Dzień z życia szarej kobiety - anek_ch
Proza » Inne » Dzień z życia szarej kobiety
A A A


Otwieranie oczu po przebudzeniu jest jak oglądanie tęczy podczas burzy. Piękno miesza się z niebezpieczeństwem i grozą. Ale w moim pokoju nie ma tego wielobarwnego łuku, ani orzeźwiającego zapachu deszczu. Ptaszki nie świergolą. Świerszcze nie cykają. W zamian jakaś maszkara zwana muchą, bzyczy mi koło ucha, niszcząc wszystko co miało mnie pozytywnie do wstającego, nowego dnia, nastawić.

Ręka wydaje się być ciężka jak z ołowiu. Mimo wszystko wyrusza na łowy. Polowanie na komórkę uwieńczone zostaje sukcesem. Spoglądam dwa razy na ekranik, pytając się, czy czasem to nie jest jeszcze sen. Godzina 8:22 nie cieszy mojego oka. Wręcz boli. Wprawia w przerażenie. Z powolnych ruchów przechodzę w te drastycznie szybkie. Wyskakuję z łóżka niczym mała wyścigówka, chcąca dogonić Kubicę na torze formuły pierwszej.

W rekordowo szybkim czasie myję zęby i twarz. Ubieram byle jakie ciuchy. Biegnę ponownie do szafy, przypominając sobie jaki to dziś dzień mamy. Próbuję znaleźć nie potargane rajstopy, czystą biała koszulę i spodnie, które ostatnio gdzieś zaginęły. Przetrzepanie całej szafy nie wchodzi teraz w grę. Wyglądam przez okno. Miarowe stukanie w szybę przerodziło się w uciążliwe chlupanie. Deszcz, leje się z nieba, nie gorzej niż woda z mojego prysznica, gdy był jeszcze pełnosprawny. Ze złością wyszarpuję z szafy spódnicę, w której na pewno nie będę się czuła pewnie.

Nienawidzę takich dni jak ten, gdy wszystko obraca się przeciw mnie!

Moja nienawiść do typowo kobiecych ubrań wzięła się z podstawówki, gdy to jeszcze moja mama rządziła moimi ubraniami. Przygotowywała mi rano zestawy, które miałam włożyć. I zawsze były to króciutkie sukienki czy spódniczki. Nie wyglądałam w nich dobrze. Szczerze, to wręcz koszmarnie. Wiedziałam to już wtedy. Teraz budzi to we mnie paranoiczny lęk i olbrzymi psychiczny dyskomfort.

Rzucam szybkie spojrzenie w lustro i staram się związać włosy tak, żeby mi nie przeszkadzały, gdy będę łapać autobus. Kierowca pewnie jak zwykle odjedzie z uśmiechem złośliwej satysfakcji na facjacie i nie pozwoli mi wsiąść do swojego pojazdu. Dlatego decyduję się na założenie szpilek dopiero na przystanku. Nie potargane rajstopy chowam do torebki. Przydadzą się później, gdy już uda mi się zdążyć na ten kosmiczny pojazd. Pełen wrzeszczących nastolatków. Śmierdzących starszych panów i pań. I takich samych, zdesperowanych, wiecznie spóźnionych i roztargnionych wersji mnie w różnym wieku, stadium rozwoju sadełka, wypadania zębów czy włosów.

Zestaw kluczy, które trzymam w ręce zupełnie nie pasuje do moich drzwi. Cholera jasna! Wiedziałam, że to te z domu rodziców! Szybko lecę po odpowiednie. Kilka sekund później zeskakuję ze schodów. Wypadam na ulicę jak jakaś wariatka, mocząc stopy w miejskich kałużach. Wstrząsa mną dreszcz obrzydzenia. A jak kot tu nasikał?

Wiem, że nie wzięłam parasola. Nie mam już czasu żeby się po niego wrócić. I tak wyglądać gorzej już nie mogę. Dobrze, że się nie maluję. Gdybym jednak, nie daj Boże, robiła coś równie głupiego, wyglądałabym nie jak zwykła, przeciętna zmokła kaczka, lecz na dodatek rozmazana.

Torebka zsuwa mi się z ramienia. Buty chowam pod płaszcz. Może chociaż one wyjdą z tego spotkania mniej więcej suche. Mam do pokonania jeszcze dwa zakręty. Moja kondycja nie plasuje się na zbyt wysokim poziomie. Wiem, że twarz nabiera barwy buraczanej. Płuca błagają o zwolnienie kroku. Ale nic z tego! Nie mogę się poddać tak łatwo. Potrącam jakiegoś dzieciaka. Szczyl przeklina jak szewc. Pokazuję mu środkowy paluszek i biegnę dalej. Mam szansę zdążyć. Muszę to zrobić!

Serce wali mi jak szalone. Kątem oka widzę barwne napisy na pojeździe do którego mam zamiar wsiąść. Do protestu oprócz płuc dołącza kolka. Cholera! Cholera! Cholera! Ostatkiem sił biegnę ale wydaje się to dystansem nie do pokonania. Dwa sapnięcia dalej znienawidzony pojazd zatrzymuje się z piskiem opon. Potrącam kolejnych przechodniów. Zawsze bezczelnie torują mi drogę Przepycham się przeklinając te ślimaki w myślach. Wreszcie dopadam drzwi. Dyszę. Sapię. Staram się nie opluć młodzieniaszka który patrzy na mnie jak na swoją babcię pobłogosławioną świądem starczym.

Opieram się o zamknięte już drzwi i szukam portfela. W autobusie jest tak dużo ludzi, że chyba nie dam rady się przepchnąć do kierowcy. Ale próbuję. W połowie drogi zatrzymuje mnie przystojny, dobrze ubrany pan.

- Bileciki do kontroli proszę.

Nienawidzę jak ta odmiana kanarków zaczyna ćwierkać. Oto ja. Z butami w dłoniach. Mokra jak kaczka. Spocona. Zmęczona. Granice mojego opanowania trzeszczą w szwach. Próbuję zaświergotać w języku tego ptaszyska. Nie stara się mnie nawet zrozumieć! Na dobry początek świetnego dnia, zamiast śniadania dostaję małą karteczkę. Świstek papieru kosztuje ponad sto złotych. Uśmiecham się uroczo do butnego skurczybyka. A co mi tam! Soję mu bezczelnie na drodze i zakładam szpilki. Nie obchodzi mnie jego wściekły wzrok, ani słowa które do mnie kieruje.

- Butów nie zdążyłam ubrać, a co dopiero bilet kupić. – odparłam. Pan może chwilę poczekać. Moje stopy już nie.

Gdyby był młodszy, pewnie by mu na buźce rumieniec wyskoczył. A tak to patrzył na mnie jakbym mu pozabijała cała rodzinę. Pewnie myślał, co by tu zrobić, że by podwoić moją karę.

Dzięki mnie kilku osobnikom na gapę udało się wysiąść na następnym przystanku. Jeden dobry uczynek odkąd zdążyłam wstać.

Niewiele brakuje, a przejechałabym swój przystanek. Drzwi przytrzaskują mi kawałek buta. Szarpię więc nogą. Sukces! Jestem uwolniona. Niestety odlatuję kawałek do przodu. Wpadam na wściekłego faceta, który oblał sobie koszulę kawą. To było niechcący! Czy słowo „Przepraszam” będzie bardziej efektowne, niż ucieczka z miejsca zbrodni? Już otwieram usta, żeby powiedzieć to co kulturalna osoba by powiedziała. Gdy jednak słyszę lecące w moją stronę obelgi, czerwienie się jeszcze bardziej. Muszę utrzymać między nim a mną duży dystans. Gotowy mnie jeszcze rozgnieść swoimi bucikami z krokodylej skóry!

W dwie minuty później zauważam, że jego latte na wynos, poplamiła moje ubranie. Mam ochotę sobie usiąść i popłakać. Ale nawet na to nie mam czasu. Przyszły szef i tak mnie nie przyjmie, jak zobaczy jak wyglądam.

Staruszka stojąca na rogu sprzedaje ubrania. Pytam czy ma białe koszule. Owszem, ale same rozmiary na osoby „o grubych kościach”. Biorę najmniejszą i kupuję jeszcze szeroki pasek. Nie czekam na wydanie reszty, tylko biegnę jak szalona do budynku w którym za sześć minut mam bardzo ważną rozmowę o pracę. W dwie później zdzieram z siebie z łazience mokrą koszulę. Cholera! Cholera! Cholera! Jak jedna rzecz się rypnie, to potem leci wszystko na zasadzie domina! Biustonosz też jest mokry. Zabarwił się na brązowo. Modlę się, żeby koszula nie była prześwitująca. Ubieram ją pospiesznie. Wrzeszczę w myślach, że dekolt jest za wielki!

Poprawiam jeszcze tylko włosy i wypadam z łazienki. Robię to w porę, by usłyszeć swoje nazwisko wykrzykiwane przez sekretarkę. Podbiegam z sztucznym uśmiechem na twarzy. I dopiero gdy blondynka patrzy na mnie ukrywając śmiech, wiem że o czymś zapomniałam. Spoglądam na moje nogi i widzę potargane rajstopy. Mój przyszły, a raczej – niedoszły, szef patrzy na mnie ze zdziwieniem.

- Przepraszam na momencik.

Lecę do łazienki i minutę później siedzę już na niewygodnym krześle w gabinecie mężczyzny, który wylał na mnie swoją latte. Domino. Pieprzone domino!
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
anek_ch · dnia 23.09.2010 09:09 · Czytań: 812 · Średnia ocena: 1,5 · Komentarzy: 13
Komentarze
Usunięty dnia 23.09.2010 09:43
Cytat:
zapachu świeżego deszczu.

"świeży deszcz" brzmi jakoś dziwnie, lepiej by było "świeżego zapachu deszczu"

Cytat:
Wyskakuje z łóżka niczym mała wyścigówka, chcąca dogonić Kubice na torze formuły pierwszej.

zjadasz ogonki

Nie wypisywałam błędów, ale przyczepiłabym się do każdego zdania. Od zjedzonych ogonków i błędów interpunkcyjnych, po koślawe wyrażenia. Tytuł nie trafiony, bo nie jest to dzień, tylko zaledwie poranek.

Ten tekst totalnie nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. Nie lubię takiego tonu, a do tego jest dla mnie zbyt miałki i nie ma w nim nic, co by podniosło jego atrakcyjność.
link a dnia 23.09.2010 09:57
Mnie zniechęcił sam początek. I dalej już nie mogłam. Sorry.
Cytat:
Otwieranie oczu, po przebudzeniu się, jest jak oglądanie tęczy podczas burzy. Jest w tym zarazem element piękna, kontemplowania tego wielobarwnego łuku na niebie, jak i grozy spowodowanej obfitymi opadami deszczu, ciemnymi chmurami na niebie i dziwnie rozświetlającym to wszystko słońcem.


Czy bohaterka Twojego tekstu pracuje jako pogodynka?

Pozdrawiam.
Jack the Nipper dnia 23.09.2010 11:02 Ocena: Przeciętne
Cytat:
Otwieranie oczu, po przebudzeniu się,


prościej: Otwieranie oczu po przebudzeniu jest jak

Cytat:
Wyskakuje z łóżka niczym


wyskakuję

Cytat:
chcąca dogonić Kubice


Kubicę

Cytat:
uciążliwe chlupanie. Deszcz, lał się z nieba,


nie bardzo rozumiem ideę przecinkow w tym zdaniu i cel przejścia na czas przeszły

Cytat:
się na ubranie szpilek


ubiera się choinkę, szpilki się zakłada

Cytat:
Dobrze, że się nie tapetuje.


tapetuję – ten kolokwializm zresztą nie pasuje.

Cytat:
Pokazuje mu


Pokazuję

Cytat:
Próbuje zaświergotać w języku tego ptaszyska.


Próbuję

Nuda i przeciętność. Ta opowieść mnie zmęczyła, napisana z niepotrzebnym nadęciem. Za bardzo chcesz rozbudowywać zdania, a lepiej byłoby je skracać – wiekszy dynamizm.
Poza tym mam nieodparte wrażenie, że cała ta opowieść wydarzyła się jedynie dlatego, ze bohaterka nie potrafiła w waznym dla niej dniu wstać godzine wcześniej, a to oznacza, że bohaterce trudno o uzyskanie sympatii czytelnika. Nie myslę "Ale ma biedactwo pecha", ale "Sama na to zapracowała".
mandragoraa dnia 23.09.2010 12:50 Ocena: Słabe
Wiele błędów, dobrze, że Jack the Nipper miał cierpliwość, by je wypisać. Rzeczywiście, do każdego zdania można by się przyczepić. Do treści tym bardziej. Temat jest dość powszechny, poruszany wielokrotnie przez różnych pisarzy. Gdy już podejmujesz taki temat, staraj się przedstawić go w sposób oryginalny, zaskakuj, wzbudzaj emocje u czytelnika, albo po prostu baw go humorem. Ten tekst nie ma nic do zaoferowania. I rzeczywiście, tytuł nie trafiony, ale dobrze, że oszczędziłaś nam opisu reszty dnia tej kobiety. Poza tym bohaterka cierpi chyba na nerwicę natręctw, odnośnie potarganych rajstop.

Pozdrawiam, nie zniechęcaj się krytyką, tylko pisz dalej.
anek_ch dnia 23.09.2010 18:35
Jeszcze szukam swojego stylu i czułam, że to nie jest to. Za literówki i ogonki przepraszam, ślepota jedna ze mnie. Mogę nawet milion razy przeczytać tekst a i tak nie zobaczę tego co wy ;)

Wiem, że robię dużo błędów, ale staram się jak mogę. Zdania też próbuję skracać. Choć jak widać wcale mi to nie wychodzi tak jakbym chciała.

Jack the Nipper dzięki za powytykanie błędów. dziś nie mam już siły ani ochoty na poprawki, ale jutro skoro świt... nie jutro skoro zmierzch zabieram się do roboty:)

I nie zniechęcę się tak łatwo!
julass dnia 23.09.2010 19:20
do poprzednich dołożę jeszcze dwie uwagi:
skoro kobita tak nienawidzi nie-spodni to może powinna mieć więcej spodni w szafie a nie tylko te których nie może znaleźć?
Cytat:
Pan może na chwile poczekać.

Pan może chwilę poczekać.
Usunięty dnia 24.09.2010 07:52
Cytat:
I nie zniechęcę się tak łatwo!


I tak trzymaj :)
bassooner dnia 24.09.2010 21:15
dużo pracy przed tobą, a słowami krytyki się nie przejmuj... ;-)))

na portalu jest wiele dobrych tekstów wartych przeczytania, które pomogą uniknąć ci powyższych błędów.
Elwira dnia 25.09.2010 09:55
Przyszłam za tytułem, spodziewając się jakiegoś mocnego akcentu. I się zawiodłam. Stylistycznie kiepsko, nawet nie poprawiłaś wytkniętych błędów, więc odpuszczam, bo nie chcę się powtarzać. Treść miałka, oklepana, byle jaka. Wydaje się, że tekst jest odtwórczy a nie twórczy. A szkoda.
Pozdrawiam.
anek_ch dnia 26.09.2010 11:23
W końcu poprawiłam, niestety wcześniej nie miałam na to czasu. Mea culpa!


I dzięki za dalsze komentarze :) Podziwiam Was, że się Wam chce takich tłuków poprawiać, ochraniać ale nie zniechęcać :yes:

W takim razie próbuję dalej coś z tym moim fantem pseudo-pisarskim zrobić!
mahuss dnia 28.09.2010 18:27
Z tą formą nie jest moim zdaniem aż tak źle, przynajmniej po poprawkach :) Wiesz, anek_ch... kiedy czytam tego typu teksty, po głowie chodzi mi jeden znany tytuł: "Dzień Świra" - zgorzkniały bohater przeciw któremu sprzysiągł się cały świat. Ja akurat za takim bohaterem nie przepadam. Dawaj więc tu coś innego, będzie lepiej :)
Usunięty dnia 28.09.2010 18:34
Tekst, pozornie poprawny, jest jednak zły i kulawy.
Praca mile widziana!
Nie od razu Rzym zbudowano.
anek_ch dnia 21.11.2010 17:55
Oj chętnie bym coś tu wrzuciła, ale cierpię na ciągły brak czasu :(
Jak tylko "naskrobie" coś w wolnej chwili na nudnym wykładzie to wrzucę;)
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Berele
03/10/2022 09:54
W moim słowniku to bardziej kanały radiowe, które nadają na… »
allaska
03/10/2022 09:36
Brytko tyle że wchodzę w edycje i ten tekst jest a potem… »
Brytka
03/10/2022 08:26
B. mi się podoba, piękny. Też go nie widzę w odpowiednim… »
allaska
03/10/2022 07:57
Mileno dziękuję:) »
allaska
03/10/2022 07:56
To jest bardzo dziwne... bo... nie wyświetla mi się tekst.… »
allaska
03/10/2022 07:50
Wolnyduchu bardzo dziękuję za słowa. Bardzo. Serdecznie… »
wolnyduch
02/10/2022 20:52
Hm...Myślę, że w necie jest podobnie jak w życiu, są ludzie… »
wolnyduch
02/10/2022 20:35
Smutny życiowy, wiersz, a pępowinę czasem trudno odciąć, ale… »
wolnyduch
02/10/2022 20:25
Msz prawda może jawić się jako subiektywna, bowiem zależy od… »
wolnyduch
02/10/2022 20:16
Witaj ajw Tak, to prawda, że to osobisty wiersz, rzadko… »
ajw
02/10/2022 15:46
wolnyduchu - rzeczywiście, ktoś bliski na zimne dni, które… »
ajw
02/10/2022 15:43
Apisie, z wielkim zaciekawieniem zawsze czekam na Twoje… »
ajw
02/10/2022 15:42
Ciekawy wiersz, choć nie zgodzę się z tym, że mamy tyle ile… »
ajw
02/10/2022 15:38
Bardzo wzruszający, osobisty wiersz, ale na tyle… »
ajw
02/10/2022 15:35
Każdy czasem wpędza się w jakiś kanał. Takie życie. »
ShoutBox
  • zawsze
  • 27/09/2022 20:50
  • pozdrawiajki!
  • Ronin
  • 26/09/2022 10:16
  • Przyciśnięcie prawego przycisku myszy nie daje opcji "wklej".
  • wolnyduch
  • 24/09/2022 12:39
  • Dzień dobry - uprzejmie proszę Szanowną Redakcję, o skasowanie mojego ostatniego wiersza, bowiem jest to twór soneto podobny, a miałam dać inny wiersz jesienny, ten dałam pomyłkowo.
  • Zola111
  • 24/09/2022 01:00
  • Głosujcie, bo nie głosujecie: [link]
  • ajw
  • 19/09/2022 17:30
  • Nastrojowe :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas