziewczyny nie musiał współgrać z owym tempem - zaznaczyłam, że pozwalała sobie je narzucać, może przez jakieś obawy? : )
Wasinka dnia 05.09.2010 13:05
Pusteczko, propozycje mają służyć udoskonaleniu ewentualnemu tekstu (o ile się przydają), a nie ogólnej ocenie Twojego opowiadania :) (ogólna ocena była ponad nimi).
Posyłam uśmiechy.
niewidoczna dnia 05.09.2010 16:25
Oj Spalona, zaskoczyłaś mnie i to bardzo :yes:. W sumie spodziewałam się że to Natalia zaskoczy M., a nie było na odwrót. Tekst jak napisałam wyżyj zaskakujący i to mi się podoba. Dla mnie jest spoko :)

Pozdrawiam i życzę sukcesów :)
zawsze dnia 05.09.2010 16:42
Wasinko, dziękuję - tak naprawdę każdą konstruktywną krytykę przyjmuję z uśmiechem i wdzięcznością, przecież jeszcze się uczę. : )

Niewidoczna, dobrze, że Cię zaskoczyłam - tego chciałam. : ) Bardzo dziękuję. Buźka.
sisey dnia 06.09.2010 11:45
Witaj, nie wypada mi wychwalać (lizus), czy ganić (zazdrośnik) tekstów konkurencji, więc jedynie maleńkie uwagi. Co ma wspólnego Wushu z"wushur"? Szczerze to drażni mnie ten nick, a tekst wręcz sugeruje że wushur, to ktoś uprawiający wushu, co jest przecież bzdurą. Tak, sprawdziłem już slangowe znaczenie tego terminu: "jaki jest Twój". I kim był/jest John Lee, z tych "słynnych" to pamiętam Bruce'a.

pzdr. sisey

PS. Refleksje na temat konkursu umieściłem w osobnym wątku na forum. Było by miło...
zawsze dnia 06.09.2010 14:49
Witaj, Sisey! Wiesz, to zupełnie potoczne określenie właśnie walczącego stylem wushu. I może bzdurne, ale w moim środowisku się przyjęło! John Lee teoretycznie nie istniał - ale przez nawiązanie nazwiskiem, chciałam osiągnąć cel, który osiągnęłam. Przecież Wushur i Ciut również nie istnieją. Pozdrawiam.
PS Czytałam ; )
JaneE dnia 06.09.2010 14:59
Zaskoczyłaś mnie :)
Różne zakończenia pojawiały się w mojej głowie.
Marek miał być dużo starszy, niepełnosprawny, brzydki.
Pasowało mi wszystko, ale na to, że Marek będzie Martą nie wpadłam.:)

Kawałek dobrego tekstu.


Pozdrawiam serdecznie.
zawsze dnia 06.09.2010 17:24
Witaj, JaneE! : ) Cieszę się, że Cię zaskoczyłam. Która z nas tworzyłaby w głowie obraz mężczyzny? : ) Dzięki i pozdrawiam.
WuKwas dnia 07.09.2010 14:08
Ścięło mnie :) Oczywiście zakończenie mnie ścięło, bo nie takiego się spodziewałem. To znaczy, nie wiem jakiego ale na pewno nie takiego.
W czasie czytania wychwyciłem kilka, tak przeze mnie lubianych smaczków, choćby ten o prezencie osiemnastkowym - dystans z nutką ironii. Zacne!
zawsze dnia 07.09.2010 17:14
Drogi WuKwasie, czuję się zaszczycona, mając możliwość pozytywnego zaskakiwania. Dlatego bardzo cieszę się, że wpadłeś i dałeś znać, co myślisz. Dziękuję.
Izolda dnia 07.09.2010 22:15
Nie pojmuję jak Oni mogą do Ciebie mówić Spalonka. Idąc tropem nazwania Julki, ja powiem Spalonico, chociaż Spaloniczko mi się bardziej nawet podoba. Nie napiszę Ci pochwał ni ciupasek nie wręcze. Coś innego chcę rzec. Napisałam już wcześniej, że miałam trzy typy. Na dwa zagłosowałam, a Ty byłaś trzecim.:D
Pozdrawiam.
zawsze dnia 08.09.2010 15:23
Izoldo, sprawiłaś mi ogromną przyjemność swoim komentarzem, dziękuję.
PS "Spaloniczko" też mi się podoba, a "Spalonka" brzmi bardziej... hmm... swojsko, niż "spalonapustka", którą wybrałam, nie wiedzieć czemu.:) Pozdrowienia.
Miladora dnia 16.09.2010 15:46
Może być jeszcze "Pusteczka". :D

Pierwsze refleksje po pierwszych czytaniach:
Mocne. Oryginalne i ciekawie napisane. Trochę jednak niedopracowane stylistycznie zakończenie. Gdyby nie to, tekst byłby dla mnie świetny bez zastrzeżeń.
Rozwijając - sprawdź opowiadanie pod kątem powtórzeń. Tu masz przykład:
"... który pomógłby nabrać odpowiednią siłę energii, którą wytwarzam."
Co do zakończenia - trochę odbija stylistycznie od reszty.
Nie pasuje do konwencji - "Kobietka przysiadła z wrażenia." Ujmij to subtelniej. Kobietka, kobitka, to dość trywialnie brzmiące określenia.
Odbija także to "wyskrzeczałam piskliwie." (moim zdaniem)
I to:
"Osłupiała, wrzasnęłam:
- Kelner, dwie setki czystej!
Wypiłam szybko, chociaż nie lubię wódki." - otóż moje poczucie realizmu mówi mi, że nie tak szybko można uzyskać od kelnera dwie setki czystej i wypić je. Co działo się więc w trakcie tego czekania i picia? Panowała martwa cisza? Marta nie próbowała niczego powiedzieć? Nic nie zrobiła?
Trudno w to uwierzyć. Ta scenka wprowadziła nie tylko dość humorystyczne akcenty w poważny dotąd tekst, lecz także jakby elementy pewnej groteski, a ona tu nie pasuje. Dlatego mówiłam o niedopracowaniu stylistycznym. Przemyśl, bo tekst naprawdę wart jest tego, by być świetnym bez jakiegokolwiek "ale". ;)
Gratuluję i pozdrawiam. :D
zawsze dnia 16.09.2010 18:20
Sprawdzę, oczywiście, Milu. : ) Zdradzę Ci tajemnicę zmiany stylu: otóż wszystko, poza końcówką pisane było jednego podłego dnia, a zakończenie już przy zupełnie innym nastroju.
Jutro naniosę poprawki.
Dziękuję, buziak, a nawet dwa : )
Darksio dnia 16.09.2010 19:00
Ja jeszcze dodam, że dwie sety wypite na raz nieźle potrafią "pozamiatać". To prawie pół flaszki, w jednym momencie wychylone przez kobitkę... Po kilku minutach robi się niezła łajba. :)
zawsze dnia 18.09.2010 13:13
Poprawiłam, co miało byc poprawione, więcej o końcówce jeszcze obiecuję pomyśleć.

Darksiu - kto wie, co stało się za parę minut? ; )
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
EDyta To
25/02/2024 19:34
Stęskniony Wiosny Zbysiu, dziękujemy za miły komentarz i… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 13:58
Florianie Tekst specyficzny, jak to u Ciebie. Nie będę się… »
Florian Konrad
25/02/2024 12:09
No, fakt, jego dzieła są nieco przydrogie :) Również nie na… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 00:28
Florian !!! E.A.Poe to jeden z moich ulubionych autorów,… »
Florian Konrad
24/02/2024 23:27
Anioł dziwnych przypadków ? Jeśli o niego chodzi -… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:26
Jacku To bardzo się cieszę i piję zdrowie Twoje i Kazia nie… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:19
Kaziu Tasz to szok! Ale wszystko, do końca?! No to jest… »
Jacek Londyn
24/02/2024 21:51
Zbigniewie, prześpię się z podrzuconą mi twoją krytyką.… »
Kazjuno
24/02/2024 21:43
Więc mówię na końcu: ocena ostateczna powinna brzmieć:… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 20:43
Kaziu Nic się nie stało! Tak sobie myślę, że tam gdzie… »
Kazjuno
24/02/2024 20:26
Przepraszam. Zbysiu. Przeczytałem tekst jeszcze raz, już na… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:47
Kaziu 1. Sam pewnie wiesz, że ciężko jest utrzymać stale,… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:23
Jacku Rozumiem zamysł, nawiązanie do "K.S.P" ale… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 17:40
Florianie Jeśli tak jest, to spodoba Ci się mój obraz,… »
mike17
24/02/2024 17:01
Człowiek, który się gniewa, sam się udręcza, bo? Bo nie… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
  • pliszka
  • 22/02/2024 12:26
  • Nie nazwałabym tego skansenem. Jako przedstawicielka młodych zaryzykuję stwierdzenie, że to społeczny charakter i duża interaktywność przyciąga moje pokolenie. Młodzi są tam, gdzie się dużo dzieje.
  • Redakcja
  • 22/02/2024 10:23
  • Młodzi siedzą na Wattpadzie i TikToku. Dla nich jesteśmy skansenem ;-)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty