Opowiastka biurowa - Adela
Proza » Długie Opowiadania » Opowiastka biurowa
A A A

Gdy otworzyłam drzwi biura, Wafel – warszawiak, mieszkający od czterech lat w Pradze, przywitał mnie porannym skinięciem głowy.
- W windzie usłyszałem, że jakaś dziewczyna wzięła specjalnie urlop z powodu ślubu Kate i Williama. W telewizji od dziewiątej do piętnastej będzie transmisja na żywo.
- To już dziś? - zapytałam, włączając komputer. – Na którym piętrze wysiadł zacny informator?
- Na szóstym.
- Wszystko jasne. To piętro jest oblegane przez księgowe. W ich wyrazie twarzy odczytuję staropanieńską samotność – powiedziałam, zauważając nieobecność szefa i dwóch kolegów: Żeglarza i Emila. Lokaty pił kawę i spoglądał przez okno na sąsiedni szklany wieżowiec. Wymieniłam z nim miłe spojrzenie, wyciągając z torebki energetyczny napój „Crazy Wolf”, kupiony za piętnaście koron w sklepie u Wietnamczyków. Tylko „Crazy Wolf” potrafi ostrymi kłami wbić się w moje ciało i obudzić z sennego letargu. Każdego ranka, gdy otwieram puszkę, uszy Lokatego posłusznie wykonują komendę „Baczność!” Na pewno „podświadomie” słyszą syk piwa, co wcale nie powinno dziwić. Lokaty jest Szwedem. W jego kraju alkohol jest bardzo drogi, toteż Republika Czeska okazała się piwnym Eldorado. Lokaty to ogromne chłopisko z burzą jasnych, falistych kędziorków i zakręconych pomysłów jak spędzić weekend. Jego szerokie ramiona i mocno zbita masa tłuszczu na brzuchu i pośladkach przypominają o wikingowskim pochodzeniu, a nieśmiały uśmiech rozbraja ludzi, wprowadzając ich w pozytywny nastrój. Mentalnie nie odbiega od stereotypu sympatycznego, wstydliwego mężczyzny, oprócz jednej, osobowościowej perełki. Nigdy wcześniej nie spotkałam człowieka, który z tak ogromną fascynacją i szczerością rozmawia o pogodzie. Z pewnością jest najlepszym kandydatem na dyrektora Instytutu Meteorologicznego. Nie straszne mu burze, tornada, trzęsienia ziemi. Mówi o nich z takim samym zaangażowaniem jak profesor Miodek o kulturze języka w teorii i praktyce. Dzięki Lokatemu otrzymujemy darmową prognozę na cały dzień, dowiadując się o temperaturze paryskiego, krakowskiego czy berlińskiego powietrza.

- Kupiłam bardzo tanie sandały a’la Jezus. Kosztowały sto pięćdziesiąt koron – zagadałam do Wafla.
- To rzeczywiście boskie – skwitował, kręcąc się na krześle. Wafel jest nieodkrytym zwierzęciem scenicznym i wulkanem emocji. Powinien pracować na deskach sceny kabaretowej lub dubbingować filmy, a nie siedzieć osiem godzin przed komputerem od czasu do czasu wypełniając tabelki, których nikt nigdy nawet nie przejrzy.
Piątek zapowiadał się na wyjątkowo długi i nudny dzień. Szef wybył na spotkanie dotyczące rozwiązania problemu niepodpisanego kontraktu pomiędzy naszą firmą a klientem. Energiczny Norweg Emil pojechał na szkolenie, a Żeglarz (zgodnie z założeniami ksywy, wymyślonej przeze mnie i znanej tylko Waflowi), ponownie odpłynął w rejs na L4. Zazdroszczę mu podróży przez morza i oceany ciepłej pierzyny. Wafel zaczął podejrzewać go o symulację choroby z powodu ślubu stulecia. Nie przyszłoby mi to do głowy, ale z drugiej strony, Żeglarz albo jest najlepszym bajkopisarzem w firmie, albo faktycznie otworzył puszkę Pandory.

Kontrakt widmo postawił nas w dość nietypowym położeniu. Siedzimy przed komputerami, nie mając nic do roboty i wyczekując dalszego rozwoju sytuacji. Z tej okazji Wafel, powołując się na wiedzę cioci Wikipedii, opanował historię wszystkich dynastii panujących w Anglii, Szwecji i Hiszpanii. Jestem przekonana, że wyrwany z najbardziej głębokiego snu i zapytany o angielską rodzinę królewską Windsorów, bez zająknięcia wymieni wszystkich jej członków z tytułami, począwszy od Jerzego V. Lokaty zgłębił wiedzę na temat prędkości wiatrów i częstotliwości opadów w Europie, a ja piszę e-maile do koleżanek albo doskonalę znajomość języka angielskiego na kursie on-line.

Zalogowałam się do komputera, dumając o kobiecie z szóstego piętra. Umierałam z ciekawości: Kim jest? Jakich używa perfum? Gdzie mieszka i czy kiedykolwiek oparła głowę na solidnym, męskim ramieniu? Posmutniałam w jej szarym i nieznanym imieniu, którego zapewne nie wypowie żaden książę. Takich ludzi są miliony. Szczyptę szczęścia odnajdują w czyimś życiu, kompletnie ignorując swoje. Spojrzałam na zegarek. Czas wlókł się niemiłosiernie. Była dziesiąta rano, a mój mózg uchwycił półdniowy przeskok i mogłabym przysiąc, że właśnie wybiła dwudziesta druga.
- Na „Gazecie. pl” relacjonują ślub na żywo – wtrącił Wafel.
- Wspaniale! – zapiałam altem. – Już wiemy, co będziemy robić do piętnastej – przyklasnęłam, otwierając internetową stronę gazety i klikając na „Odśwież”. Wafel połknął kij niczym wezwany do odpowiedzi uczeń.
- Gdybym wiedział, że będę brać udział w takim wydarzeniu, to ubrałbym się stosowniej.
***

Fikuśne, różnokolorowe kapelusze przysłoniły otaczający mnie świat. Nagle Lokaty skurczył się do rozmiaru nadwornego liliputa, sufit przybrał kolor nieba, a czerwony dywan pokrył drewniane biurko. Przed katedrą Westminster światowa śmietanka pozowała do zdjęć. Tysiące ludzi wiwatowało i klaskało. Natomiast w naszym biurze było słychać wyłącznie moje ciche westchnienia. William, ubrany w strój pułkownika Irlandzkiej Straży Królewskiej, wysiadł z samochodu. Teraz pozostało jedynie poczekać na pannę młodą i jej sukienkę. Zaburczało mi w brzuchu. Raz, drugi, trzeci. Poczułam dyskomfort.
- Idę na obiad – powiedziałam, zarzucając na ramiona bawełnianą chustę.
- W takim momencie? Za chwilę przyjedzie Kate – zaskomlał Wafel, zarówno pracowity realista jak i niepoprawny romantyk. Jeszcze nigdy w życiu nie był na żadnym ślubie, więc cała ta weselna otoczka pobudziła jego sentymentalne zmysły.

Do trzynastej delektowałam się rozmową z Haną, która jeszcze jakieś pół roku temu pracowała ze mną, po czym została przeniesiona na trzecie piętro, gdzie w labiryncie unijnych dotacji wprowadza dane do systemu. Nie zazdroszczę jej. Od roboty w firmie, będącej na usługach ministerstwa pracy, gorsza jest jedynie dwunastogodzinna szychta w chłodni.
Zapominając o diecie, zamówiłam w restauracji wołowinę z knedlikami i coca colę. Knedliki w skali od 1 do 10, oceniłabym na 9.5. Hana, pomimo że starała się jak mogła, nie ukryła podkrążonych oczu i fryzury fanki zespołu Kiss. O nic nie pytałam, ale na szczęście z własnej woli opowiedziała o ostatniej nocy. Odwiedził ją chłopak, który bardzo głośno chrapie. Zasnęła dopiero nad ranem i zanim przewróciła się na drugi bok, usłyszała wrzask budzika. „W miłości siła i wieczne niewyspanie” – pomyślałam, dyskretnie wylizując sos z talerza.

Gdy wróciłam do biura, było już po wszystkim. Kate została księżniczką i wraz z mężem udała się karocą do pałacu Buckingham, a oczy całego świata czekały na balkonowy pocałunek. Wafel wyprzedził fakty, śledząc jadłospis królewskiego lunchu. Z racji tego, że od dziecka uwielbia słodycze, przez piętnaście minut rozbierał wzrokiem ślubny tort. Długo milczałam, mając kompletną pustkę w głowie i gdy drzwi balkonu zamknęły się za młodą parą, wyszłam na papierosa. Przed budynkiem spotkałam koleżankę Ewę.
- Krótka piłka z tym ślubem – powiedziałam. – Przyznaję, że przez moment byłam oczarowana bajkową atmosferą. Wypijemy zdrowie nowożeńców wieczorem?
- Oczywiście. Kończę pracę o osiemnastej. – Ewa przyjaźnie wyszczerzyła zęby. Wieczór zapowiadał się nadzwyczaj ciekawie. Być może poderwiemy jakąś zbłąkaną męską duszę, która opowie nam o zgrabnym tyłku byłej żony.
Piątek dla pracownika biurowego jest dniem błogosławionym. Oto jutro nastąpi sobota – niezbędna do życia tak samo jak tlen.
Zerknęłam na Lokatego. Wyglądał trochę inaczej niż zwykle. Zmierzyłam go wnikliwszym wzrokiem, nie dowierzając własnym oczom. Lokaty spał na krześle z głową kiwającą się w przód i w tył, a krople śliny ściekały mu po brodzie. Zachichotałam cichutko, co obudziło mojego kolegę.
- Przyśniło mi się, że byłem w Bangladeszu – powiedział na wpół przytomnym głosem. – Piękna pogoda, niebo bez zachmurzeń i 28 stopni.
Nawet w najbardziej błyskotliwych myślach, nie wpadłabym na to, że Lokaty dziś odwiedzi kraj tygrysa bengalskiego.
- Wafel, życie jest fascynujące! Koniecznie muszę je opisać – wyszeptałam radośnie.
- Pisz, pisz! Wiesz, że wierzę w ciebie tak samo jak Komitet Olimpijski wierzył w Małysza.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Adela · dnia 13.05.2011 07:39 · Czytań: 3665 · Średnia ocena: 4,4 · Komentarzy: 33
Komentarze
Azazella dnia 13.05.2011 08:59
Cytat:
To już dzi?
dzisiaj
Cytat:
Piątek dla szczura biurowego jest dniem błogosławionym - ogłaszającym dobrą nowinę. Oto jutro nastąpi sobota – niezbędna do życia tak samo jak tlen.
święte słowa :D
Trochę mnie zaskoczyłaś. Myślałam, że tekst będzie o czymś innym. To pozytywne zaskoczenie. Czytało się bardzo lekko i przyjemnie. Na dobry początek dnia dobry tekst.
Cytat:
życie jest fascynujące
Przy ostatnim zdaniu te słowa brzmią trochę ironicznie. Nie wiem czy taki był Twój zamysł, ale odebrałam to tak, że dla bohaterki zaczyna się kolejny, rutynowy dzień i nic się nie zmieniło. No oprócz tego, że Kate i William są oficjalnie małżeństwem, ale jej to chyba specjalnie nie obchodzi:)
Usunięty dnia 13.05.2011 09:20
Tytuł mnie przeraził-całkiem niepotrzebnie. Bardzo ''babska" opowieść-przynajmniej tak mi się wydaję. Wesoło u Ciebie a bardzo dobrze. Żałuję tylko,że to już koniec.
bury_wilk dnia 13.05.2011 09:28
Zacząłem dziś od tego, bo tytuł... mnie zniechęcił. Tak sobie kombinowałem, że lepiej mieć szybko za sobą :p

A tymczasem całkiem mi się spodobało. Takie trochę o niczym, trochę niedopieszczone (tu brakuje przecinka, tam jakiejś literki...), ale mimo to czytało się lekko, chwilami pojawiał się lekki uśmiech, chwilami nawet cień refleksji nad moim przeszklonym biurem... ;) Takie niby nic, ale sprawiło mi przyjemność.
Usunięty dnia 13.05.2011 09:43
lekko piszesz Adelko, sprawnie, ale nie obraź się. Tym razem nie znalazłam nic dla siebie. Pogaduszki biurowe raczej mnie nie interesują, takie ploteczki tu zobaczyłam i nic poz tym, nie ciągnie i nie wciągnęło za specjalnie:) Mam nadzieję, że się nie gniewasz.
pozdrowienia
Madziarra dnia 13.05.2011 11:16 Ocena: Bardzo dobre
Jakie to urocze :D
Czyta się wygodnie. Tak, to chyba najlepsze określenie :)
Zamykam oczy i widzę Lokatego - bardzo fajna, żywa, pozytywna postać.

Pozdrawiam piątkowo :)
julass dnia 13.05.2011 12:03
Cytat:
kupiony za piętnaście koron w sklepie u Wietnaczyków.

Wietnamczyków

takie to babskie... ploty... co kto miał na sobie... co jadłam i co piłam...
dzień w biurze musi być masakrycznie nudny:)
ale w sumie da się przeczytać chociaż jak dla mnie za dużo szczegółów
Tjereszkowa dnia 13.05.2011 12:45
A ja czułam, że ten tytuł to zmyła... :) Zamiast cukierkowych ludzików na ślubnym torcie, dostajemy solidne knedliki i nawet wołowinę. :) Tak czesko u Ciebie. Niefrasobliwie, lekko, przyjemnie. O wszystkim i o niczym. Podobał mi się Lokaty, czytało mi się płynnie. I aż zatęskniłam za Czechami, w których dawno nie byłam (a wiele lat mieszkałam 2km od granicy). Nie jest to tekst porywający, ale klimatyczny i relaksacyjny w dobrym tego słowa znaczeniu. Knedliki biorę dla siebie :). Pozdrawiam
liliium dnia 13.05.2011 13:47
Samo życie, za przepicie, uznaje tylko ból głowy - tonowy, z ilością igieł wetkniętych w nią, do połowy.

Słowem - ja mu w gaz, a on zgasł! Takie tam życie biurowe, karmiące się nieobfitością. Czy do czegoś to prowadzi? Czy kogoś to obchodzi? Czy będzie jakiś ciąg dalszy? Tego nie stwierdzono.
julanda dnia 13.05.2011 13:52
To i nie wiem nic! Nie wystawiłam ostatnio paluszka poza Szczecin i Rzeszów, więc nie mam zielonego pojęcia o istnieniu innych światów. Peelka zaś jest obieżyświatem, bo domyślam się, jest tą samą, która ma wprawę w przeprowadzkach (któreś z poprzednich opowieści). I tak lekko to relacjonuje, że nie wiem, gdzie dzieje się akcja. Niby Czechy (już bez Słowacji), niby coś o Szwecji, waluta nieznana, bo już myślałam, że raczej w Europie euro się zadomowiło. Na to wszystko ślub dziecka Diany. Pass. Wspomnianego ślubu nie widziałam, bo już kiedyś z uwagą śledziłam taką uroczystość z udziałem mojej rówieśniczki Di., wystarczy. Tym sposobem moje czytanie stało się totalną porażką. Wolałabym je w formie scenariusza, gdzie w nawiasie miałabym podane, gdzie się dzieje akcja i kto jest kim. Ale ja jestem jedna, a czytelników świat cały, więc nie ma co się mną akurat przejmować. Pozdrawiam! Kurcze, dinozaurus sclerozis! ;)
Adela dnia 13.05.2011 14:04
Witam wszystkich i przepraszam za brak polskich znakow w komentarzu.
Fajnie, ze ten tekst trafil na maraton, bo pewnie tytul zniechecilby wiekszosc przybylych:).

Azazella, dziekuje za mile slowa. Mysle, ze opowiadanko mozna odczytac na wiele sposobow, zalezy od czytelnika. Chcialam namalowac zwyklego bohatera i dzien. Czy rutyna? pewnie tak, ale z tej rutyny bohaterka chce czerpac sile i wiare w to, ze kazde zycie jest tak samo wazne i warte opisania.

MamaMuchomorka, dziekuje. Tak, tak to babska paplanina, ktora (mam nadzieje) ma jakis sens:)

Bury_wilku, bardzo chcialam, aby ten tekst wywolal lekki usmiech i refleksje. Czy o niczym? Hmm... Wychodze z zalozenia, ze wszystko moze byc wazne, jesli czlowiek do tego tak podejdzie. Dziekuje.

Ardo, oczywiscie ze sie nie gniewam. Szkoda ze odczytalas tylko plotki, bo tekst nie jest tylko o tym, ale byc moze przesadzilam z klimatem i zbyt mocno usadzilam bohaterow w pewnych realiach, co moglo spowodowac efekt odwrotny. Przeslanie dla czytelnika moglo sie zgubic, a pozostala tylko otoczka biurowych pogaduszek.

Madziarra, ja rowniez lubie Lokatego. Jego postaci zamierzam poswiecic troche wiecej czasu (hehe, jesli chodzi o pisanie).

julass, dziekuje, ze dales rade:). Ten tekst jest nie tylko o plotkach, szkoda ze wlasnie tak zostaje odczytany, ech:)

Tjereszkowa, si si seniorita, zmyla, zmyla. Knedliki i wolowina sprzyjaja i plotkom i glebszym przemysleniom.

liliium, nie stwierdzono, choc - moja bohaterka chcialaby sie jeszcze pokazac w cyklu opowiastek z Pragi.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i slonecznie,
A.
Adela dnia 13.05.2011 14:12
Julando, teraz zobaczylam Twoj komentarz i, prawde mowiac, nie wiem jak sie do niego odniesc. Mysle, ze z tekstu pare razy wynika, ze akcja rozgrywa sie w Czechach (w Pradze). Moze zbyt szybko chce przemieszczac czytelnika, hmm. Przemysle to. Pozdrawiam i dziekuje za lekture.
A.
Elwira dnia 13.05.2011 15:17
Cytat:
Gdy otworzyłam drzwi biura(,) Wafel – Warszawiak(,) mieszkający od czterech lat w czeskiej Pradze(,) przywitał mnie porannym skinięciem


Nazwy mieszkańców miast zapisujemy małą literą, napisałabym skinieniem

Cytat:
- To już dzi? –


Dziś?

Cytat:
nieobecność na stanowisku miejsca pracy


przedobrzone, na stanowisku pracy albo na miejscu pracy


Cytat:
Już wiemy(,) co będziemy robić do piętnastej


Cytat:
wezwany do opowiedzi uczeń.

odpowiedzi
Cytat:
Wafel – zarówno pracowity realista jak i niepoprawny romantyk, zaskomlał.

Hm… ja bym zmieniła szyk, o tak i wyrzuciła myślnik: zaskomlał Wafel, zarówno pracowity realista jak i niepoprawny romantyk,.


Cytat:
Nie zadroszczę jej.


zazdroszczę


Cytat:
minut rozbierał ślubny tort wzrokiem.


Szyk: rozbierał wzrokiem ślubny tort – chyba płynniej?

Cytat:
krople śliny ociekały mu po brodzie.


Ściekały

Cytat:
Gdy otworzyłam drzwi biura Wafel – Warszawiak mieszkający od czterech lat w czeskiej Pradze przywitał mnie porannym skinięciem głowy...


Błędy jak w pierwszym zdaniu ;)

Ok. Opowiadanie bardzo ciekawa. Po tytule spodziewałam się bajki o księciu albo o kopciuszku, a tu miłe zaskoczenie. Ludzkie realia, ślub w tyle, a tak naprawdę dla prostego człowieka, dla mnie nic się nie zmienia. Nadal drożyzna w sklepie, pracować trzeba, przedszkola w długi weekend nieczynne, a jedyną radość daje dzień wolny. Z tekstu wylewa się sama prawda. Trudno nie czytać go z przyjemnością.
Pozdrawiam.
Adela dnia 13.05.2011 16:53
Elwiro, bardzo dziekuje za cieple slowo i uwagi, z ktorych na pewno skorzystam, ale dopiero w poniedzialek, bo przede mna intensywny weekend ze znajomymi. Milo, ze tak wlasnie odebralas to opowiadanie, odnajdujac w nim prawde o zyciu:) Cieszy mnie to :)
Pozdrawiam serdecznie,
A.
Krystyna Habrat dnia 13.05.2011 18:04
Pojęcia nie mam, jak to skomentować. Napisane z brawurą, pokazuje rzetelny kawałek rzeczywistości życia biurowego a równocześnie wydarzenie sprzed dwóch tygodni, które śledziły panie, które lubią oglądać śluby oraz niedostępny nam przepych królewski.
Relacja typu reportażowego, równoległa do akcji. Wprawdzie niewiele z tego wynika, gdy oczekuje się wielkich przeżyć artystycznych czy pogłębienia wiedzy o człowieku i świecie albo odkryć filozoficznych, ale polszczyzna ładna, styl żywy, skrzący się dowcipem i czyta się przyjemnie.
Izolda dnia 13.05.2011 18:32
Ostatnio słyszałam, że: „Jest pewnikiem, że gdy w biurze siedzi kilka osób, to pracuje tylko wentylator.”

Niby zabawna, lekka humoreska do przeczytania przy porannej kawie, ale z ambicjami na troszkę więcej. Czytało mi się przyjemnie, myślę, że osiągnęłaś efekt pokazując, że:

Cytat:
Takich ludzi są miliony. Szczyptę szczęścia odnajdują w czyimś życiu, kompletnie ignorując swoje.


poprzez pryzmat tych, którzy jedną nogą są w tych milionach, ale drugą jednak z dystansem wystają poza.

Przyjemny tekst - niesie to stwierdzenie w sobie, że: nie nużył, nie dłużył się, wywołał uśmiech, a czytał się bez poważnych belek formalnych.
MaximumRide dnia 13.05.2011 19:17
Muszę przyznać, że sam tytuł mnie zaciekawił.
A tu proszę. Nie spodziewałam się czegoś takiego . Ciekawa opowiastka. Nie nudzi, nie ciągnie się bez końca. Ot taka sobie, na poprawienie humoru. Widzę, że bohaterka nie była zbyt zainteresowana ślubem Wiliama i Kate, skoro wyszła i wróciła po wszystkim. :) No ale ja też ślubu nie oglądałam i jakoś mi to nie przeszkadza. Czasem są ważniejsze rzeczy do roboty:)
:)Pozdrawiam
green dnia 13.05.2011 19:51
Nieznośna lekkość pióra, że tak sparafrazuję :)

Życie i historia w tle. Jesteśmy świadkami historycznych wydarzeń.
W dobie tak rozwiniętej techniki możemy patrzeć na świat i uczestniczyć, ale i tak w gruncie rzeczy najważniejsze jest to co nas otacza. Nasza rzeczywistość.

Pozdrawiam :)
Wasinka dnia 13.05.2011 23:28
Lubię zagłębiać się w świat Twoich opowiastek; są takie prawdziwe, a równocześnie "naznaczone" także Twoim lekkim stylem i trafnymi spostrzeżeniami. Życie toczy się tutaj tak po prostu, ale w międzyczasie padają zgrabne stwierdzenia (o jednym wspomniała już Izolda).
W tle tytułowy ślub - jakby zaprzeczenie tego, co "posiada" bohaterka. Dwa światy, które współistnieją, tak różne, a jednak w obu są sprawy im wspólne (choćby miłość, której się pragnie).
Świat jest różnorodny, a przez to ciekawy. Możemy przeżywać swoje życie, ale też innych, czerpiąc z nich coś dla siebie dobrego...
Pokazujesz prawdę i szarość życia (choć wcale tutaj tak szaro się nie jawi, gdy przyglądamy się tylu osobowościom), ale też zauważasz, że daje ono radość i dostrzegasz kolory.

Uśmiechniętego wieczoru z księżycem i przyjacielską rozmową w tle :)
zajacanka dnia 14.05.2011 00:22
A mnie tam tytul wcale nie zniechecil: pol firmy, w ktorej pracuje, wzielo wolne, zeby ogladac transmisje na zywo, a pozostala czesc miala dluzszy lunch, ogladajac skroty w tv :) Za przyzwoleniem szefostwa oczywiscie, i z ogromnym "slubnym" tortem dla pracownikow :) To byl naprawde dobry dzien...
I wcale nie chodzi tu o zycie czyims zyciem, ale o serdecznosc, zaangazowanie i kultywowanie tradycji.
Dobrze napisane, Adelo. Pokazujesz swiat od innej strony, wplatajac wydarzenia historyczne. Moze to zabrzmialo troche dziwnie, ale czas tak szybko leci, ze ich slub wkrotce bedzie nalezal do historii.
Pozdrawiam
Miladora dnia 14.05.2011 02:02
Lekka, swobodna proza. Przypomniała mi się jedna z książek Chmielewskiej i dzień pracy w biurze architektów, gdzie bohaterka z kolegami przez kilkanaście minut obserwują usiłującą zaparkować auto paniusię.
Podobny klimat rozmów i zabijania czasu. Lubię podobne scenki, zwłaszcza gdy napisane są sprawnie i z kryjącym się w tle poczuciem humoru.
Dobrze jest, Adelo. ;)

A to po drodze:
- To rzeczywiście, boskie – bez przecinka
- Irlandziej Straży - Irlandzkiej
- pustkę w głowie i, gdy drzwi balkonu – bez przecinka
- jakąś zbłąkaną, męską duszę – bez przecinka
- krople śliny ociekały mu po brodzie. – broda ociekała, krople śliny ściekały
- tak samo(,) jak Komitet Olimpijski

Dobrego na jutro.
TomaszObluda dnia 14.05.2011 08:44
Cytat:
Wafel, życie jest fascynujące! Koniecznie muszę je opisać
muszę Cię zmartwić. Nie jest. Życie bywa fascynujące momentami, dlatego w telenowelach posiłki trwają tak krótko, a ludzie nie pracują, no chyba, że w pracy odbywają się same intrygi.
Fajnie piszesz, ale nawet jakbym był twoim przyjacielem, to bym nie chciał słuchać o takich drobiazgach. To jest mało interesujące. Mimo wszystko masz łatwość pisania, więc bez najmniejszego wysiłku przebrnąłem przez tekst. Pozdrawiam
Usunięty dnia 14.05.2011 18:27
Ufff... Gdybyś faktycznie opisała ślub, musiałabym przestać Cię lubić... Ogólnie taki tekst blogowy, ale czyta się bardzo przyjemnie. Dowód, że można pisać teks dywagacjami i spostrzeżeniami i nie zanudzić czytelnika. Pogubiłam się tylko w końcówce: tekst z gazety i drzwi biura, nie wiem, o co z tym chodzi.
zawsze dnia 15.05.2011 16:30
Nie potrafiłam skupić się na czytaniu, uwagi i dygresje wytrącały mnie z rytmu i przyłapywałam się na opuszczaniu poszczególnych słów. Piszesz jak zawsze lekko i z gracją, ale jednak - tym razem nie dla mnie. Do następnego!:)
Adela dnia 16.05.2011 13:45
Witam serdecznie,
Po inetensywnym weekedzie wracam na portalowe łono, dziękując wszystkim za lekturę i komentarze.

Elwiro, poprawione. Mam problem z wyrażeniem "skinięcie" czy "skinienie głowy". Przeczytałam, że jeśli chodzi o gest, to raczej skinięcie i teraz jestem w kropce. Hmm. Co o tym myślisz? Jeszcze raz dziękuję za wskazówki.
Sokol, cieszę się, że czytało się przyjemnie. Pisałaś o braku przeżyć artystycznych – może tak, może jest to taka pisanina rozrywkowa, ale z drugiej strony chciałam przemycić w tym tekście kilka życiowych prawd i zamaskowaną dyskusję na temat ludzkiego życia.
Izoldo, cieszę się, że wychwyciłaś rozważania o milionach
Maxiumride, cieszę się, że mój zamiar (aby tytuł zaskoczył) udał się. Dziękuję za lekturę.
Green, dziękuję za użycie parafrazy. To dla mnie zaszczyt.
Wasinko, dziękuję za wsparcie i przebywanie z moimi opowiastkami. Cieszę się, że odczytałaś w tym tekście ukryte sensy i kolory, o których wspomniałaś w komentarzu. Bardzo chciałabym uchwycić przeróżne barwy i odcienie życia. Luźne opowiastki chyba są dla mnie najłatwiejszą formą, ale z drugiej strony myślę, że one aż takie luźne nie będą, skoro planuję pisać opowiastki z Pragi, w których niejednokrotnie pojawią się ci sami bohaterowie. Zobaczę, co się z tego wykluje. Dziękuję.
Zajacanko, cieszę się, że odnalazłas w tym tekście świat z innej strony i pozdrawiam kolegów z biura:)
Miladoro, skojarzenie z Chmielewską do dla mnie zaszczyt. Dziękuję też za wskazówki, z których skorzystałam.
Tomaszu, tak, tak- zgadzam się z Tobą – w życiu piękne są tylko chwile. Drobiazgowość – pewnie tak, ów kobieca cecha zawładnęła moją klawiaturą, ale jak to się mówi „diabeł tkwi w szczegółach”, dlatego też raczej z nich nie zrezygnuję.
Oke_Mani – trochę mnie zmartwiło określenie - tekst blogowy, bo takiego pisania chcę uniknąć. Dziękuję za szczerość. W koncówce chodzilo o sam akt pisania i powrót do początku opowiadania.
Zawsze – dziękuję za lekturę, szkoda, że nie odnalazłaś nic w tym tekście dla siebie, ale mam nadzieję, że może w następnym. (Przepraszam za brak pogrubienia twojego nicku, ale ta funkcja nagle przestała działać).
Pozdrawiam wszystkich serdecznie,
A.
Usunięty dnia 17.05.2011 21:22 Ocena: Świetne!
Nie będę ukrywać, że poleciałam jakby rutynowo i z powodu tytułu, nawet nie sprawdzałam autora. :no:
Wietnaczyków i znajomych albo doskonalę znajomość języka angielskiego tak mi się rzuciło :lol: Przyznam również, że tekst wzięłam na dwa razy. Ale nie dlatego, że mnie znudził :upset:. Za pierwszym razem skupiłam się na płyciźnie i temu co na wierzchu :D. Ale wiedziałam, że podobnie jak tytuł, to nie takie proste - zresztą już za pierwszym razem wychwyciłam parę smaczków, poczynając od księgowych :lol:. I na tej głębinie, pod powierzchnią perełki :smilewinkgrin: sobie połowiłam. Masz znakomite pióro, opisać powszedniość i pokazać, że jest lepsza od fajerwerków - dla mnie, jak to mówią - klasa :D. Muszę podziękować podpowiadaczowi :lol:, że wspomniał mi o tym tekście. :lol: Jeśli będziesz pisać Praski Bedeker, oznajmiam, że masz we mnie czytelnika wiernego. Wieczornie i przy lodach pozdrawiam cieplutko. Hm... przez wiele lat byłam księgową -:) B)
Adela dnia 17.05.2011 22:50
Amso, dziękuję za lekturę:) Kurcze, nie jestem w stanie wychwycić Twojej uwagi o Wietnaczykach i znajomych. Proszę, jeśli możesz mi ją opisać - będę bardzo wdzięcza. Dziękuję za ciepłe słowa. Praski bedeker rodzi się, ale z innym zamiarem niż Empire: bardziej jako "telenowela":), ale mam nadzieję, że zbierając w kupę - refleksję, zwyczajne życie, a w nim postaci, które będą naturalne i praski klimat i miłość, przy czym wszystko to chciałabym doprawić humorem, może to będzie "znośne" do przeczytania. Mam taką nadzieję.
Pozdrawiam,
A.
Usunięty dnia 17.05.2011 23:04 Ocena: Świetne!
-:) to moja wina, bo źle wyróżniłam. 1. Wietnaczyków domyślam się, że ma być Wietnamczyków 2. znajomych albo doskonalę znajomość języka angielskiego. :lol:

Chcę podkreślić, że nie oczekuję powtórki z Empire :no:, bo tamten rozdział jest zakończony z nadzieją, że kiedyś do nie wrócisz :yes:, choćby we wspomnieniu jakimś praskim :confused:.

Użycie niektórych sformułowań dookreślających było piękne i dlatego wystawię Ci ocenę :smilewinkgrin:. Jeśli życzyłabyś sobie przytoczenie przykładów - proponuję przeczytać tekst pt. Ślub Kate i Williama... :lol: Pozdrawiam nocnie i późno nawet B)
Adela dnia 18.05.2011 10:31
aha, no tak, tak - powtorka znajomi/znajomosci i literoweczka. Dziekuje za wskazowke, z ktorej skorzystam jak tylko wymysle inne sformulowanie:)
Pozdrawiam serdecznie,
A.
Olowiany Zolnierzyk dnia 26.05.2011 23:11 Ocena: Dobre
Tekst wciąga jak odkurzacz brud. Naturalnie - to dobrze opisany banał. Pomijam błędy, bo istotą opowiadania jest wciągnąc czytelnika w świat stworzony - nawet przez "dziewicę".
Adela dnia 27.05.2011 10:58
Ołowiany Żołnierzyku,
Miło że mnie odwiedziłeś. Jeśli mogę Cię prosić i jeśli znajdziesz ochotę i czas, to możesz mi wskazać jakie błędy rzuciły Ci się w oczy?
Tak, to taka babska literatura - planuję pisać coś a'la telenowela: co ma wciągnąć, zrelaksować, rozweselić, ale i obdarzyć czytelnika garścią refleksji. I właśnie tak sobie myślę: tekst powinien bronić się sam i szkoda, że odebrałeś go jako dobrze opisany banał, bo jednak chciałam w nim też przemycić trochę refleksji. Ech.

Dziękuję za ciepłe słowa wprost z reklamy sprzętu AGD - swoją drogą bardzo ciekawe porównanie.
Zachęcam do lektury i krytyki 2 części "Praskich opowiastek" - Jeśli nie świerzb, to co? - choć to babska paplanina, ale może jednak da się "wciągnąć".
Tam (chyba) można odczytać, że bohaterka raczej dziewicą nie jest:)- mam taką nadzieję, bo nie chciałabym aby te teksty były nasycone wściekłością macicy:)
Pozdrawiam serdecznie,
A.
fanny dnia 19.06.2011 19:48 Ocena: Świetne!
napiszę krotko: i love it! swietnie piszesz i na pewno o tym wiesz, wiec co tu dodawac ;)
Adela dnia 19.06.2011 22:03
Bardzo dziękuję za komplement. Szczerze mówiąc, tak jakbym chciała pisać, to jeszcze muszę się dużo nauczyć:). Zachęcam do lektury cz.2 Praskich opowiastek: Jeśli nie świerzb, to co? Być może i tam odnajdziesz coś dla siebie:)
Pozdrawiam serdecznie,
A.
Dobra Cobra dnia 07.03.2020 11:10 Ocena: Świetne!
To jest opowiadanie jak się patrzy! A na dodatek z przepiękną nutą dekadencji biurowej 21. wieku.

Się czyta!


Z ukontentowaniem,

Dobra Cobra
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yaro
24/01/2022 21:22
Usunąłem co zbędne. »
annakoch
24/01/2022 20:23
Świetne ! Moja głowa zobaczyła gotowy obraz filmowy.… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 17:39
Dobrze, skoro nie na temat, to usuwam komentarz. zresztą był… »
Florian Konrad
24/01/2022 16:56
Jejciu... co za pytanie. Więc proszę napisać ten tekst o… »
Mareczek
24/01/2022 16:36
Nie zawodzisz Wiolinie.Kolejny wiersz Twojego pióra będący… »
Maciej Bienias
24/01/2022 16:28
Choć gdybym chciał nie wiem jak bardzo uczynić zadość… »
Mareczek
24/01/2022 16:15
Zrobiłaś aniat.wiwisekcję bólu i rozpaczy,która mnie… »
valeria
24/01/2022 11:49
tak:) to nie mówcie głośno, wszyscy mnie zapeszają:) »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:23
Nic tam nie poprawiaj. Skoro tak Ci się napisało, to tak… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:21
A mnie zawsze cieszy, że niektóre komentarze są bardziej… »
valeria
24/01/2022 10:53
dziekuję, myślałam, że przejdzie taki błąd. raz jestem… »
pociengiel
24/01/2022 10:50
Za komuny mieliśmy polskie auto Syrenka - głośny dwusuw. Wg… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 10:34
Wiersz jak wiersz. To moje zdanie. »
pociengiel
24/01/2022 10:29
daj se luzik, popuść guzik »
Wiolin
24/01/2022 09:50
Valerio. Widzę w tym wierszu wiele niegramatyczności...… »
ShoutBox
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 20:04
  • Dobra, wystarczy tej gadki o niczym.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:58
  • A to zależy co się założy. Ja czasem wolę zapytać Nikogo, niż gadać z Bylekim-ś.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:56
  • Jakże ja bym chciał tak skasować, ale nie mam kogo i za co.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:54
  • A ja, z założenia, nie pytam nikogo o nic.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:52
  • Gdybym wiedział o co chodzi, to bym się nie pytał Kogoś, ale Nikt nie odpowiada. A że jestem Niewiedzący, to pytam i Wiedzących.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:45
  • Skasowałam. znów włączyła mi się autocenzura.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:43
  • Obie miejscówki leżą niedaleko Gdzieśtam.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:41
  • A ja znam takich z Znikąd. to chyba niedaleko od Nikąd.
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:Quidem
Wspierają nas