Droga - ciąg dalszy VI - nicekk
Proza » Przygodowe » Droga - ciąg dalszy VI
A A A
Wolno idąc w końcu dotarłem do szałasu. W pierwszej kolejności spojrzałem w stronę drzewa gdzie zostawiłem kawałek chleba dla małej. Nie było go. Ucieszyłem się niesamowicie. Wiewióra musiała go wziąć, a jeśli tak to mniej się mnie boi. Tym razem postanowiłem, że kawałek chleba położę nieco dalej od drzewa. Chciałem sprawdzić, czy mała odważy się podejść jeszcze bliżej. Jak wymyśliłem tak też zrobiłem, po czym sam zabrałem się za jedzenie. Byłem głodny jak wilk, a może nawet bardziej, a do dyspozycji miałem, jak zwykle tylko chleb. Najważniejsze jest to, że mam co włożyć do buzi. Jakby teraz stanęła przede mną blond wróżka i zapytała by się co pragnę do jedzenia, to może i moje życzenie jest głupie, ale poprosiłbym o kaszę mannę. Tylko taką gęstą z polewą truskawkową. Jak byłem dzieckiem to mogłem jeść to danie bez końca. Widać ochota na to co dziecinne mi nie minęła.

Niestety czarodziejka się nie pojawiła, a więc pozostaje zjeść suchy chleb i popić go moją herbacianą kombinacją. Na deser może kilka jeżynek, które zrywam z krzaczka, który rośnie tuż za szałasem. Nie ma ich za wiele, ale to zawsze jakieś urozmaicenie i źródło witamin. Po posiłku położyłem się – byłem senny. Musiałem dobrze wypocząć przed tym co czekało mnie jutro. Zasnąłem szybko. Nie było uciążliwych rozmyśleń.

Wstałem po kilku godzinach, a ponieważ nie miałem specjalnych zadań, zabrałem się za wykonywanie czegoś czego robić nie lubię. Ta rzecz do której podchodzę z taką niechęcią to pranie. Trudno mi opisać jak bardzo tego nie lubię. Gdybym mógł się z kimś zamienić zrobił bym to bez wahania. Niestety takiej możliwości nie było, a więc musiałem sobie radzić samemu. Nieopodal mnie płynął strumyk, z którego to pobierałem wodę do picia. Tam myłem naczynia i prałem ciuchy. Robiłem to trochę jak w średniowieczu, czyli moczyłem ubrania, po czym szorowałem je na kamieniu. Jedno co różniło moje pranie od starożytnego to fakt, że ja miałem mydło co bardzo ułatwiało sprawę. Zabrałem się za to szlachetne zajęcie. Trwało to trochę, ale udało się. Zaraz po tym wróciłem znów do szałasu. Rozwiesiłem pranie na sznurkach i odczuwając zmęczenie, położyłem się ponownie spać.

Dzisiejszej nocy nie mogłem pozwolić sobie na luksus, nie pójścia do pracy. Musiałem zarabiać pieniądze, bo w zimie mi się przydadzą. Zima jest chyba najgorsza i wtedy właśnie też najtrudniej o jedzenie. W lesie go nie ma, a w skarbcach odnajduję coraz mniej pożywienia, a gdy jest to zamarznięte. Ciężko jest znaleźć cokolwiek nadającego się do spożycia. Wtedy dobrze mieć pieniądze by zjeść coś ciepłego lub chociaż kupić chleb. Nie jest łatwo, ale jak to mówił pewien mądry człowiek: „Zawsze może być gorzej”. Bywają jednak takie momenty gdy trudno zdobyć się na optymizm i ujrzeć coś gorszego, jeżeli w około jest tylko lepiej. Staram się jednak tak nie postrzegać sprawy, bo wtedy naprawdę ciężko jest funkcjonować. W nocy wstałem i poszedłem do roboty. Dzisiejsze łowy nie były takie złe...


Gdy wstałem zjadłem śniadanie i ruszyłem w stronę domu staruszki. Teraz właśnie zaczęły mnie nawiedzać myśli, dotyczące tego co wydarzy się za chwilę. Strach to chyba było najintensywniejsze ze wszystkich uczuć, ale jak postanowiłem nie mogłem się wycofać, a więc jedyne co mi pozostawało to stawić czoła swojemu lękowi. Nie chciałem układać sobie scenariuszy, bo te zazwyczaj w konfrontacji z rzeczywistością się nie sprawdzają, a człowiek wtedy się jeszcze bardziej deprymuje i gubi. Wolałem wymyślać taktykę na poczekaniu, czyli wtedy kiedy będę z nią miał bezpośrednio kontakt. Dotarłem w końcu do domu staruszki.

Stanąłem przed drzwiami. Wziąłem głęboki wdech i zapukałem. Otworzył nie kto inny jak młody. Do końca nie wiem czemu, ale zaskoczyło mnie to dość mocno. Szybko jednak się pozbierałem i powiedziałem pewnym głosem:

- Witam cię Wojtku.
On najwyraźniej nie był zadowolony z tego, że mnie widzi i zamiast przywitać się ze mną, olał mnie. Zostawił drzwi otwarte i poszedł do pokoju. Światkiem całego zajścia była kobieta, która od razu wstała z miejsca i powiedziała przywódczym głosem:

- Wojtku chciałabym byś dziś pomógł Grzegorzowi w pracy.
Chłopak zareagował nieco mało sympatycznie mówiąc bezczelnie:

- Ja nie będę niczego z tym brudasem robił!

- Wojtku proszę cię nie mów tak i zachowaj się choć raz, tak jak przystało na grzecznego chłopca.

- Z tym, że ja nie jestem grzecznym chłopcem.
Po tych słowach zauważyłem jak do niedawna jeszcze pełna nadziei twarz babci, zaczęła zamieniać się w smutną i ogarniętą beznadzieją. Zdawało się też, że oczy kobiety zaczęły nasiąkać łzami i krok dzielił ją od płaczu. Widząc to chłopiec zmiękł i zmienił się w czującą istotę, która nie chce krzywdzić swoich bliskich. Chwilę później odezwał się w tak czuły sposób, że gdybym był niewidomy to chyba bym pomyślał, że w tej rozmowie bierze udział jeszcze jedna osoba.

- No dobrze babciu zrobię co chcesz, ale proszę nie płacz, dobrze?

- Zrobisz to dla mnie? – powiedziała staruszka w taki sposób, jakby nagle emocjonalnie zmartwychwstała. Wtedy uświadomiłem sobie, że kobieta w sposób bardzo sprytny zaaranżowała całą tą sytuację. Być może wiedziała, że to wyzwoli w nim pozytywne uczucia. Tak, czy siak udało się jej osiągnąć to co planowała.

- Tak zrobię to. Powiedz mi tylko co to takiego, bo jak na razie nie było jeszcze o tym mowy. – młody wrócił do swojego pierwotnego tonu widząc, że z babcią już lepiej.

- Mieliśmy przycinać wiśnie, ale stwierdzam, że ważniejsze było by załatanie dziur w dachu komórki, bo można już przez nie oglądać gwiazdy. – kobieta spojrzała na mnie szukając potwierdzenia, czy podejmę się tego zadania. Nie wiedziałem przeciwwskazań szczególnie, że kiedyś trochę robiłem na budowie, a więc mniej więcej wiem o co chodzi. Powiedziałem:

- Myślę, że damy radę.

- No to fajnie. W takim razie idźcie pracować, a ja w tym czasie zajmę się przygotowywaniem obiadu.
Wojtek przez cały ten czas milczał. Najwyraźniej nadal nie podobał mu się pomysł babci. Nie mógł jednak nic zrobić, przecież obiecał staruszce. Nie była mu ona obojętna, a więc tym trudniej było mu po prostu odmówić. Podczas całej tej sytuacji zrozumiałem, że ten chłopak nie jest antychrystem, czy jakimś innym wcieleniem zła. On po prostu jest zagubiony w swoich uczuciach, a ten stan spycha go coraz bardziej w beznadzieję. Wiem coś o tym i jestem najlepszym przykładem, gdzie może prowadzić taki stan. Mógłbym mu tak wiele powiedzieć i przed tak wieloma rzeczami go uchronić, ale nie wiedziałem od czego zacząć. Nie byłem dla niego autorytetem. W jego oczach byłem nikim, ale to też miało swoje plusy. Będąc nikim nie mam nic do stracenia, a więc należy próbować i mimo, że powtarzam to sobie cały czas, ale ja naprawdę chcę coś robić i zmieniać świat. Choć chyba świat to nieco przesadne sformułowania, ale tego właśnie pragnąłem.
Chwyciłem klamkę i otworzyłem drzwi. Stojąc w progu obróciłem się chcąc zobaczyć, czy młody idzie. Jak się okazało był tuż za mną. Chyba wychodził z założenia, że im szybciej zaczniemy tym szybciej skończymy, a jego męka ustanie. Ruszyliśmy w stronę komórki. W sumie to właśnie w tym miejscu mnie wtedy lali, ale nie chciałem tego wypominać. Chyba w jakiś sposób po prostu mu wybaczyłem to co wtedy się stało. Weszliśmy do komórki. Zacząłem się rozglądać, żeby ocenić co trzeba zrobić i jak się do tego zabrać. To co zobaczyłem przeraziło mnie, bo tam nie tyle co było kilka dziur, ale praktycznie było tylko kilka miejsc, gdzie można powiedzieć, że dach był szczelny. Wszystko wskazywało na to, że zajmie to kilka dni, bo najpewniej będzie trzeba kłaść cały dach, a nie tylko uszczelniać go w niektórych miejscach, jak powiedziała to kobieta.

- No nic czeka nas kilka dni roboty. – tak właśnie podsumowałem to co zobaczyłem.
Wojtek spojrzał na mnie i skrzywił się. Nie spodobała mu się ta wiadomość. Mi to grało, bo będę miał więcej czasu na to by dotrzeć do chłopaka.

- No nie krzyw się tak. Trzeba wykonać powierzone zadanie tak, czy siak. Przy okazji może przekonasz się do mnie.
Młody mruknął coś pod nosem. Dokładnie nie usłyszałem, ale było to coś z serii: „ mi to obojętne, a więc jak wolisz”. Nie było to co oczekiwałem, ale lepsze takie coś, niż milczenie. Do przełamania lodów jeszcze kawał drogi... Zacząłem myśleć nad tym od czego zacząć remont.

- Znasz się na dekarstwie?

- Nie. – burknął niechętnie Wojtek.

- Nigdy nie pomagałeś przy remontowaniu dachu?

- Nigdy.

- A widziałeś chociaż jak to się robi?

- Nie.

- Czyli nie wiesz nic na temat tego co mamy robić? – ciągnąłem serie pytań.

- Coś tam wiem, ale nie wiele. – wreszcie chłopak zrobił to na co czekałem, czyli powiedział coś od siebie, choć trochę wyzbywając się tej niechęci. Nie rezygnował jednak, ani na chwilę z buntowniczego tonu wypowiedzi.

- Czyli jednak coś tam widziałeś, tak?

- Tak kiedyś wiedziałem jak mój ojciec to robił.

- Cieszy mnie to bardzo. Ja co nieco wiem na ten temat, a więc powinniśmy dać sobie radę.
Młody nie powiedział nic. Usiadł tylko na trawie nie wykazując jakiegokolwiek zainteresowania tym co się dzieje. Ja zabrałem się za robotę. Wszedłem na dach, a raczej jego resztki i zacząłem demontować go kawałek po kawałeczku. Mój plan przewidywał, że rozbierzemy wszystko, a jutro zaczniemy od nowa montować dechy i następnego dnia zaczniemy kłaść papę. Może to zająć więcej czasu, jeśli młody będzie pomagał mi tak aktywnie jak teraz.

- Wiem, że nie masz ochoty ze mną przebywać, a co dopiero pracować, ale weź pod uwagę to, że im szybciej skończymy tym szybciej się ode mnie uwolnisz. Dlatego pomóż mi, a wtedy będziemy mogli prędzej rozstać się, a o tym właśnie marzysz, prawda?

- Skąd ty możesz wiedzieć o czym ja marzę!? – wykrzyknął zbulwersowany chłopak i wstając energicznie zaczął iść w stronę mieszkania.
Wojtek bardzo mocno przeżywał całą tą sytuację i był dość impulsywny, a ja niestety musiałem go wypróbować by wiedzieć co i jak robić.

- Chłopcze nie zapominaj o tym co obiecałeś babci. Przecież robisz to dla niej, a nie dla mnie.
Na te słowa chłopak przystał. Najwyraźniej trafiły do niego i zaczął je analizować na spokojnie. Ja starałem się na patrzeć na to co chłopak zrobi. Chciałem mu pokazać, że mi nie zależy na jego pomocy. Wolałem by sam poczuł, że chce to robić. Chwilę później obrócił się i zaczął wracać.

- Powiedz mi co mam robić.

- Ja będę zrywał dechy i będę ci je podawał, a ty układaj je na dole, dobrze?
Chłopak kiwnął głową na zgodę. Zaczęliśmy pracę. Nie było zbyt łatwo, ale jakoś kawałek po kawałeczku realizowaliśmy, to co zostało założone. Co jakiś czas starałem się nawiązywać kontakt z młodym. Moje próby spotykały się z oporem, ale ja starałem się robić swoje.

- Ile ty masz lat?

- Co cię to obchodzi?! – odpysknął chłopak.

- Tak pytam, bo wydajesz się być dojrzałym, jak na swój wiek.

- A ty co teraz będziesz się bawić w mojego osobistego psychologa, czy co?!

- Nie po prostu chcę wiedzieć. Ty też jeśli chcesz o coś zapytać to po prostu to zrób, na tym polega rozmowa i kontakt między ludźmi. – starałem się nie tracić cierpliwości.

- Między ludźmi może tak właśnie jest, ale nie wiem, czy ciebie można do ludzi zaliczyć.
Tu trzeba przyznać, że chłopak dał upust swoim myślom. Zastanawiam się tylko, czy to są te myśli najgorsze, czy może zaraz dowali mi jeszcze mocniej? Bo jeśli tak to muszę naprawdę uważać.

- Dlaczego nie można mnie do ludzi zaliczyć?

- Oni mieszkają w domach, a nie jak Tarzan w lesie. – młody nie przestawał być wredny.

- Widzę, że potrafisz być chamski, ale pokazałeś też jak potrafisz być miły. Pytanie jednak kim ty wolisz być? Może ja jestem Tarzanem, którego nie szanujesz, ale nic o mnie nie wiesz i jeśli nie zapytasz to się nie dowiesz, a uwierz mi na słowo, ja swoje przeżyłem. Radzę ci jednak uważać, bo twoja nienawiść wyzbywa cię jeszcze bardziej człowieczeństwa, niż moja bieda i samotność.

- Ty się o mnie nie martw ja sobie rade dam.

- No zapewne, pokazujesz to każdego dnia. Od dziecka miałeś zachcianki do bicia innych? W końcu to takie ludzkie, prawda? I do tego honorowe, bo przecież tylko odważni biją jednego w trzech.

- Chcesz to mogę ci pokazać jak robi się to w pojedynkę!

- No zapewne mógłbyś udowodnić jakim jesteś bohaterem, bo umiesz mocno bić. Jednak jak dla mnie, w ten sposób nikt nie uzna cię za bohatera. Wtedy właśnie będziesz nikim, a jedyne co zyskasz to strach innych ludzi. Zależy ci na strachu, czy na szacunku?
Chłopak zaczął myśleć nad tym co mówię. Po chwili wypalił już nieco spokojniejszym tonem:

- O co ci chodzi człowieku? Czy ty szukasz problemów?

- Nie muszę szukać. Problemy zawsze się znajdą, a jeśli chodzi o ciebie to szukam jedynie porozumienia. – starałem się go przekonać do siebie, ale naprawdę to było ciężkie jak walenie głową w mur.

- Porozumienia? – zaśmiał się młody w ten sam bezczelny sposób w jaki wypowiadał każde jedno zdanie. –
- Między nami nie będzie porozumienia. Powiedzmy, że toleruję cię tylko dlatego, że babcia w chwili obecnej ma do ciebie jakaś tam słabość, ale gdy to minie to się policzymy i wtedy zobaczymy, czy będziesz nadal taki skory do rozmowy.
Wojtek mówił to na serio, a mi serce zabiło mocniej, bo mimo, że chłopak nie był jakimś atletą i raczej nie dałby mi rady w pojedynkę to wiedziałem, że może zawołać kumpli i będzie jak poprzednio.

- Nie wiem skąd w tobie tyle nienawiści. Kiedyś poczujesz jaką ona w tobie pozostawia pustkę, bo tylko tyle z tego będziesz miał, a każdy jeden cios zadany komuś niewinnemu, będzie odbijał ci się czkawką przez wiele lat. Wybór należy do ciebie. Ja nie boję się swojego losu i przeznaczenia. Zobaczymy co będzie z tobą.

- Jak to co będzie ze mną? – zapytał tak jakbym mu groził.

- Mówisz, że ja mieszkam sam w lesie i masz rację tam właśnie rzuciło mnie życie. Powiem ci jedno, jak będziesz nadal postępował tak, jak postępujesz to za jakiś czas też wylądujesz gdzieś samotnie, ale pomiędzy mną i tobą będzie taka różnica, że ja będę wolny, a ty będziesz widział świat przez kratki. Zastanów się co lepsze?

- A ty co teraz bawisz się w proroka?

- Nie. Ostrzegam cię tylko przed tym co może się zdarzyć. Póki co jeszcze masz szansę coś zmienić, a więc po prostu to zrób. Zacznij być szczęśliwym, bo chyba nie jesteś, prawda?

- No może i nie jestem, ale co ty możesz wiedzieć o moim nieszczęściu?! – furknął młody.

- Zapewne nie mogę w pełni wiedzieć co czujesz, ale wiem co to znaczy wychowywać się bez rodziców i uwierz mi na słowo nie jesteś jedynym, którego los tak urządził.

- I na pewno ty jesteś jednym z tych co mieli gorzej?! – Wojtek nie dawał za wygraną i mimo, że było widać w jego oczach starach i chęć otwarcia się, to nadal trzymał się tej swojej nienawiści.

- Nie wiem, czy miałem gorzej, czy lepiej.

- Tego nie da się porównać. Wiem jednak, że masz babcię, która przejmuje się twoim losem i chce dla ciebie, jak najlepiej. – dokładnie obserwowałem chłopaka oceniając jego reakcję na każde moje słowo. Na słowo babcia zareagował inaczej, niż do tej pory. Jego oczy na chwilę wypełniły się uczuciem dobrym, a nie takim, jak do tej pory. Młody musi kochać staruszkę. Być może jest świadom tego jak wiele jej zawdzięcza i to chyba tylko ona mogła by być jednym powodem, dla którego Wojtek mógłby się zmienić. Mówiłem dalej: – Wiesz też doskonale, że sprawiasz babci wielki ból i smutek, gdy upijasz się, awanturujesz i robisz wszystkie te złe rzeczy, których ona nie pochwala. Wiem też, że nie chcesz tego robić.

- Widzę, że wiesz wszystko.

- Nie wiem wszystkiego i nie rozumiem jednego. Dlaczego robisz to wszystko? Doskonale wiesz, że sprawisz ból jedynej osobie, jakiej na tobie zależy. – Spojrzałem po raz kolejny na chłopca, a ten był wpatrzony gdzieś w dal. Najwidoczniej w końcu dotarły do niego moje słowa. Chciałem jednak, aby młody wypowiedział swoje myśli, dlatego też powiedziałem dość prowokująco – No powiedz mi dlaczego to robisz! – Wojtek spojrzał na mnie wyraziście z ogromną dawką nienawiści i złości, ale ja nie zniechęcałem się i powtarzałem – No powiedz dlaczego! – W końcu nie wytrzymał i ryknął:

- Nie wiem czemu to robię!!!
Spodziewałem się takiej właśnie odpowiedzi, ale gdy młody ją wypowiedział to jakoś mnie zamurowało. Nie wiedziałem co rzec. Chłopak chwilę po tym rzucił dechę, którą miał w rękach i poszedł w swoją stronę. Gdzie poszedł nie wiem. Nie chciałem też za nim wołać, bo wiedziałem, że jemu jak i mi, przyda się przerwa. Po za tym chyba już dość zrobiliśmy jak na jeden dzień. Jutro będziemy kontynuować. Choć nie wiem, czy Wojtek jeszcze będzie chciał mi pomagać. Pozostawało mi wierzyć w to, że to początek naszych dobrych relacji, a nie kontynuacja złych.

Poszedłem do babci by poinformować, że z pracą na dziś koniec. Wszedłem do pomieszczenia, w którym krzątała się kobieta. Cała kuchnia była wypełniona zapachem obiadu, który najwyraźniej był już gotowy, bo staruszka widząc mnie powiedziała radośnie:

- Właśnie miałam was wołać.

- Obiad już jest gotowy?

- Tak. Zaraz będę nakładać, a więc umyj ręce i siadaj.

- Dobrze. – zrobiłem dokładnie tak, jak powiedziała kobieta.

- A gdzie jest Wojtek? – zapytała podając mi talerz parującej, apetycznie pachnącej zupy.

- Wie pani to chyba moja wina.

- Jak to twoja?

- No bo gadaliśmy i w którymś momencie Wojtek się wkurzył, i poszedł sobie.

- A to nic nowego. On tak bardzo często reaguje na rozmowę, która nie przebiega po jego myśli.

- Mimo wszystko uważam, że nieco za daleko się posunąłem i nie wiem, czy nie zaprzepaściłem szansy na normalne stosunki z chłopakiem.

- Nic się nie bój. Szans jest zawsze wiele szczególnie, jeśli chodzi o kontakty z ludźmi, którzy z natury zachowują się za każdym razem inaczej. W różnych momentach reagują na dane kwestie zupełnie inaczej. Kto wie może Wojtek teraz właśnie na spokojnie analizuje to co powiedziałeś? – zastanawiała się babcia zagłębiając się w cała tą sytuację.

- Miejmy taką nadzieję, a tym czasem idę już do siebie, bo na dziś wystarczy to co zrobiłem. Jutro będę kontynuował.

- Dobrze. Zanim jednak pójdziesz zjedz, bo na pewno dużo energii straciłeś dziś na rozbieranie tego dachu i na Wojtka.
Nie musiała mnie długo prosić. Byłem głodny jak pies, a całe te zapachy po prostu powodowały u mnie ślinotok. Teraz zjadł bym wszystko. Dziś jadłem wolniej, a przynajmniej starałem się, bo nie chciałem wypaść tak marnie jak ostatnim razem. Chyba udało mi się, bo po posiłku staruszka powiedziała do mnie:

- Albo dziś nie jesteś głodny, albo mniej ci smakuje to co przygotowałam.

- Wszystko jest smaczne. Staram się jednak jeść mniej łapczywie. Wie pani dla mnie takie jedzenie to rarytas.

- Oj chłopcze, chłopcze. Ty to masz to życie niełatwe. – użalała się nade mną kobieta.

- Wie pani każdy ma niełatwo w życiu. Ważne by żyć i korzystać z tego co się ma dziś.

- No tak, im mniej się ma, tym bardziej się to docenia. – potwierdziła babcia.

- Dokładnie tak właśnie jest.

- No nic, chcesz jeszcze dokładkę?

- Oczywiście! - wykrzyknąłem radośnie i z niecierpliwością oczekiwałem dodatkowej porcji przepyszności.
Gdy zjadłem dokładkę czułem się tak, jakbym miał zaraz pęknąć. Zdecydowanie bardziej lubiłem to uczucie, niżeli głód. Wtedy w żołądku dzieją się różne dziwne rzeczy, których nie sposób opisać. Zresztą każdy wie, jak to jest gdy kiszki grają marsza. Poprzeciągałem się leniwie i czując, że zaczyna mnie ogarniać senność, stwierdziłem że czas iść do szałasu i nieco się przespać - w końcu dziś narobiłem się niemało.

- Dziękuję bardzo za posiłek. Było smaczny! Teraz już będę się zbierał. Czas iść do siebie.

- Nie chcesz zostać jeszcze? – zapytała się kobieta wpatrując się we mnie błagalnym spojrzeniem.

- Z chęcią bym został, ale mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia, a więc sama pani rozumie. – starałem się jakoś wykręcić, bo czułem, że teraz potrzebuję nieco czasu dla siebie.

- No dobrze skoro musisz to idź, ale przyjdziesz jutro? – zapytała wpatrując się we mnie tym samym spojrzeniem co przed chwilą.

- A dlaczego miałbym nie przyjść? W ogóle skąd to pytanie? – zapytałem zdziwiony dziwnym zachowaniem babci.

- No nie wiem. Może już masz dość mnie i Wojtka?

- Proszę się nie martwić. Nie jest źle.

- No źle nie jest, bo przecież zawsze mogło by być gorzej.

- To prawda, a więc trzeba robić tak by jutro nie było gorzej, a jeśli uda się utrzymać ten stan zaczniemy robić tak by zaczęło być lepiej. – mówiłem pełen nadziei, a pewne było tylko jedno - trzeba próbować.

- Masz rację.

- No nic proszę pani ja idę. Do zobaczenia jutro! – żegnałem się stojąc w progu mieszkania.

- Do widzenia! – pożegnała mnie staruszka uśmiechając się promieniście.




--------ciąg dalszy nastąpi---------
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
nicekk · dnia 25.03.2011 10:43 · Czytań: 899 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
Usunięty dnia 25.03.2011 21:20
Cytat:
Jakbym teraz stanęła przede mną blond wróżka i

:O

Cytat:
- Oni mieszkają w domach, a nie jak Tarzan w lesie. –

:lol::lol: :D

Cytat:
- O co ci chodzi człowieku? Czy ty szukasz problemów?

zaczynam lubić tego małego :D

"Może być jeszcze gorzej" - a jak nie może? Wtedy "gorzej już być nie może" - i znowu jest nadzieja :)
Początek trochę nudny, w sensie rozległy, a mógłbyś to konkretnie podać. Potem - rozmowa z chłopcem przeprowadzona umiejętnie, widać, że z brodacza niezły "psycholog". I że lubi się zdrzemnąć, w tej części - trzy razy :D
No ładnie ;-P
nicekk dnia 28.03.2011 23:13
a tak swoją drogą to zauważyłaś, że w sumie zawsze przewija sięten sen? nie wiem to chyba jakby startować od nowa cały czas wiesz sen wyznacza koniec itd...
w sumie ciekawie, bo ja nie jestem śpiochem...


a no i błędy poprawione, a więc zaległości uzupełnione...
Usunięty dnia 12.04.2011 16:11
kilka jeżynek, które zrywam z krzaczka, który rośnie tuż za szałasem.

Usunięty dnia 12.04.2011 16:30
uciążliwych rozmyśleń (może lepiej - rozmyślań)

W nocy wstałem i poszedłem do roboty. Dzisiejsze łowy nie były takie złe...
Gdy wstałem zjadłem śniadanie i
było by - byłoby

Nie byłem dla niego autorytetem. W jego oczach byłem nikim, ale to też miało swoje plusy. Będąc nikim nie mam nic do stracenia, a więc należy próbować i mimo, że powtarzam to sobie cały czas, ale ja naprawdę chcę coś robić i zmieniać świat. - szyk zdania jest b. zły

Zacząłem się rozglądać, żeby ocenić co trzeba zrobić i jak się do tego zabrać. To co zobaczyłem przeraziło mnie, bo tam nie tyle co było kilka dziur, ale praktycznie było tylko kilka miejsc, gdzie można powiedzieć, że dach był szczelny. - szyk!

Wszystko wskazywało na to, że zajmie to kilka dni, bo najpewniej będzie trzeba kłaść cały dach, a nie tylko uszczelniać go w niektórych miejscach, jak powiedziała to kobieta. wyrzuciłabym - to.

Powiem tak - wygląda ten tekst, jakbyś pisał go na kolanie, w natłoku myśli. Bardziej przypomina szkic wymagający opracowania niż gotowy rozdział. Poza tym interpunkcja leży całkowicie, a to powoduje, że czyta się fatalnie:sleep: A może być bardzo ładnym fragmentem, widać, że masz na niego pomysł. Dużo w nim pozytywnych emocji, dlatego popracuj nad nim. Jeśli chodzi o interpunkcję, to każ programowi, w którym piszesz sprawdzić gramatykę, zawsze coś pomoże :yes:. Nie dam oceny :upset:, ale idę dalej :D. Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Janusz Rosek
12/07/2024 08:57
Kazjuno Bardzo dziękuję za Twój komentarz i słuszne… »
Kazjuno
12/07/2024 08:07
Przeczytałem Januszu z zainteresowaniem. Wewnętrzne rozterki… »
valeria
10/07/2024 13:53
Podoba mi się. Łagodne lato :) »
valeria
10/07/2024 13:51
Dziękuję, opis poprawiony już:) zachęcam :) od soboty jestem… »
Berele
10/07/2024 13:37
Pointa mogłaby okazać się jakaś lżejsza, ale udała się ta… »
Jacek Londyn
10/07/2024 13:08
Valerio, cieszę się, że się wydało, że ktoś z nas (a… »
Berele
10/07/2024 10:59
Nawet fajne neolęgi. Spodobał mi się wiersz ubogi w… »
Berele
10/07/2024 10:37
Dużo ładnych figur w wierszu. Na minus poetyckość eteru i… »
Dar
09/07/2024 21:49
złotym strumieniem spłyniesz po mej wyjątkowej kreacji… »
valeria
09/07/2024 21:38
Pięknie, rozpływam się :) »
Dar
09/07/2024 18:29
Ciepłym deszczem rozpoczniesz lato gdy tak zmysłowo… »
Dar
08/07/2024 11:31
Ludzie z chorobami psychicznymi otrzymują stopień… »
Kazjuno
08/07/2024 00:29
Przyznam się Kasiu, że początkowo czytało mi się tekst… »
Dar
06/07/2024 19:35
valeria Myślę, że kobiety czerpią najwięcej energii z… »
Miyo
06/07/2024 19:23
witam uważam na podstawie obserwacji, że stresu nie można… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:23
Najnowszy:Arcte