Testament - MANDRIK
Proza » Długie Opowiadania » Testament
A A A
Stąpał wolno w poprzek pokoju, zatrzymując się raz przy wygiętym sekretarzyku, raz blisko pionowego i starego kredensu, wypchanego kształtnymi filiżankami i kolorowymi talerzykami. Cisza zalegała na wyłożonym dywanie, najwyraźniej osiadła po to, by pochylić się w kierunku kończącego się dnia. Owijając uderzenia zegara, odbijała je od drewnianych ścian poprzez wyliczanie kolejnych i smętnych godzin.
Zatrzymał się, by popatrzeć na swoje dłonie z wielką i niepodważalną uwagą, w skupieniu obserwując załomy żółtawej skóry i rozciągnięte linie, od przegubu do zagięcia opasłego kciuka.
Stuknęła klamka i zza uchylonych drzwi pojawiła się kobieta, dźwigająca wielkie, papierowe torby.
- Rusz się i pomóż mi – powiedziała półgłosem próbując umieścić wszystko na blacie dębowego stołu.
- Czy zajrzałeś do sypialni, śpi czy się obudził ?- zapytała wysuwając głowę zza wielkich toreb, które ustawiała na stole.
- Nie zaglądałem – odpowiedział podchodząc. Odetchnęła z ulgą, kiedy pomógł ułożyć zakupy bezpiecznie na szerokim, dębowym blacie.
- Powinieneś zaglądać, bo jak się obudzi, zawsze chce pić – powiedziała zdejmując prochowiec - Oczywiście, trzeba sprawdzać pieluchomajtki, czy ich nie wymienić. Ojciec wymaga wielkiej, trudnej i męczącej opieki - końcówkę powiedziała wzdychając w kierunku drzwi sypialni.
Znowu spojrzał na swoje dłonie, na linie biegnące od nasady do palców, na żółtawą skórę, na brak oznak fizycznej pracy. Czy powinienem przewijać własnego ojca? – zapytał siebie – Zbierać brudne pieluchy czując zapach moczu, potem przenosić wszystko do wiadra i choremu zakładać świeże?
Patrzył na swoje dłonie, delikatne, przyzwyczajone do klawiatury fortepianu, zupełnie nie przystosowane do sprzątania lepkich odchodów i wilgoci.
- Pójdę zobaczyć, czy śpi – powiedziała wieszając płaszcz na krawędzi kredensu. Tymczasem zanieś do kuchni warzywa i tackę z wątróbką, za chwilę zacznę robić obiad.-
- Kupiłem wino – odezwał się obojętne, kamuflując tym samym pewność, że zrobił dobrze.
Nie odpowiedziała, tylko weszła do sypialni, cicho otwierając drzwi, potem zamknęła je za sobą, pozostawiając wszystko w dębowej ciszy.
Pozbierał zakupy, wyjmując kolejno z papierowych toreb to wszystko, co potrzebne było w kuchni. Resztę, pieluchy, ręczniki i mydło w płynie zostawił na stole, by sama zdecydowała, gdzie to pochować. Wróciła niezadowolona i bardziej smutna, jak przed chwilą.
- Wydaje mi się, że jest gorzej niż wczoraj – powiedziała sięgając po zakupy – Nie wiem dlaczego, tak unikasz wchodzenia do sypialni ojca – dodała przenosząc pozostałe rzeczy do łazienki.
- Mylisz się – odpowiedział wzruszając ramionami – Nie unikam ojca, ale trudno mi uwierzyć, że jest taki chory . Zawsze byłem przekonany, że ojciec jest niezniszczalny.
- Wszyscy jesteśmy zniszczalni – mruknęła filozoficznie – Ustaliliśmy, że będziemy z nim do końca .
- Nie migam się, jestem i będę z tobą, chcę pomagać siostrze - dokończył z patosem - Jak myślisz, długo to potrwa? – zapytał nagle, aż zatrzymała się w pół kroku. Wytarła dłonie w fartuch patrząc mu prosto w oczy.
- O co pytasz, o koniec choroby czy śmierć? – zadała to pytanie cedząc każde słowo.
- Pytam, czy długo to potrwa – powtórzył – i nie doszukuj się w pytaniu wielu znaczeń. Po prostu, chcę wiedzieć, jak długo to potrwa.
- Śpieszysz się gdzieś ? – zagadnęła cicho.
- Tak, życie mi ucieka – mówiąc ruszył w poprzek pokoju – Mam żonę, dzieci i rozpoczęty interes. Nie mam czasu na długie choroby - dokończył.
- A co będzie, jak ojciec będzie chorował jeszcze bardzo długo ? – zadała to pytanie, tak jak by bała się reakcji.
Nie odpowiedział, tylko ruszył przez pokój w kierunku drzwi prowadzących do sypialni. Zatrzymał się i przyłożył ucho do białej, nierównej powierzchni, usłyszał ciszę i jedynie przesuwającą się, własną krew.
- Zajrzyj, zajrzyj do ojca – powiedziała ruszając w kierunku kuchni – nic nie będzie, jak zobaczysz jego twarz.
Wahał się chwilę, potem otworzył nieznacznie drzwi i wsunął ostrożnie głowę. Okleił go półmrok, tykanie zegara, bzyczenie przelatującej muchy i zapach potu śpiącego. W półmroku zauważył zarys kształtów, jaśniej istniała wyciągnięta na kołdrę ręka, głębiej ledwo widoczna twarz, z kierunku której dochodziło prawie niezauważalne pochrapywanie. Nagle poczuł potrzebę porozmawiania z ojcem, przypomniał sobie zagadnienia, których nie zdążył poruszyć.
- Tato – powiedział półgłosem – chcę z Toba porozmawiać – rozsunął szerzej drzwi i podszedł bliżej łóżka. Pochrapywanie dobiegające z lepkiego półmroku potwierdzało obecność rozmówcy.
- Mam proste pytanie, jeżeli mnie słyszysz? – zbliżył się do łóżka i dotknął ręki śpiącego. Była chłodna i obca. – Jeżeli chcesz ze mną porozmawiać, kiwnij palcem - poprosił półgłosem obserwując leżącą na pościeli, białą dłoń. Mucha przeleciała tak blisko, że prawie poczuł ruch powietrza spowodowany machaniem małych skrzydełek, bzyknęła głośniej, kiedy mijała jego twarz. Cisza lepka, pełna potu oczekiwała na reakcję, ale jedynie krótkie chrapnięcia przerywały niespełnioną nadzieję.
- Nie pytałem ciebie nigdy o testament. Nie chciałem być namolny i nie starałem się dowiedzieć, jak wszystko podzielisz - zaczął mówić półgłosem patrząc na zarysy twarzy śpiącego. - Teraz, niestety wpakowałem się w kłopoty i muszę wiedzieć, czy pamiętałeś o swoim kochanym synku – głos mu zadrżał i dalej mówił już prawie szeptem.- Pamiętasz, jak spacerowaliśmy wieczorem po pustej plaży, jak kazałeś mi słuchać morza? Tato – podszedł zupełnie blisko i położył własną dłoń na białej dłoni śpiącego. Chrapnął głośniej, poruszył się i po chwili powrócił do miarowego oddechu. – Tato, chyba nie zapomniałeś o mnie, błagam cię rusz chociaż palcem, tato.
Lepki i chrapiący półmrok drzemał, mucha przeleciała bzykając na tyle głośno, że biała ręka poruszyła się nagle wywołując u pytającego oznaki euforii.
- Słyszysz mnie tato? – pochylony nad łóżkiem dyszał ciężko – Wiedziałem, że mnie usłyszysz, tylko udawałeś, zapisałeś mi wszystko, czy tylko połowę? Powiedz tato, bo wszystko teraz zależy od ciebie, i tego czy wyzdrowiejesz. Oczywiście, chcę abyś wyzdrowiał, ale ja mam długi, więc lepiej byś zrobił..- nie dokończył bojąc się własnych słów.
Bezwiednie wysunął szufladę stojącego obok sekretarzyka, podniósł kilka kartek, zajrzał do wnętrza.
- Nie zrozum mnie źle, nie chcę twojej zguby – zaczął prawie prosić – Ale tylko ty zostałeś. Najlepiej, zapisz mi wszystko, albo - tu najwyraźniej wpadł na wspaniały pomysł – wydziedzicz córkę. Tak, najlepiej wydziedzicz. Wyszła dobrze za mąż, więc nie potrzebuje pieniędzy, a ja potrzebuję. Tato, tak zrób jak proszę – czuł przypływ radości i nadziei.
- Czy cos się stało? – do sypialni wsunęła głowę siostra.
- Ależ nic – wstał z klęczek i nieznacznie klepnął białą, śpiącą dłoń – Rozmawiałem z ojcem – powiedział kierując się do wyjścia.
- Przecież on śpi – zauważyła.
- Tylko tak ci się wydaje – powiedział wychodząc – Naleję winka, może i tatuś wypije -
Została sama. Poprawiła śpiącemu pościel, obciągnęła prześcieradło i klepnęła w poduszkę. Pochrapywał lekko, od wielu godzin nie zmieniał pozycji leżąc trochę na boku z wyciągniętą wzdłuż tułowia ręką.
- Czy pamiętałeś o mnie ? – zapytała patrząc na zarys twarzy. – Wiesz przecież, że Leszek jest skąpym mężem i nic mi nie daje. O wszystko musze prosić, o pieniądze na pończochy, na kosmetyki, wydziela mi każdy grosz. Czy tak powinno być ? – Jeszcze raz poprawiła prześcieradło, poklepała poduszkę i pogładziła po twarzy śpiącego. - Zawsze byłam twoja najbardziej kochana córką, zawsze pamiętałam o twoich imieninach, a czy ty pamiętasz o mnie? – poczuła zbierającą się łzę, wytarła ją wierzchem dłoni i podeszła do niewielkiej komody. Pociągnęła za mosiężny uchwyt i wysunęła szufladę wypełnioną zapisanymi kartkami, starymi kalendarzami i związanymi tekturowymi teczkami. Uniosła ostrożnie jedną z warstw i zajrzała pod nią z wielka ciekawością.
- Nalałem ci winka - usłyszała zza przymkniętych drzwi. Głos był przytłumiony, jak by docierał z wnętrza ubraniowej szafy, dodatkowo słowom towarzyszyły trzeszczenia i szereg innych odgłosów.
- Zaraz przyjdę – odpowiedziała właściwie do siebie, nie chciała podnosić głosu i obudzić śpiącego.
Szperała jeszcze chwilę między papierami, wyjęła kilka kartek, ale nie znalazła niczego ciekawego.
Śpiący poruszył się nieznacznie i kilkakrotnie zacisnął dłoń. Przez moment wydawało się, że oddycha bardziej chrapliwie, ale już po chwili jego rytm oddechu powrócił do tego z przed chwili.
Wyprostowała się i ruszyła do drzwi. Otworzyła je najciszej jak potrafił, wyszła z sypialni i zamknęła za sobą. Zobaczyła otwartą szeroko wielka szafę i wystające resztki brata.
- Czego tam szukasz? – zapytała podchodząc do stołu, na blacie stał kieliszek czerwonego wina. Wypiła spory łyk, wino wydawało się trochę kwaskowate, ale to nie przeszkadzało.
- Szukam jakichkolwiek ważnych papierów – odpowiedział z wnętrza szafy, przytłumionym głosem.
- Czy szukasz testamentu? – zapytała popijając wino. Czuła, że alkohol zaczyna wędrować żyłami w kierunku mózgu.
- Niekoniecznie – odpowiedział wysuwając się z wnętrza i usiadł okrakiem na dywanie, opierając stopy o ściankę szafy. – Chciałbym wiedzieć więcej o własnym ojcu. Zawsze wolał rozmawiać z ukochaną córeczką, a o mnie pamiętał wtedy, kiedy miał ochotę na lanie.
- Przesadzasz – odpowiedziała sięgając po butelkę, by dolać sobie wina – traktował nas równo, może bardziej zauważał we mnie kobietę.
- Czy uderzył cię kiedykolwiek? – zapytał patrząc na drzwi sypialni i na klamkę, która jak by drgnęła.
Nie powtórzył pytania, poczuł nagle niewytłumaczalny strach przed klapsem, za to że pyta i opowiada głupoty.
- O nic nie pytałem – powiedział wzdychając i wstał - W szafie papierów nie ma, po za starymi ubraniami – dodał rozgoryczony naciskając dłońmi obydwa skrzydła drewnianych drzwi.
- Czy szukasz testamentu? – powtórzyła poprzednie pytanie.
- Oczywiście – potwierdził – A tobie jest niepotrzebny?
- Możliwe, że jest, ale nie tak bardzo –
- A mnie bardzo, jak wiesz mam dług do oddania, pożyczyłem od takich skurwysunów, co chcą bym oddał z procentami. Nie miałem wyjścia, wtedy musiałem pożyczyć, a teraz muszę oddać.
- Nie musiałeś pożyczać.
- Musiałem, bo chciałem się odegrać, jeżeli więc odziedziczę cokolwiek, oddam dług i wiem, że się odegram –
- Zrobię coś do zjedzenia – powiedziała odstawiając pusty kieliszek, zrobiła kilka kroków w kierunku kuchni i poczuła alkohol buszujący w nogach.- Boże, ledwie idę .. – szepnęła i zachichotała – Przez ciebie jestem pijana – powiedziała już głośniej.
- Jednak nie przestałaś pić – zauważył z przekąsem podnosząc pusta butelkę – Przeczuwałem to, kiedy postawiłem pełną na stole. Czy twój mąż pozwala ci nadal pić i finansuje twój nałóg?
Zatrzymała się i odwróciła.
- Piję za swoje, nie za twoje – powiedziała ze złością. – I nie oczekuję od ojca sfinansowania moich potrzeb .
-Ho! Ho! Akurat- zaśmiał się z przekąsem - A zawsze uważał ciebie za wzór cnót dziewczęcych –
- Po prostu mnie kochał na swój wyłączny sposób, a ja nie potrafiłam mu się odwdzięczyć. Robię to więc teraz .
- A może razem poszukamy testamentu? – zaproponował nagle.
Weszła do kuchni przymykając drzwi. Usłyszał dźwięki stawianych naczyń i brzęk talerzy. Potem przekleństwo i stuk rozbijającego się szkła.
Podbiegł i zajrzał. Stała ze zwisającymi rękami wpatrzona w podłogę, gdzie walały się porozrzucane kawałki pięknego, porcelanowego talerza.
- Wyślizgnął się – powiedziała ni to do siebie, ni to do podłogi.
- Pomóc ci ? – zapytał troskliwie. Wszedł do kuchni i pchnął nogą leżące części potłuczonego naczynia.
- Dostanę w dupę – powiedziała z żalem – znowu będę miała siniaka – nagle zaczęła płakać.
Spojrzał zdziwiony.
- Przeciec ojciec śpi, ledwo żywy .
- Ale jak wstanie, znowu mnie uderzy – odpowiedziała pochlipując i wytarła nos wierzchem dłoni.
- To znaczy , że dostałaś od niego, nie tylko mnie bił? – pytał z zaskoczeniem w głosie.
- Uderzył mnie, jak stłukłam wazę. Rzuciłam piłką.
- Mocno cię uderzył?
- Nie tak mocno, ale wtedy go znienawidziłam. Miał taka zaciętą twarz i w ręku pasek. Zamachnął się raz, a ja nie mogłam nawet płakać .
- Nadal go nienawidzisz? – zaczął zbierać kawałki talerza.
- Nie na tyle, by mu nie pomóc - powiedziała już spokojniej – zostaw te śmieci, zaraz podam coś do jedzenia.
Wyszedł do pokoju i usiadł przy dębowym stole. Po chwili weszła niosąc parujący talerz.
- Przygotowałam twoja ulubiona wątróbkę – powiedziała stawiając przed nim – mam nadzieje, że zjesz ze smakiem-
Spojrzał najpierw na nią, potem na talerz i smakowite danie, które wysyłało sygnały w postaci zachęcającego, unoszącego się co raz bliżej nosa zapachu. Ujął widelec i po pierwszym kęsie zatracił się w jedzeniu tak, że siostra oniemiała patrząc na brata szeroko otwartymi oczami.
- Przyniosę dokładkę – powiedziała obserwując pustoszony talerz.
- Chyba pęknę – odpowiedział i beknął z wielka przyjemnością.
- Świntuch – mruknęła z delikatnym uśmiechem, trochę zalotnie i trochę karcąco.
- Przepraszam, ale wątróbka była cool – szepnął dysząc. Chwile milczał patrząc, jak podnosi pusty talerz i kieruje się do kuchni. – Co właściwie stało się z mamą? – zapytał.
Odwróciła głowę.
- Według taty, odeszła – powiedziała obojętnie.
- Nigdy nie rozumiałem, jak to się stało. Przecież nas kochała i nagle zostawiła ? – stwierdził.
- Może znalazła innego faceta ? – odparła.
- A może ją zabił? – zapytał nagle patrząc na drzwi sypialni.
- Chyba zwariowałeś. Zawsze mówił o niej tak wspaniale. Używał słowa- „odeszła”, więc zapewne odeszła. Musiałam przejąć po niej gotowanie i szykowałam ojcu jedzenie.
- Dziwne, odeszła i zostawiła swoje najładniejsze pierścionki. Znalazłem je w szufladzie.
- Czego tam szukałeś? Chcesz, żeby to zobaczył?
- Spał jak zabity.
- Szukałeś testamentu? – zadała to pytanie mrużąc oczy. – Przyniosę dokładkę-
- Chyba na razie nie zjem więcej. Coś mnie zaczyna boleć żołądek – powiedział oddychając ciężko.
Zniknęła w kuchni, po chwili wróciła zdejmując fartuszek.
- Zawsze po obiedzie sadzał mnie na kolanach i przytulał dziękując za jedzenie. Jeszcze czuję jego ciepły oddech.- powiedziała podchodząc do wielkiej szafy. Powoli otworzyła obydwa skrzydła dębowych drzwi.
- Czy w tej sytuacji chcesz posiedzieć na moich? – zapytał z uśmiechem – Aleś mnie nakarmiła – dodał klepiąc się po brzuchu.
- Poszukam mojej starej sukienki – popatrzyła w stronę wiszących ubrań.- O jest, ta w groszki, z napuszonymi halkami. Czekaj, przebiorę się – chichocząc weszła na uchylone drzwi, on zaś siedział obserwując, jak zrzuciła na wierzchołek drzwi szafy ubranie, a potem sięgnęła zakrywając jedną ręka piersi po wiszącą na wieszaku, napuszoną sukienkę w groszki i by po chwili wyskoczyć na środek pokoju wykonując piruet.
- La, la, la, - zaśpiewała i zakręciła się w kółko.
- Cha..cha – zawołał – nie możesz się dopiąć maleńka. Już nie te czasy –
- Zatańcz ze mną – zawołała w radosnym nastroju, a sukienka szeleściła podczas obrotów.
- Brzuch mnie boli – stęknął.
- Jeden raz . Proszę .
- Jesteś uparta, jak ojciec.
- A ty miękki jak mama – wirowała do rytmu swojego la..la..
- Zwariowałaś .
- Chodź do mnie, zatańcz, ostatni raz.
Wstał z fotela stękając, klepnął się w obrzmiały brzuch i podszedł do niej, ona złapała go za ręce pociągając do szalonego wirowania. Poruszał się trochę ociężale patrząc na podskakującą, uśmiechniętą twarz, próbował dorównać jej kroku, ale wydawało się, że ona i pokój wirują w tempie tak oszalałym, że nic nie było w stanie dorównać im kroku.
- Zawsze bardzo kochałeś siostrzyczkę ? – zawołała tańcząc. Ciągnęła go za wyprostowane ręce prowokując do co raz szybszego kroku.
- Bardzo, nawet chwilami za bardzo – odpowiedział siląc się na żart. Żołądek dokuczał co raz bardziej.
- Jak bardzo? – pytała mrużąc zalotnie oczy.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo – starał się być miły, podskakiwał, chociaż co raz bardziej przeszkadzał mu niesmak w ustach i nawracający, ostry ból w dole brzucha.
- Wiem, mój bracie, wiem – odpowiedziała śmiejąc się do rozpuku – wiem, od czasu, jak się do mnie dobierałeś.
- Co ty pleciesz? – puścił jej dłonie, ale ona złapała je natychmiast ciągnąc za sobą. – Tańczmy mój bracie, może to ostatni taniec – wołała przechylając głowę głęboko do tyłu.
- Pleciesz głupoty – odrzucił jej ręce i opadł na fotel, dysząc ciężko. – Starałem się dać ci jak najwięcej z siebie, przytulić i pomóc. Dzisiaj nazywasz to dobieraniem się. Jest mi przykro.
- Nie miałeś ochoty na nic, kiedy zaczęły mi wyraźnie rosnąć piersi, na które spoglądałeś jak głodny kot zerkający na wątróbkę – cha..cha.. – na wątróbkę . Smakowała ci braciszku?
Zatrzymała się w szalonym tańcu i patrzyła, jak siedzi spocony trzymając się za lędźwie.
- Czy myślisz, że on szybko umrze? – zapytał nagle półgłosem i zaraz po pytaniu zerknął na drzwi sypialni.- Potrzebuję tych pieniędzy, ale nie wiem gdzie jest testament, może nie spisał, więc to i lepiej. Nie będzie kłopotów ze spadkiem.-
- Napisał – powiedziała podchodząc do drugiego fotel i usiadła bardzo uważnie podwijając falbano watą sukienkę.- Słyszałam, jak rozmawiał z mamą, za nim odeszła.
- Słyszałaś, gdzie go schował zapis? – spytał wstając.
-Nie słyszałam, przy mnie nigdy o tym nie mówił.
- Trzeba było zapytać?
- Nie interesowało mnie to , kiedy byłam dzieckiem.
- Ale teraz, kiedy już jestem dorosły, czekanie na śmierć zaczyna być wkurzające. – Przeszedł przez pokój zapominając o bólu.
- Przykro mi, że musimy czekać – odpowiedziała wzdychając, a także zerkając na przymknięte drzwi, prowadzące do sypialni.
- Ja nie mogę – odpowiedział zdecydowanie i ruszył w kierunku niewielkiego schowku, umieszczonego pod schodami. Szarpnął klamkę i wsunął rękę zapalając światło.
- Nie mogę czekać – powtórzył i chwilę potem szperał pochylony.
– Jest – szepnął do siebie.
Wtedy zobaczyła go, jak stał niezdecydowany, potem ruszył w jej kierunku trzymając w dłoni niewielka siekierę.
- Ja nie mogę czekać – powtórzył i syknął łapiąc się za brzuch.
- Co chcesz zrobić? – zapytała, w jej głosie zadrżał strach.- Chyba nie chcesz..?- nie dokończyła bojąc się własnych słów.
- Wiesz, co chcę. Zakończę tę głupią chorobę raz na zawsze i będziemy wolni i bogaci – cedził słowa podnosząc siekierę – Jest wystarczająco ciężka, przygotowałem ją wczoraj wiedząc, że będziemy czekać tu w nieskończoność.
- Czyś ty zgłupiał?. – zapytała drżącym głosem – Natychmiast nas aresztują –
- Nie dowiedzą się, bo zrobię to dobrze – stał na środku pokoju wymachując siekierą.
- Pełno krwi, rozłupana czaszka, ty chyba jesteś niespełna rozumu – szeptała bojąc się każdego słowa.
- Nie będzie krwi. Opracowałem wszystko dokładnie. Uderzę nie ostrzem, lecz obuchem, przez dwie poduszki. Teraz leży chory po wylewie, jest nieprzytomny, a jak będzie miał jeden krwiak więcej, odjedzie natychmiast. Lekarze stwierdzą kolejny wylew i tyle. Po wszystkim spokojnie poszukamy testamentu, muszę mieć te pieniądze- powiedział i opadł na fotel. Z ręki wypadła siekiera uderzając przytłumionym stukiem o gruby, wełniany dywan.
Spojrzała na brata, na jego cierpiącą twarz i zrobiło się jej żal tego co już przeszło, ale zaraz obudził się strach przed tym, co będzie. Postanowiła natychmiast wstać, niestety to się nie udało. Każdy ruch powodował zawirowania i w oczach i w nagłym kaszlu, prowokującym prawie wymioty.
- Co ci jest siostrzyczko? – zapytał dysząc ciężko, oparty głową o poręcz fotela.
- Nie wiem – szepnęła – Jest mi niedobrze.- Spróbowała wstać, ale nogi, niczym z gumy powyginały się we wszystkie strony nie pozwalając unieść się nawet o centymetr.
- Czy coś dodałaś do wątróbki? – zapytał próbując głębiej odetchnąć.
- Oczywiście, wsypałam truciznę. Nie mam zamiaru dzielić majątek po ojcu, bo bardzo potrzebuję tych pieniędzy - powiedziała siadając wygodniej.
- Zabiłaś mnie? – najwyraźniej miał żal – Jak mogłaś, tak cię kochałem- dodał z wyrzutem.
- Pozbyłam się finansowego rywala – chciała powiedzieć to z uśmiechem, ale wyszedł jej jakiś nieokreślony grymas.
- Testamentu i tak nie znalazłaś, może go wcale nie ma ? – w głosie miał olbrzymia ilość nadziei.
- Znalazłam – szepnęła.
- Gdzie jest ? – zapytał ciekawie.
- Pod fotelem. Cały czas tam leżał – wsunęła rękę pod falbany odbicia i wyjęła szarą teczkę.
Patrzył na to z niedowierzaniem i wściekłością.
- Kiedy przeczytasz? – zapytał.
- Jak tylko trucizna zakończy pracę – odpowiedziała łapiąc za czoło. Czuła, że znowu zbiera się na wymioty.
- Nie wyglądasz zdrowo siostrzyczko – zauważył troskliwie.
- Trochę mi słabo, ale to przejdzie w przeciwieństwie do ciebie – szepnęła jak by do siebie, chociaż i tak usłyszał.
- Wydaje ci się – mruknął.
- Twoja trucizna już działa .
- Twoja też .
- Kłamiesz .
-Czy myślisz, że niczego nie dosypałem do winka?
- Morderco! – krzyknęła - Jak mogłeś ?
Uśmiechnął się, co przyszło mu z wielkim trudem, a dysząc ciężko poprosił:
- Przeczytaj testament.
Zawahała się, lecz już po chwili, bardzo powoli rozwiązała tasiemki podtrzymujące zamknięcie teczki i wyjęła zapisany papier z pieczęciami notariusza.
- „Ja, będąc zdrowy i fizycznie i na umyśle” – zaczęła czytać bardzo powoli, cedząc każde słowo. Wszystko sprawiało jej trudność, czuła, że za chwilę zaleje kartkę wymiotami – „ cały majątek ruchomy i nieruchomy zapisuję swojej ukochanej żonie….




K O N I E C


Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MANDRIK · dnia 11.09.2010 08:32 · Czytań: 1028 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 6
Komentarze
Elwira dnia 11.09.2010 20:30
Proszę nie krzyczeć w tytule, tytuł ma przyciągać semantyką, a nie wyglądem. Wszyscy jesteśmy tacy sami i takie same prawa mamy, więc nie próbuj być bardziej do przodu.
MANDRIK dnia 15.09.2010 18:44
Nie próbuję, ani, ani...
Usunięty dnia 16.09.2010 12:22
Napisałam jeden komentarz, ale niestety zniknął, a nie wiem, czy go przeczytałeś, wiec postaram się streścić w punktach, co było w nim zawarte:
- gratuluję udanego scenariusza do odcinka brazylijskiej telenoweli
- niestety dialogi wyglądają bardzo sztucznie
- dodatkowo w zapisie dialogów robisz błąd w jednym miejscu (na sam koniec wypowiedzi nie stawia się myślnika)
- niektóre sformułowania językowe masz dosyć nieporadne, tak, jakby brakowało Ci wprawy w pisaniu

Tyle pamiętam, na pewno ten pierwszy komentarz był sensowniejszy...
MANDRIK dnia 16.09.2010 13:58
Dziękuję za ocenę. To nie ja zlikwidowałem poprzednia wypowiedź i przyznam się, że zapewne do końca zycia będe uważał, że ciągle jeszcze nie mam wprawy w pisaniu.
Usunięty dnia 16.09.2010 18:34
Wiem wiem, koment poleciał przez awarię systemu :)
MANDRIK dnia 22.09.2010 21:14
Pisz i nie mysl o awariach. Czytam i mysle. Mam nadzieje na sukces, dzieki Tobie
M
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
25/05/2022 00:14
Przeczytałam po raz wtóry i teraz nie jestem pewna co do… »
wolnyduch
24/05/2022 23:08
Wymowny i bardzo smutny wiersz, ale na szczęście nie każdy… »
wolnyduch
24/05/2022 22:36
Wiem, wiem :) Literówki to moja specjalność, niestety,… »
Kobra
24/05/2022 22:10
Super. Każdy wers nie pozwalał się oderwać. Są emocje. I jak… »
Kobra
24/05/2022 22:08
Aj - dubek, literówka. Miało być dubel :) »
wolnyduch
24/05/2022 18:43
Takie bonusy, to, msz głównie wśród celebrytów można… »
wolnyduch
24/05/2022 18:38
Witaj Lilko To pewnie przez tego kosa, takie, a nie inne… »
wolnyduch
24/05/2022 18:36
Niezwykle ciekawy wiersz, o smutnym zabarwieniu,… »
Lilah
24/05/2022 15:58
Kurczę, i mnie się mrówki przywidziały, coś w tym jest.:)»
Lilah
24/05/2022 11:46
Uśmiechnęłam się szeroko, czytając Twój komentarz, tetu -… »
FrancodeBies
24/05/2022 08:46
Dziękuję za wizytę. Nie jest łatwo być sobą, a według… »
wolnyduch
24/05/2022 00:01
Świetny wiersz, poruszający i nawiązujący do aktualnych… »
wolnyduch
23/05/2022 23:53
Ciekawie o transformacji, lubię takie esencjonalne wiersze,… »
wolnyduch
23/05/2022 23:37
No nie wiem czy nie ma, jeśli wierzymy np. w Boga, to… »
wolnyduch
23/05/2022 23:25
Ja bardzo lubię takie "tasiemce" miniaturki mają… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas