Empire, cz.6. Pokój numer 402 i dwa świerszcze - Adela
Proza » Długie Opowiadania » Empire, cz.6. Pokój numer 402 i dwa świerszcze
A A A
Budząc się, nie mogę odgadnąć gdzie jestem. Nie rozpoznaję ani sufitu, ani ścian, ani okien. Wilgotne podłoże zapomnianej od stuleci studni wciąga mnie, niczym trąba powietrzna. Potrzebuję ratunku, chcę wołać o pomoc, ale w gardle, w miejscu strun głosowych, wyrosły mi dwie splecione liany. Tkwię w tej nieokreślonej przestrzeni chyba wieki, zamrożona, zamszona, samotna. Najbezpieczniej jest odwrócić się w stronę drugiej połowy łóżka, by sprawdzić czy obok mnie leży moja pięcioletnia siostra, czy może któreś z samczych, dorosłych ciał. Nie zdążam jednak tego uczynić, ponieważ jakimś niewytłumaczalnym cudem odzyskuję słuch, dzięki któremu identyfikuję donośne głosy, odbijające się o ściany długiego korytarza. Ktoś puka do drzwi, a z ich drugiej strony unosi się męski tenor, który bez wątpienia zwraca się do mnie.
- To ty gotujesz zupę? Właśnie przypala się.

Akademik, ulica Studencka, trzecie piętro, pokój numer 402 - wielkości pudełka zapałek. Moja współlokatorka jest jeszcze na zajęciach, a ja zdrzemnęłam się, zostawiając w kuchni, oddalonej o parę metrów od pokoju, gotujący się na gazie barszcz. Wznoszę dziękczynne modły wszystkich bogów, bagnistych duchów i czterolistnych koniczyn, śmiejąc się z siebie i nie dowierzając, że od razu nie skojarzyłam kilku banalnych faktów. Z uspokojonym atakiem serca, odstawiam, syczący ze wściekłości, garnek do zlewu.

Piękna polska jesień. Skulone od chłodnego powietrza liście, na znak wisielczego buntu, zygzakowatym torem spadają z drzew. Niegdyś były zielonymi cielskami, dumnie uczepionymi na gałęziach. O tej porze roku przybierają postać, kruszących się pod ludzkim ciężarem, kameleonów. Podczas jesieni najpiękniej jest mieć dwadzieścia lat: splamioną krwią i spermą pościel i niedoczytaną książkę, leżącą pod łóżkiem. Wtedy wydaje się, że w chaosie można odnaleźć porządek, w dzikich wygibasach - spokój. Daję się ponieść myślom, że posiadam umysł dojrzałej kobiety, tymczasem jestem niczym innym, jak małym świerszczem, raz po raz grającym swoje melodie. Wychylając nos z dziupli, zerkam na świat. Marzę o dalekich podróżach z domem na plecach - upragnionym garbem. Bez pamiętników, zapisków, kolorowych zdjęć. Na stopa, autobusem, pociągiem, samolotem. Wojaży jest tak wiele, że wraz ze współlokatorką nie zdążam systematycznie uzupełniać asortymentu piwa, aby mogło nam towarzyszyć przy omawianiu szczegółów eskapad. W poniedziałek, za sprawą nocnych rozmów, byłyśmy pod murem Chińskim, nieopodal gór Nan - Szan. Wtorek zaś przeznaczyłyśmy na wizytę w Cerkwi Wasyla Błogosławionego w Moskwie, by już w środę delektować się pobytem w Dolinie Królów. Naszą małą, zamkniętą na cztery spusty chatkę wyścieliłyśmy kobiercami żylastych map. Niestraszne nam rdzawe barwy gór i ich śmiercionośnych szczytów ani głęboki brąz nieodkrytych przez ludzką stopę jaskiń. Rozległe, błękitne plamy oceanów przepływamy z niedowierzającą zwinnością. Nasz strach niemocy zaczerpnięcia powietrza osiąga apogeum przy krętych liniach wielkich rzek świata. Tonęłyśmy w Amazonce i Dunaju, wody Jeniseju i Kongo próbowały wypełnić nasze płuca. Z wszystkich walk o kolejną szansę pozostania żywym, wyszłyśmy prawie bez szwanku; nie licząc kilku szwów na łokciach i kolanach: higienicznych pamiątek z przebytej wyprawy.

Na suchym lądzie, gdzie jest w miarę bezpieczne, co dzień odbywa się dobrze nam znany cyrk stawania się dorosłym człowiekiem: wygodnego dobierania słów i używania cieni do powiek. Każdego dnia zadajemy sobie pytanie: czy przeznaczyć pięć złotych na obiad w stołówce studenckiej, czy na LM-y? Systematycznie bierzemy udział w niedzielnych spacerach po supermarketach, kupując soki z promocji, a wieczorami pokazujemy barmanom dowód osobisty. Nasze rozmowy z rówieśnikami o planach na przyszłość, polityce, medycynie, kinie, stają się wyrafinowane. Przekrzykując kompanów dyskusji, wymieniamy spostrzeżenia na temat wojny w Czeczenii, Bośni, Afganistanie lub o konflikcie palestyńsko - izraelskim. Czasami w swoich „intelektualnych” wywodach zahaczamy o kilka afrykańskich państw, przeplatając opisy zbrodni wojennych z reklamą proszku do prania. Paradoksalnie przeistaczamy się w ten typ człowieka, którym zawsze gardziłyśmy. A tak naprawdę, oprócz paru informacji zdobytych przez Internet, gówno wiemy o tych wszystkich realnych horrorach!
Czuję się bezradna. Zostałam z niezrozumiałego dla mnie powodu wplątana w ambitny rozgardiasz dorosłości, bez szansy odwrotu. Nie mam najmniejszych szans na schowanie się w ciepły, przytulny piach. Zwieszam głowę, co pozwala mi dogłębnie poznać niezrównany rzeźbiarski talent czasu. Nikt tak dobrze jak ja nie zna wyżłobionych nierówności, zacieków i pęknięć na płytach chodników w całym mieście.
***
- Jesteś zbyt wrażliwa. Wszystkie twoje opowieści to tylko dobrze skondensowane mrzonki. Nic więcej! - moja współlokatorka, nigdy mnie nie rozpieszczała. Tymczasem czasy studenckie skończyły się bezpowrotnie. Zastanawiało mnie wtedy jedno: czy potrafię zmierzyć się z życiem poza akademikiem? Doskonale wiedziałam, że będę musiała przejść przez pewnego rodzaju proces degradacji, który spowoduje, że stanę się panienką w garsonce z teczką pod pachą. Tymczasem uwielbiałam swoją mleczną skórę rusałki, ubranej w dżinsy, stary sweter z małą kieszonką, w której chowałam pusty portfel i gumy do żucia. Gdzie mam pójść? Wszystkie książki, ubrania, kosmetyki zostały już spakowane. Jeszcze przed ukończeniem studiów, starałam się znaleźć pracę, niestety moje plany nie ujrzały światła dziennego. Gdzie mam pójść? Czy wrócić do domu rodziców, którzy głęboko wierzyli, że wraz z odcięciem pępowiny rozpocznę karierę zawodową? Czy już jutro zarejestrować się w urzędzie pracy jako bezrobotna, na wypadek, gdyby przejechał mnie samochód, a co za tym idzie, aby lekarze spróbowali poskładać moje pogruchotane kości? Zauważyłam, że te same pytania zadaje sobie spora część moich znajomych - absolwentów studiów humanistycznych (oprócz tych, dla których Święty Mikołaj był hojny i podarował im ciocię dyrektorkę lub wujka prezesa).

Miałam całą noc na pożegnanie się ze swoimi kątami. Chciałam usiąść pod miotłą, zapiszczeć mysią arię i wyjechać. Niestety, moja współlokatorka, której osobliwą wadą i zarazem przecudowną zaletą jest spryt, w każdym narożniku pokoju rozstawiła pułapki na myszy wielkości ogrodowych krasnali. Gdy odkryłam jej podstęp, co oznajmiłam przesadnym grymasem twarzy, powiedziała.
- Pójdziemy do Tawerny, opowiesz mi jakąś historię. Wiesz, że bardzo je lubię.

Cdn:)














Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Adela · dnia 17.02.2011 09:45 · Czytań: 1137 · Średnia ocena: 4,33 · Komentarzy: 15
Komentarze
Usunięty dnia 17.02.2011 12:19
Tytuł wabi jak miód muchy :)

Pierwszy akapit jest mistrzowski, jeśli opisujesz to co mam na myśli, czyli stan, kiedy jeszcze śpimy, a już się obudziliśmy. Jeśli nie, to nie zrozumiałam :]

Jestem pod wrażeniem. Może dlatego, że wszystko to znam z autopsji. Ale sama nie potrafiłabym tego tak opisać, a zawsze podziwiam to, czego sama nie potrafię.

Jesteś z Wrocławia? :)
Olowiany Zolnierzyk dnia 17.02.2011 15:30
To się czyta.
Adela dnia 17.02.2011 19:32
Oke_Mani, Tak, w pierwszym akapicie chciałam opisać, to o czym napisałaś w komentarzu. Dziękuję za pozytywne wrażenie:)
Nie jestem z Wrocławia, aktualnie mieszkam w Pradze i delektuję się czeskim piwem i knedlikami i przytyłam z okazji zimy:) Pochodzę z małej wioski niedaleko Oświęcimia:). Wrocławia niestety nie znam:(

Olowiany Zołnierzyku hmm, nie wiem, jak mam zinterpretować Twój komentarz. Odbieram in plus, ale nie wiem:)
Pozdrawiam,
A.
Usunięty dnia 17.02.2011 20:16
Piękny fragment, język cudowny, ja bym tak nie potrafiła. I wzruszyły mnie jej mleczna skóra, dżinsy i sweter z kieszonką na gumy i pusty portfel:) Bardzo ładny, zgrabnie napisany kawałek.
Pozdrawiam:)
Elwira dnia 17.02.2011 20:55
To Ci naslodzili :) ale od tego to jeszcze nikt lepiej pisać nie zaczął, więc do roboty ;)

Cytat:
Budząc się, choć staram się z całych sił, nie mogę odgadnąć, gdzie się znajduję.

w jednym zdaniu się 3 razy

Cytat:
w gardle(,) w miejscu strun głosowych(,) wyrosły


Cytat:
by sprawdzić, czy obok mnie

wyrzuć przecinek sprzed czy

Cytat:
odzyskuję słuch. Zza drzwi dosłuchuję się paru donośnych głosów, odbijających się o ściany długiego, zdaje się, że kilkudziesięciometrowego, korytarza. Ktoś puka do drzwi, a z ich drugiej strony, unosi się męski tenor, który bez wątpienia zwraca się do mnie.

pogrubiłam powtórki, warto by było coś znimi zrobić

Cytat:
?... Właśnie

po pytajniku nie stawia się już żadnego znaku interpunkcyjnego, chyba że jest on w nawiasie

Cytat:
w oddalonej o parę metrów od pokoju kuchni, gotujący

szyk: w kuchni, oddalonej o parę metrów od pokoju, gotujący

Cytat:
dziękczynne modły wszystkich Bogów

do wszystkich bogów

Cytat:
O tej porze roku przybierają postać, kruszących się pod ludzkim ciężarem, kameleonów. Podczas takiej jesieni

tej, takiej - powtórka, takiej bym zwyczajnie wyrzuciła, nic nie wnosi

Cytat:
wydaje się, że w chaosie można odnaleźć porządek, w dzikich wygibasach - spokój. Daję się ponieść

2 razy się

Cytat:
czujemy się w miarę bezpiecznie, co dzień odbywa się dobrze nam znany cyrk stawania się dorosłym

3 razy się
Cytat:
schowanie głowy w ciepły, przytulny piach. Zwieszam głowę,

głowy, glowę - powtórka

Cytat:
dla mnie bezpowrotnie. Zastanawiało mnie wtedy jedno

2 razy mnie, dla mnie - można spokojnie wyrzucić

Ok, z grubsza by było na tyle :)
Czyta się dobrze, masz dobry styl. Podoba mi się, że tekst jest o normalnych ludziach i ich "nudnych" problemach. Przez to mogę się utożsamić z bohaterką, poczuć to, co ona, spróbować przewidzieć, co zrobi i porównać z własnym postępowaniem. Jeśli nadal będzie to opowieść o ludziach takich jak my, bardzo chętnie przeczytam.

Pozdrawiam.
Izolda dnia 17.02.2011 21:29
Szukałam jednego słowa, które opisałoby Twoje opowiadanie i przyszło mi do głowy - urokliwe. Uśmiechałam się do Twoich słów, bo posługujesz się językiem w sposób, który budzi zachwyt. Bardzo mi się podobało, dobrze, że cdn
Adela dnia 17.02.2011 21:37
Ardo, dziękuję za miłą lekturę. Napisałabyś to nie tak (wiadomo - musimy się różnić - taki nasz człowieczy przywilej:)), ale inaczej i być może lepiej:) Myślę, że nie można nie wierzyć w swoje siły:)
Dziękuję i pozdrawiam,
A.

Elwiro, dziękuję za wskazówki. Uwagi są dla mnie bardzo cenne, bo dzięki nim mam możliwość spojrzenia na tekst z krytycznej strony. To "się" nie wpadło mi w ucho:) No tak, należy to wyeliminować. Zapraszam do lektury moich tekstów, jak również krytyki:)
Pozdrawiam,
A.
Usunięty dnia 17.02.2011 22:04
We Wrocławiu z akademików Uniwerku jest niedaleko do Tawerny, stąd to skojarzenie :)
Wasinka dnia 18.02.2011 01:26
Z chęcią zaglądam do kolejnych Twoich pokojów i mam nadzieję, że będą następne. Tutaj wiem, że ciąg dalszy nastąpi, ale mnie także intrygują inne pokoje, do których pozwolisz jeszcze czytelnikowi zajrzeć...
Ładne porównania, skojarzenia, myśli. I te skulone od chłodu liście... Zresztą już w tytule jest uroczo ze świerszczami. Takie szczegóły (między innymi) ocieplają Twoje opowieści, zamykają czytelnika w świecie, który kreślisz.
Już Ci chyba pisałam, że tworzysz specyficzny klimat. A ja to akurat, wraz z pomysłem, ciekawymi skojarzeniami słownymi, interesującymi myślami, bardzo cenię.
Pozdrawiam księżycowo :)
pisag dnia 18.02.2011 08:22
Kolejny pokój w którym się na moment znalazłam.
To będzie krótki komentarz ik napiszę tylko - bardzo dobre opowiadanie.
Adela dnia 18.02.2011 18:53
Oke_Mani, czyli wychodzi na to, że ,być może, znaczna część akademickich miasteczek posiada swoją Tawernę:)

Wasinko, dziękuję za miłe odwiedziny w moim pokoju:)

Pisag, cieszę się, że i ten pokój cię zaciekawił:)

Pozdrawiam,
A.
Kushi dnia 19.02.2011 13:11 Ocena: Bardzo dobre
Adelko witaj.
Nic tylko przysiąść się do twoich opowiadań z kubkiem ciepłej kawy i się zaczytać :)
Bardzo spodobały mi się w tym opowiadaniu, Twoje wyimaginowane podróże:)
No a ja czekam jeszcze na coś w stylu mojego diabełka Fajtłapełka koniecznie:D
Pozdrawiam ciepło i miłego dnia życzę:)
Usunięty dnia 19.02.2011 13:22 Ocena: Świetne!
Adelo,

W twojej prozie jest ten rodzaj magii, który bardzo mi odpowiada, choć piszesz o pozornie realnych, naturalnych rzeczach. Jest w ta przestrzeń dla czytelnika, by tłumaczył sobie sam twoje słowa.
Poziom fest, i językowy, i literacki. Świetne!
Adela dnia 19.02.2011 14:35
Kushi, dziękuję. Bajki będą, będą, ale troszeczkę później, narazie je poprawiam:)

latino17 cieszę się, że widzisz w moich tekstach przestrzeń:) Dziękuję.

Pozdrawiam,
A.
Usunięty dnia 11.04.2011 18:15 Ocena: Bardzo dobre
Podoba mi się jak piszesz, bo o powszedniości jakby, a jednak tak niepowszednio -:). Z tym, że taki smutek, i to wcale nie nostalgioczny, choć jakby z nadzieją, że nie wszystko było, bo może jednak i będzie... Tak odbieram Twoje teksty. Pozdrawiam -:)B)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
25/05/2022 00:14
Przeczytałam po raz wtóry i teraz nie jestem pewna co do… »
wolnyduch
24/05/2022 23:08
Wymowny i bardzo smutny wiersz, ale na szczęście nie każdy… »
wolnyduch
24/05/2022 22:36
Wiem, wiem :) Literówki to moja specjalność, niestety,… »
Kobra
24/05/2022 22:10
Super. Każdy wers nie pozwalał się oderwać. Są emocje. I jak… »
Kobra
24/05/2022 22:08
Aj - dubek, literówka. Miało być dubel :) »
wolnyduch
24/05/2022 18:43
Takie bonusy, to, msz głównie wśród celebrytów można… »
wolnyduch
24/05/2022 18:38
Witaj Lilko To pewnie przez tego kosa, takie, a nie inne… »
wolnyduch
24/05/2022 18:36
Niezwykle ciekawy wiersz, o smutnym zabarwieniu,… »
Lilah
24/05/2022 15:58
Kurczę, i mnie się mrówki przywidziały, coś w tym jest.:)»
Lilah
24/05/2022 11:46
Uśmiechnęłam się szeroko, czytając Twój komentarz, tetu -… »
FrancodeBies
24/05/2022 08:46
Dziękuję za wizytę. Nie jest łatwo być sobą, a według… »
wolnyduch
24/05/2022 00:01
Świetny wiersz, poruszający i nawiązujący do aktualnych… »
wolnyduch
23/05/2022 23:53
Ciekawie o transformacji, lubię takie esencjonalne wiersze,… »
wolnyduch
23/05/2022 23:37
No nie wiem czy nie ma, jeśli wierzymy np. w Boga, to… »
wolnyduch
23/05/2022 23:25
Ja bardzo lubię takie "tasiemce" miniaturki mają… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas