Pięć tysięcy róż - fanny
Proza » Długie Opowiadania » Pięć tysięcy róż
A A A
To nie był jej pierwszy związek, ale pierwsza miłość – i owszem.
Czy kobieta trzydziestodwuletnia może się zakochać do nieprzytomności i rzucić się w tę miłość jak Halka w potok? Otóż może, jeśli mężczyzna jest nieco przewrażliwiony, trochę nerwowy i odrobinę nieuchwytny (jest artystą!). Jeśli nie jest na każde jej skinienie. I jeżeli to wszystko stanowi dla niej nowość.
Dotychczas spotykała się z facetami uporządkowanymi, spokojnymi i solidnymi, z którymi czuła się bezpiecznie i którzy byli jak na jej gust aż nadto przewidywalni. Z prawnikami. Urzędnikami. A on jest malarzem!
Uważała, że w tych związkach brakuje fajerwerków i tego, co w powieściach o różowych okładkach nazywa się „tym czymś”.
Teraz co wieczór dziękuje Bogu, że jednak „to coś” znalazła. Nie zdaje sobie sprawy (bo choć od lat gorliwie analizuje siebie, to tylko przekłada książki na półkach swojego umysłu, nigdy jednak ich nie otwierając), że „tym czymś” jest prosty brak pewności, ciągłe zagrożenie, że jutro on dojdzie do wniosku, iż życie nie ma sensu, albo że zrobi jej scenę zazdrości o maila sprzed roku (bo włamał się do jej skrzynki mailowej), albo że rzuci pracę. I ekscytująca możliwość, że odbierze ją z redakcji z biletami na samolot do Paryża, pod jej nieobecność przemaluje mieszkanie albo wyda połowę oszczędności na pięć tysięcy róż – prawie czarnych (każdy wie, oznaczają miłość do szaleństwa).
Są więc w końcu te wytęsknione fajerwerki, prawie bolesne uczucie, jakby przeniknął jej serce jeden tych laserowych mieczy z Gwiezdnych wojen. Namiętność tak mocna, że aż mdli i chce się płakać, porozumienie tak całkowite, że nie-do-uwierzenia.
A on brnie przez zaspy, żeby zobaczyć ją przez 15 minut, zabiera ją motocyklem na wieś przed wschodem słońca, włamuje się z nią do Łazienek o północy, słucha jej nawet, powściągając swój naturalny egocentryzm. Naprawdę, chwilami słucha jej całkiem uważnie!
Bo wydaje mu się piękna i mądra, bo rozmawiają ze sobą tak szczerze, bo go nie ocenia, bo ma ciało, które doprowadza go do szaleństwa. Ale może najbardziej dlatego, że zostawiła sobie (zrobiła to tylko z rozsądku, wbrew sobie, ale udało się!) malutki kawałeczek siebie. On wie, że jako pierwsza nie wybaczy mu wszystkiego, że nie opowie mu każdej swojej myśli i nie poświęci się dla niego bezgranicznie. Zrobi dla niego dużo, ale gdzieś w sobie ma jakiś okruch szacunku do samej siebie, maleńki bastion, mini-Gibraltar. A jeśli nawet nie szanuje samej siebie, to będzie się zachowywać tak, jakby szanowała. Więc i on ją szanuje i pamięta, że nie może przeciągnąć struny.
I tak mijają tygodnie i miesiące – life is a roller coaster, adrenalina, stopy piętnaście centymetrów nad chodnikiem, życie jak taniec (po dopalaczach) na słonecznej łące, gwałtowne burze tylko wzmacniają amok.
I nagle, tak bez zapowiedzi –
Pewnego dnia ona wraca do ich maleńkiego M-2 (zamieszkali ze sobą po trzech tygodniach znajomości, byli t a c y p e w n i, że już zawsze będą razem, więc po co bawić się w konwenanse?), a on wychodzi z kuchni z ponurą miną i mówi cicho:
- Jak mogłaś mi to zrobić?
Ona myśli, że to początek kolejnej sceny z powodu maila sprzed roku, że wyjaśni mu wszystko w godzinę albo dwie, a potem pójdą do łóżka, jak zawsze po kłótni. Nabiera powietrza – i wtedy:
- Dlaczego jesteś przeciwko mnie? Czy oni cię nasłali?!
Zaczyna się straszna rozmowa, jest coraz bardziej przerażona, jej tłumaczenia tylko go rozwścieczają, patrzy na nią nieprzytomnie i –
Popchnął ją wtedy na wieszak. Stary, drewniany wieszak, obwieszony płaszczami, które zamortyzowały jej upadek.
Przemoc? O, nie. Stop. W dzieciństwie była bita przez starszego brata. Od trzeciego do piętnastego roku życia nie potrafiła powiedzieć „nie” ani nawet komukolwiek się poskarżyć. Brat w zabawie wykręcał jej ręce, przez przypadek zgniatał jej ulubione zabawki, nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności wylewał oranżadę na rysunki, z których była dumna, pluł jej w twarz, kopał w plecy, straszył w nocy, podglądał w łazience. Wszystko to były tylko szczeniackie zabawy, niewinne figle. Nie rozumiała tego jednak i dwa miesiące po swoich piętnastych urodzinach, kiedy ją gonił z pękiem pokrzyw, z całej siły uderzyła go przeszklonymi drzwiami tarasu. Przypadkiem, oczywiście. Kiedy wzywano pogotowie, a on darł się, że zrobiła to specjalnie (obficie plamił przy tym parkiet krwią), nikt w to nie uwierzył. Stała w przedpokoju i spokojnie patrzyła na jego zakrwawioną twarz, na zmasakrowaną skórę wokół lewego oka. Założono mu szesnaście szwów, udało się uratować oko. Nigdy więcej jej nie dotknął. I jakkolwiek banalnie to brzmi, tamtego wieczora, kiedy erka wiozła go na ostry dyżur, obiecała sobie, że już nigdy nikomu nie pozwoli się skrzywdzić.
Teraz więc, prawie osiemnaście lat później, wyplątuje się z płaszczy, wstaje i chłodno patrzy na mężczyznę. On już otrzeźwiał i wpatruje się w nią z przerażeniem.
- Nigdy więcej tego nie rób – mówi ona cicho. – Jeśli to zdarzy się jeszcze raz… (to co? Odejdzie? Trzaśnie go przeszklonymi drzwiami? Kiedy zaczyna umierać miłość?)
Przez kilka tygodni on chodzi na palcach i patrzy jej w oczy wzrokiem psa, który pogryzł kapcie pani, a potem nasikał na dywan. Ona zachowuje dystans, jest smutna i ostrożna. Nie zapytała, o jakich „ich” chodziło, wieszak wyparł z jej pamięci całą poprzednią scenę. Kiedy wszystko wraca do normy (o, miłość potrafi nie tylko wybaczyć, ale wręcz zapomnieć naprawdę wiele), znowu „ty i ja to cały świat, niczego nie potrzebuję, kiedy jesteś ze mną”, on nagle dostaje ataku paniki. Trzęsie się jak osika, mamrocze o „nich” i popłakuje. Ona nie potrafi z niego wyciągnąć, o co chodzi, jest bezradna. Ukołysany przez nią jak dziecko w końcu zasypia. Następnego dnia rano jest opryskliwy, ucina próby rozmowy o poprzednim wieczorze. Odtąd przestaje malować, zachowuje się nieufnie, unika jej. Nie wpada już do niej do pracy, nie żartuje, nie przytula. Ona chudnie ze zmartwienia i szuka psychologa. On na wzmiankę o psychologu dostaje szału. Ona osadza go zimnym spojrzeniem, ale nocuje u koleżanki. Kiedy przychodzi do domu nad ranem, on śpi na podłodze z nieumiejętnie podciętymi żyłami.
Schizofrenia. Czy opowiadać dalej? Nie chcę. To historia złudnych nadziei, niepotrzebnych starań, krótkotrwałych remisji i bolesnych rozczarowań. Niedotrzymywanych obietnic, spłukiwanych w sedesie leków i cierpienia dwojga osób. Nie patrzcie na niego, zamkniętego w izolatce i krzyczącego, że jest prześladowany. Ani na nią, jak idzie szara ulicą, wolna w końcu, ale już bez serca. Wolę, żebyście zapamiętali pięć tysięcy róż, którymi zarzucił dla niej mieszkanie. Drogie panie, czy ktoś kupił wam kiedyś pięć tysięcy róż? Ciemnoczerwonych.


Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
fanny · dnia 30.01.2011 17:54 · Czytań: 985 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 16
Komentarze
Elwira dnia 30.01.2011 20:51
Efektowny tytuł, wobec którego nie można przejść obojętnie - to na plus. Próba szukania własnego, oryginalnego stylu - to na plus. Chęć odejścia od konwencji opowiadania jako całości i wprowadzenie czytelnika w akcję - też na plus.
Niestety, poza tytułem, pozostałe plusy nie wyszły tekstowi na dobre. Pierwsze dwa akapity zwyczajnie nudne. Ślizgałam się po nich, czekając na coś, co zaciekawi. Zaciekawiła opowieść o bracie, ale była zbyt krótka, żeby nadać sens opowiadaniu jako całości.
Paskudnie przeszkadzały mi wtrącenia w nawiasach oraz zawarte w tekście truizmy. Cóż, to, co miało wyróżnić styl - zabiło opowiadanie.

Do tego braki w przecinkach, liczebnik zapisany cyframi i zaimkoza. O, tu największa:
Cytat:
zrobi jej scenę zazdrości o maila sprzed roku (bo włamał się do jej skrzynki mailowej), albo że rzuci pracę. I ekscytująca możliwość, że odbierze z redakcji z biletami na samolot do Paryża, pod jej nieobecność przemaluje mieszkanie albo wyda połowę oszczędności na pięć tysięcy róż – prawie czarnych (każdy wie, oznaczają miłość do szaleństwa).
Są więc w końcu te wytęsknione fajerwerki, prawie bolesne uczucie, jakby przeniknął jej serce


A wniosek, który płynie z tekstu jest nader smutny. Naprawdę, szkoda, że w sumie młoda kobieta, a nie może już liczyć na miłość...

Pozdrawiam.
przyroda dnia 30.01.2011 21:14
A mnie się nawet podobało... miałam wrażenie...wypływu lawy słów...tak na gorąco...co dało efekt wiarygodności:)...smutna prawda o tym jak życie potrafi być niezłą zdzirą...chwila radości...a potem spier....papier:rol:

Pozdro!
bassooner dnia 30.01.2011 22:44
potencjał jest ale i błędy, ale i tak lepsze to niż bezbłędne, a nudne... trochę męczy to "on", "ona", "jej", "ją"... z pewnością dla lepszej przejrzystości tekstu można by troszkę tego powycinać...

pozdro bass... ;-)))
pisag dnia 31.01.2011 09:04
Nie czyta się najlepiej. Z niektórymi tezami zupełnie się nie zgadzam, więc to też wpłynęło na odbiór tekstu (zupełnie subiektywny oczywiście).

Pomysł jednak na plus. Do dopracowania.
fanny dnia 31.01.2011 12:29
Jezu, dzieci. Chyba przeżywam chwilowe załamanie i kryzys wiary w siebie :/ i tylko w połowie ma to związek z Waszymi komentarzami ;)
Darksio dnia 31.01.2011 14:11
Witaj, Fanny.
Nie chcę dokładać kolejnych powodów i pogłębiać w Tobie kryzysu wiary w siebie. Ale co racja to racja. Zagęszczenie zaimków w Twoim tekście osiągnęło punkt krytyczny. Spójrz ile ich jest w tak małym tylko fragmencie:

Cytat:
A on brnie przez zaspy, żeby zobaczyć przez 15 minut, zabiera motocyklem na wieś przed wschodem słońca, włamuje się z nią do Łazienek o północy, słucha jej nawet, powściągając swój naturalny egocentryzm. Naprawdę, chwilami słucha jej całkiem uważnie!

To tylko dwa zdania, a ile zaimków. Nie piszę tego, bo jestem zagorzałym wrogiem zaimków, ale tak ich znaczna ilość naprawdę sprawia, ze czyta się ciężko.
Dalej. Twoje opowiadanie jest napisane w monotonnym stylu i, co by nie mówić, nudne. Widać bezpośrednie zaangażowanie autora w opisywaną rzeczywistość, co sprawia, że nie odbieram tekstu jako opowieść, a raczej wyżalanie się autorki.
Temat również już wymaglowany do granic możliwości, w różnych konfiguracjach zresztą. Trzeba by opisać go w sposób naprawdę nietuzinkowy, żeby wyciągnąć z niego coś oryginalnego, a tego u Ciebie nie było. Nie udał Ci się ten tekst, a przecież potencjał masz duży. Myślę, że wkrótce przeczytam u Ciebie coś, co mnie porwie.
Pozdrawiam.
Elwira dnia 31.01.2011 14:25
Darksiu, to teraz dałeś i mnie bobu, bo Inga jest w podobnym wieku, co "tutejsza" bohaterka i właściwie też przeżywam miłosny zryw. A skoro temat wymaglowany, to aż się boje, co z tego wyjdzie. :)

Fanny droga, nikt nie chciał tu zachwiać Twojej wiary w siebie. Chcemy Ci tylko pokazać, że coś nie gra i namówić na jakieś zmiany. :)
Trzymaj się ciepło. Pozdrawiam.
JaneE dnia 31.01.2011 14:57
A mnie podoba się twój styl i nawet zaimkoza jakoś nie przeszkodziła w czytaniu.

Jako narrator jesteś bardzo widoczna, więcej tu twoich emocji, niż emocji bohaterów, o których opowiadasz. Tekst stał się przez to bardziej wiarygodny.
Myślę, ze ta para nie istnieje jedynie w twojej wyobraźni.

Pozdrawiam ciepło
Wasinka dnia 31.01.2011 15:51
Czytało mi się całkiem dobrze. I zainteresowałam się ową historią, mimo że tyle razy już o miłości było... Tutaj została opowiedziana w dość specyficzny sposób. Migawkami, skrótami. A prostota stwierdzeń nadaje autentyczności. Narrator w dodatku opowiada niby obojętnie, z ironią nawet, ale jednak wyczuwa się tragizm i udrękę bohaterów.
Oczywiście, że można niektóre zdania doszlifować, a to o godzeniu się w łóżku nawet wyrzucić i zastąpić może czymś innym (choć z drugiej strony to "życiowa" historia, więc i rozwiązania całkiem codzienne...), ale ogólnie przecież nie jest źle.
Niektóre powtórki warto usunąć (bo nie wyglądają na celowe), w tym troszeczkę zaimków, ale nie za dużo, bo tekst straci na swobodzie-potoczności wypowiedzi, na której chyba autorce tutaj akurat zależy.
Końcówkę (ostatni akapit) bym nieco okroiła. Na przykład:
"Schizofrenia. Historia złudnych nadziei, niepotrzebnych starań, krótkotrwałych remisji i bolesnych rozczarowań. Niedotrzymywanych obietnic, spłukiwanych w sedesie leków i cierpienia dwojga osób. Nie patrzcie na niego, zamkniętego w izolatce i krzyczącego, że jest prześladowany. Ani na nią, jak idzie szara ulicą, wolna w końcu, ale już bez serca. Zapamiętajcie pięć tysięcy róż, którymi zarzucił dla niej mieszkanie. Ciemnoczerwonych."
Albo nawet tak:
Schizofrenia.
Nie patrzcie na niego, zamkniętego w izolatce i krzyczącego, że jest prześladowany. Ani na nią, jak idzie szara ulicą, wolna w końcu, ale już bez serca. Zapamiętajcie pięć tysięcy róż, którymi zarzucił dla niej mieszkanie (albo: Pamiętajcie o pięciu tysiącach...). Ciemnoczerwonych.
To subiektywna sugestia, oczywiście.
Pozdrawiam słonecznie.
SzalonaJulka dnia 31.01.2011 15:51
- "A jeśli nawet nie szanuje samej siebie, to będzie się zachowywać tak, jakby szanowała. Więc i on ją szanuje i pamięta, że nie może przeciągnąć struny. "

fanny, początek dał mi do myślenia - dlaczego normalna kobieta miałaby zakochiwać się w niestabilnym emocjonalnie "artyście" - dobrze toto nie wróży. No i nie wywróżyło.
Swoją drogą może to charakteryzować kobiety, które tak bardzo szukają "niezwykłej", czy wręcz "szaleńczej" miłości.


Dla mnie jest tu pewien problem braku równowagi pomiędzy częścią pierwszą (powiedzmy "euforyczną" ) a drugą - tą depresyjną w której kobieta zaczyna dostrzegać problem. Pierwsza jest rozbudowana a druga krótsza i nieco rozmyta opowieścią o bracie, nie ma też siły zaskoczenia.

Pozdrawiam :)
Ela Samek dnia 31.01.2011 20:25
" Pięć tysięcy róż"-tytuł spowodował że wybrałam do przeczytania dziś wieczorem Twój tekst.
Temat róż przewija się w trakcie czytania, i na koniec, w ostatnim zdaniu "pięć tysięcy róż" stanowi jakby klamrę zamykającą rozważania. "Róże", symbol wartości przełożony na obraz czytelny dla odbiorcy," róże" element równowaga na szali dokonywanych w życiu wyborów.
Podoba mi się Twoje podejście do tematu, mimo, że jak dla mnie w samym stylu napisania tekstu brak jasnego prowadzenia myśli. Zbytnie nagromadzenie poszarpanych wyrywków opisów z życia, przypadkowo posklejanych relacji z różnych czas -okresów. Brak przejrzystość przedstawienia drogi przemyśleń, niemniej przyrównanie wartości do "pięciu tysięcy róż" jest wyjątkowo adekwatne.
...pięć tysięcy róż:)... :) tego nigdy się nie zapomina
Usunięty dnia 03.02.2011 17:06
Widzę tu prymat nieposkromionych uczuć ponad nudą i monotonią "normalności". Cena jest wielka i gdy miłość jest wielka to pewnie warto płacić... Ostatecznie, kolokwialnie, zależy, co, komu - leży. Mnie pięć tysięcy róż jakoś nie leży.
Pozdrowienia.
Izolda dnia 04.02.2011 23:13
Jest coś porywającego w Twojej opowieści, uchwycony kawałek tęsknoty do czegoś tak ulotnego, co może się skończyć tylko tak tragicznie jak w tym wypadku.
Co prawda ubrałaś bohatera w schizofrenię, ale tekst skojarzył mi się z psychozą maniakalno depresyjną. Facet najpierw jej zafundował manię, a potem wpędził w depresję.
Krystyna Habrat dnia 05.02.2011 20:07 Ocena: Świetne!
To jest tekst, obok którego nie można przejść obojętnie. Wielkie brawa za te pięć tysięcy róż, bo już sam tytuł przyciąga uwagę, i widać w tym rozbuchaną przesadę namiętności, albo symbol: róże -krew z podciętych żył.
Pomysł dobry, drobiazgi przyciągające.
Znajomość rzeczy jeśli chodzi o psychologię/psychiatrię. I jak celnie wprowadzone to "oni" w kontekście "Oni cię tu przysłali" - typowe dla schizofrenika. Kto się na tym nie zna, ten nie zadrży w tym miejscu z niepokojem. A wcześniej niby normalnie, co jest prawidłowością, ale patrząc wstecz ten nadmiar emocji i niezwykłości (fajerwerki) może też być podejrzany. Jednak to właśnie dziewczynę pociąga, bo ciekawsze niż zwyczajność i prostolinijność innych ludzi. Biedactwo nie wie, że zamieszkać z facetem po trzech tygodniach znajomości to wielkie niebezpieczeństwo. I stało się...
Chyba jesteś w tej dziedzinie fachowcem, a co najmniej znasz te sprawy z obserwacji.
Niestety przerost streszczenia nad unaocznioną akcją powoduje, że cała historia przemyka za szybko. Czytelnika zatrzymuje kilka szczegółów, ale i te szybko umykają. Za mało obrazu, który by się zawarł w jakiejś scenie i pozostał w pamięci czytelnika. Zabrakło scen, gdzie coś się dzieje teraz. Mogą być nawet te przywołane, jako wspomnienie. I jest jedna taka: z nieznośnym "bracholem". Na takich właśnie scenach, obrazach, oprzyj całe opowiadanie. To lub następne. Powodzenia KH.
Krystyna Habrat dnia 06.02.2011 10:51 Ocena: Świetne!
Powyższy komentarz wciąż udoskonalałam i zmieniałam, ale teraz muszę dodać ocenę. Za stronę psychologiczną opowiadania, ale bez natrętności, za piękny symbol róż, a co najważniejsze za ich przesadzona ilość, co jest tu bardzo znaczące, oraz za wszystko, co opisałam wyżej: 6-.
fanny dnia 16.02.2011 03:47
owszem, mam pewne doświadczenia (zawodowe, nie prywatne :) ) w dziedzinie psychiatrii.
ps. dzieki za komentarze! opowiadanie lutowe w produkcji - tym razem przeleżakuje chocby 1 dzien... obiecuję to sobie... i wam ;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
valeria
28/11/2022 19:44
Ciekawy wiersz, życie to proces, jak się teraz patrzy na… »
al-szamanka
28/11/2022 18:30
Poszperalam troche tu i tam, w roznych tekstach roznych… »
Kazjuno
28/11/2022 14:47
Dzięki Marku za komentarz i bardzo pozytywną ocenę. Masz… »
Marek Adam Grabowski
28/11/2022 14:25
Bardzo dziękuję. Ciekawy komentarz. Pozdrawiam »
Kazjuno
28/11/2022 14:02
Zacząłem od "Mądrości sowy". Wybacz, że nie… »
Marek Adam Grabowski
28/11/2022 11:57
Co do opowiadanie - jest ciekawe. Niby o walczę, ale… »
skroplami
28/11/2022 11:31
Piękne, prawdziwe, poruszające. »
Darcon
28/11/2022 11:02
Dziękuję. »
AnDob
28/11/2022 09:21
Teraz tekst stracił melodię czy zyskał nową.? A co jeśli… »
Yaro
28/11/2022 06:41
Witam Duszku ! Ciekawe teksty o reinkarnacji i podróży… »
Dobra Cobra
27/11/2022 20:35
Wspaniala odpowiedź! Rzeczowa, ale bez nacisku, szanującą… »
Kazjuno
27/11/2022 19:50
Dzięki, Dobra Cobro, za przemiłe słowa. Decyzja o wybuchu… »
Dobra Cobra
27/11/2022 16:47
Kaz, Bo to opowieść ku pokrzepieniu serc, co jest prawdą i… »
Dobra Cobra
27/11/2022 16:36
Aj, qrde, już człowiek się nigdy nie oderwie od tego… »
wolnyduch
27/11/2022 14:26
Wiem, że ten portal istnieje nadal, ale też już się na nim… »
ShoutBox
  • Wiktor Orzel
  • 27/11/2022 11:29
  • Napiszę do Ciebie na pw w tej sprawie ;)
  • Dark
  • 26/11/2022 11:27
  • Witam. Dostałem ofertę z wydawnictwa Novae res na mój zbiór opowiadań. Koszty pół na pół. Ktoś się orientuje czy warto w to inwestować?
  • Darcon
  • 24/11/2022 17:35
  • Uwaga, uwaga! Zostało ostatnie wolne miejsce w konkursie "Malowanie słowem"!
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:53
  • Ja oczywiście żartuję, bo w gruncie rzeczy nie ma to chyba żywotnego znaczenia, ale skoro może działać dobrze, to dam mu trochę czasu ;)
  • Wiktor Orzel
  • 24/11/2022 12:49
  • Silnik portalu potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby wszystko przemielić, żeby dane były jeszcze bliższe prawdy. ;)
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:45
  • Nie żebym narzekała, ale byłam online przed chwilą, a pokazuje, że po raz ostatni byłam o 9:34. ;)
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:39
  • Grunt to porządek :)
  • Wiktor Orzel
  • 24/11/2022 12:11
  • Zabłąkane daty ostatnich wizyt w końcu wróciły do odpowiedniej czasoprzetrzeni, tak samo licznik nieprzeczytanych postów powinien wskazywać już prawdziwe dane ;)
  • Darcon
  • 22/11/2022 18:39
  • Uwaga! W konkursie wolne już tylko trzy miejsca. Dłużej nie zwlekajcie. :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas