Przytopiona, czyli potłuczona powraca - Izolda
Proza » Długie Opowiadania » Przytopiona, czyli potłuczona powraca
A A A


Człowiek jest wyspą – ktoś kiedyś rzekł,
Dryfuję więc, gdzieś po morzach.
Morzach głów, morzach słów, morzach ust,
Po falach ciał zdobytych na jeden raz...*


Przewieszona przez deskę, która wbijała się dotkliwie w brzuch, oczekiwałam, by czuwający nade mną instruktor, ratownik i kumpel w jednym, podpłynął wreszcie i wciągnął mnie, niczym worek ziemniaków na skuter.
- Mam na dzisiaj dosyć – oznajmiłam, obejmując kierowcę w pasie. – Kurs na brzeg, nie namawiaj mnie już na nic.
- Według życzenia, ale pod warunkiem powtórki jutro – krzyknął przez ramię, bo silnik zagłuszał słowa.

Odtransportowana, z ulgą ułożyłam ciało w przygotowanym przez Ankę grajdołku. Nadmuchałam poduszkę, podłożyłam pod głowę i zajmując myśli wyłącznie dobrodziejstwami odpoczynku po dobrze wypełnionej misji, rozkoszowałam się słońcem. Szkolona przez „najgorszą z przyjaciółek”, nabrałam wprawy w chwytaniu za rogi wyzwań, szykowanych przez Ankę. Do bycia wszechstronną w niebezpiecznych dyscyplinach sportu brakowało mi właśnie umiejętności pędzenia na desce za rozpędzonym skuterem wodnym. Te wakacje miały to nadrobić i zostały zaplanowane na wakebord – czyli sznurek i - z jednej strony ja na desce, a z drugiej motorówka lub skuter. Żeglowanie i surfowanie przerabiałam już podczas letnich urlopów; narty, deskę – zimą, rafting wiosną, zaś cross jesienią. W żadnej oczywiście nie byłam mistrzynią, ale to, czego polizałam stawało się doświadczeniem otwierającym na kolejne wyzwania. Nie było tajemnicą, że Anka jest już uzależniona od sportów ekstremalnych.
Może i dobrze, że i mnie pchała do kolejnych wyczynów, bo przynajmniej z każdego urlopu przywoziłam mnóstwo wrażeń. Tym razem nawet nie protestowałam, gdy ściągała mnie z ręcznika. Prawdopodobnie ja też uzależniłam się od zwariowanych przeżyć, bo leżenie przeplatane pływaniem przestało mi wystarczać. Zanim jednak spróbowałyśmy wakeboard’u i skuterowych szaleństw, pilnie ćwiczyłyśmy na brzegu skimboard, czyli ślizg na desce po płytkiej wodzie.
Moja przyjaciółka, rozwódka- recydywistka na co drugim sportowym szaleństwie znajdowała kolejnego męża, ja na każdym, ale faceta na chwilę. Ance wkładanie obrączki szło błyskawicznie, zawsze szybko zdobywała pewność, że to właśnie ten.
A ja? Ja tylko utwierdzałam się w przekonaniu, że nigdy żaden już nie będzie jak On. Sprawa Onego nie tylko budziła kontrowersyjne dyskusje z Anką, doprowadzała również do kolejnych porzuceń facetów.

Chodzę co dzień na własny brzeg,
Dalej już nie, i patrzę w dal.
Bezludna jest wyspa mojego ja
I nic nie zmienia się...*


Miałam szczęście do mężczyzn, którzy błyskawicznie w rozmowie obnażali przede mną część mózgu, odpowiadającą za sprawne posługiwanie się językiem, ta, była u nich bardziej kobieca niż u przeciętnego męskiego rozmówcy. Uwielbiałam badać i penetrować możliwości porozumienia, i z łatwością wciągałam się w serie pączkujących dysput. Mając tyle szczęścia, jednocześnie miałam pecha, że żaden z tych fantastycznych rozmówców nie przystawał do zwykłego życia. Do niego nadawali się wyłącznie prości w obsłudze, małomówni, konkretni faceci, pozbawienie zdolności lingwistycznych, bo nie chcę nazwać ich językowymi. Nie mogąc zdecydować, która grupa bardziej pasowałaby na mojego męża, tkwiłam w modnym singlowaniu. I nie żebym nie umiała się zakochać. Bywało, że tonęłam zarówno z wygadanymi intelektualistami o wrażliwości zaspokajającej najbardziej wymagające gusta, jak i z mrukami, udowadniającymi oddanie w czynach, zarówno heroicznych, jak i przyziemnych. Na takie nie było stać żadnego z romantyków, budujących związek na słowach, które nie miały pokrycia w czynach.
Włóczyłam się wieczorami po plaży, znalazłam miejsce do którego docierało tak mało spacerowiczów, że mogłam śpiewać, krzyczeć i rozbierać się bez narażania na zapakowanie w kaftan bezpieczeństwa. Mogłam też do woli tęsknić i rozpamiętywać wszystko, co zapisane było we mnie tak głęboko, że żadne nowe wrażenia nie były w stanie zatrzeć tej części, która uparła się wygrawerować wspomnienie Onego na wieki wieków, amen.

Nie mogę wyjść poza mnie
Lecz dziś rzucę się,
Jak w butelce list między was.
Ta myśl doskwiera mi...*


W każdym z moich związków przychodził taki moment, kiedy facet pełen uniesień rozczarowywał mnie na polu szarej codzienności, natomiast praktyczny, dbający o podstawy bezpiecznego i spokojnego bytu chłop, zaczynał nudzić brakiem jakiejkolwiek inwencji twórczej. Płaszczyzna przeżyć duchowych okazywała się studnią bez dna, której nie umiałam nasycić. Kilkakrotnie myślałam, że poświęcę się dla dobra ludzkości, zadbam o przyrost naturalny i spokój moich rodziców, a jednak w ostatniej chwili, uczciwie patrząc w lustro, żegnałam panów i... odczuwałam ulgę.
Ten urlop też przyniósł taką noc, gdy nadmiar koktajli wypitych w hotelowym drinkbarze spowodował utratę kontroli i zawiódł mnie do pokoju mężczyzny, którego niespotykany dar słuchania i odgadywania myśli, dał mi złudzenie początku czegoś nowego, niezwykłego. Zamknęłam oczy i wyobrażałam sobie, że to On. Rano już wiedziałam, że nie spotkam Onego nigdy, w nikim, bo jest przekleństwem mojego życia.
- Wczoraj kogoś mi przypominałeś – mówiłam do bezimiennego, patrzącego ze zdziwieniem mężczyzny, wykręcając serdeczny palec aż do bólu. – Dziś widzę, że bystrość mnie opuściła. Nie będę przepraszać, chcę po prostu wyjść i więcej cię nie spotkać.
- Nie umiecie zapominać – odpowiedział. - Byłoby tyle prostych rozwiązań, gdyby nie ta wasza pamięć.
- Dlaczego mówisz w liczbie mnogiej?
- Myślisz, że jesteś pierwsza, szukająca kogoś, kto już nie wróci?

Człowiek jest wyspą, poza swój brzeg
Nie wyjdę więc - choć próbuję.
Morze głów, morze słów wokół mnie
Lecz cholernie daleko do człowieka jest...*


Diagnoza stawiana przez Ankę brzmiała następująco:
- Gdybyś była kobietą praktyczną i zaradną jak ja, pociągnęłabyś wóz z romantykiem i rozwiązywała za niego wszystko to, co dla błądzącego w chmurach, natchnionego wyraziciela uczuć za trudne.

- A gdybym była eteryczną istotą o zamglonym wzroku, którą należy solidnie się opiekować – pomagałam stawiać ocenę – i która w zamian nie domaga się zrozumienia na wyższych duchowych rejestrach, byłabym szczęśliwą lub prawie szczęśliwą małżonką zwykłego ogra.

- Ale ponieważ kompromisy to dla ciebie czarna magia, będziesz wiecznym singlem – zawyrokowała Anka. - Najwyższa pora, żebyś kolejny raz trafiła na takiego sukinkota, który będzie świetnie łączył w sobie romantyków z prostymi chłopami. Co prawda znów cię zostawi, ale przynajmniej będziesz go mogła dozgonnie wspominać, drugiego, który idealnie przekraczał granicę między nim a tobą.

- Dziękuję serdecznie za dzienną dawkę jadu i dobrych życzeń – mawiałam w takich momentach. – Podobno tak właśnie kończą lalunie mojego pokroju – starałam się pokazać, że jestem pełna dystansu do siebie.
Pewnie zasługiwałam tylko na takie wsparcie, jakie dawała Anka, ale tęskniłam do tego, by ktoś zamiast złośliwych przytyków i zgryźliwości, stawiających do pionu, ale rozsypujących skrywaną wrażliwość na miliony kawałków trudnych do posklejania, dał mi ciepło. Ogrzał i przywrócił nadzieję w to, że nie będę sama ciągnąć dwukółki aż do przystanku zwanego cmentarzem.

Przebijam się głową co dzień
i ciągle mur i lecę w dół,
Żeby tak z kimś
Bliżej niż dotyk być...*


Rozpruwanie fal deską na sznurku było prawie moją specjalnością. Urlop dobiegał końca, a ja nie miałam żadnego stałego adoratora.
Wylegiwałam się na macie przykrytej zielonym ręcznikiem i niezmiennie marzyłam o kimś, podobnym choć trochę do Onego. Kimś, kto nie tylko pozwoliłby przekroczyć granice nas samych, i dał pewność, że podobnie rozumiemy świat, ale jeszcze nie zostawiałby z trudami życia codziennego. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Anki:
- Zuzka, do diabła, czyżbyś była już tak mało atrakcyjna, że żaden naiwniak nie zakręcił się koło ciebie?

Coś nagle tąpnęło i aż zabolało. Uświadomiła mi, że może być już tylko gorzej.
Wypowiedziała te słowa w kulminacyjnym momencie wakacji, nie zdając sobie sprawy, że w naszym kierunku idzie jedyny, jakiego znam nie-naiwniak.
- Złap mnie za rękę – poprosiłam. – Właśnie mam pierwsze oznaki udaru słonecznego. Widzę Onego.
- O szlag! – Ance spadły okulary z nosa. – O szlag! – powtórzyła tylko, gdy Michał minął nasze maty.
Oglądając zawzięcie jego plecy, nie mogłyśmy wykrztusić ani słowa, gdy nagle Anka na pół plaży wrzasnęła:
- Biegnij za nim!
- Chyba cię pogięło – ryknęłam, zdenerwowana, nie mniej spektakularnie.
I w tym momencie, jak w tanim romansie, albo teledysku do przebojowej pościelówy, Michał odwrócił się, by spojrzeć wprost na mnie.

Lecz dziś spadł nagle deszcz,
Jak z nieba list, cichy szept.
Spadł deszcz, na wyspie, mnie...*


Gdybyście tak nie wrzeszczały, szansa na ponowne nacieszenie się tobą przeszła, a właściwie - przeleżałaby mi koło stóp – mówił, siedząc przy barze. W oczekiwaniu na stolik sączyłam wypalemkowego drinka i machałam nogami na wysokim stołku, spowiadając Michała z lat, które spędziliśmy osobno.
- Zostawiłeś mnie wtedy zupełnie świadomie, prawda?
- Mówi się: z premedytacją.
- Co za ciekawe słowo - premedytacja. Przed wymedytowaniem, już wiedziałeś. Przestałeś kochać?
- Tak, jak ty mnie.
- Całe życie wydawało mi się, że kochałam tylko ciebie.
- Święta racja, wydawało ci się. Ale jestem w stanie uwierzyć, że myślałaś o mnie tak samo często, jak ja o tobie. – Przebiegł ustami po moim przedramieniu. – Lubię cię rozpuszczać.
- To niemożliwe. Przytapiałam się tego lata tyle razy, zarówno w wodzie jak i w słońcu, że już nie ma co rozpuszczać.
- Podobno skondensowane produkty są do tego idealne.
- A to zależy, ja jestem jak przytopiona na patelni spyrka – wytopiona tak, że już nic nie popłynie.
- Sprawdzimy – obiecał.

Sprawdził jeden raz i drugi, i trzeci, i wiele jeszcze razy, a za każdym znów było tak, jak wiele lat temu, czytał we mnie bezbłędnie i dawał pewność, jakiej mi trzeba było.
Rozmawiał ze mną moimi myślami, odpowiadał moimi kwestiami i pompował balon z nazwą: „Jesteś warta, by to przeżyć, jesteś taka, jak ja i znajdziesz przy mnie to, czego szukałaś”.

Anka wyrwała mnie z ramion Michała na rozeznanie sytuacji, i po przesłuchaniu wydała werdykt:
- O ostatnich dniach twojego urlopu pewnie można przeczytać w najświeższym harlekinie, a może wyobraźnia autorek nie sięga tak daleko – mówiła, jedząc potężną porcję halibuta. – Niestety o moich dniach można poczytać tylko w poradniku medycznym – w rozdziale: Oparzenia słoneczne.
Świeża, zrumieniona sola pachniała apetycznie, ale grzebałam w niej widelcem, słuchając wykładu i nie paliłam się do jedzenia, tak samo, jak do mówienia. Za to Anka, przeżywając znów cios polegający na moim zaangażowaniu i braku takiego u niej, trajkotała za nas dwie:
- Są kobiety dobre, nieskazitelne, dbające o dom, dzieci, oddane i kochające, jednocześnie przewidywalne do bólu, u boku których faceci nudzą się śmiertelnie, szukając wciąż atrakcji poza związkiem. I są te, z którymi można każdego dnia kraść inne konie, ale polegać na nich już nie. Są żądne wrażeń, więc i rzadko wierne. Fascynują i przyciągają, jednak ranią i odchodzą, ot cała ja i połowa ciebie.
- Połowa mnie? – zdziwiłam się szczerze.
- Jesteś kobietą, która łączy w sobie obydwie opisane skrajności, w dodatku rozdarta między jedną opcją a drugą. Taka, jakiej zawsze będą nienawidzić święte i pogardzać grzesznice.
- Wiesz, masz wyobraźnię jak autorki romansów, zacznij pisać. Nie ma takich kobiet, wszystkie jesteśmy mieszankami wybuchowymi i tylko w różnych momentach życia, i przy różnych okolicznościach odkrywamy w sobie to, co zepchnięte zbyt głęboko.
- Właśnie takich idealistek nie cierpię, ale ciebie, niestety, lubię. – Szturchnęła mnie.

Wśród kropel strug, ślady stóp,
Więc musi być nadzieja.
To ty czy jednak Bóg...*


- Może kolejny raz jesteśmy za blisko i za daleko to zaszło. Ale nie pora na lęki związane z odległością, której i tak nie umiesz oceniać. – Patrzył znów przenikliwie. - Nigdy nie pozwalałem kobietom wiercić w brzuchu, za żadną nie tęskniłem aż tak bardzo, nosząc jej słowa przez cały dzień i gryząc je po wielokroć – ciągnął Michał i nie przestawał bawić się moimi palcami. – Nauczyłaś mnie tego, zawsze muszę mieć czyjeś palce pod ręką, a kiedy nie ma żadnych w zasięgu, wykręcam własne, aż do bólu.

Mogłam obserwować go, nie odrywając oczu ani na moment, nie było takich chwil, żebym czuła się niezręcznie lub nachalnie. Michał zresztą wpatrywał się we mnie z tą samą intensywnością, jakby odruch mrugania został nam odebrany na zawsze.
- Tylko tobie pozwoliłem przetrząsać moje wnętrze i wywracać jak ubranie na stronę poszewki, właściwie pozwalałaś sobie sama, a ja byłem pozbawiony odruchów obronnych. Jednak intensywność tej relacji doprowadza mnie na skraj...
- Załamania nerwowego? – weszłam mu w słowo.
- Śmiejesz się, ale mówisz tak, bo wiesz, że nie jesteśmy w stanie w tym trwać dalej.
Uciekłam, żeby nie słuchać niewygodnego. Pragnęłam nadal czuć to, co dawało życie, pozwalało płonąć i zapomnieć o szklanym, zimnym świecie, w którym poruszałam się, zanim wrócił Michał. Jego oczy nie były puste, ale zachłanne i przekraczały dopuszczalne granice. Za tymi szlabanami nie udaję się żadne ludzkie uczucie - tak myślałam, biegnąc przed siebie.
Następnego dnia stanęłam w obliczu jego myśli.

W kiczowatej scenerii zachodzącego słońca, wśród przekoloryzowanych fal, siedząc na piasku, z uśmiechem i łatwością, która równie dobrze mogła być autentyczna, jak wyreżyserowana, powiedział:

- Jesteśmy przeklęci, nie umiemy kochać, bo żadne nie potrafi pochwycić tchnienia Absolutu. Moglibyśmy tylko gotować sobie piekło przez sześć na siedem dni. Ten jeden – doskonały – to za mało.



* Wyspa, sł. Janusz Onufrowicz




Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Izolda · dnia 07.12.2010 09:31 · Czytań: 1392 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 37
Komentarze
Wasinka dnia 07.12.2010 13:39
Ech, Izoldo Prawdąrzucająca... Siadłam i myślę sobie, że przygnębia to, iż taka rzeczywistość jest, jak tu czytam... Naturalnie myśli takiej nie dopuszczam do siebie, wierząc w mosty, które przerzucamy na drugi brzeg i na których się spotkać można... I trwać. I poczuć, że on "rozmawia ze mną moimi myślami"...
Masz tu wiele ciekawych spostrzeżeń, nie tylko damsko-męskich, ale też w relacjach kobiecych.
Jeszcze sobie podumam.
Pozdrowienia cieplutkie zostawiam tymczasem :)
Izolda dnia 07.12.2010 16:20
Wasinko kochana, a co z przecinkami, co z moim nieokrzesanym stylem, oj nie dam Ci się obijać. Za refleksje czytelnicze bardzo jestem zobowiązana.:)
Wasinka dnia 07.12.2010 17:29
Wrócę, wrócę, tylko muszę sterroryzować parę przecinków ;)
JaneE dnia 07.12.2010 20:24
Izoldo, wiele prawd tu zawarłaś. Czytałam i co rusz odnosiłam wrażenie, że opisujesz kogoś, kogo znam aż za dobrze ;) Eh, faktycznie trudno nam kobietom dogodzić, chciałybyśmy mieć coś, co w przyrodzie nie występuje.

Świetnie napisane.

Pozdrawiam ciepło :)
Izolda dnia 07.12.2010 22:40
Wasinko - przyznaję się, przed chwilą namieszałam znów w przecinkach.
JaneE - już takie z nas potwory;) pozdrawiam.
Wasinka dnia 08.12.2010 10:45
Zatem mogę zabawę rozpocząć od nowa ;)

Na onym tekście, Izold słodka? Wymienion już?
bosski_diabel dnia 08.12.2010 11:39
zacznę tym cytatem...

Człowiek jest wyspą, poza swój brzeg
Nie wyjdę więc - choć próbuję.
Morze głów, morze słów wokół mnie
Lecz cholernie daleko do człowieka jest...*

i to mogłoby wystarczyć za komentarz, ale ten tekst ma więcej aspektów, on jakby "rozbierał" kobietę przez kobietę.
Nicuje podszewkę kobiecą, ja który podobno mam zaliczoną teorię
miłości, mogę śmiało powiedzieć, ten tekst jest prawdziwy, ale gdyby tak nagle przyszło, że jesteśmy w stanie WAM dogodzić to to byłoby nudno, cały urok polega właśnie na tym, że wtedy się staramy.
Nie ma cudów każdy kochał lub będzie kochał, tyle, że tak głęboko zdarza się to raz i tylko My czasami tego nie widzimy, szukamy dalej a to było tak blisko...ciekawe spojrzenie kobiety przez własny pryzmat w głąb siebie. Jestem pod wrażeniem, co do spraw technicznych się nie wypowiadam wszk jestem z natury podobno poetą...pozdrawiam
Izolda dnia 08.12.2010 20:17
Bosski, bardzo mnie cieszy Twoja wizyta, skoro znawca teorii miłości zaprawdę powiada mi... to hoho!
Oczywiście zgadzam się z Tobą, gdybyście byli w stanie nas w pełni zadowolić, to o co byśmy WAM zmywały głowę. A tak dopingujemy WAS do starań.
Dziękuję, pozdrawiam.

Wasinko, olśnień przecinkowych już nie będzie, działaj.
Krzysztof Suchomski dnia 08.12.2010 21:13
Plus. Zgrabnie pokazujesz stan ducha osoby, która ma problem ze zrozumieniem (wydawołoby się prostej) prawdy, że nie można zjeść omleta i nadal mieć jajko.
I skąd w kobietach bierze się tyle masochistycznych skłonności? Jakiś dodatkowy gruczoł? ;)
Minus. Nie udało Ci się uwolnić od pewnych schematów, ale nie mogę wykluczyć ewentualności, że wdepnęłaś w to "rozlewisko" celowo. To miałoby sens, gdyby z tej (nie okłamujmy się, dość typowej) sytuacji udało się wycisnąć coś nowego, świeżego, wykraczającego poza standardowy repertuar.
Znak zapytania. Ostatni akapit. Zastanawiałem się się, czy to bardziej nawiązanie do tradycji Rodziewiczównej, czy parodia w stylu niezapomnianego Leslie Nielsena.
Mam wrażenie, że nie mogłaś do końca zdecydować się, czy traktować tę historię z przymrużeniem oka czy z cierpiętniczą powagą. Gorąco doradzałbym tę pierwszą ewentualność.
Ahoj :D
Izolda dnia 08.12.2010 22:46
Hmm. Traktowałam bohaterki z dużym dystansem, ale że to obrzydliwie tak się naśmiewać z własnej płci, to może i poważnych przemyśleń też parę wpadło, ale że cierpiętnicze, to bym nie wpadła. A że standardowo? Lubię opisywać świat zastany, od wykraczania poza standardowy repertuar to jest fantastyka, a ja z nią jeszcze nie zgrzeszyłam.:D
Wybrzydzasz ładniej ode mnie, tak trzymaj. Podziękowania.
Morskie Ahoj - bardzo na miejscu.
SzalonaJulka dnia 08.12.2010 22:49
O ile w "potłuczonej" polubiłam bohaterkę i byłam w stanie ją zrozumieć, to tu wybitnie podziałała mi na nerwy.
Tam opisywałaś konkretną sytuację, tu zdecydowanie więcej przemyśleń i uogólnień, no i nasunęło mi się - co za mendoła z tej Zuzki, nie, nie rozumiem jej - marzenia marzeniami a żyć trzeba - stawia się, baba jedna, ponad innymi, a sama co? żyje dla siebie i tyle.

No, skoro nie przeszłam obojętnie, to znaczy, że opowiadanie działa jak trzeba :D
Izolda dnia 08.12.2010 23:11
No i pięknie Szalonico, o to szło. Widzisz co się dzieje jak latka lecą, przecież od potłuczonej minęło dobrych kilka (a tak w sekrecie: ja też jej nie cierpię :lol: ).
Krzysztof Suchomski dnia 09.12.2010 12:03
Cytat:
Lubię opisywać świat zastany, od wykraczania poza standardowy repertuar to jest fantastyka,
Pozwolisz, że się nie zgodzę :). Fantastyka nie ma tu nic do rzeczy - jest opisem bytów o zerowym lub bliskim zera prawdopodobieństwie zaistnienia. Natomiast relacje damsko-męskie można opisywać w sposób standardowy (czytelnik kiwa głową i myśli: tak, czytałem o tym już setki razy), lub niestandardowy (czytelnik zna podobne sytuacje, ale ma wrażenie, że czyta o tym po raz pierwszy).
Cytat:
Wybrzydzasz ładniej ode mnie, tak trzymaj. Podziękowania.
Dlaczego czuję w tym ironię? Czyżbyś wolała, bym dla Ciebie obniżył poprzeczkę wymagań? :D
ekonomista dnia 09.12.2010 12:37
No cóż, sama dajesz mi argumenty do następnego wykładu :)
Temat atrakcyjnie ujęty. Tekst momentami ma fajną i lekką melodię, ale niestety chwilami przypomina karykaturalne ćwiczenia początkującego ucznia na skrzypcach.
Myślę, że gdybyś skróciła tekst, pozbywając się wody, to uznałbym, że powoli zbliżasz się do mojego poziomu.
Wasinka dnia 09.12.2010 12:41
Jestem :)

niczym worek ziemniaków (,) na skuter.

głowę i (,) zajmując myśli wyłącznie

zostały zaplanowane na wakebord – czyli sznurek i - z jednej strony ja na desce, a z drugiej motorówka lub skuter – proponuję: zostały zaplanowane na wakebord (,) czyli sznurek i - z jednej strony ja na desce, a z drugiej (-) motorówka lub skuter

narty, deskę – zimą, rafting wiosną, zaś cross jesienią – w zasadzie myślnik winien byś przed każdą porą roku...

ale to, czego polizałam (,) stawało się

bo leżenie (,) przeplatane pływaniem (,) przestało mi wystarczać

spróbowałyśmy wakeboard’u – bez apostrofu (apostrof głównie, jak obcojęzyczny wyraz kończy się na samogłoskę, chyba że został spolszczony)

Moja przyjaciółka, rozwódka- recydywistka na co drugim – rozwódkę-recydywistkę dałabym jako wtrącenie , czyli otuliła przecinkami Moja przyjaciółka, rozwódka- recydywistka (,) na co drugim

odpowiadającą za sprawne posługiwanie się językiem, ta, była u nich bardziej kobieca – może rozdzielić na dwa zdania? Albo ewentualnie średnik po języku... (odpowiadającą za sprawne posługiwanie się językiem (.) Ta była u nich bardziej kobieca / odpowiadającą za sprawne posługiwanie się językiem (;) ta była u nich bardziej kobieca) ; bez przecinka po „ta”

pozbawienie zdolności lingwistycznych – pozbawieni

I nie (,) żebym nie umiała się zakochać

tonęłam zarówno / zarówno heroicznych, jak – masz powtórzenie „zarówno”, więc może, zamiast drugiego, coś w stylu: nie tylko heroicznych, lecz również przyziemnych

znalazłam miejsce (,) do którego docierało tak mało

którego niespotykany dar słuchania i odgadywania myśli, dał mi złudzenie – bez przecinka

jesteś pierwsza, szukająca kogoś – nie leży mi ten przecinek (można ew. pierwsza, która szuka)

Co prawda (,) znów cię

ktoś (,) zamiast złośliwych przytyków i zgryźliwości

niezmiennie marzyłam o kimś, podobnym - bez przecinka

granice nas samych, i dał pewność – przecinek niepotrzebny

O szlag! – dokleiłabym jednak przecinek O, szlag!

jak w tanim romansie, albo teledysku – przecinek zbędny

szansa na ponowne nacieszenie się tobą przeszła, a właściwie - przeleżałaby mi koło stóp – inaczej „rozplanowałbym” cząstkę „by”, a mianowicie: szansa na ponowne nacieszenie się tobą przeszła(by), a właściwie – przeleżała( ) mi koło stóp (można też ew. powtórzyć „by” )

wypalemkowego drinka – może: wypalemkowanego? (też niezbyt poprawnie (lecz fajnie), ale może bardziej zgodnie z regułami pisowni polskiej ;-), chyba że mi się inaczej skojarzyło...

Przed wymedytowaniem, już wiedziałeś. – przecinek wydaje się zbędny

jesteś taka, jak ja (,) i znajdziesz

sytuacji ( ) i (,) po przesłuchaniu (,) wydała – przecinek po sytuacji wyciąć, a dostawić dwa później

Niestety (,) o moich dniach

w poradniku medycznym – w rozdziale: Oparzenia słoneczne. – proponuję: w poradniku medycznym, w rozdziale: „Oparzenia słoneczne” (lub: w rozdziale o oparzeniach słonecznych).

wykładu (,) i nie paliłam się do jedzenia, tak – bez przecinka po jedzeniu

nie były puste, ale zachłanne (,) i przekraczały

Za tymi szlabanami nie udaję - udaje (?)


Uśmiechy zostawiam :)
ekonomista dnia 09.12.2010 13:18
No i tym się właśnie różnią mężczyźni od kobiet. Mi się nie chciało wypisywać wszystkich uwag :D
Wasinka dnia 09.12.2010 15:06
O, tom się dowiedziała, że przywarą ową jako kobieta obarczonam została... Kwestia płci? Zaprawdę? ;)

A i do "nie chciało mi się" są różne podejścia... ;)
Izolda dnia 09.12.2010 18:11
Moi Mili, to po kolei:

Krzysztofie – oczywiście, pozwolę. Co prawda, pisząc o fantastyce mrużyłam do Ciebie oko (emotki zabrakło), ale za to przy wybrzydzaniu nie było żadnej ironii. Przecież ja nie przepadam za rozsypywaniem nadmiaru cukru pod tekstami, więc to było bardzo serio. Lubię skakać do wysokich poprzeczek, ale ponieważ wbiłeś mi nóż prosto w serce, dając do zrozumienia, że napisałam coś, co czytałeś setki razy, to może mi nie starczyć sił, żeby dalej skakać. ;)

Ekonoimisto – jak się pozbędę wody, to gdzie umieszczę akcję opowiadania? A jeśli się zbliżę do Twojego poziomu to zacznę pisać wykłady? Uchowaj mnie Boże, jestem praktykiem, za żadne skarby wykładów nie chcę pisać.
I gdybyś nie był taki leniwy... :smilewinkgrin:

Wasinko – i to jest to, co lubię, czyli uczyć się praktycznie (wiadomo, że wtedy zapamiętuje się więcej niż z czytania suchej teorii o przecinkach, chociaż u mnie to chyba nadal daleka droga).
Oczywiście, że miał być wypalemkowany! (z zachłanności połknęłam kawałek palemki)
Bardzo dziękuję za koronkową robotę.:)
Krystyna Habrat dnia 09.12.2010 22:34
Hej! Ze względów ode mnie niezależnych (bo wiesz...), czytam to na raty, podobnie jak opowiadanie z Szafy, a podsumuję na końcu, ale już teraz powiem o obu, że trzymasz poziom. Widać, że masz coś do powiedzenia i wiesz, jak to robić. To pierwszy wniosek, a drugi jest taki: widać na twoim przykładzie, iż brawurowe uprawianie sportów pobudza w mózgu ośrodek dobrego pisania. To można by nawet rozwinąć. Endorfiny, sytuacja zabawowa...itd
Teraz żałuję, że zamiast uprawiać jakieś sporty bez przerwy czytałam książki. Pozdrawiam Krystyna.
PS Wrócę też skwapliwie do twoich tekstów, które tu szły pod moją rzadszą obecność.
przyroda dnia 09.12.2010 22:41
Jako, że darzę sentymentem morskie klimaty...miałam nadzieję na posmakowanie...dania z owoców morza...ale cóż zajechało jakimś mułem...takie grzebanie w pokładach rozkładających się szczątek organicznych...jednym słowem...nic nowego, nic świeżego, nic odkrywczego...to tak jakby na siłę taranować muszlę małża by dostać się do perły...ok. i tak można, ale zrobić z niej użytek...to dopiero sztuka...szkoda, że nie zobaczyłam klejnotu w innej oprawie...
Ps. w powyższym komentarzu nie ma złośliwości...tylko szczere odczucia...bo wydaje mi się czytając Twoje wcześniejsze teksty, że zadatki na perłopława...to masz:)

Pozdro!
Krzysztof Suchomski dnia 09.12.2010 23:17
Cytat:
Lubię skakać do wysokich poprzeczek, ale ponieważ wbiłeś mi nóż prosto w serce, dając do zrozumienia, że napisałam coś, co czytałeś setki razy, to może mi nie starczyć sił, żeby dalej skakać.
Nie ze mną te babskie sztuczki, Izold Jasnowłosa ;). Nie dam się wpędzić w poczucie winy. :D :D :D
Izolda dnia 09.12.2010 23:33
Sokol - no wiem... czytaj sobie powoli, chętnie zobaczę Cię tu, czy tam znów.:)

przyroda - dzięki za czytanie, to chyba normalne, że czasem trafia się na klejnot, a czasem na muł (inaczej życie byłoby nieznośne przecież;) )

Krzysztof - ale czy gdybym Ci odpowiadała standardowo (dziękuję, rozumiem, przyjmuję itd) to wracałbyś? :D
Krzysztof Suchomski dnia 09.12.2010 23:43
Do Ciebie? Zawsze. :D
Izolda dnia 09.12.2010 23:46
:D
ekonomista dnia 10.12.2010 00:48
Gdybyś uważniej przeczytała mój wykład nr 2, to może Twoja bohaterka nie musiałaby rozpaczać za Onym :D

PS. Jeszcze żadna kobieta mnie nie przegadała.
PS. Zaraz pewnie napiszesz, że wcale Ci na tym nie zależy.
zajacanka dnia 10.12.2010 01:06
ekonomista:
jestes kobieta:) tylko baby zawsze chca miec ostatnie slowo!!!
Izolda, wybacz...
ekonomista dnia 10.12.2010 01:19
Ależ skąd... ja tylko jako jednostka inteligentna przystosowałem się do wojującego feminizmu :)
To ewolucja :)
Izolda dnia 10.12.2010 17:46
Ładne kwia... pogawędki.

ekonomisto - Co za prawdziwa strata, że podczas letniej kanikuły nie został nam objawiony wykład nr 2.
Zależy mi, ależ oczywiście, że mi zależy... żebyś nabrał pokory.:D
ekonomista dnia 10.12.2010 23:41
Izoldo, ale dlaczego tak Ci zależy na mojej pokorze? Czy uważasz, że jako pokorny byłbym lepszym człowiekiem? :D
Krystyna Habrat dnia 11.12.2010 16:23
Przeczytałam i rozmyślam, jak to ująć, bo tym razem przekracza to moje umiejętności czytelnicze. Na razie powiem, że pewne fragmenty, gdzie są rozmyślania bohaterki, bardziej bym zobrazowała szczegółami. I dodała więcej akcji sportowej, co zapowiadał początek i żywiołowa część zimowa. Rozmyślania te ujmujesz celnie i dowcipnie, ale na dłuższą metę mogą okazać się nużące. Czy już tu - nie wiem.
Pierwsza wypowiedź Michała: "Gdybyście..." jest mało zrozumiała, pewnie z powodu późniejszych poprawek. Chyba, że chodzi o efekt, ze z wrażenia plącze mu się język. Psychologicznie - OK. Całość sympatyczna i przystająca do kobiecych serc. Na szczęście nieschematyczna dzięki szczegółom i nie tylko. Dobre.
Taka sympatyczna dziewczyna zasługuje na szczęście. Proszę teraz o ślub i szczegółową opowieść, jak to jest: żyli długo i szczęśliwie.
Izolda dnia 13.12.2010 08:25
Sokołko - za wszystkie cenne dla mnie spostrzeżenia bardzo dziękuję. Happy endu nie przewiduję.:D
Szuirad dnia 13.12.2010 12:47
"małomówni, konkretni faceci, pozbawieni(e) zdolności lingwistycznych, bo nie chcę nazwać ich językowymi." - chyba "pozbawieni"

"Potłuczona" Zuza jest dla mnie bardziej strawna niż Zuza "Podtopiona". Może zbyt szybko przeszedłem z jednego tekstu do drugiego i dlatego zbyt dużo bodźcow związanych z bohaterką kształtuje te opinię.

Czytając powyższy tekst przyszło mi do głowy, ze chętnie poznałbym Zuzę codzienną, taką poza czasem wakacji i urlopu, nie będącej pod takim stałym ostrzalem obecności Anki. Jaka wtedy osoba staje sie Zuza? Może bardziej naturalna i strawna? Może bedzie to lepszy czas do szukania owego mitycznego Onego? W sumie mitycznego, skoro Ony faktyczny nie sprostał oczekiwaniom - może właśnie dlatego, ze to wakacyjna przygoda.

A co do Anki...

"Moja przyjaciółka, rozwódka- recydywistka na co drugim sportowym szaleństwie znajdowała kolejnego męża, ja na każdym, ale faceta na chwilę."

Biorąc powyższe jedynie ze statystycznego punktu widzenia ( oczywiście z lekkim przymrużeniem oka) to dziewczyny niewiele sie różnia w ilości "zaliczonych" facetów. Przy czym Anka dodatkowo "bawi sie " w "oprawę swoich podbojów" a Zuza cierpi psychicznie.

A poza tym kilka ciekawych spostrzeżeń (rozmowy dziewczyn o postawach dziewczyn, choć nie tylko)

"Rozpruwanie fal deską na sznurku było prawie moją specjalnością. Urlop dobiegał końca, a ja nie miałam żadnego stałego adoratora." - toż to dopiero tragedia. I co wtedy? Jak to deprymujhaco wpływa na Zuzę? Z jednej strony nacisk, by coś jednak sie stało i coraz wieksza wewnetrzna walka, prawie miotanie sie, pomiędzy małomownym i praktycznym a wylewnym i romantycznym ( Może własnie pośreni są w realnym zyciu międzyurlopowym) - to nie jest konfortowa dla Zuzy sytuacja

Ale zostało jeszcze bandżi, boks, wyścig strusi i zapasy w kisielu
zawsze dnia 13.12.2010 19:00
Uff, zdążyłam przed zniknięciem z głównej.;) "On" przypomniał mi mojobabcine powiedzonko "Znasz Łóna? Bo Łón mówił, że cię zna!"

to, co zauważyłam:
Cytat:
rozwódka- recydywistka
zjadłaś spację;
Cytat:
- Myślisz, że jesteś pierwsza, szukająca kogoś, kto już nie wróci?
może ładniej "pierwszą, szukającą"? (subiektywnie)
Cytat:
natchnionego wyraziciela uczuć(,) za trudne.


Nie myśl sobie, że Cię wcześniej nie czytałam. Po prostu potrawa, którą zaserwowałas, smakowała zbyt intensywnie, zbyt prawdziwie... Ale już po względnym przyswojeniu i przetrawieniu, szeptem dziękuję.
Elwira dnia 13.12.2010 19:43
Cytat:
która wbijała się dotkliwie w brzuch,


szyk: która dotkliwie wbijała się w brzuch

Cytat:
by czuwający nade mną instruktor, ratownik i kumpel w jednym, podpłynął wreszcie i wciągnął mnie, niczym worek ziemniaków(,) na skuter.


mnie, mną, rozważyłabym wycięcie „nade mną”


Cytat:
pod głowę i(,) zajmując myśli wyłącznie


Cytat:
W żadnej(,) oczywiście(,) nie byłam mistrzynią,

Cytat:
językiem,(.) (T)ta, była u nich bardziej kobieca niż u przeciętnego(,) męskiego rozmówcy.


Cytat:
Mając tyle szczęścia, jednocześnie miałam pecha,

mając, miałam


Cytat:
nadmiar koktajli(,) wypitych w hotelowym drink barze(,) spowodował utratę kontroli

Cytat:
samych, i dał pewność


a ten przecinek bym wyrzuciła

Cytat:
ryknęłam, zdenerwowana, nie mniej spektakularnie.


pierwszy przecinek bym wyrzuciła

Cytat:
I w tym momencie, jak w tanim romansie, albo teledysku do przebojowe
j

zbędny przecinek przed albo

Cytat:
W oczekiwaniu na stolik sączyłam


Jakoś brzydko to brzmi, może „czekając na stolik, sączyłam...”

Cytat:
Przed wymedytowaniem, już wiedziałeś. Przestałeś kochać?
- Tak, jak ty mnie.


oba przecinki zbędne

Cytat:
jak wiele lat temu, czytał we mnie


dałabym myślnik zamiast przecinka

Cytat:
jakiej mi trzeba było.


szyk: było trzeba

Cytat:
rozeznanie sytuacji, i po przesłuchaniu


bez przecinka
Cytat:
różnych okolicznościach(,) odkrywamy w sobie


Cytat:
Za tymi szlabanami nie udaję się żadne ludzkie uczucie


coś tu jest nie tak... udaje?

A mnie się wydaje, że właśnie tworzyliby parę idealną.
Spuściłaś z tonu, Izoldo. Twoja bohaterka już tak nie irytuje. Może dlatego, że ma godnego siebie partnera, może dlatego, że jednak nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ja też weszłam, próbując pociągnąć dalej pewną historię i nie wyszło. Cóż, widać pokonać własne rekordy jest najtrudniej. Ale...
Opowiadanie wcale nie jest złe. Ja mam skalę porównania, gdyby nie ona, pewnie bym tak nie zrzędziła. Dobry jest kontrast charakterów Twoich bohaterek. widać, że one jednak są różne, że mają inne cele i czego innego w życiu szukają. A może właśnie – tego samego, tylko inaczej.
Cóż, miło było przeżyć letnią przygodę, gdy śnieg za oknem.
Pozdrawiam.
Izolda dnia 13.12.2010 21:02
To teraz już mogę zacząć myśleć o naprawianiu usterek.

Szu, Spalona i Elwiro – dziękuję za czytanie i komentarze.

Świadoma jestem, że kontynuacje rzadko kiedy wypadają tak świeżo jak pierwsze części (ta właściwie napisała się mimochodem, nie żebym z premedytacją uparła się na powrót Zuzki, ot muzyka na plaży zagrała). Być może przez moją ocenę Przytopionej tak długo leżakowała na dysku i wydawało się, że już go nie opuści. Robiąc przedświąteczne porządki stwierdziłam, że chociaż korekta jej się przyda. Cieszę, że mimo oczywistych niedostaków sequela dało się coś z niej wyssać.

Pozdrowienia dla wszystkich komentatorów.:)
andro dnia 22.01.2011 10:25 Ocena: Bardzo dobre
A ja użyłbym jako komentarza fragmentu piosenki Raz Dwa Trzy:
"a gdybyś pokochał nad życie to wiedz
że to prawdziwa jest miłość i taka ma sens
lecz jeśli kochasz jak umiesz- to dobrze
resztę później zrozumiesz i tak
i tak, i tak, i tak "
(gdyby to mogło wystarczyć, oczywiście)...
Dużo tu prawdy o życiu i o tym, co może się dziać między dziewczyną i facetem (a przecież to jest w zasadzie życie [przepraszam grupy mniejszości seksualnych]).
Autorzy książek o psychologii kobiety powinni tu zajrzeć, mieli by trochę do "rozkminki"... ;)
Iza - czytając ten tekst kilkakrotnie chciało mi się porozmawiać z Zuzą, krzyknąć do niej jak Anka, palnąć ją w łeb kijem bejsbolowym, czy coś...
Miał rację ten gość, z którym spędziła noc - "Byłoby tyle prostych rozwiązań, gdyby nie ta wasza pamięć."
I pod tym chyba mogę się podpisać obiema rękami, bez względu na to w jakim sensie będziemy rozpatrywać tę pamięć (czy taka słaba, czy zbyt trwała). Przecież życie nie poczeka, toczy się, toczy...

Tekst na poziomie, jaki tygryski lubią najbardziej :) Brawo.
Izolda dnia 23.01.2011 23:32
Za taki komentarz - dziekuję, byłoby ciut za skromnie. Więc ja bardzo i wystrzałowo dziękuję. I odwdzięczę się chętnie też komentarzem (jak Bóg i czas da). :) (i jeśli sobie zdołam przypomnieć jak się to robi ;) )
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ApisTaur
30/09/2022 22:11
gdyby dosłownie interpretować każdy napisany wiersz jako… »
stanlee
30/09/2022 21:59
OK, maniera literacka trochę z innej epoki, ale… »
ApisTaur
30/09/2022 21:53
twoim zdaniem/ ty nie obrażasz/ ale gdzież mi do takiego… »
stanlee
30/09/2022 21:41
Rzeczywiście szkoda czasu, ale dalej podtrzymuję tezę, że… »
ApisTaur
30/09/2022 21:34
Więc nie marnuj go na moją ramotę/ czy ja cię tu siłą… »
stanlee
30/09/2022 21:28
Szkoda mi czasu, ale dalej to niemerytoryczne... nie… »
ApisTaur
30/09/2022 21:24
poskarż się/ albo popłacz// »
stanlee
30/09/2022 21:21
Nie wiem czy nie łamiesz regulaminu prowadząc prywatna… »
ApisTaur
30/09/2022 21:13
jednak zabolało//:))))) »
stanlee
30/09/2022 21:11
Podtrzymuję diagnozę: . I po co te wypociny: ??? Ech,… »
ApisTaur
30/09/2022 21:06
Yaro e tam/ ależ/ chciało mi się pogawędzić/ ale mi się… »
stanlee
30/09/2022 20:16
Aspis, poetą się rodzimy, nie stajemy. Jesteś tylko… »
Yaro
30/09/2022 19:07
Dziękuję:) »
Yaro
30/09/2022 19:06
Drogi Apisie nie tłumacz się Trollowi. Pozdrawiam czasem… »
Marian
30/09/2022 16:05
Jacku, dziękuję za odwiedziny, obszerny komentarz i uwagi.… »
ShoutBox
  • zawsze
  • 27/09/2022 20:50
  • pozdrawiajki!
  • Ronin
  • 26/09/2022 10:16
  • Przyciśnięcie prawego przycisku myszy nie daje opcji "wklej".
  • wolnyduch
  • 24/09/2022 12:39
  • Dzień dobry - uprzejmie proszę Szanowną Redakcję, o skasowanie mojego ostatniego wiersza, bowiem jest to twór soneto podobny, a miałam dać inny wiersz jesienny, ten dałam pomyłkowo.
  • Zola111
  • 24/09/2022 01:00
  • Głosujcie, bo nie głosujecie: [link]
  • ajw
  • 19/09/2022 17:30
  • Nastrojowe :)
Ostatnio widziani
Gości online:24
Najnowszy:Sirpions
Wspierają nas