Ziemia, Część I, Rozdział 1.1 - Kthaara
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Ziemia, Część I, Rozdział 1.1
A A A
Rozdział I .1


„Piątek, trzynasty września 2069 roku. Dwuetapowa wymiana załogi marsjańskiej bazy przebiegła gładko i sprawnie. Obecnie załoga liczy mniej, bo tylko trzydziestu pięciu ludzi, lecz zauważono potrzebę doświadczonych lotników, którzy, mając do dyspozycji nową generację Thorów, będą w stanie dostać się w niemal każde miejsce na planecie. Obecne badania będą skupiały się głównie na geologicznej przeszłości Marsa, jak również na poszukiwaniu złóż cennych kruszców oraz obiecujących terenów pod budowę nowych osiedli.
Marek William Rash. All - World – Information.”

*

- Bruce, widzisz to samo co ja?
- Gdzie? - odezwał się Javier Bruce, przysadzisty mężczyzna siedzący za sterami Thora II.
Thor II, zbudowany na bazie niewielkich samolotów pasażerskich, prowadził się podobnie do nich, a mieścił w kabinie piętnastu ludzi i około cztery tony ładunku, pozwalając jednocześnie na pionowe starty i lądowania. Wymogiem był płaski kawałek terenu o średnicy minimum 60 metrów. Wyposażony w rakietowe silniki o zmiennym ciągu napędzane płynnym tlenem i wodorem oraz zmienną geometrię skrzydeł pozwalał w marsjańskim przyciąganiu na wchodzenie na niską orbitę.
W tym momencie gościł jednak zaledwie dwóch pasażerów i ekwipunek do przetrwania kilku dni poza bazą.
-Tam – Derek Hollin wyciągnął rękę – Jesteśmy nad biegunem, tak?
- Prawie. Jeszcze kilkadziesiąt kilometrów na północ. Wiesz, zmęczony jestem. Lecę już prawie sześć godzin, bo te kaniony nie pozwoliły mi na włączenie autopilota.
- Nie narzekaj, to była główna część naszej misji.
- Wiem. Dobrze, że za nami. Cieszę się, że baza pozwoliła ci na tę samodzielną wyprawę na biegun.
- Samodzielną? - Derek spojrzał na Javiera. – No tak, nie wiem czemu personel naukowy nie uważa personelu latającego za „swój”. Ja cię jednak lubię. Latałeś ze mną już chyba w każdych warunkach. W kosmosie, w burzy piaskowej, a teraz w kanionie z obrywającymi się skałami.
- Tego mi nie przypominaj – wyszczerzył się Bruce. - Nie było to aż takie łatwe jak się wydawało.
- Dałeś radę - Derek poklepał kumpla po plecach. - Dobra, ląduj. Może nada się ten występ skalny? - pokazał na półkę o szerokości około 150 metrów zawieszoną kilometr nad dnem sporego krateru nad którym właśnie lecieli.
- Nada się. - odparł Javier i łagodnie skręcił w lewo.

*

Wewnątrz niewielkiej bazy naukowej panował niezmącony spokój. Komputer, który nadzorował wnętrze bazy pobierał minimalne ilości mocy, dzięki czemu reaktor fuzyjny pracował zaledwie przez kilkanaście godzin w roku planetarnym. Jednakże teraz wykrył coś, czego rezultatem mogła być tylko jedna instrukcja. Strumień energii popłynął w kierunku największego kryształu w bazie.
Pierwszym zadaniem, jakie Valerian zwykł robić po przebudzeniu było sprawdzenie dnia i godziny na planecie, którą obserwował. Zdziwił się, gdyż komputer wybudził go wcześniej niż było to przewidziane. Jednak, gdy przejrzał dane, które mu podsunięto, natychmiast pojął dlaczego komputer podjął taką, a nie inną decyzję. Do bazy zbliżał się obcy obiekt, który po chwili wylądował na półce skalnej blisko bazy.

*

- Idziesz spać?
- Tak, mogę oglądać skały będąc już wypoczętym.
- To idź. Ja się rozejrzę po okolicy, a że jest niewielka pewnie szybko wrócę. Dobranoc.
- Branoc.
Derek Hollin, mając 28 lat, był najmłodszym uczestnikiem drugiej tury Międzynarodowej Misji Badania Marsa finansowanej z funduszy Agencji Kosmicznych całego świata, głównie NASA i ESA. Przebywał na marsie już prawie dwa lata, jednakże dostał swój grant nie za wiek, tylko za doświadczenie w operowaniu najnowszymi zdobyczami robotroniki i projektowaniu nowatorskich układów sztucznej inteligencji. To był jego zawód, był badaczem z krwi i kości, lecz jego zainteresowania biegły w innym kierunku odkąd przybył na Marsa. Coraz bardziej ujawniała się jego natura eksploratora, ciekawiło go co znajdzie za następnym kraterem albo w jego wnętrzu. Dowódca misji, orientując się, że trafił mu się prawdziwy skarb, gdyż żaden naukowiec znacznie starszy od niego nie chciał nosa wystawić poza ciepłą bazę, przydzielił mu najbardziej doświadczonego lotnika, jakim był oddelegowany porucznik sił powietrznych, i pozwolił latać wszędzie w granicach rozsądku. Misja na biegun, oddalony od bazy, położonej niemal na równiku, o ponad pięć tysięcy kilometrów, rozsądna nie była, ale już od dawna się o nią ubiegał. W końcu mu pozwolono, z czego był niezwykle zadowolony.
Owe rozmyślania umilały mu wkładanie ciężkiego, nieco obcisłego i trochę nieporęcznego skafandra próżniowego przystosowanego do niespodziewanych upadków naukowców. Wciągnąwszy na siebie biały, gdzieniegdzie już obtarty, strój z emblematem ESA na lewym ramieniu i zabezpieczywszy hełm wyszedł przez śluzę na zewnątrz.

*

Reaktor fuzyjny rozpoczął pracę, dostarczając mocy do zasilenia całej bazy. Młody naukowiec, którego świadomość przejęła kontrolę nad nią zaraz po wyjściu ze stanu uśpienia, przemyślał wszystko i postanowił delikatnie nagiąć Prawo Konsorcjum, do którego należał prawie dwa tysiące cykli temu, gdyż wiadomości jakie nagromadziły się od tego czasu dały mu spójny obraz sytuacji, która nie malowała się w jasnych barwach. Uruchomił więc obwody, które utrzymywały drzwi do głównego hangaru nieruchomo od 3236 lat ziemskich.

*

Opukując niemal pionową ścianę, z której wychodziła półka, Derek zauważył, że pył układa się w idealnie równoległe pasy, choć ciśnienie powietrza, brak opadów i stężenie piasku w trakcie burz nie miało prawa wyrzeźbić tak prostych linii. Poza tym skała jest w tym miejscu pofałdowana przez uderzenie meteorytu sporej wielkości.
Jakim więc zdziwieniem został zastąpiony jego wyraz twarzy, gdy uderzył młotkiem w jeden z występów, a pył opadł z niego bezszelestnie ujawniając srebrnoszarą, idealnie gładką powierzchnię.

*

Obwody, które Valerian uruchomił wcześniej spowodowały opadnięcie pyłu z całej powierzchni odrzwi. Chwilę później uruchomił kolejny program.

*

- O... mój... Boże... To jest realne – zaniemówił Hollin po dotknięciu stalowej ściany.
Zdziwienie przeszło w momencie w strach, gdyż oto miał się dokonać największy przełom w historii ludzkości: spotkanie z obcą cywilizacją. A on miał być przedstawicielem tej słabszej strony. No, może nie koniecznie słabszej, ale na pewno bardziej przestraszonej, upomniał się w duchu. Zauważył ruch kilka metrów z prawej strony, niewielki fragment ściany uchylił się do wewnątrz. Człowiek nieśmiało podszedł do wytworzonego w ten sposób włazu, po czym równie nieśmiało wszedł do środka. Znalazł się w oświetlonym pomieszczeniu wielkości hali VAB NASA, w której składało się kiedyś rakiety, choć nie aż tak wysokiej. Ściany, wykonane z tego samego srebrnoszarego metalu były idealnie płaskie, gdzieniegdzie jednak dało się zauważyć wnękę uchwytu panelu, która wyraźnie zaburzała porządek sali. Derek podziwiał kunszt wykonania sali. Zaczął się zastanawiać kiedy przyjdzie ktoś by go powitać.
Rozmyślając nie zauważył nawet, że znowu waży tyle co na Ziemi, czyli prawie trzy razy więcej. Ani tego, że właz się za nim zamknął, bo sala była dość jasno oświetlona. Z osłupienia wyrwał go szum w słuchawce radia.
- Javier, to ty? Odbiór.
Odpowiedział mu jeszcze większy szum.
- Javier, odpowiedz. Czy to ty?
Szum raz przycichał raz się nasilał, w końcu po kilkunastu sekundach ze słuchawki dobiegł go cichy trzask i szum ucichł.
- No, w końcu. Bruce, jak mnie słyszysz? Przez te zakłócenia...
- Witam.
Dereka wmurowało w lśniącą posadzkę, na której zebrało się trochę rdzawego kurzu. Definitywnie nie był to głos pilota.
- K... kim jesteś?
- Dobre pytanie. Może sam sobie na nie odpowiesz? - dobiegł go miękki baryton, w którym dało się wyczuć lekkie nutki sarkazmu.
Naukowiec wykonał dziesięć długich i spokojnych oddechów.
- Okey. Jesteś obcą formą życia, która wybrała właśnie mnie na pierwszego człowieka, z którym się spotka, tak?
- Mniej więcej. Raczej mniej niż więcej - głos zdawał się być rozbawiony.
- Co...?! - kolejne kilka wdechów. - Jak to?
- Po pierwsze, nie wiem czy mój obecny stan można nazwać życiem. Po drugie, ja ciebie nie wybrałem, nasze prawo stanowi, że tylko rasa która Wstępuje może inicjować kontakt. Więc tak jakby sam się wybrałeś. I obecnie nie mam żadnej fizycznej możliwości spotkać się z tobą osobiście.
Derek wyczuł w głosie swego rozmówcy lekkie zmartwienie ale zarazem nieposkromiony entuzjazm oraz coraz większe rozbawienie.
- Więc masz mnie. Co dalej?
- Co dalej? Aha! Przejdź przez te drzwi hermetyczne. Za nimi będziesz mógł oddychać. Hangar muszę poddać dekontaminacji, bo piach zanieczyści bazę.
- Jak tak, to czy nie mógł byś wprowadzić do tego hangaru Thora, który stoi na zewnątrz? Tylko proszę nie obudź mi kumpla, leciał dziś...
- Tak wiem, leciał ponad sześć godzin i nie włączył autopilota. Panie Hollin, niech pan będzie spokojny, dzięki moim pomocnikom wiem o ludzkości naprawdę dużo, tylko muszę zacząć z wami obcować. A robię to z przerwami od bardzo dawna.
Derek słysząc swoje nazwisko wielce się zdziwił. Racja, pomyślał. Oni mają technikę znacznie wyżej od naszej, pewnie zaraz sypnie jakąś antygrawitacją czy coś...
I, jakby na żądanie, ogromne odrzwia hangaru otwarły się nie powodując nawet najlżejszego wstrząsu a samolot rakietowy wleciał gładko do hangaru. Unosząc się delikatnie około dwudziestu centymetrów nad ziemią.
W tym momencie nogi Dereka nie wytrzymały nadmiaru wrażeń i ich posiadacz stracił równowagę, a przy tym przytomność.

*

- Dobrze się pan czuje?
- Nie wiem... Boli mnie głowa.
- Nie miałem pojęcia o skutkach ubocznych upadku.
Derek dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę, że prowadzi rozmowę bez radia, a jego hełm leżał na półce obok łóżka znacznie większego niż ludzkie.
- Gdzie jestem?
- W izbie chorych bazy. Jest niewielka, bo bazę zamieszkiwało tylko trzydziestu jeden naukowców, choć przewidziano większą załogę po jej odkryciu i dlatego cała baza może pomieścić nawet sześciuset ludzi. Przeniosłem pana tutaj, gdyż upadek spowodował utratę przytomności.
- Dziękuję. Jak długo byłem...
- Nieprzytomny? Zaledwie czterdzieści minut. Podejrzewam, że ten czas nie dał pańskiemu organizmowi całkowicie pozbyć się bólu. Lecz, jak sądzę, pański kolega nie będzie taki wyrozumiały, gdy się obudzi, więc muszę panu powiedzieć co mam do powiedzenia w trakcie następnych kilku godzin.
- Dobrze. Tutaj?
- Nie – komputer się roześmiał. - Zapraszam do centrum dowodzenia. Będę pana prowadził.
Derek wstał i, prowadzony przez komputer, jął przechadzać się korytarzami.
- Wybacz mą impertynencję, ale jak tak właściwie się nazywasz? Nie chciałbym nadal mówić bezosobowo, a komputerze to mi przez gardło nie przejdzie.
- No, w końcu jakieś życiowe pytanie. Nazywam się Valerian i byłem, tak jak ty, najmłodszym naukowcem na misji Odzyskania.
- Valerianie, cieszę się, że cię poznałem. Ja nazywam się, jak już zapewne wiesz, Derek Hollin. Wracając do twojej wypowiedzi, na misji Odzyskania czego?
- Was. Ludzkości dla galaktyki.
Derek poczuł się tak, jakby ktoś zdzielił go czymś ciężkim w głowę.
- Nas? Jak to? Po co?... - pytania zaczęły wypływać same z jego ust.
- Nie teraz. To materiał na dłuższą opowieść. A jest ona dość niewiarygodna, więc najlepiej zacznę, kiedy będziesz już siedział.

cdn...
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kthaara · dnia 08.04.2011 20:20 · Czytań: 903 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
czarodziejka dnia 08.04.2011 22:49
Istnieje taki znak interpunkcyjny jak - przecinek, a w niektórych zdaniach są jego braki. Czytanie jakby w biegu, bez wytchnienia.
Dialogi są dla mnie trochę drętwe. Tak jak bym słuchała ich w radiu a nie była słuchaczem obecnym w danej rozmowie. A przecież mamy się utożsamiać podczas czytania z bohaterami.
Do treści się nie wypowiem bo o nie mój gatunek literacki.
:)
Kthaara dnia 23.04.2011 20:23
Thx za koment. Przecinek, wiem, istnieje, ale ciężko się połapać gdzie go wcisnąć.
Azazella dnia 26.04.2011 02:03
Ja również "przyczepię się" do dialogów. Są strasznie sztuczne, tekst przez to dużo traci. Co do samej treści... hmm trudno mi się wypowiedzieć na jej temat bo fragment jest trochę krótki, jednak chyba Cię pocieszę bo podobało mi się:). Czekam na więcej:)

P.S. Już wiem co mi nie zgrzytało. Tekst jej momentami jakby pisany na siłę. Widać to we fragmentach pisanych kursywą.
Kthaara dnia 27.04.2011 21:37
Tekst pisany kursywą jest przemyśleniami jednego z głównych bohaterów. Ciężko było napisać je w jakiś bardziej konstruktywny sposób. Mam nadzieję, że nie zrażę was następnymi dwoma-trzema częściami, są chyba najbardziej drętwe ze wszystkich fragmentów mojego tekstu.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
x.jdx
16/03/2026 09:52
Afrodyto, dziękuję za tak uważne czytanie. Cieszę się, że… »
gitesik
15/03/2026 15:46
Juda z Kariotu był skarbnikiem apostołów. Dzięki temu… »
nicekk
15/03/2026 15:18
Zawsze zastanawiam się, czy takie zestawienie natury,… »
gitesik
15/03/2026 15:03
Dziękuję Afrodyta za wspierający moją twórczość komentarz.… »
Afrodyta
15/03/2026 10:15
Niepokojący tekst, historia zbudowana jakby na nieustającym… »
Afrodyta
15/03/2026 10:04
Poruszający wiersz, w którym podmiot liryczny staje się… »
Afrodyta
15/03/2026 09:57
Czyta się jednym tchem i nie da się od tekstu odwrócić… »
lens
13/03/2026 23:02
A mnie zastanawia skąd wiesz, że w gabinecie... Dzięki że… »
retro
11/03/2026 23:39
Przepraszam, że tak późno wrzucam komentarz, ale musiałam… »
retro
06/03/2026 21:23
Mógłby to być amstaff »
spawngamer
06/03/2026 19:39
Początek brzmi jak wstęp do horroru o psychopacie do słowa -… »
Florian Konrad
05/03/2026 19:32
Dziękuję za super komentarz! »
valeria
04/03/2026 13:33
Myślę, że każdy po swojemu interpretuje:) spoko, moja wiosna… »
Mahen
04/03/2026 09:19
Bo z krytykowaniem jest jak z pisaniem wierszy. Trzeba to… »
retro
03/03/2026 15:36
Gertrudo, wybrałaś trudny obraz, do którego stworzyłaś… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 03/03/2026 11:35
  • Gratulacje! Wrzuciliśmy newsa!
  • Zbigniew Szczypek
  • 01/03/2026 13:50
  • Janusz - serdecznie Ci gratuluję sukcesu wydawniczego i gorąco pozdrawiam - Zbyszek ;-}
  • Janusz Rosek
  • 01/03/2026 09:15
  • Witam wszystkich bardzo gorąco. Chciałbym przekazać Wam, że od dnia 18 marca 2026 roku na rynku wydawniczym dostępna będzie moja książka "Cień nad Wieliczką" w wersji drukowanej. Pozdrawiam.
  • Darcon
  • 15/02/2026 18:12
  • Hej, Wszystkim w ten zimowy wieczór! Właśnie zamieściłem wyniki konkursu "Malowanie słowem"! Czytajcie, gratulujcie i przyjmujcie gratulacje od innych. :) Pozdrawiam.
  • Wiktor Orzel
  • 11/02/2026 11:56
  • Niestety, z tych reklam Portal się utrzymuje, ale spróbujemy je wykluczyć tak, żeby nie utrudniały nawigacji, tylko potrzebujemy skrinów
  • Wiktor Orzel
  • 11/02/2026 11:53
  • Zbyszku, podeślij skrina na maila redakcyjnego. Polecamy bloker reklam dla Firefoxa, wtedy portal jest wyczyszczony: [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 09/02/2026 22:07
  • Wiktorze - mam jakąś "kotarę" na dole głównej strony, towarzyszącą mi na każdej stronie, Tak samo jakaś ikonka "kurs kreatywnego pisania"-te dwie rzeczy blokują. Ile razy chcę coś napisać, odświerzam.
  • Wiktor Orzel
  • 09/02/2026 15:02
  • Zbyszku, o jakie nakładki chodzi? Podeślesz na maila redakcyjnego screeny?
  • gertruda burgund
  • 06/02/2026 18:48
  • szkoda że MALOWANIE SŁOWEM to tylko pięć tekstów... :( może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty