Septuaginta -waikhru - waikhru
Proza » Obyczajowe » Septuaginta -waikhru
A A A
Pamiętam ten pokój doskonale. Miałam dziesięć lat, a drzwi były ogromne. Do każdej ze ścian żałośnie przytulał się tynk. W niektórych miejscach łuszczył się i odchodził – często miewałam ochotę wziąć go w garść i pocieszyć, ale nawet stojąc na palcach – nie dosięgałam. Bywało mi wtedy tak przykro, że z płaczem rzucałam się na stojącą niedaleko okna sofę. Była miękka, czerwona i cuchnęła myszami. Wtedy to nawet miało swój urok, tak samo jak firanki w oknie, pachnące papierosowym dymem i straszące żółcią. Niektóre dni przemijały przyjemnie – to był ten czas, gdy wchodziłam do pokoju, zamykałam się i obserwowałam świat przez dziurkę od klucza. Każdego dnia widziałam coraz lepiej i więcej.
Pamiętam – to był poniedziałek. Siedziałam na skrawku karminowej szmaty udając, że to wyjątkowo mały perski dywan – szybowałam wysoko i odważnie. W pewnym momencie z dziurki od klucza coś do mnie mrugnęło, jakby łapiąc moje spojrzenia – kierowane tam coraz częściej. Podbiegłam i najpierw zbadałam otwór językiem. Smakował metalem i czymś bardzo starym. Nie zastanawiając się długo, przyłożyłam oko do otworu o fantazyjnych kształtach. Było w nim mnóstwo kurzu, więc delikatnie, patykiem znalezionym na podwórku, wydłubałam martwy naskórek. Trochę to trwało. Moja sprana, zbyt cienka kurtka krępowała ruchy - zdjęłam ją i rzuciłam na spróchniałe deski. Gdy dziurka od klucza została oczyszczona, łapczywie rzuciłam się w jej kierunku, by pustkę wypełnić tęczówką. Źrenicę pomniejszyłam o ilość światła, które zalało mnie aż po same pięty. Starałam się dojrzeć więcej, ale widziałam tylko błysk, jak gdyby sto słońc chciało mnie wypić do dna. Po kilku minutach – ilu? Nie wiem, nie liczyłam jeszcze wtedy czasu, oko zaczęło łzawić. To był pierwszy płacz od bardzo dawna i gdy teraz o tym myślę, sądzę, że było mi wtedy przyjemnie. Zostawiłam drzwi i położyłam się na czerwonym materiale.
Wtorek też pamiętam. Było deszczowo i mgliście, ale ja od samego rana żyłam słoneczną nadzieją, która przybierała postać dziurki od klucza. Podbiegłam do niej, nie oglądając się już na żółte firanki i szare gałęzie za nimi. Oko chciwie przywarło do wgłębienia. Tym razem zalała mnie fala – ciepła, błękitna i wszechogarniająca. Dałam się jej porwać tak bardzo, że po chwili nie wiedziałam czy pływam po morzu, czy szybuję wśród chmur. Było mi lekko na duszy, chyba się nawet uśmiechałam. Czułam jak woda dotyka mojej twarzy, rąk, brzucha. Delikatnie, ale bez wahania. Wydawało mi się, że robi wszystko, żeby mnie zapamiętać, może nawet pokochać. Chciałam pokiwać staremu światu na pożegnanie, ale wtedy znów poczułam deski pod stopami. Pomyślałam wtedy, że jeśli mam wracać, to dobrze byłoby mieć nowe buty. Te stare potwornie mnie uciskały.
Środa. Och tak! Pamiętam doskonale! Gdy zajrzałam do środka trafiłam na twardy, stabilny grunt. Dawno nie czułam takiej pewności. Bo czego może być pewna mała dziewczynka? Wyobrażałam sobie, że dotykam stopami kamyków, takich drobnych i śmiesznych. O przedziwnych kształtach. Jeden z nich przypominał mi mamę. Też była mała i zabawna. Powierzchnia skalnego okruszka wydawała się gładka, taka akurat do głaskania, gdy śnią się same niedobre sny. Spacerowałam jeszcze chwilę dookoła kamyka, aż zauważyłam, że wokół jest pełno zieleni. Zielony był wtedy moim ulubionym kolorem, dlatego nie zastanawiałam się długo. Pobiegłam. Kto mi uwierzy, gdy powiem, że tamtejsze pelargonie były wielkości drzew, a drzewa sięgały do nieba? Chciałam zobaczyć i powąchać wszystko. Znałam kogoś, kto tylko czekał na moje opowieści o zapachach, smakach, kolorach i dźwiękach. Z tego powodu kolekcjonowałam to wszystko w sobie, aż do mdłości. Nie zauważyłam, kiedy znów znalazłam się przy dziurce od klucza, wymiotując zapachem konwalii, smakiem jagód i dźwiękiem ocierających się o siebie liści brzozy.
Począwszy od czwartku, pamiętam coraz mniej. A szkoda, bo wtedy zaczynało robić się coraz ciekawiej. Moje oko obserwowało ruch najróżniejszych gwiazd, które otaczały miliardy innych, jeszcze piękniejszych. Podobno niektóre z oglądanych już dawno nie istnieją. Bywam gwiazdą czasami, ale to akurat zrozumiałam wiele lat później, patrząc w inne niebo i z innymi zmartwieniami w oczach. Gdy myślałam o galaktykach, ich losach i śmierci, nastał świt. Przestraszyło cię kiedyś słońce? Ja byłam śmiertelnie przerażona. To był jedyny raz, gdy od otworu w drzwiach uciekłam sama. Natychmiast tego pożałowałam, gdy pośrodku pokoju stałam w mokrej sukience i kałuży na deskach.
Piątek był beztroski. Pamiętam uczucie, gdy unosiłam się nad polami, wtulając głowę w czarno-żółte pióra. Później, stojąc bezpiecznie na ziemi, głaskałam ostre szpony i twardy dziób. Tak bardzo bałam się czy na skutek wylegiwania na sofie nie pachnę zanadto myszami - widocznie nie było tak źle, żyłam. Godziny mijały mi na zabawie z gołębiami, które jeszcze wtedy nie musiały przekazywać żadnych wiadomości, a ich ulubionym zajęciem było pilnowanie złotych, kurzych jaj. Popołudnie spędziłam na hamaku, zawieszonym między posępnymi dębami. Nie wierzyłam im za bardzo, bo przecież jak można być ponurym, gdy wśród gałązek skaczą sikorki. Ich żółte brzuszki, ich małe ciałka, ukołysały mnie do snu. Czy to ważne, że śniłam o morskich potworach?
Pamiętam sobotę. Widok koni, które tak wesoło biegały po łące, nie obawiając się węży. Głaskałam ich grzywy, językiem sprawdzałam smak uprzęży, jeszcze wtedy nie zastanawiając się skąd je mają i do czego mogą im służyć. Towarzyszyłam motylom w krótkim życiu, zakończonym wśród mchów. Nawet nie było mi przykro. Tego dnia tak bardzo nie chciałam wracać. Oddałabym wszystko, żeby zostać z ropuchą nieśmiało wyglądającą zza buraczanego liścia albo ze świerszczem, szepczącym polne plotki. Czy ktoś już wtedy powiedział mi, że marzenia się nie spełniają? Nikt nigdy. Gdy coś szarpnęło mnie za włosy pomyślałam, że to gałęzie próbują mnie zatrzymać, ale one tylko połamały się z trzaskiem. Rękę wykręcał mi reumatyzm krzyku, a gardło zalane było czymś ciepłym i cierpkim. Pojawił się Człowiek. Chyba go oczekiwałam. Drzwi huknęły potężnie, oko brutalnie rozstało się z dziurką od klucza, a ja zostałam prawie sama – uderzając drobnymi lędźwiami o ścianę, z podwiniętą do pasa sukienką.
Niedzieli właściwie nie pamiętam. Wiem tylko, że szlochając doczołgałam się do wielkich, brązowych drzwi. Były dla mnie wszystkim podczas tego dziesięcioletniego życia. Z trudem dźwignęłam ciało z kolan i zajrzałam przez otwór. Na próżno. Ktoś włożył klucz.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
waikhru · dnia 09.02.2011 10:23 · Czytań: 3679 · Średnia ocena: 4,75 · Komentarzy: 21
Komentarze
Usunięty dnia 09.02.2011 11:06 Ocena: Świetne!
Miło Cię znowu czytać :) I od razu przyznam, że jestem pod wielkim wrażeniem. I pomysłu i wykonania. Może przyczepiłabym się do paru kwestii kosmetycznych, ale nie jestem pewna, czy to by niczego nie zepsuło. Dlatego nie wytknę absolutnie niczego :) To zdecydowanie najlepszy tekst, jaki czytałam w tym roku.
Elwira dnia 09.02.2011 11:11
Opisanie pokoju jako więzienia udało Ci się bardzo dobrze. Dziecięce marzenie, które wylewają się przez dziurkę jako zdobyty klucz do wolności. Piękna metafora. I brutalne zetknięcie z szarą rzeczywistością. Tylko jak dla mnie, zbyt sucho opisane te marzenia i zbyt dosłowna końcówka. Takie kawy na ławę. Coś bym wycięła w przedostatnim akapicie, żeby uniknąć tej dosłowności. I opowiedziałabym kilka małych, ale barwnych przygód w tym świecie, widzianym przez dziurkę.
Za to bardzo dobra końcówka.
Pozdrawiam
waikhru dnia 09.02.2011 11:33
Dziękuję Ci bardzo Oke :) Zawsze jak wstawiam tekst po dłuższej przerwie, to jestem pełna obaw, więc tym bardziej jest mi miło.

Elwira, również dziękuję - obawiam się, że trudno będzie mi zmienić opis owych marzeń, nie chciałabym w tym tekście nic ruszać - jest on taki, jakim go sobie wyobraziłam ;) Jedyne nad czym faktycznie się zastanowię, to nad delikatnym zmniejszeniem dosłowności końcówki.

Pozdrawiam serdecznie!
JaneE dnia 09.02.2011 12:22
Kolejny ( w ostatnich dniach) tekst, który mnie przygniótł .
Nie potrafię udźwignąć dramatu dzieci.

Miniatura kojarzy mi się z obrazami surrealistów, ociera się o granicę jawy i snu.

Jestem pod wrażeniem
Usunięty dnia 09.02.2011 12:43
Trzyma się tu wszystko kupy nawet, coś się dzieje, a nie jakiś suchy, piękny fragment, który niewiele mi da. Na razie mi się podoba, bajką zalatuje, ale nie powiem żebym była pod wielkim wrażeniem (nie wiem dlaczego), choć jest to tekst, który ma duże predyspozycje. Czegoś mi tu zabrakło.

Pozdrawiam.
Abakarow dnia 09.02.2011 14:57 Ocena: Świetne!
witaj,

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego tekstu. Metafora stworzenia świata widziana oczami dziesięcioletniej dziewczynki napisana tak barwnym językiem strzela prosto w potylicę. Z wydźwiękiem filozoficznym tego tekstu można by polemizować ( no bo jak można nie pamiętać ostatniego dnia odpoczynku :) , ale zamysł i koncepcja budzi szacunek.

aha...czy nie za dużo w pierwszej części tekstu przymiotników ? (ale to drobiazg)

pozdrawiam

ps.nie zmieniaj końcówki...ładna jest
Usunięty dnia 09.02.2011 16:48 Ocena: Świetne!
Ja głosuję za tym, żeby nie zmieniać absolutnie nic.
Almari dnia 09.02.2011 18:50
Piękna, wzruszająca historia. A mnie się właśnie ta dosłowność na końcu podoba. Tworzy znakomity kontrast wobec marzeń dziecka, tak idealnych i kolorowych. Szkoda że utopii pilnuje taki okrutny strażnik, który niweczy wszelkie chęci i pragnienia. Tak właśnie go odczytałam, jako plugawe i ohydne ścierwo.

Pozdrawiam.
Bajdurzysta dnia 09.02.2011 20:58
Mam wrażenie, że stoję wraz z bohaterką w owym pokoju i wraz z nią przysłuchuję się, przyglądam i drżę w obliczu wszystkich tych dziwów, chwilami radosnych, a chwilami tak mrocznych.
Jestem pod ogromnym wrażeniem plastyki tego tekstu... urzekłaś mnie opisami, które rozlały się przede mną niezwykle sugestywnym obrazem.
Zgadzam się z Oke_Mani - nie zmieniaj niczego w tym tekście!
Tjereszkowa dnia 09.02.2011 22:27
Witaj. Mocno odczułam Twój tekst. Doszedł aż do szpiku i rozszedł się po całym ciele. Podoba mi się to, iż będąc konkretną wizją pozostawia wiele furtek do interpretacji zachęcając do zabawy... Ja widziałam rozwijającego się człowieka, pełnego kolorów, smaków, dźwięków i Marzeń, uczącego się i rosnącego w nowe doznania. Czy końcowa scena to los? A może wybór dojrzałej już jednostki? W sumie nieważne. Smutek zostaje ten sam. Dzięki za mocne wrażenia.
Pozdrawiam ciepło
zajacanka dnia 09.02.2011 23:08
A ja choruje ciezko po takich tekstach. Mowie o tematyce. Malujesz slowem, obrazami. Dajesz wyobrazni czytelnika nieskonczone pole, a potem... zabijasz.
Swietny tekst!
Pozdrawiam
Tjereszkowa dnia 09.02.2011 23:35
Wróciłam, bo zapomniałam dodać, że tytuł świetnie dobrany. Pozdrawiam gwiaździście :)
katrinasr2 dnia 10.02.2011 04:01 Ocena: Świetne!
Super historia:) Czułam to co czytałam, zdanie za zdaniem coraz bardziej się utożsamiałam z bohaterką. Gratuluję i ciesze się, że tu zajrzałam.
waikhru dnia 10.02.2011 10:58
Dziękuję za te wszystkie bardzo pozytywne opinie. Nie ukrywam, że sama lubię ten tekst - był on napisany spontaniczne, w pół godziny, i doszłam do wniosku, że takie prace chyba wychodzą najlepiej:) Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam gorąco!
zawsze dnia 10.02.2011 17:15
Witam serdecznie. Czytałam Twój tekst wczoraj i nie mogłam się na nim skupić, miał jednak w sobie coś hipnotyzującego, toteż wróciłam...
Z kwestii kosmetycznych mam parę uwag z wczoraj:
Cytat:
Po kilku minutach – ilu? Nie wiem, nie liczyłam jeszcze wtedy czasu, oko zaczęło łzawić.
Drugi przecinek warto zastąpić myślnikiem.
Cytat:
Bywam gwiazdą czasami,
Szyk: czasami bywam gwiazdą
Cytat:
Tak bardzo bałam się(,) czy na
brakuje przecinka
Cytat:
Gdy coś szarpnęło mnie za włosy(,) pomyślałam,


I to tyle. Przyznam Ci się, że zamieszczam uwagi wyłącznie dlatego, że wyłapałam je przy pierwszym czytaniu. Teraz oficjalnie stwierdzam, że popłynęłam z tekstem i wszystko jest na swoim miejscu. Poza drobną kosmetyką, jak to powyżej, nie zmieniałabym nic. Pozdrawiam Cię serdecznie.
Izolda dnia 10.02.2011 22:28
Z przykrością stwierdzam, że wszystko co chciałabym powiedzieć już napisano przede mną. Pozwól, że po prostu pochwalę całość w szczególe i ogóle (pomysł, wykonanie, tytuł, środki jezykowe gładko obracające się ustach). Przyjemnie poczytać coś dobrego.
Jack the Nipper dnia 13.02.2011 09:56
Pierwsze skojarzenie miałem dość dziwne - oto jakieś dziewczę opisuje swoje pierwsze doznania seksualne, najpierw łagodne i przejmene, potem coraz bardziej intensywne, w końcu brutalne, zakończone gwałtem.

Drugie skojarzenie było już zblizone do kręgów biblijnych o siedmu dniach stworzenia świata czy coś takiego, więc postanowilem pozostać przy skojarzeniu pierwszym.

Bardzo dobrze napisane.
Wasinka dnia 13.02.2011 10:08
Siła obrazów i intensywność doznań przebija przez tekst. Można tu sobie powyciągać różne interpretacje, ale każda kończy się dość brutalnie...
Zatapiamy się wraz z bohaterką w świat dojmujących emocji, najpierw pozytywnych, w których z przyjemnością się kąpiemy, by później doświadczyć nagłego wstrząsu, który kontrastuje z dotychczasowymi łagodnymi (choć ekscytującymi) doznaniami.
Sugestywne opisy pomagają czytelnikowi przeżywać wraz z dziewczyną.
Pozdrowienia.
Adela dnia 28.02.2011 18:50
Sugestywny, malowniczy tekst. "Podział" na siedem dni bardzo mi się spodobał.
Pozdrawiam
A.
victorys dnia 01.03.2011 22:35 Ocena: Bardzo dobre
Udany tekst. Taka miniaturka, świat zamknięty w samym sobie, w obrębie utworu. Moim zdaniem nic specjalnie nie trzeba zmieniać.
TomaszObluda dnia 10.06.2011 22:32
Dużo przymiotników. Bardzo dobre.Niesamowity klimat. Nie przepadam,za takimi utworami, ale ten mi się spodobał.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Jacek Londyn
29/02/2024 11:09
Wreszcie ciekawszy (dla mnie) tekst. Teksty z podróży nie… »
Zdzislaw
29/02/2024 09:45
Jacku, dobrze odebrałeś mój przekaz :) Na szczęście miałem… »
Kazjuno
28/02/2024 22:59
Gosposię, Zbysiu, w odpowiedzi na mój komentarz, ująłeś w… »
Kazjuno
28/02/2024 22:13
Zbysiu Zaciekawiłeś mnie powyższym komentarzem. Bliski… »
Jacek Londyn
28/02/2024 19:03
Zdzisławie, z treści fraszki wnioskuję, że pomimo… »
Marek Adam Grabowski
28/02/2024 15:55
Zamiast pisać od nowa wklejam mój komentarz z innego… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 15:24
Kaziu Nie zrozumiałeś mnie niestety, jeśli chodzi o… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 15:06
Kaziu To jest niedokończony przeze mnie komentarz, tak jak… »
Kazjuno
28/02/2024 13:26
Sposobów na poderwanie "gosposi" może być wiele.… »
Kazjuno
28/02/2024 13:01
Cieszę się, że przeczytałeś i dzięki za taaaaaaki duży i… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 00:40
Kaziu Pisałem wcześniej o pomyśle na część 5-tą, już ją… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 00:14
Roninie Podobała mi się ta miniatura. Chociaż zacząłem od… »
Kazjuno
27/02/2024 23:32
No, Zbysiu, Muszę pogratulować! Nie należę raczej do… »
Zbigniew Szczypek
27/02/2024 23:23
Kaziu Nie pamiętam, co czytałem i nie skończyłem… »
pliszka
27/02/2024 23:22
Muszę przyznać, że tekst ten skłonił mnie do szczególnie… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 28/02/2024 12:15
  • Dla nas to było takie samo zaskoczenie jak i dla Was ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 28/02/2024 12:00
  • No to śmieszne nie było, już rozwijałem matę i owijałem papierem ryżowym krótkie tanto... ;-]
  • Redakcja
  • 28/02/2024 11:50
  • Wracamy po krótkiej przerwie. Tęskniliście? ;-)
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
Ostatnio widziani
Gości online:21
Najnowszy:seo-city_2023